Artykuły ogólne: Fotografowanie w sklepie

 

Fotografowanie w sklepie

 

Od: Robert Tomasik - wyświetl profil

Data: Czw. 19 Sty. 2006 02:31

Grupa: pl.soc.prawo

Mikołaj "Miki" Menke [###m...@menek.one.pl.###] napisał:

Mikołaju! Zazwyczaj nie zasłaniam się archiwum i wyjaśniam n-ty raz każdemu, w miarę wolnego czasu. Ale na temat fotografowania naprawdę już nie mam siły pisać. Temat odżywa na tym forum średnio z raz na tydzień w różnych konfiguracjach. Ze dwa lata temu, to dodatkowo był modny na forum pl.misc.kolej, bo SOK-istom się ubzdurzyło, że terrorystów będą w ten sposób tropić. Tam skończyło się oficjalnym pismem jakiegoś czynnika stwierdzającym, że nie ma żadnych przepisów umożliwiających takie zakazy wprowadzać i jak pogrzebiesz, to znajdziesz w sieci nawet skan tego pisma, bo ktoś to tam publikował. Sprawa jest rozwałkowana na 10-tą stronę. Tak więc w telegraficznym skrócie, a szczegółów poszukaj w archiwum grupy szukając pod hasłami "zakaz fotografowania", "wejście do sklepu z plecakiem" czy "przeszukanie przez ochronę" - bo generalnie o jedno i to samo chodzi:

1. Jakikolwiek zakaz mógłby wynikać albo z przepisu ustawy, albo z umowy. ÂŻadna ustawa nie zabrania fotografowania tego, co można zobaczyć i nie jest chronione jako informacja niejawna lub też nie podlega ochronie kilkoma innymi rodzajami tajemnic. Unormowanie tego znajduje się w ustawie o ochronie informacji niejawnych, zaś przepisy karne w kodeksie karnym. Wchodząc do sklepu umowy z nikim nie zawierasz, nawet w sposób dorozumiany, bo musiał byś wyrażać na to zgodę.

2. Nie ma również żadnego przepisu, który by mówił w jaki sposób ów zakaz fotografowania miał by być uzewnętrzniany, gdyby nawet można go było wprowadzić. Do czasu wejścia w życie obecnej ustawy o ochronie informacji niejawnych było rozporządzenie określające, że są to te tabliczki z przekreślonym aparatem. Ale ustawa wchodząc w życie rozporządzenie to uchyliła. Nowego nie ma, bo nie ma sensu go wprowadzać, bowiem w obecnie obowiązującym systemie ochronę niejasności zapewnia się poprzez tworzenie tzw. stref bezpieczeństwa ograniczając dostęp osób postronnych do chronionych obiektów. Tak więc nawet gdyby zakaz można było wprowadzać, to nie ma jak w sposób legalny powiadomić osób postronnych o tym fakcie. Nawet w odniesieniu do obiektów strategicznych zrezygnowano z takich zakazów uznając, że w dobie dostępnych w internecie zdjęć satelitarnych oraz aparatów mieszczących się pierścionku służby specjalne obcego państwa jak będą chciały, to fotkę i tak zrobią, a tablica może jedynie zwrócić uwagę, co trzeba fotografować.

3. Gdyby nawet uznać, że właściciel obiektu może w ramach wykonywania prawa własności zakaz taki wprowadzać, i gdyby nawet znaleźć jakiś sposób skutecznego powiadamiania osób o wprowadzonym zakazie (załóżmy każdemu wchodzącemu do sklepu wręczać za pokwitowaniem regulamin), to i tak nie ma żadnego przepisu karnego, który by stanowił, że zrobienie takiej fotografii jest chociaż wykroczeniem (o przestępstwie nie wspominając). Za to przepisy o ochronie mienia oraz prawo karne ogranicza możliwość pozbawienia człowieka wolności przez inne niż organa ścigania osoby tylko i wyłącznie do przypadków ujęcia go na gorącym uczynku (lub po pościgu) popełnienia przestępstwa lub wykroczenia. Tak więc, choćby się uprzeć, że zakaz jest ważny, to i tak ochroniarz może co najwyżej apelować i prosić. Nie może nawet zatrzymać takiej osoby (o przeszukiwaniu, czy zgoła odbieraniu jakichkolwiek rzeczy nawet nie wspominając, bo tego NIGDY mu nie wolno zrobić) i indagowany fotograf może w prostych żołnierskich słowach wyjaśnić mu, że go "nie lubi i nie ma ochoty z nim rozmawiać". Na takie dictum ochroniarz może jedynie wykonać komendę "w tył zwrot" i odmaszerować, bo dalsze natarczywe grymaszenie zaczyna zahaczać mniej lub bardziej o paragraf, a w wypadku próby zatrzymania lub odebrania aparatu włącza mechanizmy obrony koniecznej, których może użyć zarówno fotograf, jak i każda przypadkowa osoba. W konsekwencji ochroniarz naraża się na pobicie go w majestacie prawa, a o idących za tym konsekwencjach karnych napisze dalej.

4. Zakres uprawnień pracowników ochrony nie przewiduje możliwości rekwirowania czegoś i niszczenia. Tego nawet policja w stosunku do przestępców robić nie może i musi mieć w tej sprawie prawomocne postanowienie sądu. Zabranie komuś filmu i jego naświetlenie w najlepszym dla ochroniarza wypadku jest przekroczeniem uprawnień za które można dostać 5 lat pozbawienia wolności (art. 50 Ust. o Ochronie osób i mienia). A i to przy założeniu, że fotograf na wezwanie niejako dobrowolnie oddał mu ów film i nie będzie zanadto protestował. Bo jeśli zabranie filmu łączyło by się z pozbawieniem wolności czy użyciem siły, to kara może sięgać nawet lat 12 (art. 280 kk lub 282 kk). Jeśli nawet ochroniarz jest niekarany i załóżmy uda mu się wywinąć karą w zawieszeniu i grzywną, to tego typu wyrok skazujący pozbawia go z urzędu licencji.

Fakt, faktem, że ochroniarze miewają takie pomysły. Sam swego czasu stoczyłem bój z jednym w M1 w Krakowie (tym koło studia telewizji), gdy chciałem dziecku zrobić fotkę na postawionym tam wewnątrz zabytkowym tramwajem. Sadził się okrutnie i faktycznie chyba był głęboko przekonany, że ma rację. Przyznam, że była chwila w której ułamki sekund dzieliły mnie od decyzji urzędowego skrócenia sporu i po prostu zatrzymania natręta z plakietką, choćby za odmowę okazania licencji. Zwłaszcza, że upierał się przy tym, ze chce do ręki dostać mój aparat. W końcu ochroniarz wezwał dowódcę, który okazał się bardziej przytomny i kazał tamtemu iść precz. Tak więc rozumiem osoby, które mają takie problemy. Przy okazji od tego dowódcy dowiedziałem się już w luźnej rozmowie, że oni doskonale wiedzą, że nie mają racji. Ale to są pomysły kierownictwa sieci, która im daje zlecenia i wymaga ich wykonania. Podobno zwalczają w ten sposób konkurencję. W jaki sposób, to tego już ten ochroniarz mi wyjaśnić nie potrafił, a mnie nic sensownego do głowy nie przychodzi.

Przy czym osobiście jestem zdania, że mniejszym problemem są utarczki z ochroniarzami zakazującymi fotografowania, bo jest to jakaś tam bzdeta i jak będę chciał fotkę zrobić, to spokojnie ją zrobię w taki sposób, że nikt widzieć nie będzie. Zwłaszcza cyfrówką, gdzie mogę po prostu "spod rękawa" zrobić wiele fotek mając pewność, że któraś wyjdzie. Większym problemem są kierowane przez ochroniarzy groźby w rodzaju, że jak nie odda filmu, to mu udowodnią kradzież.

Ponieważ inicjator wątku coś takiego napisał, a nie mam podstaw, by mu nie wierzyć znając poziom niektórych ochroniarzy, to właśnie z tego powodu gorąco go namawiam do nadania sprawie urzędowego biegu. Takie słowa ze strony ochrony dyskredytują ją natychmiast. Ba jaką mamy pewność, że następnym razem z nudów, swawoli czy dla premii nie dopadną zupełnie przypadkowej osoby i nie będą twierdzić, że coś ukradła? W sklepie, gdzie nie ma monitoringu to w sumie jest przecież możliwe. Stąd uważam, że ta ochrona powinna zostać wyeliminowana dla bezpieczeństwa ogółu jak najszybciej o w sposób wykluczający możliwość podjęcia zatrudnienia w podobnym charakterze kiedykolwiek później.

I na koniec moja rada. Większość aparatów cyfrowych ma możliwość kręcenia filmów. W mniejszej rozdzielczości można nawet kilkadziesiąt minut nagrać. Warto zawczasu ustawić sobie mniejsza rozdzielczość i widząc podchodzących ochroniarzy włączyć zapis. Nie chodzi już nawet o obraz, ale o dźwięk. Gdyby komuś udało się zarejestrować groźbę użycia siły albo pomówienia o kradzież, to w ogóle z ochroną nie należy wdawać się w dyskusję, w miarę możliwości nie dać się wciągnąć na zaplecze i wzywać policję. W wypadku takiej groźby udokumentowanej w opisany sposób nie wierzę, by jakikolwiek prokurator nie poszedł z tym do sądu. A tego typu ochronę należy eliminować dla wspólnego bezpieczeństwa.

Krótko, to mi chyba nie za bardzo wyszło, ale mam nadzieję, że przekonywująco.

pl.soc.prawo: wyrzucenie ze sklepu...Nowe okno

 

Artykuły ogólne: Kalibracja tak ogólnie

 

To: Fotografia_Przyrodnicza+yahoogroups.com
From: "jwojcieszak"
Date: Tue, 26 Nov 2002 20:33:09 +0100
Subject: [FP] k a l i b r a c j a

"... slowo KALIBRACJA, oznaczajace proces wytwarzania podobnie wygladajacych
rzeczy - jest zbyt nieprecyzyjne. Bedziemy wiec potrzebowali kilku innych
definicji precyzujacych, ktore rzeczy w tym mglistym procesie sa naprawde
istotne..."


"... STANDARYZACJA, na nasze potrzeby bedzie oznaczac zdolnosc dostarczenia
takiego urzadzenia, ktore bez wzgledu na to czym jest, spelnia powszechnie
akceptowane normy branzowe i zachowuje sie mniej wiecej tak jak inne urzadzenia
w swojej kalsie.

POWTARZALNOSC oznacza zdolnosc zachowywania sie urzadzenia w ten sam sposob
dziasiej, jak i jutro.

ZARZADZANIE KOLOREM jest procesem przesylania plikow pomiedzy roznymi
urzadzeniami w ten sposob, ze sa one tak modyfikowane, aby pasowaly do siebie w
takim stopniu, w jakim pozwalaja na to okolicznosci .. "

o kurde ale ladny tekst

"...Znaczne wieksze wieksze znaczenie (niz standaryzacja maszyn) ma
standaryzacja FOTOGRAFA. Ekscentryczny styl fotografowania ma znacznie wieksze
tendencje do bycia zlym stylem niz ekscentryczne ustawienia maszyny..."

"...czy wazne jest aby fotograf byl powtarzalny ? Podobne ujecie, w podobnej
scenerii, z podobnym oswietleniem nie musi byc takie samo. W przypadku
fotografa jest znacznie mniej powodow do tego, aby byl on powtarzalny niz w
przypadku pozostalych urzadzen...."

problem kalibracji zaczyna sie wiec wczesniej niz dopiero przed monitorem

"..Co z systemem zarzadzania kolorem? Wygodnie jest go stosowac pomiedzy
monitorem a maszyna drukarska .."

"..Niebezpieczenstwa nieprzemyslanej kalibracji sa, w przewazajacej mierze dwa:
bledne pojecie o tym gdzie kalibracja powinna byc stosowana, oraz uporczywe
stosowanie jej tam, gdzie nie jest to konieczne..."

"..Dlatego wydaje sie dziwne, ze niektorzy ludzie, tak glosno mowiacy o
koniecznosci spedzenia wielu godzin nad kalibracja i standaryzacja monitorow,
czesto za pomoca dodatkowych urzadzen ... nie zauwazaja potrzeby zachowania
POWTARZALNOSCI. Parametry monitora...zmieniaja sie z dnia na dzien,. Dodatkowo
monitory sa podatne na przypadkowe poriszenie pokretel, zmiany w warunkach
oswietlenia oraz zmiany w konfiguracji oprogramowania. Dlatego rozsadni
uzytkownicy czesto sprawdzaja swoje monitory. ... Wszystko co musisz zrobic to
wydrukowac przykladowy plik, ktory mniej wiecej wyglada tak samo na monitorze.
Cala korekcja sprowadza sie wiec do otwarcia tego pliku, porownania go z
wydrukiem i jezeli nie wygladaja podobnie, dokonania odpowiednich zmian..."

prawda, Jurku, jakie to proste

"...dlatego tylko trzy krótkie porady:

a.. najistotniejszym i najbardziej niedocenianym czynnikiem w korekcji koloru
jest ustawienie punktu CZERNI. To samo odnosi sie do ekranu monitora. Zwykle
ustawia sie na nichzbyt szeroki zakres kolorow, tak ze kolor czarny na
monitorze wyglada na duzo glebszy i ciemniejszy niz na wydrukowanej stronie. W
takim przypadku zdjecia na monitorze maja znacznie wieksza glebie i po
wydrukowaniu wydaja sie zaskakujaco plaskie... no i Michal ma racje ze swoim
mini przewodnikiem

a.. ...nasza percepcja kolorow zmienia sie radylanie w zaleznosci od kolorow
otaczajacych...wiele osob wybiera jako kolor tla na monitorze jakis jaskrawy
kolor lub wzor, zamiast praktycznego szarego ... dodam, ze rowniez wiek ma tu
swoj udzial, na starosc kiepsko rozrozniamy odcienie zieleni

a.. ...obraz na monitorze zmienia sie z dnia na dzien, dlatego nalezy czesto
sprawdzac monitor...." Rowniez zmienaja sie obrazy widziane przez nas samych -
autokalibracja naszych oczu moze byc przyczyna nieprawidlowego odbioru - czy
ktos widzial rozowego konia (gniadego) - nawet jakby rzeczywiscie taki byl to
nasze oczu automatycznie dopasuja obraz do koloru gniadego - ot co


Wszystkie cytaty z ksiazki "Korekcja i separacja" DAN MARGULIS w tlumaczeniu
Roberta Riger wydawnictwo Helion Gliwice.

Tam tez cala masa cennych uwag i porad.

 

 

Artykuły ogólne: Fotografia a prawo

 

From: "Jacek"
Subject: Foto, a prawo
Date: Sun, 9 Jun 2002 22:14:43 +0200

Rozwijając wątek foto, a prawo podaję kilka "paragrafów".
Ochrona wizerunku jest określona w Kodeksie Cywilnym (art.23) oraz w prawie
autorskim (art.81). Jeżeli chcesz rozpowszechniać portret swojej modelki, to
musisz mieć jej pisemną zgodę lub dowód wypłacenia honorarium w umówionej
między wami wysokości (czyli tak naprawdę musisz mieć umowę określającą
wysokość tego honorarium). Uwaga1: w procesie o ochronę dóbr osobistych, to
pozwany (czyli ty) ma obowiązek wykazać, że jego działanie nie było
bezprawne. Modelka może twierdzić, że otrzymane 500 zł (na które masz
pokwitowanie) to jedynie 10% umówionego wynagrodzenia i to ty musisz
udowodnić że jest inaczej (i w tym celu przedstawisz umowę). Uwaga2: Możesz
przegrać niezależnie od tego, czy doszło do naruszenia innych dóbr
osobistych modelki, jak cześć czy godność. Powyższych zasad nie stosujesz
gdy: zdjęcie przedstawia osobę powszechnie znaną, a zdjęcie wykonano w
związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych (czyli np. nie możesz
rozpowszechniać bez zgody Jolanty Kwaśniewskiej zdjęcia zrobionego jej pod
jej prywatnym prysznicem); a także w przypadku osób stanowiących jedynie
szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza. (O
tym czy jest to szczegół będzie decydował sąd.) Tyle zawiłości prawnych. W
każdej sytuacji możesz dostać po pysku.
W przypadku, gdy chcesz rozpowszechniać zdjęcie np. nowego mostu to robisz
to bez żadnych problemów w przypadku gdy jest to fotografia reporterska, a
rozpowszechniasz w celu informacyjnym. W pozostałych przypadkach opierasz
się na art. 1,2 prawa autorskiego. Jeżeli jest to Sztuka (?), to twierdzisz,
że most stanowi jedynie inspirację, a twoje zdjęcie jest utworem samoistnym
i nie masz problemów. Jeżeli wykonujesz np. dokumentację architektoniczną,
to oznacza, że twój utwór (zdjęcie) jest opracowaniem utworu pierwotnego i w
celu jego rozpowszechniania wymagane jest zezwolenie twórcy utworu
pierwotnego.
Problemy mogą się pojawić, gdy obiektem twojego zainteresowania jest
budynek mieszkalny. Prawo (art. 23 Kodeksu Cywilnego) gwarantuje
nietykalność mieszkania pojmowaną jako prawo do ochrony przed bezprawnym
wtargnięciem w sferę określonego stanu psychicznego i emocjonalnego, jaki
daje każdemu człowiekowi poczucie bezpiecznego i niezakłóconego posiadania
własnego miejsca, w którym koncentruje swoje istotne sprawy życiowe i chroni
swoją prywatność. O ile w poprzednich przypadkach motywem decydującym było
rozpowszechnianie utworu (samo "pstryknięcie" to tylko faza procesu
twórczego i możesz wszystko pstrykać do woli), to teraz możesz mieć problemy
np. ustawiwszy tele na okno sypialni miłej koleżanki (tym razem nie
rozpowszechniasz bezprawnie, a naruszasz nietykalność mieszkania). Pomijając
to, że możesz dostać po pysku.
Istnieją poza tym uregulowania ograniczające swobodę focenia w
specyficznych warunkach lub sytuacjach (np. muzea, rezerwaty, obiekty
kolejowe i in.). Dodatkowo prywatny właściciel może praktycznie dowolnie
ograniczać możliwości "pstrykania" w obrębie własnej nieruchomości. Mogę
ustanowić zakaz fotografowania w moim ogródku, a właściciel supermarketu w
swoim, a ty nic na to nie poradzisz. I zawsze możesz dostać po pysku.
Wniosek jest następujący: przed przystąpieniem do pracy wykup polisę NNW ;)

Na razie tyle, pozdrawiam

Jacek


I jeszcze jedno: z wyroku sadu apelacyjnego (kwiecien 2000)

"W procesie o ochronę dóbr osobistych, pozwany ma obowiązek wykazać, że jego
działanie nie było bezprawne. Bezprawność działania, zgodnie z art. 81 ust. 1
Prawa autorskiego, wyłącza zgoda uprawnionego. Istnienia zgody uprawnionego
ani jej zakresu nie domniemywa się."

Czytajac rozne paragrafy i dotychczasowe orzecznictwo sadu przypuszczam, ze
jezeli nie ma zgody to NIE WOLNO, a nie jak twierdzisz, nie ma zakazu to wolno.

Tyle formalnie, prywatnie byc moze reakcja matki byla zbyt histeryczna ale
potrafie ja zrozumiec (i prosze nie komentuj tego, z gory dziekuje). Sama
spotkalam sie z kilkoma podobnymi zachowaniami i wiem, ze zazwyczaj (bo nie
zawsze) lepiej zapytac zanim sie zrobi zdjecie.

 

 

Artykuły ogólne: Prawo autorskie

 

Date: Sun, 27 Jan 2002 22:42:35 +0100
From: "WSm"

Fotografia zarejestrowana na negatywie, przezroczu lub -
obecnie - na nosniku cyfrowym stanowi utwor, ktory, jezeli
stanowi "przejaw dzialalnosci tworczej o indywidualnym
charakterze", zgodnie z Art.1 ustawy o prawie autorskim i prawach
pokrewnych jest przedmiotem prawa autorskiego. Ale tez nie kazda
fotografia (zdjecie) stanowi przejaw dzialanosci tworczej o
indywidualnym charakterze, wiec tez nie kazde zdjecie jest
chronione z tytulu ustawy. To na poczatek.
Dalej - taki nosnik z zarejestrowanym obrazem fotograficznym
stanowi przedmiot autorskiego prawa majatkowego. Czyli jest
bezwzgledna wlasnoscia autora. Te wlasnosc autor moze przeniesc
na inne osoby.
Art.41.1.ustawy: Jezeli ustawa nie stanowi inaczej:
1. autorskie prawa majatkowe moga przejsc na inne osoby w drodze
dziedziczenia lub na podstawie umowy, [...]
2. umowa o przeniesienie autorskich praw majatkowych lub umowa o
korzystanie z utworu, zwane dalej "licencja", obejmuje pola
eksploatacji wyraznie w niej wymienione.
Art.50 ustawy:
Odrebne pola eksploatacji stanowia w szczegolnosci:
1) [...]
2) zwielokrotnienie okreslona technika
3) [...]
4) wprowadzenie do pamieci komputera
[...] - az do 12)
Tak wiec obraz fotograficzny, utrwalony na filmie, czy w pamieci
aparatu cyfrowego
i powielony w postaci odbitek z printera, wydrukow z drukarki,
czy tez zeskanowany i wprowadzony do pamieci komputera i dalej,
na strone internetowa - to jest korzystanie z utworu okreslone w
wyzej cytowanym przepisie ustawy. I klient, ktory zamawia
fotografie u fotografa otrzymuje powielone _kopie_ jego
autorskich fotografii, a nie oryginalne fotografie. Jezeli
zamawiajacy chce otrzymac na wlasnosc oryginalny nosnik (negatyw,
film przezroczowy) powinna zostac zawarta umowa pomiedzy
zamawiajacym a autorem i to na pismie. (Art.53 - Umowa o
przeniesienie autorskich praw majatkowych wymaga zachowania formy
pisemnej pod rygorem niewaznosci). Odrebnym jest problem zaplaty
za przeniesienie prawa wlasnosci oryginalu.
Art.43.1. mowi: Jezeli _z umowy nie wynika_, ze przeniesienie
autorskich praw majatkowych lub udzielenie licencji nastapilo
nieodplatnie, tworcy przysluguje prawo do wynagrodzenia. Czyli -
mozna, zgodnie z ustawa, zawrzec umowe na _nieodplatne_
przekazanie wlasnosci negatywu przez autora klientowi.
To, ze powszechnie te przepisy ustawy o prawie autorskim nie sa
przestrzegane nie znaczy, ze to jest norma!
Opisalem to dosc skrotowo z koniecznosci, aby bylo zrozumiale - i
majac na uwadze zwykle zdjecia ze slubu.
Bo w ustawie sa przepisy bardziej szczegolowe, ale dotycza one
normowania stosunkow pomiedzy tworca, a zamawiajacym w przypadku
dziel o wysokiej wartosci artystycznej i finansowej.
Np.:
Art. 46
Jezeli umowa nie stanowi inaczej, tworca zachowyje wylaczne prawo
zezwalania na wykonywanie zaleznego prawa autorskiego, mimo, ze w
umowie postanowiono o przeniesieniu calosci autorskich praw
majatkowych.
Art. 52.
1. Jezeli umowa nie stanowi inaczej, przeniesienie wlasnosci
egzemplarza utworu nie powoduje przejscia autorskich praw
majatkowych do utworu.
2. Jezeli umowa nie stanowi inaczej, przejscie autorskich praw
majatkowych nie powoduje przeniesienia na nabywce wlasnosci
egzemplarza utworu.
3. Nabywca oryginalu utworu jest obowiazany udostepnic go tworcy
w takim zakresie, w jakim jest to niezbedne do wykonywania prawa
autorskiego. Nabywca oryginalu moze jednak domagac sie od tworcy
odpowiedniego zabezpieczenia oraz wynagrodzenia za korzystanie.


Odrebnym problemem jest, ktore zdjecia stanowia "przejaw
dzialanosci tworczej" - jak to jest sformulowane w ustawie - a
ktore nie. Zwyczajowo np. zdjecia do legitymacji, czy paszportu
nie sa fotografia tworcza o indywidualnym charakterze.
Ale juz fotografie portretowe tzw. gabinetowe - sa.
Zwykla dokumentacja ze slubu - tu mialbym watpliwosci, jak to
ocenic, ale gdy fotograf wezmie mlodych i rodzine w jakis plener,
lub do studia - juz zmienia sie zakwalifikowanie takich
fotografii. Na co dzien takie rozroznienie i ocene pozostawia sie
umawiajacym sie stronom. W powazniejszych przypadkach, lub w
sprawach spornych - mozna skorzystac z opinii rzeczoznawcy do
spraw oceny fotografii (przy kazdym oddziale terenowym ZPAF
dziala kolegium rzeczoznawcow - do dyspozycji wszystkich
uzytkownikow obrotu fotografia - autorow, nabywcow,
spadkobiercow, wydawcow, archiwistow i muzealnikow, a takze
urzedow skarbowych i policji (w przypadku kradziezy fotografii
np. z wystawy).


Generalnie - stosunki pomiedzy autorem (tworca) a zamawiajacym
(nabywca) powinna regulowac pisemna umowa zgodna (niesprzeczna) z
odpowiednimi artykulami ustawy o prawie autorskim i prawach
pokrewnych.



http://www.prawo.lex.pl/czasopisma/znusrp/utw_foto.html
http://www.mroczek.com.pl/extra/jak_kupowac.htm
http://strony.wp.pl/wp/prawwwo/bibautor.htm

 

 

Artykuły ogólne: Prawa fotografa i prawa obywatela

 

Autor: Ferdynand Trott ftrott@bez.tego.wp.pl
Data: 16-08-2004, 14:51:36

Użytkownik "fotik" napisał w wiadomości
news:cfnmh6$k2d$1@news.onet.pl...

> zacznie domagać się wszystkiego, "należnych mu" praw wynikających z
> prawa prasowego, jednocześnie w ogóle tego prawa nie znając!!!


Co wyscie sie tak wsciekli z tym prawem prasowym?

Interesujace nas akty prawne to konstytucja art. 14 (wolnosc prasy i srodkow
mas. przekazu), 54 (kazdy ma wolnosc wyrazania pogladow, zdobywania
informacji oraz ich rozpowszechniania), 61 (kazdy obywatel ma prawo do
uzyskiwania informacji - chodzi o organa publiczne, zapewnia sie dostep
srodk. mas. kom. dostep z aparatura rejestrujaca na np. posiedzenia
kolegialne tych organow); ustawa o ochronie informacji niejawnych, ustawa o
ochronie danych osobowych, ustawa o dostepie do informacji publicznych,
prawo prasowe, ustawy samorzadowe, ustawa o finansach publicznych, kodeksy -
np. karny (jawnosc postepowania sadowego).

System prawny chroniacy dziennikarza funkcjonuje takze wobec
"niedziennikarzy" - prawo do sadu (dodatkowy instrument realizacji prawa do
informacji), prawo do odszkodowania ze strony organu publicznego w przypadku
doznania krzywdy (art.77 konst.), prawo do skargi konstytucyjnej, rzecznik
praw obywatelskich.

Prawa obywatela do informacji wynikaja takze z umow miedzynarodowych
(nadrzednych wobec ustaw polskich); - prawo do wlasnej opinii, oraz jej
nieskrepowanego wyrazania wszelkimi drogami; Deklaracja Praw Czlowieka;
Miedzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych ; Europejska Konwencja
Ochrony Praw Czlowieka i Podstawowych Wolnosci;

Wszystkie te akty prawne daja wszystkim polskim obywatelom prawo do
informacji na rozne tematy i ograniczaja swobode wypowiedzi (dane osobowe,
informacje niejawne). Dotyczy to tak samo dziennikarza, jak i hutnika, czy
bezrobotnego.

Co zawiera sama ustawa o prawie prasowym:
- prawa i obowiazki dziennikarzy
- organizacja redakcji
- normy dotyczace rejestracji tytulow prasowych
- odpowiedzialnosc dziennikarska
art 11. - obowiazek codziennego udzielania informacji prasie (rzecznicy
prasowi)

obowiazki dziennikarza:
- starannosc i rzetelnosc przy zbieraniu informacji (wykorzystane wszystkich
zrodel informacji)
- dbalosc o dobra osobiste (np wizerunek jako czesc prywatnosci - prawo do
publikacji w przypadku osob publicznych - prezydent, prokurator, ale tez
znany aktor, osoby prywatne tylko za ich zgoda, prywatnosc to ta sfera zycia
ktora czlowiek tworzy jako niedostepna dla otoczenia, polskie prawo oslabia
prawo do prywatnosci osob publicznych; pamiec o osobie zmarlej to tez dobro
osobiste - publikowanie np. zdjec uszkodzonego trupa)
- nakaz ochrony informatarow

Odpowiedzialnosc dziennikarza za material -odpowiedzialne 3 podmioty (w
przypadku opublikowania materialu) autor, wydawca, osoba odpowiedzialna za
rozpowszechnienie (naczelny), odpiwedzialnosc na podstawie atykulow prawa
cywilnego i karnego. "Niedzinnikarz" bedzie odpowiadal indywidualnie na
podstawie tych samych artykolow, jezeli opublikuje w prasie to zgodnie z
prawem prasowym wciagnie w sprawe 2 inne osoby, niezaleznie czy mial
legitymacje, czy nie :)

Prawo nieskrepowanej wypowiedzi jest ograniczone np. domniemaniem
niewinnosci, nie mowimy ze morderca dopoki nie bedzie wyroku, nie pokazujemy
twarzy, nie podajemy danych osobowych.

Mozemy nagrywac na sali sadowej i robic zdjecia za pozwoleniem sadu, uznaje
sie ze jezeli sedzia nie zglasza sprzeciwu to sie zgadza.

Ustawa o prawie autorkim i prawach pokrewnych - mozliwosc kozystania z
cytatow, wizerunku, korespondencji na prawach tworcy.

Prawa obywatelskie (np. do informacji, oraz do ropowszechniania pogladow)
moze byc w wyjatkowych sytuacjach ograniczone z powodu interesu panswa,
bezpieczenstwa panstwa, ladu i porzadku, interesu innych osob (dobra
osobiste).

Podsumowujac - prawo do informacji czy fotografowania na terenie publicznym
i ew. na prywatnym za zgoda wlasciciela jest takie samo dla kazdego
czlowieka niezaleznie od jego zawodu. Legitka prasowa moze byc przydatna ze
wgledu na to jakie wrazenie moze zrobic na ochroniarzach i organizatorach, z
punktu widzenia prawa niewiele zmienia. Kolegialne organy publiczne nie maja
obowiazku wpuszczenia nas z aparatem i umozliwienia dokumentacji, rzecznicy
prasowi nie maja obowiazku byc dla nas bezwzglednie dostepni - nie jestesmy
przeciez prasa. Nadal jednak mamy takie samo prawo dostepu do informacji
(dane np. na temat finansow gminy) i tak samo odpowiadamy za np. naruszenie
czyichs dobr. To czy zostanie nam umozliwone fotografowanie na danym
prywatnym terenie zalezy od jego wlasciciela a nie od ustaw - byc moze
bedzie patrzyl lepiej na osobe z legitka, szcegolnie jezeli o wpuszczaniu
decyduje durny ochroniarz, na terenie publicznym, jezeli nie wystepuje zakaz
mozemy fotografowac co chcemy i jak chcemy - ograniczenia istnieja tylko do
publikacji i odnosza sie w tym samym stopni do dzinnikrzy/fotoreporterow co
do fotoamatorow/fryzjerow.

pzdr
FT

 

Artykuły ogólne: Wykład gościnny I - baterie w aparatach

 

Autor:Marek Lewandowski (nospamabuse@onet.pl)
Temat:Baterie w aparatach... (wyklad goscinny)
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data:2004-10-22 08:34:54 PST


Dla tych, co wierza, ze batere alkaliczne pogonia ich nowa zabawke...:
Krotki a prosty wywod, dlaczego sie myla.

wezmy takie dwa ogniwa:

Alkaliczne: (ok. 2.5Ah)
http://data.energizer.com/PDFs/e91.pdf
accu NiMH:
http://data.energizer.com/PDFs/nh15.pdf

zalozmy, ze aparat poganiany jest z kompletu 4 ogniw, rozladowuje je do
ok. 1.0V/cele (tak powinien, zeby nie psuc zanadto accu) i przy 4V sie
wylacza. Zalozmy, ze aparat ciagnie srednio ca. 1A, w szczycie potrafi
zassac 2A.

Swiezo naladowana bateria ma Rin w okolicy 150mOhm. Badzmy optymistami i
zalozmy, ze przy rozladowywaniu nie wzrosnie (to nieprawda, wzrosnie i
to nawet dwukrotnie). 150mOhm przy poborze chwilowym 2A daje spadek
napiecia 300mV. Poniewaz aparat nam sie wylaczy, gdy napiecie spadnie do
1.0V na zaciskach ogniwa, to znaczy, ze bez obciazenia napiecie baterii
nie moze spasc ponizej 1.3V.

Z datasheetu wynika, ze 1.3V cela osiagnie po 10 minutach pracy z
obciazeniem 1W (ciagniemy _srednio_ 1A, wiec bierzemy nawet wiecej, niz
1W z pojedynczej celi, ale zalozmy ze tak), lub - dla oszczedniejszego
aparatu - po jakims kwadransie pracy.

1A * 10 minut = 150mAh
1A * 15 munut = 250mAh, czyli z nominalnej pojemnosci baterii rownej
2500mAh mozemy wykorzystac <10%.

Teraz accu:
Rin = 30mOhm
dU przy poborze 2A z pakietu: 60mV
accu obciazony srednio 1A ma napiecie 1.06V przy praktycznie calkowitym
rozladowaniu, czyli po ponad 2h. Z accu wyciagamy niemal 100% nominalnej
pojemnosci.




tak na marginesie...
Są cele przemysłowe NiCd, bo akurat NiCd są najlepszymi ciągle accu...
Tak, tak, mają efekt pamięciowy, ale żyją największą ilość cykli, znoszą
niesamowite przeciążenia i są odporne na przeładowanie....

No więc są takie sobie cele, zaznaczane jako wysokoprądowe i kosztujące
dość ciężkie pieniądze. Są pakowane w papier, nie w plastikowe
etykietki, bo plastik nie wytrzymuje wysokich temperatur, znaczy nie
zapewnia dobrej izolacji.
Cele wytrzymują przy swojej nominalnej pojemności rozładowanie w czasie
poniżej 40 sekund.
Nie są dostępne w R6, ale przeliczając pojemność, oznacza to
wypompowanie celi 1000mAh prądem około 100A.

Zwykłe paluszki NiCd można rozładować nieniszcząco prądem 20A i przeżyją
ponad 500 cykli.
NiMH protestują przy 3-5A i dobrze, jeśli żyją 50 - 100 cykli w takim
reżimie pracy.
Baterie alkaliczne źle znoszą już 0.75A i zyją raz.

 

Artykuły ogólne: Wykład gościnny II - baterie LiION

 

Autor:Marek Lewandowski (nospamabuse@onet.pl)
Temat:Re: Baterie LiION... (wyklad goscinny #2, dłuuugi)
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data:2004-10-23 03:53:06 PST


Slon wrote:

> Czy mozesz Marku zrobic podobny wyklad wzgledem aku LiIon ?

No to jedziemy z tym koksem :)
Może nie do końca dlaczegi i jak w 1D/s, ale ogólniej.

Mity i legendy poziom 1:
- Baterie LiION są lepsze.

Z tym się ciężko polemizuje, więc spróbujmy zdefiniować "lepsze":

Mity i legendy poziom 2:
- Baterie LiION są lekkie
- nie mają efektu pamięci, więc można je doładowywać kiedy się chce!
- Mają DUUUU¯¡ pojemność!

No, tu już się można ustosunkować (czyli przypieprzyć).

Zacznijmy od tego, że LiIONek jest trochę i to różnych.

Canon pakuje w swoje BP-511 standardowe cele przemysłowe, produkowane
m.in. przez GP:
http://www.gpina.com/pdf/GP1750L110.pdf
GP1750L110, czyli średnica 17mm długość 50mm pojemność 110(0)mAh
AKA rozmiar A.

Panasonic robi je również, ale w dużo niższej pojemności (800mAh)
Sanyo robi podobne cele, o 1mm większe (nie całkiem mieści się w
standardzie A, a i do standardowej obudowy BP-511 nie za bardzo wlezie,
zamienniki bazujące na Sanyo muszą mieć nieco cieńszą skorupkę) i o
połowę większej pojemności, ale Canon ZTCW ma kontrakt z GP, a nie z
Sanyo :D
Zresztą, wała im, nie chodzi o to kto komu, tylko dlaczego. GP publikuje
najwięcj informacji o swoich celach LiION, więc weźmy je na tapetę.

Cele równoważne danej w technologii NiMH to
GP250AFH produkcji GP (2500mAh):
http://www.gpina.com/pdf/250AFH.PDF
HHR210A Panasonica (2100mAh):
http://www.panasonic.com/industrial/battery/oem/images/pdf/Panasonic_NiMH_HHR210A.pdf

Dalej the best a cat can get w dziedzinie high-capacity-low-drain z NiCd
to:
GP140AFK od GP (1400mAh min, 1500mAh typ.):
http://www.gpina.com/pdf/140AFK.PDF
P-140AS Panasonica (1400mAh):
http://www.panasonic.com/industrial/battery/oem/images/pdf/Panasonic_NiCd_P-140AS.pdf
UWAGA: te cele mają ograniczoną zdolność do rozładowywania wysokimi
prądami (w stosunku do zwykłych NiCd)

No, zakasaliśmy rękawy, mamy materiał, to bieriom się do roboty:

Najpierw sprowadźmy się na ziemię jeśli chodzi o pojemności. mAh to nie
jednostka energii, więc trzeba się jakoś doprowadzić do SI:
(kto chce, może przewinąć dalej do interpretacji, bo tu leci stado
statystyki)

LiION:
zakres nominalnych rozładowań: 220 do 1100mA
przy 220mA:
średnie napięcie ogniwa ca. 3.8V,
średnia moc oddawana 0.84W,
całkowita energia oddana: 4.2Wh = 15kJ
przy 1100mA:
średnie napięcie: 3.4V
średnia moc oddawana: 3.75W
całkowita energia oddana: 3.75Wh = 13.5kJ (1.5kJ poszło w ciepełko)

Czas życia nominalnie: 500 cykli - do 70% pojemności.
Pojemność na końcu życia: 2.95Wh max.
Całkowity ładunek przepompowany przez celę: 500x(4.2+2.95)/2 = 1.8kWh

NiMH:
zakres nominalnych rozładowań: 250 - 7500mA
przy 250mA:
średnie napięcie ogniwa: 1.25V
średnia moc oddawana: 0.3W
całkowita energia oddana: 3.1Wh = 11.25kJ
przy 7500mAh:
średnie napięcie ogniwa: 1.15V
średnia moc oddawana: 8.6W (!)
całkowita energia oddana: 2.6Wh = 9.3kJ

Czas życia nominalnie: powyżej 500 cykli do 80% pojemności
pojemność na końcu życia: 2.5Wh max.
Całkowity ładunek przepompowany przez celę: 500x(3.1+2.5)/2 = 1.4kWh


NiCd:
zakres nominalnych rozładowań: 140 - 4200mA
przy 140mA:
średnie napięcie ogniwa: 1.3V
średnia moc oddawana: 0.18W
całkowita energia oddana: 1.8Wh = 6.6kJ
przy 4200mAh:
średnie napięcie ogniwa: 1.18V
średnia moc oddawana: 5W
całkowita energia oddana: 1.24Wh = 4.46kJ

Czas życia nominalnie: >500 cykli do 80%. Tu wtopa, bo to jest po prostu
norma IEC, normalnie NiCd żyją do około 1000 cykli.

pojemność na końcu życia: 1.45Wh max
Całkowity ładunek przepompowany przez celę: 500x(1.8+1.45)/2 = 0.8kWh

//********************************************
Czytacie jeszcze?

No dobra.
I co z tego wynika?

Na start: NiCd w zastosowaniach foto się skończyły. Serie wysokiej
pojemności nie podchodzą z tą pojemnością wpół drogi do NiMH, a
jednocześnie tracą swoje obciążalności. Cele wysokich mocy są dostępne w
oobudowach minimalnie sub-C i nie grzeszą wielkimi pojemnościami (w
stosunku do objętości), a foto nie potrzebuje rajdowych mocy które
starczają na 5 minut.

Jeśli chodzi o czas życia, czyli całkowity ładunek przechodzący przez
celę, to przy łagodnej eksploatacji LiION są werte tyle samo, co NiMH.
Ze statystyki wyżej wynika 25% na korzyść LiION, ale tylkko przy
założeniu, że NiMH nie wytrzymają więcej niż 500 cykli, a te 500 dla
LiION podawane jest jako TYPOWY czas życia, a dla NiMH MINIMALNY czas
życia. Zgadnijcie, co to znaczy.

Dalej: Aparaty cyfrowe mają tę upierdliwą wadę, że ciągną sobie
spokojnie niewiele prądu, ale przy zoomowaniu, ostrzeniu, robieniu zdjęć
potrzebują chwilami dużo MOCY. Dla kompaktowych cyfraków nie jest to aż
tak widoczne, bo tam LCD, podświetlenie, matryca pracują cały czas.
Aparat zasilany typowym BP511 (NP-400 u Minolty, BLM-1 u Olympusa, te
same cele) ma do dyspozycji maksymalnie 7.5W mocy ciągłej i łączny
ładunek 8.4Wh. (btw: jeśli aparat zdycha w krócej niż godzinę, to
znaczy, że przeciąża accu lub accu jest do rzyci)
Aparat zasilony taką samą baterią dwóch cel NiMH miałby do dyspozycji
17W mocy ciągłej przy 6.2Wh całkowitej pojemności (zakładając, że średni
pobór mocy jest dużo mniejszy od tych 17W). To pół prawdy, bo dla LiION
wyższa moc rozładowania robi się niebezpieczna, więc kontroler baterii
musi odciąć obciązenie przy max. ~10W. Natomiast NiMH wyżyją i przy
wielokrotnie większym obciążeniu, byle by było chwilowe, więc de facto
możemy np. pociągnąć i 50W coby szybciej klapnąć lustrem lub migawką.

Bajki o doładowywaniu LiION bezkarnie należy odstawić na półkę: cykle
ładowań dla LiION są względnie ograniczone, więc doładowując co pięć
minut zajedziemy celę bardzo szybko, mimo, iż niemal do końca będzie
miała (nie gorszą niż zadana 70%) nominalną pojemność.
Fajnie i tak z tym doładowywaniem, ale LiION wymaga zaawansowanej
elektroniki do kontroli ładowania, rozładowania i ogólnego nadzoru stanu
ogniwa. Jeśli tę samą złożoność zaaplikować do baterii NiMH dostajemy
łądowarkę mikroprocesorową, która co kilka cykli sama rozładuje accu
przed ładowaniem na nowo, więc efektu pamięciowego nie uświadczymy, a
cela będzie żyła mimo doładowywania - dłużej :D

Więc czemu tak na prawdę LiION?
Przede wszystkim ładowanie i utrzymanie accu na biegu jest tym
łatwiejsze, im mniej cel ma. Elektronika cyfrowa lubi na wejściu mieć
tak 3.6 - 4.8V. NiMH potrzeba 3 cel. LiION wystarczy jedna. Małe
aparaty, telefony itd zyskują na tym, bo jedna cela to jedna warstwa
izolacji, prostsza łądowarka, dokładniejsza kontrola ładowania. Małe
aparaty są powolne, oszczędne z mocami, więc nie ma problemu, że LiION
nie dają się przeciążać, że przy -10 stopniach mają 50% pojemności
(aparat i tak nie ziębnie niżej zera, bo się go w kieszeni nosi), a
niska efektywna żywotność nikomu nie przeszkadza, bo małe kompakty są
eksploatowane łagodnie, więc te 500 cykli to pod dwa lata używania, a za
dwa lata ten aparat będzie przestarzały.

Natomiast jak weźmiemy takiego 1DMKII z jego 8 klatek na sekundę, w tym
samym czasie ostrzącego szkło 800mm, zasilającego IS szkła,
poganiającego Microdrive i procesor, któy jest w stanie ten strumień
danych obrobić, to mamy sytuację, że w spoczynku aparat ciągnie
zerozeronic, a jak naciskamy spust, to nagle elektrownia dostaje po
dupie. 1D-MKII ma accu 12V, czyli 10 cel NiMH. Załóżmy, że to te same
cele formatu A. W wykonaniu NiMH może na piętnastopniowym mrozie (np.
bateria wyciągnięta z bagażnika samochodu) dostać jak potrzebuje prawie
90W ciągłej mocy, w krókotrwałym szczycie prawdopodobnie nawet do ćwierć
kilowata bez ryzyka uszkodzenia akumulatora. Gdyby go popędzić na
baterii LiION nie dostałby nawet połowy ciągłej mocy, zapomnijmy o
mrozie i o przeciążeniu powyżej ~60W. Przy tym żywotność akku NiMH jest
w takiej eksploatacji większa, bardzej przewidywalna (ostrzeżenie o
końcu zycia może realnie przyjść odpowiednio wcześniej, a nie pięć cykli
przed dwunastą akurat jak reporter siedzi w okopach w Afganistanie).

IMO to jest przyczyna zapakowania NiMH w 1DMKII i LiION we wszyskto
poniżej o mniejszym apetycie na moce...

 

Artykuły ogólne: Wykład gościnny III - matryce CCD

 

Autor:Marek Lewandowski (mareklew.SKASUJ@gazeta.pl)
Temat:matryce CCD [wyklad goscinny III]
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data:2004-11-15 22:50:40 PST


Przy okazji watku o A2 sie mi napisalo, a jako ze ma to zwiazek nie tylko z A2
postanowilem przerzucic kopie "luzem".
Uprasza sie o uzupelnianie/prostowanie niejasnosci i niescislosci.

Jedziemy. Bedzie dlugasnie.

Nie mam ochoty na wojne z ludzmi, ktorzy uwazaja, ze wystarczy, jak aparat nie
szumi przy ISO50 i 1/1000 sekundy, wiec nie bede sie wypowiadal na temat A2,
czy jakiegokolwiek aparatu w szczegolnosci, a naskrobie sobie o CCD i temu
podobnych.
Baedzie technicznie, ale jakies wnioski powinno sie dac wyciagnac bez slownika
wyrazow obcych i przeklenstw egzotycznych.

Zacznijmy od tego, co to jest CCD, ale od tej elektronicznej strony. Poniewaz
nie jest to moje zrodlo utrzymania, moja wiedza moze miec powazne merytoryczne
luki, wiec jesli ktos tu jest z tematem za pan brat, to prosze ewentualnie o
szybka korekte. Jednoczesnie zapewniam, ze w wyjasnienie tematu wlozylem
wiecej niz pogapienie sie w sufit, a pewne uproszczenia (nazwijmy to DALEKO
idace) sa celowe, fizyka polprzewodnikow nie jest mi calkowicie obca, ale jak
wyjedziemy tu z rownaniami to sie audiencja rozejdzie do domow. Kto ma ochote
na fizyke, niech wrzuci w google pare zapytan typu CCD structure, principle of
operation, physics itp. Jest dos╕ literatury ne temat. To jest pogadanka dla
humanistow ;D

Tak zgrubnie mozna podzielic CCD na takie, ktore do pracy potrzebuja
zewnetrznej migawki i takie, co jej nie wymagaja. W zyciu pokrywa sie to z
podzialem na kompakty i lustrzanki. Kompakty (z racji na celowanie na LCD)
musza byc wyposazone w matryce pozwalajaca "nagrywac" "video", tj. pracowac
bez klapania migawka.

CCD to w uproszczeniu jedna wielka dioda krzemowa. Podloze (tzw. substrat)
jest typu p, wierzchnia warstwa typu n.
Na takim waflu nalozona jest cieniutka warstwa izolatora a na to ... o tym
dalej.
Padajace na krzem swiatlo powoduje wybijanie pojedynczych elektronow z ich
orit i tworzenie w ten sposob par dziura-elektron (ladunek dodatni i ladunek
ujemny). Gdyby ten kawalek krzemu byl jednorodny, "naturalny" taka para
ladunkow zaraz by sie z powrotem polaczyla i czesc. Jedyny efekt, to
podgrzanie krzemu. My mamy jednak dwie "warstwy", jedna z "niedoborem"
ladunkow dodatnich, druga - ujemnych. W obrebie granicy tworzy sie wbudowane
pole elektryczne. Takie rozbite uderzajacym fotonem pary (+)(-) nie maja
szansy sie znowu polaczyc, bo to pole "ciagnie" je w przeciwne strony.
Elektrony w kierunku powierzchni, dziury w podloze.
Dziury nas nie interesuja. Gina w czelusciach substratu, papa im mowimy i
tyle. Zbieramy elektrony.
Jak juz napisalem, cala struktura p-n przykryta jest izolatorem. W ten sposob
uwiezilismy elektrony - w glab nie uciekna, bo ich stamtad pole elektryczne
wygania, w gore nie prysna, bo izolator ich nie przepusci... zaraz, ale na
boki moga pelzac... I beda pelzac.
W tym celu na wierzch izolatora naniesiemy elektrody. Podluzne, waskie paski
ciagnace sie przez cala szerokosc sensora. W rownych odstepach. Naladujemy je
dodatnio. Ladunki dodatnie i ujemne sie przyciagaja, wiec teraz (ujemne)
elektrony przyciagane dodatnim ladunkiem beda gromadzic sie pod nimi - jak pod
dachem. Wygenerowany fotonem elektron prysnie pod najblizszy "daszek". Gdyby
nie bylo tego izolatora, to elektrony dolazlyby do tych elektrod i uciekly.
Ale mamy izolator.
Zaraz. Ale to nam zalatwilo polowe problemu. elektrony nie uciekna na
powierzchnie, ani w glab, ani w gore, ani w dol, ale maja jeszcze swobode w
lewo i w prawo. Pomysl, aby paski elektrod poszatkowac w male kwardraciki
niestety nie zda egzaminu, bo jakos trzeba moc nimi sterowac, a doprowadzic
prad mozna tylko z brzegu sensora. Doprowadzenia beda tak samo przyciagac
ladunki, wiec sorry.
Rozwiazanie problemu to zaszyte pod powierzcnia izolatora pionowe waskie paski
domieszek, dzielace "rownine" sensora na "rowy". Taaa... widzicie juz
"pixele"? Wcale nie takie podzielone jak by sie wydawalo, nie? Podzial raczej
plynny i polegajacy na strefach oddzialywania...
OK, dosc chrzanienia, zebralismy ladunki na kupki, teraz czas cos z nimi
zrobic. Zebralismy, czyli naswietlilismy zdjecie - w miejscach, gdzie bylo
jasniej, wiecej fotonow padlo na nasz kawalek krzemu i wiecej elektronow
zostalo naprodukowanych i teraz siedza pod daszkiem. Tam, gdzie bylo bardzo
ciemno siedzi jeden, moze dwa samotne i trzesa sie z zimna.
Trzeba to jakos wydostac. Z racji na budowe sensora ladunki nie moga sie
poruszyc na boki, bo trafia na te kanaly, nie moga tez splynac w glab, wiec
musimy je wyprowadzic z gory na dol wzdluz kolumn. Jesli rozladujemy te
"daszki" przestana one przyciagac elektrony i pozwola im plynac. Niestety w
ten sposob rozplyna sie one "po kosciach". Aby je poprowadzic naniesiemy
miedzy kazdymi dwoma podluznymi elektrodami dwie ekstra. Normalnie
nienaladowane, wiec nie wplywajace na gromadzenie sie ladunkow. Teraz, przy
odczycie, pomoga nam wyciagnac ladunki na zewnatrz. Ruchem robaczkowym.
Ladujemy dodatnio sasiednie, oczko nizsze elektrody wzgledem tych, co mielismy
naladowane. Elektrony przyciagane sa ociupinke dalej. rozladowujemy "stara"
elektrode - elektrony przyciagane sa tylko przez te "nowa" - przesunely sie
znowu kawalek dalej. itd.
Poniewaz zawsze pomiedzy dwoma "naladowanymi" miejscami jest kawalek przerwy,
elektrony zebrane w roznych miejscach nie przemieszaja sie nam.
Na samym dole CCD czeka drugi taki dynks, tym razem przesuwaacy ladunki z lewa
na prawo. W ten sposob ostatecznie wyplywaja porcyjki elektronow pixel za
pixelem. Teraz trzeba te elektrony policzyc i git.

Dla tych, ktorym ten opis zrobil sie dziki, tutaj jest plik powerpointa
calkiem ladnie i czysto tlumaczacy sprawe:
www.ing.iac.es/~smt/CCD_Primer/Activity_1.ppt

Co nam z tego wynika?
1. w najlepszym wypadku dostajemy 1 elektron na 1 padajacy foton. W praktyce
jest gorzej, bo czesc fotonow sie od krzemu odbije, czesc zostanie pochlonieta
bez generacji wolnych elektronow, czesc bedzie miala za mala energie do
wybicia elektronu (swiatlo glebsze niz czerwone zasadniczo przelatuje przez
krzem bez przystankow po drodze).
Elektrony pozniej mozna tylko tracic. Nie ma zadnego manewru, ktory raz
stracone elektrony nam "urodzi". Mozna "namnozyc" te, ktore zostaly, ale nie
przywroci to informacji.
2. ilosc fotonow padajacych na cm2 powierzchni okresla, ile maksymalnie mozemy
dostac elektronow. Jest to niezalezne od budowy i technologii CCD. Przy danej
ilosci swiatla padajacego na kawalek krzemu (przyslona obiektywu, ilosc
swiatla w scenie) dostaniemy MAKSYMALNIE tyle a tyle elektronow. Finito.
3. Optymalizacje technologii moga nam dac "tylko" mniejsze straty.

Jedziemy dalej. Teraz bedzie mniej opisow.
Podstawowy sensor jak obsmarowany wyzej nie pozwala na prace bez migawki.
Trzeba go naswietlic, swiatlo zamknac i odczytywac. Inaczej do przesuwanych
ladunkow beda caly czas dolaczac nowe, generowane padajacym swiatlem. To sie
nadaje do lustrzanki, ale nie do kompakta. Trzeba sprawe ulepszyc.
Ulepszono to tak, ze kazda kolumne podzielono znowu na dwie czesci, jedna jest
swiatloczula, a druga przykryta paskiem metalu (nieprzezroczystym). Po
naswietleniu matrycy przesuwa sie zebrane ladunki najpierw na te ciemna strone
(tak samo, jak je przesuwalismy w dol), a dopiero potem robaczkowo ciagnie w
dol. W tym czasie swiatlo moze sobie dalej padac, bo nowe ladunki nie dolacza
do tych transportowanych. Niestety, placimy za to tym, ze czesc sensora jest
nieczula na swiatlo. Rada na to (i nie tylko na to) sa tzw. mikrosoczewki,
ktore lapia swiatlo znad calego "pixela" i skupiaja je na tej mniejszej
swiatloczulej powierzchni. Czula powierzchnia jest mniejsza, ale dostaje
silniejsze swiatlo, wiec strata jest w duzym stopniu skompensowana.

Dobra. A co to ma do nas?
1. mamy wiecej etapow transportu. Wiecej mozliwosci przecieku elektronow.
2. Rozmiar pixela... Wlasnie... co okresla jak duzy jest ten pixel!? Przeciez
wzglednie sztywne granice mamy tylko po bokach...
Ano w duzej mierze rozmiar pixela wynika z sily pola i struktury
domieszkowania krzemu, to w efekcie daje jakby "dolek" energetyczny, gdzie
zbieraja sie elektrony. "dolki" powinny byc jednakowe, bo pixele sa jednakowe
w zalozeniu. Niestety jak rozmiar dolka zaczynaja okreslac relacje sil pola
elektrycznego, to nawet male zmiany w rozmiarach i polozeniu elektrod moga nam
te granice poprzesuwac. Stad przy zadanej dokladnosci procesu produkcji CCD
dostaniemy jakis, zadany blad rozmiarow pixela.

A jak to sie ma do fotografii?
Zalozmy, ze fotografujemy rownomiernie biala plame. Kazdy pixel powinien
dostac taka sama ilosc elektronow. Poniewaz niektore pixele sa wieksze, zbiora
ich wiecej (maja wiecej powierzchni na lapanie). Po odczytaniu i zmierzeniu
zostana zinterpretowane jako JASNIEJSZE. Dostaniemy na obrazie tzw. fixed
pattern noise, czyli szum, ktory sie nie zmienia w czasie. To jest ta czesc
szumu, ktora mozna programowo skompensowac prawie zawsze, wystarczy zrobic
jedna pomiarowa ekspozycje idealnie rownego naswietlenia i na tej podstawie
obliczyc potrzebne wspolczynniki. Jest to robione niejako przy okazji podczas
dark frame substraction.
Tolerancje produkcji sa dla jednej generacji matryc podobne, wiec im mniejszy
pixel tym wiekszy rozrzut rozmiarow. Czyli 8MPIX bedzie gorsze od 4, czy
5MPIX.

Nastepna sprawa to tzw. prad ciemny, czyli te elektrony, ktore pojawiaja sie
"znikad" i nie maja nic wspolnego z tymi "zrobionymi" przez fotony. Nie da sie
odroznic jednych od drugich, wiec policzone beda wszystkie. Prad ciemny dla
danej technologii mozna przyjac za "stochastyczny staly", wiec ilosc
dorzucanych elektronow ni z gruszki ni z pietruszki jest (liczac na
powierzchnie) staly. Samo w sobie nie stanowi to problemu, bo fotony tez sa
nam dane na cm2 powierzchni, wiec bez roznicy, czy wytniemy male, czy duze
pixele, S/N powinien byc podobny. Ale niestety prad ciemny wplywa nam nie
tylko z substratu, ale tez przecieka przez "granice" pixela, wiec im wiecej
tych granic nastawiamy tym bedzie gorzej.
W dodatku domieszkowanie substratu nie jest idealnie jednorodne, drobne
niejednorodnosci maja wieksza szanse sie usrednic w obrebie duzego pixela,
maly zas moze sobie wyciac akurat nieprzyjemny kawalek.
Z tego wszystkiego wychodzi nierownomiernosc pradu ciemnego miedzy pixelami...
Tym razem zjawisko daje co prawda staly rozklad szumu, ale silnie zalezny od
czasu naswietlania i od temperatury. Mozna to redukowac przez odejmowanie
ciemnej klatki (tzn. po normalnym zdjeciu robimy drugie, zbierajac tylko te
przecikajace elektrony i korygujac poprzedni pomiar).
Zasadniczo im wiecej MPIX tym gorzej, bo wiecej przypadkowych ladunkow trafia
do pixela.

Tyle o akwizycji obrazu. Teraz kwestia wydobycia elektronow juz zebranych.
Kazde przesuniecie ladunkow "o oczko" niesie ze soba ryzyko strat. Jest to
wyliczalne i stanowi parametr dla danej technologii. Im wiecej transferow
trzeba zrbic, tym wiekszy blad (wiekszy margines elektronow, ktore mogly
wsiaknac). Srednio na odczyt matrycy N*M pixeli trzeba N+M/2 transferow. Dla
5MPIX potrzeba okolo 3 tysiecy przesuniec, dla 8MPIX potrzeba ok. 4 tysiecy.
Niy tylko 30% roznicy, ale sprawnosc przeniesienia trzeba podniesc DO TAKIEJ
POTEGI aby dostac wynikowa sprawnosc transprtu!!!

Ostatecznie docieramy do wzmacniacza/konwertera ladunek/napiecie, czyli
naszego licznika elektronow. Tu nie ma przepros. Tu mamy z jednej strony wymog
szybkosci (nie mozemy czekac godziny na odczyt), a z drugiej - dokladnosci.
Szum na poziomie 5 elektronow to praktycznie marzenia. Wiec jesli cela jest
mniejsza, zbiera mniej elektronow, to tu jest kasa, gdzie sie za to placi.

Slowem: im wieksza rozdzielczosc, tym mniejsze efektywne fotocele, tym wiekszy
wplyw pradu ciemnego, tym mniejsza odpornosc na cieplo, tym wieksze grzanie
wlasne, tym wieksze straty transportu, tym mniejszy uzyteczny sygnal, slowem,
tym gorzej dla zdjec.

Co robia producenci?
Maja jeszcze kilka pol do manewru.
Goly CCD odbija 1/3 swiatla padajacego prostopadle i wiecej, gdy pod katem.
Mikrosoczewki niweluja drugi czlon problemu, a pokrycia antyodblaskowe z
dwutlenku hafnu daja redukcje pierwszego czlonu, ale sa upierdliwe w CCD
oswietlanych od frontu. Mozna zwiekszac precyzje wykonania i jakosc
domieszkowania, ale to wszystko to MINIMALIZACJA STRAT. Zmniejszymi fotocelami
zawsze dostaniemy mniej mozliwych elektronow na pixel.

Wydaje sie, ze ze wzgledu na dotychczasowa nieskalowalnosc wzmacniaczy
odczytu, problemy z pradami uplywu itd. optimum lezy okolo 5MPIX na 2/3",
powyzej szumy narastaja raptowniej.

To, czy szumy uwidocznia sie na zdjeciu to nie tylko sprawa matrycy.
Producenci zdaja sobie sprawe z gorszego S/N dla matryc 8MPIX i wszyscy (poza
Sony) zaprzegli wydajne algorytmy redukcji szumu, wiec zdjecia bywa, ze nie
wygladaja zle. Ale matryca nie ma "zapasu" na cienie, na wyzsze czulosci, wiec
sie mozna ugryzc.

 

Artykuły ogólne: Wykład gościnny IV - kolorki świata

 

Autor:Marek Lewandowski (nospamabuse@onet.pl)
Temat:kolorki swiata [wyklad goscinny IV]
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data:2004-11-24 15:20:55 PST

[...]
O czym dzisiaj?
a niech będzie, że pociągniemy dalej temat matryc. Ale nie przejdę od
razu do CMOS, tylko będzie skok w bok, achronologicznie, alogicznie itp.
Będzie o kolorze, dynamice i postrzeganiu barw. Myślę, że tutaj Jacek
Zagaja miałby wiele do powiedzenia, na pewno mnie zgani za pobieżność,
ale niech będzie, że to dla tych mniej kumatych :)

ÂŻeby zrozumieć fotografię, trzeba zrozumieć własne oczy. Czyli zgłębić
nieco zasadę kolorowego widzenia. No dobra, widzenia w ogóle.
Zacznijmy od tego, że nasze oczy nie są prawie wcale czułe na kolor.
Tak, dobrze słyszeliście, jasne, to jest przesadzone. Jednak na prawdę
widzimy dużo wyraźniej jasność, niż barwy. Prędzej możemy rozróżnić dwie
kropki obok siebie, niż to, że jedna jest czerwona a druga zielona. To
sobie przyjmijmy za fakt i nie wnikajmy na razie dalej, na to przyjdzie
jeszcze czas.

Wspomniałem coś o kolorach...
Mamy 3 rodzaje sensorów koloru w oku... Czerwony, zielony i
niebieski.... prrr! stop. Tak nas nauczono mówić i to wpada już w
regułę. To nie są sensory reagujące na kolor!
Co to jest kolor?
Światło to mieszanka różnej długości fal elektromagnetycznych. Trochę
podobnie do dźwięku, który jest falą mechaniczną (uproszczenia warning).
Różne barwy głosu składają się z różnych tonów. Dudnienie basu to
głównie, ale nie wyłącznie niskie, wycie podstarzałej i przygłuchej
śpiewaczki operowej to raczej tony wysokie. Bardzo rzadko spotyka się
czyste, płaskie dźwięki w naturze - to raczej wytwór cywilizacji.
Podnieś słuchawkę - ten ton to 440Hz, jednolity, monotonny. Podobnie
jest ze światłem: niemalże nie ma w naturze światła o jednej jedynej,
czystej długości fali. Blisko tego są lasery, ale trudno zaliczyć je do
natury :) Barwa światła to to, jakie długości fal są w nim obecne. Jest
nieskońćzenie wiele kombinacji.

Nasze "sensory" światła nie są bardzo selektywne (tak się mówi o
sensorze, który reaguje tylko na jeden rodzaj "sygnału" - tu na jedną
długość fali). To, o czym mówimy, że reaguje na zielone, "piszczy"
najsilniej oświetlone światłem w okolicach 560nm, a dużo słabiej "po
bokach" - w kierunku 400 czy 700nm. Dużo słabiej, to nie znaczy, że
wcale! Jeśli oświetlimy nasz "zielony" czujnik światłem czerwonym
(okolice 660 - 750nm) lub niebieskim (450nm) TEÂŻ zareaguje. Tylko
SÂŁABIEJ.

Dzięki temu możemy w ogóle widzieć tęczę.

Weźmy teraz dla przykładu światło ÂŻÓÂŁTE. 575-600nm. Pobudzi zarówno nasz
"zielony" jak i nasz "czerwony" fotodetektor. Mózg zakłada, że jest to
światło żółte.
Jeśli weźmiemy dwie lampki, czerwoną i zieloną i umieścimy blisko
siebie, zobaczymy je z daleka jako żółtą.
Jeśli zaczniemy je oddalać od siebie, to patrząc na nie kątem oka (a nie
centralnie) najpierw rozdzielą się nam na _dwie_ _żółte_ lampki, a
dopiero potem staną zieloną i czerwoną.
Mieszanka czerwonego i zielonego drażni w równym stopniu receptory
"czerwony" i "zielony". Tak samo, jak żółte światło. Mimo iż "kolor"
("skład" światła) się zmienił, jego percepcja - nie.

dobra. Mam nadzieję, że przynajmniej z gruntu się zrozumieliśmy.
Czas pójść dalej. Na razie porozmawialiśmy sobie o kolorze ŚWIATÂŁA. Ale
co nas najczęściej interesuje na zdjęciu to kolory przedmiotów!

Co to znaczy, że powierzchnia ma jakiś kolor?

W zależności od swojej struktury materiały _odbijają_ różne długości
fali różnie. Czerwony kapturek odbija bardzo dobrze światło z okolic
"czerwieni" (680nm) i dużo gorzej światło "niebieskie" (okolice 450nm).
W świetle dziennym zobaczymy go jako czerownego.
Zauważcie, że napisałem "w świetle dziennym". To, jak postrzegamy kolory
sceny zależy od światła, które ją oświetla! Jeśli weźmiemy silnie
monochromatyczną lampę świecącą na niebiesko, to... kapturek "zmieni
kolor". Po prostu ten czerwony materiał źle odbija światło niebieskie,
ale jednak odbija, a z kolei światła czerwonego, które odbija bardzo
dobrze, nasza lampa nie wysyła "w ogóle", więc do oka dochodzi tylko
odbite, słabe, niebieskie światło i drażni je tak, że widzimy... ciemny,
niebieski kapturek.
W pewnych granicach nasz mózg kompensuje ten wpływ. Jeśli światło nie
jest tak silnie "zabarwione", a w scenie znajdują się przedmioty o
znanych barwach, mózg automatcznie rozpozna kolor światła i "odejmie" go
od tego, co melduje oko. Dzięki temu biała kartka wydaje się biała i
rano i w południe i wieczorem.
To się fachowo nazywa balans bieli. Ten biologiczny...

Jeśli użyjemy perfekcyjnego urządzenia, które "zamrozi" wpadające do oka
światło, tak jak ono jest, idealnie, i przeniesie jakoś na papier, to
takie "aptekarskie" zdjęcie będzie wyglądało Â?LE.
Dlaczego?
Póki jesteśmy "w scenie" działa wbudowana w nasz mózg kompensacja koloru
światła. Jeśli oglądamy to samo na papierze, przeważnie oświetlenie jest
już inne. Mózg kompensuje to inne oświetlenie, z tym nie ma problemu,
więc widzimy dobrze kolory, które S¡ na tym papierze, niestety w naszym
przypadku nie są to prawdziwe kolory SCENY, tylko kombinacja wynikająca
z barwy światła oświetlającego scenę i tego, jak przedmioty w scenie
odbijały światło.
Nasz błąd polega na tym, że nie uwzględniliśmy profilu światła, którym
scena była oświetlona. To się nazywa balans bieli. Ten fotograficzny...
brzmi znajomo, co? Jednak coś trzeba zrobić na piechotę...

Jeśli uda nam się ustalić jaki jest "skład" światła padającego na
obiekt, możemy obliczyć, jaki jest na prawdę "kolor" tej powierzchni.
Jeśli wiemy, jak ta powierzchnia odbija światło, możemy tak zabarwić
papier fotograficzny, żeby odbijał światło tak samo. Wtedy niezależnie
od oświetlenia, przy którym fotografię oglądamy, kolory będą wyglądać
prawdziwie - mózg skompensuje to oświetlenie, zobaczymy kolory tak,
jakbyśmy je widzieli w rzeczywistości.

proste? Jak świński ogon przedłużony drutem kolczastym.

_Załóżmy_, że naszym celem jest _wierna_ oryginalnemu obrazowi
fotografia. Czyli niekoniecznie artystyczna.

Dobry papier fotograficzny to biały papier. Czyli neutralny. Jeśli go
naświetlimy do oporu, ma być czarny i nie odbijać nic, jak zostawiy
kawałek nienaświetlony, to powinien odbijać równie dobrze światło o
dowolnej długości fali. Załóżmy, że mamy ten ideał, analogowa część nas
nie interesuje chwilowo.

Zgromadziliśmy już całkiem sporą kupkę oderwanych informacji, które z
fotografią wydają się mieć luźny zwiazek, trzebaby coś konkretnego
zacząć pisać, nie?
No to wio. Wiemy, że światło białe ma widmo ciągłe, wiemy, że nasze
sensory nie działają nader selektywnie i samplują dość szeroko w widmie.
Wiemy, że wrażenie koloru powstaje poprzez różne stopnie pobudzenia
trzech rodzajów sensorów o maksimach czułości w okolicach 420nm
(niebieski) zielony (530nm) i czerwony (maksimum na 560nm, właściwie to
to jest żółtawy, a wrażenie czystego czerwonego jest gdy różnica między
tym, co czuje zielony i czerwony wzrasta, choć nie jest to wtedy
maksimum czułości).
Czyli zasadniczo możemy okantować oko mieszając mu trzy kolory i ono
"zobaczy" dowolny kolor tęczy.

W poprzednim odcinku Wykładów Gościnnych nabazgrałem o sensorach CCD.
Pisałem o czułości i łapaniu fotonów i robieniu elektronów. Nie
napisałem nic o rozróżnianiu barw, bo... sensor sam z siebie ich nie
rozróżnia. Każdy pixel potrafi tylko z grubsza określić ile fotonów
dotarło do niego. Nie wie nic o ich energii, a zatem o długości fali.
Możemy jednak wykorzystać oszczędność Mamuśki Natury...
Jako, że nasze oko nie rozróżnia dowolnych barw, a tylko intensywność
trzech składowych, możemy zrobić tak, aby sensor oglądał świat tak samo,
jak nasze oczy - to znaczy rejestrował, jak silnie w danym miejscu
obrazu pobudzany byłby biologiczny czujnik "czerwonego", jak
"niebieskiego" i jak "zielonego". Wystarczy nałożyć na każdego pixela
kolorowy filtr o charakterystyce zbliżonej do odpowiedniego "czujnika"
oka. Problem polega jednak na tym, że krzem jest mało czuły na światło w
głębokiej czerwieni i bliskiej podczerwieni, a z kolei struktury
naniesione na powierzchnię krzemu ograniczają docieranie światła o
krótkich falach, czyli fiolet i bliskie UV. Stąd też wiele aparatów źle
oddaje głębokie fiolety i "ciekawe" czerwienie. Poza tym plan się prawie
udał. W zależności od jakoci filtrów jest lepiej lub gorzej, ale jest.
Co nas to kosztuje?
No primo, filtr kradnie "trochę" światła dla siebie. Secundo jeden pixel
widzi na raz tylko jedną składową.
Co do pierwszego - no nie ma rady, jak nie interesują nas wszystkie
fotony, to część musimy wyrzucić, albo rybki albo pipki, jedyne
rozwiązanie, które tego nie robi, to ten Sigmowski wynalazek p/t Foveon,
ale on za uszami swoje też ma.
Drugie to... nie problem. Nasze oko też w każdym punkcie widzi tylko
jedną składową, jeśli w ogóle jakąś widzi, bo bardzo dużo sensorów w
ogóle koloru nie wyczuwa. Na tym zasadza się wynalazek zwany matrycą
Bayerowską. Sensory czułe na zielony, czerwony i niebieski pakujemy na
przemian blisko siebie, dla wynikowego obrazu JASNOŚĂ? punktu bierzemy z
jasności zmierzonej przez pixel (nieważne, że wiemy tylko o jasności np.
czerwieni, zakładamy, że jest reprezentatywna) a KOLOR liczymy z
kombinacji danych z tego sensora i okolicznych.
Taki manewr pozwala ROZRÓÂŻNIĂ? dwa punkty odległe od siebie o 2 pixele,
ale KOLOR dostrzec dopiero gdy są większe i dalej od siebie. Taaa... A
nasze oko to co? Ano to samo. CZyli jeśli nie przeginamy pały i pixel z
aparatu przeniesiony na papier, przy oglądaniu będzie na siatkówce
podobnych rozmiarów jak pojedyncza światłoczuła komórka oka (w skrócie:
jak fotka będzie miała około 250-300DPI :D), to nie da się zauważyć, że
kolor jest mniej dokładnie mierzony.

Dobra. Doszliśmy nieco po łebkach to wspomnianego na początku
aptekarskiego zdjęcia. Mamy narzędzie, które pozwala stwierdzić, ile i
jakie światło ze sceny przychodzi. Jeśli zrobimy pstryk i przeniesiemy
dane na papier, kolory będą nienaturalne. I tu pojawia się coś, co różni
dość mocno aparaty producentów typu Pentagram od aparatów producentów,
któzy w temacie doswiadczenie mają: rzeczony balans bieli.

Gdy używamy własnych oczu mózg korzysta z pamięci, aby zgadnąć, jaki
kolor ma światło w danej scenie. Jeśli widzimy wszystkich ludzi z
zielonymi twarzami to (o ile nie jesteśmy na łajbie, którą nieco buja)
najpewniej światło jest zielone. Jeśli światło bardzo różni się od
słonecznego, nasz własny "procesor" nie zrobi nam neutralnych kolorów,
ale w dużym stopniu efekt oświetlenia usunie. Można się o tym łatwo
przekonać - zrobić zdjęcie aparatem z WB na sztywno na światło żarowe,
wziąć burdelowoczeroną żarówkę, pstryk: było czerwono, ale na zdjęciu
wygląda bużo bardziej czerwono, nie?
Aparat na AWB musi zrobić to samo, co nasz mózg załatwia w tle -
zgadnąć, jakie światło panuje w scenie. Niestety nie jest dość
inteligentny, żeby umieć odróżnić, że to jest kumpel, powinien być
różowojasny, to ściana, ten zielonkawy kolor to prawdziwy, a to nasz
kolega z Konga i nie ma co kombinować, on taki czarny z natury.
Najprostszy algorytm zakłada, że scena jest "średnio szara", tj. suma
wszystkich barw z wszystkich pixeli daje w sumie biel. Na tej podstawie
oblicza się, jakiego koloru światła było w scenie więcej, jakiego mniej
i próbuje dopasować kilka typowych źródeł oświetlenia - żarowe,
jarzeniowe, słoneczne, skylight (rozproszone światło "z nieba"). To
zdaje egzamin na imieninach u Cioci, ale rezultaty i tak bywają różne.
Aparaty, które mają możliwość ustawienia ręcznego balansu bieli bazują
na fotografii szarej/białej kartki - zakłada się, że całe spektrum
odbijane jest od niej tak samo, więc to, co matryca dostaje to kolor
samego źródła światła - można go wtedy określić bardzo dokładnie.

Niestety wszystko to i tak diabli biorą, jak źródeł światła w scenie
jest kilka i to różnych (np. rodzinka w domu przy żarówkach, na tarasie
światło pochodni, a ogród oświetlony zachodzącym słońcem). Na to nie ma
mocnych, aparat tego dobrze sam nie zrobi, nasz łepetyna też sobie źle
radzi - patrz oświetlone czerwono mięso w hipermarketach + halogeny nad
jarzynkami... a hala oświetlona zimnym, świetlówkowym światłem... :P

No i super. Zrobiliśmy co się dało, ale... przydałoby się pokręcić,
zobaczyć te zdjęcia, w końcu mamy komputer, możemy zobaczyć coś na
ekranie... nie?
No niby...
Ale jest taki problem: Ekran monitora nie odbija swiatła. On świeci
własnym światłem.
A nasza maszynka do eliminowania wpływu oświetlenia działa nadal (!!!!)
Ewolucja zmajstrowała nam tę maszynkę zanim wymyśliliśmy monitory.
Zakłada, że jak coś świeci, to odbija światło otoczenia. Czyli aby
dobrze widzieć kolory na ekranie, "białe" powinno wyglądać tak, jakby od
białej kartki odbijało się światło w pokoju. Stąd zalecenie, aby monitor
ustawić na punkt bieli 6500K. Światło słońca w pogodny dzień ma właśnie
temperaturę barwową około 6500K, więc w pokoju oświetlonym dziennym
światłem białe pole na monitorze będzie postrzegane jako prawidłowo
białe, jeśli będzie świecić też 6500k.
Oczywiście, jeśli pracujemy przy zwykłych żarówkach (światło poniżej
3000K), postrzeganie barw będzie nieco zakłócone - biel będzie wyglądać
zimniej niż powinna...

 

Artykuły ogólne: Wykład gościnny V (skrócony) - jaką wielkość ma piksel?

 

Autor:Marek Lewandowski (mareklew.WYTNIJ@gazeta.pl)
Temat:Re: Jaką wielkość ma piksel? [skrocony wyklad goscinny V]
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data:2005-02-04 06:51:10 PST


Czarek [Wawa] napisał(a):

> No właśnie :-) Milimetr mogę sobie zobaczyć, gram wziąć w rękę itd, a
> jaką wielkość ma piksel? Wiem, że 1 piksel, ale może ktoś poda w
> jakichś sensowniejszych jednostakch :-)

Juz chyba kazdy napisal co o tym sadzi, wiec ja - nie wnikajac co gdzie i
kiedy - sprobuje to troche usystematyzowac.

Pixel jest bezposrednim zlepkiem od Picture Element, czyli fragment obrazu.
Jest w technice cyfrowej tym samym dla obrazu, czym probka (sample) dla
dzwieku.
Przyrownac to mozna w pewnym sensie do pojedynczego ziarna emulsji -
mniejszego detalu nie zarejestrujesz.

Geometrycznego sensu pixel nie ma. Jego najblizszym odpowiednikiem jest -
czesto mylnie nazywane pixelem - 'photosite' matrycy, czyli pojedynczy czujnik
swiatla.

Rozwazmy przez chwile droge sygnalu od momentu, gdy jest swiatlem odbijajacym
sie po scenie do momentu, gdy zostanie przedstawiony na odbitce "cyfrowej".
Dla uproszczenia zanalizujmy tylko jedna "linie" obrazu, zeby uniknac
zlozonosci zwiazanej z odwzorowaniem R2 [x,y] -> R3 [Y,U,V].

Porzyjmijmy tez do wiadomosci, ze mimo, iz oko ludzkie wyposazone jest w
sensory skladowych R, G i B, to uklad oko+mozg postrzega obraz w kategoriach
luminancji (jasnosc) i chrominancji (barwa).
Ujmujac to nieco analogowo nasze oczy widza jak "kanapka" z drobnoziarnistego
i wysokoczulego materialu cz/b z podlozonym chamskim, ziarnistym negatywem
ORWO przeterminowanym o trzydziesci lat.

Co jest zadaniem techniki w fotografii? Wziac rozklad jasnosci i barwy w
scenie tak, jak "widzi" to optyka kamery i "zamrozic" a nastepnie odtowrzyc
dla widza. Biorac pojedynczy "plasterek" sceny dostajemy linie o wahajacej sie
luminancji i chrominancji. Te zmiany nalezy zarejestrowac. W analogu ta linia
pada na warstwe(y) emulsji swiatloczulej i prowadzi do odpowiedniego
zaczernienia/zabarwienia/zasyfienia/whatever przezroczystego negatywu. W
technice cyfrowej rozklad musi zostac zdyskretyzowany przestrzenie i
amplitudowo, tzn. nalezy zmierzyc wartosc (natezenie) padajacego swiatla w
(najlepiej) rownych odstepach, a zmierzone wartosci zamienic na liczby
calkowite. Kazda taka kompletna probka to pojedynczy PIXEL.
W przypadku normalnych matryc krzemowych kwantyzacja przestrzenna zalatwiona
jest przez podzial powierzchni swiatloczulej na poletka o okreslonej
powierdzchni i lokalizacji - to zalatwia kwantyzacje przestrzeni. Kwantyzacja
wartosci jest zalatwiana za nas, bo swiatlo ma nature dyskretna i pol fotonu
pasn nie moze, ergo, liczba elektronow musi byc calkowita. Poniewaz liczenie
elektronow odbywa sie w sposob niedokladny, to efektywna rozdzielczosc
kwantyzacji amplitudy spada o nastepne n rzedow wielkosci, n>0.
Poniewaz pixele sa monochromatyczne, to na kazdy photosite dostajemy
przyblizona informacje o luminancji, ale dla info o chromie potrzeba kwadratu
4 pixeli, ergo, zapisanie 4MPix na podstawie info z 4Mphotosites jest lekkim
naciaganiem, ale zostalo uwzglednione np. w zapisie JPEG, ktory domyslnie na 4
pixele zapisuje lume o 4, a chrome o 2, lub wrecz tylko o 1 (zapis 4:2:2 i 4:
1:1, znane rowniez jako color channel subsample).

Teraz nalezy sobie przypomniec twierdzenia Nyquista i tak dalej, to znaczy,
jesli bierzemy n probek na jednostke dlugosci, to najmniejszy dostrzegalny
detal nie powinien byc mniejszy niz 2*jednostka / n, ergo, primo, sygnal
nalezy przed samplowaniem filtrowac (rozmazujac lekko detale, czyli zacierajac
szczegoly zbyt male do poprawnego zanalizowania), secundo, filtrowanie nalezy
zaprowadzic rowniez przy ODTWARZANIU. Mianowicie postrzeganie pixela jako
kwadracika jednej barwy jest bzdura: sugeruje, ze moglismy zaobserwowac i
zapisac tak drobny detal, jak raptowna zmiane koloru przy przejsciu od 1 do 2
photosite. Przy naswietlaniu papieru jest to oczywiste: nie ma doskonalych
obiektywow, wiec jesli wyswietlimy nasze zdjecie "kwadracikami" na papier, to
na papier juz nie dojda kwadraciki, tylko nieco rozmyte plamki i przy
odpowiednim rozmyciu zdjecie bedzie wygladalo ostro.
Na monitorze CRT sprawa jest jeszcze prostsza: sygnal cyfrowy - wartosci
kolejnych pixeli - zamieniany jest na analogowy (wartosc napiecia sterujacego
dzialem elektronowym), filtrowany i pchany w rure, ergo nie ma szans na
schodki. To jest tez przyczyna, dla ktorej fotografie na monitorze LCD
podpietym po DVI wygladaja koszmarnie - brakuje filtrowania kantow na wyjsciu,
sygnal jest odtwarzany bez ograniczenia pasma i widac w nim szum kwantyzacji -
ostre krawedzie pixeli.




Teraz uzupelnienie co do kwantyzacji przestrzennej, ktora moznaby rozumiec,
jako "wielkosc pixela" - w takim samym znaczeniu, jak rozumie sie
"czestotliwosc probkowania" dla dzwieku.
Ze wzgledu na to, ze fotografujac obserwacje prowadzimy wglab wycinka kuli,
ostroslupa czworokatnego, rozdzielczosc w sensie punktow/mm jest nieco
abstrakcyjna, znaczenie ma rozdzielczosc przestrzenna, to znaczy, ile probek
na kat brylowy objety przez ten ostroslup mozemy wziac. Dlatego rozdzielczosc
aparatow przyjelo sie okreslac w pixelach (megapixelach aktualnie) - 6MP
okresla, ze kat widzenia ciety jest na 6 milionow czesci i dla kazdej z nich z
osobna okreslana jest wartosc pixela. Przy zalozeniu okreslonego pola
widzenia, na przyklad odpowiadajacego temu, jakie obejmuje fotografia
maloobrazkowa przy f=50mm, fizyczny rozmiar pixela zalezal bedzie od
odleglosci plaszczyzny fokalnej od punktu kardynalnego tylnego obiektywu.
Tu trafiamy na zderzenie optymalizacji procesu krzemowego oraz inzynierii
optyki. Z jednej strony im mniejsza matryca, tym tansza - w krzemie placi sie
za wielkosc talerza, a nie za to, co na nim siedzi. To prowadzi do tendencji
do skracania ogniskowej, przesuniecia plaszczyzny fokalnej blizej optyki,
zadany kat brylowy obejmuje wtedy mniejsza powierzchnie plaszczyzny fokalnej,
matryca moze byc mniejsza, a rozmiar pixela - powiazany z rozmiarem photosite
- spada. Dla danej calkowitej liczby pixeli kat brylowy objety przez dany
pixel pozostaje staly. Odsuniecie matrycy od optyki daje wieksze rozmiary
photosites, wieksze liniowe odstepy miedzy pixelami, wymaga optyki o dluzszej
ogniskowej i - dla danej jasnosci - wiekszych elementow optycznych. W zamian
przy tej samej rozdzielczosci katowej mamy wieksze fizycznie photosites, wiec
kwantyzacja amplitudy sygnalu moze zostac przeprowadzona dokladniej - przy tej
samej ekspozycji mamy do dyspozycji wiecej elektronow.

 

Artykuły ogólne: Wykład gościnny VI - o sensorach CMOS

 

Autor:Marek Lewandowski (mareklew.WYTNIJ@gazeta.pl)
Temat:o sensorach CMOS [Wykład gościnny VI]
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data:2005-02-22 05:29:20 PST

Długo obiecywana kontynuacja kwestii matryc, rozpoczęta tutaj:
http://groups-beta.google.com/group/pl.rec.foto.cyfrowa/msg/47b8e4e5ebfc68b0
Dzisiaj - o co chodzi z CMOS?

Sensory CMOS pojawiły się jeszcze wcześniej niż CCD, już w późnych latach 60-
tych. Wynalazek CCD datowany jest na ~1970.
CCD na początku zdominowało rynek ze względu na lepszą jakość dostarczanego
obrazu: chip mimo dość drogiej produkcji (nietypowy proces, inny niż
standardowych scalaków) jest strukturalnie w miarę prosty. Wada CCD jest w
niego niejako z definicji wbudowana: żeby zgromadzony ładunek zmierzyć, trzeba
go wyprowadzić poza obręb matrycy. Ze względu na proces produkcji nie można
zintegrować elektroniki sterującej matrycą na tym samym klocku krzemu, więc
primo układ się komplikuje (zewnętrzne scalaki są niezbędne), a secundo szumy
wywołane utratą ładunku w transporcie są nie do wyeliminowania.
O co poszło najpierw? O pieniądze oczywiście.
Pierwszy renesans CMOSów nastąpił w momencie integracji kamer we wszystko co
się rusza. Jeśli coś ma być tanie nie może zawierać 4 scalaków i
kilkudziesięciu pierdół i na czubek żreć wata mocy. Tak, CCD żrą prądu ile
wlezie.
CMOS, mimo podówczas znacząco gorszej jakości obrazu, miały tę zaletę, że na
jednym kawałku krzemu dało się upchnąć wszystko - sensor, elektronikę nim
sterujacą, wzmacniacze, ADC, a na koniec to wszystko wymagało tylko jednego
zasilania 3.3V i paru mA prądu.

Przeskakując kawałek historii zajmijmy się tym, co się dzieje obecnie:
Mamy rozwiniętą technologię CCD, która nadal dostarcza bardzo dobrego obrazu.
Wszystkie kompakty mają chipy CCD. Dlaczego ktoś się w ogóle pcha z
lustrzankami w CMOS, zamiast udoskonalić CCD?
O co idzie teraz? O pieniądze oczywiście...

CMOSy można robić na jednym waflu z innymi scalakami. CCD nie. Póki mowa o
formacie paznokcia, takich sensorów mieści się na waflu DUÂŻO. Odpad z
okrągłego plastra krzemu można odżałować.
Ale jak mamy robić sensory o rozmiarze klatki, to jakby z tych okrągłych wafli
mniej daje wykroić. W dodatku ciąg produkcji CMOS jest unormowany, znany i
rozwijany przy okazji robienia coraz szybszych CPU. CMOS zrobić jest
zwyczajnie taniej.
Ale samo to nie byłoby wystarczającym powodem do pchnięcia nowej-starej
technologii na stół defibrylacyjny.
CCD są dobre póki są małe. Przy małych pixelach CMOS daje dupy, bo wymaga
bardziej skomplikowanej struktury która kradnie przestrzeń światłoczułą. Ale
gdy rozmiar matrycy rośnie ta różnica zanika, za to CCD zaczynają chorować na
pojemności elektrod sterujących - wymagają coraz wyższych napięć sterowania i
coraz większych prądów aby utrzymać sensowną prędkość odczytu i nie tracić
danych po drodze. Poza tym defekt (hotpixel to jeszcze nie defekt)
pojedynczego pixela CCD najczesciej ubija całą linię, CMOS - niekoniecznie.

Więc co różni konstukcyjnie CCD i CMOS?

w CMOS APS (APS = Active Pixel Structure, nie chodzi o rozmiar chipu) ładunek
nie jest wyprowadzany ze studni potencjału pixela w momencie odczytu, tylko
"ważony na miejscu" a "wynoszona" jest już informacja o jego wielkości. To
pozwala na ten przykład czytać pixele w dowolnej kolejności. Pozwala też
kilkukrotnie odczytać ten sam pixel bez zmieniania jego wartości.
Jak?
W sensorze CMOS-APS w odróżnieniu od CCD nie mamy jednej wielkiej powierzchni
zbierania ładunku, bo nie ma potrzeby tego ładunku potem ruszać. Chip stawiany
jest na substracie P, tak jak CCD, na środku każdego pixela wstawiany jest
kawałek N tworząc diodę. To jest nasza fotodioda. Jest zauważalnie mniejsza od
powierzchni pixela, o tym później. W kącie, możliwie małe, upchnięte są trzy
tranzystory MOS:
schemat: http://img146.exs.cx/img146/1255/photosite8kj.jpg
jeden (M1) na żądanie podłącza "rdzeń" (fotodiodę) do (+) zasilania. To jest
reset pixela - wszystkie zgromadzone elektrony uciekają.
drugi (M2) jest bardzo istotny: to jest nasza "waga" do zgromadzonego ładunku.
W zależności od wielkości ładunku zgromadzonego w obrębie fotodiody przewodzi
on lepiej lub gorzej, tym samym wzmacniając "złapany" sygnał.
trzeci (M3) na żądanie podłącza wyjście z (M2) do wyjścia matrycy. Pozwala
wybrać, który wiersz w danym momencie będzie czytany.

Bramki tranzystorów (M3-select) każdego pixela połączone są wierszami.
Uaktywnia się zawsze na raz cały wiersz.
Tak samo bramki sterujące (M1-reset) - kasuje się też cały wiersz na raz,
zazwyczaj zaraz po odczytaniu.
"czytać" dany wiersz można dowolna ilość razy, czytanie nie zabiera nam
stamtąd ładunku.
Wyjścia pixeli (output) połączone są kolumnami. Czyta się na raz tylko jeden
wiersz i cały jeden wiersz.

Wspomniałem wcześniej, że fotodioda jest mniejsza niż powierzchnia pixela.
Czas powiedzieć, dlaczego:
"czytający" tranzystor (M2) reaguje na napięcie na fotodiodzie.
To napięcie zależy od zgromadzonego ładunku oraz od elektrycznej pojemności
fotodiody. Gromadzi się ładunek łatwiej, gdy fotodioda jest większa, ale
jednocześnie ma ona wtedy większą pojemność i zmiany napięcia są małe.
Jednocześnie ładunki "złapane" niedaleko od fotodiody mają tendencję
"dryfowania" w jej kierunku. W efekcie rozmiar "czujnika" wybiera się tak,
żeby był mozliwie mały, ale jeszcze zbierał "wałęsające się" ładunki z całej
powierzchni pixela.

No dobra. Jak dotychczas wygląda przyjemnie, nie? Nie trzeba przepychać
ładunków, po prostu wybiera się wiersz i dostaje napięcie proporcjonalne do
ilości schwytancyh fotonów. Można przeczytać sobie dowolny jeden wiersz, można
dowolny jeden skasować, potem następny, skasować, potem dowolny inny itd. To
gdzie jest ten zdechły szczur?

Primo: tranzystory zajmują powierzchnię. Gęstość struktury rośnie z dnia na
dzień i w tej chwili już te trzy tranzystory nie zajmują 1/3 powierzchni
pixela, ale nie ma mowy o upchaniu 6MPIX na matrycy 1/4".
6MPIX sensor potrzebuje 18 milionów tranzystorów. To więcej niż Pentium II -
ten opędzał się ca. 8 milionami.
Secundo: większa ilość złącz p-n w okolicy pixela oznacza więcej dziur,
którymi ładunek może nam uciec.
Tertio: w CCD ładunek każdego pixela "ważony" jest tą samą "wagą". Jak ona
oszukuje, to cały obraz jest jaśniejszy albo ciemniejszy, ale równomiernie.
Tutaj każdy pixel ma własną wagę, więc jeśli nie uda się zrobić ich wszystkich
identycznych, to mamy wbudowany na stałe "szum" wzmocnienia.

Trzeci problem, mimo, że wygląda na najgorszy, takim ne jest - nawet, jeśli
nasze wagi się "rozjezdżają" wystarczy, że sensor zostanie raz skalibrowany
(oświetlony równomiernie i sczytany), żeby wiedzieć, jakie są mnożniki dla
poszczególnych pixeli. Tablica korekcji to kilka MB, ale nie jest to coś, co
by w dzisiejszych czasach sprawiało trudności.

Problem ciemnego prądu (ucieczki elektronów) jest w nowoczesnych sensorach
CMOS opanowany nie gorzej, niż CCD. Sporo źródeł podaje go jako "znacznie
większy", niż w przypadku CCD, ale dotyczy to raczej sytuacji, gdy porówna się
co _można_ osiągnąć w danej technologii, a nie _co można dostać za te same
pieniądze_.
Jeśli mówimy o długoterminowych ekspozycjach w teleskopach astronomicznych, to
CCD mogą w tej chwili więcej, ale primo, żeby to osiągnąć, siedzą na aktywnym
chłodzeniu, secundo, kosztują odpowiednio, tertio nikt nie przejmuje się
walniętymi kilkoma kolumnami pixeli no i quatro, nie są w stanie lecieć 5
klatek na sekundę full-res. Nie nasza liga.

Kwestia zabierania powierzchni przez dodatkowe struktury straciła nieco na
znaczeniu w ciągu ostatnich lat, bo powiedzmy, że tranzystory umiemy już robić
'dosyć małe'. Poza tym nie musimy, jak w CCD, nakrywać części chipa metalem,
bo wałęsające sięładunki nie są groźne - nie mogą dołączyć do żadnej karnej
kolonii z przeciwległego końca matrycy, a conajwyżej do najbliższego pixela,
gdzie i tak należą --> nawet obszar tranzystorów jest w pewnym, niewielkim
stopniu światłoczuły.

Gdy zejdziemy z porównywaniem CCD vs. CMOS do rozmiaru i zastosowania klatki
filmu (APS czy 35mm), CMOS wykazuje parę poważnych zalet:
- nawet poważnie uszkodzony pixel (dopóki nie zacznie przeciekać M3 można
rozwalić w pixelu praktycznie wszystko) nie wpływa na odczyt kolumny, w której
się znajduje. Matryca o dużej powierzchni BĂŠDZIE zawierać kilka defektów.
Szanse, że te defekty ubiją CCD są większe niż to, że ubiją CMOS.
- CMOS można odczytać szybciej. Odczytanie całej linii wymaga tylko
wysterowania linii [SELECT] i to niskim napięciem.
- blooming dotyczy CMOSów w duuużo mniejszym zakresie - pixele nie są
rozdzielone tylko polem elektrycznym elektrody na wierzchu (ccd), tylko
stanowią odrębne struktury.
- przy zwiększaniu rozdzielczości nie rosną straty związane z
przepompowywaniem ładunku w kółko
- cmosy chodzą już przy zasilaniu 3.3-5V, a nie +9/-15V czy t.p.
- wstępna obróbka sygnału może odbywać się już w obrębie samej matrycy.
- tak samo generacja sygnałów sterujacych, timingów itd.

przerwa, czas na pytania. Dziękuję za uwagę...

---- Linki
o budowie photosite:
http://www.ee.bgu.ac.il/~Orly_lab/publictions/Photoresponse%20analysis%20and%20pixel%20shape%20optimization.pdfo CMOS 14MPIX:
http://www.fillfactory.com/htm/technology/pdf/2004x14.pdf
o różnych podejściach do tematu sensorów:
http://www.fillfactory.com/htm/technology/pdf/pw00concepts.pdf
o ograniczeniach technologii:
http://www.fillfactory.com/htm/technology/pdf/pw00limits.pdf
Coś dla miłośników kopania się z analogiem po dupach - uwaga, dokument z 1999
roku, CMOS jest teraz sporo lepszy niż to, co tam piszą:
http://www.fillfactory.com/htm/technology/pdf/oeepe99.pdf

 

Artykuły ogólne: Wykład gościnny VII, część I - po łebkach o obrazie i obiektywie

 

Autor:Marek Lewandowski (mareklew.WYTNIJ@gazeta.pl)
Temat:Wykład gościnny VII, część I - po łebkach o obrazie i obiektywie
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data: Śr. 20 Kwi. 2005 08:30

Wykład gościnny VII, część I - czyli po łebkach o obrazie i obiektywie.

Początkowo zamierzałem ten artykuł przerobić nieco i przede wszystkim napisać
więcej niż sam wstęp, zanim opublikuję, ale jako, że na razie czas mam wolny w
małych kawałkach, nie sprzyja to pracy, więc wysyłam jak jest. To jest wstęp
dla raczej początkujących, więc proszę, uzupełniajcie go, a nie krytykujcie
"nie wspomniałeś... nie piszesz..." bo ja wiem, że nieskończenie wielu rzeczy
tu nie ma nawet zaznaczonych. Albo je opiszecie, albo czekajcie na dalsze
części, gdzie może wlezę głębiej w temat - to jest próba obrazowego
przedstawienia, co ma robić obiektyw...

A po co komu obiektyw?

Zacznijmy od początku:
Fotografia narodziła się jako metoda "zapamiętania" obrazu, który widzą nasze
oczy. Jasne, rozwija się już od swych początków jako dziedzina sztuki, ale
ułatwmy sobie życie i zacznijmy od tych "prostych" zastosowań, gdzie nie
trzeba dorabiać teorii do metafizyki na temat praktyki.

Na dobry start przyjmijmy raz a dobrze do wiadomości: fotografia nie ma nic
wspólnego z obrazowaniem rzeczy takimi, jakie S¡. To jest w najlepszym wypadku
obrazowanie ich tak, jak je WIDZIMY.
Spójrzmy przed siebie - zamknijmy jedno oko, żeby utracić widzenie
trójwymiarowe. Jak powstaje obraz, który rejestrujemy?

Tak, wiem, to są podstawy ze szkoły jeszcze, ale czytajcie dalej, będzie
więcej...

Uprośćmy najpierw kwestię do minimum: wyobraźmy sobie prostą linię, promień
światła biegnący od każdego punktu widzianych obiektów w kierunku naszego oka.
Wszystkie promienie, które dotrą do niego (nie zostaną zatrzymane po drodze
przez inne, bliższe przedmioty) przecinają się w jednym punkcie - w "źrenicy"
naszego oka i za nią zaczynają rozbiegać się na nowo - i trafiają na
siatkówkę. Odwzorowanie punkt-punkt. Punkt "świata" -> punkt na siatkówce. Nie
liczy się odległość, tylko kierunek, z którego promień nadchodzi.
Promienie, światła, które biegną w innych kierunkach niż dokładnie w naszą
źrenicę, nie mają znaczenia, nie trafiają do niej, nie tworzą obrazu.
Nie wnikajmy jeszcze przez chwilę głębiej w budowę oka, tylko spróbujmy to
zastosować w praktyce: Camera obscura, obiektyw otworkowy:

Kawałek blachy w blasze dziurka. Nieskończenie mała dziurka, żeby się
przecisnął tylko "jeden promyk światła" ;P
Za blachą - błona filmowa. Przed blachą: nasza fotografowana scena. Do danego
punktu kliszy dociera tylko ten promyk światła, który pochodzi z miejsca na
przedłużeniu prostej: punkt-otworek. Idealne, perfekcyjne, niestety
bezużyteczne: po pierwsze nieskończenie mały otworek to nieskończenie mało
przechodzącego światła, a secundo: na krawędziach otworu światło ugina się,
przestaje na chwilę biec prostoliniowo, więc nie mamy "promyka" tylko
"rozlazłe dziadostwo".
Co robić? Najpierw zwiększmy otworek. Odrobinę. Tak, żeby ugięcie światła
przestało nam przeszkadzać.
Co to zmienia w naszej fotografii? Po pierwsze: do danego punktu na kliszy
dociera światło już nie "jednego punktu świata", bo ziarenko srebra na kliszy
przez większą dziurkę widzi więcej na raz niż jeden punkt świata. Z drugiej
strony patrząc: światło z jednego punktu świata dociera teraz nie tylko do
jednego miejsca na kliszy, a do małego jej krążka. obraz zrobił się
jaśniejszy, ale nieco rozmazany.
To znaczy, gdyby nie było dyfrakcji (uginania i rozłażenia się światła na
brzegach dziurek), to obraz byłby zauważalnie mniej ostry niż przy
nieskończenie małej dziurce, a tak będzie pewnie porównywalny, a może i
paradoksalnie lepszy.

Jaśniejszy napisałem? No ale dalej mamy dziurkę rzędu 0.2mm, czyli przysłony
rzędu minimum f:22, a zapewne spooro więcej. Na statyw i tydzień naświetlać po
przykuciu wcześniej łańcuchem do latarni - OK, ale do "dzisiejszej" fotografii
to daleko z tym nie zajedziemy.

Musimy dalej zwiększać dziurę. Ale jak zwiększymy otwór, to promienie
pochodzące z jednego "punktu" świata będą się coraz bardziej "rozłazić" po
kliszy. A, ha! Patent na skupianie swiatła wnaleźli już starożytni, zwie się
soczewką skupiającą. Tak na prawdę to tylko podpatrzyli, co na prawdę w oczach
siedzi, ale sza.
To co? Robimy dużą dziurę, żeby łapała dużo światła, wsadzamy w to soczewkę
skupiającą, żeby rozbieżne promienie z powrotem zbiegły się na kliszy i voila!
Wywołujemy naświetloną kliszę i o kufa... coś nam poszło nie teges... yyy...
nieostro jakoś?

Taaak... Dla małej dziurki nie liczyło się, jak daleko jest obiekt wysyłający
światło. Dla soczeki już mamy zależność: jeśli odległość od soczewki do
obiektu jest X, od soczewki do kliszy jest Y, to na kliszy obraz będzie ostry
wtedy i tylko wtedy, gdy:
(1/X) + (1/Y) = (1/f) = Z
(f - ogniskowa soczewki, Z - zdolność skupiająca soczewki - w dioptriach gdy f
jest w metrach).

W tempie ekspresowym dojechaliśmy do momentu, gdzie przeciętny obywatel
skończył fizykę w szkole. Dla niecierpliwych zapewne teraz przyjdzie "gęste",
a "umiejący" i tak z wykładu pewnie nic nie wyniosą nowego, więc mogą
przeskoczyć do podpisu ;P

W szkole zabawa zakończyła się na rysowaniu obrazu "strzałki" tudzież innego
podobnie bzdurnego obiektu 2-wymiarowego. Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy
obiektach płaskich, ale rozstawmy ich w scenie więcej. Bedę się teraz
posługiwał "małym obrazkiem" (formatem kasety 135, 36mm filmem, znaczy co
szary Kowalski ma w szafie wkręcone do Prakticy) jako odniesieniem, coby
liczby miały więcej "znaczenia" dla "normalnych ludzi".

Weźmy na próbę soczewkę o f=50mm czyli o "sile" 1/0.05 = 20 dioptrii.
Załóżmy, że fotografujemy obiekt oddalony od naszego szkła o metr.
Klisza musi znaleźć się w takim wypadku:
1/(20D - 1/1m) = 1/19 ~= 52.5mm za soczewką.

Jeśli chcielibyśmy fotografować dalsze obiekty, należałoby zmniejszać
odległość soczewka-film, aż do:
1/(20D - 1/oo m) = 1/20D = 50mm (czyli dokładnie tyle, ile wynosi ogniskowa
soczewki)

Jeśli chodzi o bliższe obiekty, musimy oddalać soczewkę od kliszy. Wraz ze
zbliżaniem się ze szkłem do obiektu wymagane odsunięcie kliszy gwałtownie
rośnie, gdy z _naszym_ szkłem podejdziemy na 50mm (==f) - wyjdzie
nieskończenie wielkie. To przyczyna, dla której obiektywy mają nieraz dość
wkurzajaco dużą "minimalna odległość ostrzenia" - np. dla 50-tek typowo ok 30
- 40cm od "środka optyki".
Dla 30cm:
1/(20D - 1/0.30m) = 60mm
Czyli całość musi się ruszać w zakresie 50-60mm, czyli 10mm przesunięcia szkła
da zakres ostrzenia od 30cm do nieskończoności. Gdybyśmy chcieli zejść z 30cm
do 20cm należałoby wydłużyć zakres regulacji do 17mm, czyli niemal podwoić...
nie ma sensu dla "normalnych" szkieł.
Haha, mamy już jakąś zabawkę :)

Aleale, dygresja dygresją, a co z naszymi obiektami w scenie?
Ustaliliśmy, że naostrzyłem na coś odległego od obiektywu o metr. Ale to nie
jest jedyny obiekt w kadrze. Przyjmijmy, że wezmę jeszcze coś i postawię to w
odległości 2 metrów.
Na początek niech to będzie tylko jeden jasny punkt - np. maciupcia żaróweczka
latarki.
Światło przez niego emitowane/odbijane rozchodzi się we wszystkich kierunkach.
To, co nie trafia do soczewki nas nie obchodzi. Co wpada do soczewki zostaje
załamane i skupione znowu. Gdzie?
1/(20D - 1/2m) = 51.3mm za soczewką. Czyli 1.2mm PRZED kliszą. No ale
promienie światła nie zatrzymają się w miejscu, tylko po przecięciu zaczną się
dalej prostoliniowo rozbiegać, aż trafią na kliszę - w postaci jasnego
"placka".
Jaki kształt będzie miał ten placek?
Taki,jak nasza soczewka...

Na razie rozważamy sobie idealną soczewkę, więc jest nieskończenie cienka -
załamuje światło, ale nie przesuwa go. Czyli na każdy punkt soczewki pada
światło, jest załamywane w kierunku ogniska i leci dalej tworząc niejako
świetlny stożek z wierzchołkiem tam, gdzie wypada nasze ognisko (51.3mm dalej
). Od tamtego miejsca rozbiega się identyczny, symetryczny stożek światła
uciekając do nieskończoności, czy do naszej kliszy.
A co gdyby ów punkt był bliżej niż metr?
Pół metra?
Przy półmetrze: 1/(20D-1/0.5) = 55.5mm, czyli promienie przetną się 3mm za
kliszą... ergo, naświetlą ją zanim zejdą się z powrotem w jeden punkt -
tworząc tym samym placek o takim samym kształcie jak poprzednio, tylko
odwrócony o 180 stopni (przy okrągłym prześwicie soczewki to kółko i tak
będzie kółko).

Wniosek: wszystko, co nie jest położone na powierzchni fokalnej (w naszym
przypadku i przy naszym aktualnym ustawieniu ostrości jest ona w przybliżeniu
1m od środka soczewki) jest odwzorowywane nieostro - z punktów robią się
placki światła, cienkie, kontrastowe linie robią się grubymi, mało
'intensywnymi' maźgami, ostre krawędzie znikają.

Jak bardzo nieostro?
Ano to zależy. Po pierwsze zależy od tego, jak daleko od płaszczyzny fokalnej
jest nasz obiekt - wiadomo, że jeśli zamiast 2 metry od szkła postawimy ten
punkt 4 metry od szkła, to promienie przetną się jeszcze dalej od kliszy, będą
miały dłuższą drogę na "rozbieganie się" i w efekcie zarejestrują się na
większej powierzchni - będzie większy, ale ciemniejszy "placek".
Po drugie: przy tej samej odległości promienie szybciej rozbiegają się, gdy
soczewka jest większa. Kąt rozwarcia naszego "świetlnego stożka" jest przecież
zależny od średnicy szkła...
Jak łatwo zauważyć, istotna jest nie tyle średnica szkła, co jej stosunek do
długości ogniskowej - ten sam kąt przy wierzchołku będziemy mieli przy dziurze
5cm i ogniskowej 50mm co przy dziurze 20cm i ogniskowej 200mm (kto nie wierzy
nich sobie narysuje i przypomni Talesa). Stąd wzięło się pojęcie otworu
względnego przysłony, znanego jako f-stop: jest to właśnie stosunek efektywnej
średnicy (dalczego efektywnej to potem) szkła do jego ogniskowej.
f:1.8 oznacza, że nasz obiektyw ma średnię [f (==ogniskowa) podzielić przez 1.
8], czyli 50mm/1.8 = ca. 28mm

Dla wspomnianego punktu odległego o 2 metry, którego obraz powstaje 51.3mm od
szkła, przy f:1.8, snop światła "zbiega się" ze średnicy 28mm do "zero" na
odległosci właśnie 51.3mm, czyli na pozostałych mu 1.2mm rozbiega się do:
1.2/51.3 * 28 = 0.65mm (Tales!).

Zapewne każdemu obiło sie o uszy pojęcie przysłony. Taki mechaniczny dynks, co
służy zmniejszaniu "prześwitu" w obiektywie. Wiemy już, że nic poza
płaszczyzną fokalną nie będzie idealnie ostre. Ale może można to uczynić
_wystarczająco_ ostrym? Pominę tu kawałek wyliczeń, weźcie na wiarę, że
przyjmuje się, iż obraz jest ostry, gdy punkty na kliszy są mniejsze niż ok.
0.02mm. Nasz "punkt" jest za duzy (0.65mm), żeby zostać uznanym za taki. Ale
odwróćmy poprzednią proporcję:
Jeśli chcemy, by ten dalszy obiekt był ostry, to jego punkcik nie powinien być
większy niż 0.2mm, czyli nie możemy wziąć soczewki większej niż:
0.2mm * 51.3mm / 1.2mm = 8.55mm średnicy, albo, jak kto woli:
50/8.55 = f:5.85 ~= f:5.6

nie, nie trzeba obcinac soczewki dookoła, wystarczy zasłonić jej brzegi, a
zostawić tylko okrągły prześwit w środku. Liczy sie powierzchnia rzucająca
światło w kierunku kliszy. Tracimy powierzchnię zdolna do zbierania światła, w
zamian za to zyskujemy przestrzeń, w której obiekty są ostre.

oops... ale was wmanewrowałem w pojęcie głębi ostrości ;P

Ale przynajmniej już wiadomo, skąd się bierze - im dalej od "celu" jest
element kadru, tym dalej od kliszy powstaje jego obraz i tym "większe" robią
się jego "punkty", efekt można zmniejszyć poprzez zmniejzenie srednicy szkła
(domknięcie przysłony). Ciąg dalszy o głębi ostrości, wzory na jej liczenie
itd. wraz z przykładami znajdziecie w pierwszym lepszym podręczniku
fotografii.

Ja tymczasem chcę oddryfować na moment w trochę inną stronę... ale to w
następnym odcinku ;)

 

Artykuły ogólne: Zima w lesie

 

Date: Sat, 15 Dec 2001 22:54:04 +0100
From: "Krzychu"

...a bylo to we wtorek...zapakowalem torbe, ubralem sie jak eskimos i dawaj
na dwor...Mroz 15 st, "lekki" wiaterek a ja zasuwam po lesie, zobaczylem
jarzebine i mysle: "oooo.. trza sfotografowac..." patrze jakis dupiaty film
w aparacie - trzeba zmienic; zdjalem rekawiczki, odpilem torbe.. i juz
mialem rece zgrabiale, pogrzebalem, poogladalem pudelka i czuje ze
przymarzam do podloza, ale co tam, uparty jestem, zalozylem jeden film
rozmyslilem sie zalozylem drugi (sam nie wiem jakim cudem) przymierzam i
mysle "eeee tam, to trza macro zrobic...." wyjalem pierscienie i 50mm
zalozylem i mysle: "nie, jednak nie..." wyjalem 70-200 mierze i co...???? i
nic...!!!!! cholera kolko od nastawiania przyslon nie
dziala!!!!!!......zmieniam obiektywy, kombinuje, potrzasam, spocilem sie (na
2 min bo za chwile ten pot mi zamarzl na plecach) lap juz nie czuje, pyska
nie moge otworzyc bo sie wczesniej nie odwrocilem od wiatru, pierscienie w
sniegu, 70-200 pod pacha torba wisi na lokciu bo spadla z ramienia, a nie
mam jak poprawic bo w drugiej trzymam 50, klne na czym swiat stoi i mysle ze
chyba zostane do wisny bo sie nie umie ruszyc.....W koncu jakos to
ogarnalem,(50 wziolem pod brode) poprawilem torbe i dawaj kombinowac z
aparatem (i tak sie nie moglem ruszyc to co tak mialem stac bezczynnie),
otwieram, zamykam powtarzam czynnosc po 4 razy i nic....mysle "o naturo
zlosliwa ja tu chyba umre ..." Wylacznik od kolka na "1" mowie co jest
cholera....????ogladam klapke patrze na styki..... i nic....patrze jeszcze
raz i cos mi sie zdawalo ze widzialem wlos, przygladam sie, patrze jak sroka
w kosc, oczy pelne lez od zimna, kupe pary w kolo jak z konia na
wyscigach... i..... JEST.....!!!!!!!!!! taki jeden maly squrkowany..... jak
z koca, dlugosci ok 3 mm, grubosci... sorry nie mierzylem.... usadowil sie
na stykach...Dobra ale jak go wyciagnac, dmuchanie nic nie daje, lapami nie
umie trafic do kieszeni a co dopiero w taki wlosek, pomeczylem sie jeszcze z
10 min i udalo sie.....wyjalem dziada "cisnalem" ze zloscia w snieg,
sprawdzilem, ze juz wszystko dziala jak nalezy. No to dawaj sie pakowac,
poskladalem sprzet do kupy wrzucilem do torby ale do jasnej Anielki ta
50-tka spod brody nie chce wyjsc, przymarzla cholera jedna.....co ja sie
nameczylem zeby ja wyjac to tylko ja wiem, ile ja sie nacierpialem....
Mysle: "trza stad pitac..." ale jak???? Caly sie telepie, nog nie czuje
"matko, ja chyba tu umre.." Ale nic, zaparlem sie, szarpnalem i eja marycha
wiac z tego lasu potykajac sie i przewracajac lece (tak mi sie zdawalo) do
miasta, wybieglem z lasu prosto na przystanek autobusowy, do domu mialem
jescze 100 m ale mysle "pierdziele..nie dojde.." i wtedy jak spod ziemi
zjawil sie taki duzy, czerwony... drzwi sie otworzyly zapraszjaco tuz przede
mna, powialo ciepelkiem wiec nie myslalem dlugo tylko chyc i juz jestem w
srodku. Ludzie patrza jak na wariata, krwiak pod broda, nos zielono-siny,
oczy zalane lzami, do karku przymarzniety kolnierz od kurtki, w torbie cos
dzwoni jak w dzieciecej grzechotce a ten gupek siedzi wesoly z pyskiem przy
dmuchawie pod siedzeniem....
Alem sobie petle walna po rodzinnym miescie, chyba ze 40 min jechalem i
upajalem sie praca dmuchawy...
Wysiadlem na przystanku na ktorym wsiadalem i podreptalem do domociu...


Ech jak ja kocham "robic" te zdjecia...:))))))



Date: Sat, 15 Dec 2001 23:38:12 +0100
From: "nekrolog"

W zeszlym roku szedlem piechota z Pulaw do Kazimierza Dolnego. Bylo ze 20
st. mrozu. Przez pierwsze 5 km bylo wszystko ok. Pozniej postanowilem
skrecic w las. To byl blad. Zgubilem sie. Na szczescie mialem ze soba
aparat. Wyjalem go, zeby zapomniec o klopotach i zrelaksowac sie. Patrze i
co?? Moj Fed 5b odmowil posluszenstwa. Zamarzl mi pierscien do ustawania
ostrosci. Taki ladny las, takie ladne drzewa, snieg, sloneczko, a ja jak
kolek w srodku boru z Fedem. Zaczynam dmuchac, huhac no i sie udaje.
Odmarzl. Przystawiam wizjer do oka, celuje i znowu. Qrde, znowu nie idzie.
Ostrosc ustawiona, swiatlo tez tylko cos migawka nie dziala. Pierd... Siadam
i wyciagam piwo z plecaka. Napilem sie i pomyslalem. Juz dawno nie czulem
palcow, wiec znalazlem jakies badyle i z trudem udalo mi sie rozpalic
ognisko. Ogrzalem sie troche i rozmrozilem Feda. Teraz wszystko dzialalo. Do
Kazimierza mialem jeszcze z 10 km. Majac swiadomosc, ze aparat wyzdrowial
ruszylem w dalsza drode nie czujac zimna (chociaz suwak od kurtki przymarzl
mi go wargi) i zmeczenia. Po 3 godzinach dotarlem do Kazika. Tam jeszcze
pare fotek. Zalapalem sie na podmiejski i wrocilem do Pulaw.
Ten dzien uwazam za jedna z najwiekszych przygod z aparatem. Ciekawe co sie
jeszcze moze stac???

 

Artykuły ogólne: Fotografowanie zimą

 

Pierwsza i podstawowa rada: zimą się nie fotografuje ;-).
Zimą się siedzi w domu i ogląda zdjęcia z lata. To także świetny czas na porządki w domowym archiwum, skanownie zdjęć, segregowanie filmów... Zawsze się jednak znajdzie taki, co nie usiedzi na d... w domu i musi wyjść na zewnątrz i porobić parę zdjęć... gdyby jeszcze fotografowali swoją rodzinę lub bałwana (mam na myśli śniegowego a nie wujka Ryśka - choć na fotografii będą wyglądać podobnie ;-) ... ale nie - oni fotografują kupki śniegu, sopelki i takie tam... Ale cóż - pasję trza uszanować. ;-)

  1. Zabezpieczenie fotografa
    Wiadomo że najważniejszy jest aparat... ale o sobie też nie zapominajmy.
  2. Zabezpieczenie sprzętu i jego obsługa
    • zimno - najlepiej go unikać, na przykład trzymając aparat pod kurtką, wyjmując go tylko na czas robienia zdjęcia. Dzieki temu możemy od razu pominąć parę następnych punktów. Niestety gdy robimy dużo zdjęć lub mamy duży aparat (np. z teleobiektywem) takie rozwiązanie nie jest zbyt dobre. Może też być niebezpieczne podczas upadku gdy łączymy fotografię z narciarstwem. Sposób ten jednak jest skuteczny tylko podczas krótkich wyjść i raczej nie nadaje się na dłuższe okresy gdyż wrogiem staje się nasz pot który skrapla się na aparacie i niezbyt dobrze służy elektronice.
    • baterie - w niskich temperaturach pojemność baterii znacznie się zmniejsza (maleje efektywność przemian elektrochemicznych w ogniwach) - powoduje to znacznie szybsze wyczerpywanie się baterii i wzrost ich rezystancji wewnętrznej (posiadacze manuali w tym momencie uśmiechają się w poczuci wyższości - i mają rację ;-). Najlepszym wyjściem jest chronić baterie przed zimnem, na przykład przez zastosowanie zewnęrznych źródeł zasilania przechowywanych w cieple pod kurtką (Power Pack). A posiadanie zapasowych baterii (zalecane w lecie) - zimą staje się koniecznością - szczególnie jeśli są to baterie nietypowe których nie kupimy w każdym kiosku. Korzystanie z Battery Pack'a na "paluszki" powala na częstszą wymianę tanich baterii bez bólu serca i portfela.
    • rękawiczki - wiecie jaki jest szczyt zręczności? ;-) No więc czy przy zakupie aparatu myśleliście o tym czy da się go obsługiwać w rękawiczkach? Jeśli nie to teraz już jest za późno... Co najwyżej możecie pomysleć nad doborem rękawiczek które wam tego nie uniemożliwią. O ile przy małych mrozach jesteśmy sobie w stanie przez chwilę poradzić bez nich, to przy dużych bez rękawiczek się nie da. Dobrym rozwiązaniem jest posiadanie dwóch par rękawiczek - jednej cienkiej w której będziemy w stanie obsługiwać aparat oraz drugiej (np. dwupalcowej) w której będzie nam dostatecznie ciepło żeby móc się przemieszczać na mrozie - zakładamy jedne na drugie i zdejmujemy cieplejsze w razie potrzeby.
    • statyw - solidny kawałek metalu, którego lepiej nie lizać na silnym mrozie (żeby nie było że nie ostrzegałem; i przy okazji - proszę nie nazywać plastikowych podpórek statywami). Jeśli statyw nie jest wyposażony w gąbki, to dobrym rozwiązaniem będzie ich dokupienie lub spreparowanie z kawałka pianki - chwila majsterkowania odpłaci nam się wygodą przenoszenia statywu i nieodmrożonymi palcami. Ze statywem wiąże się też stosowanie płytki szybkomocującej przy głowicy - pozwala na szybkie zdejmowanie aparatu i chowanie do torby lub pod kurtkę gdy nie robimy zdjęć.
    • śnieg - czyli woda - unikać jak ognia (nie dotyczy posiadaczy aparatów EOS 1V i Nikonos). Małe ilości śniegu należy usunąć (zdmuchnąć, najlepiej gruszką gumową - dmuchanie ciepłym powietrzem przyniesie raczej odwrotny efekt) zanim się rozpuszczą. No i z przykrościa muszę stwierdzić że maniakom fotografowania podczas zadymki przyda sie do ochrony obiektywu filtr UV - będziemy mogli go co chwilę wycierać bez obawy o przednią soczewkę (a jakość zdjęć z filtrem... w czasie śnieżycy raczej nie jest ważna ;-).
    • zaparowanie - gdy już się nafotografujemy i w końcu z radością wracamy do domu, pojawia się kolejny problem - kondensacja pary wodnej na i w aparacie. Nie służy to dobrze ani elektronice ani optyce. Dotyczy to tylko sytuacji gdy aparat jest wychłodzony - gdy trzymaliśmy go pod kurtką, problem ten nie wystąpi. Zabezpieczyć się przed tym można za pomocą woreczka foliowego w którym zamykamy aparat - wtedy para wodna skrapla się na woreczku a nie w środku. Trzeba tylko pamiętać o jednym - żeby włożyć aparat do woreczka przed wniesieniem do domu! W woreczku musi być zamknięte powietrze z zewnątrz, gdyż zawiera mniejszą ilość wilgoci.
  3. Naświetlanie
    Zima to pora wielkich kontrastów - biel śniegu, szczególnie w słońcu jest o kilka EV wyższa niż ekspozycja pozwalająca prawidłowo naświetlić ludzi lub zacienione obiekty. Dodatkowo duże ilości bieli oszukują światłomierz skalibrowany na średnią szarość co powoduje nieefektywne wykorzystanie pojemności tonalnej filmu.
    • na światło - metodą najbardziej uniwersalną pomiaru światła jest pomiar na szarą kartę lub pomiar światła padającego - zapobiega to oszukaniu światłomierza przez śnieg i nie wymaga stosowania korekt.
    • na obiekt - naprostszą metodą jest pomiar punktowy obiektu na którym nam zależy - np. pomiar oświetlenia twarzy portretowanej osoby.
    • na śnieg - gdy fotografujemy na slajdzie lub negatywie o małej rozpiętości tonalnej należy uważać by biel śniegu nie przekroczyła górnej części krzywej charakterystycznej gdyż spowoduje to utratę szczegółów w światłach (faktury śniegu). Na slajdach powoduje to powstanie białych dziur które wyglądają okropnie. Należy więc dokonać pomiaru na śnieg i ustalić taką korekcję aby nie stracić szczegółów w bieli - dla slajdu będzie to korekcja +1.5 lub +2EV. Grozi to oczywiście znaczną utratą szczegółów w czerni, ale taki slajd może jeszcze być akceptowalny.


From: "Rafal Janica"
Subject: Odp: FAQ - co robicie w dlugie zimowe wieczory?
Date: Thu, 12 Dec 2002 09:42:55 +0100

moj sposob na fotografowanie zima, to maly, manualny
aparat (czesto jest to smiena, albo ricoh zf) w ktorym nie
ma klopotu z bateriami (bo ich nie ma, albo zasilaja jedynie
swiatlomierz). Nosze go przewieszonego przez ramie, na boku
w pokrowcu, tak, zeby oslaniac go reka (wazne np w gorach).
Taki aparat ma jeszcze jedna zalete: nagrzewa sie szybko
po wejsciu do pomieszczenia i juz po kilku minutach
mozna robic zdjecia, w czasie, kiedy masywna lustrzanka
wciaz zaparowuje jak okulary, po wejsciu do pomieszczenia.
Inny IMO dobry pomysl, ktory mnie sie sprawdza, to kompakt
(mjuII) noszony w kieszeni (byle nie wewnetrznej) kurtki, gdzie
jest na tyle cieplo, zeby nie siadly baterie, ale gdzie sie nie poci.

Jesli juz nosze lustrzanke, to w naramiennej malej torbie (trojkatnej), tez
przewieszonej na boku, pod reka a zapasowe baterie w kieszeni wewnętrznej
w torebce foliowej.



From: maildras+mp.pl (Andrzej Sroka)
Subject: Re: FAQ - co robicie w dlugie zimowe wieczory?
Date: Thu, 12 Dec 2002 18:49:31 GMT

na krotsze spacery i krotkie "ustawianie" aparatu do zdjecia to dobry
sposob, ale na dluzej, z dluzszym pobytem aparatu na statywie,
zmianami obiektywow itp. radze jadnak nosic aparta normalnie w
plecaku, ew. torbie fot. w temperaturze otoczenia.
Jedynie swiatlomierz nosilem na szyi, ale aby go wyjac nie trzeba
rozpinac kurtki. Aparatowi nie powinno szkodzic zimno - jedynie
bateriom, ale sa chyba jakies zewnetrzne zasobniki itp jak juz ktos
musi jakiegos "elektryka" w takich war. uzywac. Manualne - dobrze
oddac do dobrego serwisu dla smarowania dobrymi smarami, regulacji
itp. Film sztywnieje i moze sie zerwac, trzeba spokojnie naciagac i
zwijac.
Nie rozpinajac co chwile kurtki utrzymujemy najwazniejsza temperature
- wlasnego ciala, przy ciaglym rozpinaniu kurtki, jesli jest
faktycznie zimno, a nie jakies np. -10 , a spacer dlugi to moze sie
odechciec fotografowania - wlasnie z wychlodzenia.
W ogole, wszystko idzie wolniej i trzeba sie z tym pogodzic.
Warto zalozyc duze rekawiczki "jednopalcowe" na jakies ciensze piecio
i do ustawiania zdejmowac tylko te grube, na jak najkrocej.
Jeszcze jedno - duzy komfort daje uczucie ciepla w glowe i stopy -
czapka, nawet typu kominiarka, podwojne skarpety, dobre buty. Jak jest
cieplo w nogi i glowe to jest cieplo. To slowa mysliwych, ktorzy
dlugie godziny spedzaja czasami na mrozie, akurat z tego ich
doswiadczenia mozna skorzystac.

 

Artykuły ogólne: Dekalog grupowy

 

Date: Sat, 2 Mar 2002 07:49:22 +0100
From: "kluge"

1. zanim zadasz pytanie na grupie zajrzyj na pare stron w sieci
2. jak juz sobie wyrobisz pojecie to poobserwuj grupe przez chociaz 2-3
tygodnie i przejrzyj archiwum
jestes nowy i nieoswiecony, takich jest kupa, pewnie twoje pytanie albo juz
bylo albo sie pojawi w ciagu tych 3 tygodni
i nie bedziesz musial go juz zadawac
3. w archiwum pusto, minal miesiac i nikt nie zadal tego pytania, trudno,
zadaj je
4. poczekaj cierpliwie na odpowiedzi, jesli sie nie pojawia to widocznie
nikogo to zagadnienie nie zainteresowalo, niestety jestes zdany na siebie
5. jesli masz odpowiedzi, przeczytaj je, skonfrontuj z danymi z sieci, znowu
poszperaj
6. jestes blisko wyjasnienia sprawy, masz dane, przemysl je jeszcze raz
7. powinienes teraz miec juz pojecie co robic, jesli nie to wroc do punktu 1.
8. wszystkiego i tak sie nie dowiesz z sieci, niektore rzeczy trzeba
sprawdzic samemu, jesli cos kupujesz to idz najpierw i pomacaj w sklepie
9. Pomacales? to dobrze, teraz jeszcze raz przemysl sprawe i podejmij
decyzje
10. Pamietaj o najwazniejszym "Dobry aparat sam z siebie dobrych zdjec nie
zrobi, musi do niego byc podczepiony jeszcze w miare sprawny fotograf"

 

Artykuły ogólne: Krótko o bokeh

 

Autor: watteau+box43.gnet.pl (Stanislaw B.A. Stawowy)
Data: 29 listopada 2001 23:53:53

Stanislaw B.A. Stawowy


KROTKO O BOKEH


Wiele, jakze wiele nieporozumien naroslo wokol tej wlasciwosci
obiektywow! Nie bez powodu drugim znaczeniem slowa 'bo-ke'
w jezyku japonskim jest 'bezmozgi idiota' ...


Bokeh jest to opisowe okreslenie wygladu obiektow znajdujacych
sie poza plaszczyzna ostrosci. Do chwili obecnej nie zostal
powszechnie przyjety jakikolwiek zestaw parametrow opisujacych
bokeh; producenci obiektywow czesto wcale nie zwracali nan uwagi.
Po raz pierwszy 'piekny sposob przedstawiania nieostrosci' zostal
wykorzystany jako zaleta przed I wojna swiatowa w reklamie obiektywów
Goerza, bardzo czesto zwracal na niego uwage Dr Paul Rudolph,
takze Oskar Barnack w jednym z listow do znajomego pisze o 'slicznym
wygladzie nieostrosci' jako efekcie zastosowania formuly Tessara
w Elmarze 3.5/50 - slynnym skladanym obiektywie Lajek.


Idealny obiektyw powinien przedstawiac punkt swiecacy lezacy
w plaszczyznie ostrosci jako punkt na plaszczyznie filmu. W miare
oddalania sie punktu od plaszczyzny ostrosci, jego obraz na filmie
powinien przybierac postac jednolicie oswietlonej, coraz wiekszej
i jednoczesnie coraz ciemniejszej plamki. Taka sytuacje mozna
zaobserwowac jednak tylko w przypadku obiektywu otworkowego
(pinhole). Obiektywy zawierajace elementy optyczne maja zawsze
nieskorygowane w pelni wady optyczne (szczegolnie aberracje
sferyczna) powodujace, ze obraz krazka rozproszenia nigdy nie
jest jednolicie oswietlony.


Istnieja dwie mozliwe postaci obrazu krazka rozproszenia: ciemniejszy
przy brzegach i z jasnym srodkiem (najczestsza przyczyna jest niedoko-
rygowana aberracja sferyczna) i ciemniejszy w srodku i z jasnym
brzegiem (przekorygowana aberracja sferyczna). Ten pierwszy daje bardzo
ladny bokeh: mozna zobaczyc przyklady w broszurkach Leici i np. na
zdjeciach zrobionych Tessarami; ten drugi zas daje bardzo brzydki
bokeh - pojedyncze linie (galezie, slupy..) rozdwajaja sie poza
obszarem ostrosci; czesto mozna go zaobserwowac na zdjeciach robionych
niektorymi starszymi manualnymi oiektywami Nikon i w przypadku
duzej czesci tanich zoomow. Obiektywy Zeissa i wspolczesne staloogniskowe
obiektywy standardowe japonskich firm maja praktycznie neutralny bokeh,
lekko niedokorygowany dla uzyskania ladniejszego wygladu obszarow
nieostrych.


Jaki jest wplyw ksztaltu otworu przeslony na bokeh? Niezbyt duzy.
Krazek rozproszenia przyjmuje ksztalt przyslony; dla obiektywu
z dwu-trzylistkowa przyslona ksztalt krazka moze byc na tyle dziwny,
ze zdjecia czesto razaco draznia - poniewaz wiekszosc aparatow
kompaktowych jest wyposazona w migawko-przyslone (dwie blaszki
rozchylajace sie na odpowiedni okres czasu i do odpowiedniego
rozmiaru otworu), czesto na zdjeciach z nich mozna zauwazyc
dziwny wyglad plamek swiatla miedzy liscmi, odblaskow i plamek.
Pzykladem moze by tu np. Olympus mju/mjuII czy Yashica T4/T5
albo Nikon 35Ti/ 28Ti. W przypadku obiektywow z piecioma
lub wiecej listkami przyslony praktycznie nie da sie zauwazyc
zednego wplywu ich ilosci na bokeh. Wyjatkiem sa tu obiektywy
lustrzane ktore z racji konstrukcji przedstawiaja punkty
poza plaszczyzna ostrosci jako jasne krazki ze znacznie
ciemniejszym srodkiem.

 

Artykuły ogólne: Autorstwo zdjęcia

 

autorstwo zdjęcia (b. długie)
Autor: Gustaw H. nomail@dudu.com
Data: 03-01-2005, 15:24:03

jakiś czas temu pojawił się wątek dotyczący kwestii zabezpieczenia interesów
autora zdjęcia. chciałbym tutaj trochę więcej o pewnym aspekcie tegoż
zabezpieczenia napisać, może komuś się przyda i zaoszczędzi sobie i innym
złudzeń, czasu no i przede wszystkim pieniędzy.rzecz będzie dotyczyć
zabezpieczenia dowodów, które będzie niezbędne w razie ewentualnej sprawy
sądowej.

nasze prawa reguluje ustawa oprawie autorskim i prawach pokrewnych. nie mam
zamiaru jej cytować, bo niepotrzebnie zwiększy to objętość posta a
zainteresowani i tak dotrą do właściwego tekstu (USTAWA z dnia 4 lutego 1994
r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.(1) (tekst pierwotny: Dz. U. 1994
r. Nr 24 poz. 83) (tekst jednolity: Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904) z
późniejszymi zmianami), warto jednak wiedzieć, że ilekroć mówimy tu o
ustawie, to chodzi właśnie o tą.

nie będę pisał tu o tym, na co należy uważać przy spisywaniu umowy,
zakładam, że taka w ogóle jest spisywana. jeśli jednak jest inaczej, to
koniecznie trzeba zadbać o posiadanie wydanych imiennie akredytacji,
pozwoleń na wykonywanie zdjęć, posiadania materiałów źródłowych (pliki raw,
negatywy), świadków. jeśli sprawa ostatecznie dotrze do etapu na którym
będzie musiała być rozpatrzona przez sąd to wszystko okaże się niezbędne.

zakładamy tu sytuację, w której nasz materiał, bez umowy, zgody ani
czegokolwiek, został wykorzystany w sposób komercyjny. np. wydany został
kalendarz z naszym zdjęciem / zdjęciami. bez podpisu, nazwiska autora,
czegokolwiek. dodatkowo zdjęcia zostały opublikowane w internecie.
sugerowałbym wstrzymanie się od utarczek jakiegokolwiek rodzaju z
przeciwnikiem wniosku do momentu zabezpieczenia dowodu, tym bardziej, że
sprawy w tym momencie często się kończą.

warto także pamiętać, że o ile nie mamy umowy z żadną agencją która dla
firmy_x wykonuje serwis internetowy i opracowuje kalendarz to przeciwnikiem
wniosku jest firma_x, z "agencją" z którą rozmawialiśmy nie ma w ogóle sensu
podejmować negocjacji. nie ma umowy pisemnej - nie ma umowy i rozmowy i
koniec. warto pamiętać, że umowa w tym przypadku wymaga formy pisemnej pod
rygorem nieważności. kto lubi czytać - odsyłam do ustawy. w każdym razie
przeciwnikiem wniosku jest firma, na której stronie www materiał jest
wykorzystany i której logo widnieje na naszym zdjęciu.

na podstawie art. 80 ust 1 ustawy, właściwy sąd jest zobowiązany do
zabezpieczenia dowodu (cyt: Art. 80. 1. Sąd właściwy do rozpoznania sprawy o
naruszenie autorskich praw majątkowych miejsca, w którym sprawca prowadzi
działalność lub znajduje się jego majątek, także przed wytoczeniem powództwa
rozpoznaje, nie później jednak niż w ciągu 3 dni od dnia złożenia w sądzie,
wniosek mającego w tym interes prawny:
1) o zabezpieczenie dowodów, bez potrzeby wykazania obawy, że ich
przeprowadzenie stanie się niewykonalne lub zbyt utrudnione) ważna uwaga:
właściwym sądem jest _sąd_okręgowy_ (wydział cywilny) a nie rejonowy. tak
więc cała sprawa rozpoczyna się już w "wyższej" instancji.

należy więc złożyć do sądu okręgowego pismo o treści podobnej do poniższej:

===============
(miejscowość, data)

Sąd Okręgowy w (miejscowość)
(numer) Wydział Cywilny

Wnioskodawca: (nasze dane, adres)

Przeciwnik wniosku (dane, adres)

Wniosek o zabezpieczenie dowodu
na podstawie art. 80 ust 1 pkt 1 ustawy o prawie autorskim i prawach
pokrewnych

Wnoszę o zabezpieczenie dowodu w postaci materiału zawartego na stronie www
pod adresem (tu adres) w sekcji (tu dokładnie określić jak dotrzeć do
interesujących nas materiałów), oraz w postaci kalendarza (załącznik nr.)
poprzez stwierdzenie że są one tożsame ze zdjęciami dołączonym do wniosku w
formie załączników (tu oznaczenia załączników - naszych oryginalnych
materiałów). Wnoszę o zabezpieczenie wymienionych dowodów bez uprzedniego
wezwania przeciwnika (ważne w przypadku materiałów na stronach www).

Uzasadnienie

Jestem autorem (autorką) 10 fotografii załączonych do wniosku, oznaczonych
jako (tu oznaczenia, np. 1-10). Bez zawarcia umowy ze mną i bez mojej zgody
spółka / firma (tu nazwa przeciwnika wniosku) fotografie te umieściła na
swojej stronie internetowej w celach reklamy swoich produktów oraz
wykorzystała do opracowania kalendarza o charakterze komercyjno-reklamowym.
Materiały zawarte na stronie www mogą być w każdej chwili usunięte co
uniemożliwi lub poważnie utrudni mi dochodzenie moich praw autorskich
osobistych i majątkowych. W związku z tym na podst. art 313 k.p.c.
uzasadnione jest zabezpieczenie dowodu bez wezwania przeciwnika.
Załączam także odbitki przedstawiające odnośne fragmenty rzeczonego serwisu
internetowego.

(podpisy, spis załączników, wpis sądowy - obecnie powinno to być 30 pln)

==================

składamy wniosek w sądzie, stosowne załączniki (pliki też, ale koniecznie z
odbitkami), wpłacamy 30 pln znakami opłaty sądowej i czekamy. po tygodniu -
kiedy to najprawdopodobniej zabezpieczenie nie będzie jeszcze dokonane,
składamy pierwsze ponaglenie, np:

==================

Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych w art. 80 ust. 1 przewiduje
trzydniowy termin na rozpoznanie wniosku i zabezpieczenie dowodu. Wniosek
ten został przeze mnie złożony dnia (tu data) tak więc przewidziany Ustawą
termin został znacznie przekroczony a brak niezwłocznego zabezpieczenia
dowodu utrudni możliwości dochodzenia moich praw. Dlatego zwracam się z
ponownym wnioskiem o jak najszybsze rozpoznanie.

(podpis)

==================

Po kolejnych dwóch tygodniach składamy drugie ponaglenie i robimy
kalkulację. na podstawie tabel np. zpaf określamy, ile może być wart
materiał zawarty na stronach firmy_x oraz ten wykorzystany w kalendarzu.
mnożymy razy 2. jeśli wyszło mniej niż 10 000 to modlimy się, by materiał
został usunięty z serwera. dlaczego? ano dlatego, że teraz już bardziej
będzie się opłacało pozwać skarb państwa i żądać odszkodowania z tytułu
przewlekłości postępowania. jeśli obliczona kwota jest większa niż 10 000
(sam uznałbym, że warto jeśli to więcej niż 18 000) to działamy dalej...

najprawdopodobniej na tym etapie sąd zażąda uzupełnienia wpisu opłatami na
korespondencję. w przypadku moich spraw było to 100 pln. w tym momencie
koszty wynoszą już 30 pln (wpis) + 100 pln (zaliczka na korespondencję) i
koszt wykonania odbitek. pisma składałem sam bezpośrednio w sądzie, więc
odpada koszt przesyłek poleconych.

jeśli wszystko pójdzie jak należy, po minimum 1,5 miesiąca (przy 3 dniowym
terminie rozpatrzenia) mamy szanse mieć w ręku protokół z przeprowadzenia
procedury zabezpieczenia. a jeśli nie mamy szczęścia?

sąd poinformuje nas, że mamy sprecyzować w jaki sposób ma się odbyć taka
procedura (mimo, że wynika to choćby z praktyki pracy sędziego). wtedy
należy dokładnie napisać sądowi co ma zrobić. włączyć komputer z połączeniem
z internetem, uruchomić przeglądarkę, wpisać adres...

sąd może także powołać sobie biegłego, który dokona całej procedury.
pamiętajcie, sąd nie musi umieć obsługiwać komputera (mimo, że uzasadnienia
pisze się zwykle na komputerze). biegły to koszt nawet kilku tysięcy
złotych, o których wpłacenie sąd poprosi nas w kolejnym piśmie. dołączamy to
do rachunku i kalkulujemy. szanse na wygraną są duże, wiele osób rezygnuje
jednak w tym momencie i przepada i to co wpłacone i to co mogło by być
wygrane. tak więc płacimy, po raz kolejny... biegły stwierdza, że materiały
są tożsame. otrzymujemy wreszcie upragniony protokół wraz z opinią biegłego.
opinia będzie droższa, jeśli materiał już został usunięty z serwera. wtedy
trzeba zabezpieczyć twarde dyski serwerów, odtworzyć skasowane dane... i
dopłacić. na szczęście zdarza się to nieczęsto.

mając zabezpieczony dowód przystępujemy do negocjacji z przeciwnikiem
wniosku. pamiętajcie, że sąd nie musi przychylić się do wniosku o jego
niewzywanie, więc niewykluczone, że przeciwnik wniosku dowie się szybciej.
mnie w dwóch takich sprawach dotąd udało się przekonać sąd, że wzywanie
przeciwnika wniosku nie leży w moim interesie, bo może on usunąć materiały o
których zabezpieczenie wnoszę.

negocjacje z sądowym zabezpieczeniem dowodów są miłe i przyjemne. nie
słyszałem dotąd o przypadku by ktoś nie zmiękł - chociaż trochę. co nie
znaczy, że wy nie traficie na twardziela. i lepiej nie trafiać, bo
samodzielne stawanie w sądzie, prowadzenie wszystkiego jest możliwe, ale
niewskazane. tu już będzie konieczny dobry adwokat, dlatego nie piszę co
należy robić dalej. jeśli tylko przeciwnik podważy autorstwo zdjęć konieczna
będzie opinia biegłego, badanie materiałów źródłowych, przesłuchania
świadków itp. nie mówiąc już o tym, że przez cały ten czas konieczne będzie
dokonywanie kolejnych opłat sądowych. dopiero po wygranym procesie możliwy
jest zwrot wszystkich wniesionych opłat.

i jeszcze jedno... gdzieś tam wspomniałem o skardze na przewlekłość
postępowania... warto pomyśleć o tym zawczasu, składając ponaglenia.
dlaczego? ano dlatego, że jeśli nasz przeciwnik nie zmięknie a materiał
zostanie usunięty (jeśli mówimy oczywiście o materiale na stronach www),
jest szansa uzyskania odszkodowania w wysokości do 10 000 pln. i to wtedy
jedyna szansa otrzymania jakiejkolwiek namiastki odszkodowania.

wszystko co tu napisałem to praktyka. miałem już (niestety) 3 takie
przypadki (z kim ja pracuję...), w dwóch po zabezpieczeniu dowodów przez sąd
sprawa się zakończyła bez pozwu, w jednym otrzymałem odszkodowanie za
przewlekłość postępowania w pełnej wysokości. średni czas oczekiwania na
zabezpieczenie: 5 miesięcy.

{mospagebreak}

Re: autorstwo zdjęcia (b. długie)
Autor: Gotfryd Smolik news smolik+stanpol.com.pl
Data: 22-01-2005, 00:50:08

On Mon, 3 Jan 2005, Gustaw H. wrote:
[...]
>+ na podstawie art. 80 ust 1 ustawy, właściwy sąd jest zobowiązany do
>+ zabezpieczenia dowodu (cyt: Art. 80. 1.

Nie wątpię iż sądowe zabezpieczenie dowodu jest dobrym pomysłem.

Dla porządku przytoczę "technologię" zastosowaną w innym przypadku
(akurat nie prawa autorskie, a poszło o nieuczciwą konkurencję
- konkretnie podanie w słowach kluczowych swojej strony firmy
konkurenta i "wypromowanie" siebie w googlu w ten deseń :)).

Poszkodowany zastosował mianowicie notarialne zabezpieczenie
dowodu. Bierze się notariusza (takiego ma internet w biurze :)),
zapodaje mu adres - i on ściąga co trzeba +ew. save-as + koniecznie
"opis dowodowy". Ja bym nie wykluczał zrobienia wydruku i notarialnego
poświadczenia tegoż - w opisie procesu takiej wzmianki nie widziałem,
ale jakby przeciwnik miał 'mocnego' prawnika i chciał dowodów w postaci
nieelektronicznej... pamiętamy iż materiał cyfrowy NIE będzie
podpisany podpisem cyfrowym - nie sądzę aby notariusze już
masowo korzystali :] - i "opis" sporządzony na piśmie ma większą
moc dowodową, a pewnie przeciwnik będzie pytał "czy notariuszowi
się nie wydawało" :] ; co dla "akcji w googlu" nie miało znaczenia
("goły tekst") IMHO dla zdjęcia może być ważne.

Wady: kilka złotych więcej dla notariusza (pewnie stawki urzędowej
nie ma i trzeba wynegocjować).
Zalety: czas reakcji (w porównaniu do sądu) mniej więcej tak jak
cyfrowa lustrzanka do cyfrowej hybrydy ;), wyklucza możliwość
reakcji pozwanego nawet jakby sąd go za wcześnie powiadomił.

IMHO można zastosować niezależnie od tego co opisałeś :)

 

Artykuły ogólne: Unikanie "walących się" ścian w fotografii architektury

 

"Walące się ściany" są jednym z podstawowych błędów przy
fotografowaniu architektury. I nie ma tu wytłumaczenia "to
dodaje strzelistości" czy "dynamizmu". Gdy widzimy dany
budynek nasz mózg potrafi skorygować "pionowość"
automatycznie - gdy patrzymy na zdjęcie nie mamy punktu
odniesienia więć musi być "proste".

Metody korekcji możemy podzielić na dwa typy:
- przed zrobieniem zdjęcia
- po zrobieniu zdjęcia

Przed zrobieniem zdjęcia możemy zapobiec walącym się ścianom
przez:
- sfotografowanie budynku z większej odległości (nie
zlikwidujemy całkiem bieżności ale może ona być
niezauważalna)
- sfotografowanie bez odchylania osi obiektywu od poziomu -
środek zdjęcia wypadnie na dole budynku i sfotografujemy też
sporo chodnika który potem musimy wykadrować przy robieniu
odbitki.
- użycie obiektywu "shift" z przesuwną osią optyczną
- użycie aparatu z możliwością przesunięcia osi obiektywu
wzgledem filmu; na ogół są to aparaty wielkoformatowe lub
średnioformatowe

Po zrobieniu zdjęcia możemy je "uratować" przez:
- skorygowanie pod powiększalnikiem - przez przesunięcie osi
obiektywu
- skorygowanie skanu w programie graficznym (korekcja
perspektywy w programach graficznych, specjalne programy do
korekcji, opcje korekcji w programach do składania panoram)

Opis fotografii architektury Czarka
Przykłady różnych typów zdjęć architektury

 

Artykuły ogólne: Wyznanie Anonimowego Sprzętowca-kolekcjonera

 

From: "[ d z e r r y ]"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Czy warto Pentax MZ-5n w tej cenie ??
Date: Tue, 21 Jan 2003 13:44:10 +0100

[...]
Nazywam sie [ d z e r r y ], jest sprzetowcem-kolekcjonerem. Oto moja
historia, ku przestrodze.
Kupilem sobie kiedys p30 - nie wiedzialem wtedy nic o aparatach, ale juz
troche wiedzialem o fotografii. Po jakims czasie w komisie byla wielka
wyprzedarz. Dokupilem sobie zoom'a. Wtedy dowiedzialem sie co to znaczy PK.
Poznalem tez uroki obiektywu szerokatnego. Po jakims czasie zapragnalem
teleobiektywu. Na kolejnej wyprzedarzy dokupilem sobie dlugiego zoom'a. W
tym momencie juz rozroznialem poszczegolne modele, wiedzialem co to znaczy
SMC, nie wiedzialem jeszcze nic o dedykacji lamp blyskowych, ale stan ten
nie trwal dlugo. Do torby trafialo coraz wiecej gadzetow, az pewnego
listopadowego poludnia, torba z cala zawartoscia, bez udzialu mej woli,
zmienila wlasciciela. Wtedy odczulem pierwsze ojawy uzaleznienia. Nagle
stracilem sens zycia. Nie na dlugo. Juz miesiac pozniej, licytowalem na
ebay-u Pentaxa SuperA. Bezposredni przed decyzja o SuperA, realia rynku
zrzucily mnie twardo na ziemie - dowiedzialem sie, ze LX kosztuje znacznie
wiecej niz 600 zl. Osiagniecie stanu sprzed kradziezy zajelo mi tym razem
znacznie mniej czasu, a to dzieki urokom e-bay'a - uwaga kolejna odnoga
uzaleznienia. SuperA otworzylo kolejna furtke - mozna do niego kupowac
akcesoria. Po pewnym czasie stracilem mojego pupila. Jego miejsce zajal
MZ-M. Przez jakis czas byl spokoj, az nagle zachorowalem na dodatkowe body.
Padlo na MX'a. Kolejne niezliczone transakcje, windery, lampy, obiektywy,
choroba na sredni format, kolejny Pentax, matowki, torby....ufff.
Efekt jest taki, ze mam LX'a, MX'a, 645, zestaw staloogniskowych SMC,
dedykowana lampe, worek akcesoriow, 2 torby, a manulnych Pentaxach wiem
prawie wszystko. Problem polega na tym, ze od roku zrobilem piec zdjec na
krzyz - no ale przeciez mam potencjal.

[...]

Musze konczyc, na ebay-u wlasnie konczy sie licytacja na UG-20 - jasna
matowke z siatka do 645.
;-)))))

 

Artykuły ogólne: Siedem Poziomów Fotografów

  

Duchowy przewodnik (satyra) © Ken Rockwell.com

(Uwaga: posługuję się zachodnią konwencją językową, według której „on” oznacza obydwie płcie).

Artysta: Najwyższy Poziom 7 (odpowiednik “Nieba” w mitologii chrześcijańskiej)

To najwyższy poziom, jaki można osiągnąć.

Artysta przelewa swoją wyobraźnię w materialną formę, którą nazywamy fotografią. Zatrzymuje w tej fotografii duszę miejsca, prawdziwą lub wyobrażoną, na którą reaguje widz.

Artysta w pełni panuje nad używanymi przez siebie narzędziami. Tworząc, artysta wykracza poza zwykłe, przyziemne istnienie, gdyż jego dusza ulatuje aby spotkać się z duszą, którą on chce ukazać. Artysta może uczyć się i ćwiczyć kiedy nie tworzy. Kiedy jednak tworzy, aparat staje się przedłużeniem jego umysłu. Gdy jest zaangażowany w proces twórczy, nie poświęca ani jednej świadomej myśli kwestiom technicznym, które tak doskonale opanował.

Używając muzycznego porównania, pianista może nieustannie ćwiczyć gamy, ale kiedy występuje, nie zastanawia się nad układem palców na klawiaturze. Zatraca się w nastroju chwili.

Podobnie jak profesjonalni surferzy, mający po kilkanaście desek, czy gitarzysta z kolekcją 23 kostek, artysta może posiadać wielką ilość aparatów – a każdy z nich służy do innego celu.

Inny artysta może mieć tylko jeden aparat, lub nie mieć go wcale. To nie ma znaczenia.

Artyści czasem ubierają się dziwacznie, a często bardzo późno kładą się spać.

Nikt nigdy nie ogląda ich prac, ponieważ nie są zbyt dobrzy w autopromocji. Ci, którzy potrafią się wypromować, spadają na poziom Dziwki. Niestety, o paradoksie, oznacza to, że nie zobaczysz nigdy zdjęć prawdziwego artysty – chyba że znasz go osobiście. Dobrzy artyści na ogół wstydzą się pokazywać swoje prace komukolwiek – chyba że bardzo dobrze ich znasz – ponieważ wkładają w nie swoją duszę.

Artysta może posługiwać się dowolnym rodzajem aparatu, także otworkowym czy jednorazowym, albo kamerą wielkoformatową. Posługują się takim instrumentem, jakiego potrzebują by stworzyć to, czego chcą.

Dziwka: Poziom 6

Dziwka to artysta, który sprzedaje swoją duszę, przyjmując za swoje dzieła pieniądze lub narkotyki.

Ponieważ zniża się do tego poziomu, jego wizja twórcza zapewne nie jest szczera.

Dlaczego? Jeżeli musisz sprzedawać swoją duszę, aby mieć kasę na jedzenie i mieszkanie, nie pieprzysz się dla przyjemności – co oznacza, że nie próbujesz niczego nowego.

Jeżeli dziwce uda się po latach starań zarabiać tyle, by wystarczyło na opłacanie rachunków, to raczej mało prawdopodobne, aby próbował nowego stylu, dopóki potrzebuje pieniędzy.

Artyści mający swojego “przedstawiciela” (co oznacza, że reprezentuje ich galeria czy agent – coś w rodzaju alfonsa) mogą go utracić, zmieniając styl.

Dlatego też sztuka wystawiana na sprzedaż przez jedną osobę raczej nie będzie ani lepsza, ani inna.

Jedyne, czego chcą od dziwki jego alfonsi (pardon, przedstawiciele) to styl, dzięki któremu jego zdjęcia sprzedają się. Przeczytaj książkę Barnbauma o artyzmie. Naprawdę rzadko zdarza się, aby odnosząca sukcesy dziwka zmieniła styl, który już został zaakceptowany.

Amator: Poziom 5

Amatorami są ludzie, którzy mniej niż połowę swoich zarobków osiągają z fotografii. Nie ma to nic wspólnego z jakością robionych przez nich zdjęć.

Tacy ludzie kochają tworzyć fotografie. Dobrzy amatorzy o czystych duszach mogą przeskoczyć pozostałe poziomy i stać się artystami.

Ludzie, którzy poza swoim normalnym zajęciem w weekendy zajmują się fotografowaniem ślubów itp. nie przestają być amatorami – po prostu biorą pieniądze za swoje zdjęcia.

Amatorzy, którzy sądzą, że lepszy aparat sprawi iż będą robili lepsze zdjęcia, ryzykują spadek na najniższy poziom – onanisty sprzętowego. Zbyt wielu amatorów daje się zwieść producentom aparatów i wierzy, że muszą mieć dobre aparaty aby robić dobre zdjęcia. Takie myślenie zabija tworzenie sztuki.

Amatorzy, którzy potrafią zatracić się w tworzeniu świetnych obrazów, znajdują się na dobrej drodze do uzyskania oświecenia.

Dobrze jest być amatorem – z tego poziomu łatwo można wznieść się na poziom artysty.

Amatorzy prawie zawsze używają lustrzanek Canona.

Pstrykacz: Poziom 4

Pstrykaczem jest moja mama, a wraz z nią większość ludzi. Takie osoby chcą mieć wspomnienia, a nie fotografie czy aparaty.

Pstrykacze, którzy są grafikami, bądź po prostu posiadają zdolności plastyczne, bardzo często tworzą fantastyczne zdjęcia, zadziwiając innych. Tacy pstrykacze są artystami, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Na ogół także ubierają się lepiej niż artyści, którzy uważają się za artystów.

Uwierz mi: to fotograf robi zdjęcie, a nie aparat.

Pstrykacze używają zwykłych „małpek” albo aparatów jednorazowych, osiągając tak samo doskonałe rezultaty jak pozostali, korzystający z „Lejków”, Nikonów, Canonów czy Contaxów.

Zawodowiec: Poziom 3

Zawodowy fotograf to ktoś, kto utrzymuje się wyłącznie (w 100%) z fotografii.

Zawodowcy nie tworzą sztuki aby żyć – tworzą komercyjne obrazy. Zwykle dobrze opanowali technikę i potrafią wygenerować całkiem porządne zdjęcia, jednak umiejętność przekazywania swoich wizji nie zawsze jest im dana.

Oczywiście, zawodowcy mogą tworzyć wspaniałe zdjęcia w czasie, kiedy nie pracują.

Zawodowcy poświęcają bardzo niewiele czasu na zastanawianie się nad swoim sprzętem – poza sytuacjami, kiedy muszą go naprawić. Spędzają większość czasu na poszukiwaniu zleceń i narzekaniu, że wszyscy inni fotografowie w mieście obniżają ceny.

Zawodowcy wydają na klisze i usługi laboratorium więcej w ciągu miesiąca niż na swój sprzęt w ciągu całego roku.

Nie istnieją profesjonalni fotografowie przyrody. Fotografowie przyrody mają jakiś inny etat, albo są utrzymywani przez żony.

Zawodowcy robią zdjęcia lustrzankami Nikona, średnioformatowymi Mamiyami lub aparatami wielkoformatowymi Calumet 4x5”. Nie stać ich na tak dobry sprzęt, jaki kupuje większość poważnych amatorów.

Jeżeli nie jesteś profesjonalnym fotoedytorem, pewnie nigdy nawet nie słyszałeś o zawodowych fotografach – chyba że przyjaźnisz się z jednym z nich. Faceci występujący w reklamach aparatów, którzy twierdzą, że używają tego czy tamtego aparatu, to tylko wynajęci modele.

Prawdziwi zawodowcy nie mają swoich stron internetowych i nie publikują biuletynów technicznych. Tacy ludzie są zwykle amatorami.

Bogaty Amator: Poziom 2

To amatorzy, którzy – posiadając zbyt wiele pieniędzy – kupują mnóstwo sprzętu. Ma on uwolnić ich swobodną ekspresję. W tej grupie znajdziemy przeważnie mężczyzn, a większość z nich jest w podeszłym wieku lub na emeryturze.

Bogaci amatorzy robią zdjęcia aparatami marki Leica, Contax, Alpa, Hasselblad oraz kamerami wielkoformatowymi Linhof (4x5”) Są to niewątpliwie świetne aparaty. Ale zdjęcia uzyskiwane nimi niczym się nie różnią od tych zrobionych Zenitem, Pentaxem, Bronicą czy Tachihara.

Biedniejsi bogaci amatorzy robią zdjęcia lustrzankami Nikona – a czasem też Canona.

Ostatnio ci kretyni kupują cyfrowe lustrzanki, przeznaczone dla reporterów gazetowych, takie jak Canon EOS-1D czy Nikon D1X. Aparaty te dają gorsze rezultaty techniczne niż aparaty, którymi posługują się pstrykacze. Naprawdę głupi ludzie czekali na pojawienie się Contaxa N Digital, który kosztuje 7 tysięcy dolarów. Jest mniej użyteczny niż cyfrowe lustrzanki Nikona czy Canona, a zdjęcia robi technicznie gorsze niż tania lustrzanka na zwykłe klisze.

Bogaci amatorzy myślą, że nieostre czarno-białe zdjęcia pokazujące ubogich ludzi to sztuka.

Niektórzy bogaci amatorzy łatwo spadają na ostatni poziom w hierarchii, ponieważ nadmiernie przejmują się kwestią sprzętu. Inni przechodzą wprost do tworzenia świetnej sztuki, ponieważ nie muszą przejmować się sprzętem – uważają, że właśnie ich jest najlepszy z możliwych. Co ciekawe, niewielu bogatych amatorów tworzy zwyczajne, przeciętne zdjęcia. Ich prace są albo świetne, albo całkowicie do dupy.

Onanista sprzętowy: Najniższy Poziom 1 (odpowiednik “Piekła” w mitologii chrześcijańskiej)

Ci mężczyźni (a do tej grupy zaliczają się wyłącznie mężczyźni) nie interesują się sztuką ani fotografią, ponieważ nie posiadają duszy. Nie mając duszy, nie potrafią wyrazić swoich wyobrażeń ani uczuć, dlatego też ich zdjęcia – o ile w ogóle jakieś robią – są do niczego.

Większość uprawia techniczne zawody – są wśród nich inżynierowie, komputerowcy i specjaliści od nauk ścisłych. Ludzie ci tak bardzo przejmują się wystawianiem cyfrowych ocen dla różnych rzeczy, że całkowicie zapominają o tym drobnym fakcie, iż aparat czy tabela z wynikiem testów ma niewiele wspólnego z duchem obrazu. Ponieważ tak bardzo interesują się mierzeniem osiągów aparatów, przezwaliśmy ich „onanistami sprzętowymi”. Niestety, wielu z nich trafia na moją stronę KenRockwell.com poszukując informacji o osiągach aparatów.

Wielu z nich lubi też bawić się sprzętem audio, komputerami czy samochodami. Mogą cieszyć się z zabawek, takich jak aparaty, dla samej przyjemności ich posiadania. Rzadko, jeżeli w ogóle, korzystają z nich w celach, do jakich zostały stworzone.

Młodsi spośród nich grają w gry komputerowe, często „czatują” i surfują po Internecie. Starsi przyłączają się do klubów miłośników aparatów. (Należy zapisywać się do klubów fotograficznych, ale nigdy do klubów miłośników aparatów czy jakichkolwiek klubów, które usiłują wystawiać punkty sztuce, ponieważ sztuka jest czymś subiektywnym i nie może być oceniana za pomocą cyferek). Ludzie ci nigdy nie stworzą niczego godnego uwagi, korzystając ze swoich sprzętów. Ale z pewnością podnieca ich fakt posiadania, nabywania lub opowiadania o nich innym ludziom.

Jedynym rodzajem wyposażenia, na który nie zwracają najmniejszej uwagi, jest ten sprzęt, który jest rzeczywiście przydatny: oświetlenie.

Interesują się sprzętem dla samego sprzętu. Zagadają cię na śmierć, jeżeli tylko im pozwolisz. Jednak gdy wyrazisz chęć obejrzenia ich prac, cała odwaga natychmiast ich opuszcza. Mogą także pomyśleć, że chcesz zobaczyć ich aparaty.

Ktoś posiadający przyzwoite portfolio nie jest sprzętowym onanistą sprzętowym. Ktoś posiadający więcej aparatów niż porządnych zdjęć może nim być. Zapewne są nimi osoby, których strony internetowe pełne są artykułów o technice, a pokazują bardzo niewiele interesujących zdjęć.

Pod żadnym pozorem nie zadawaj się z tymi ludźmi, nie rozmawiaj z nimi ani nie czytaj ich stron internetowych. Dla nieuświadomionych jawią się niczym niewyczerpane źródła wiedzy. Ich chore, pozbawione życia dusze z rozkoszą wciągną cię do ich własnego piekła. Już nigdy nie uwolnisz się od rozważań o tym, jak ostry naprawdę jest twój obiektyw. Jeżeli zaczniesz się tym martwić, już nigdy nie sfotografujesz niczego poza murem z cegieł czy kartą testową.

Ludzie ci są łatwi do zidentyfikowania. Jeżeli doczytałeś aż do tego miejsca, zapewne widziałeś ich strony internetowe. Zawsze mają mnóstwo informacji o sprzęcie, ale niewiele zdjęć. Strzeż się informacji pochodzących ze stron, na których nie ma wielkiej ilości zdjęć, które ci się podobają.

Musiałem zdjąć większość zdjęć sprzętu z mojej strony internetowej, ponieważ ci ludzie poświęcali więcej czasu na oglądanie mojego sprzętu niż na oglądanie moich prac! Pasmo dostępu, za które płacę, zajmowali ci idioci, gapiąc się na moje obiektywy zamiast oglądać zdjęcia – dla których właśnie ta strona powstała. Dlatego wszystkie fragmenty o sprzęcie są w kolorze żółtym, aby bolały ich oczy, gdy będą tracić zbyt wiele czasu na śrubki i motorki.

Wielu ludzi, którzy piszą do mnie mejle, należy niestety do tej najgorszej, nieoświeconej grupy. Mnóstwo z nich grasuje po Internecie i poświęca całe godziny na „wnoszenie własnego wkładu” do stron poświęconych technice oraz gadając na czatach takich jak Photo.net, www.dpreview.com, photocritique.net czy na niemieckim forum dla osób posiadających i zbierających Nikony, zamiast robić własne zdjęcia. Ci goście tutaj nie są tacy źli.

 

Artykuły ogólne:

 

Sprzęt: W poszukiwaniu złotego Graala - granice fotografii 35mm

 

Date: Sun, 07 Oct 2001 22:18:30 GMT
From: watteau+box43.gnet.pl (Stanislaw B.A. Stawowy)

W poszukiwaniu zlotego Graala - granice fotografii 35mm


Granica piewsza - rozdzielczosc oka
===================================
Jakosc powstalego obrazu jest ograniczona w pierwszym rzedzie
przez wzrok ogladajacego. Jesli skala powiekszenia jest odpowiednio
mala, niska rozdzielczosc systemu tworzacego obraz moze zostac
nie zauwazona. Przykladem moze byc tu mn. fotografia robiona
przy pomocy apaatow subminiaturowych - np. Minoxa. Obiektywy
tych aparatow maja krotka ogniskowa i musza dawac ostry obraz
na niewielkiej powierzchni; najlepsze obiektywy Minoxow daja
lepszy obraz niz najlepsze obiektywy aparatow 35mm, zblizajac
sie znaznie ardziej do bycia ograniczonymi jedynie przez dyfrakcje.
W efekcie zdjecie z Minoxa powiekszone, zalozmy, 20 razy, bedzie
mialo wieksza rozdzielczosc niz zdjecie 24x35 powiekszone 20
razy. Jednak powiekszenia tej samej wielkosci (np. 13x18)
z negatywu subminiaturowego, beda nie lepsze, a najprawdopodobniej
znacznie gorsze, niz z negatywu maloobrazkowego. Powyzsze
stwierdzenie odnosi sie do porownania malego obrazka ze srednim
formatem i sredniego formatu z duzym.


Powszechnie przyjmuje sie zalozenie, ze praktyczna granica
dajaca wszystko co mozliwe z malego obrazka, jest 15 razy -
oznacza to odbitke o rozmiarach 36x54cm. Przyjmujemy tutaj,
ze patrzymy na zdjecie z odleglosci 25 centymetrow.
Ze wzgledu na budowe siatkowki, przecietne oko nie jest
w stanie zobaczyc wiekszej liczby szczegolow z
mniejszej odleglosci.
Granica rozdzielczosci ludzkiego oka jest 1' - jedna
minuta katowa (jeden stopien katowy zawiera 60', srednica ksiezyca
w pelni wynosi okolo 30'). Jedna minuta katowa w odleglosci
25 centymetrow rowna sie okolo 8 par linii na milimetr
na naszej odbitce. Przyjmijmy 10 lpmm dla latwosci obliczen.
Na naszym zdjeciu musimy uzyskac 10 lpmm. Oznacza to, ze
na negatywie musielibysmy miec 150 lpmm.


Granica druga - rozdzielczosc filmu
===================================
Filmy stosowane do wykonywania reprodukcji takie jak Kodak
Technical Pan czy Agfa Copex Rapid (Gigabit film) maja
podawana przez producenta rozdzielczosc 350 - 600 lpmm.
Jednakze wartosci te odnosza sie do negatywow wywolywanych
w specjalnych (laboratoryjnych) wywolywaczach, dajacych
bardzo duzy kontrast. Wartosci te sa mierzone przez naswietlanie
negatywu poprzez plytke szklana z naniesionymi bardzo drobnymi
czarno-bialymi liniami. Do pomiaru granic rozdzielczosci
uzywa sie tez szklanych plyt z naniesiona warstwa chromu
z wyrytymi liniami.


Niektorzy producenci podaja tez rozdzielczosci filmow dla
obiektow o ciaglych tonach. Przyklady (za E.Putsem):
Kodak Technical Pan: 250 lpmm
Agfa APX25: 179 lpmm
Kodak T-Max 100: 120 lpmm
Kodak Panatomic-X: 180 lpmm
Nie wszystkie rozdzielczosci filmow podanych wyzej moga byc
porownane wprost z uwagi na rozna metode pomiarow roznych
producentow, mozna jednak przyjac, ze granica 200 lpmm moze
byc osiagnieta w warunkach laboratoryjnych. Wszyscy producenci
zaznaczaja jednak, ze wartosci te sa idealne i nie biora pod
uwage ogranizen sprzetu uzywanego w fotografii.


Granica trzecia - dyfrakcja
============================
Opisywanie rozdzielczosci powyzej 500 lpmm moze brzmiec
fantastycznie :-). Tak jednak nie jest.
Rozdzielczosc obiektywu jest ograniczona przez dwie wartosci:
aberracje optyczne i dyfrakcje. Obiektyw ograniczany
wylacznie przez dyfrakcje jest to obiekttyw skorygowany tak
dobrze, ze jedynym czynnikiem ograniczajacym jego rozdzielczosc
jest dyfrakcja (i dlugosc fali swiatla uzywanego do
robienia zdjec). Oto wartosci rozdzielczosci dla
kilku wartosci przyslony (przyjete zalozenia to dlugosc fali
swiatla 550nm i zalozenia teorii kontrastu Kuhlera):


Przyslona       Rozdzielczosc
1,4             550 lpmm
2,0             385 lpmm
2,8             263 lpmm
4,0             185 lpmm
5,6             135 lpmm
8,0              94 lpmm
11               69 lpmm
16               48 lpmm
22               30 lpmm
32               21 lpmm

 

Przyjete wartosci odnosza sie (znow) do warunkow idealnych.
Zgodnie z wykladnia Zeissa, powyzsze wartosci rozdzielczosci
nie moga byc wprost uzyte do okreslenia jakosci obrazu
dawanego przez obiektyw. Oko ludzkie moze rozdzielic
czarne i biale linie jesli kontrast pomiedzy nimi wynosi
okolo 2%. Tak mala roznica jest znaznie ponizej
ograniczen kombinacji obiektyw - film. Zeiss uzyl wartosci
kontrastu rownej 30% przy ustalaniu rozdzielczosci
wysokorozdzielzych emulsji fotograficznych. Jesli rozwazymy
teraz dane producentow dotyczace rozdzielczosci ich filmow
przy kontrascie 50% - przyjetym przez producentow dla
filmow ciaglotonowych, otrzymamy nastepujace wartosci:


Film                    ASA     lpmm    lpmm dla kontrastu 50%
Copex/ Gigabit         12(40)   600     100
Kodak Technical Pan    25/50    320     100
Kodak T-Max 100         100     200      63
Kodak T-Max 400         400     125      50
Agfapan APX-25           25     200      80
Agfacolor HDC Plus      400     130      45
Kodak Ektar 25           25     200      80
Fujichrome Velvia Pro    50     160      80
Fujichrome Provia 100P  100     140      60
Fujichrome Provia 400   400     125      40
Fujichrome Astia        100     135      55
Fujichrome Sensia II    200     125      50
Fujichrome Sensia II    400     125      40
Fujicolor Superia 400   400     100      50
Fuji Profess. 400 NPH   400     110      50
Fuji NHG 800 Profess.   800     100      45
Kodak Ektachrome 64T     64     125      50
Kodak Ektachrome 100    100     125      50
Kodachrome 200          200     100      50
Kodak Tri-X             400     100      50
Konica Impresa Pro       50     130      80
Konica SR-G Pro         160     100      50

 


Widzimy tutaj o ile mniejsza jest praktyzna rozdzielczosc
podanych wysokorozdzielczych filmow dla zastosowan fotograficznych.


Granica czwarta - obiektyw
==========================
Najlepsze istniejace obiektywy Leici potrafia uzyskiwac
rozdzielczosc teoretyczna okolo 450 lpmm przy 5% kontrascie.
Dla kontrastu 30% oznaza to okolo 250 - 300 lpmm. Canon
New FD 1.4/50 ma odpowiedno 420 lpmm i 278 lpmm.Zeiss
Planar 1.7/50 - odpowiednio 460 lpmm i 290 lpmm.
Musimy jednak wziac pod uwage, ze wartosci podane powyzej
sa znow wartosciami idealnymi. Najlepsza wartosc uzyskana
praktycznie wynosi 120 lpmm na negatywie (za E.Putsem).
Kodak sugeruje, ze dla wyzyskania w pelni rozdzielczosci
filmu, obiektyw powinien miecokolo 3 razy wieksza
rozdzielczosc od negatywu. Ponizsza taelka pokazuje
wyniki:


    Rozdzielczosc (lpmm)
filmu   obiektywu   calosci
  50      100        33
  50      200        40
  50      400        44
  80      100        44
  80      200        57
  80      400        63
 100      100        71
 100      200        89
 100      400        97
 600      100        98
 600      600       425
 600     1800       569


Wiekszosc obiektywow dostepnych obecnie na rynku ma
rozdzielczosc znacznie nizsza niz 100 lpmm dla
kontrastu 30%. Widzimy wiec, ze maksymalna praktyczna
rozdzielczosc filmu, ktora znalezlismy wyzej - 100 lpmm
i rozdzielczosc przecietnego konsumenckiego obiektywu
- 100 lpmm (zoomy maja z zasady znacznie mniejszy
kontrast stad i nizsza rozdzielczosc. Srednia statystyczna
obiektywow typu zoom testowanych na Photodo daje okolo
50-60 lpmm) ogranicza nas do okolo 70 lpmm, pozwalajac
w wyjatkowych wypadkach (najlepszy obiektyw + ultradobnoziarnisty
film) osiagnac okolo 90 lpmm. Oznacza to okolo dziewieciokrotne
powiekszenie -- okolo 21x32 cm.


dodatek: dowod empiryczny :-)
====================
(za Shermanem i Schneiderem, Modern Photography 1978).
Fotografowany byl obiekt o wysokim kontrascie, wiec wyniki
dla 'zwyklej' fotografii beda gorsze o ok. 1/3:


Obiektyw nastawiony na f/4, nieskonczonosc

 

Obiektyw       Pan X   Tech Pan  Kodachrome 25 #2483 Micro Ektachrome
(PCF)
Summicron
Leitz 2/50     88 lpmm 96 lpmm     86 lpmm        102 lpmm
Nikon 1.8/50   88      96          82             100
Canon 1.8/50   86      92          80             100
Minolta 1.7/50 86      92          82             100
Pentax  1.7/50 86      92          80             100
Olympus 1.8/50 86      92          80             100

 

 

 

Sprzęt: Image Stabiliser - stabilizator obrazu

 

http://www.canon.com/camera-museum/tech/room/b_tebure.html
http://www.usa.canon.com/eflenses/technology/imagestabilizer.html

Date: Thu, 24 Jan 2002 23:38:44 +0100
From: "Sebastian Kaliszewski"

Co to jest i jak działa IS (ang. Image Stabiliser -- stabilizator obrazu, w
wersji Nikonowskiej oznaczany VR - Vibration Reduction)


IS pozwala na bezproblemowe uzyskiwanie przy zdjęciach "z ręki" czasów
równych 4 * 1/ogniskowa zamiast zwyczajowo przyjmowanego za bezpieczny
1/ogniskowa (wielu zaś stosuje 1/2 * 1/ogniskowa), a korzystając z wiedzy i
umiejętności można ten czas przedłużać jeszcze 2-4 razy. Co robi IS? wykrywa
i koryguje niewielkie ruchy obrotowe obiektywu (dokładniej obracanie się osi
optycznej). Nie koryguje obrotów wokół osi ani też ruchów postępowych
(przybliżanie, oddalanie, ponoszenie, opuszczanie) -- ale też jak się
okazuje na poruszenie zdjęć przez fotografującego główny i decydujący wpływ
mają własnie ww ruchy obrotowe. IS nie też oczywiście ruchu obiektu (nie ma
żadnego mechanizmu śledzącego obiekt) tak więc nie należy się spodziewać
zamrożenia poruszjącego się fotografowanego obiektu. Ruchy obrotowe
korygowane są całkowicie w pewnym, niewielkim zakresie -- wystarcza to na
takie właśnie 4-8 krotne przedłużenie ekspozycji -- normalnie trzymany
aparat w takim czasie nie obróci się poza korygowany zakres. Ale z tego
wynika jeszcze jedno -- skoro drgania aparatu są zjawiskiem przypadkowym
(szumem) to przy odrobinie szczęścia przez czas jeszcze 2, 3, 4 razy dłuższy
(zwłaszcza przy dobrym trzymaniu apaartu) maksymalne obrócenie zmieści się w
korygowanym zakresie. A szczęściu można pomóc przez powtorzenie próby -- tak
więc przy 3, 4 próbach można z ręki uzyskać np. 1/10s przy 130mm ogniskowej
(niektórzy twierdzą, że dochodzili do 1/4s). Dodatkowo dzięki temu, że ruchy
są albo wystarczająco małe i całkowicie korygowane, albo za duże i przez to
niekorygowale zdjęcie albo jest całkowicie utrzymane (jak ze statywu) albo
wyraźnie poruszone -- nie ma form pośrednich -- więc od razu widać czy
wyszło. W szkłach profesjonalnch IS ma dodatkowo tryb do zdjęć robionych z
panoramowaniem (ang. panning, prowadzenie obiektywu za celem) -- wtedy układ
wykrywa ruch panoramowania i koryguje względem niego a nie względem
zatrzymanego obiektywu (bez tego, tak jak jest w szkłach amatorskich, do
panoramowania IS trzeba wyłączać bo może on po prostu rozwalić efekt
zamrażając tło a brzydko (obiekt robi się jakby podwójny) rozmywając obiekt,
albo psując i tło i obiekt)
A jak to działa? Układ skłąda się z żyroskopowego detektora ruchów (w wersji
Canonowskiej 2 żyroskopy) przekazującego impulsy do pokładowego
obiektywowego komputerka oraz grupy soczewek (zwykle rozpraszającej) w torze
optycznym obiektywu zawieszonej na mikrosiłownikach sterowanych tym
komputerkiem. Kiedy przód obiektywu "leci" w dół, ta grupa soczewek też jest
przesuwana w dół utrzymując obraz na kliszy w stałym miejscu.

 

 

Sprzęt: Koreksy polskie - recenzja

 

Temat: Koreksy polskie - recenzja
Autor: Fereby ferebyWYTNIJTO@poczta.onet.pl
Data: 01-09-2005, 14:32:26

W związku z pojawiającymi się co jakiś
czas na tej liście zapytaniami o używane
koreksy polskie, pozwoliłem sobie opisać
pokrótce kilka częściej spotykanych koreksów
rodzimej konstrukcji, streszczając ogół
doświadczeń płynących z ich użytkowania.

Objaśnienia pojęć pojawiających się w opisach
poszczególnych modeli (jeśli znasz się już
trochę na tym, możesz od razu przeskoczyć
do "Opisy"):

* Błona typ 120 - błona zwojowa szerokości 6 cm
w standardowej długości: 16 klatek 4,5x6 cm,
12 klatek 6x6 cm, 9 klatek 6x9 cm (istnieje możliwość
wywołania zamiast dwu błon typu 120 jednej błony typu
220 o dwukrotnie większej długości).
* błona typ 135 - błona małoobrazkowa szerokości
24 mm, standardowa klatka 24x36 mm (konfekcjonowana
6 do 36 klatek, względnie odpowiedno więcej przy
rozmiarze klatki 24x24 mm lub "klatce filmowej"
24x18 mm).
Z opisu parametrów dla błon 40 mm i 16, obecnie
rzadko spotykanych, zrezygnowano.

Objętość roztworu dla danej błony podawana
jest według danych zawartych w instrukcjach
obsługi. Liczba w nawiasie to objętość podawana
w literaturze, bądź instrukcjach przyrządzania
roztworów. Liczba z "hashem" (#) to objętość
zmierzona przez autora recenzji. Zmierzone
i podawane przez literaturę objętości są
z reguły nieco mniejsze niż podawane przez
producenta (zawsze lepiej nalać za dużo
niż za mało roztworu), co w pewnych
sytuacjach może pomóc (chcemy użyć 75 ml
roztworu w rozcieńczeniu 1+4, razem 375 ml,
a producent zaleca objętość dla błony
małoobrazkowej 400 ml), z drugiej wszakże
strony taka oszczędność może się zemścić
niewywołanym brzegiem błony, więc lepiej
korzystać z tego jedynie w absolutnej
konieczności, przedtem dokładnie
wymierzywszy objętość płynu pokrywającą
w całości szpulę ustawioną dla formatu
błony, którą chcemy wywołać.

"Szpula nieprzejrzysta" oznacza szpulę
z tworzywa nieprzepuszczającego światła.

"Szpula przezroczysta" to lekko matowa
szpula z tworzywa przepuszczającego światło,
umożliwiajaca tym samym naświetlanie wywoływanych
filmów odwracalnych (przy filmach negatywowych
praktycznie bez znaczenia). Szpule przezroczyste
na ogół są mniej odporne na urazy mechaniczne.

"Rowki" - starsze rozwiązanie szpul koreksu,
błonę wsuwa się łapiąc za brzegi i kręcąc
talerzykami, bądź popychając palcem.

"Rowki+kulki" - szpule koreksu wyposażone na
brzegach w plastykowe, bądź ze stali nierdzewnej
kulki, znacznie upraszczające proces wsuwania
błony.

"Kręcenie szpulą" - poruszanie szpulą z filmem
przy pomocy pokrętła. Wedle literatury pogarsza
ostrość konturową. Podobno może też spowodować
mocniejsze wywołanie brzegów błony, niż środka
- z czym jednak nigdy osobiście się nie zetknąłem.

"Obracanie koreksem" - oprócz kręcenia szpulą
w koreksach o specjalnej konstrukcji wlewu/wylewu
i wyposażonych w dodatkową pokrywkę, można obracać
wokół osi poziomej cały koreks powodując ruch
wywoływacza względem błony. Wedle literatury
takie mieszanie wywoływacza sprzyja zwiększeniu
ostrości konturowej.

Konstrukcja wlewów i wylewów ma istotne
znaczenie dla wygody wywołania. Wąskie wlewy
i niewielkie wylewy wymuszają odpowiednio
wcześniejsze rozpoczęcie wlewania i wylewania
kąpieli fotograficznych (nawet ponad pół minuty
wcześniej). Dodatkowo wąski strumień wywoływacza
ma większą powierzchnię kontaktu z powietrzem,
co ma negatywny wpływ na trwałość - w przypadku
stosowania wywoływaczy jednorazowych, powyższe
ma oczywiście nikłe znaczenie. Szerokie otwory
wlewowe i duże wylewowe umożliwiają napełnienie
i opróżnienie koreksu w ciągu kilku, kilkunastu
sekund.

Szybkie napełnianie może spowodować spienienie
się wywoływacza i utrwalacza, tak że nie dotrą
one do niektórych miejsc błony (efektem są białe
lub czarne koliste punkciki na negatywie). Można
jednak temu zapobiec, energiczne (w granicach,
rzecz jasna, rozsądku), kilkakrotne uderzając
denkiem koreksu o twardą, poziomą powierzchnię,
natychmiast po wlaniu wywoływacza i utrwalacza
(przerywacza zresztą też w zasadzie można, choć
nie jest to niezbędnie konieczne), powodujące
oderwanie się bąbelków powietrza od emulsji
(dobrze jest sobie wyrobić ten nawyk, niezależnie
od szerokości wlewu i wylewu naszego koreksu -
nic nie kosztuje, a może zdecydowanie poprawić
jakość negatywów).

Wszelkie oceny co do prostoty obsługi odnoszą
się do koreksów nieużywanych (względnie: mało
używanych i zadbanych) - jest oczywistym
że błony wsuwa się trudniej w bardzo zużyte
szpule, osady roztworów zmniejszają czynną
średnicę wylewów, etc.

********************************************************
+Opisy+

"Korex Uniwersalny"
Pojemność maksymalna - ok. 520# ml
* błona typ 120 (lub 2x) - 450 (420-430#) ml
* błona typ 135 - 275 (250#) ml
* błony płaskie - 500 ml

Wkładanie błony - wsuwanie w rowki.
Szpula - nieprzejrzysta.
Poruszanie błoną - kręcenie szpulą.
Wlew - szeroki.
Wylew - niewielki.

Producent: Spółdzielnia Pracy "Anatomia"
w Krakowie.

Ten mający ponad czterdzieści lat koreks
nabyłem niedawno za około dziesięć złotych
z pobudek głównie kolekcjonerskich. Reprezentuje
konstrukcję typową dla wczesnych koreksów ze
szpulą obustronnie spiralną - dolny talerzyk
z rowami i tuleja wlewu stanowią jedną część,
na którą nasadza się górny talerzyk tworząc
tym samym szpulę koreksu.

Oba talerzyki mają spirale tylko z jednej
strony, co pozwala na wywołanie tylko
jednego filmu małoobrazkowego. Co prawda
literatura twierdzi iż do szpul podobnych
koreksów potrafiono wsuwać i po dwa filmy
małoobrazkowe (złożone warstwami podkładowymi
do siebie), lecz mimo wielokrotnych prób nie
udało mi się dokonać tego wyczynu.

Filmy do "Korexu Uniwersalnego" wkłada się
trudniej niż do konstrukcji późniejszych,
głównie ze względu na bardzo ścieśnione
i ostro skręcające rowki spiral. Zgodnie
z literaturą można by zapewne zmniejszyć
tarcie błony przeciągająć rowki grafitem
miękkiego ołówka, czego jednak nigdy nie
próbowałem. Ze względu na nieskomplikowaną
konstrukcję opisywany koreks składa się
wyjątkowo prosto, w tym również w ciemności.
Początek rowków prowadzących błonę jest
oznaczony małymi, zaokrąglonymi występami.

Pokrywka puszki zakładana jest na wcisk,
więc podczas przenoszenia koreksu
z naświetlonym filmem w szpuli, a już
w szczególności napełnionego roztworami
roboczymi, należy chwytać za puszkę,
a nie pokrywkę.

Wlew znajduje się pod wyjmowalnym pokrętłem.
Lejkowata część o średnicy blisko pięciu
centymetrów i otwór o średnicy ponad centymetra
pozwalają na napełnianie z prędkością niewiele
gorszą niż w konstrukcjach współczesnych.

Umieszczony w boku pokrywki, niewielki wylew,
uniemożliwiają szybkie opróżnianie koreksu.

Pokrętło jest duże i wygodne, podczas
wywoływania należy kręcić w kierunku
odwrotnym do ruchu wskazówek zegara,
o czym przypomina umieszczona na pokrywce
strzałka.

"Korexu Uniwersalnego" używam właściwie
wyłącznie do wywołań próbek, jednak
przeprowadzone z użyciem zaświetlonej
błony próby wykazały pełną przydatność
do wywołania błon małoobrazkowych (niestety
tylko jednej za każdym razem). Moim zdaniem
to niezgorszy sprzęt dla osób, które już
w pewnym stopniu opanowały zakładanie filmów
do koreksów. Początkujący bezwzględnie winni
wielokrotnie przećwiczyć tę operację przy
pomocy zaświetlonej błony - koreks nie ma
ruchomych talerzyków i błonę trzeba po prostu
powoli wpychać w szpulę.

To jeden z oszczędniejszych znanych mi
koreksów krajowych (mała objętość płynów na
błonę). Możliwośc wywoływania błon płaskich
może się okazać bardzo cenna dla profesjonalisty.

-----------
Mały koreks "Plastic"
Pojemność maksymalna - ok. 380-400# ml.
* błona typ 135 - 230-250# ml.
Wkładanie błony - rowki+kulki.
Szpula - przezroczysta.
Poruszanie błoną - kręcenie szpulą.
Wlew - szeroki.
Wylew - duży.

Jedna z bardziej enigmatycznych konstrukcji,
mimo wieloletnich poszukiwań nie udało mi
się znaleźć w literaturze żadnego opisu.

Dolny talerzyk jest trwale zespolony z dolną
połową dwudzielnego trzpienia, wyposażonego
w prostokątnie nacięcia służące właściwemu
ustawieniu talerzyka górnego niezłączonego
trwale z drugą częścią trzpienia (górną),
zespoloną z pokrętłem.

W koreksie tym można obrabiać jedynie błony
małoobrazkowe i wydaje się do tego wprost
stworzony - dzięki kulkom zakłada się je
niewiele trudniej niż na nowoczesne, teflonowane
szpule. Można zarówno naprzemienne poruszać
talerzykami, jak też wpychać błonę.

Moim zdaniem błonę z tego koreksu najwygodniej
wyjmować łapiąc za górną część trzpienia,
obracając szpulę do góry nogami i odkręcając
dolny talerzyk (teraz znajdujący się na górze),
ale "normalnie" też nie jest wiele trudniej.

Koreks łatwo składa się i rozkłada - również
w ciemności. Prawidłowe położenie górnej
tarczy łatwo ustalić (prostokątne występy),
a w razie błędu poprawić - tylko dwie
możliwości.

Pokrywa mocowana na gwint - na wierzchu
oznaczone kierunki odkręcania i zakręcania.

Szeroki - blisko 2 cm średnicy - otwór wlewowy
zlokalizowany wewnątrz pokrętła, część lejkowa
ma średnicę ponad 6 cm. Wylew znajduje się
w bocznej ściance pokrywy - z rodzimych
koreksów tylko typ "Krokus Tank" opróżnia
się szybciej.

Najoszczędniejsza ze znanych mi konstrukcji:
250 ml wystarcza do pokrycia błony (może
nawet odrobinę mniej).

Pokrętło szerokie, zupełnie wygodne. Wywołując
należy kręcić w kierunku przeciwnym do ruchu
wskazówek zegara - co prawda błonę przed
wysunięciem ze szpuli blokują kulki, ale
- zarówno w konstrukcjach zachodnich, jak
polskich - to zabezpieczenie nie zawsze
skutkuje. Przy zamkniętej pokrywie pokrętło
można unieść na ponad pół centymetra,
uzupełniając poziomą wędrówkę błony (kręcenie)
o ruchy pionowe.

Dolny talerzyk z częścią trzpienia, górny
talerzyk i pokrywa całkowicie wymienne z dużym
koreksem "Plastic".

Moim zdaniem to jeden z najlepszych koreksów
dla osób początkujących - błonę małoobrazkową
zakłada się niezwykle łatwo, wystarcza jedynie
krótki trening.

Uwaga! Nie dysponuję oryginalną instrukcją
do tego koreksu - podane objętości, zmierzone
przy pomocy wody i męzurki, mogą być obarczone
błędem! Sugeruję więc na wszelki wypadek
przeprowadzenie własnych pomiarów.

Uwaga!!! Koreksy tego typu mogą być nieodporne
na działanie substancji żrących - należy
stale sprawdzać czy czyszczona w ten sposób
powierzchnia nie "eroduje" (widoczna ziarnistość),
ewentualnie wykorzystywać w.w. srodki w większym
rozcieńczeniu.

-----------
Duży koreks "Plastic"
Pojemność maksymalna - ok. 500# ml.
* błona typ 120 (lub 2x) - 420-430# ml.
* błona typ 135 - 240-250# ml.
Wkładanie błony - rowki+kulki.
Szpula - przezroczysta.
Poruszanie błoną - kręcenie szpulą.
Wlew - szeroki.
Wylew - duży.

Ten koreks różni się od poprzedniego
w zasadzie tylko większą puszką
i przedłużonym trzpieniem. Wydłużona
jest jego górna część (z pokrętłem/wlewem),
dolna (zespolona z tarczą), tarcza górna
oraz pokrywa są identyczne (i wymienne)
jak w odmianie mniejszej.

Większe rozmiary umożliwiają również
wywołanie błon średniego formatu
(jak w typowych koreksach uniwersalnych
- 2 błony 120 bądź jedna błona 220).
Właściwą odległość między tarczami
reguluje się dodatkowym pierścieniem
dystansującym - dla błon małoobrazkowych
umieszcza się go ponad górną tarczą, dla
błon średniego formatu pomiędzy dolną
a górną tarczą.

Błony średniego formatu nakłada się niewiele
trudniej jak małoobrazkowe - zdarza się
jednak z rzadka zarysowanie brzegów błony
(wada większości szpul z kulkami).

Istotną wadą tego koreksu jest możliwość
obróbki tylko jednej błony małoobrazkowej
równocześnie. W razie ograniczania się
tylko do tego formatu, rozsądniejsze
jest więc korzystanie z mniejszej odmiany
koreksu "Plastic" - chyba że z jakiś przyczyn
trzepa pomieścić w puszce pół litra roztworu.

Pokrętło daje się podnieść nieco mniej niż
w koreksie poprzednim - parę milimetrów.

Uwaga! Nie dysponuję oryginalną instrukcją
również i do tego koreksu - podane objętości,
zmierzone przy pomocy wody i męzurki, mogą być
obarczone pewną niedokładnością pomiarową.
Sugeruję więc na wszelki wypadek przeprowadzenie
własnych pomiarów.

Uwaga!!! Puszki, pokrywy i inne elementy
koreksów tego typu mogą być nieodporne
na działanie substancji żrących - należy
stale sprawdzać czy czyszczona w ten sposób
powierzchnia nie "eroduje" (robi się ziarnista),
ewentualnie wykorzystywać w.w. srodki w większym
rozcieńczeniu.

-----------
"Koreks Uniweralny"
Pojemność maksymalna - ponad 600 ml.
* błona typ 120 (lub 2x) - 550 ml.
* błona typ 135 - 350 ml.
* 2 błony typu 135 - 550 ml.

Wkładanie błony - rowki+kulki.
Szpula - przezroczysta.
Poruszanie błoną - kręcenie szpulą.
Wlew - wąski.
Wylew - mały.

Producent - Polskie Zakłady Optyczne
w Warszawie.

Dość ciekawa i stosunkowo rzadko omawiana
konstrukcja - w moim posiadaniu od końca
lat 70. Podobnie jak w "Korexie Uniwersalnym"
dolny talerzyk jest trwale zespolony
z trzpieniem (i pokrętłem). Oprócz tego
koreks ów składa się z puszki, pokrywki, dwu
oddzielnych, obustronnych talerzyków, dwu
tulei dystansujących (dłuższej i krótszej),
dwu identycznych pierścieni mocujących.

Koreks znakomicie nadaje się do wywołania błon
małoobrazkowych - dzięki kulkom zakłada się je
niewiele trudniej jak na nowoczesne, teflonowane
szpule. Producent zaleca naprzemienne poruszanie
oboma talerzykami, można też wpychać błonę
niczym w starszych konstrukcjach.

Zakładanie błony na górną szpulę jest nieco
trudniejsze, ponieważ jej dolny talerzyk
jest równocześnie górnym talerzykiem dolnej
szpuli, niejako na dodatek górny talerzyk,
mimo założenia pierścienia mocującego, może
przemieszczać się nieco płaszczyźnie poziomej.

Błony średniego formatu nakłada się także dość
wygodnie - w pewnych sytuacjach może jednak
dojść do zarysowania brzegów błony (wada
większości szpul z kulkami).

Wyjmowanie błon najłatwiejsze w znanych mi
konstrukcjach - górny talerzyk odejmuje
się, po prostu go unosząc, dolny talerzyk
trzyma się (w razie potrzeby) wygodnie
za trzpień.

Dwustronne talerzyki są co prawda identyczne
i nie ma znaczenia, który znajdzie się na górze,
a który w środkowej części, należy jednak założyć
je w określonej pozycji - wytłoczone na brzegach
strzałki winny być skierowane ku dołowi. Nieco
utrudnia to montaż w ciemności. Z kolei pierścień
mocujący, na pierwszy rzut oka wątły, dzięki
oporom zaciskowym zapewnia szpulom równie silne
oparcie, jak jego odpowiednik z "Krokusa 800",
będąc przy tym zdecydowanie prostszym do
założenia (zwłaszcza w ciemności). Pierścień
jest asymetryczny - przy błonach 24 i 60 mm
powinien być zakładany szerszą krawędzią ku
dołowi.

Ustawienie szpul do formatów błon jest bardzo
proste:

* 35 mm - jedną tarczę (talerzyk) zaczepić
na występie sworznia (trzpienia), dłuższą
tuleję założyć małymi wycięciami ku dołowi,
założyć drugą tarczę, na końcu pierścień
mocujący.

* 60 mm - dłuższą tuleję dystansową (małe
wycięcia ku dołowi) zaczepić na występie
sworznia, założyć drugą tarczę, krótszą
tuleję (małe wycięcia ku dołowi), pierścień
mocujący.

Pokrywa puszki jest zamykana na gwint
i trzyma się bardzo solidnie (strzałki
na pokrywce pokazują kierunek odkręcania
i zakręcania).

Jest to koreks o chyba najwolniejszym wlewie,
jaki dotąd spotkałem - co prawda lejkowata
część wlewowa ma aż 7 centymetrów średnicy
(więcej niż w "Krokusie 800"!), ale znajdujące
się w środku, zamocowane na stałe pokrętło
bardzo ogranicza rzeczywistą średnicę otworu
wlewowego. Osobiście do napełniania "Koreksu
uniwersalnego" używam 4 cm szklanych lejków
laboratoryjnych, wkładanych w otwór pokrętła,
co oprócz znacznego przyśpieszenia procesu
napełniania ma tę zaletę, że zewnętrzna część
pokrętła nie ulega zanieczyszczeniu kąpielami
fotograficznymi. Wlewanie przy pomocy
strzykawki - nawet bardzo dużej - jest równie
wolne jak tradycyjne i bardzo natlenia roztwory,
więc go nie polecam (choć oczywiście każdy
powinien przetestować swoje rozwiązania).

Pokrętło obraca się lekko, przy zamkniętym
koreksie można nim poruszać w pionie o około
pół centymetra, uzupełniając w ten sposób
kręcenie szpulą. Należy kręcić w kierunku
wskazówek zegara.

Wylew jest równie wąski jak w "Korexie
uniwersalnym" i opróżnia puszkę w podobnie
wolnym tempie.

Moim zdaniem to jeden z najlepszych koreksów
dla osób początkujących - błonę małoobrazkową
zakłada się niezwykle łatwo, wystarcza jedynie
krótki trening. Zakładanie drugiej błony tego
typu jest nieco trudniejsze, ale też wystarcza
krótki trening. Jak to na ogół bywa w koreksach
pierwszą błonę zwojową zakłada się stosunkowo
łatwo, drugą trudniej. Koreks także bardzo
oszczędny, zwłaszcza przy równoczesnym wywołaniu
dwu błon małoobrazkowych.

Napełnianie też nie stanowi problemu - wystarczy
zainwestować, w pasujące do otworu pokrętła dwa
małe lejki, co kosztuje parę złotych (zresztą
i tak są one konieczne do korzystania z cylindrów
miarowych 10-25 ml, próbówek, napełniania
wykonanych z tworzywa sztucznego buteleczek
250 ml i mniejszych etc.).

-------------
Koreks "Krokus Tank 800"
Pojemność maksymalna - ponad 800 ml.
* błona typ 120 (lub 2x) - 650 ml.
* błona typ 135 - 400 (375) ml.
* 2 błony typu 135 - 700 ml.

Wkładanie błony - rowki.
Szpula - przezroczysta.
Poruszanie błoną - kręcenie szpulą
i obracanie koreksem.
Wlew - szeroki.
Wylew - duży.

Producent - PZO w Warszawie.

Ten typ koreksów był wielokrotnie omawiany
w literaturze i jest niezwykle powszechny
- często spotyka się je na aukcjach
internetowych i w komisach w cenie 20-40 PLN
(cena na ogół zależy od stopnia zużycia).
Koncepcyjnie przypomina rozwiązania zachodnie
- dwie dwuczęściowe, rozkładalne szpule
(przez pokręcenie jednym z talerzyków),
samodzielny trzpień z wyjmowanym pokrętłem,
pokrywa umożliwiająca obracanie koreksem.

Przezroczyste szpule nie są wyposażone
w kulki, co czasem może się stać źródłem
problemów przy zakładaniu błon o większej
długości (np. małoobrazkowych). Z drugiej
strony zmniejsza się prawdopodobieństwo
porysowania brzegów błon zwojowych.

Błony można zakładać zarówno na szpulę
zdjętą ze trzpienia, jak znajdującą się
na nim. Ten pierwszy sposób najlepiej
sprawdza się w przypadku wywołania
dwu filmów małoobrazkowych (druga szpula
na trzpieniu bardzo przeszkadza). Z kolei
drugi funkcjonuje lepiej w przypadku
wywołania jednej błony małoobrazkowej,
jednej lub dwu błon zwojowych (możliwość
uprzedniego ustalenia kierunku wprowadzania
błony/skrętu szpuli przy świetle, uniknięcie
mocowania się z pierścieniem mocującym
w ciemności).

W przeciwieństwie do konstrukcji opisanych
poprzednio, szpule można wkładać zarówno
lewoskrętnie, jak prawoskrętnie. Gdy chce
się poruszać błoną kręcąc pokrętłem rowki
szpuli powinny być ustawione lewoskrętnie
przy kręceniu zgodnie z ruchem wskazówek
zegara, prawoskrętnie zaś gdy zamierzamy
kręcić w przeciwną stronę. Powyższe
postępowanie zapobiega wysuwaniu się błony
ze szpuli podczas kręcenia. Oczywiście
w przypadku równoczesnego wywoływania
dwu błon małoobrazkowych, obie szpule
winny być założone tak by rowki prowadzące
w szpulach skręcały w tym samym kierunku
(gdy mamy zamiar obracać koreksem, powyższe
ma mniejsze znaczenie).

Ustalenie początku rówków prowadzących błonę
oraz położenia szpul w ciemności umożliwiają
małe szpiczaste występy na początku - bywa
jednak iż przeszkadzają one przy zakładaniu
błon.

Pierścień mocujący zakłada się bardzo
trudno (zwłasza w ciemności), niektórzy więc
robią sobie nowy, przycinając odpowiednio
np. kawałek plastykowej rurki o starannie
dobranej średnicy.

Pokrywę puszki otwiera się i zamyka kręcąc
w odpowiednią stronę (brak strzałek na
pokrywie, kierunki otwierania/zakrecania są
jednak typowe). Pokrywka kanału wlewowo-
-wylewowego zakładania jest na wcisk.

Część wlewowo-wylewowa jest szeroka i wygodna
- ponad 6 centymetrów z blisko dwucentymetrej
średnicy otworem, z którego na czas wlewania,
wylewania oraz obracania koreksem, wyjmuje się
pokrętło.

Pokrętło trzyma się na dwu występach wewnątrz
trzpienia, niekiedy wychodzi nieco opornie,
ale za to przy zamkniętym koreksie umożliwia
podniesienie trzpienia o około centymetr w górę,
pozwalając na uzupełnienie klasycznego kręcenia
szpulą szpulą o ruchy pionowe. Na powrót
pokrętło wciska się łatwo. Nawet z założonymi
dwoma błonami małoobrazkowymi szpulami kręci
się lekko i bez wysiłku.

Koreks przy obracaniu niestety potrafi cieknąć,
ale to przywara wielu konstrukcji przelewowych.
Na ogół występuje przy drugiej kąpieli (tzn.
po wylaniu wywoływacza lub wody do wstępnego
zwilżenia błony), przyczyną prawdodpodobnie
jest wciśnięcie dodatkowej ilości powietrza
do koreksu podczas ponownego zakładania
pokrywki, szukając ujścia wciska pewną ilość
wodę pomiędzy uszczelkę a pokrywę, co powoduje
niedokładne przyleganie uszczelki. Wycieki na
ogół nie są duże, kilka-kilkanaście kropel,
ale irytujące (trzeba coś podłożyć i używać
rękawic gumowych).

Duża zaletą koreksów "Krokus Tank" jest
możliwość korzystania ze szpul koreksów
firmy Paterson (kulki, rowki powleczone
teflonem). Wchodzą one na trzpień z pewnym
oporem, co pozwala nie tylko na używanie
ich bez pierścienia zaciskowego, ale również
zastąpienie nimi samego pierścienia o ile
założy się je nad standardowymi szpulami
koreksów "Krokus Tank". Przed skorzystaniem
jednak z podobnego rozwiązania należy
przeprowadzić testy (najlepiej na mokro)
- trzpienie różnych koreksów "Krokus Tank"
mogą się odrobinę różnić średnicą, zaś
w miarę używania szpul z "Patersonów",
te mogą trzymać się na trzpieniu coraz
luźniej.

W razie korzystania z tych szpul, ilość
roztworów niezbędnych do pokrycia szpul
oczywiście się nie zmienia (w każdym razie
w znaczącym stopniu - wlewać należy ilość
zalecaną dla "Krokus Tank", nie zaś
koreksów Patersona!).

----------
Koreks "Krokus Tank 2000"
Pojemność maksymalna - ponad 2000 ml.
* błona typ 120 (lub 2x) - 650 ml.
* 2 błony typ 120 (lub 4x) - 1200 ml.
* 3 błony typ 120 (lub 6x) - 1750 ml.
* błona typ 135 - 400 (375*) ml.
* 2 błony typu 135 - 700 ml.
* 3 błony typu 135 - 1000 ml.
* 4 błony typu 135 - 1350 ml.
* 5 błon typu 135 - 1700 ml.

Wkładanie błony - rowki.
Szpula - przezroczysta.
Poruszanie błoną - kręcenie szpulą
i obracanie koreksem.
Wlew - szeroki.
Wylew - duży.

Producent - PZO w Warszawie.

Koreks w dużym stopniu zbliżony do "Krokus
Tank 800". Pełna wymienność szpul, pokrywy,
pokrywki, pierścienia zaciskowego, pokrętła.
W modelu 2000 również można stosować szpule
Patersona bez pierścienia zaciskowego
(z podobnymi zastrzeżeniami jak w "osiemsetce").

Jak w poprzednim przypadku, korzystanie z tych
szpul, nie zmienia w istotnym stopniu objętości
roztworu niezbędnej do pokrycia błon (wlewa
się ilość zalecaną dla "Krokus Tank", nie
zaś koreksów Patersona!).

Błony można zupełnie wygodnie zakładać na
szpule znajdujące się na trzpieniu - nawet
trzy szerokości małoobrazkowej, bądź dwie
do średniego formatu - o ile pierścień
zaciskowy pozostawi się na górnym krańcu
trzpienia, a załadowane szpule odsunie się
na jego koniec. Po załadowaniu ostatniej,
pierścień wystarczy docisnąć do górnej
szpuli - przesuwanie go po trzpieniu jest
zdecydowanie prostsze, niż zakładanie
w ciemności.

Pewną wadą tej konstrukcji jest kompletna
niemożność ładowania błon w worku-ciemni
(chyba że naprawdę bardzo obszernym).

Koreks potrafi cieknąć bardziej, niż jego
mniejszy brat, co jest oczywistym następstwem
większej objętości cieczy i jej dłuższej
drogi.

Opanowanie techniki zakładania błon
na oryginalne szpule koreksów "Krokus
Tank" 800 i 2000 wymaga od początkujących
nieco dłuższego treningu niż względem ich
odpowiedników dysponujących kulkami.
W wypadku skorzystania ze szpul Patersona,
niezbędny trening jest nieporównanie krótszy,
a wygoda większa.


Grupa: pl.rec.foto
Re: Koreksy polskie - recenzja
Autor: kesek kesekld+go2.pl
Data: 01-09-2005, 20:24:59

JA napisał(a):

> Znacznie większym problemem jest kapsel zatykający wlew. Po
> pierwszym zalaniu suchego koreksu, nic się nie dzieje, ale już
> kolejne kąpiele ciekną.

Jest na to prosty patent. Wystarczy:

- przed założeniem korka odkręcić koreks, tak na ok. pół obrotu.
- założyć korek
- dokręcić koreks

W ten sposób nie robimy ciśnienia w środku, które powoduje przeciskanie
się "zupki" przez uszczelkę.

Uprzedzając pytania: patent jest wypróbowany, nie ma żadnych zaświetleń
w wyniku jego stosowania. W zamian mamy całkowicie "suchą" robotę z
wywoływaniem filmów w krokusie 800.

 

Sprzęt: Krótki przewodnik po obiektywach

 

Date: Thu, 22 Nov 2001 00:18:20 GMT
From: watteau+box43.gnet.pl (Stanislaw B.A. Stawowy)

Stanislaw B.A. Stawowy


KROTKI PRZEWODNIK PO OBIEKTYWACH


1.) Zero elementow


Sa to tak zwane 'obiektywy otworkowe' - 'pinhole'. skladaja sie z pojedynczego
otworka o niewielkiej srednicy (dziesiate czesci milimetra) wywierconego
w cienkiej blaszce mosieznej, srebrnej lub aluminiowej. Obraz tworzony
jest wskutek dyfrakcji promieni swietlnych na krawedzi otworka.
Cechy obrazu - bardzo miekki, o wyrownanej gradacji i zmniejszonym
kontrascie, rozdzielczosc jest niewielka, rzedu kilkunastu lpmm.
Obiektywy otworkowe rysuja ostro niezaleznie od odleglosci przedmiotu
i filmu. Optymalna jasnosc obiektywu otworkowego to ok. f/100 - f/200.
Raczej nie wykozystywany w malym formacie, juz przy 6x6 zaczyna dawac
interesujace wyniki. Jasnosc obrazu maleje ze zblizaniem sie do brzegow
obrazu z cos^4 kata pomiedzy osia optyczna a promieniem padajacym
na emulsje.


2.) Jeden element
Wiekszosc najtanszych automatycznych aparatow maloobrazkowych ma
obiektywy skladajace sie z pojedynczej, zwykle plastikowej soczewki.
Zazwyczaj nie jest ona przesuwana i znajduje sie w stalej odleglosci
od emulsji tak, ze najlepiej przedstawia obiekty odlgle o ok. 2-3
metry od aparatu. Jakosc obrazu jest bardzo zla, z wyraznie widoczna
aberracja sferyczna i chromatyczna, silna koma. Jakosc obrazu spada
znacznie w miare oddalania sie od osi optycznej. Swiatlo nie przekracza
zwykle f/8 - f/11.


3a.) Dwa elementy sklejone razem
Jest to tzw. achromat. Jest on pozbawiony aberracji chromatycznej, ale
jakosc w miare oddalania sie od osi optycznej maleje znacznie.
Doskonale jako obiektywy portretowe. Przy dluzszych ogniskowych, gdy
wykorzystywana jest tylko centralna czesc obrazu, tego typu obiektywy
czesto sprawuja sie doskonale - vide obiektyw 500mm sprzedany ostatnio
przez Kube Jewule. Inny przyklad - obiektyw aparatu Ami-2


3b.) Dwa elementy pleckami od siebie (peryskop)
Tego typu obiektywy byly czesto stosowane jako szerokokatne w fotografii
wielkiego formatu - przykladem moze byc np. slynny Hypergon Goerza.
Jakosc obrazu w miare zblizania sie do brzegow jest akceptowalna,
a po przyslonieciu do f/32 - f/45 bardzo dobra. Jednozesnie nie
wystepuje w nich dystorsja, a znaczny spadek jasnosci w miare zblizania
sie do brzegow zdjecia jest czesto kompensowany przez zastosowanie
filtrow centralnych albo urzadzen mechanicznych (jak np. wiatraczek
na Hypergonie). Przykladem peryskopu jest 'Bilar' z aparatu Druh.


4.) Trzy elementy - anastygmat = tryplet Cooka
Szeroko stosowany w aparatach mieszkowych, takze w lepszych aparatach
automatycznych 35mm (np. Olympus Mju-1). Tryplet Cooka jest bardzo wrazliwy
na jakosc wykonania i zlozenia, rosyjskie Smieny Symbol czesto mialy
zle zlozone obiektywy T-43 - rosyjskie tryplety.
Anastygmaty trojsoczewkowe najlepiej pracuja przy przyslonie f/11
i wiekszej, nierzadko rywalizujac ze znacznie bardziej skomplikowanymi
formulami optycznymi. Jakosc obiektywu przy brzegach zdjecia nigdy nie jest
w nich calkiem dobra, ale w srodku obrazu czesto przekracza 50 lpmm.
jasnosc tego typu obiektywow rzadko przekracza f/3.5


Lista trypletow:
Agfa: Anastigmat, Igestar, Apotar
Beck: Neostigmar
Busch: Glaukar
Friedrich: Corygon
Kodak: Anastigmat, Anaston
Laack: Pololyt
Ludwig: Victar, Meritar
Meyer: Trioplan, Aristoplan, Domiplan
Rodenstock: Trinar, Eurygon
Schneider: Radionar, Actinar
Steinheil: Cas sar, Actinar
Voigtlander: Voigtar, Helomar, Avuskop
Zeiss: Triplet, Novar, Nettar
ZSRR: T
CSSR: Mirar
Polska: Emitar


5a.) Cztery elementy - dwa achromaty pleckami do siebie - Aplanat
Ladnie rysujacy obiektyw, wykorzystywany czesto w aparatach wyzszej klasy
w wiekszym formacie pod nazwa Doppel-Anastigmat, po niewielkich zmianach
(2x3 elementy sklejone ze soba) wykorzystywany wciaz w wielkim formacie
pod nazwa Dagor, Leukar, Akmar, Symmar. Swiatlo zwykle f/6.8, bardzo wysoka
jakosc obrazu, brak dystorsji, lekki spadek ostosci przy krawedziach
znikajacy przy przyslonieciu do f/22.


5b.) Jego Wysokosc Tessar
Nazwany i sprzedawany przez Zeissa pod nazwa 'Adlerauge', jest jedna
z najlepszych konstrukcji optycznych. Jego glownym ograniczeniem jest
mala jasnosc - f/2.8 stanowi praktyczna granice jego mozliwosci,
najlepiej pracuje przy ok. f/8. Tessar jest bardzo odporny nawet
na znaczne przemieszczenia elementow wzgledem polozenia optymalnego;
do tego stopnia, ze niektore Tessary byly nastawiane na ostro przez
przemieszczanie przedniego elementu wzgledem pozostalych. Sa to
zwykle obiektywy bardzo lekkie i male; Szeroko stosowany od ponad stu lat,
produkowany jest i sprzedawany do dzisiaj w wielkiej liczbie dla
kazdego formatu. Z bardziej znanych Tessarow warto wymienic tu
Nikkora 2.8/45 Zeiss Tessara 2.8/45 do Contaxa czy obiektyw Yashica T3 -T5.


Lista Tessarow:
Aldis: Series I
Agfa: Solinar
Bausch&Lomb: Tessar
Berthiot: Olar
Boyer: Saphir
Busch: Glyptar
Graflex: Optar
Ilex: Paragon
Kern: Kernon
Kilfitt: Kilar
Kodak: Ektar, Aviaton, Process-Anastigmat
Laack: Dialytar T
Leitz: Elmar, Hektor
Ludwig: Meritar
Meyer: Primotar
Plaubel: Anticomar
Rodenstock: Ysar
Ross: Xpres
Roussel: Stylor
Schneider: Xenar, Xenagon
Steinheil: Culminar, Quinar
Voigtlander: Skopar, Color-Skopar, Heliostigmat
Wollensak: Velostigmat, Raptar
Zeiss: Tessar
ZSRR: Industar, I
CSSR: Bilar


6.) Rozwiniecia Tessarow - Sonnar i przyjaciele:
Wielu projektantow poswiecilo mnostwo czasu i wiedzy dla zmodyfikowania
podstawowej konstrukcji Tessara celem zwiekszenia jego jasnosci
i jednoczesnie poprawienia jakosci obrazu przy pelnej przyslonie.
Najpiekniejszym przykladem jest tu Sonnar, obiektyw o dobrej
jakosci obrazu przy pelnej przyslonie, a poprawiajacej sie jeszcze
przy przyslanianiu; podstawowa niedogodnoscia tych obiektywow -
w porownaniu z obiektywami typu Gaussa - jest wieksza jakos obrazu
w srodku niz na brzegach obrazu, zaleta zas - wieksza rozdzielczosc
w centrum, wzgledny brak dystorsji i sliczny bokeh ;)


Lista pochodnych Tessara (tylko najwazniejsze):
Astro: Astar, Pantachar, Tachon
Kodak: Ektar
Meyer: Primoplan
Schneider: Xenar, Xenoplan
Voigtlander: Heliar
Zeiss: Biotessar, Sonnar, Biotar
ZSRR: Jupiter, Helios 44, Helios 40


7.) Obiektywy Gaussa
No tak. Ja ich nie lubie :-)
Sa to obiektywy z prawie symetrycznie rozlozonymi wzgledem przeslony
elementami. Mozna potraktowac je dla uproszczenia jako pochodne
peryskopu, ze znacznie zmodyfikowanymi elementami.
Sa one stosowane glownie jako obiektywy standardowe w aparatach
maloobrazkowych; daja rownomierny rozklad ostrosci w kadrze,
przyzwoita ostosc obrazu, niestety czesto kosztem dystorsji
i kiepskiego wygladu obszarow nieostrych (bokeh).


Lista obiektywow typu Gaussa (troszke, nieduzo):
Canon: EF 1.8/50, FDn 1.4/50, EF 1/50 L
Leitz: Summaron, Summicron, Noctilux
Nikon: 1.4/50, 1.8/50
Praktica 1.8/50, Biogon, Biometar, Panolar
Schneider: Heligon
Voigtlander: Nokton, Ultron
Zeiss: Planar

 

 

Sprzęt: Krokus Tank 800 i 2000 - uzupełnienia

 

Tekst poniższy jest uzupełnieniem do artykułu koreksach polskich opublikowanego na tej liście jakiś czas temu.

Mniej typowe pojemności.

"Krokus Tank 2000" jest chyba jedynym polskim koreksem pozwalającym obrabiać błony 120 i 135 równocześnie, niestety na denku nie zostały podane minimalne objętości kąpieli niezbędne przy takiej obróbce. Poniższe są wynikiem próby praktycznej: do koreksu zawierającego puste szpule wlewano wodę mierzoną przy użyciu menzurki.

Uwaga! Nie dysponuję pięcioma oryginalnymi szpulami do tego koreksu, toteż brakujące zastąpiłem ich odpowiednikami z firmy Paterson. Mają one trochę mniejszą średnicę, jednak dzięki wykonaniu z grubszego plastyku, tylko nieco mniejszą objętość.

Porównanie z pomiarami wykonanymi bez założenia na trzpień szpul, wykazało iż dwie szpule "Krokus Tank" mają objętość około 250-280 ml, co daje 125-140 ml na szpulę. Dwie szpule "Krokus Tank" i jedna "Paterson" mają razem 350-360 ml, co daje 80-100 ml objętości szpuli "Paterson".

W poniższym opisie (k) oznacza szpulę oryginalną (Krokus Tank), (p) zaś szpulę firmy Paterson.

Minimalne objętości roztworu przy równoczesnej obróbce błon 120 i 135:
* 1x120(k) i 1x135(k) - 870-900 ml
* 1x120(k), 1x135(k) i 1x135(p) - 1250 ml
* 2x120(k) i 1x135(p) - 1500 ml

Pomiary zostały kilkakrotnie powtórzone i różnice miedzy nimi wynosiły mniej niż 5 ml. Zmierzone wartości zaokrąglono w górę do najbliższej wielokrotności 10 ml.

Przy 870 ml górny brzeg umieszczonej wyżej szpuli znajdował się dokładnie na wysokości lustra wody - doliczając objętość dwu (jedna małoobrazkowa i jedna zwojowa), względnie trzech błon (małoobrazkowa na jednej szpuli i dwie zwojowe na drugiej), objętość powyższa winna wystarczyć do całkowitego pokrycia błon. Moim zdaniem lepiej wlewać tyle jedynie w razie absolutnej konieczności, a normalnie co najmniej 900 ml (przy tej objętości górny brzeg szpuli został całkowicie pokryty wodą),

Warto przy tym zauważyć, iż "Krokus Tank 2000" mieści pełne 2 litry roztworów roboczych wyłącznie w przypadku umieszczenia weń jednej, najwyżej dwu szpul. Gdy wewnątrz znajdują się trzy szpule, maksymalna pojemność spada do co najwyżej 1800 ml. Objętość powyższa oznacza napełnienie "Krokus Tank 2000" praktycznie "pod korek" - przy 1750 ml płyn sięga dolnej krawędzi uszczelki.

Zapobieganie wywijaniu się błon.

Ta część jest przeredagowaną i uzupełnioną odpowiedzią na post Grynfildy dotyczący kłopotów ze oryginalnymi szpulami koreksów "Krokus Tank".

W przeciwieństwie do szpul wyposażonych w kulki, z których błona nawet w przypadku kręcenia w niewłaściwą stronę z reguły nie jest w stanie się wywinąć, oryginalne szpule "Krokus Tank" ("Korexu Uniwersalnego" zresztą także), nie mają żadnego zabezpieczenia przed wysunięciem się błony ze spirali. Pół biedy jeśli zdarzy się to podczas utrwalania - z reguły wystarczy błonę umieścić w naczyniu z utrwalaczem (i ten utrwalacz mieszać co jakiś czas, ewentualnie delikatnie poruszać błoną) na 10 minut. Wywinięcie się błony podczas wywoływania z reguły owocuje błoną w pasy - zwoje błony nie dopuściły wywoływacza do emulsji.

Istnieją co najmniej trzy sposoby zapobiegające wysunięciu się błony ze szpul "bezkulkowych".

1. Mieszanie poprzez cykliczne obracanie koreksu do góry dnem. Możliwe wyłącznie w koreksach przelewowych ("Krokus Tank 800" i "Krokus Tank 2000" to właśnie takie koreksy). Jeśli koreks jest pełny po brzegi, mogą wystąpić pewne problemy z właściwym mieszaniem kąpieli fotograficznych, dlatego przy tej metodzie lepiej nie napełniać koreksów "pod korek".

2. Mieszanie poprzez kołysanie koreksem - właściwą cyrkulację wywoływacza i utrwalacza zapewnia się lekko cyklicznie odchylając koreks od pionu. Jest to stosunkowo proste w przypadku koreksów "Korex Uniwersalny" i "Krokus Tank 800" - można nawet schwycić koreks jedną dłonią za denko, ewentualnie drugą trzymać pokrywkę i lekko odchylać oś pionową koreksu na boki. W przypadku "Krokus Tank 2000" byłoby to raczej trudne - tu stojący na podłożu koreks łapie się za ściankę, bądź pokrywkę i odpowiednią ilość razy odchyla w prawo, lewo, do siebie, bądź od siebie. Ten styl mieszania, podobnie jak opisany poprzednio, może nie gwarantować właściwej cyrkulacji płynów w całkowicie napełnionym koreksie.

3. Mieszanie poprzez kręcenie pokrętłem w odwrotnym kierunku niż błona jest nawinięta. W "Korexie Uniwersalnym" wystarcza po prostu kręcić w kierunku wskazywanym przez strzałkę na pokrywce. W obu "Krokus Tank" sprawa wszakże nieco się komplikuje - w nich daje się włożyć szpule na dwa sposoby. Toteż jedynym sposobem na uniknięcie wysunięcia się błony ze spiral, jest staranna kontrola przy wkładaniu błony.

Z reguły dezorientacja następuje przy zakładaniu szpuli (bądź szpul) na trzpień, zakładaniu pierścienia mocującego i umieszczaniu tego wszystkiego w puszcze koreksu.

Dla uniknięcia błędów można:

* Planując wywołanie tylko jednej szpuli z błoną małoobrazkową, czy jedną-dwiema błonami zwojowymi, załóż szpulę i pierścień na tuleję koreksu w świetle, a dopiero po zakończeniu montażu i upewnieniu się co do strony w którą skręcają rowki spirali wyłącz światło, względnie umieść koreks w worku-ciemni (warto tu zauważyć iż niewiele jest na tyle obszernych nie tylko by zezwolić na swobodne manipulacje "Krokus Tank 2000", ale choćby w ogóle go pomieścić) i przystąp do zakładania błon.

Teoretycznie na trzpień "Krokus Tank 2000" można by założyć więcej niż jedną szpulę w świetle, zablokować je pierścieniem, po czym w ciemni powsuwać błony, ale byłoby to dość trudne (sąsiednie szpule przeszkadzają). W razie wykorzystania co najwyżej 4 szpul "małoobrazkowych", względnie trzech "zwojowych", zadanie można sobie co nieco ułatwić, poprzez założenie pierścienia mocującego na sam koniec trzpienia, pozwalając tym samym na swobodne przesuwanie się po nim założonych szpul.

Po upewnieniu się iż wszystkie spirale skręcają w tym samym kierunku, można "przejść w tryb ciemniowy" i przesuwając kolejne szpule niczym koraliki na liczydle zakłada się kolejne błony. Następnie wystarczy docisnąć pierścień mocujący w dół aż do górnej krawędzi najwyższej szpuli, tak by te nie mogły się już luźno przemieszczać po trzpieniu koreksu, umieścić ów trzpień w puszcze i zakręcić pokrywkę.

* Przed włożeniem trzpienia ze szpulą, czy szpulami do koreksu (niezależnie czy pusta szpula zakładana była na trzpień przed wsunięciem błony, czy też szpule wsuwane były na trzpień dopiero po założeniu nań błon) upewniasz się tak na wszelki wypadek w którą stronę zorientowana jest każda z błon na swej szpuli.

Choć musisz dokonywać tego w ciemności, wbrew pozorom jest to bardzo proste nawet dla początkujących - dotykiem lokalizujesz pokrętło (o ile oczywiście jest założone - inaczej po prostu znajdź górny koniec trzpienia), następnie przesuwając dłoń wzdłuż tulei szpulę i założoną nań błonę, a potem przesuwając palcem w bok po zewnętrznym zwoju błony, jej koniec. Jeśli pokrętło jest skierowane ku górze (względnie do ciebie), błona musi się kręcić w stronę z której wyczułeś koniec (a dokładniej brzeg) błony, jak gdybyś chciał staranować krawędzią błony palec, ewentualnie wcisnąć ją dalej w rowki spirali, blokując znalezioną krawędź palcem.

Najlepiej taką kontrolę przeprowadzić parę razy, ostatni już po włożeniu tulei z błonami do koreksu, na krótko przed jego zamknięciem - nieco wysuwasz trzpień z koreksu (wystarczy 1/4 - 1/3 wysokości szpuli), wyczuwasz palcem końcówkę błony i ustalasz w którą stronę jest skierowana. Potem wsuwasz wszystko z powrotem i zamykasz koreks.

Ten zabieg jest najłatwiejszy w przypadku "Krokus Tank 800", trzpień "Krokus Tank 2000" z założoną tylko jedną szpulą trzeba naprawdę sporo wysunąć. W przypadku zakładania kilku szpul, obowiązkowo należy upewnić się czy końce błon na każdej szpuli skierowane są w tę samą stronę i w razie potrzeby skorygować, zdejmując niewłaściwie założoną szpulę, przekręcając ją do góry nogami, zakładając ponownie i blokując pierścieniem (wiem, że to irytujące, ale niestety nieodzowne - inaczej gdy jedna błona będzie wsuwana w głąb spirali, założona odwrotnie będzie się zeń wywijać).

Całą procedurę kontroli można łatwo i bezboleśnie przećwiczyć, dysponując kawałkiem zaświetlonej błony (wystarczy nawet dość krótki, byle tylko wystarczyło do zapełnienia około półtora zwoju spirali). Wsuwasz ten kawałek w szpulę i znajdujesz jego koniec na założonej na trzpień szpuli, ustalając kierunek poruszania pokrętłem (przy ćwiczeniu nie jest konieczne zakładanie na trzpień pierścienia mocującego).

Pierwsze ćwiczenia przeprowadza się z otwartymi oczyma, potem z zamkniętymi, po dojściu do wprawy przeprowadza próbę w ciemności. Można to połączyć z nauką zakładania błon na szpule i wkładania ich do koreksu, choć wtedy zdecydowanie należy ćwiczyć z zaświetloną błoną zbliżoną długością do typowej, a także zakładać na trzpień pierścień mocujący. Co prawda przy poruszaniu błony poprzez kręcenie pokrętłem teoretycznie ów pierścień nie jest w stu procentach konieczny (szpule utrzymuje w dolnym położeniu na tulei siła grawitacji), ale "strzeżonego, Pan Bóg strzeże".

Fereby

 

Sprzęt: E-TTL

 

Date: Tue, 16 Oct 2001 16:05:50 +0200
From: "Sebastian Kaliszewski"

Jesli chodzi o e-TTL to:

1. Jest FEL -- czyli pomiar czesciowy (albo moze i w EOS 3 punktowy) blysku,
w dodatku robiony z wyprzedzeniem, kiedy fotografujacy wcisnie guzik blokady
ekspozycji. Co to znaczy:
a) pomiar prawie-punktowy -- chyba wiesz co to daje
b) przed zrobieniem zdjecia wiesz czy lampa da rade -- zwlaszcza przy
stosowaniu roznych softboksow, odbic od sufitu, itp wykombinowanie tego
reczne jest przynajmniej mocno skomplikowane. W dodatku mozesz sobie
regulowac przyslone i czas i korpus poinformuje cie czy lampa przy
zmienionych parametrach nadal sobie radzi (albo juz bedzie sobie w stanie
poradzic). Czyli koniec sytuacji typu -- wale zdjecie, patrze a tu mi
cholera nie potwierdza dobrego naswietlenia -- czort, trzeba przyslone
otwierac, tylko o ile... A jak komus zalezy na maksymalnie duzej glebi to ma
problem -- jechac kolejne fotki ciagiem: f/22 -- zle, f/5.6 -- zle,
f/2.8 -ok ale moze mozna przymknac wiecej, f/4.0 -- zle, wiec f/3.5 -- to
nie ma sensu, bez flaszmiarki albo wlasnie FEL nie pojdzie.
3. Pomiar jest robiony matryca do swiatla zastanego. Co by nie mozwic to 6,
14, 21 czy 35 pol (w zaleznosci od modelu) to jednak lepiej niz 3 lub 4.
Poza tym pomiedzy blyskiem pomiarowym a wlasciwym blyskiem jest jeszcze
chwila (krotka, ale jednak istotna -- na tyle by sie lustro podnioslo i
migawka otworzyla) -- w tym czasie korpus ma szanse na nieco bardziej
skomplikowane wyliczenia -- w TTL decyzje trzeba podjac w ciagu 1/10000s --
a to jest maalo, zwlaszcza dla wbudowanych procesorkow (zbyt silne to one
nie sa). Jesli taki procek wykonuje ok 1mln instrukcji na sekunde to taka
1/10000 to zaledwie 100 isntrukcji (a jak kazdy informatyk wie te instrukcje
sa bardzo elementrane). W zasadzie to mozna tylko czekac az wczesniej
wymyslona ilosc swiatla wpadnie do czujnikow, i przykladac do tych czujnikow
wczesniej zalozone wagi. Czyli zestaw instrukcji typu:

x := wylicz_z_gory_ekspozycje
wlacz_lampe
:start
a1 := czujnik1
a2 := czujnik2
a3 := czujnik3
a4 := czujnik4
e1 := a1*w1
e2 := a2*w2
e3 := a3*w3
e4 := a4*w4
pom1 := e1 + e2
pom2 := e3 + e4
e = pom1 + pom2
if e < x then
goto start
wylacz_lampe

Cala madrosc musi byc ukryta w wylicz_z_gory_ekspozycje, tylko ze nie mamy
tu informacji o tym jak swiatlo lampy zadziala na obiekt -- mozemy czasem
wiedziec jaka jest nastawiona odleglosc, ktory punkt AF byl wybrany (AIM?),
jaki jest rozklad swiatel w swietle zastanym (w ciemnosci wiemy tylko --
jest wszedzie rowno czarno). W e-TTL z gory wiemy dodatkowo jak na scene
zadziala swiatlo blyskowe a z tego wynika:
- co jest jasne i jest wrazliwe na swiatlo blysku
- co jest jasne ale swiatlo blysku niewiele (lub nic) tu nie zmiania (np.
zarowki, slonce, niebo w tle)
- co jest srednie i na blysk kiepsko reaguje -- np dalsze plany w dzien luib
przy dobrym oswtetleniu sztucznym
- co jest ciemne w swietle zastanym, ale silnie doswietla sie bylskiem (np.
postac modela na tle nieba, biala kartka w glebokim cieniu, itp, itd)
- co jest ciemne i na blysk slabo lub w ogole nie reaguje (np. dalsze plany
w nocy, czarne ubranie, itd)

A to bardzo duzo:
-- to co jest ciemne i na blysk niewrazliwe powinno byc naswietlone na
kliszy jako ciemne
-- to co jest jasne i na blysk wrazliwe powinno byc oddane jako jasne lub
bardzo jasne
-- to co bylo ciemne ale blysk mocno to rozjasnil nalezy rozwazac w sposob
specjalny -- zblizony do dzialania matrycy dla swiatla zastanego (jesli jest
kilka takich rzeczy o roznym stopniu wrazliwosci na blysk to mozna
wyszacowac (uzywajac madrych heurystyk zblioznych do stosowanych nagminnie w
pomiarze matrycowym swiatla zastanego) jaka jest srednia szarosc i wymierzyc
blysk)
-- to co jest jasne i na blysk niewrazliwe powinno pozostac jasne.

W calkowitej ciemnosci calosc sprowadza sie do dzialania zblizonego do
dzialania algorytmow matrycy dla swiatla zastanego, tyle ze swiatlo zastane
zastopione jest blyskiem. Przy instotnym swietle zastanym sytuacja tylko sie
polepsza -- dodatkowe informacje o przedmiotach z natury jasnych lub
ciemnych sprawe ulatwiaja.

Mamy jeszcze systemy typu 3D -- dzialajace tylko z blyskiem na wprost (musza
dokladnie znac sile bylsku w zaleznosci od odleglosci od korpusu). Tu sprawa
z poczatku wyglada na niezwykle prosta -- w punkcie AF znajduje sie obiekt w
odleglosci D, i jasnosci zastanej (w sklai liniowej, nie logarytmicznej) L0.
Przy przedblysku o wiadomej sile (dokladniej gestosci natezenia), niech w
odleglsoci D bedzie to M, obiekt ma jasnosc L1 -- roznica tych jasnosci
L=L0-L1 wraz z M daje nam juz pelna informacje jak obiekt odbija swiatlo,
czyli jak jest jasny -- dla 18% szarosci L/M = 0.18. Wydawaloby sie, ze to
juz fotograficzna nirwana -- gwarantowane naswietlenie w punkt, tylko ze
jest pare problemow...
-- Obiekt forografowany nie jest zwykle plaskim jednolitym prostokatem
rownoleglym do plaszczyzny filmu -- a w odleglsoci 3m blad 55cm oznacza
0.5EV bledu naswietlenia. A aparat pod uwage bierze pewien fragment
powierzchni kadru (pewnie z 9%) -- Co bedzie jak obiekt jest "dziurawy"?
Jesli ma w obszarze istotnym dla pomiaru 50% dziury (to nie jest tak duzo)
to wynik moze byc ostro zafalszowany.
-- Czesto nastepuje pewne przekadrowanie po zmierzeniu ostrosci, zwlaszcza
ze wiekszosc systemow, za wyjatkiem Canona AIM nie stosuje, wiec uzytkownicy
moga machac korpusem po zlapaniu ostrosci psujac powoaznie pomiar.
-- Co bedzie jak obiekt jest w znacznym stopniu "lustrzany". Zwlaszcza gdy
odbija on jakies istotne zrodlo swiatla zaczyna sie on zachowywac jakby sam
zrodlem swiatla byl. Pomiar robi sie praktycznie bezsensowny.
Tak wiec bezposredni wynik pomiaru jest tylko podpowiedzia i wstepnym
oszacowaniem. Jesli wyjdzie ze L/M > 1 (praktycznie rzecz biorac nawet >
0.8) albo tez L/M bardzo maly podczas gdy L0 jest calkiem spore i M takoz to
wynik jest prawie na pewno niewiele wart (pewnie cos jak L/M < L0/M*c, gdzie
c pewnie gdzies kolo 3, ale moze i 1 a moze 10 -- nie mam pojecia).
-- Co bedzie, jak ktos nakreci na obiektyw soczewke - Close-up?

Tak wiec tak czy owak spytne heurystyki musza ocenic co i ile jest warte i
na tej podstawie okreslic ekspozycje.

Informacja o odleglosci przy zdjeciach z lampa "na wprost" pozwala
oczywiscie na jeszcze jedna rzecz, niezaleznie od tego czy stosowane sa
przedblyski czy tez nie -- pozwala na oszacowanie z gory sily blysku dla
ustawionej odleglosci. Tak mniej wiecej dziala uprosczone minoltowskie ADI
przy uzyciu wbudowanej lampy. Oczywiscie zalozenie jakiegos rozpraszacza
pomiar zakluci -- sprytny algortym powinien sie zorientowac ze jesli nie
przekroczy oszacowania, to cala scena bedzie niedopalona o np. 2EV, i w
takiej dziwnej sytuacji oszacowanie wykluczyc -- czyli oszacowanie takie
jest dobre do korekty zapewne do gdzies 1EV, ale nie wiecej.

Nie wiem czy E-TTL bierze pod uwage przy palniku na wprost efekt 3D (trudno
stwierdzic, po wszelkie protokoly transmisyjne i algorytmy naswietlania
Canona sa scisle tajne). Na pewno bez informacji 3D moze sie obejsc. Wiem ze
3D-Fill-in-Matrix Nikona nie dziala przy obroceniu palnika (czyli w swoim
dzialaniu silnie polega na inforomacji 3D). Jak jest z ADI to nie wiem -- na
pewno ma 3D, ale tez chyba mozna palnik obrocic.

 

 

Sprzęt: Podstawowe wiadomości o lampach błyskowych

 

From: "Zbigniew Nowakowski"
To:
Subject: Co_nieco_o_lampach
Date: Tue, 17 Dec 2002 15:01:19 +0100

Podstawowe wiadomości.

Dla określenia mocy lampy błyskowej używamy wartości zwanej liczbą przewodnią (
LP ). Aby móc porównać moc lamp wartość ta powinna być podawana dla pewnych,
określonych, stałych parametrów. Niestety tak nie jest i niektóre dane podawane
przez producentów mogą być mylące. Na przykład lampa błyskowa może mieć podaną
LP = 40, ale dla kąta rozsyłu światła pokrywającego kąt widzenia obiektywu o
ogniskowej 70 mm, a już dla obiektywu 50 mm LP będzie wynosiła 36. Dlatego przy
porównywaniu mocy lamp trzeba zwrócić uwagę dla jakiej ogniskowej obiektywu jest
podawana LP.

Jak obliczyć LP?

Jest to iloczyn maksymalnej odległości fotografowanego (i prawidłowo
naświetlonego) obiektu i wartości przysłony dla filmu o ISO 100.
N.p. 10m x f2,8 = LP 28

Lampa manualna

Lampa bez żadnej regulacji, o stałym kącie rozsyłu światła i określonej LP.
Prawidłową odległość od fotografowanego obiektu i odpowiednią wartość przysłony
wylicza się z LP.

LP
Odległość = -------------
Przysłona

LP
Przysłona = -------------
Odległość

Bardzo często na lampie znajduje się tabelka z wyliczonymi wartościami przysłon
i odległości, czasem także dla filmów o różnych czułościach.


Lampa elektroniczna (tyrystorowa, z komputerem)

Lampa wyposażona w element światłoczuly, który steruje palnikiem lampy
odpowiednio skracając czas błysku w zalezności od potrzeb. Najczęściej posiada
dwa do czterech zakresów automatyki. Na lampie ustawia się tylko tryb automatyki
dla danej przysłony i czułość używanego filmu. Z wykresu (tabelki) odczytuje się
zakres odległości w jakim automatyka lampy zapewnia prawidłowe naświetlenie.
Dość często jest możliwość odchylenia i obrotu palnika, w celu użycia światła
odbitego / rozproszonego. Takie lampy są wyposażane w kontrolkę prawidłowej
ekspozycji ze względu na to, że przy używaniu światła odbitego prawie niemożliwe
jest wyliczenie zasięgu lampy z LP. Kontrolka ta zapala się na pare sekund po
błysku informując czy ilość swiatła, zmierzona przez czujnik, była wystarczająca
do prawidłowego naświetlenia zdjęcia. Lampy takie posiadają czasem prostą
dedykację, która wymusza na aparacie ustawienie czasu synchronizacji z lampą.


Lampy dedykowane

Lampy przeznaczone do konkretnego modelu (serii) aparatu. Wszystkie dane na
temat czułości filmu, ogniskowej obiektywu są przekazywane z korpusu do lampy,
ponadto pomiar błysku jest realizowny przez korpus (TTL błysku), a nie czujnik w
lampie. W takich lampach możliwe jest zastosowanie wielu zaawansowanych
technologicznie rozwiązań, jednak ze względu na ich różnorodność nie będę pisał
o wszystkich, tylko o najczęściej występujących.

1. Błysk na drugą lamelkę - lampa błyska tuż przed zamknięciem migawki, ma
znaczenie przy fotografowaniu poruszających się obiektów przy używaniu czasów
1/30 i dłuższych, korzystając cześciowo ze światła zastanego. Poruszający się
obiekt pozostawia efektowne smugi za sobą, a nie przed, jak miałoby to miejsce
przy użyciu normalnej synchronizacji błysku.

2. Synchronizacja z krótkimi czasami otwarcia migawki - standardowo lampa błyska
w momencie całkowitego otwarcia migawki, jest to czas rzędu 1/90 - 1/125 (w
najlepszych korpusach około 1/250). Dla krótszych czasów lampa wysyła serię
błysków, wyglądających jak jeden długi, trwający tak długo ile trwa przebieg
migawki przez całą klatkę filmu. Wiąże się to jednak ze sporym spadkiem LP.

3. Błysk wypełniający - zmierzony poziom światła zastanego jest brany pod uwagę
i lampa błyska tylko tyle ile potrzeba do prawidłowego doświetlenia sceny.

4. Korekcja błysku - jeśli z jakichś względów chcemy aby lampa błysnęła słabiej
lub mocniej niż wynikałoby to z pomiarów wykonanych przez automatykę możemy, w
pewnym zakresie, to zmienić.

5. Tryb manualny + podział błysku - wbrew pozorom jest czasem niezastąpiony. Na
przykład próby zrobienia zdjęcia wieczorem osobie na ciemnym tle kończą sie
prześwietleniem postaci, ponieważ lampa błyska z całą dostępną mocą próbując
doświetlić tło, co jest niemożliwe. Dlatego bezpieczniej jest użyć lampy jak
zwykłej manualnej, wyliczając przysłonę i odległość z LP, a pomocna jest
możliwość użycia części dostępnej mocy lampy.

 

 

Sprzęt: Zakup aparatu - porada Marcina

 

Autor:Marcin Fal (fal+b7.pl)
Temat:Jaki kupić aparat
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2003-04-04 00:54:06 PST


Nie, nie jest to kolejne pytanie z tej niekończącej się serii, a
raczej próba udzielenia jednozancznej na nie odpowiedzi ;-)
Oczywiście bez wdawani się w wojny systemowe :-)))
Nie wiem czy reszta grupowiczów się zgodzi z moim pomysłem, jeśli nie
to wszelkie uwagi są mile widziane ;-))

Algorytm zkupu aparatu typu SLR AF:
1) Określ co chcesz fotografować - jeśli nie wiesz idź do punktu 3).

2) Do wyżej określonego celu dobierz obiektywy, jeśli nie wiesz jakie
będą Ci potrzebne zapytaj na grupie. Przejdź do punktu 4).

3) Jeśli nie wiesz co będziesz fotografował kup obiektyw w miarę
uniwersalny, dający przy tym w miarę dobry jakościowo obraz, np. Sigma
28-135 3.5-5.6 - duży zakres, macro 1:2.
Po jakimś czasie jak już będziesz wiedział jaki rodzaj fotografii
najbardziej Ci odpowiada dokupisz sobie właściwą optykę, a spacerzoom
IMHO przyda się zawsze, lub go sprzedasz - łatwiej i z mniejszą stratą
niż obiektyw kitowy typu 28-80 3.5-5.6.

3a) Nie kupuj polecanego zawsze na grupie obiektywu 50mm 1.7 (1.8). Na
pewno da on lepszą jakość niż wspomniany zoom, i pewnie jest bardzej
edukacyjny, ale IMO jest to zakup który zawsze należy przemyśleć - nie
kązdemu pasuje taka ogniskowa, poza tym w praktyce uniemożliwi
sprawdzenie co Cię tak naprawdę interesuje.

4) Zasięgnij informacji ile będą kosztowały potrzebne Ci obiektywy,
zastanów się w którym z systemów będzie Cię na nie stać, rozważ zakup
systemu manualnego, lub obiektywów używanych.

4a) Pamiętaj że istnieją obiektywy firm niezależnych które są w tej
samej cenie dla wszystkich systemów.

4b) Uwaga! Nie wszystkie firmy produkują wszystkie obiektywy dla
wszystkich systemów! Np. Tamron nie zawsze ma w ofercie szkło do
Pentax'a.

5) Dowiedz się o wadach i zaletach rozważanych systemów jeśli
zamierzasz fotografować dużo z błyskiem przyjrzyj się systemom pomiaru
błysku. Każdy z producentów ma w tej chwili zaawansowany pomiar
błysku, ale każdy z nich ma swoje wady (np. brak HSS) i zalety (np.
tryb WL). (np. dla mnie teoretyczna kolejność systemów pomiaru błysku
jest na dzień dzisiejszy taka: 1-Pentax; 2-Minolta; 3-Canon; 4-Nikon
mimo iż dokładność naświetlania może być zupełnie inna niż wymieniona
kolejność ;-)))

6) Rozejrzyj się wśród znajomych. Jeśli któryś z nich ma rozbudowany
zestaw sprzętu foto to korzystny może być zakup tego samego systemu.
Dzięki temu będzie możliwość pożyczenia jakiegoś szkła lub lampy
błyskowej.

7) Zwróć uwagę na ergonomię! Fatalnie rozwiązany sposób wyboru
aktywnego pola AF w tanich lustrzankch praktycznie eliminuje zaletę w
postaci dużej ich ilości! Pierwszą jaskółką w której ten problem nie
występuje jest Nikon F75.

8) Przemyśl wszystko raz jeszcze i na grupie zadaj _konkretne_
pytania!

9) Nie ma lustrzanki idealnej, tak jak nie ma idealnego sytemu.
Niemożliwe jest w związku z tym udzielenie odpowiedzi na pytanie:
"Jaka jest najlepsza lustrzanka do 2000zł" czy podobne.


Z poważaniem

Marcin Fal (M505si user)

 

 

Sprzęt: Zakup aparatu - porada Pepe

 

Date: Tue, 15 Jan 2002 14:35:13 +0100
From: "pepe"

wszysci Ci radza "obojetne co"... a nierawda... nie obojetne! i nikt mi nie
powie ze tak nie jest! ;))


to trzeba dobrze wybrac, bo jak sie nie fotografuje tym czego sie nie lubi to
zdjecia wychodzia kiepskie... wiadomo, ze aparat "zdjec nie robi" tylko
fotograf, ale nie nalezy zapominac ze robi to za posrednictwem aparatu, ktory
MUSI lubiec. to jest "pieprzona podswiadomosc" :)))


komus kto nie ma doswiadczenia z tymi nowoczesnymi lustrankami to bedzie trudno
o wybor. trzeba posiedziec w temacie to wtedy sie ma rozeznanie i pewnosc co do
zakupu bo sie wie czego chce, a tak to czlowiek rozerwany... co innego jak by
nas bylo stac na zmiane systemu jak nam sie cos nie spodoba... ale to nie takie
proste... system wybiera sie na dlugo i nalezy o tym pamietac JUZ PRZY ZAKUPIE
PIERWSZEGO APARATU :)


hmmm... mozesz sie spotkac z kims z tej grupy (napewno Ci pomoga, moze akurat
maja jakies spotkania "odlamy regionalne" pl.rec.foto gdzies w Twojej okolicy,
tak jak my w Kraq) i na zywo porowanc te i inne modele oraz posluchac opinii...
bo jak Ci tutaj bedziemy pisac to tak naprawde nic sie nie dowiesz konkretnego.
aprat trzeba potrzymac dluzsza chwile i nie tylko sie nim "pobawic" nerwowo w
sklepie, ale wykonac rozne czynnosci, np. bez odrywania oka od wizjera wykonac
"cos tam" z kazdym z modeli, poznac jego "bezposrednie bledy",ktor wynikaja po
jego poznaniu. inaczje to na szybko w sklepie bedzie sie wszystko dobrze
wydawalo, ale po kilku rolkach powiesz "no nie! co za shit... mi to i tamto
przeszkadza..." kazdy aparat ma pewne mankamenty, ktore ujawniaja sie danemu
uzytkowanikowi podczas pracy. jednetu "to" a drugiemu "tamto" przeszkadza...
nalezy "przylozyc sie" do kilku ujec danym modelem i starac sie cos wykonac...
poznac, ktorym sie co latwiej (Tobie) wyonuje... kazdy ma swoje preferencjie i
swoje "widzimisie" a to wcale nie oznacza, ze tak bedzie w przypadku kazdego.
jeden powie, ze AF'y sa do dupy a drugi powie, ze manuale... i kogo
posluchasz... to sie tak nie da... trzeba SAMEMU. wiec na poczatek poczytaj
porownania w sieci i archiwum grupy na:
http://groups.google.com/groups?hl=pl&group=pl.rec.foto tam dowiesz sie
niewatpliwie bardzo duzo. nastepnie idz i dokladne wymacaj intersujace Ci
modele, najlepiej nie do sklepu a do komisu. zwkle w komisach sa bardzie
przychylni niz sprzedawca w sklepie, ktory MUSI tlumaczyc przez 15min "cos tam
komus" ;)


podstawowe pytanie jeszcze to - jak masz zamiar traktowac fotografie? jesli
tylko "ot tak", to kup to co uznasz za bardziej "przynazne Tobie" i co Ci sie
bardziej podoba po oblookaniu danego modelu w sklepie/komisie.


a jesli chcesz fotografowac dlugo i wiesz, ze Ci to wciaga, to musisz dokladnie
przeanalizowac mozliwosci nie tylko tych aparatow (eos300 i F65) tylko calego
danego systemu. czyli dostepnosc i ceny szkiel oraz innych akcesorii z ktorych
kiedsys w przyszlosci bedziesz korzystal. nie zamykaj sie takze tylko w tych
modelach. poszukaj w ofercie Nikona... np. Nikon F801... fajny korpusik i
"porzadniejszy" od np. F65. jego cena jest porownywalna (a nawet nizsza) do F65.
autofocus coprawada wolniejszy, ale za to solidnosc korpusu jest duuuzo wyzsza.
mozna by takich przykladow wiele podac... to byl tylko ten co mi sie na mysl
nasunal... ;))


szukaj wsrod uzywanych starszych modeli. zwykle sa to lepsze (mechanicznie)
narzedzia pracy...

 

 

Sprzęt: Konserwacja starych aparatów

 

Date: Tue, 23 Oct 2001 15:21:03 +0200
From: "Stanislaw B.A. Stawowy"

Jak naprawiać stare mieszkowce:
http://medfmt.8k.com/mf/frozenfix.html


Jak wyczyścić migawkę:
http://medfmt.8k.com/mf/cleanshutter.html


Jak skleić rozklejone soczewki:
http://medfmt.8k.com/mf/lenscement.html


Jak naprawić mieszek:
http://medfmt.8k.com/brongasket.html
http://medfmt.8k.com/bronbellows.html
http://medfmt.8k.com/bronbelfix.html


Jak naprawić skórę/pokrycie w aparacie:
http://medfmt.8k.com/mf/glue.html


Jak pozbyć się problemów z zaświetlaniem filmu w Kiewie:
http://medfmt.8k.com/mf/leak.html


Jak skalibrować ostrość:
http://medfmt.8k.com/mf/infinity.html


Jak wyczyścić lustro:
http://medfmt.8k.com/mf/mirror.html


Czym i jak pomalować aparat:
http://medfmt.8k.com/mf/paint.html
http://medfmt.8k.com/mf/black.html


Narzędzia do naprawy aparatów:
http://medfmt.8k.com/mf/repairtools.html


Naprawa uszczelnień w aparatach:
http://medfmt.8k.com/bronfoam.html


Zrób to sam - tester migawki:
http://medfmt.8k.com/mf/shutterspeed.html
http://www.geocities.com/Yosemite/2131/shspeed.html


Co zrobic jak aparat zamoknie:
http://medfmt.8k.com/mf/wet.html


Jak zrobic celownik do aparatu:
http://medfmt.8k.com/mf/finders.html


Folding Cameras FAQ
http://medfmt.8k.com/mf/folder.html


Walka z pleśnią w obiektywach :-)
http://medfmt.8k.com/mf/fungus.html


Single versus Multicoated lenses:
http://medfmt.8k.com/mf/coatings.html


Obiektyw zabarwia zdjęcie? Patrz:
http://medfmt.8k.com/mf/color.html


Czyszczenie obiektywu:
http://medfmt.8k.com/broncleaning.html

 

Sprzęt: Tair - opis konstrukcji

 

From: "Bogdan"
To: FAQ

Przetłumaczył na podstawie forum http://www.zenit.istra.ru/forum/ZENIT.html
Piotr Kozarzewski (Uncle Pete) (za zgodą Webmastera strony http://www.zenit.istra.ru/cgi-bin/fforum.cgi?action=get&value=19274)

W latach 1941-1942 znany radziecki optyk D.S. Wołosow rozpoczął opracowywanie
teleobiektywów o zwiększonym świetle dla sprzętu lądowego o przeznaczeniu
wojskowym - do rejestracji fotograficznej oddalonych obiektów w warunkach
niewystarczającego oświetlenia i o zmierzchu. Jesienią 1943 roku D.S. Wołosow
opracował schemat optyczny teleobiektywu o dużym świetle "Tair" nazwany na cześć
gwiazdy Altair (bez arabskiego rodzajnika "al"). Owa nazwa zapoczątkowała
tradycję nadawania radzieckim obiektywom "kosmicznych" imion. Pierwszy element
konstrukcji składa się z dwóch cienkich soczewek, zaś drugi element to bardzo
gruba soczewka będąca kompensatorem planastygmatycznym [cokolwiek to oznacza -
przyp. tłum.] krzywizny pola oraz astygmatyzmu. Takie połączenie elementów
pozwalało na korekcję wszelkich aberacji monochromatycznych z wyjątkiem
dystorsji, co zostało udowodnione w pracy D.S. Wołosowa pt. "Metody obliczeń
skomplikowanych systemów fotograficznych", która ukazała się w 1948 roku i
zawierała podsumowanie badań z czasów wojny. Będąc wyjątkowo prostym, układ
optyczny Tairów zapewnia następujące potencjalne możliwości optyczne: obiektywy
długoogniskowe o ogniskowej do 1000 mm mogą mieć maksymalne światło 1:5-1:4 przy
kącie widzenia około 10°; w obiektywach o średnich ogniskowych (200-300 mm) [tak
jest w tekście! - przyp. tłum.] światło może wynosić do 1:3,5-1:3 przy kącie
widzenia do 15°; systemy o krótkiej ogniskowej (50-150 mm) mogą mieć światło
1:2,5 oraz pole widzenia do 30°. Na podstawie tego układu na początku lat 50.
został skonstruowany "średni" teleobiektyw 300 mm, który otrzymał nazwę Tair-3.
Mniej więcej w połowie tamtej dekady rozpoczęła się jego produkcja w KMZ. Na
Wystawie Światowej w Brukseli w 1958 r. Tair-3 oraz kilka innych radzieckich
obiektywów otrzymały najwyższą nagrodę - Grand Prix. W 1959 r. obiektyw otrzymał
Dyplom II stopnia Wystawy Osiągnięć Gospodarki Narodowej ZSRR. (Wykorzystane
materiały: D.S. Wołosow, Fotograficzeskaja optika [Optyka fotograficzna];
Katalog wyrobów KMZ z 1959 r.; artykuł I.O. Bakłanowa "Sozdanije Tairow"
["Tworzenie Tairów"]).

 

Sprzęt: Tessar

 

Date: Mon, 1 Oct 2001 15:18:23 +0200
From: "Stanislaw B.A. Stawowy"

Tessar jest świetny właśnie do makro :-) A winietowanie nie jest
takie straszne - podobne ma np. Helios 44 przy pełnym otworze.
Około 1/3 - 1/2 działki przysłony przy brzegach.


Ja na przykład Tessara bardzo lubię :-) Ten obiektyw,
zaprojektowany przez Paula Rudolpha jeszcze w 1902 roku,
kiedy pracował on pod kierunkiem Ernesta Abbe. Przednia,
pojedyncza soczewka jest bardzo słaba, jej główną funkcją jest
korekcja resztkowych aberracji. Tylna część - klejony achromat
(soczewka skupiająca + soczewka rozpraszająca sklejone razem)
zmniejsza aberrację sferyczną krawędzi i astygmatyzm.
W środku znajduje się soczewka rozpraszająca. Razem
cztery elementy w trzech grupach. :-) Pierwsza wersja miała
światło f/6.3, około 1916 zwiększono je do f/4.5, a około 1930
Merte + Wandersleb podnieśli je do f/2.8 Wersja f/3.5, pod
nazwą 'Elmar', znalazła się na Leicach, co dowodzi wysokiej
klasy tego obiektywu :-) Właśnie Leicą z Elmarem 3.5/50 posługiwał
się Henri Cartier-Bresson przez dużą część swojego życia..


W 1903 Zeiss opatentował nazwę 'Tessar' w Biurze Patentowym U.S.
'Tessera' znaczy po grecku 'cztery' - oczywista aluzja do ilości
elementów. Sława Tessara była olbrzymia - był to jeden z najlepszych
obiektywów standardowych przed wojną - a i teraz producenci (np.
Pentax, Nikon..) wypuszczają obiektywy o budowie typu Tessara.
Inni producenci, z racji patentu, zmuszeni byli do nadawania
swoim Tessarom :) innych nazw:


Solinar(Agfa), Ektar(Kodak), Primotar (Meyer, Zeiss Jena), Xenar (Schneider),
Ysar (Rodenstock), Elmar (Leitz/Leica), Skopar (Voigtlander), Raptar (Wollensak).

 

Sprzęt: Ewolucja vs koszty

 

Autor:Dizel (watteau+box43.gnet.pl)
Temat:Jak jest z tymi obiektywami? Ewolucja vs koszty
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2002-05-30 14:18:09 PST

Jak jest z tymi obiektywami? Ewolucja vs koszty

Zaprojektowanie dobrego obiektywu w dzisiejszych czasach zdaje
sie by nadzwyczaj proste - wystarczy uruchomic na poteznym komputerze
potezny program do projektowania obiektywow, wziac z archiwow jeden
z dziesiatkow tysiecy istniejacych, opatentowanych projektow, lub
jeden z tysiecy dostepnych publicznie i dokladnie opisanych, wpisac
jego dane do komputera i kazac mu tak dobrac parametry, zeby otrzymac
najlepiej skorygowany, najlepszy obiektyw oparty o dany schemat.
Czy rzeczywiscie jest to takie proste?

W zadnym wypadku - i wciaz najpotezniejszym narzedziem projektanta
pozostaje to, co tkwi miedzy jego uszami. Poszczegolne podstawowe
rodzaje obiektywow maja pewne charakterystyczne cechy i przypisane
im wady, ktore mozna jedynie zmniejszyc, ale nigdy - wyeliminowac.
Jest jednak znacznie powazniejszy problem - sama optymalizacja.
Wyobrazmy soie komputer probujacy tak zmieniac parametry ukladu,
zeby powstaly obiektyw mial jak najmniejsze wady. Metoda kolejnych
przyblizen znajduje on takie krzywizny powierzchni soczewek, ich
materialy i odstepy miedzy nimi, ze wady optyczne ukladu sa najmniejsze
z mozliwych. Czy faktycznie?

Wyobrazmy sobie satelite szukajacego najwyzszego wzniesienia na
planecie. Przesuwa sie nad nia, caly czas mierzac czas powotu sygnalu.
W pewnej chwili czas powrotu sygnalu jest najkrotszy - STOP! Czy
faktycznie jest to najwyzsza gora na planecie? W tym celu musielibysmy
kazac satelicie zadac ja cala - a na to nie mamy czasu ani pieniedzy.
Podobnie jest z optymalizacja ukladu optycznego - nie wiemy czy
nie da sie zmniejszyc wad optycznych jeszcze bardziej, nie wiemy
czy to co znalezlismy jest najkorzystniejszym ukladem. Tylko
doswiadczony
projektant ukladow optycznych jest byc moze w stanie zdecydowac
'szukamy dalej' czy 'lepiej nie bedzie'. A i to nie jest pewne.
Czas pracy komputera kosztuje, jeszcze wiecej kosztuje szklo optyczne,
szczegolnie jego bardziej egzotyczne gatunki. Projekt, ktory
opracuje projektant moze nie byc wykonalny technicznie - chocby
ze wzgledu np. na mala tolerancje ukladu na bledy wykonania.
Tylko firmy sprzedajace bardzo drogie obiektywy moga sobie pozwolic
na tolerancje wykonania rzedu 0.01mm w produkcji seryjnej.

Obiektyw sklada sie z soczewek, zakrzywiajacych wpadajacy do niego
promien swiatla w okreslony sposob, zalezny od wspolczynnika zalamania
szkla, z ktorego te soczewki sa zrobione, ich krzywizn i wzajemnych
odleglosci. Stosujac proste zasady optyki geometrycznej ze szkoly
podstawowej, mozna wykreslic droge takiego promienia swiatla
z latwoscia. Czyzy projektowanie obiektywu bylo naprawde takie
proste? Bynajmniej.
Kazde punktowe zrodlo swiatla emituje we wszystkich kierunkach kwanty
energii - fotony. Tylko czesc tej energii trafia do obiektywu.
Projektant obiektywu upraszcza istniejaca sytuacje, traktujac
wszystkie promienie ktore wpadly do obiektywu jako skonczona
licze promieni swietlnych i sledzi ich droge w elementach ukladu.
Praca projektanta zaczyna sie zwykle sledzeniem kilku promieni,
wychodzacych z punktu swietlnego polozonego na osi optycznej ukladu.
Teraz projektant stara sie tak dobrac paramety ukladu, aby promienie
przechodzace przez obiektyw na powrot skupily sie w jednym punkcie.
Jest to matemattycznie proste zadanie, choc obliczenia musza byc
prowadzone z bardzo duza dokladnoscia - 5 do 8 miejsc dziesietnych.
Przed wynalezieniem maszyn liczacych, prace te wykorzystywano
korzystajac z tablic logarytmicznych - robily to zespoly kilku -
kilkunastu kobiet pod kierownictwem wyszkolonego projektanta.
Typowy szesciosoczewkowy uklad optyczny wymagal liczenia
przebiegu 200 promieni dla kazdej powierzchni optycznej - trzech
tysiecy dla calego ukladu - okolo 3 miesiecy pracy zespolu.
Powyzsze obliczenia pozwalaja stwierdzic jak zachowuje sie uklad
dla promieni przechodzacych blisko osi optycznej - co z tymi
przy brzegach?

Wszystkie promienie wpadajace do obiektywu mozemy rozlozyc na dwa
promienie: lezace na plaszczyznie zawierajacej os optyczna
(tangencjalne) i te, ktore leza na plaszczyznie prostopadlej do
osi optycznej (sagittalne). Promienie tangencjalne mozna
sledzic korzystajac z rownan optyki geometrycznej. Promienie
sagittalne mozna sledzic tylko korzystajac ze specjalnych,
ardzo skomplikowanych matematycznie rownan, praktycznie niemozliwych
do obliczenia bez pomocy komputerow.

Jak kazdy zapewne wie, swiatlo wpadajace do obiektywu jest zlozone
z fali o roznej czestotliwosci. Fale o roznych czestotliwosciach
sa zalamywane w rozny sposob na danej powierzchni optycznej. W efekcie
obraz obiektu jest obarczony bledami (aberracjami), takimi jak
koma, aberracja sfeyczna i chromatyczna, koma czy astygmatyzm.
Bieg promieni swiatla o roznych dlugosciach fali daje sie rowniez
obliczyc, a poprzez porownanie go z biegiem promieni wyliczonych
na poczatku mozemy badac i poprawiac aberracje ukladu.
Juz w latach trzydziestych istnialy podstawy matematyczne i wzory
pozwalajace badac aberracje i stosowano je, choc w niewielkim
zakresie, do poprawiania ukladow optycznych. Kazda aberracja
manifestuje sie w okreslony sposob: aberracja sferyczna jest najlepiej
widoczna na osi optycznej, krzywizna pola i koma w rogach, itd.
Jest to jednak pewne uproszczenie - kazda aberracja wplywa, mniej lub
bardziej, na jakosc calego obrazu, a to, co zasadniczo robia, to
rozpraszanie energii punktu swietlnego w pewnym okreslonym obszarze.
Owo rozproszenie energii jest nieregularne i niejednakowe dla roznych
dlugosci fali.

Aberracji jest wiele, a dzieli sie je ze wzgledu na stopien (potege)
w ktorej wystepuja w rownaniach aberracyjnych. Aberracje pierwszego
rzedu (trzeciej potegi) sa znane jako aberracje Seidela, na czesc
czlowieka, ktory opracowal ich teorie i rownania pozwalajace je
wyliczyc. Sa one bardzo trudne do skorygowania - a nawet jesli
uda sie je sprowadzic do niskiego poziomu, czyhaja na projektanta
aberracje drugiego i trzeciego rzedu (piatej i siodmej potegi).

Z racji skomplikowania procesu projektowania, do lat szescdziesiatych
(poznych lat szescdziesiatych w przypadku producentow japonskich)
liczono zazwyczaj tylko aberracje seidlowskie, takze z wykorzystaniem
komputerow (rozpoczela to Leica/Leitz na poczatku 1960 roku).
Obiektywy produkowane wtedy, byly optymalizowane glownie dla
promieni bliskich osi optycznej, a aberracje drugiego rzedu byly
czesto pomijane. Klasycznym pzykladem jest tu np. Zeiss Sonnar 2/85
i jego rosyjska kopia - Jupiter 9. Przy pelnym otworze obraz jest
miekki - za przyczyna aberracji sferycznej drugiego rzedu, bardzo
dobrze zauwazalnej przy tak jasnym obiektywie. Po przymknieciu
obiektyw jest bardzo ostry, z racji dobrej korekcji aberacji
seidlowskich.

W latach siedemdziesiatych i osiemdziesiatych zaczeto prace nad
komputerowa optymalizacja istniejacych ukladow optycznych -
jednoczesnie udoskonalona technologia pozwolila na skladanie
obiektywow z mniejszymi tolerancjami mechanicznymi. Przede
wszystkim zas, zaczeto zwracac uwage na korekcje ukladow dla
calego widma swietlnego - z tych czasow wywodza sie takie obiektywy,
jak Leica APO Elmarit R 2.8/100 - ktory dla swiatla monochromatycznego
jest GORSZY niz stary Elmarit R 4/100, ale dla swiatla bialego
dale znacznie lepszy obraz. Z tych czasow wywodza sie tez takie
0obiektywy jak Noctilux 1/50 - ktory praktycznie nie poprawia sie
przy przymykaniu przyslony - typowy przykla doskonale obliczonego
ukladu. Nawiasem mowiac, Noctilux cechuje sie dosc silna koma -
nie wplywajaca jednak na jakosc obrazu w typowych sytuacjach
fotograficznych.


Ale lata te nie byly tak rozowe - zwlaszcza gdy stwierdzono, ze
rozne dlugosci fali daja najwiekszy kontrast obrazu przy roznych
polozeniach plaszczyzny obrazu - jedynym wyjsciem bylo projektowanie
obiektywu przy zalozeniu, ze pewne kolory beda wazniejsze niz inne.
Obecnie wyraznie widac powolny postep w ulepszaniu istniejacych
ukladow, przy zachowaniu ich w miare niskiej ceny - jest to
wyrazny wplyw dzialow marketingu na podukcje obiektywow.
ajwyrzniej jest on wioczny w tanich obiektywach - projektowanych
tak, aby dawaly zadowalajacy obraz za niewielka cene (przykladem
sa tu tanie obiektywy 50 mm Canona czy Nikona), impulsem jest tu
takze niezbyt duza dokladnosc ukladow AF, gwarantujacych jedynie
50 lpmm na filmie.

Ciekawa sytuacja wytworzyla sie pomiedzy dwiema potegami optycznymi -
Zeissem i Leica. Zeiss stara sie produkowac obiektywy rownowazac
cene i jakosc, jak pisze Herr Woltge, poprzedni szef zespolu
projektantow Zeissa o Planarze 1.4/50:
'The lens is optimised fully within the design parameters, and better
quality is only possible when one employs more expensive glass'
W przeciwnym kierunku poszla Leica, projektujac Summiluxa R 1.4/50 -
ale widac to rowniez w jego cenie.

Ciekawym przykladem mozliwosci udoskonalenia starych ukladow optycznych
jest Cosina/Voigtlander Heliar 3.5/50, przeprojektowany i dopracowany
przy uzyciu najnowszych technik obliczeniowych Tessar - przy pelnym
otworze obiektyw daje 100 lpmm od srodka optycznego az do krancow
obrazu,
nie ma sladu astygmatyzmu, jedynie niewielkie bledy chromatyczne.
Praktycznie od f/3.5 do f/16 jakosc obrazu jest jednakowa, pomijajac
naturalne ograniczenie rozdzielczosci przez dyfrakcje.
Innym jest Summarit f/2.4/40 uzyty w Leicy Minilux - jest to praktycznie
granica mozliwosci udoskonalenia ukladu Gaussa: przy pelnym otworze
jakosc obrazu jet bardzo dobra w srodkowych 10 mm, dalej widac plynny
spadek kontrastu. Flara praktycznie nie istnieje - przy f/4 obraz
poprawia sie, a przy f/5.6 do f/8 mamy ponad 50% kontrast dla
rozdzielczosci
50 lpmm.

 

Sprzęt: Velbon CX444

 

Kiedys mnie naszlo i wyslalem naliste posta jak nizej.
Byc moze bedzie to pomocne dla tych, ktorzy szukaja
tanich statywow ;-)
Dodatkowo umiescilem male Post Scriptum, zawierajace
wybrane uwagi z odpowiedzi oraz jeszcze kilka moich uwag.

------------------------------------------------

Autor:BrunoJ (brunojj@NOSPAM.gazeta.pl)
Temat:moj test - statyw Velbon CX444 [dlugie]

Witajcie,

niedawno przewijal sie watek o statywach Velbona
i zupelnie przypadkowo udalo mi sie taki pozyczyc
do pobawienia. Model CX444. Zreszta od znajomego z tej listy
wystepujacego jako "kocyx", za co mu serdecznie dziekuje :)
Posiadam juz produkt statywopodobny (jakosciowo
gorszy od tego velbona) i zbierajac na
porzadny statyw probuje rozpatrywac rowniez tansze
alternatywy (bo mam lekki aparat, chcialbym statyw
nosic ze soba, ...).
PLusy mojego obecnego sa tylko dwa: jest bardzo lekki
i maly.

ponizej zamieszczam wiec moj w pelni subiektywny opis
tego statywu, oparty na przeprowadzonych testach.
Biorac ten statyw w rece, zakladalem ze bedzie on duzo
lepszy od obecnie posiadanego i jestem gotow zgodzic sie
na jego ulomnosci..
Wczesniej zostalem uprzedzony o pewnych "problemach"
co wykorzystalem w testach.
Testy przeprowadzone na zestawie dynax 5 kit + 75-300 z TC.

1. budowa i wrazenia ogolne:
- statyw jest wysoki, wygodnie i szybko sie go rozklada
(zaciski). Nie jest bardzo maly po zlozeniu (niecale 50cm)
ale dosc lekki (ok 1.3kg). Nogi z 4 segmentow (CX440 ma trzy),
ale profilowane, dosc grube, wiec nie wyginaja sie same z siebie
- Srodkowa kolumna na korbke, jesli dobrze dokrecic srodkowa
kolumne (osobna sruba) i nie naciskac jej z gory,
to pod ciezarem aparatu nie opada.
- Przy dosc waskim rozstawieniu nog, wizjer prawie na wysokosci
oczu, roznica jest dosc spora, w stosunku do "pelnego rozlozenia.
oczywiscie spada stabilnosc, ale dalej jeszcze nie jest zle
Przynajmniem w mieszkaniu, w terenie pewnie jednak lepiej
rozlozyc...
- statyw jest stabilniejszy od obecnie posiadanego :)
po jego rozlozeniu, mimo wspornikow o srodkowa kolumne,
nogi moga sie jeszcze przesuwac (np na sliskim).
- kadrowanie da sie wykonac glowica i statyw nie zmienia swoich ustawien:)
To duza roznica w porownaniu do mojego...
Dla mnie problemem jest dluga raczka od glowicy,
ktora jakos ciagle mnie w ramie uderzala
(sterczy pod aparatem w strone fotografujacego).
- plytka plastikowa (szybkozlaczka) nie robi dobrego wrazenia,
ale niby sie trzyma, poniewaz ma kwadratowa podstawe,
wiec teoretycznie mozna aparat wpiac w dowolnej pozycji
(co np rozwiazuje problem z raczka..)

Generalnie pozytywne i obiecujace wrazenia, ale....

2. test 1 - krotki zoom
z krotkim obiektywem wyraznie stabilniejszy (od mojego), drgania, typu
pukanie w obiektyw szybko wytlumione (ale sa..)
kadrowanie bez problemu, w zasadzie nic sie nie trzesie (jak dla mnie).
Przy pionowym kadrze (odchylana plytka z glowicy) raz aparat 'zjechal'
pozniej lepiej dokrecalem plytke i nie bylo juz problemow.
Mozna wiec uznac ze da sie to zrobic. Acha, waga kit-zooma - 165g :))
A calosci ok 500g. Inne male szkielka nie sa specjalnie ciezsze
wiec nie widzialem celu powtarzania testu.

znowu dosc pozytywnie, ale...

3. Test2 - dlugi zoom + tc , kadr poziom (waga ok 600g)
przy poziomym kadrze drgania juz kilka sekund - w zasadzie na poziomie
zblizonym do mojego statywu (velbon rozlozony na max i nogi wasko
rozstawione).
Jestem wiec troche zawiedziony, myslalem ze bedzie lepiej.
Wyzwalacz na szczescie 10s, wiec jest szansa. No i mam wezyk, wiec
zalozmy ze to kompromis.
Kadrowanie utrudnione przez te drgania, ale wygodniejsze
niz u mnie - bo glowica :)

4. test3 - jak wyzej przy kadrze pionowym
Myslalem ze kocyx ubarwil, a tu ...o fak!
mimo dosc mocnego przykrecenia plytki, po odchyleniu do pionu
calosc ladnie sie przekrecila na dol. Co wiecej nie da sie tego
poprawic bo sruba plytki jest teraz schowana w zacisku plytki.
Po takim przekreceniu, trzeba zdjec aparat ze statywu
i od nowa dokrecic plytke, bo sie juz poluzowala.
Probowalem kilka razy - bez szans.
Inna mozliwosci ustawienia pionowego kadru przez odpowiednie przekrecenie
calosci glowicy, ale efekt ten sam.
Generalnie aparat i sruba slizgaja sie po plytce, kazdy ze swojej strony.
Plytka ma gumopodobne tylko przy aparacie, ale podkladanie dodatkowych
gumek czy korkow od strony sruby nie dziala.
W moim badziewniku kadr pionowy tylko poprzez pochyl glowicy,
ale mam srube na wierzchu i po ustawieniu moge ja mocno dokrecic
(wtedy _zazwyczaj_ nie zjedzie ;)). Tyle ze w moim nie moge juz poznej
dotykac glowicy...kadrowanie nogami to male wyzwanie..:)
Acha, proba dokonywana przy niewysunietym obiektywie (czyli przy 75mm)
co w zasadzie nie ma juz znacznia. No a raczej ma, przy wysunietym
zoomie koncowka obiektywu wali w noge statywu - ja swoj w pore zlapalem...

5. Wnioski
Mimo wiec lekkiego potencjalnie zestawu aparat-obiektyw,
pionowy kadr jest NIEWYKONALNY !!!!
To statyw TYLKO do zdjec poziomych...

Jestem podlamany, przez moment myslalem ze mam juz odpowiedni statyw dla
siebie (tanszy i lzejszy od M) i ze bedzie pod kazdym wzgledem
lepszy od mojego, wiec na jakis czas starczy....
Okazuje sie ze jednak niebardzo.
Nie kupuje, wystarczy mi jeden badziew.

pozdrawiam
Bruno

=================================================
Autor:Piotr Sz. (psz+eulersoft.com.pl)

> 4. test3 - jak wyzej przy kadrze pionowym

Zdziwilem sie czytajac powyzszy tekst.
Mam Velbona CX540 i opiywany przez Ciebie efekt NIGDY nie wystapil.
Oczywiscie dosyc mocno dokrecalen srube (nie paluchami tylko sporym
srubokretem). Przy odkrecaniu plytki do apakatu, nawet po zwolnieniu
polaczenia srobowego guma z plytki dosyc solidnie 'zwulkanizowala' z obudowa
mojego aparatu, tak ze musialem ja na sile odrywac. :-)
Obiektywy nie byly dluzsze niz 300mm. Wagi nie liczylem.

==================================================================
"Marcin "Radmar" Wasilewski" napisał:

Kolega pisze prawdę, prawda jest taka, że przy tym statywie... (ja mam
akurat Velbon CX640)to palcami to się można po tyłku podrapać ;)
Też tak miałem (metalowy pentacon 200/4) przy kadrze pionowym
zjechał...
tam gdzie go grawitacja cišgła, :) po powrocie do domu rozejrzałem się za
porzšdnym wkrętakiem (dużym), dokręciłem ?rubę do oporu i teraz aparat
przy kadrach pionowych ani drgnie.
Co prawda ma to tš wadę, że jak na plenerku kolega zechce skorzystać z
Twojego statywu, to tej płytki bez użycia narzędzi nie odkręci. Ale o
zmianę pozycji aparatu przy kadrach pionowych już się nie martwię :))

=================================================================

Marek Wyszomirski napisał:

A ja do dokrecania sruby mocujacej (wprawdzie nie w Velbonie a w taniutkim
statywie First Moonlight) uzywam pieciogroszowki - i dziala:-))) Moze i w
Velbonach sruba jest podobna?

=================================================================

BrunoJ:
Tak, sruba jest podobna, ale zle wyprofilowana. W efekcie, nie da sie jej
dobrze dokrecic moneta (choc lepiej niz reka).
Podobnie srubokretem. Jedyny sposob, jaki wykombinowalem to zwykle
kombinerki. Tyle ze takie kombinerki niestety rowniez lekko
niszcza srube, ktora jest z plastiku. Przy regulernym uzywaniu, mysle
ze sruba dlugo nie pozyje.
Noszenie plytki na stale nie wydaje sie rozwiazaniem, czasem trzeba sie
dokrecic do innego statywu, a i plytka nie jest mala i chuda...

Jak obiecalem, poexperymetowalem jeszcze i nawet odwazylem sie przykrecic
ile sil w rekach (i kombinerkach). Przez jakis czas sie trzymalo,
ale po szeregu ruchow glowica w roznych kierunkach, wsuwaniu
i wysuwaniu zooma (czyli rowniez jakims nacisku reka na obiektyw),
efekt opadania powtorzyl sie.
Udalo mi sie troche polepszyc trzymanie gdy zamocowalem plytke
dluzszym bokiem w osi obiektywu, ale wtedy mocno wystaje z tylu
i bardzo slabo sie robi z reki (trzeba otworzyc usta, wtedy plytka
wpasuje sie ;-))
W dalszym ciagu twierdze ze jest to cieniutko rozwiazane, a przeciez
caly czas pisze o lekkim plastikowym obiektywie. A sa rowniez
pozadne , metalowe...

A taki fajny statyw, naprawde szkoda....

pozdrawiam
Bruno

[uwaga moja]
Potestowalem rozne sposoby przykrecania plytki.
Przy baaardzo mocnym przykreceniu, graniczacym juz z niszczeniem
plastikowej sruby, udalo mi sie aparat utrzymac w zadanej pozycji.
Ale delikatny nawet nacisk i tak spowodowal, ze aparat zjechal
i sruby sie poluzowaly (jak wyzej pisalem)
Uznajmy wiec ze da sie to zrobic. Ale chyba kazdy widzi
ze to nie jest jakies super praktycznie rozwiazanie.
No i nie wiadomo, czy wlasnie przy tym JEDYNYM zdjeciu nagle sie nie spier...

[Uwaga moja 2]
Zycie czasem robi sobie z nas jaja, ot tak po prostu.
Wcale nie tak dlugo po pojawieniu sie tego watku na liscie,
trafila mi sie okazja taniego zakupu prawie nowego CX-444.
(dla tych co nie wiedza, nowy statyw na przelomie 02/03
kosztowal ok 140zl).
Zbieglo sie to w czasie z oddawaniem opisanego przeze mnie
statywu wlascicielowi, jak rowniez z moja desperacja,
zwiazana z uzytkowaniem mojego dotychczasowego badziewnika.
Tak wiec moje slowa:
> Nie kupuje, wystarczy mi jeden badziew.
nie sa juz prawda ;)
Co nie zmienia, ze dalej zbieram na porzadny statyw.
A wtedy prawda beda slowa, zamieszczone w innym miejscu tego FAQ:
"kto tanio kupuje - ten kupuje dwa razy".


pozdrawiam serdecznie zyczac trafnych wyborow
Bruno

 

Sprzęt:

 

Technika fotograficzna i porady: Fotografowanie w tłumie

 

From: Tomasz Holdowanski
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Mordazego impresje o fotografowaniu w tlumie...
Date: Tue, 04 Jun 2002 20:19:48 +0000

- Na koncercie gdzie wjazd jest za friko nie oczekuj kulturalnej
widowni.
- Powyzsze pozostaje aktualne nawet jesli to koncert muzyki organowej.
- Nawet na koncercie muzyki organowej znajdzie sie banda debili
tanczacych pogo.
- Banda debili tanczacych pogo zawsze, ale to absolutnie zawsze wywija
swoje holubce tuz przy miejscu, z ktorego sa najlepsze ujecia.
- Chocby bylo nie wiem jak cieplo, nie wkladaj na taka impreze
sandalow. To zdecydowanie zly pomysl, zwlaszcza jesli chcesz sie
dopchac do pierwszych rzedow.
- To samo dotyczy elastycznych adidasow.
- Porzadne trapery i grube skarpety uchronia cie przed uszkodzeniem
palcow i kosci srodstopia oraz zredukuja liczbe siniakow w okolicach
kostek - patrz: banda debili tanczacych pogo.
- Na otwartych koncertach i imprezach butelki po piwie wykazuja
nigdzie indziej nie obserwowana tendencje do pokonywania przestrzeni
po trajektorii parabolicznej. Wobec powyzszego styropianowy kask nie
jest tak glupim pomyslem, na jaki w pierwszej chwili wyglada.
- Nie idz na darmowy koncert w porzadnych ciuchach. Zajety robieniem
zdjec nie jestes w stanie stwierdzic, czy jakis znudzony baton nie
robi ci wlasnie petem rzedu dziurek na plecach twojej ulubionej
kurtki.
- Przed darmowym koncertem mozesz sobie odpuscic kapiel, dezodoranty i
swieze ciuchy - i tak niemal natychmiast ktos wyleje ci piwo za
kolnierz. Albo cie obrzyga.
- Im mniej rzeczy, o ktore musisz sie martwic, tym wiecej uwagi
bedziesz mogl poswiecic robieniu zdjec. I pilnowaniu sprzetu.
- Z powyzszego: zadnych portfeli, zadnych komorek, zadnych drogich
zegarkow - to chyba oczywiste.
- Jesli nie jestes zaraz przy barierce, raczej daruj sobie automatyke
lampy tylko wal z pelna moca. Czesto moze sie zdarzyc, ze swiatlo
odbite od glow ludzi przed toba zafalszuje pomiar i lampa
przedwczesnie wygasi blysk. Byc moze inaczej to wyglada w przypadku
lamp i aparatow z ttl flesza.
- Kiedy przeciskasz sie przez tlum, nie unos aparatu nad glowe.
Zamiast tego przycisnij go czule do piersi :-) Uwaga: torbe ze
sprzetem umiesc na brzuchu.
- A propos. Zabieranie klasycznej torby foto na darmowy koncert to
dopraszanie sie klopotow. Nie dlatego, ze zlodzieje, ale dlatego, ze
nie spelnia ona specyficznych wymagan fotografowania w tlumie. Jesli
juz musisz wziac cos na sprzet, polecam mala torbe - lodowke ze
styropianowym wkladem. Musi byc ona dosc gleboka, a jednoczesnie
stosunkowo waska - w ten sposob zmniejszysz ryzyko, ze ci sie z niej
cos wyturla. To procentuje przy zmianie obiektywow. Nos ja nietypowo -
z przodu, z paskiem przerzuconym przez ramie i plecy tak, zeby wieczko
znajdowalo sie nieco ponizej mostka. Ma to taka zalete, ze torba
zawsze zapewni ci nieco przestrzeni na manewrowanie aparatem i zmiane
szkiel, a gdy bedziesz sie przeciskal przez tlum, po prostu uloz
aparat na wieku torby i przycisnij do piersi - w tej pozycji jest
dosyc bezpieczny.
- Nie bierz na koncert swojego najlepszego sprzetu. Dotyczy to
zwlaszcza obiektywow. Dobrze miec w szufladzie starego kitowego zooma
specjalnie na takie okazje - fotki robione w tlumie maja to do siebie,
ze ich jakosc jest raczej zupelnie niezalezna od jakosci optyki
(czytaj - wszystkie sa takie sobie :-)))), a wypadki sie zdarzaja.
Mozesz na przyklad wyjsc z tlumu z aparatem i sterczaca z niego
polowka zooma :-))))
- Przed wyjsciem na koncert sprawdz, czy RZECZYWISCIE wsadziles
zapasowa rolke filmu do torby. Stek moich przeklenstw zagluszyl na
chwile wszystko inne. Na szczescie do domu mialem 5 minut spacerkiem,
ale 3 x tyle zajelo mi dopchanie sie na swoje poprzednie miejsce przy
scenie.
- Miejsce przy scenie gwarantuje najlepsza widocznosc, ale takze
najwieksze natezenie dzwieku, co pozniej owocuje dzwonieniem w uszach,
pierwszorzednym bolem glowy i parszywa opinia o miejscowym akustyku.
Wkladki dzwiekochlonne to wspanialy wynalazek.
- Przed zrobieniem zdjecia upewnij sie, czy jakis zlosliwy gnojek nie
czai sie, zeby w ostatniej chwili wepchnac ci lape w kadr albo
potracic cie. Rok temu jeden taki zepsul mi prawie polowe filmu i nie
reagowal na upomnienia, tylko sie szczerzyl. Zupelnie niechcacy
nabilem mu guza kantem korpusu.
- Fotografowanie w tlumie to nie jest sesja zdjeciowa. To jest wojna.
A na wojnie sprzet musi byc toporny, odporny i jak najprostszy, zeby
nie mialo sie w nim co zepsuc. Stare metalowe manuale lacza w sobie
wystarczajace mozliwosci zdjeciowe z niezla wartoscia bojowa.
- Aparat, lampa i dwa zoomy to nieprzekraczalne maksimum tego, co
powinienes ze soba miec. Zadnych staloogniskowych szkiel, tylko dwa
zoomy i mocna lampa do nich. Jesli nie planujesz robic zdjec bandzie
debili tanczacych pogo, mozesz nie brac krotkiego zooma, chociaz moze
sie okazac, ze wlasnie wtedy wydarzenia na widowni beda duzo ciekawsze
od samego koncertu :-) Lepszy wiec bylby megazoom, ale przecietne
28-200 wciaz sa za drogie.
- To, ze koncert odbywa sie wieczorem, nie znaczy wcale, ze nie musisz
uzywac oslony przeciwslonecznej. Wrecz przeciwnie, jet ona wtedy
potrzebna jak nigdy.
- Kamizelka foto i plecak foto to dwie rzeczy, ktorych nie powinienes
miec na grzbiecie podczas robienia zdjec w tlumie.

Pozdrawiam,
Mordazy.

 

 

Technika fotograficzna i porady: Poruszenie przy różnych ogniskowych

 



Zebrał: Jacek Welz

Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2002-03-06 03:24:23 PST

Autor:JKK (kora+icmax.com.pl)
Temat:teleobiektyw: ogniskowa/czas


Mam proste pytanie.
Czy wybor maksymalnego czasu naswietlania (tak aby zdjecie nie bylo
poruszone) zalezy od maksymalnej ogniskowej danego obiektywu czy od
faktycznie ustawionej?

------------------------------------------
Autor:eMeL (badbatz99+hotmail.com)

Wbrew pozorom, wybor maksymalnego czasu naswietlania powinien zalezec od
*fizycznej* dlugosci danego obiektywu (i - oczywiscie - Twoich kryteriow
ostrosci.) Niektore modele Nikonow, Pentaxow, etc. maja w wizjerze
"ostrzezenie" przed poruszeniem dla danej ogniskowej, ale to jest raczej
taka sobie pomoc, albowiem zaklada ze nastwiona ogniskowa jest w jakis
sposob polaczona z fizyczna dlugoscia obiektywu, co jest prawda tylko w
przypadku obiektywow staloogniskowych. W duzej ilosci zoomow wymiary
obiektywu zmieniaja sie *stosunkowo* nieznacznie przy roznych ogniskowych,
tak wiec np. obudowa obiektywu 28-300 bedzie miala dlugosc ok 200-300 mm
nawet przy ogniskowej 28 mm, i nawet przy tej ogniskowej aparat bedzie
wymagal czasu - powiedzmy - co najmniej 1/200s aby zdjecie bylo nie
poruszone.

Taka stara zasada "ogniskowa obiektywu jako mianownik czasu naswietlania"
powstala baaardzo dawno i odnosila sie do stosunkowo malych i lekkich
obiektywow staloogniskowych do aparatow nielustrzanych (gdzie - np. w
formacie 24x36 mm - obiektyw 135 to "dluga rura") no i jak wiadomo
dalmierzowce nie maja klapiacego lustra. Poza tym, kryteria ostrosci byly
wtedy inne, bo wiekszosc amatorskich zdjec byla albo kopiowana stykowo (np.
6x9 cm) albo minimalnie powiekszana.

Generalnie, czasy dluzsze niz 1/125 s "z reki" prowadza do poruszonych
zdjec.

-----------------------------------------------
Autor:Adam Szlachta (szladamNOSPAM@poczta.onet.pl)

"eMeL" wrote in message
[...]
> nawet przy ogniskowej 28 mm, i nawet przy tej ogniskowej aparat bedzie
> wymagal czasu - powiedzmy - co najmniej 1/200s aby zdjecie bylo nie
> poruszone.

Przepraszam, ale na prawde ciezko sie z tym zgodzic.
Przeciez wystarczy spojrzec w wizjer przy ogniskowej
28 i ogniskowej 105 (np. w moim zoomie) i w tym drugim
przypadku "trzesie" znacznie bardziej. Jezeli chodzi
o "klapniecie lustrem" to tez mam wrazenie, ze wstrzasy
"z reki" sa znacznie wieksze, a lustro dobrze wytlumione
i nie ma znaczacego udzialu w poruszeniu zdjecia.

------------------------------------------------
Autor:eMeL (badbatz99+hotmail.com)

> Przepraszam, ale na prawde ciezko sie z tym zgodzic.
> Przeciez wystarczy spojrzec w wizjer przy ogniskowej
> 28 i ogniskowej 105 (np. w moim zoomie) i w tym drugim
> przypadku "trzesie" znacznie bardziej.

Taaak... Bo tego nie zauwazasz ...Oko ludzkie, wespol z naszym mozgiem,
szybcutko staraja sie kompensowac male anomalie, ale nie sa w stanie
kompensowac duzych...

Wykonaj maly eksperyment:
Nastaw zooma na 105 mm i zapamietaj skale odwzorowania obiektu (np. glowa
modela wypelnia cala klatke.) Nastepnie nastaw 28 mm i zbliz sie do obiektu
aby skala odwzorowania byla taka sama jak przy ogniskowej 105 mm (czyli aby
glowa owego modela znow wypelniala cala klatke.) Porownaj jak sie
"trzesie..."

Raczki tak samo Ci sie trzesa, bo fizyczna dlugosc "rury" przy 28 mm i 105
mm zmnienila sie bardzo nieznacznie, ale na skutek mniejszej skali
odwzorowania Twoje oke szybciutko kompensuje drgania przy ogniskowej 28 mm w
porownaniu do 105 mm. Zachowaj te sama skale odwzorowania i szybciutko
zauwazysz brak roznic w "trzesienu"...


> Jezeli chodzi
> o "klapniecie lustrem" to tez mam wrazenie, ze wstrzasy
> "z reki" sa znacznie wieksze, a lustro dobrze wytlumione
> i nie ma znaczacego udzialu w poruszeniu zdjecia.

Eksperyment numer 2...
Wez jedna lustrzanke jednoobiektywowa z podnoszeniem lustra - moze byc Nikon
F5 - to chyba niezla lustrzanka, co? Zamontuj ja na statywie przed gazeta
wiszaca na scianie. Poczekaj az statyw przestanie drgac. Bez podniszenia
lustra zrob zdjecie - powiedzmy - na 1/8s, najlepiej na slajdzie, uzywajac
wezyka spustowego. Po czym podnies lustro, poczekaj chwile i wykonaj
nastepne zdjecie z tyem samym czasem naswietlania. Wywolaj, poloz na
stoliku podswietlnaym i *obiektywnie* porownaj uzywajac dobrej lupy 4-10x.

----------------------------------------------
Autor:Adam Szlachta (szladamNOSPAM@poczta.onet.pl)

> "eMeL" wrote in message ...
> Wykonaj maly eksperyment:
> Nastaw zooma na 105 mm i zapamietaj skale odwzorowania obiektu (np. glowa
> modela wypelnia cala klatke.) Nastepnie nastaw 28 mm i zbliz sie do obiektu
> aby skala odwzorowania byla taka sama jak przy ogniskowej 105 mm (czyli aby
> glowa owego modela znow wypelniala cala klatke.) Porownaj jak sie
> "trzesie..."

Wlasnie wykonalem. Niestety przy 105 moj obiektyw jest duzo dluzszy,
ale "trzeslo" niewiele mniej... Masz chyba racje.

--------------------------------------
Autor:eMeL (badbatz99@hotmail.com)

> Adam Szlachta wrote in message
> Tym razem nie zrozumiales mnie. Nie chodzilo mi o zdjecia przy
> czasie rzedu 1/8s ze statywu, tylko zdjecia przy normalnych czasach
> ok. 1/60 z reki. Stwierdzilem ze wplyw drgan z samej reki wydaje mi sie
> bardziej znaczacy niz wplyw drgan lustra na aparat (lub rece;).


To byla ilustracja generalnej zasady...
Ruch lustra (przed wyzwoleniem migawki) i ruch samej migawki (obydwa sa
amortyzowqane, wytlumione, etc.) wprowadza dodatkowe drgania. Czy efekty
tych drgan sa zauwazalne w *normalnych* warunkach (*praktycznie*), to jest
zupelnie inna sprawa, ale IMO to wszystko razem - a przede wszystkim zyt
dlugie czasy "z reki" - wplywa na duz ilosc "miekkich" zdjec zrobionych ze
stosunkowo niezla optyka.

W studio w ktorym kiedys pracowalem, po przygotowaniu planu, ustawieniu
poklonow aparatu, naswietlania, zalozeniu kasety, wyciagnieciu zaslepiki,
etc., obowiazywala 60 sekundowa pauza - nawet oddychanie bylo zabronione -
aby "wygasic" wszystkie drgania. No i sam aparat nie stal na statywie tylko
na 650 funtowym (+- 300kg) stojaku. Ale zdjecia byly ostre jak zyleta!

-------------------------------------
Autor:eMeL (badbatz99+hotmail.com)

> Maciej Ostaszewski wrote in message
>
> Znaczy sie, robie zdjecie takimi samymi aparatami ale w roznych formatach
> (troche nierealne, ale powiedzmy, ze mozliwe leica m6 i Mamiya 7). Robimy
> przy tych samych parametrach zdjecia ogniskowymi standardowymi i
> powiekszamy je do tych samych rozmiarow. Ktore bedzie bardziej
,,poruszone''?.


Jesli *wszystkie* inne parametry sa identyczne, to ostrosc zalezy od
krotnosci powiekszenia. Aby uzyskac odbitke 18x24 cm nalezy powiekszyc
negatyw 24x36 mm liniowo ok. 6-7 krotnie, a negatyw 6x7 cm (Mamiya) tylko
ok. 3 krotnie. Sprawa prosta. Ale... Jesli bedziesz chcal miec te sama
skale powiekszenia na negatywie z zachowaniem takiego samego dystansu od
obiektu fotografowanego dla obydwu aparatow, to - jesli aparat 24x36 mm
uzwa ob. 100 mm - w aparacie 6x7 bedziesz musial uzyc obiektywu ok. 180 mm,
ktory jest latwiej poruszyc...W praktyce mozna zaabserwowac takze roznice w
trzymaniu aparatow roznych rozmiarow, wagi, ksztaltow, rodzajow migawek,
etc., ktore wplywaja na "pewnosc" fotografii "z reki."

-------------------------------------------------
Autor:Leszek G (oxcartsevenone+tenbit.pl)

Wszystko racja, tylko troche jest to wszysko zagmatwane.
Biorac do reki np zuma, dajmy na to 60-300 (widzialem kiedys taka Tokine
wpieta w Nikona FE), wtedy przy krotkim koncu patrzac na matowke wszystkie
drgania beda mniej widoczne niz przy dlugim koncu ogniskowych (dlugosc, masa
szkla pozostaje wszak niezmienna). Prosty wniosek - przy malych ogniskowych
drgania reki/lustra/migawki/ sa mniej widoczne i dokuczliwe, z tego wzgledu,
ze ogladany obrazek jest znacznie zmniejszony w stosunku do tego, ktory
widac przy dlugiej ogniskowej.
Poza tym latwiej jest trafic w stodole (szeroki kat) niz we wrobla na
slupie 200m od stanowiska (tele), mimo, ze drgania reki/lustra/migawki
pozostaja te same.


======================================================
[ inna odpowiedz do stwierdzenia eMeLa ]

Autor:Sebastian Kaliszewski (Sebastian.Kaliszewski+softax_com.pl)

Wymyslasz!!!
Co za roznica czy obiektyw ma 28 czy 280mm (w rozsadnych granicach) -- na
poruszenie ma wplyw glownie ruch OBROTOWY a nie LINIOWY -- dopoki nie
fotografujesz macro -- wtedy moge sie zgodzic. Ruch katowy bedzie przy
dobrze trzymanym aparacie taki sam albo mniejszy.

-------------------------------------------------------
Autor:eMeL (badbatz99+hotmail.com)

Prosty - uczciwie wykonany - eksperyment opisany pare postow wyzej obala
Twoja teze. Ale dla mnie to mozesz sobie zyc w krainie uludy i pstrykac
nieostre knoty ad mortum usranum.

-------------------------------------------------------
Autor:Sebastian Kaliszewski (Sebastian.Kaliszewski+softax_com.pl)

Nie prawda.

Dokladniej: nie, dopoki nie robisz mocnych zblizen (odleglosc rzedu kilku
dlugosci mechanicznych albo dlugosci ogniskowych szkla -- wybierajac to, co
wieksze). To ma bardzo malo wspolnego z dlugoscia rury dopoki odleglosc od
celu nie jest zblizona do owej rury dlugosci. Jesli jest dalej to decydujace
znaczenie ma wlasnie ruch obrotowy (wokol osi poprzecznej). Ruch ten przy
prawidlowym trzymaniu aparatu (jak kto trzyma za 320g korpus z rura wazaca
2kg to jego problem) nie rosnie wraz z dlugoscia rury. Czy calosc ma 10 czy
40cm to ruchy obrotowe beda powiedzmy zblizone. Niech to bedzie, dajmy na to
1.5 stopnia/sek. Czyli w ciagu 1/30s poruszy sie o 1/20 stopnia. Przy polu
widzenia 30 stopni (mniej wiecej standard dla fotografowania w pionie)
oznacza to poruszenie o 1/600 kadru (czyli da ostre powiekszenie
mniej-wiecej 3 krotne). Dla pola widzenia 10 stopni jest to juz 1/200 kadru
(czyli tylko styk bedzie ostry). Przy polu widzenia 60stopni poruszeni spada
do 1/1200 kadru (co da ostre 6x powiekszenie). I tyle. Reszta to bajki.

> Ale dla mnie to mozesz sobie zyc w krainie uludy i pstrykac
> nieostre knoty ad mortum usranum.

A ty mozesz sobie wymyslac nowe prawa fizyki... mozesz nawet zostawiac w
nocy obiate dla duchow opekunczych twoich aparatow, jesli uwazasz ze to
pozwoli ci robic ostrzejsze zdjecia.

Zreszta powiedz te swoje bajki i zaproponuj eksperymenty Canonowi i
Nikonowi -- zgodnie z twoja teoria IS/VR nie dziala.

--------------------------------------------------
Autor:eMeL (badbatz99+hotmail.com)
Chyba nie przeczytales mojej oryginalnej odpowiedzi. Oto ona:

<<<
Wykonaj maly eksperyment:
Nastaw zooma na 105 mm i zapamietaj skale odwzorowania obiektu (np. glowa
modela wypelnia cala klatke.) Nastepnie nastaw 28 mm i zbliz sie do obiektu
aby skala odwzorowania byla taka sama jak przy ogniskowej 105 mm (czyli aby
glowa owego modela znow wypelniala cala klatke.) Porownaj jak sie
"trzesie..."
>>>

Przypominam ze testujemy zoom, ktory (pomijajac detale) ma mniej-wiecej te
sama dlugosc rury przy 28 mm i 105 mm. Cala zabawa w takich testach lezy w
*nie zmienianiu* pola widzenia przy zmianie ogniskowej w zoomie. Jesli
zmienisz pole widzenia (tzn. skala odwzorowania przedmiotu bedzie inna przy
- powiedzmy 105mm i 28 mm) to nieostrosc negatywu na skutek poruszenia przy
krotszej ogniskowej bedzie po prostu widoczna golym okeim przy odpowiednio
wiekszej skali powiekszenia (jak to slusznie zauwazyles...) Tylko ze to nie
o to chodzi.

--------------------------------------------------------------
Autor:Sebastian Kaliszewski (Sebastian.Kaliszewski+softax_com.pl)

Przeczytałem dokładnie.

Wykonałem. Wynik nie jest zgodny z tym co podałeś. Jest za to zgodny z tym
co ja twierdzę.

Oczywiście trzęsie się w obu wypadkach, tyle że na 4x krótrzej ogniskowej
wyraźnie mniej (układ szkło+korpus nie stał się 4x krótszy). O ile -- tego
sie nie da dokładnie stwierdzić -- ludzki system widzenia wiele zakłuceń,
jeśli przekroczą pewien poziom, odbiera po prostu jako zakłucenia natomiast
ma kłopoty z określeniem ich siły.

>
> Przypominam ze testujemy zoom, ktory (pomijajac detale) ma mniej-wiecej te
> sama dlugosc rury przy 28 mm i 105 mm. Cala zabawa w takich testach lezy w
> *nie zmienianiu* pola widzenia przy zmianie ogniskowej w zoomie.

Ale zmieni się rozwartość stożka widzenia. I poruszenie spadnie.

> Jesli
> zmienisz pole widzenia (tzn. skala odwzorowania przedmiotu bedzie inna przy
> - powiedzmy 105mm i 28 mm) to nieostrosc negatywu na skutek poruszenia przy
> krotszej ogniskowej bedzie po prostu widoczna golym okeim przy odpowiednio
> wiekszej skali powiekszenia (jak to slusznie zauwazyles...)

Przy małych odległościach od obiektu istotne są nie tylko drobne zmiany kąta
widzenia ale i zmiany punktu widzenia.
Przy większych odległościach zmiana punku widzenia nie ma znaczenia.
Dla skali 1:1 przesunięcie punktu widzenia o 0.1mm oznacza przesunięcie
obrazu na kliszy o 0.1mm i jest przykre o ile nie robi się w formacie
8x13cali i z tego styku. Dla skali 1:10 można zejść z formatem do małego
obrazka. Po prostu znaczenie ruchów obrotowych jest stałe i nie zależne od
skali odwzorownia, natomiast znaczenie ruchów liniowych (w płaszczyżnie
prostopadłej do osi optycznej obiektywu) jest wprost propporconalne do skali
odwzorowania. Przy macro dochodzi jeszcze problem poruszenia przód-tył. Dla
tego do macro statyw jest konieczny i żadwen IS nie pomoże.

W sytuacji jaką opisujesz, czyli gdy szklo np. 30mm ma na prawdę 150mm
dodatkowo część ruchów obrotowych jest przenoszona na zmianę punktu widzenia
na skutek znacznej odległości punktów głównych przedmiotowego i obrazowego
(w takim wypadku zapewne ok 100mm). Ale to jest mało istotne (patrz nizej).

Dokładniej:

Niech aparat ze szklem ma 20cm dlugosci. Odleglosc miedzy glownymi punktami
to 15cm -- przy polu widzenia w pionie 60st i 0 cm przy polu widzenia w
pionie 10st. Ruch reki to juz podane 1.5stopnia na sekunde -- obrotowy i
1cm/s -- liniowy (to sa mniej-wiecej realne dane).

Robimy zdjecie z odleglosci metra szerokim (60st w pionie) katem i z 6m
waskim (10st w pionie) katem.

Jest wiec skala odwzorowania tak mniej-wiecej 1:40 (ot portret dwu osob od
pasa). Przy czasie 1/90s poruszenie wynikajace ze zmiany kata widzenia to
1/3600 kadru dla szerokiego i 1/600 dla waskiego kata. Teraz dodajmy
poruszenie liniowe 1/9 mm razy skala odwzorowania 1/40 to 1/360mm na kliszy
czyli mniej niz 1/8000 kadru (calkowicie pomijalne). Teraz dla szerokiego
kata nalezy jeszcze doliczyc efekt zwiekszonej zmiany punktu widzeniana na
skutek rozstawienia punktów glownych obrazowego i przedmiotowego. Obroty 1.5
stopnia na sekunde na dlugosci 15cm zamieniaja sie w ~0.37cm/s. Czyli
dodatkowo 1/24000 kadru -- mozna o tym zapomniec, zadne szklo tego nie
przeniesie! ÂŁącznie w wyniku przesuniecia liniowego poruszenie dla
szerokiego kata bedzie o ok 1/6000 kadru. Laczne poruszenia to 1/2250 kadru
dla szerokiego kata i ~1/560 dla waskiego.

Dla skali 1:20 poruszenie obrotowe zostanie jak było natomiast liniowe
wzrosnie 2 razy. Czyli wzrosnie do 1/3000 kadru dajac lacznie poruszenie
~1/1600 kadru (powiększenia 8x OK) i ~1/520 kadru dla waskiego (powiekszenie
do 2.5x -- kiepsko).

Dla waskiego kata (6 razy weziej), aby uzyskac taka sama ostrosc jak dla
szerokiego czas trzeba skrocic ~4 razy dla skali 1:40 i ok ~3 razy dla skali
1:20. Tyle ze to 1:20 przy szerokim kacie to juz jest ok 0.5 metra od
obiektywu! (Jak czesto robi sie zdjecia szklem 24mm z odleglosci 0.5m?).
Nigdzie nie widac tu zrowniania czasow!

Dopiero dla skali 1:4 potrzebne czasy sie zrownuja (a gdyby roznicy
plaszczyzn glownych nie bylo czyli zamiast zooooma bylo normalne szklo to to
zrownaie nastapilo by przy 1:3.

Co istotne nadbierna o 15cm dlugosc szkla w stosunku do ogniskowej zwieksza
efekt przesuniecia liniowego tylko o ok 3/8. Zeby ten efekt zostal
zwiekszony 2x to potrzeba by odleglosci miedzy punktami glownymi obiektywu
rzedu 40cm! Nawet zdziczale szkla typu EF 35-350L tyle nie maja (raczej
blizej 20cm).


Wynikaja z tego dwie rzeczy: dla normalnych zdjec zasada stosowania
proporcjonalnosci odwrotnosci ogniskowej i czasu dla uzyskania
nieporuszonych zdjec dziala bardzo dobrze. Dla zblizen, rzedu 1:4 i makro
juz nie. Czyli to co mowilem

-------------------------------------------------------------
Autor:eMeL (badbatz99+hotmail.com)

> ... Wynikaja z tego dwie rzeczy: dla normalnych zdjec zasada stosowania
> proporcjonalnosci odwrotnosci ogniskowej i czasu dla uzyskania
> nieporuszonych zdjec dziala bardzo dobrze. Dla zblizen, rzedu 1:4 i makro
> juz nie. Czyli to co mowilem
>

Dla mnie, praktyczne implikacje - w "normalnej" fotografii, nie macro - sa
nastepujace:
- Uzywanie czasow ponizej 1/125s z zoomem (bez lampy) prowadzi do zdjec
ktore sa mniej ostre niz przy krotszych czasach (lub ze statywu) bez wzgledu
na ogniskowa. Mnostwo fotografujacych popelnia ten blad z zalosnymi
efektami.
- Uzycie obiektywu szerokokatnego o stalej ogniskowej (np. 28 mm) pozwoli na
uzyskanie analogicznej ostrosci przy uzyciu dluzszych czasow naswietlania
niz uzycie zooma o tej samej ogniskowej
- zasade proporcjonalnosci odwrotnosci ogniskowej i czasu nalezy traktowac
z przymruzeniem oka, bo powstala ona w dobie zupelnie innej sytuacji
sprzetowej, etc., np. obecnie, 1/400 sekundy to czas zbyt dlugi aby uzyskac
ostre zdjecie obiektywem 400 mm. Tak samo 1/12 sekundy przy obiektywie 12
mm :-)

---------------------------------------------------------------
Autor:Stanislaw B.A. Stawowy (watteau+box43.gnet.pl)

>- zasade proporcjonalnosci odwrotnosci ogniskowej i czasu nalezy
>traktowac z przymruzeniem oka, bo powstala ona w dobie zupelnie innej
>sytuacji sprzetowej, etc.,

Przede wszystkim filmy byly inne... Tri-X, kiedys rewelacja, ma
rozdzielczosc rzedu 50 lpmm.. Optyka tak bardzo sie nie zmienila
przeciez :))

===================================================================
[ i jeszcze raz do pierwszej wypowiedzi eMeLa ]

Autor:kumkum34+poczta.onet.pl (kumkum34+poczta.onet.pl)

> Generalnie, czasy dluzsze niz 1/125 s "z reki" prowadza do poruszonych
> zdjec.
>
90% moich zdjęć to czasy dłuższe..
24mm bardzo często robię na 1/15 z doskonałym efektem.
Tak więc nie przesadzałbym - dla ogniskowych <50mm to aż za duży margines
bezpieczenstwa.

------------------------------------------
Autor:Adam Szlachta (szladamNOSPAM@poczta.onet.pl)

w powiekszeniach tez?

------------------------------------------
Autor:kumkum34+poczta.onet.pl (kumkum34+poczta.onet.pl)

owszem - choc nie powiekszalem bardziej niz 20/30.

---------------------------------------------
Autor:eMeL (badbatz99+hotmail.com)

Zrob na 1/30 z reki, na 1/30 ze statywu. Porownaj negatywy/slajdy
(uczciwie...) pod 4 -10x lupa.
Chociaz moze masz niezwykle pewna reke
;-)

----------------------------------------------
Autor:kumkum34+poczta.onet.pl (kumkum34+poczta.onet.pl)

Statywu sie nie dorobilem :) slajdow zas nie uzywam
Prawde mowiac raczej watpie by przy powiekszeniu np. 20/30 o ile subiektywnie
odbieram to jako ostre, patrzac przez lupe byloby ostrzejsze. Ale kiedys z
ciekawosci sprobuje.
Moim zdaniem sporo zalezy tez od aparatu - i to nie tylko od wagi. Mimo ze moj
aparat i kumpla wazy +/- tyle samo (ok.900g) jego nie jestem w stanie zrobic z
reki na takim czasie jak moim.

==============================================

 

Technika fotograficzna i porady: Krótki przewodnik po fotografii ulicznej

 

Mason Resnick - Krótki przewodnik po fotografii ulicznej

Przetłumaczone za zgodą autora (specjanie dla prf FAQ) z:
http://www.photogs.com/bwworld/ramble798.html
Tłumaczenie: Magdalena Wajda-Kacmajor


Tak naprawdę, powinniśmy nazywać ją fotografią "chodnikową", ponieważ większość
zdjęć z tego gatunku powstaje na chodniku lub w jego pobliżu. Jestem fotografem
ulicznym od roku 1977. W tym właśnie roku miałem przyjemność uczestniczyć w
intensywnych, dwutygodniowych warsztatach z Garrym Winograndem. Większość
spośród dziesiątek tysięcy zdjęć "ulicznych", jakie zrobiłem w życiu, powstała
na podłożu betonowym, nie zaś na asfalcie. Fotografią uliczną - przynajmniej
moim zdaniem - byłyby zdjęcia robione z samochodów.

Kiedy pracowałem jako redaktor B&W World, wielu ludzi pytało mnie, w jaki sposób
można zostać fotografem ulicznym i odnosić sukcesy w tej dziedzinie. Określenie
"odnoszący sukcesy fotograf uliczny" to zestawienie dwóch sprzecznych elementów.
Przypuszczam zatem, że ludzie ci zastanowili się już nad etyczną stroną
zagadnienia (czy to niegrzeczne, robić zdjęcie komuś całkowicie nieznajomemu? A
może wręcz kradnie się mu duszę?). Zadając pytanie, chcą po prostu poznać
strategię robienia zdjęć ulicznych (czy chodnikowych), oraz omówić inne problemy
techniczne. Nie byłoby ładnie z mojej strony, gdybym chciał odmówić im tych
istotnych informacji.

Oto kilka prostych czynności, jakie możesz wykonać, by przygotować się do
idyllicznego życia fotografa ulicznego:

1. Wędruj bez celu po ulicy, wskazując palcem na osoby oddalone od ciebie o
jakiś metr czy dwa, i naśladuj dźwięk migawki. Mogą patrzeć na ciebie jak na
wariata, pytać "czemu wytyka mnie pan palcem?", albo wygłaszać niegrzeczne
komentarze. Uśmiechaj się w odpowiedzi, patrz nad ich ramieniem, jakbyś
wskazywał na coś zupełnie innego, lub po prostu zupełnie nie zwracaj na nich
uwagi. Kiedy czynności te będą wydawały ci się tak naturalne, że będziesz
wykonywał je odruchowo, nie zwracając uwagi na reakcje innych osób, nadejdzie
czas by zamienić palec wskazujący na aparat.

2. Idź do banku. Podejmij z konta 50 dolarów, w jednodolarowych banknotach. Idź
ulicą i rzucaj za siebie po jednym banknocie. Jeżeli to nie będzie ci
przeszkadzało ani niepokoiło cię, jesteś gotów by kupować, używać i wywoływać
wielkie ilości filmów.

3. Stań na chodniku w porze lunchu , uśmiechając się do wszystkich przechodniów,
a jednocześnie bacznie ich obserwując. Kiedy już uznasz tę czynność za
naturalną, będziesz gotów by poświęcić swoją przerwę obiadową na robienie zdjęć
(ostatecznie, to w porze lunchu na ulicach dzieją się najciekawsze rzeczy).

4. Zrezygnuj z pracy na przedmieściu i postaraj się o posadę w centrum. Kto
robi dobre zdjęcia uliczne na przedmieściach?

5. Wytnij z gazety zdjęcie Leiki serii M. Powieś je na widocznym miejscu. Ślin
się na jego widok codziennie, przez kilka miesięcy. Następnie zdobądź pieniądze
i kup sobie taki aparat.

6. Wyjmij z lodówki całe jedzenie, jakie w niej trzymasz. Na jego miejsce włóż
zapas Tri-X albo HP 5+. Wyjmuj dziesięć rolek dziennie, i zużywaj je wszystkie.
(Zjedz jedzenie, zanim się zaśmierdnie).

7. Wypisz sobie trzy praktyczne powody, dla których chcesz być fotografem
ulicznym. Jeżeli nie uda ci się przebrnąć dalej niż powód # 1, daj sobie spokój
- po prostu idź robić zdjęcia. Być może w ten sposób do niczego się nie
przygotujesz, ale przynajmniej zrozumiesz, że kreatywność jest nieracjonalna.

8. Kup sobie kilka książek: "Decydujący moment" (The Decisive Moment) Henri
Cartier-Bressona (jeżeli uda ci się ją gdziekolwiek znaleźć - powodzenia!),
"Amerykanie" (The Americans) Roberta Franka, "Wytwory z prawdziwego świata"
(Figments from the Real World) Garry Winogranda i "Osobiste Ujęcia" (Personal
Exposures) Elliotta Erwitta. Oglądaj zdjęcia tak często, aż książki rozpadną
się. Zanieś je do ponownej oprawy. Nadal oglądaj zdjęcia.

9. Kiedy ktoś zapyta, jakie byłyby twoje wymarzone wakacje, odpowiedz "samotnie
spędzony tydzień w ciemni" - i wierz we własne słowa.

10. Nieustannie zadawaj sobie to pytanie: "Jak to, na co właśnie patrzę, będzie
wyglądało ujęte w kadr, nieruchome, dwuwymiarowe i czarno-białe?" Jeżeli
poszukując odpowiedzi poczujesz, że twoje serce bije szybciej, zaschło ci w
gardle i robi ci się słabo - to właśnie się zakochałeś. Nie walcz z tym
uczuciem. Wyciągnij swoją Leicę M, za którą wciąż spłacasz raty, i zacznij robić
zdjęcia.

Reakcje czytelników:

Kiedy przeczytałem zajawkę "Wreszcie! Długo oczekiwany przewodnik Resnicka po
fotografii ulicznej!", podskoczyłem z radości. Spośród wszystkich gatunków
fotografii, ta właśnie najbardziej mnie fascynuje. Naprawdę cieszyłem się na
myśl, że przeczytam głęboki i przemyślany artykuł, w którym znajdę wskazówki,
omówienie najczęstszych błędów i być może kilka porad dla zupełnych nowicjuszy.
Tymczasem znalazłem tę niby-zabawną bzdurkę, która jest całkowicie bezużyteczna
- może poza tytułami książek, które warto przeczytać (ale to nie jest prawdziwa
porada).

Może teraz wyświadczycie przysługę czytelnikom i opublikujecie to, co
reklamowaliście: prawdziwą wersję.

Mason Resnick odpowiada: przykro mi, że mój przewodnik po fotografii ulicznej
nie spełnił pana oczekiwań Gdyby jednak studiował pan kiedyś pod kierunkiem
prawdziwego fotografa ulicznego, wiedziałby pan, że ciężko jest uzyskać od nich
prostą wypowiedź o tym, co robią.

Po prostu dostosowałem się do długoletniej tradycji udzielania mętnych
odpowiedzi.

A na poważnie, moim skromnym zdaniem jedynym sposobem na nauczenie się
fotografii ulicznej jest obserwowanie przy pracy takiego mistrza jak Elliott
Erwitt czy Lee Friedlander - przyglądanie się, jak robią zdjęcia, by
bezpośrednio poznać ich technikę. Trzeba oglądać wiele dobrych zdjęć, i
nieustannie robić własne. To jest właśnie prawdziwa wersja. Raczej trudno
napisać o niej artykuł (chociaż jestem pewien, że pewni krytycy, którzy nie
robią zdjęć, wymyśliliby sposób).

 

Technika fotograficzna i porady: Skalowanie

 

From: Janko Muzykant
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: O przeskalowywaniu zdjec
Date: Sun, 17 Dec 2006 11:09:38 +0100

Pozwalam sobie zamieścić tekścik o przeskalowywaniu zdjęć mojej skromnej
osoby metodą, który obiecałem kiedyś popełnić, może się komuś przyda.

1. Cel.

Poniżej znajduje się opis metody pomniejszania bitmap (w szczególności
zdjęć na cele prezentacji w internecie. Opis ten powstał, ponieważ autor
nie znalazł gotowej procedury dającej zadowalające doznania estetyczne
przy użyciu monitorów lcd o rozdzielczości niższej, niż 200dpi. Algorytm
poniższy jest wynikiem przemyśleń oraz długich testów. Procedura
dostarcza dwa pliki, jeden o wymiarach nieprzekraczających 968x596px, co
jest optymalnym wymiarem dla przeglądarek internetowych pracujących w
rozdzielczości 1024x768px oraz drugi, o wymiarach nieprzekraczających
160x160px, będący miniaturą pierwszego. Oczywiście dokładne wymiary
można zmodyfikować do swoich potrzeb kierując się wskazówkami tu zawartymi.

2. Wymagania.

Do przeprowadzenia konwersji potrzebny będzie:
Pakiet IrfanView, do ściągnięcia z: www.irfanview.com (użyto wersji 3.97)
Program do obróbki bitmap z funkcją Unsharp Mask (Photoshop, Gimp itp)

3. Przygotowania.

3.1. Tworzymy gdzieś folder o nazwie RESIZE
3.2. Do folderu RESIZE kopiujemy plik I_VIEW32.EXE
3.3. W folderze RESIZE tworzymy folder PLUGINS
3.4. Do folderu PLUGINS kopiujemy plik EFFECTS.DLL
3.5. W folderze RESIZE tworzymy plik I_VIEW32.INI o następującej treści:

[Others]
ResampleFilter=4
[JPEG]
Save Quality=85
Save Progressive=1
Save Grayscale=0
NoSampling=0
KeepExif=0
KeepCom=0
KeepIptc=0

3.6. W folderze RESIZE tworzymy plik RESIZE1.bat o następującej treści:

rd ready /s /q
del temp.bmp /q
md ready
i_view32.exe 1.jpg /resample=(5476,3371) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(3872,2384) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(2738,1686) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(1936,1192) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(1369,843) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(968,596) /aspectratio /convert=ready\1.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(612,426) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(306,213) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(160,160) /aspectratio /convert=ready\1m.bmp
del temp.bmp

3.7. W folderze RESIZE tworzymy plik RESIZE2.bat o następującej treści:

cd ready
del *.jpg /q
..\i_view32.exe *.bmp /jpgq=85 /dpi=(72,72) /convert=*.jpg
del *.bmp /q

4. Używamy.

4.1. Zdjęcie o wielkości 4-12 Mpx w formacie jpg i nazwie 1.jpg, które
zamierzamy przekonwertować zamieszczamy w folderze RESIZE.
4.2. Uruchamiamy RESIZE1.BAT.
4.3. Po chwili w folderze READY powstanie plik 1.bmp.
4.4. Wyostrzamy zdjęcie w programie Photoshop lub kompatybilnym w
następujący sposób:

Unsharp Mask: x/0,2/0
Fade: 50%/darken
Unsharp Mask: x/0,2/0

X dobiera się ''na oko'', zwykle z przedziału 200 - 500, za pierwszym
razem zwykle więcej. Dla ''miękkich'' zdjęć proces wyostrzania pomijamy.
Po wyostrzeniu zapisujemy plik.

4.5. Uruchamiamy RESIZE2.BAT.
4.6. Po chwili w folderze READY powstaną pliki 1.jpg - zdjęcie
przekonwertowane oraz 1m.jpg - miniatura tego zdjęcia.

5. Komentarz.


Do właściwego zmniejszenia użyto algorytmu b-spline, dającego
oryginalną, miękką konwersję. Dzięki temu detale na zdjęciach,
szczególnie cienkie linie tworzące niewielki kąt z pionem lub poziomem
nie ulegają degradacji i nie tworzą charakterystycznych ''schodków'', a
drobne kontrastowe szczegóły nie wypalają obrazu. Dodatkowo proces
konwersji przebiega w kilku etapach potęgując owo działanie. Ilość
etapów i różnica poszczególnych wymiarów została dobrana w sposób
doświadczalny. Z tego powodu pierwszym etapem jest powiększenie zdjęcia
do znacznych wymiarów - wydawać by się mogło, że nie ma to sensu,
jednakże obserwacje poczynione na złożonych obrazach potwierdzają
konieczność takiej czynności. Ostatnim etapem jest wyostrzenie zdjęcia.
Należy je przeprowadzać dwuetapowo, jak opisano wyżej. Dzięki temu
dodatkowo wzmocni się nieco kontur oraz korzystnie zaznaczy
najdrobniejsze detale. Należy uważać, by nie przeostrzyć zdjęcia jak
również należy się wystrzegać zwiększania parametru ''radius'' powyżej 0,2.

Przy wyborze innego wymiaru docelowego, niż 968x596 należy wychodąc od
niego dobrać wyższe wartości w ten sposób, by były większe od siebie o
pierwiastek z dwóch (w praktyce od 1,4 do 1,6).

Plik RESIZE1.BAT można rozbudować o dowolną ilość procesów konwersji,
dzięki czemu można je wykonywać hurtowo. Należy tylko zaktualizować
nazwy 1.jpg, 1.bmp i 1m.bmp.

6. Dodatki

Plik RESIZE1.BAT, którego używa autor stosując wymiar plików wyjściowych
1224x852px:

rd ready /s /q
del temp.bmp /q
md ready
i_view32.exe 1.jpg /resample=(6924,4820) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(4896,3408) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(3462,2410) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(2448,1704) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(1731,1205) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(1224,852) /aspectratio /convert=ready\1.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(612,426) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(306,213) /aspectratio /convert=temp.bmp
i_view32.exe temp.bmp /resample=(160,160) /aspectratio /convert=ready\1m.bmp
del temp.bmp

Zdjęcia w ten sposób pomniejszane można zobaczyć na stronie:
www.smialek.prv.plNowe okno

 

Technika fotograficzna i porady: Tabela naświetleń

 

Po czym poznać doświadczenie fotografa:
- laik - nie mierzy (bo pani w labie powiedziała że na tym filmie wszystko wyjdzie samo)
- początkujący amator - pomiar matrycowy
- amator - CW
- zaawansowany amator - spot
- profesjonalista - pomiar światła padającego
- guru - tabelka z pudełka po filmie ;-)



A jeśli chcesz zostać guru (i zaskoczyć znajomych z ich elektronicznymi
cudeńkami) to zajrzyj tutaj:
http://tatarzynski.prv.pl/tabela_naswietlen.htm

Ten programik też zawiera tabelę naświetleń:
http://info.radom.pl/spot/spot.exe


http://www.fredparker.com/ultexp1.htm (eng)Nowe okno




Dizel Exposure guide ;-)
+1 zdjecia na sniegu i piasku
0 pelne slonce = f/16
-1 slabe, zamglone slonce
-2 sa chmury ale jest jasno, nie ma cieni
-3 sa chmury, jest ciemno // Obiekt w cieniu
-4 Swit lub ciemny i pochmurny szary dzien
-5 chmury burzowe / swiatlo w momencie zachodu slonca
-6 10' po zachodzie, neony, obiekt oswietlony spotem
-7 jesne wnetrza, wystawy sklepowe noca, plonace domy
-8 jasna ulica w nocy, cyrk, sporty halowe
-9 jasno oswietlone mieszkania w nocy
-10 przecietnie oswietlone mieszkania w nocy
-11 portrety przy swiecach, oswietlone budynki, pomniki i fontanny, obiekty
oswietlone latarniami ulicznymi

Powyzsze dla czasu bedacego najblizej odwrotnosci czuylosci filmu w ASA.




Ponizszy przepis gwarantuje uzyskanie dobrych wynikow
na negatywie. Na slajdy moze byc zaa malo dokladny -
zalezy tu duzo od wprawy.

1.) Nastawic migawke na 1/ASA lub pierwszy nizszy czas)
(400 ASA -> 1/250s, 100 ASA -> 1/60s...)

2.) Ustawic przyslone na f/16

3.) Otworzyc przyslone/wydluzyc czas o dzialek:

0 - Zdjecia na plazy, w gorach, w pelnym sloncu z jasnym/bialym motywem
1 - Sloneczne ale z lekka mgielka i miekkimi cieniami. Tecza na tle chmur.
Odbicia w wodzie motywow w pelnym sloncu
2 - Jasne dni z chmurami (bez cieni). Sloneczny dzien zimowy.
3 - Pochmurno/jasno. Zdjecia w sloneczne dni w cieniu. Portrety pod swiatlo
z doswietleniem bialym ekranem.
4 - Ponuro. Gleboki cien/wawoz. Zdjecia podczas zachodu slonca.
5 - Ponury dzien w zimie.
6 - Burzowo i bardzo bardzo ciemno. Neony.
7 - Jasno oswietlone sklepy. Palace sie budynki. Plomien.
8 - Witryny sklepowe noca. Mecze.
9 - Jasno oswietlone mieszkanie
10 - Przecietnie oswietlone mieszkanie. Przedmioty w swietle jasnego
ogniska. Przy tym natezeniu oswietlenia wlaczaja sie lampy na ulicy (szara
godzina)
11 - Noca jasno oswietlone budynki/pomniki. Glowne ulice noca.
12 - Ulice na Kazimierzu noca. Obiekty oswietlone jasna latarnia w odl.~30m
13 - Ciemne kawiarnie i kluby
14 -
15 - Ciemno oswietlone fontanny noca
16 - Odlegle swiatla noca
17 - Snieg na szczytach gor oswietlony przez Ksiezyc w pelni
18 - Krajobraz oswietlony przez Ksiezyc w pelni.
19 - Zorza Polarna. Krajobraz osw. przez Ksiezyc w I/ostatniej kwadrze.


(Teksty Dizla wykopane przez Wojtka Kapuścińskiego)


From: "Marek Lewandowski"
Subject: przesłona
Newsgroups: pl.rec.foto
Date: 7 Nov 2006 10:17:35

Jest jeden problem - Sunny16 to wymyślili Amerykanie i to ci, co mają
nieco więcej światła, niż my na tym północnym zadupiu. Zasadniczo
lepiej wychodzi się - poza szczytem lata - na niemieckim ,,Sonne lach,
Blende acht'' czyli przy ładnej pogodzie f:8 i 1/ISO jako czas.
Sunny16 jest optymistyczna, Niemcy - realistyczni z lekką nutą
pesymizmu, ale za to ze szczegółami w cieniach :)


http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Tabela_naswietlan_d.jpgNowe okno

 

Technika fotograficzna i porady: EV

 

Exposure Value - wartość ekspozycji jest jednostką pozwalającą nam
określić naświetlenie H=E*t, gdzie E - natężenie oświetlenia, t - czas
naświetlania. Ponieważ natężenie jest zależne od przesłony, a czas - od czasu
migawki, widzimy że jest to nic innego jak iloczyn przysłony i czasu. EV jest
logarytmem o podstawie 2 z naświetlenia (log2H) - każda jednostka EV
to dwukrotne zwiększenie/zmniejszenie naświetlenia. Pozornie komplikuje to
obliczenia, lecz jest związane ze specyfiką ludzkiego postrzegania - zmiany
ilości światła (lub np. zaczernienia) odbieramy jako równomierne jeśli zmieniają
się w szeregu geometrycznym (prawo Webera-Fechnera). Ponieważ jednak zarówno
przysłony jak i czas naświetlania również zmieniamy geometrycznie, to nie musimy
wdawać się w skomplikowane obliczenia. Problem powstaje dopiero przy np.
sumowaniu świateł (5EV+7EV=7.3EV).

Naświetlenie to jest właśnie mierzone przez światłomierze - starsze miały skalę
w jednostkach EV, nowsze zaś podają od razu przeliczone wartości przysłony lub
czasu naświetlania (te lepsze pokazują również jednostki EV). 0EV odpowiada
naświetlaniu materiału o czułości 100ASA przez jedną sekundę przy przysłonie
f=1.0. A np. 8EV to 1/30s przy f=4.0 dla 200ASA.

Tabelka z EV:
http://www.kopernik.silesianet.pl/~miw/ev.pdf
http://www.dpreview.com/learn/Glossary/Exposure/Exposure_01.htm

Wzory:
http://www.henry.vel.pl/wzory.html
(we wzorze powino być ISO/100, zaś czas jest podawany jako 60, 125, 250.... - czyli 1/T)

 

Materiały fotograficzne: GOST-ASA-DIN

 

GOST ASA DIN
11   12   12
22   25   15
28   32   16
56   64   19
90   100  21
110  125  22
140  180  23
180  200  24
360  400  27
560  650  29
720  800  30
900  1000 31
1125 1250 32
2880 3200 36

 

 

Materiały fotograficzne: Proces E-6

 

From: "eMeL"
Subject: Re: Jak wywolac samemu Fuji Velvia, Provia Sensia ?
Date: Wed, 28 Aug 2002 16:33:40 -0400

Chemikalia - Process E-6 (albo rownorzedny Fuji czy Agfy, Tetenal, etc. - wsio
ryba w warunkach amatorskich.)
Amatorskie zestawy sa trzykapielowe - pierwsze wywolanie, wywolanie kolorowe i
odbielacz/utrwalacz.

Trudnosci? Czystosc (absolutna!) przy mieszaniu chemikaliow - tylko w wodzie
destylowanej - i przy samej obrobce (trzeba uwazac, aby nie zanieczyscic
koreksow, menzurek, etc.), wysoka temperatura procesu (zwykle 37-38C) i male
tolerancje na odchylki temperatury (wieksze niz +- 0,1C powoduje widoczne
zmiany...)

Poza tym to moje wlasne proby wykazaly empirycznie, ze slajdy wywolywane w dobrym
laboratorium sa trwalsze niz wywolywane w domu: mam kolekcje 15 letnich
Ektachromow wywolanych w domu ktore juz zaczely blaknac (mimo przechowywania w
ciemnosci) a slajdy z tego samego okresu wywolane przez Kodaka sa OK.

Poza tym to sie chyba po prostu finansowo nie oplaca, ale zabawa jest przednia...

[...]

Temperatura jest krytyczna. Duza laznia wodna powinna trzymac temperture dosyc
dobrze, szczegolnie jesli temperatura pomieszczenia jest zblizona do temperatury
obrobki (np. w b. cieplej lazience...)

Tolerancje wg. Kodaka

Temeperatura: 38C
First Developer ±0.2°C
Color Developer ±0.3°C
Czas:
First Developer ±5 seconds
Color Developer ±5 seconds

Inne kapiele(le - to zalezy od zestawu) maja tolerancje temperatury wieksze o
rzad wielkosci, np. od 34 do 39C.

Poczytaj publikacje Kodaka
Kodak Publication Z-119, Using Kodak Chemicals, Process E-6
http://www.kodak.com/global/en/service/Zmanuals/z119.shtml
E-6 FAQ
http://www.kodak.com/cluster/global/en/service/chemicals/qaE6.shtml


> Czy jest jakas chemia bardziej "przyjazna" odchylkom temperatury?

Nie. Pierwsze i kolorowe wywolanie sa zawsze krytyczne jesli chodzi o
temperature i czas.



From: maildras+mp.pl (Andrzej Sroka)
Subject: Re: Proces E-6
Date: Sun, 18 Aug 2002 18:42:02 GMT

B. dokladne opisy procesu znajdziesz na www.jobo.com -> jobo usa ->
analog -> w FAQ, w procesach, biuletynach.
(tam sa opisy glownie Tetenala)


www.bonavolta.ch/hobby/en/photo/e6.htm

davidrichert.com/e-6_slide_film.htm

tinyurl.com/bfmn4

www.photo.net/bboard/q-and-a.tcl?topic_id=1822&category=Color+slide


From: Jakub Roguski
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: [wielkie =?ISO-8859-2?Q?rozczarowanie=5Dwo=B3anie_slajd=F3w?=
Date: Thu, 22 Feb 2007 21:33:11 +0100
 

1. grzanie koreksu z filmem - 38C+/-0,3 (lub 39C dla procesorów typu JOBO) -
5 minut
2. Pierwszy wywoływacz - 38C+/-0,3 - 6'15" (ja stosuję 6'45")
3. Płukanie - 38C+/-0,3C - 2'30"
4. Wywoływacz barwny - 38C+/-0,3 - 6'00"
5. Płukanie - 36C+/-3 - 2'30"
6. Wybielacz - 36C+/-3 - 6'00"
7. Płukanie - 36C+/-3 - 4'00"
8. Stabilizacja - 20C do 25C - 1'00"

No i oczywiście suszenie, które u mnie odbywa się w uprzednio zaparowanej
ciemni. Dzięki zaparowaniu nie ma kurzu, który mógłby osiadać na filmie, po
drugie schnięcie jest bardzo powolne (trwa kilka ładnych godzin), dzięki
czemu nie ma problemu z filmem i emulsją.


E-6 krok po kroku

 

 

 

Materiały fotograficzne: Prześwietlanie filmów na lotniskach

 

Date: Fri, 29 Mar 2002 10:06:02 -0500
From: "eMeL"

Na wiekszosci lotnisk DO PRZESWIETLANIA BAGAZU NADANEGO uzywa sie ciagle
normalnych maszyn rentgenowskich ktore emituja dawke promieniowania
rentgenowkiego ZNACZNIE wieksza niz na bramkach do bagazu podrecznego, a
wiec moga zaswietlic filmy. Czesto tez, bagaz NADANY przeswietla sie
dwukrotnie - raz przed okienkiem linni lotniczej, a drugi raz przed
zaladownaiem do samolotu.


Na wielu lotniskach DO PRZESWIETLANIA BAGAZU NADANEGO uzywa sie nowych
skanerow typu "CTX" (np. Invision) w ktorych promieniowanie rentgenowskie
jest tylko jednym z rodzajow promieniowania. Skaner ten zaswietla KAZDY
film, ZAWSZE. Jest on tez zaprogramowany aby AUTOMATYCZNIE zwiekszac dawke
promieniowania jesli natknie sie na obiekt ktorego nie moze zidentifikowac
(wiec idea torebek olowiowych upada..) i w koncu wlaczyc alaram jesli nawet
pomimo duzych dawek promieniowania czegos nie moze zidentyfikowac. Efekty
takiego skanera na film sa widoczne pod
http://www.kodak.com/country/US/en/motion/support/technical/xray4.shtml


no i jeszcze tutaj tutaj (tym razem z obrazkami...)
http://www.kodak.com/global/en/service/tib/tib5201.shtml


Na wielu lotniskach sa napisy informujace ze nalezy wyjac materialy
fotograficzne z bagazu nadanego.



Do przeswietlania bagzu PODRECZNEGO pospolicie uzywa sie starych dobrych
maszyn rentgenowskich w ktorych - dzieki Bogu! - obluga moze regulowac
kontrast i jaskrawosc monitora (tak jak w telewizorze) no i szybkosc tasmy
przesuwajacej bagaz, ale ZWYKLE nie moze zwiekszyc dawki promieniwania
rentgenowskiego, coby sobie (i podroznym...) jajeczek nie usmazyc. Jest
ponoc mowa o wprowadzeniu skanerow typu CTX takze na bramkach do bagzu
podrecznego (skanery takie ponoc wykrywaja materialy wybuchowe) ale jeszcze
nie widzialem takiej maszyny w "praniu." Ponoc na lotniku w Newark ktos
widzial, ale glowy za to nie daje... Ale w takim wypadku bedzie chyba pisalo
WOLAMI ze filmy nalezy wyjac... Z moich doswiadczn, to chyba nie ma
znaczacej roznicy w ilosci promieniwania rentgenowskego emitowanego przez
maszyny a krajach "niedoinwestowanych" i w tzw. "cywilizacji..."


Nalezy pamietac, ze efekt rentgena sie dodaje, tak ze KAZDY film, po
przepuszczeniu przez rentgen "na bramce" odpowiednia ilosc razy bedzie
zaswietlony.


Z osobistych doswiadczen (latam grubo ponad 100 000 mil rocznie po calym
swiecie z calym kramem fotograficzno-komputerowym) - nie ma sie czego
obawiac z filmami ISO 100-400 w bagazu podrecznym. Ja zawsze prosze o
kontrole reczna, ale czesto (poza USA/Kanada) mi odmawiaja. Jeszcze nie
mialem problemow z emulsjami ktore mogly byc spowodowane zaswietleniem przez
rentgen, a zwykle moje filmy sa przeswietlane 6-8 razy podczas kazdej
podrozy. Kiedys wozilem pudeleczko filmu Agfapan APX 100 4x5 cali i
wywolywalem jeden film po kazdej podrozy aby sprawdzic czy nie ma
zaswietlenia/zadymienia (nie bylo jeszcze po ok 40-50 rentgenach...)
ale pewien nadgorliwy urzedas uparl sie aby to pudeleczko otworzyc...no
i po eksperymencie...)


Ale nalezy pamietac, ze sytuacja z kontolami lotniskowymi zmienia sie teraz
raczej dosyc gwaltownie i - np. - nalezy spodziewac sie dodatkowych szykanow
na lotach do USA/Kanady, szczegolnie na liniach amerykanskich...Ale chyba
nie ma sie czemu dziwic, co..?

---------------------

http://www.kodak.com/global/en/service/tib/tib5201.shtml

http://www.faa.gov/apa/pr/pr.cfm?id=1184

 

Materiały fotograficzne: Czyszczenie filmów

 

From: Michal Dudziak
Subject: Re: czyszczenie =?ISO-8859-2?Q?diapozytyw=F3w?=
Date: Mon, 02 Dec 2002 16:30:07 +0100

Mój patent to gumowa gruszka. Można na końcówkę nałożyć dyszę z np.
kawałka ługopisu, żeby zwężyćdziurkę i uzyskać silniejszy strumień
powietrza. Na kurz powinno wystarczyć.



From: Piotr Celinski
Subject: Re: czyszczenie =?ISO-8859-2?Q?diapozytyw=F3w?=
Date: Mon, 02 Dec 2002 17:43:36 +0100

Na kurz - sprężone powietrze

Na brud bardziej trwały:

- słaby roztwór fotonalu (lub zwykłego ludwika) w czystej wodzie - tak,
zeby za bardzo się nie pieniło, płukanie, suszenie w powietrzu wolnym od
kurzu. Uwaga na zacieki! Pomaga na ślady palców, itp.

- preparat do czyszczenia negatywów (po zapachu - bazuje na acetonie) -
na jakies wredne plamy. Używać wg wskazówek na opakowaniu.



From: Gracjan Ziolek
Subject: Re: czyszczenie =?iso-8859-2?Q?diapozytyw=F3w?=
Date: Wed, 4 Dec 2002 09:58:46 +0000 (UTC)

[...]
Nawet proponowałbym w destylowanej. Przynajmniej ja tak robię, bo jednak w
tej wodociągowej zawsze jakieś mineralne paskudztwa się znajdą.

 

Materiały fotograficzne: Crossowanie

 

Autor:Lolek (fotolek+polbox.com)
Temat:Cross processing
Data:1999/01/21

Pytal mnie jeden z grupowiczow na priva o pare praktycznych rad
dotyczacych ?cross processingu?. Odpowiadam na grupe, bo problem
moze zainteresowac innych, a i ja jestem ciekaw Waszych opinii i
doswiadczen.

Cross processing zostal opisany w numerze 9/98 Foto. Ale - moim zdaniem -
- Panie odpusc im, bo nie wiedza, co pisza...

Cross processing rzeczywiscie nie ma tresciwej nazwy po polsku. Nazywamy
to po prostu wywolywaniem slajdu na negatyw. Chociaz ostatnio tez
wywoluje się negatyw czarno-bialy na slajd.

?Technika? ta wcale nie jest nowa. Jakies 20 lat temu, gdy niektorych z Was
nie bylo jeszcze na swiecie (ale ze mnie dziad ;)) nie bylo w Polsce innych
materialow foto niz ORWO. Negatywy i slajdy. Jedne i drugie byly
bardzo kiepskie. Latwiej bylo kupic slajdy niz negatyw. W 1978 jak
Karol Wojtyla zostal papiezem, powstalo na rynku bardzo duze zapotrzebowanie
na jego zdjecia i znaczki wpinane w klape. Zreszta znaczki robilo się
rozmaite, takze z Matka Boska, takie jak u Walesy w klapie. Zeby osiagnac
odpowiedni kontrast i wysycenie kolorow naswietlalismy to wszystko
na slajdach i wolalismy na negatyw. Pogardzalismy taka robota,
alr to byly pieniadze.

A teraz jakis - pardon - palant - udaje, ze odkryl nowa technike
artystyczna.
I dorabia do niej ideologie.

Dla mnie nie jest to zadna technika, tym bardziej nowa. Nie jest tez
artystycznym przeksztalceniem obrazu. Wszelkie techniki poczawszy
od najstarszych - guma, przetlok, nawet fotonit czy izohelia mialy jako
podstawe do dalszej obrobki normalnie wywolane i wykonane zdjecie.
Nawet wspolczesne programy komputerowe obrabiaja PRAWIDLOWE zdjecia.
Nie przychodzi mi teraz do glowy nic, co by nie wychodzilo z normalnego
negatywu
lub odbitki.

Natomiast cross jest bledem technologicznym z zalozenia. Robi cos na opak,
wywoluje slajd jako negatyw. To tak, jakby ktos wsadzil sobie parowke
w zadek i chcial gryzc. Nie w te strone.

Ale co kto lubi.

Po prostu trzeba wziac dowolny slajd, wsadzic do aparatu i naswietlic.
Sa dwie szkoly - jedni kaza naswietlac normalnie, wedlug ISO, inni
zalecaja +0,5 do +1 EV. Potem trzeba oddac do laba, kazac wyraznie
wywolac na negatyw ( C-41), a potem latac z wywieszonym jezorem
i szukac kogos, kto to w miare normalnie skopiuje. Niestety, nie jest
prawda co pisza w foto. Zaden normalny czlowiek nie wrzuci crossa
na laba, szczegolnie oszukujac maszyne. Po prostu dobry lab caly czas sam
się uczy. I wrzucenie odlotu, oszukanie maszyny moze skutkowac
rozjechaniem balansu a nawet kodowania kanalow. Można to skopiowac
jedynie na bardzo starych maszynach (np. N2BS, N3BS, Durst) lub recznie.

Zainteresowanym moge jednak podac adres, gdzie zrobia to dobrze.

Efekty sa takie, jak widac w foto. Przede wszystkim bardzo podbity
kontrast oraz rozbalansowanie barw, tzn. twarz czerwona, wlosy zielone.
Nie do skorygowania. Podbicie wysycenia barw.

Twarze wychodza sine z czerwonawymi planami. Jak geba po denaturacie.
Ale, jak ktos nie umie robic zdjec, to musi udawac, ze jest artysta. ;)

Sorry, crossowcy, nie bierzcie tego powaznie. To jest moje prywatne
odczucie, a ja jestem lekko niedzisiejszy.

Mam jednak nadzieje, ze wywolam ciekawa dyskusje, moze nie tak
ostra, jak o wyzszosci Zenita nad Zorka, ale konstruktywna.



Autor:Paweł Izert (paweli+kabatnet.waw.pl)
Temat:Re: Cross processing
Data:1999/01/22

Lolek napisal
> Zaden normalny czlowiek nie wrzuci crossa
> na laba, szczegolnie oszukujac maszyne. Po prostu dobry lab caly czas sam
> się uczy. I wrzucenie odlotu, oszukanie maszyny moze skutkowac
> rozjechaniem balansu a nawet kodowania kanalow. Można to skopiowac
> jedynie na bardzo starych maszynach (np. N2BS, N3BS, Durst) lub recznie.
>
Z cala pewnoscia zaden minilab Noritsu (od QSS 601 do QSS 2601) -a jest to
firma zdecydowanie dominujaca wsrod producentow minilabow, nie tylko w
Polsce - nie "uczy sie" inaczej, jak tylko przez celowe kodowanie maszyny
przez laboranta lub serwis. Ergo - zadnej z tych maszyn nie mozna
rozbalansowac przez skopiowanie nawet najbardziej wariackiego filmu.
Niechec laborantow do kopiowania "eksperymentow" wynika raczej z braku
czasu. A nawet jesli jest martwy sezon i akurat sie nudza, to zrobienie z
czegos takiego odbitek wiaze sie z koniecznoscia wykonania licznych probek,
ktore potem trafiaja do kosza, a laboranci sa scisle rozliczani z ilosci
odrzutow i od tego zaleza ich zarobki. Chyba, ze zobowiazemy sie zaplacic
za probki........



Autor:Andrzej Sroka (maildras+mp.pl)
Temat:Cross processing
Data:1999/01/24

Kiedys znalazlem cos takiego - moze sie komus przyda:

FILM: Fuji 100D
EXPOSURE: Plus One Stop
PROCESSING: C-41/Normal
RESULTING COLOR ON RA-4 PRINT MATERIAL:
Very high saturation throughout. Very high contrast cooling of all colors.
Neutral skin tones possible.
FILM: Kodak Lumiere 100 & 100X
EXPOSURE: Plus one stop
PROCESSING: C-41/ Normal
RESULTING COLOR ON RA-4 PRINT MATERIAL:
Increased saturation throughout. High contrast cooling of all colors.
Neutral skin tones possible.
FILM: Fuji 64T
EXPOSURE: Plus one stop
PROCESSING: C-41/Normal
RESULTING COLOR ON RA-4 PRINT MATERIAL:
Intense rich blues under daylight. High contrast.
FILM: Fuji Velvia
EXPOSURE: Plus half to one stop
PROCESSING: C-41/Normal
RESULTING COLOR ON RA-4 PRINT MATERIAL:
Yellow cast, yellow skin tones. High contrast. Difficult to color correct
skin tones.
FILM: Provia
EXPOSURE: Plus half to one stop
PROCESSING: C-41/Normal
RESULTING COLOR ON RA-4 PRINT MATERIAL:
Strong yellow cast and skin tones. High contrast. Difficult to correct
skin tones.
FILM: Kodak E100S
EXPOSURE: Plus one stop
PROCESSING: C-41/Normal
RESULTING COLOR ON RA-4 PRINT MATERIAL:
Green cast. High contrast. Difficult to correct skin tones.
--
Originally posted in this ng by
Michael Quack
(PhotoQuack+aol.com)

 

Materiały fotograficzne: Provia 400f


U nas na antypodach (AUS) juz jest, chociaz cholernie drogo (w detalu AUD
25, czyli okolo 60 PLN, za rolke 135-36).

Dostalem od tutejszego dystrybutora firmy Fuji promocyjna "cegle" (20
szt. 135-36).Nie wiem, czy mnie czasem nie wzieli za kogo innego, ale
nie mam nic przeciwko temu, zeby mi mieli czesciej robili takie
prezenty za 1200 PLN - podziekowalem wylewnym listem, wiec moze
zatrzymaja moj adres w bazie danych na nastepne promocje.
Zrobilem 6 rolek i melduje poslusznie jak nastepuje:


- ziarno jak 100 F;

- zmniejszony kontrast, cos takiego jak negatywy NPS i NPH; zupelnie mi
to nie przeszkadza, bo na slajdach czeciej mam klopot z nadmiernym
kontrastem niz ze zbyt niskim.

- bardzo, ale to naprawde bardzo przyjemna paleta kolorow, zwlaszcza
jesli chodzi o biel, szarosci i naturalny kolor skory; palete 400F
porownalbym do negatywu NPH + odbitki na Fuji Crystal Archive w bardzo
dobrym labie; mnie sie akurat taka spokojna paleta bardzo podoba, bo
zupelnie nie przepadam za dzisiejsza moda na supernasycone kolory; 400F
wyglada moze troche jak Ektachrome 100 (nie SW), z tym ze nie ma czesto
spotykanego na Ektachromie ogolnie zimnego tonu, no i naturalnie 4 do 8
(patrz nizej) razy wyzsza czulosc niz Ektachrome, co radykalnie
zmniejszylo mi klopoty z robieniem slajdow z reki dosyc dluga rura.

- czulosc rzeczywista jest rzeczywiscie 400; forsowalem po 1 rolce na
800 i 1600. Na 800 (+1) jest w praktyce bez strat (pierwszy slajd, na
ktorym to widzialem na wlasne oczy); na 1600 (+2) z bardzo nieznacznym
powiekszeniem ziarna, i co dziwniejsze bez radykalnej szkody dla
kontrastu - na moje oko ziarno 400F forsowanego do 1600 i
robionego w dobrym labie jest takie jak Sensia II 200, a kontrast
jest nizszy....

Fuji twierdzi, jakoby mozna bylo forsowac na 3200 (+3) a nawet 4500
(+3.5), ja nie probowalem, ale inni mowia, ze to tylko w razie
ostatecznej potrzeby, bo kolory sie trzymaja jako tako, ale ziarno i
kontrast radykalnie wzrastaja.


- bardzo dobrze znosi mieszane oswietlenie.

Moje prowizoryczne zdanie: doskonaly film, zwlaszcza swietny jako
koncertowo-imprezowy, pieknie wychodzi z oswietleniem kolorowymi
reflektorami teatralnymi, ale nada mi sie i do wszystkiego innego.
(Zastrzezenie: byc moze z ewentualnym wyjatkiem krajobrazu, gdzie lubie
troche pomoc kolorom natury, wiec robie na Velvii; ale to zaden klopot,
bo swiatla u mnie na ogol nie brakuje).

Nie mam pojecia jak sie 400F bedzie skanowac, bo na razie nie mialem
takiej potrzeby, ditto odbitki na papierze odwracalnym, ditto odbitki
na Fuji Crystal Archive via maszyna Frontier 370. Jesli ktos probowal,
niech napisze.


Stary Wiarus
staryw+hotmail.com

 

Fotografia czarno-biała: Fomapan 100 i 200 w Xtolu 1+3

From: "Fereby" <ferebyWYTNIJTO@poczta.onet.pl>
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Fomapan 100 i 200 w Xtolu 1+3
Date: Thu, 20 Nov 2008 18:16:31 +0100

 

Obie błony wywoływano w tym samym koreksie,
w tej samej porcji wywoływacza. Rozcieńczenie
1+3, temperatura 21 stopni Celsjusza, czas 9:30,
poruszanie przez pierwszą minutę, a potem co minuta
przez 10 sekund (kręcenie szpulką koreksu, błony typ
135/36). (Wybrano czas dla błony Kodak Verichrome 120).

* Błona Fomapan T 200/EI 200.
Na błonie znajdowały się motywy o dużym, średnim i małym
kontraście. Motywy o dużym kontraście (zdjęcia pod światło,
pojazdy bojowe w silnym świetle słonecznym, podczas "Operacji
Południe") mieszczą się na gradacjach specjalnej i normalnej
(100 i 80 Fomy, 90 Agfy), pozostałe (np. budynki i krajobrazy
w dzień pochmurny) na gradacjach twardej (60 Fomy) i normalnej.
Jedynie zdjęcia lampą błyskową niedoświetlone 1/3 przysłony
osiągają 40 i 50, więc ich kopiowanie wymagałoby użycia
wywoływacza kontrastowego. Błonę uważam za dobrze wywołaną
dla warunków oświetleniowych jakich spodziewałem się na
"Operacji Południe" (wszystko mogłem skopiować na posiadanych
gradacjach, czasy naświetlenia pod powiększalnikiem krótkie,
ale nie zbyt krótkie przy żarówce 250 W i przysłonach F-11/22),
ale jeśli ma być kopiowana w powiększalniku na światło
rozproszone, względnie nie przewiduje się dużych kontrastów
oświetlenia lepiej będzie spróbować czasów 11:30-13:00 min dla
20 stopni i rozcieńczenia 1+3. Z drugiej strony należy uważać,
z dalszym ich wydłużaniem: błony z kryształami T gorzej znoszą
przewołanie. Ziarno małe - bezziarniste powiększenie co
najmniej 8x z 2/3 kadru.

Błona Fomapan 100/EI 100.
Na błonie znajdowały się motywy o średnim i małym kontraście
(głównie krajobrazy w dni pochmurne, bądź przy słońcu zamglonym).
Błona na mój gust lekko niedowołana - choć większość klatek
dała się skopiować na gradacjach 60-80. Przy żarówce 250 W
i kondensorze, czasy z reguły krótsze niż 15 s dla F-22.
Osobiście radziłbym dla motywów o małym i średnim kontraście,
czasy rzędu 12:30-14:00, 20 stopni C, 1+3.

Błony FP4+ i Panf+ wywołane według wskazań Kodaka dla
temperatury 21 stopni i rozcieńczenia 1+3 są mocniej
kryte i bardziej kontrastowe.

Panf+ na EI 50 zawierający średnio i bardzo kontrastowe
motywy (zdjęcia pod światło, "Operacja Południe"), jest
tylko minimalnie bardziej kontrastowy od T 200 i właściwie
wszystko daje się kopiować na gradacjach 60-100 (głownie
80-100), tylko jedno ze zdjęć pod światło uzyskało 110.
Ziarno ledwie dostrzegalne pod lupą Patersona - wydaje
sie tylko niewiele większe od A-49 1+3 na EI 100. Klatki
niedoświetlone o 1EV przy małym kontraście (kałuża w dzień
deszczowy i krajobraz tegoż dnia) uzyskują 25-40, co raczej
uniemożliwia kopiowanie na typowym zakresie gradacji.

FP4+ na EI 120 zawierający podobne sceny co Panf+ i T 200,
jest bardziej kontrastowy od Panf+. Podobna scenka przy
słońcu zamglonym uzyskuje 90 dla 80 Panf+. W rezultacie
mniej klatek kopiuje się na gradacji twardej, a więcej na
miękkiej 120 - wszakże wszystko, łącznie ze zdjęciami pod
światło, mieści się z zakresie gradacji Fomy. Ziarno większe
niż w A-49 1+3, ostrość konturowa lepsza. Zdjęcia podświetlne
przy ekstremalnie dużym kontraście mają tę wadę, iż zostają
wywołane razem z odblaskami, w rezultacie traci się część
szczegółów w światłach i kopiuje na gradacji 60. A-49 1+3
radzi sobie lepiej z prześwietleniem i dużymi kontrastami.
O dziwo ostrość na odbitkach tylko trochę gorsza - oczywista
główną przyczyną jest zastosowanie twardszej gradacji, ale
także w pewnym stopniu lepsza ostrość konturowa. W razie
wszakże bardzo dużych kontrastów, radziłbym czas podawany
przez Kodaka dla FP4+ w Xtolu 1+3 minimalnie skrócić.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Xtol i W-1

 From: "Fereby" <ferebyWYTNIJTO@poczta.onet.pl>
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Xtol i W-1
Date: Fri, 12 Sep 2008 18:53:34 +0200
  

 Jakiś czas temu przetestowałem wreszcie pod powiększalnikiem
błony wywołane w Xtolu 1+3.

Jeśli chodzi o sforsowanego na EI 1600 HP5+, ziarno
jest większe od odpowiednika w A-49 1+3, ostrość
konturowa lepsza, podobne motywy uzyskują wyższą
kontrastowość, choć wciąż dają się łatwo kopiować
tyle że na miększych gradacjach (A-49 1+3 głownie
gradacje normalne i specjalne, Xtol 1+3 głównie
specjalne i miękkie), typowa kontrastowość
klatki negatywu oscyluje między 0,9-1,3 z rzadka
osiągając 1,6, więc dla użytkowników powiększalników
na światło rozproszone oraz papierów zmiennogradacyjnych
nie jest to istotny problem. Błona ma zbliżone
ziarno do Fomapana 400 na EI 1600 w A-49 1+3,
ale nieco większą kontrastowość klatek, większe
ziarno i zbliżoną kontrastowość klatek do
Neopana 400 na EI 1600 w A-49 1+3.

Zadymienie jest we wszystkich przypadkach większe dla
Xtola 1+3, ale niewiele dla błon nieprzeterminowanych
- być może to kwestia wywołania w temperaturze ponad
20 stopni (nie udało się bardziej schłodzić wywoływacza),
wywoływacze z fenidonem reagują na wzrost temperatury
większym zadymieniem obrabianych materiałów, bez większych
zmian w wyzyskaniu czułości, A-49 reaguje co prawda
większym zadymieniem, ale w połączeniu z lepszym
wyzyskaniem światłoczułosci.

Kolejne dwie błony zostały wywołane w jednym koreksie.
Obie przeterminowane. Trix przeterminowany ok. 2-3 lata
co nieco mnie zawiódł - zadymienie sporo większe niż
w A-49 1+3 i większe ziarno. Jest to chyba pierwszy
przypadek, w ktorym Kodak Academy (2006 r.) miał
mniejsze ziarno od Trix-a! Z drugiej strony, może to
być kluczem do wyjaśnienia - Trixa kupiłem rok temu
i nie wiem jak go przechowywano, nim trafił do mojej
zamrażarki; Academy kupowałem w miesiąc-dwa po upływie
terminu ważności (często po... 3-4 złote) i od razu
trafił do zamrażarki. Trix mógł więc leżeć te dwa lata
gdzieś na nagrzewanej słońcem wystawie... Wyrównanie
motywów o dużym kontraście lepsze niż w W-17 1+1 na
czułość nominalną, ale gorsze niż A-49 1+3. Motywy
małokontrastowe z reguły kopiuje się na gradacji
normalnej, a pozostałe na specjalnej i miękkiej.
Zdjęcie lampą błyskową planu wgłębnego ok. 10 m
osiągnęło 1,2 (gradacja miękka Fomy, specjalna
AGFY). Przypuszczam, iż podobnie jak w przypadku
W-17 1+1 dobrym rozwiązaniem dla takich motywów
byłoby naświetlanie EI 320 i odpowiednio krótsze
wywołanie. Z drugiej strony przy świetle rozproszonym
i papierach multigrade, nie jest to jakiś szczególny
problem. Xtol 1+3 ogólnie rzecz biorąc gorzej od
A-49 1+3 radzi sobie z poważnymi prześwietleniami,
klatki na oko wyglądają podobnie (tyle że te z A-49
bywają brązowo-sepiowe - pirokatechina?), ale A-49
znacznie lepiej radzi sobie z odblaskami, więc
w praktyce jego dzieło jest w tym przypadku
bardiej kontrastowe. Tyle że to akurat jest
oczywiste - w latach 30. obowiązywała zasada "lepiej
bardzo prześwietlić, niż trochę niedoświetlić",
w rezultacie czego niektorzy fundowali swym błonom
prześwietlenie nawet 10 stopni przysłony. W latach
90. światłomierze fotoelektryczne były normą, więc
robienie wywoływacza korygującego prześwietlenia
tysiąckrotne i większe, było pozbawione sensu.
Ostrość konturowa lepsza od A-49 i porównywalna
do "Hydrofenu".

Kodak Academy na EI 200, został wywołany jak
Trix. Błona nawet ładna, o ziarnie sporo
mniejszym niż w W-17 1+1 i lepszym wyrównaniu
dużych kontrastów. Przekadrowanie z formatu
poziomego na pionowy nie ujawnia ziarna na
formacie 13x18 cm, co w przypadku "Hydrofenu"
może nastąpić nawet przy analogicznym przekadrowaniu
na formacie 9x13 cm! Przy 1/5 kadru rzutowanym na
13x18 cm ziarno jest prawie niewidoczne. Należy
przy tym zaznaczyć, iż błona przeterminiowała się
w VI 2006, więc ze świeżą pewnie wyniki byłyby
pewnie jeszcze lepsze (nawet w zamrażarce przy
-18 błony się starzeją). Błona pod względem
kontrastowości przypomina wywołaną w A-49 1+3
10-11 minut, przy czym nieco mniej motywów
kopiuje się na gradacji 60 (twardej Fomy),
a więcej 120 (miękkiej Fomy). Rzadko potrzebne
są miększe gradacje. Ziarno większe niż A-49 1+3
i ostrzejsze.

Do wywołania pozytywów korzystałem z W-1.
Czterokrotnie zatężony roztwór zapasowy
po pół roku zżółkł, na powierzchni snuły
się białe smugi (węglan potasu?). Jednak
po rozcieńczeniu do roztworu roboczego
znikły, a sam wywoływacz okazał się działać
bez zarzutu - udało się obrobić te 3 metry kw.
z litra z dokładnością do jednej odbitki
(dokładniej 2,4 m. kw z 800 ml). Sześć dni
po rozcieńczeniu i wyrobieniu 3/4, wywołanie
wymagało nawet dwukrotnego wydłużenia
czasu, co prawdopodobnie spowodowane było
utlenieniem (pracowałem z przerwami - stał
wtedy w piwnicy w niezbyt szczelnej i 2/3
wypełnionej butelce), ostatecznie wywoływacze
metolowe są bardziej wrażliwe na bromek
potasu, niż fenidonowe. Barwą strątu bez
zmian - ciepłobrązowa dla papierów
chlorobromowych wysokoczułych.

Jako kolejną ciekawostkę podam, iż użyłem
do utrwalania z lekka już śmierdzącego
zgniłymi jajami roztworu Ilford Rapid Fixer.
Po prostu tuż przed rozpoczęciem pracy
okazało się iż mam tylko 100 ml IRF,
a zapasową butelkę zapomniałem kupić...
Rozcieńczyłem więc to do 500 ml, sprawdziłem
odbielająć skrawek błony, po czym dolałem
jeszcze 500 ml wody (pracuję na 1:9).
W utrwalaczu udało się utrwalić RC i FB
ok. 2,5 m. kw. po czym roztwór wylano,
gdyż jego dalsze używanie pozbawione
było już sensu (skończyłem pracę na co
najmniej miesiąc, nadto właśnie przyszła
nowa butelka utrwalacza). Osobiście nie
polecam komukolwiek tego rodzaju postępowania,
chyba że jest przyciśnięty do muru niczym
ja wtedy (alternatywa - odkładam pracę na
minimum dwa dni i czekam aż przyjdzie nowy
utrwalacz, a już umówiłem się z innymi
użytkownikami pomieszczenia) - utrwalacz jest
tani i nieopłaca sie na nim oszczędzać (dlatego
nawet nie myślałem o tym, by dorobić pozostałe
1,5 m. kw. za miesiąc, w śmierdzącym siarkowodorem
roztworze).

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: "Naświetlaj na cienie, wywołuj na światła"

Ostatnio znowu zadano mi pytanie co tak właściwie znaczy powiedzenie "naświetlaj na cienie, wywołuj na światła". O ile łatwo wytłumaczyć jak to zrobić, o tyle trudniej wyjaśnić początkującemu po co to robić. Spróbuję więc wytłumaczyć to jak najprzystępniej na prostym przykładnie. Oczywiście użyję w celu dość mocnych uproszczeń, ale mam nadzieję że doświadczeni fotoamatorzy mi to darują.

Gdy fotografujemy na materiałach srebrowych naszym założeniem jest by to co było ciemne, było takim na odbitce, a to co było jasne, takie też wyszło. Oczywiście na negatywie, jak sam nazwa wskazuje będzie odwrotnie - ciemne przedmioty naświetlą słabo i negatyw będzie bardziej przeźroczysty, jasne przedmioty naświetlą obficiej i negatyw będzie ciemniejszy. Dokładne odwzorowanie tego oddaje krzywa charakterystyczna, która pokazuje nam jak naświetlenie wpłynie na gęstość negatywu. Zaletą fotografii czarno-białej jest to, że mamy pewien wpływ na to odwzorowanie - mogąc regulować kontrast czasem naświetlania. Producenci materiałów często w dokumentacjach filmów umieszczają takie charakterystyki. Spójrzmy na jedną z nich:

Możemy tu zauważyć ważną rzecz - zmiana czasu wywoływania nie przesuwa nam charakterystyki, lecz tylko zmienia jej nachylenie. Możemy więc w uproszczeniu przyjąć, że zmiana gęstości negatywu daje się regulować procentowo, a zmiany bezwzględne są większe w partiach jasnych (większe odległości między krzywymi) i mniejsze w ciemnych (krzywe są blisko siebie).

Z taką wiedzą możemy przeprowadzić eksperyment myślowy i zastanowić się co będzie gdy będziemy chcieli sfotografować dwa przedmioty o różnych jasnościach. Niech jeden z nich będzie na tyle ciemny by dać nam na negatywie zaczernienie 10%, zaś drugi jaśniejszy 60% (takie wartości często spotkamy fotografując w rzeczywistości - np. dziewczynę o ciemnych włosach lub las na tle nieba). Jeżeli teraz skrócimy wywołanie tak by jego gęstość osiągnęła tylko 70% standardowej, to gęstości naszych obiektów zmienią nam się następująco: ciemny - 10%*70%=7%, jasny 60%*70%=42%. Jeżeli zaś wydłużymy czas by gęstość osiągnęła 140% standardowej, to otrzymamy: ciemny 10%*140%=14%, jasny 60%*140%=84%. Już z tych wyliczeń widać że zmiana dla ciemnego obiektu nie jest taka duża, jak zmiana dla obiektu jasnego. Dla wspomożenia wyobraźni dodajmy do tego rysunek jak by to wyglądało na odbitce:

Górny pasek to skrócone wywołanie (mniej kryty negatyw da ciemniejszą odbitkę), a dolny to wydłużone wywołanie (gęściejszy negatyw da jaśniejszą odbitkę). Kropki oznaczają położenie punktów o takiej samej gęstości: żółta to 10%, czerwona to 60%. Widać też że nad środkową żółtą kropką negatyw ze skróconym wywołaniem da ciemniejszy obraz (7% zamiast 10%), a pod nią przy dłuższym wywołaniu obraz będzie jaśniejszy (14% zamiast 10%). Analogicznie dla jasnego obiektu. Widać tutaj wyraźnie to, co wynikało z krzywych charakterystycznych - ciemny detal mimo innego wywołania nadal jest ciemny. Gdybyśmy ten fragment wycięli i oglądali bez porównania z drugim moglibyśmy przeoczyć różnicę. Jasny detal zmienił się o wiele wyraźniej - gdyby to była skóra modelki, to mielibyśmy różnicę między mulatką, a bladolicą panną unikającą słońca.

Czas na wnioski praktyczne. Gdy naświetlimy nasz negatyw, a potem chcemy zmienić jego kontrastowość - praktyczne zmiany będziemy mieli tylko w partiach jasnych (światłach). Zaś to co naświetliliśmy ciemnego takie już zostanie (cienie). Gdy więc popełnimy błąd i coś co było ciemne naświetlimy bardzo ciemno - zazwyczaj już tego nie uratujemy. W odwrotnej sytuacji gdy coś jasnego naświetlimy zbyt jasno, nadal możemy skrócić czas wywołania i "sprowadzić" jasność obiektu na swoje miejsce. Dlatego obiekty ciemne musimy od razu naświetlać bardzo starannie, zaś jasne możemy później skorygować wywołaniem. Pamiętajmy jednak że cienie także zmieniają swoje położenie wraz ze zmianą czasu wywoływania - bardzo często będzie to zmiana mała, czasami jednak może mieć istotne znaczenie.

Przykład polowy: chcemy naświetlić las na tle nieba pokrytego cirrusami (to te wysokie wzorzyste mgiełki). Wybieramy dwa skrajne punkty - ciemne pnie drzew i jasne niebo. Pomiar pni pokazuje nam -6EV, pomiar nieba +4EV. Jeśli jednak tak naświetlimy, to wprawdzie niebo wyjdzie ładnie, ale za to pnie będą zbyt ciemne. Jeśli postanowimy uratować pnie i naświetlić je na -4EV, to wtedy niebo będzie miało +6EV co oznacza że stanie się białą plamą. Ponieważ wiemy już co jest ważne, decydujemy się na drugie rozwiązanie i naświetlamy tak by zachować szczegóły ciemnych obiektów. W procesie wywoływania negatywu skrócimy odrobinę czas wywoływania, w wyniku czego jasne partie obrazu wyjdą ciemniej i zachowają fakturę chmur - wilk syty i owca cała. Ponieważ przy skróconym wywołaniu również cienie się odrobinę obniżą powinniśmy naświetlać pnie drzew nie na -4 EV ale na przykład na -3.5 EV. Wtedy po wywołaniu pnie drzew obniżą się o 0.5 EV do poziomu odpowiadającego -4EV w normalnym wywołaniu, a niebo o 2 EV do poziomu +4EV - zgodnie z zasadą że światła reagują mocniej. Ale nawet gdybyśmy tej poprawki nie uwzględnili to i tak otrzymamy poprawną odbitkę (co najwyżej kosztem trochę dłuższego czasu naświetlania odbitki).

Wartości podane w tym przykładzie są orientacyjne - rzeczywiste wartości które musisz stosować poznasz testując swój negatyw (a dokładnie parę: negatyw+wywoływacz).

W niezbyt dobrej sytuacji są fotografujący na filmach małoobrazkowych - nie mogą oni sobie wywoływać każdej klatki osobno dobierając czas wywoływania do kontrastu sceny. W takiej sytuacji powinni wywoływać film według najbardziej kontrastowej sceny. Brakujący kontrast zawsze można podwyższyć twardszą gradacją papieru lub przez techniki specjalne. Ale za to nie będziemy mieli sytuacji, gdy światła w wyniku przedłużonego wywoływania osiągną maksymalne zaczernienie negatywu (Dmax) i zaczną tracić szczegóły. Można by więc zmodyfikować omawianą zasadę do postaci "naświetlaj na cienie, wywołuj na najwyższe światła".

 

Fotografia czarno-biała: Ciemnia pozytywowa - drobne porady

Od “płachty” do powiększenia
Podręcznikowa kolejność postępowania wygląda jak poniżej:
· “płachta”
· wglądówka
· próby kadrowań
· powiększenie/a próbne
· powiększenie finalne

Przyjrzyjmy się nieco każdemu z powyższych punktów. Płachtę sporządza się reguły na specjalnej maskownicy stykowej, na papierze formatu 30x24 cm (gradacja specjalna, albo miększa). Jeśli ktoś nie ma takiej maskownicy, w “Foto” zalecano przycisnąć negatyw do papieru prostokątnym kawałkiem szyby 30x40 cm (moim zdaniem najlepiej wybrać taką bez większych skaz optycznych). Naświetlać można powiększalnikiem, albo najzwyklejszą w świecie lampą.

Nie od parady jest sporządzenie z prostokątnego kawałka kartonu przesłony ułatwiającej uzyskanie zbliżonego zaczernienia klatek o różnym kryciu na pozytywie. Karton tnie się na paski odpowiadające długością i szerokością typowym odcinkom błony - powinno być ich być co najmniej tyle, ile normalnie ich ona zawiera. Dla błony zwojowej 120, więc co najmniej 4, a dla błony małoobrazkowej 135/36 co najmniej 7 sztuk. Oprócz tego wykonujemy co najmniej jeden pasek mający 1/2 (format 24x36 mm i 60x90 mm), 1/3 (format 60x60 mm), względnie 1/4 (format 45x60 mm) długości typowego odcinka błony. Ten dodatkowy pasek służy do zasłaniania słabiej krytych sąsiadów mocno krytego kadru, jeśli znajduje się on w środku odcinka błony (jeśli ktoś używa papierów zmiennogradacyjnych, może też pobawić się w różne filtracje). Można ich zresztą zrobić więcej - nawet 7 dla błony 135 i 4 dla błony 120.

Do “płachty” nieco lepiej od papierów stałogradacyjnych nadają się zmiennogradacyjne - bez filtrów są z reguły dość miękkie, można też dopasowywać gradację do poszczególnych kadrów, wszakże zabiegi te mają nieduże znaczenie, więc bez obawy używać można też stałogradacyjnych.

“Płachta” ma w praktyce służyć orientacji co jest na negatywie i ułatwiać wybór klatek do powiększeń. Załączona do skoroszytu w którym przechowujemy negatywy, może się okazać bardzo pomocna, zwłaszcza jeśli wzbogacić notatkami na odwrocie (np. numer negatywu i kadry z których sporządzono odbitki). W razie potrzeby, dłuższe notatki sporządza się na normalnych kartkach (wkładach do skoroszytu formatu A4) i wpina obok.

Osobiście sporządzam wglądówki na papierach formatu 9x13 cm, które są tanie i można wywoływać je po kilka w kuwecie o większych rozmiarach. Wglądówki najlepiej robić z całego kadru, chyba że jesteśmy pewni, że jakiś jego fragment jest absolutnie niemożliwy do wykorzystania. Technika sporządzania takich wglądówek nie różni się wiele od wykonywania normalnych powiększeń. Osobiście używam papieru stałogradacyjnego, ponieważ jest tańszy, ale można używać też zmiennogradacyjnego. Wygoda pracy jest wbrew pozorom zbliżona - zwolennik stałogradacyjnych będzie zachwalał nie zaprzątanie sobie głowy poprawkami na filtry przy zmianach gradacji, a zmiennogradacyjnych mniejszą ilość pudełek walających się po ciemni. W rzeczywistości to pierwsze jest po prostu kwestią wprawy, a drugie właściwej organizacji miejsca pracy - będzie o tym dalej.

W razie potrzeby wglądówki w pewnym stopniu mogą zastąpić płachtę. Można je też załączać do spisu negatywów celem lepszej orientacji. Trzyma się je albo w odpowiednio przedziurkowanej kopercie formatu C4, albo wpina w odpowiednio spreparowane kartki formatu A4 (opis wykonania można znaleźć w literaturze fotograficznej w działach o samodzielnym sporządzaniu albumów fotograficznych).

Wglądówki oprócz dokładniejszej orientacji co się na negatywie znajduje, są również istotną pomocą przy ustalaniu wycinka najlepiej nadającego się do skopiowania. Literatura fotograficzna zaleca suwanie po wglądówce dwu kawałków tektury w kształcie litery "L".

Specjaliści od DTP w latach 80. po prostu kserowali wglądówkę, a następnie propozycje kadrowań mazakiem zakreślali na kserokopiach. Zaletą tego sposobu jest iż tak skadrowana fotografia wcale nie musi mieć kwadratowego, prostokątnego, czy nawet regularnego kształtu, co wbrew pozorom dość często jest stosowane w profesjonalnych publikacjach. Można też stosunkowo łatwo zorientować się jak będzie wyglądała fotografia po jej wpasowaniu w łam - w oparciu o kserokopię wystarczy wyciąć maskę o odpowiednim kształcie i założyć ją na wglądówkę. Powyższy sposób może się przydać nie tylko gdy przygotowujemy zdjęcia dla gazety, ale również np. do wstawienia do okrągłej ramki.

Po ustaleniu wycinka dowolną metodą, wykonuje się odbitkę z reguły o formacie 9x13 - 13x18 cm, która ma na celu zorientowanie się w ostatecznym wyglądzie powiększenia, oraz określeniu ewentualnych dodatkowych zabiegów (doświetlanie i wysłanianie, tonowanie całości, bądź części, retusz, etc.). W oparciu o takie powiększenie sporządza się często szkic o rozmiarach powiększenia ostatecznego, na którym oznacza się miejsca ww. czynności. Tak odbitkę z kadrowaniem próbnym, jak szkic, nieźle jest umieścić w naszym archiwum, choć nie jest to w stu procentach konieczne, jeśli planujemy jeszcze wykonać powiększenia próbne.

Powiększenia próbne mają na celu przetestowanie wybranej koncepcji wykonania pozytywu, dlatego wykonuje się je z reguły na papierach formatu co najmniej 13x18 cm. Jeśli wynik okazuje się satysfakcjonujący, w oparciu oń sporządza się szkic, będący podstawą wykonania powiększenia finalnego. Powiększenia próbne, wraz ze szkicami dołącza się do archiwum, gdzie służą jako pomoc przy wykonywaniu ewentualnych duplikatów powiększenia finalnego.

Powiększenia finalne wykonuje się na papierach formatu co najmniej 13x18 cm, a z reguły większych i to niekiedy znacznie. W rezultacie bardziej ekonomicznym wydaje się stosowanie papierów zmiennogradacyjnych (nie trzeba się martwić że np. paczka z gradacją bardzo miękką będzie się nam schodzić strasznie długo), choć z drugiej strony nie jest to aż tak znacząca różnica, ale o tym będzie mowa dalej.

Drobne udoskonalenia ciemniowe
Najpopularniejszy sposób wykonywania próbek czasu ekspozycji polega na naświetlaniu wąskiego paska papieru światłoczułego, którego część jest zasłaniana np. kawałkiem tekturki. Nie ma przy tym znaczenia, czy zaczynamy naświetlać od małego fragmentu i odsłaniamy stopniowo cały pasek, czy też na odwrót, zaczynamy naświetlać całość, a potem stopniowo zasłaniamy.

Paski naświetla się wedle określonego wzoru. W zależności źródła podawane są różne liczby, zasadniczo jednak ciągi te można je podzielić na trzy odmiany:

· Ciągi arytmetyczne, najczęstszą wersją jest przesuwanie kartonika co 2s, co daje: 2,4,6,8,10,12s... Zaletą takich ciągów jest że odmierza się łatwo, nie zaprzątając sobie pamięci właściwym wzorem. Wadą - niedopasowanie do właściwości materiałów światłoczułych, gdzie dwukrotne wydłużenie czasu naświetlenia powoduje dwukrotnie większy efekt. Co prawda w miarę wydłużania czasów wzrasta dokładność - w podanym przykładzie pomiędzy 16, a 32 sekundy jest sześć wartości pośrednich - ale choć wiele rodzai papierów światłoczułych potrafi wykazywać widoczną różnicę zaczernienia przy ekspozycjach różniących się o 10%, to w praktyce różnice do pół stopnia przysłony, udaje się bez trudu zniwelować skróceniem, bądź wydłużeniem czasu wywołania, bywa nawet bez wychodzenia poza widełki czasowe podawane przez producentów wywoływaczy.
· Ciągi geometryczne oparte o potęgi dwójki: kartonik jest przesuwany kolejno co np. 1, 1, 2, 4, 8s. co daje czas naświetlenia poszczególnych pól papieru 1 s, 2s, 4s, 8s, 16s. Zaletą takich ciągów jest, iż są lepiej dostosowane do właściwości materiałów światłoczułych. Wadą dokładność tylko do jednego stopnia przysłony oraz kłopot z zapamiętaniem czasu co jaki należy przesuwać kartonik.
· Modyfikacja poprzedniego sposobu, dająca ciąg naświetleń co 1/2 stopnia przysłony: 5, 2, 3, 4, 6s. co daje pola o czasie naświetlenia 5s, 7s, 10s, 14s, 20s. Zaletą jest większa dokładność, wadą trudność użycia przy czasach krótszych niż 5s (aby odmierzyć 1,5s trzeba dysponować zegarem powiększalnikowym), co, przy korzystaniu z żarówek halogenowych, nie jest w praktyce nazbyt odczuwalne (wielu producentów nie zaleca dla tego rodzaju oświetlenia czasów ekspozycji krótszych niż 4s). Ciąg taki zapamiętać jeszcze trudniej niż poprzedni.

Jeśli chcemy uzyskać czasy naświetlenia pól próbki o połowę krótsze, ilość sekund co którą należy przesunąć kartonik dzielimy przez dwa, dla czasów dwukrotnie dłuższych mnożymy je przez dwa.

Dość dokuczliwym problemem przy pracy z nieznanym negatywem, jest kwestia dobrania adekwatnej gradacji papieru. Pewną pomocą dla użytkowników papierów zmiennogradacyjnych może być przyrząd wymyślony pierwotnie dla próbek powiększeń barwnych przez A. Voellnagla. Składa się on z kwadratowego kawałka kartonu, którego krawędź odpowiada długości krótszego boku papieru światłoczułego na jakim mamy zamiar wykonywać próbkowania gradacyjne (np. 13x13 cm). Część kwadratu jest wyjmowalna i wyposażona w prosty uchwyt z kawałka kartonu, tworząc mniejszy kwadrat o wymiarach 1/4 dużego.
1. Papier światłoczuły przeznaczony na próbkę przycina się do formatu dużego kwadratu, odcięty “margines” (przy formacie 13x18 cm będzie to 5x13 cm), może posłużyć do próbek naświetlenia.
2. Obraz całej klatki negatywu, bądź jej wycinka ustawia się na ostro na maskownicy, tak by zajmował dokładnie 1/4 formatu papieru przeznaczonego na próbkowanie, po czym wyłącza powiększalnik, wkłada przycięty papier w maskownicę, a na wierzch zakłada cały kwadrat.
3. Wykonuje się próbkę czasu naświetlenia kładąc pasek na wierzch prostokąta (nie przepuszcza on światła do papieru pod spodem - oczywiście próbkę można wykonać również przed jego włożeniem) i poddaje normalnej obróbce. Następnie maskownicę przesuwa się tak, by obraz negatywu padał na zdejmowalną część kwadratu.
4. Ustawia się odpowiednią filtrację (np. “4”), po czym zdejmuje ruchomą ćwiartkę kwadratu i poddaje odkrytą część papieru pod spodem naświetleniu przez ustalony przy pomocy próbki naświetleń czas. Po wyłączeniu powiększalnika, wyjmuje z maskownicy i przekręca kartonowy kwadrat (ale nie papier pod spodem!) o 90 stopni, zakłada mniejszy kwadrat, zmienia filtrację (np. “3”), zdejmuje mały kwadrat, dokonuje naświetlenia.
5. Cały proces powtarza jeszcze dwukrotnie, za każdym razem zmieniając filtrację, po czym na odwrocie próbki odnotowuje filtrację zastosowaną względem każdej z ćwiartek (podobnie jak to się czyni z próbkami naświetleń: patrz parę akapitów niżej), poddaje normalnej obróbce i dokonuje jej oceny w świetle białym.

Zaletą tej metody jest możność porównania jak negatyw, a także poszczególne jego fragmenty prezentują się na różnych gradacjach. Gdy przykładowo zauważyć że na gradacji “3” niebo jest pozbawione obłoków, ale uzyskano dobre oddanie tonalne partii poniżej widnokręgu, a na gradacji “2”, uzyskano obłoki na niebie, ale skala szarości odwzorowująca ziemię jest uboższa, łatwiej podjąć decyzję, czy kopiować na gradacji miększej, czy też twardszej z wysłanianiem partii nieba.

Wadą dla osób początkujących jest niemożność połączenia z próbkowaniem czasów naświetlenia. Właściwe czasy należy ustalić przedtem i bezwzględnie się ich trzymać. Tak się po prostu składa, że niedoświadczonemu oku trudno odróżnić np. próbkę prześwietloną na właściwej gradacji, od próbki na gradacji zbyt miękkiej, gdzie naświetlenie zmieściło się w górnym odcinku krzywej - obie wyglądają ciemno, różniąc się wyłącznie skalą półtonów i obecnością szczegółów w cieniach.

Kolejna niedogodność polega na kwadratowym formacie próbki - jeśli ktoś fotografuje na błonach 60x60 mm, aż tak bardzo powyższego nie odczuje, ale 60x90 mm, 45x60 mm, czy 24x36 mm, skazani są na kwadratowe fragmenty negatywu, co nie zawsze jest dogodne. Rozwiązaniem byłoby zastosowanie, zamiast kwadratu, prostokąta, ale to z kolei wymusza jego odwracanie “na drugą stronę”, przy próbce nr 2, ponowne przekręcenie przy próbce 3, po czym przewrócenie po raz trzeci i ostatni przy próbce 4. Co więcej, mniejszy prostokąt musiałby zostać wycięty z większego idealnie prostymi liniami, inaczej trzeba byłoby również go obracać do góry nogami, co oznaczałoby rezygnację z uchwytu. W pewnym stopniu można ten wymóg obejść, naklejając na krawędzie małego prostokąta dwa paski czarnego papieru (może być nawet pozostały po wywołanych błonach zwojowych), zakrywające ewentualną szczelinkę między nim, a dużym prostokątem.

Do wykonania tego rodzaju próbek gradacji trzeba używać papieru światłoczułego o formacie co najmniej 13x18 cm - miniaturki kadrów o formacie 3x3 cm trzeba byłoby oceniać pod lupą.

Mimo tych wad, przyrządzik powyższy, z racji swej prostoty i przydatności (można sprawdzać nie tylko gradacje, ale różne warianty wysłaniań i doświetleń, fotomontaży, etc.), może się komuś spodobać, toteż podaję gdzie znaleźć więcej szczegółów wykonania i użytkowania: A. Voellnagel “Kaprysy koloru w fotografii” str. 78-81, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, wydanie II, Warszawa 1984.

Obróbka próbek naświetleń zajmuje z reguły sporo czasu. Oczywistym sposobem jego zaoszczędzenia, jest najpierw wykonanie np. kilkunastu, a potem wywoływanie wszystkich za jednym razem. Wtedy jednak pojawiają się problemy z identyfikacją z której klatki wykonano daną próbkę. Skutecznym rozwiązaniem jest zapisanie z tyłu każdego paseczka, natychmiast po jego naświetleniu, numeru klatki negatywu (ew. nr negatywu, jeśli pracujemy na kilku negatywach jednocześnie) i czasów ekspozycji poszczególnych pól. Do zapisywania można użyć długopisu, względnie markera spirytusowego (np. do CD). Ołówki mają to do siebie, że w świetle ciemniowym na mokrym papierze stają się prawie niewidoczne, a flamastry że rozpływają w kąpielach fotograficznych.

Problemy z papierem światłoczułym
Zbyt długie oddziaływanie światła ciemniowego, przetrzymywanie nasączonego wywoływaczem papieru na powietrzu, względnie wywołanie, może zaowocować zadymieniem. Efektem jest niemożność uzyskania czystej bieli, a często także zmiana gradacji papieru na miększą. Samo zadymienie można stosunkowo łatwo wykryć porównując marginesy odbitki z podłożem (tylną częścią) innej. Sposób ten ma tę zaletę, iż kontrolę można przeprowadzać bez zapalania białego światła, nawet od razu w kuwecie z wywoływaczem.

Papiery stałogradacyjne bromowe i chlorobromowe wysokoczułe reagują zadymieniem wskutek długotrwałej ekspozycji światłem żółtozielonym, względnie oliwkowozielonym, rzadziej światłem lamp diodowych, ekstremalnie rzadko czerwonym (właściwie tylko gdy wkręcono zbyt silną żarówkę, względnie filtr zestarzał się i zmienił charakterystykę). Nie oznacza to bynajmniej, że naświetlone papiery światłoczułe można dowolnie poddawać długo działaniu światła czerwonego - efektem jest zanik obrazu utajonego (zjawisko Hershla).

Czas przez jaki maksymalnie może oddziaływać światło ciemniowe bez groźby zadymienia, literatura zaleca sprawdzać poprzez zasłonięcie fragmentu arkusza papieru światłoczułego nieprzezroczystym przedmiotem i porównanie części zasłoniętej, z tą na którą padało światło ciemniowe. Rozbudowaną, znacznie wszechstronniejszą wersję tego testu można znaleźć w udostępnionym w internecie przez Kodaka poradniku “How safe is your safelight?” - pozwala stwierdzić oddziaływanie oświetlenia ciemniowego zarówno na nienaświetlony papier, jak również obraz utajony.

U mnie ten czas - dla oświetlenia z odległości 90 cm lampą ciemniową z żarówką 25W i filtrem żółtozielonym ORWO 113D - wynosi dla papierów bromowych i chlorobromowych ponad 15 minut. Często jednak producenci nie zalecają więcej niż 4-7 minut i tak po prawdzie, im mniej światła z lampy ciemniowej padnie na papier, tym lepiej.

Jak ograniczyć okres oddziaływania światła ciemniowego na papier, bez znacznego utrudniania sobie pracy? Nienaświetlony papier należy trzymać w światłoszczelnym opakowaniu. Może być to jego fabryczne pudełko, ale wygodniej fabryczne foliowe woreczki z różnymi gradacjami, względnie rozmiarami, umieścić na czas pracy w obszerniejszym pudełku (np. po butach), z dorobionymi przegródkami, zabezpieczającym również przed zaświetleniem światłem z powiększalnika i białym do oceny powiększeń. Jeszcze lepszym, choć niestety bardziej praco i materiałochłonnym rozwiązaniem, jest dorobienie pod powiększalnikiem światłoszczelnej szuflady.

Jeśli ktoś jednak zdecydował się na korzystanie z pudełek fabrycznych, powinien zadbać o zabezpieczenie przed błędami wynikłymi z mylenia opakowań zawierających różne gradacje. Dotyczy to zwłaszcza papierów stałogradacyjnych Fomy, których pudełka oznaczone są barwnymi paskami - w czerwonym świetle ciemniowym kolory ulegają zafałszowaniu i zamiast gradacji specjalnej (żółty pasek) możemy wziąć normalną (czerwony). W żółtozielonym podobnie wypadają paski zielone (miękka) i niebieskie (twarda). Można temu zapobiegać naklejając na pudełka odpowiednie oznaczenia (wystarczy nawet z taśmy malarskiej), np. z jedną kreską dla gradacji miękkiej, dwoma dla specjalnej, itd.

Można też wziąć pudełka różnych producentów - mój znajomy gradację miękką umieszczał w pudełku po papierach (barwnych) Fuji, specjalną Kodaka, normalną Agfy, a twardą Tetenala.

Dodatkowym zabezpieczeniem jest zapisanie gradacji papieru na taśmie samoprzylepnej, którą fabrycznie jest zamykany wewnętrzny woreczek.

Naświetlone pozytywy należałoby od razu wywoływać. Niestety efektem byłoby znaczne spowolnienie pracy, gdyż z naświetleniem kolejnej odbitki trzeba by czekać, aż poprzednia przestanie być światłoczuła (orientacyjnie połowa czasu utrwalania).

Prostym rozwiązaniem jest zakładanie na kuwety, w których obrabiamy odbitki, nieprzezroczystych pokryw. Sposób ten ma tę wadę, że w razie jakiś komplikacji pod powiększalnikiem (np. długo zastanawiamy się nad kadrowaniem) możemy zaserwować pozytywom nawet kilkunastominutowe wołanie, przerywanie i utrwalanie. Co więcej, bardzo utrudnione staje się wywoływanie partii odbitek, z których część ma być poddana nietypowej obróbce (jak choćby wywołanie powierzchniowe).

Wad tych nie ma metoda polegająca na trzymaniu naświetlonych pozytywów w pudełkach i wywołaniu ich hurtem, gdy nazbiera się wystarczająco dużo. Pudełko powinno być oczywiście światłoszczelne i mieć rozmiary co najmniej równie duże, jak największe pozytywy jakie planujemy wykonywać. Jeśli poddajemy część odbitek specyficznej obróbce, należy rozważyć zastosowanie dwu pudełek. Trzymanie naświetlonych pozytywów w pojemniku z nienaświetlonym papierem, nie jest dobrym pomysłem, ponieważ może prowadzić do kilkakrotnej ekspozycji tej samej kartki. Jeśli już decydujemy się na takie rozwiązanie, w szufladzie, czy pudełku należy przeznaczyć oddzielną przegródkę na naświetlone pozytywy i nie używać jej do niczego innego.

Pozostaje problem długotrwałych naświetleń i wywoływań. Przy bardzo długich czasach i dużych powiększeniach rzutowanych na podłogę, maskownicę wystarczy postawić na dnie odpowiednio wysokiego pudła bez wierzchu - jego ścianki osłaniają papier przed padającym z boku światłem lampy ciemniowej. Jeśli natomiast zachodzi konieczność kilkunastominutowego (i nawet więcej) wywołania, można zredukować oświetlenie do czerwonej żarówki 15 W umieszczonej w odległości 3-4 m. Wedle moich doświadczeń, chlorobromy Fomaspped i bromy Agfa Brovira RC, można w tych warunkach wywoływać co najmniej 30 min. bez obawy zszarzenia. Lepszym, wygodniejszym i mniej męczącym dla wzroku rozwiązaniem jest zastosowanie, wspomnianych już, pokryw na kuwety.

Naświetlonych pozytywów nie należy długo przechowywać - najlepiej wywołać je jeszcze tego samego dnia. Tak się po prostu składa, że na papierach obraz utajony zanika zdecydowanie szybciej, niż błonach negatywowych i po tygodniu może się okazać, iż nawet wielogodzinne męczenie papierów w wywoływaczu nie doprowadzi do ukazania się obrazu.

Przed zakończeniem pracy, niewykorzystane papiery światłoczułe należy z powrotem umieścić w ich fabrycznych opakowaniach. Pudełka i koperty zabezpiecza się przed przypadkowym otwarciem, zakładając na nie gumki. Przy formacie 9x13 cm winny wystarczyć dwie, 13x18 cm trzy-cztery, do pudełka 18x24 cm trzeba niekiedy zużyć sześć do dziewięciu gumek. Pudełka można też obwiązać sznurkiem, ma on wszakże tę wadę, że potrafi się splątać.

Wąskie gardła
Obróbka pozytywów zajmuje mnóstwo czasu, na dodatek uniemożliwiając naświetlanie kolejnych, póki akurat obrabiane nie przestaną być światłoczułe.

Wspominano już o wywoływaniu kilku próbek naświetleń równocześnie. To samo dotyczy pozytywów, lepiej jest używać kuwet o rozmiarach umożliwiających obróbkę co najmniej dwu, a lepiej czterech typowych odbitek równocześnie. Oczywiście mówimy o przypadku w którym trzeba zrobić odbitki z wielu błon - jeśli planujesz odbitki 9x13-10x15 cm z jednej błony małoobrazkowej (krewny poprosił o zdjęcia z wesela córki), względnie dwu zwojowych, sensowniej będzie użyć kuwet 10x15 cm, które wymagają mało roztworów i zajmują mniej miejsca. O wyborze optymalnych kuwet dla danego stylu pracy, będzie mowa w następnym tekście.

Dość sensowne wydaje się zastosowanie utrwalacza pośpiesznego (z chlorkiem amonu), czy szybkiego (na tiosiarczanie amonu) - odbitka przestaje być światłoczuła po co najwyżej 1,5 minuty (FB w Fomafixie), a z reguły po minucie (FB w Ilford Rapid Fixer i Tetenal Superfix), czy jej połowie (RC w IRF i Superfix). W pełni utrwaloną odbitkę uzyskuje się po 1-1,5 minuty (RC), względnie 2-3 minuty (FB), co odpowiada mniej więcej czasowi przebywania odbitek w wywoływaczu.

Część utrwalaczy szybkich umożliwia zresztą jeszcze szybszą obróbkę przy zastosowaniu roztworu roboczego o dwukrotnie większym stężeniu. Np. Ilford Rapid Fixer, jeśli rozcieńczyć go 1+4 (a nie 1+9), pozwala na obróbkę 30 s. (RC), bądź 60 s. (FB).

Pozwala to na utrwalanie w mniejszej kuwecie, o ile oczywiście właściwie zaplanuje się pracę. Jeśli np. wywołanie papieru o podłożu polietylenowym zajmuje 1 minutę, a kuweta z wywoływaczem pozwala poddać obróbce 4 sztuki za jednym razem, zaś kuweta z utrwalaczem 2 i trwa to 30 s. to wywołanie trzeba zacząć od dwu sztuk, a po pół minucie włożyć kolejne dwie, po upływie 30 sekund, dwie pierwsze odbitki przenieść do przerywacza, włożyć dwie następne odbitki do wywoływacza, potem przenieść odbitki z przerywacza do utrwalacza. Potem co 30 sekund przenosi się dwie odbitki z wywoływacza do przerywacza, wkłada dwie nowe do wywoływacza, wyjmuje dwie odbitki z utrwalacza, przenosi dwie odbitki z przerywacza do utrwalacza.

Tego rodzaju obróbka jest zalecana wyłącznie w przypadku pilnej konieczności, po dojściu już do pewnej wprawy. Po pierwsze istnieje ryzyko pomyłek - można choćby poddać odbitkę połowie zalecanego czasu wywołania, ponieważ pomyli się ją z inną w tej samej kuwecie. Po wtóre, tak rozrobiony utrwalacz szybki charakteryzuje się dwukrotnie mniejszą wydajnością.

Jeśli nie możesz z jakiś względów używać utrwalaczy pośpiesznych i szybkich, konieczne jest zastosowanie większej kuwety na utrwalacz, względnie dwu kuwet z utrwalaczem i zdanie się na system dwuroztworowy. Był on dogłębnie opisany w innym tekście, więc tu tylko o nim napomknę. Technika utrwalania dwuroztworowego polega na utrwalaniu w dwu oddzielnych roztworach utrwalacza. Najpierw umieszcza się odbitkę na połowę czasu jej normalnego utrwalania w tym utrwalaczu (dla FB z reguły 5 minut) do pierwszego roztworu, a potem przenosi do kuwety z drugim roztworem gdzie przebywa drugą jego połowę (kolejne 5 minut). Po pracy oba roztwory zlewa się do oddzielnych butelek. Metoda dwuroztworowa sprzyja dokładniejszemu utrwalaniu i mniejszemu zużyciu utrwalacza.

Przed naświetleniem pierwszej partii odbitek danego dnia, lepiej sprawdzić przy pomocy zwykłej próbki naświetleń, czy wywoływacz pracuje prawidłowo. Niemożność wywołania poprawnie naświetlonych odbitek, potrafi naprawdę zirytować, zwłaszcza gdy nowy wywoływacz musimy sobie dopiero rozpuścić z proszku. O zabezpieczeniu się przed tego rodzaju niedogodnościami, w kolejnym tekście.

Jasno w ciemni
Oświetlenie ciemni jest z reguły kompromisem między jak największą ilością światła (co wpływa do dodatnio na wygodę pracy), a ilością światła jak najmniejszą (co wpływa dodatnio na papiery). Dla porządku omówmy spotykane typy lamp ciemniowych:
· Żarówki ciemniowe. Odmiana typowej żarówki, z bańką pokrytą specjalnym lakierem, przepuszczającym światło o określonej długości fali. Najczęściej mają moc 7,5-15 W. Ich zaletą jest że można je wkręcać w typowe oprawy oświetleniowe, są lekkie i zajmują mało miejsca, wadą że są droższe od typowych żarówek, a wielokrotne wkręcanie i wykręcanie może uszkodzić lakier.
· Lampy ciemniowe z wymiennymi filtrami. Światło zwykłej żarówki przechodząc przez taki filtr, uzyskuje podobny skład spektralny jak po przejściu przez zabarwioną bańkę żarówki ciemniowej. Oprawa umożliwia zawieszenie na ścianach, suficie, bądź postawienie na płaskiej powierzchni. Zaletą jest tańsza eksploatacja (klasyczne żarówki 15-25 W kosztują znacznie taniej, niż żarówki ciemniowe), wadami konieczność dopasowania wymiarów filtra, jego starzenie się (zmiana charakterystyki widma), funkcjonowanie w oparciu o gniazdka. Nie dość że trzeba uważać, by nie zalać przewodów kąpielami fotograficznymi, to w razie zwarcia, względnie przeciążenia, zakończonego wywaleniem korków, lampa zgaśnie (żarówka ciemniowa raczej nie, oświetlenie funkcjonuje zwykle na oddzielnym od gniazdek obwodzie). Nadto są cięższe i zajmują więcej miejsca.
· Lampy diodowe. Stosunkowo nowy rodzaj oświetlenia ciemniowego. Diody dają jasne światło monochromatyczne, bądź zbliżone do monochromatycznego. Dość tanie, lekkie i wygodne w eksploatacji, choć niekiedy mogą się stać źródłem problemów z zaświetlaniem papieru (dotyczy konstrukcji wykonanych amatorsko, względnie chałupniczo, pochodzące z renomowanych wytwórni raczej ich nie sprawiają).
· Ciemniowe lampy jarzeniowe. Używane w dużych laboratoriach fotograficznych. Dają bardzo jasne światło, a odpowiednie zabarwienie rurek pozwala na stosunkowo długą pracę z materiałami światłoczułymi. Niestety są drogie i raczej nie produkuje się ich do użytku fotoamatorskiego, więc rzadko się je spotyka. Nadto wymagają specjalnych opraw, też trudno dostępnych.

W procesie pozytywowym stosuje się światło o poniższych barwach:
1. Żółtopomarańczowa i pomarańczowa. Dla papierów chlorowych i chlorobromowych niskoczułych.
2. Pomarańczowo-czerwona i czerwona.
a) Jasna - papiery chlorobromowe wysokoczułe, bromowe, zmiennogradacyjne.
b) Czerwona ciemna - błony ortochromatyczne.
3. Żółtozielona/brązowa/oliwkowa
a) Jasna - jak pomarańczowo-czerwona (niekiedy z wyłączeniem papierów zmiennogradacyjnych).
b) Ciemna - papiery zmiennogradacyjne, barwne.

Określenia barw mogą się różnić w zależności od producenta - przykładowo moja żarówka “orange” miewa praktycznie identyczną barwę światła jak “czerwone” żarówki ciemniowe.

Zaletą światła czerwonego, jest niezwykle mała aktyniczność, więc zdecydowanie rzadko powoduje zaświetlenia. Prawdę mówiąc przy długim przebywaniu w świetle czerwonym, naświetlone papiery mogą niekiedy wykazywać coś dokładnie odwrotnego - zanik obrazu utajonego.

Z drugiej jednak strony, w świetle czerwonym wzrok męczy się szybciej, co więcej następuje jego swoiste “nadczulenie” - wywołujące się papiery wydają się bardziej zaczernione niż są w istocie, co może prowokować do wcześniejszego ich wyjmowania z kąpieli, a więc niedowoływania.

Światło żółtozielone/brązowe/oliwkowe jest przyjemniejsze dla oka i nie powoduje tak rażących błędów w ocenie zaczernienia, ale niestety bardziej aktyniczne, więc długotrwałe trzymanie naświetlonych i nienaświetlonych papierów raczej zaowocuje ich zadymieniem, a może nawet pseudosolaryzacją.

Żółte światło lamp diodowych jest mniej męczące dla wzroku niż czerwone, nie powoduje też “nadczulenia wzroku”, ale jako monochromatyczne też po jakimś czasie męczy wzrok (to tak jak z lampami sodowymi używanymi do oświetlenia ulic), z reguły nieco szybciej niż żółtozielone. Za to jest bardzo jasne.

Światło określonego koloru sprawia, iż oko postrzega barwy inaczej niż w świetle białym (względnie zbliżonym do białego). Co więcej, znaki w kolorze zbliżonym do barwy światła, mogą stać się niewidoczne - dotyczy to choćby kolorowych tuszy atramentów w zeszycie z notatkami. Dlatego bieżące notatki najlepiej wykonywać w brudnopisie, czarnym, względnie niebieskim tuszem, bądź atramentem, a po pracy przepisywać je do czystopisu, kolorami jakie tylko uznamy za stosowne. Plany pracy dla poszczególnych negatywów także najlepiej zapisywać w brudnopisie.

Niezgorszym pomysłem jest wydrukowanie planu pracy na komputerowej drukarce i pozostawienie reszty kartki na bieżące notatki. Tuszu, czy tonera na taki brudnopis nie zużywa się wiele (bo wystarczy drukować nawet w 300 DPI, określanym umownie: “wydruk roboczy”, “szkic”, “ekonofast”, etc.), a druk jest znacznie czytelniejszy w świetle ciemniowym od pisma ręcznego, a gdy sporządzić szablon, oszczędza się także sporo czasu (jeśli komuś szczególnie na nim zależy, można pokombinować z formularzami).

Jak mieć jasno w ciemni i uniknąć problemów z zaświetlaniem? Nie ma na to uniwersalnej recepty, w każdym przypadku oświetlenie jest pewnym kompromisem narzuconym uwarunkowaniami technicznymi (instalacja elektryczna, wzajemne usytuowanie poszczególnych części roboczych ciemni, rozmieszczenie ścian i sufitów, etc.), ergonomią pracy, parametrami obrabianych materiałów.

Początkowo oświetlałem ciemnię jedynie lampą (25 W) z filtrem żółtozielonym ORWO 113D (matowy), umieszczoną jakieś 70 cm ponad kuwetami. Co zdumiewające, mimo mniejszej od zalecanej odległości, ani Fomaspeed, ani czulsza od wielu gatunków papierów zmiennogradacyjnych Brovira, nie wykazywały śladów zaświetlenia, przy standardowym czasie obróbki.

Problemem była słaba widoczność powiększalnika, przysłonę musiałem przymykać i otwierać wyczuwając kolejne zapadki. Ze światłomierzem ciemniowym było mniej kłopotów - jako przeznaczony do pracy w niemal całkowitych ciemnościach, został wyposażony w małą lampkę diodową, ułatwiającą manipulacje tymi przełącznikami, które nie zostały podświetlone. Jednak gdy przypadkiem (za 1 PLN), nabyłem starą żarówkę czerwoną i wkręciłem ją w oprawę w której normalnie znajduje się żarówka oświetlająca to pomieszczenie, stwierdziłem iż pracuje się mi zdecydowanie wygodniej. Zdecydowałem się więc na żarówkę pomarańczowo-czerwoną Narva, która oświetla powiększalnik, światłomierz i pudło z papierami z odległości jakiś 2 m (do kuwet to ponad 3 m), a lampę przewiesiłem wyżej, na 1,2 m, co było podyktowane właściwie tylko wypadnięciem wyeksploatowanego kołka rozporowego z dziury.

Po tej dygresji, kilka ogólnych rad. Niezłym pomysłem jest oświetlanie części suchej (powiększalnik) światłem czerwonym, mokrej zaś oliwkowym, względnie lampą diodową. Czerwone światło nie przeszkadza specjalnie w pracy na maskownicy, wywołujące się odbitki obserwujemy w świetle nie powodującym zafałszowań w ocenie zaczernienia.

Jeśli z jakiś względów musisz wywoływać w świetle czerwonym, staraj się robić to na czas, względnie ustal współczynnik Watkinsa pary wywoływacz-papier (patrz rozdział o testach powiększalnikowych). Dawna literatura radziła umieścić po prostu na widoku nieco prześwietloną, ciemną odbitkę i fotogram trzymać w wywoływaczu, aż będzie ją przypominał - przypuszczam że to dobra metoda, ale nie wiem na sto procent, bo jeszcze nie spróbowałem.

Nieźle sprawdza się umieszczenie tzw. “lampy światła niebezpośredniego” (czyli mogącej oświetlać materiały światłoczułe tylko po odbiciu się od jakieś powierzchni, np. sufitu), tak by jej światło padało głównie na miejsce, gdzie się robi notatki, wejście, etc. - służy właśnie do “ogólnego oświetlenia ciemni”. Na część suchą i mokrą nie musi (i zresztą nie powinno) z niej padać specjalnie dużo światła, ponieważ oświetlone są oświetleniem bezpośrednim.

Przedsionek, względnie śluzę (jeśli ciemnia je posiada), najwygodniej oświetlać jakąś tanią lampą diodową. Nie musi mieć ona specjalnie wyśrubowanych charakterystyk, wystarczy że nie zaświetla papierów przez około minutę. Na dłużej drzwi śluzy się raczej nie otwiera. Można też zastosować wyłącznik, który tę lampę wyłącza w chwili otwarcia wewnętrznych drzwi. Jeżeli zafundowaliśmy sobie w napis “nie wchodzić”, lub podobny, nad zewnętrznymi drzwiami ciemni, można je spokojnie oświetlić jakąś kolorową żarówką, nie przystosowaną do pracy ciemniowej - kosztuje wielokrotnie taniej, a z materiałami światłoczułymi i tak nie będzie mieć kontaktu.

Przy projektowaniu bezpiecznego oświetlenia ciemni warto pamiętać, iż zdecydowanie najwięcej problemów z zaświetleniem występuje nie z powodu zbyt dużej liczby źródeł światła, a zbyt małej odległości od materiałów światłoczułych. Intensywność światła spada proporcjonalnie do kwadratu odległości - ta sama lampa ciemniowa znajdująca się w odległości 3 m, będzie działać na papier światłoczuły 9 razy słabiej, niż gdyby umieścić ją od niego 1 m. Dlatego można sobie spokojnie pozwolić na dość obfite oświetlanie pewnych punktów (np. ciągów komunikacyjnych) o ile tylko znajdują się w oddaleniu od miejsc, gdzie naświetla się i wywołuje odbitki.

Oprócz określenia, jak długie oddziaływanie światła ciemniowego powoduje zadymienia papierów, należałoby też sprawdzić, czy światło nie zmienia ono gradacji, względnie osłabia obrazu utajonego. Na to niestety nie ma prostych do przeprowadzenia, a równocześnie stuprocentowo miarodajnych testów: literatura z reguły zaleca wykonanie dwu identycznych powiększeń, poddaniu jednego działaniu oświetlenia, które chcemy sprawdzić, po czym wywołaniu i porównaniu jednej i drugiej odbitki. Najlepiej chyba byłoby do tych odbitek wziąć negatyw testowy, służący do skalowania światłomierzy ciemniowych, gdyż porównanie poszczególnych pól obu odbitek, jest zdecydowanie łatwiejsze i bardziej miarodajne.

Dla uniknięcia ciągłego wkręcania i wykręcania żarówek ciemniowych z oprawki, literatura zaleca zamocować oprawkę na desce i zasilać ją z kontaktu. Ma to jednak wadę, że w razie przepalenia bezpieczników zostaniemy pozbawieni i tego źródła światła. Tu z pomocą może przyjść “złodziejka”, można zresztą przy jej pomocy zasilać jedną lub więcej lamp z barwym filtrem, względnie diodowych. Z drugiej strony lepiej nie kombinować z zasilaniem z obwodów oświetlenia całego naszego sprzętu ciemniowego.

Gniazdka nie dość że są wygodniejsze, to jeszcze parametry instalacji umożliwiają zasilanie odbiorników o większej mocy. Gdy instalacji oświetleniowej wystarcza z reguły 6 Amperów, to gniazdka dysponują co najmniej 10 Amperów. Instalacja oświetleniowa raczej nie zdoła zasilać suszarki o mocy 1800 W (natężenie prądu blisko 8 Amperów). A tak w ogóle, najlepiej w ciemni byłoby dysponować gniazdkami z uziemieniem (w zasadzie mogą być z zerowaniem, ale uziemienie jest bezpieczniejsze) i instalacją na 16 Amperów.

Na wypadek nieoczekiwanych przerw w dostawie prądu, można się wyposażyć w małą latarkę diodową. Jest to sprzęt tani i łatwy do nabycia (nawet w sklepach sportowych, gdzie sprzedaje się je jako lampki rowerowe), przydaje się też choćby przy obserwowaniu podziałki termometru umieszczonego w kuwecie. Niestety, zakupu z reguły musimy dokonywać “w ciemno”, nie wiedząc czy światło nabytej właśnie latarki, nie będzie zaświetlać papierów.

Dawni fotografowie ssali kwaśne cukierki, by lepiej widzieć w ciemnościach. Niestety, jak dotąd jakoś nie znalazłem czasu, by to sprawdzić.

Inne problemy ze światłem ciemniowym
Niektóre lampy diodowe i filtry ciemniowe powodują kłopoty z ustaleniem właściwego czasu powiększeń przy użyciu światłomierzy ciemniowych, których czujniki (wzgl. “sondy”) potrafią reagować również na światło nieaktyniczne (co nie powinno dziwić, skoro większość z nich miała służyć także do pracy z negatywami barwnymi). Efektem są pozytywy, których niedoświetlenie waha się od nieznacznego (niewielkie skale powiększeń i tym samym krótkie czasy), aż do tak drastycznego, że ledwie widać zarysy obrazu (duże skale powiększeń i długie czasy).

Stosunkowo prostym sposobem stwierdzenia ewentualnego występowania powyższego zjawiska jest dokonanie pomiaru czasu powiększenia na maskownicy przy wyłączonym powiększalniku. Ustalony w ten sposób “czas naświetlenia” (bo jest to wartość kompletnie wirtualna, światło nieaktyniczne nie powinno spowodować w tym czasie widocznego, a już bez wątpienia “średniego” zaczernienia papieru) i porównanie go z czasem uzyskiwanym w kompletnej ciemności (o ile światłomierz umożliwia taki pomiar).

Jeśli przykładowo światłomierz ciemniowy przy nastawionej czułości papierów 400 ISO informuje o czasie ponad 300 sekund dla światła typowo ustawionej lampy ciemniowej, a stosowane czasy naświetleń rzadko przekraczają 60 sekund, a praktycznie nigdy 120 sekund, można w zasadzie uznać, iż światło ciemniowe znacząco nie zafałszowuje czasu pomiaru. Jeśli jednak czasy są zbliżone do zwykle stosowanych, należy poważnie rozważyć środki zaradcze, pod prostu pozbywając się zbyt jasnego światła lampy z okolic czujnika. Nie oznacza to bynajmniej, iż lampę mamy w ogóle usunąć z ciemni, a jedynie uniemożliwić jej świecenie na czujnik w trakcie pomiaru. Są na to co najmniej trzy sposoby:
· Przesunąć lampę w inne miejsce.
· Wyłączać lampę na czas pomiaru (czyli pracy powiększalnika).
· Zastosować zasłonkę.

Odsunięcie lampy dwukrotnie dalej, zmniejsza intensywność padającego na czujnik światłomierza czterokrotnie, co z reguły wystarcza. Niestety, warunki nie zawsze pozwalają na skorzystanie z tej najprostszej możliwości.

Lampę ciemniową można wyłączać ręcznie, względnie skorzystać ze schematów w literaturze fotograficznej (zasada działania jest z reguły podobna do funkcjonowania diody oświetlającej wyłącznik, gdy światło jest wyłączone). Niektóre światłomierze i zegary ciemniowe mają tego rodzaju obwody już wbudowane.

Stosunkowo najprostszym rozwiązaniem jest stosowanie odpowiedniej zasłonki umieszczonej między lampą, a czujnikiem. Można zdecydować się na zasłonkę stała, bądź ustawianą tylko na czas pomiaru. Ta druga może być wykonana nawet z kawałka tektury.

Sekrety światłomierzy ciemniowych
Światłomierz ciemniowy miewa różny wygląd, wszak jego zasada działania jest ta sama - mierzy intensywność padającego na maskownicę światła. Wartość pomiaru jest z reguły podawana w sekundach, z rzadka spotyka się pary czas/przysłona.

Tak czy siak, zasada jest podobna jak przy pomiarze typowym światłomierzem fotograficznym - domyślnie zakłada się iż cały negatyw (jeśli to pomiar integralny), względnie dany fragment (jeśli to pomiar punktowy) jest “średnią szarością”.

Biorąc pomiar integralny, zakłada się, iż czas naświetlenia jednolicie zaczernionego negatywu (np. fotografia szarej karty Kodaka) o tej samej gęstości optycznej, co średnia gęstość optyczna, umieszczonego w ramce powiększalnika negatywu, winien dać pozytyw o średnim zaczernieniu (stopniu szarości).

Z kolei przy pomiarze punktowym zakłada się iż mierzony fragment negatywu charakteryzuje się średnim zaczernieniem, czyli na pozytywnie winien być oddany w odcieniu średnioszarym.

Większość światłomierzy punktowych pozwala na pomiar integralny w razie umieszczenia na drodze promieni z powiększalnika jakieś formy dyfuzora (elementu rozpraszającego światło). Wiele ma też możliwość uśredniania wyników z kilku pomiarów, co jest nieco wygodniejsze od klasycznego pomiaru integralnego, ponieważ można wybrać odmienne dla każdej klatki negatywu punkty pomiarowe.

Zabiegiem niezwykle istotnym jest ustalanie rzeczywistej czułości papieru. Polega ono z reguły na wyznaczeniu właściwego czasu ekspozycji negatywu testowego. Procedura może wyglądać jak poniżej:
· W ramce powiększalnika umieszcza się negatyw testowy, składający się z ciągu pól których gęstość optyczna stopniowo wzrasta (np. co 1/2 stopnia przysłony).
· Ustawia się ostrość na maskownicy.
· Czujnik światłomierza umieszcza się na polu, które ma być oddane jako średnioszare i ustala czas ekspozycji.
· W maskownicy umieszcza się papier którego czułość ma zostać zmierzona i dokonuje jego naświetlenia przez czas wskazany w poprzednim punkcie przez światłomierz dla pola o średniej szarości (producent z reguły podaje które to pole).
· Papier światłoczuły wywołuje się, utrwala, płucze i suszy. Należy zastosować wywoływacz, temperaturę i czas wołania, stosowany normalnie dla danego papieru (ewentualnie jaki chce się zastosować).
· Tak uzyskany pozytyw porównuje się z dołączonym do negatywu przez producenta wzorcem szarości. Wybiera najlepiej pasujące pole. Jeśli średnioszare wyszło pole odpowiadające ekspozycji dwukrotnie dłuższej, ustawioną na światłomierzu czułość papieru należy obniżyć dwukrotnie.

Inną metodą jest umieszczenie czujnika na rzutowanym na maskownicę (ten sam stopień powiększenia, żarówka, przysłona oraz czułość papieru co podczas pierwotnego pomiaru) pola które zdaniem producenta winno wyjść jako średnioszare (np. nr 6) dokonanie pomiaru czasu ekspozycji, przeniesienie czujnika na pole które jako średnioszare nam wyszło (np. nr 9). Potem wystarczy przestawiać czułość papieru tak długo, aż pomiar czasu ekspozycji tego pola (nr 9), osiągnie wartość zmierzoną dla pola “producenckiego” (nr 6). Teraz, choć nie jest to absolutnie konieczne, możemy dla pewności jeszcze zmierzyć czas pola “producenckiego”, naświetlić, poddać obróbce pozytyw i po wyschnięciu porównać pola (teraz średnioszare winno wyjść pole nr 6).

Można też w ogóle nie mierzyć ekspozycji wykonując pierwszą odbitkę z negatywu testowego, a naświetlać papier przez czas który uznamy za właściwy (np. 8 s), ważne jest tylko by ekspozycja była o tyle trafnie dobrana, by którekolwiek z pól negatywu testowego wyszło na pozytywie średnioszare (np. 1). Potem po prostu mierzymy ekspozycję tego pola, przestawiając czułość papieru by uzyskać rzeczywisty czas naświetlenia (pomiar pola 1 ma dać czas 8 s), mierzymy “producenckie” (np. 24 s) i tak przestawiamy czułość papieru, by pomiar ekspozycji pola średnioszarego na pozytywie (nr 1), dał wynik identyczny z wynikiem pomiaru “producenckiego”, dla poprzedniej czułości (czyli 24 s).

Czułość papieru zapisujemy w odpowiednim miejscu (np. tabelka “z komputera”). Będzie się ona zmieniać w zależności od partii papieru (często też papiery o różnej gradacji miewają różną czułość), rodzaju wywoływacza, czasu wywołania, etc.

Warto przy tym zauważyć, iż w praktyce nie ma znaczenia które pole negatywu testowego ustalimy sobie jako średnioszare, o ile oczywiście za każdym razem będzie nim to samo pole. Jest to zresztą oczywiste - fragment o "gęstości średniej" negatywu o kontraście 1.5, będzie miał zupełnie inne zaczernienie niż jego odpowiednik dla negatywu o kontraście 0.5. Nie jest to wszakże zalecane bez istotnej potrzeby, gdyż z reguły wymaga odpowiedniego skorygowania ustawianej na światłomierzu czułości papierów, ewentualnie zmodyfikowania procedury.

Światłomierz można zresztą wyskalować zamiast na “średnią szarość”, na każdą inną, np. odpowiadającą barwie skóry. To rozwiązanie jest wszakże rzadko stosowane w fotografii czarno-białej, zwłaszcza że może niekiedy spowodować problemy przy pomiarze integralnym.

A tak w ogóle, przed wywołaniem na podłożu odbitki negatywu testowego najlepiej zapisać (czymś wodoodpornym):
· rodzaj papieru
· gradacja (lub filtracja)
· wywoływacz
· czas ekspozycji
· ustawioną czułość (opcjonalnie)
· czas wywołania (opcjonalnie)

Tego rodzaju zapiski można zapisać skrótami, czy nawet zakodować. Np. Fomaspeed, gradacja miękka, 15 sekund ekspozycji, 400 ISO, wywołany w W-14 Fenal przez 1 minutę i 30 sekund, to: FomaSp/Soft, 15s/400, W-14/1:30. Jeśli ktoś lubi porządek, może dodać także datę.

Negatyw testowy można sobie zrobić samemu, jest to jednak trudniejsze niż choćby testu ostrości. Stosunkowo najłatwiej jest, jeśli w naszym posiadaniu znajduje się jakąś fotograficzna tablica testowa, zawierającą pole średnioszare. Wystarczy coś takiego sfotografować i właściwie wywołać, by uzyskać zupełnie niezły negatyw testowy. Wymaga to jednak pewnej staranności, błędy ekspozycji i wywołania mogą prowadzić do zbyt małego, bądź nadmiernego zaczernienia “pola średniej szarości” (co oczywiście można skorygować osłabianiem, bądź wzmacnianiem).

Jeśli ktoś nie ma takiego testu, może go zrobić samemu, w programie graficznym, naświetlając progresywnie skrawki papieru fotograficznego, etc. Nie jest to wszakże proste i z reguły nie udaje się za pierwszym razem.

Można też próbować zreprodukować właściwie naświetlony pozytyw z negatywu testowego - jest to w miarę niezły sposób uzyskania testowego negatywu o średnim formacie, gdy dysponuje się tylko małoobrazkowym.

Dość ciekawym pomysłem jest skopiowanie negatywu testowego przyrządem do kopiowania slajdów i poddanie błony wywołaniu odwracalnemu. Można w ten sposób uzyskać negatywy testowe o różnej gradacji, co ułatwia ocenę rzeczywistej kontrastowości używanych papierów. Można też spróbować techniki negatyw, pozytyw, negatyw - jest to dość żmudne i wymaga dokładności, jednak w razie zastosowania błony nieuczulonej optycznie, względnie ortochromatycznej, można stosunkowo łatwo uzyskać odpowiednie zaczernienie kopii “pola producenkiego”, gdyż wywołanie odbywa się przy świetle.

Jeśli nie zależy nam, by ściśle określone pole odpowiadało “średniej szarości”, wystarczy sfotografować odpowiednią tablicę testową, poddać negatyw obróbce, a następnie znaleźć pole najbardziej zbliżone zaczernieniem do “pola producenckiego” (identyczne czasy). Pozostałe pola także mierzymy, ustalając różnicę w zaczernieniu (o ile krótszy, bądź dłuższy czas od “producenckiego”), co pomoże w szybkim wprowadzaniu korekt.

Parę uwag na temat wywołania. Jeśli pola fotografowanej tablicy testowej mają zaczernienie np. co 1 stopień przysłony, a my chcemy właściwie oddać to na pozytywie, trzeba wywołać negatyw na współczynnik gamma rzędu 1. Jeśli zrobimy to na np. 0.7, kontrast między poszczególnymi polami na negatywie będzie niższy! Można oczywiście to uwzględnić przy sporządzaniu tablicy, ale łatwiej po prostu wywoływać na gamma 1.

Dość przydatnym, acz niestety rzadko podawanym w instrukcjach światłomierzy zastosowaniem negatywów testowych jest ustalanie współczynnika schwarzhilda dla danego typu papieru. Co prawda wiele światłomierzy ma tę funkcję wbudowaną, ale operują z reguły wartościami przybliżonymi, co na ogół wystarcza, niekiedy wszakże może nas nie do końca satysfakcjonować. Ustalenie rzeczywistej poprawki dla danego typu papieru jest proste i omalże identyczne jak procedura stosowana przy określaniu czułości papieru. Mierzy się “pole producenckie” przy dość dużej skali powiększenia i pełnym otworze przysłony, a potem domyka maksymalnie przysłonę, mnoży odpowiednio czas pomiaru (np. 6 s. przy F-4 na 192 s. przy F-22), naświetla test, poddaje obróbce, a po wyschnięciu pola na pozytywie porównuje się z wzorcem szarości, łatwo ustalając właściwą wartość. Co więcej, jeśli ktoś zmierzy jaki czas dla “pola producenkiego” zalecał światłomierz w tamtych warunkach, będzie go mógł porównać z rzeczywistym i ustalić, czy i ile musi dodać (ewentualnie odjąć) do kompensacji efektu schwarzhilda jaką oferuje światłomierz.

Negatyw testowy pozwala też, choć w ograniczonym stopniu, określić kontrastowość papieru. W tym celu porównuje się krańcowe pola naświetlonego pozytywu na papierze o nieznanej gradacji, z ich odpowiednikami na papierach o różnych (znanych nam) gradacjach. Jeśli skrajne pola mają jaskrawszą biel i głębszą czerń, dany papier najpewniej ma twardszą gradację, jeśli są bardziej szarawe, gradacja jest miększa. Ten sposób daje zupełnie niezłe rezultaty przy kontroli rzeczywistej gradacji papierów przeterminowanych, zmiękczanych w dwuchromianie potasu, poddanych obróbce w wywoływaczu kontrastowym, rzeczywistych parametrach niemłodych już, względnie niemarkowych filtrów (papiery zmiennogradacyjne), etc. Porównywanie papierów matowych z błyszczącymi, jest niecelowe i może prowadzić do błędów, chyba że naszym celem jest właśnie porównanie uzyskiwanej czerni i bieli na jednych i drugich.

Negatyw testowy umożliwia również ustalenie przybliżonych współczynników Watkinsa dla wywoływaczy pozytywowych. Określa się po jakim czasie widoczne stają się pierwsze ślady obrazu w świeżym roztworze i porównuje z czasem zalecanym przez producenta. Np. jeśli pierwszy ślad obrazu pojawia się po 20 sekundach, a zalecany czas wynosi 180-300 sekund, to współczynnik możemy przyjąć jako 9-15.

Współczynnik Watkinsa, choćby nawet obliczony z dużym przybliżeniem, niesłychanie ułatwia korektę czasu wywołania powiększeń, który stopniowo wydłuża się w miarę zużycia roztworu. Jeśli we wspomnianym wyżej wypadku pierwsze ślady obrazu zaczną pojawiać się po 30 sekundach, oznacza to że dla uzyskania efektu zbliżonego do wywołania w wywoływaczu świeżym przez 180 sekund, należy trzymać papier w wywoływaczu przez mniej więcej 270 sekund, zaś efekt wywołania trwającego 300 sekund, uzyskamy po około 450.

Takie postępowanie ma sens względem określonych par wywoływaczy i papierów, z reguły zmiana wywoływacza, a bywa też papierów może dać kompletnie inne współczynniki.

Zacznijmy od wywoływaczy - w wielu wywoływaczach dwureduktorowych, a w szczególności wywoływaczach metolowo-hydrochinonowych oraz fenidonowo-hydrochinonowych występuje zjawisko superaddytywności, czyli wzajemna interakcja reduktorów znacznie przyśpiesza ich działanie. Co prawda istnieją wzory pozwalające to stosunkowo nieźle policzyć, ale z reguły nie znamy mas poszczególnych reduktorów w roztworze. A wywoływacz z 2 gram metolu i 5 gramów hydrochinonu będzie miał odmienny współczynnik niż zawierający 1 gram metolu i 10 gramów hydrochinonu (w pierwszym przypadku około 12, drugim około 7).

Obecnie do emulsji wielu rodzajów papierów dodaje się substancji przyśpieszających wywołanie, co także może wpływać na czas między pojawieniem się pierwszych śladów obrazu a pełnym wywołaniem. W połączeniu z różnicami emulsji, różnice mogą być znaczne - przykładowo w świeżym W-41 papiery bromowe Agfa Brovira RC ukazują pierwsze ślady obrazu już po kilku sekundach, zaś papiery chlorobromowe Fomaspeed RC po kilkunastu.

Powszechnie stosowane wywoływacze fenidonowo-hydrochinonowe charakteryzują się proporcjonalnie mniejszym niż metolowo-hydrochinonowe wydłużaniem się czasów wywołania w miarę zużycia (fenidon jest stosunkowo mniej podatny na wzrost ilości bromków w roztworze).

Dla W-41 1+7 i papierów Fomaspeed stosuję współczynnik od 6 do 8. W innych wywoływaczach fenidonowo-hydrochinonowych, będzie on oczywiście odmienny.

Niektóre rodzaje tonowania wymagają niewielkiego prześwietlenia przeznaczonych doń pozytywów. Niestety podręczniki fotografii raczej nie podają o ile trzeba prześwietlić - odbitki z negatywu testowego nie dość że pozwalają łatwo ustalić skalę niezbędnego prześwietlenia to również jak toner będzie oddziaływał na każdy ze stopni szarości (niektóre kąpiele tonujące działają na strąt srebrowy nieproporcjonalnie).

Ustalanie kontrastu
Niektóre starsze światłomierze ciemniowe nie dysponują funkcją pomiaru kontrastu kadru (czyli różnicy między jego najmniej a najbardziej zaczernionym fragmentem). Jeśli jednak taki przyrząd oferuje punktowy pomiar ekspozycji, kontrast kadru można ustalić mierząc najjaśniejsze i najciemniejsze partie negatywu, a następnie porównać czasy ekspozycji.

I tak jeśli pomiar najbardziej krytego punktu negatywu (czyli świateł) dał wynik 32 s., zaś najmniej (czyli cieni) 4 s. to kontrast wynosi 1:8.

Przy wyborze właściwej gradacji papieru pojawia się jednak drobny problem - dla wygody podaje się ją w wartościach logarytmicznych, na które nowsze światłomierze automatycznie przeliczają kontrast. Jeśli ktoś nie dysponuje takowym, a pozapominał cały ten dział matematyki, względnie go w ogóle w szkole nie przerabiał, skazany jest na metodę prób i błędów, ewentualnie żmudne grzebanie w literaturze fachowej i internecie.

Skala logarytmiczna w której podawane są gradacje papieru jest oparta o zasadę iż wzrost o 30 oznacza dwukrotny wzrost kontrastu negatywu (0,3x100), a o 100 dziesięciokrotny (1x100). Jako że bardziej kontrastowy negatyw kopiuje się na mniej kontrastowym papierze, im wyższa liczba tym miększy papier. 100 nadaje się do kopiowania kadru o kontraście 1:10, 60 - 1:4, 150 - 1:32, itd.

Kontrast negatywu, a wartości ISO R 10-200

Gradacje 	Bardzo Miękkie 	                              Miękkie 	          Specjalne 
ISO R           200 190 180 170 160 150 140 130 120 110 100
Kontrast 1:96 1:80 1:64 1:48 1:40 1:32 1:24 1:20 1:16 1:12 1:10

Gradacja Normalne Twarde Bardzo Twarde
ISO R           90 80 70 60 50 40 30 20 10
Kontrast 1:8 1:6 1:5 1:4 1:3 1:2.5 1:2 1:1.5 1:1.25


Wartości dla papierów 10 i 20 są przybliżone, co w praktyce ma małe znaczenie - wiele światłomierzy ciemniowych może nie być w stanie zmierzyć tak subtelnych różnic zaczernienia. Dla ułatwienia 150 i 200, czyli 1:50 i 1:100, zaokrąglono do wielokrotności dwójki 1:48 i 1:96 - czteroprocentowa różnica ma i tak praktycznie nieistotne znaczenie (niedokładności światłomierza i w ustalaniu gradacji papieru). 80 to 1:6.4 ale i tu różnica wynosi mniej niż 10%.

Jak nietrudno zauważyć, dla kontrastu 1:8 negatywu z przykładu odpowiednia będzie gradacja oznaczona “R 90” (np. gradacja normalna AGFA Brovira).

Skala powyższa dotyczy wywołania dogłębnego w wywoływaczu o normalnej kontrastowości. W innym przypadku rzeczywista gradacja może różnić się od nominalnej. I tak:
· Wywoływacz miękki, względnie kontrastowy, zmienia gradację papieru (odpowiednio na miększą i twardszą).
· Wywoływacz “wyrównawczy” (np. dwuroztworowy) pozwala na jej zmianę w dość szerokim zakresie. Wedle AGFY wywoływaczy takich nie można stosować względem papierów zmiennogradacyjnych.
· Wywołanie powierzchniowe praktycznie obniża kontrastowość papieru (ale efekt jest odmienny niż na dogłębnie wywołanym papierze o miększej gradacji).
· Przedłużone wywołanie z reguły również obniża kontrastowość papieru (dopóki nie wystąpi zszarzenie świateł, w ograniczonym stopniu - potem już dość poważnie).
· Niewielkie zaświetlenie zmiękcza gradację papieru.
· Kąpiel naświetlonego papieru w 0,5% wodnym roztworze dwuchromianu potasowego obniża kontrastowość papieru (zjawisko Sterry'ego).
· Papiery przeterminowane niekiedy miewają miększą gradację niż pierwotna.
· Ponowne naświetlenie częściowo wywołanego, nieutrwalonego pozytywu praktycznie zmniejsza jego kontrastowość (efekt będzie inny niż przy użyciu normalnie wywołanego papieru o miększej gradacji). Zjawisko to jest wykorzystywane w heliobromie - technice tonorozdzielczej.
· Wysłanianie i doświetlanie pozwala dość swobodnie zwiększać i zmniejszać kontrast pozytywu.

Ważną rzeczą przy pomiarze kontrastu światłomierzami ciemniowymi jest właściwa interpretacja wyników. W instrukcjach opisuje się ów pomiar niekiedy tak “ustaw czujnik na najjaśniejszym i najciemniejszym miejscu rzutowanego na maskownicę negatywu i odczytaj wynik”. Otóż takie postępowanie ma sens jeśli te najjaśniejsze i najciemniejsze punkty negatywu zawierają jakiekolwiek szczegóły! Wtedy oddanie cieni jako “najciemniejszej szarości przed czernią”, a świateł jako “najjaśniejszej szarości przed bielą” ma sens - odwzorowany zostanie “rysunek najjaśniejszych świateł i najgłębszych cieni”. Jeśli dana partia cieni jest “pusta”, a świateł kompletnie “zabita”, nie ma sensu włączać ich do pomiaru, bo prowadzi to do użycia nazbyt miękkich gradacji papieru i tym samym “rozwlekania półtonów” (mniejsza skala stopni szarości odwzorowuje ten sam środkowy fragment krzywej charakterystycznej). Skoro w cieniach i tak nie ma szczegółów, mogą być kompletnie czarne, a odblaski na szybie białe - wbrew pozorom widz potrafi zaakceptować takie fragmenty, o ile oczywiście nie są nazbyt pokaźne. A zyskana w ten sposób “twardość gradacji” czyni półtony bardziej zróżnicowanymi.

Co więcej, to że szczegóły w cieniach są, nie oznacza iż musimy je obowiązkowo odwzorowywać. Przykładowo mamy portret we wnętrzu, na dobrze naświetlonej i wywołanej błonie. Na wglądówce widzimy, iż tło wyszło ostre i pełne, szczegółów, odciągając uwagę od sfotografowanej osoby. Naturalnym jest albo na tyle długie doświetlenie tła, by stało się ciemne i pozbawione szczegółów (dawni fotograficy używali do tego niekiedy latarki z małym otworkiem, czy zwężającym się kapturkiem z papieru), bądź właśnie użycie twardszej gradacji papieru, co poprawi przy okazji oddanie faktury skóry (trzeba wszak z tym uważać - wyraźniej odwzorowane mogą zostać również jej wady).

Problemy z czujnikami
Czujniki wielu światłomierzy w trakcie pomiaru trzeba ustawić pod właściwym kątem - pomagają w tym różnego rodzaju znaki - jeśli się tego nie uczyni, zafałszowaniu mogą ulec wyniki. Z reguły zostaną one zaniżone - na płaszczyznę czujnika ustawionego pod kątem, pada mniej promieni światła.

Niedokładne włożenie kabla czujnika w gniazdko (np. niedociśnięcie wtyczki), względnie uszkodzenia izolacji kabla, również mogą prowadzić do błędów pomiaru, a w pewnych sytuacjach nawet uszkodzenia przyrządu.

Zmiana żarówki w powiększalniku z “przewoltowanej” na zwykłą o tej samej mocy, może okazać się trudna wykrycia dla czujnika (ostatecznie miał służyć również do pomiarów w fotografii barwnej), co może owocować niedoświetleniami (mniejsza ilość promieni aktynicznych zwykłych żarówek). Rozwiązaniem jest zmierzenie różnicy udziału promieni żółtych (względnie czerwonych) obu źródeł światła (jak przy pomiarze dominanty negatywu barwnego), względnie wyskalowanie światłomierza przy każdym z nich (tzn. ustalenie czułości papieru przy jednej i drugiej żarówce).

Pojemności kuwet
Poniżej przybliżona pojemność kuwet wykorzystywanych w ciemni pozytywowej. Podano objętości przy roztworze sięgającym 1/3-1/2 wysokości ścianki. W zasadzie da się także pracować nawet przy 1/4 (głównie na papierach RC, bo FB “piją”), jednak jest to trochę niewygodne. Z kolei wywoływanie przy roztworze sięgającym powyżej 2/3 ścianki kuwety, może owocować jego wylewaniem się na boki (zwłaszcza podczas kołysania kuwetą). Nadmiar roztworu można wszakże zlać do butelki, z której za jakiś czas uzupełnimy niedostatek płynu w kuwecie.

Wkładanie odbitek do wywoływacza sięgającego 1/4 ścianki kuwety nie jest trudne - wystarczy podnieść jeden bok kuwety, położyć odbitkę na dnie i opuścić kuwetę do położenia poziomego, co spowoduje równomierne zalanie odbitki wywoływaczem. Przy wywoływaczu sięgającym ponad 1/2 wysokości, lepiej z kolei sprawdza się “wsuwanie” - czyli ukośne wepchnięcie odbitki pod powierzchnię roztworu, tak jakby na brzegu kuwety znajdowała się szczelina (niczym w skrzynkach na listy). Gdyby odbitka nie zanurzyła się całkowicie, względnie po chwili wynurzył się jakiś fragment, dociska się ją cierpliwie szczypcami. W przypadku utrwalacza postępowanie jest inne i nie zależy od wysokości jakiej sięga roztwór - kładzie się odbitkę na powierzchni, obrazem w stronę dna kuwety (czyli podłożem w górę).

Odbitki o podłożu barytowanym potrafią się giąć i wichrować w wywoływaczu, co owocuje wynurzaniem brzegów i rogów ponad powierzchnię roztworu - pomaga namoczenie naświetlonej odbitki w wodzie przed włożeniem do wywoływacza (tyle że trzeba wtedy nieco wydłużyć czas wywołania), a także wciskanie wystających fragmentów pod powierzchnię, aż podłoże wystarczająco nasiąknie.

Emaliowane
Kuweta 18x13 cm
g=22,4x17,4 cm
d=19,5x14,5 cm
h=3,6 cm
m=0,36 kg
opt=250-350 ml

Tworzywo sztuczne
Kuweta 10x15 cm
g=20,5x15,5 cm
d=16,0x11,0 cm
h=3,5 cm
opt=150-200 ml

Kuweta 18x13 cm
g=25x20 cm
d=18,5x13,5 cm
h=5,5 cm
opt=350-500 ml

Kuweta 24x18 cm
g=32,0x25,5 cm
d=25,0x19,0 cm
h=5,5 cm
opt=500-750 ml

Kuweta 30x24 cm
g=39,0x32,0 cm
d=32,5x25,5 cm
h=6,0 cm
m=0,6 kg
opt=1000-1500 ml

Kuweta 40x30 cm
g=50,0x40,0 cm
d=42,0x31,5 cm
h=7,5 cm
m=0,6-1,0 kg
opt=2250-3500 ml

g=wymiary górnych krawędzi
d=wymiary dna
h=wysokość
opt=przybliżona objętość cieczy pozwalająca na wygodną pracę.

Oczywiście można też pracować przy mniejs ej ilości, nawet połowie większej z liczb. Podobnie można też przy dwukrotnie większej niż mniejsza z objętości. Toteż dla kuwety 24x18 cm dopuszczalny zakres wynosił będzie ok. 400-1000 ml. Wszystko wszakże zależy od wysokości ścianek i ich nachylenia. Kuwety emaliowane mają z reguły ścianki nachylone w nieco mniejszym stopniu, niż plastikowe. Z tego względu podane wartości mają wyłącznie charakter orientacyjny.

Adekwatne dla danej kuwety objętości można też wyliczyć mnożąc pole dna (w centymetrach kwadratowych) przez wysokość do jakiej płyn ma sięgać. Wyliczone wartości będą wszak nieco niższe od rzeczywistych ze względu na wspomniane nachylenie ścianek. Jego uwzględnianie w obliczeniach wymagałoby dość precyzyjnego pomiaru nachylenia i korzystania z bardziej skomplikowanego wzoru, a różnica z kuwetą "prostopadłościenną", raczej nie będzie większa niż 10% (o ile kuweta nie jest bardzo mała).

Wymiary górnych krawędzi kuwet plastikowych mierzono od zewnętrznych krawędzi i mają jedynie pomóc w ustaleniu ile kuweta zajmie miejsca. To że kuweta na odbitki 24x18 cm ma “górne wymiary” ponad 30x24 cm nie oznacza że uda się w niej całkowicie zanurzyć odbitkę o formacie 30x24 cm (choć oczywiście będzie można zastosować technikę wywołania “przeciągowego”).

Podano masy tylko największych kuwet (pustych). Mogą się one wahać w zależności od tworzywa i grubości ścianek. Przykładowo moja kuweta 30x24 cm waży więcej niż 30x40 cm (odpowiednio 600 g i 550 g).

Problemy z kuwetami
Niektóre wywoływacze zmieniają barwę podczas pracy i z chwilą wyczerpania stają się np. czerwone, a wiele przerywaczy fabrycznych zawiera indykator zmieniający kolor roztworu gdy PH staje się obojętne. Niestety w niebieskiej kuwecie wszystkie płyny będą nam się wydawały zabarwione na niebiesko i dostrzeżenie zmiany zabarwienia na niebieską, niebieskozieloną, granatową, etc. jest praktycznie niemożliwe. Barwę czerwoną, pomarańczową, żółtą, brązową można jako w kuwecie niebieskiej rozróżnić - roztwór wyda się ciemniejszy. Z kolei w kuwetach ciemnoszarych i czarnych dostrzeżenie zmiany barwy bywa bardzo utrudnione.

Niejako na dodatek, czerwone światło ciemniowe bynajmniej nie ułatwia poprawnego postrzegania barw (w żółtozielonym i oliwkowym wygląda to lepiej, a lamp diodowych zdecydowanie lepiej).

Sposoby na obejście tego problemu są trzy:
A) Zastosowanie kuwety w barwie dopełniającej do zabarwienia indykatora - do koloru czerwonego zielona kuweta, do niebieskiego pomarańczowa, etc. Jeszcze łatwiej zabarwienie kuwety zaobserwować w kuwecie o barwie białej.
B) Ustalanie przydatności roztworu nie na podstawie barwy indykatora, a choćby po prostu licząc odbitki. W takim przypadku można stosować nawet fabryczny przerywacz bez indykatora. Wbrew pozorom ułatwia to niektóre sprawy - przykładowo trudniejsze jest pomylenie roztworu wykorzystywanego do błon z tym do pozytywów. Indykator w roztworze fabrycznym sprawia iż ten ma z reguły jakąś barwę, przerywacze zaś bez indykatora są z reguły bezbarwne - w przezroczystych butelkach są więc nie do pomylenia (jeśli używać przerywacza fabrycznego do błon, a octowego do papierów, odróżnić można też po zapachu).
C) Stosunkowo najskuteczniejszą metodą jest po prostu pobranie próbki z kuwety i ocena jej rzeczywistego zabarwienia w świetle białym. Pobierać i oceniać próbki można w próbówce, jednak równie dobrze da się wykorzystać do tego celu nawet plastikową miarkę do proszku do prania, względnie białą plastikową zakrętkę butelki.

Zlewanie roztworów z kuwet
Planując dłuższą przerwę w pracy z reguły roztwory robocze zlewa się do innych pojemników w których mają być tymczasowo przechowywane.

Przy małych rozmiarach kuwety i obszernym wlewie do butelek, z reguły wszystko idzie gładko. Przy dużych i małym wlewie istotne znaczenie zdaje się mieć kształt dziobka do zlewania.

Wbrew pozorom nie jest on jednak najważniejszy. Moja, skompletowana z wielu różnych źródeł (od zakupów w internecie poczynając, na grzebaniu w gratach wyrzuconych ze strychów, piwnic i rupieciarni kończąc) kolekcja kuwet, to naprawdę imponująca mieszanina różnych wzorów, krajowych i zagranicznych. Co prawda nie próbowałem jeszcze zlewania z uchodzących za kiepskie pod tym względem kuwet firmy Kaiser, ale nie sądzę by było to trudniejsze, niż w niektórych typach sprzed tych 20-30 lat, gdzie “dziobek” jest po prostu “ostrym” rogiem na styku dwu ścianek (trzy pozostałe rogi są zaokrąglone), względnie w ogóle go brak (wiele kuwet emaliowanych).

Może nawet ważniejszym, a często kompletnie nie branym pod uwagę problemem jest elastyczność kuwety, bo niektóre starsze kuwety są zrobione nie z PCV, dość elastycznego plastiku. Jeśli dodać że kuwety o wymiarach od 24x30 poczynając, stają się już dosyć nieporęczne, a razem z zawartością ważą kilka kilogramów, odkształcanie może się okazać istotniejszą od niewydajnego dziobka komplikacją.

Niezłym pomysłem wydaje się użycie bardzo dużego lejka - owszem, o ile butelka jest zabezpieczona przed przewróceniem. A lekką plastikową butelkę (zwłaszcza PET) można przewrócić nawet wlewając dużą ilość roztworu zbyt gwałtownie do lejka.

Na szczęście istnieje kilka prostych rozwiązań. Stosunkowo najprostszym jest zlewanie roztworu z dużych, nadmiernie elastycznych, względnie obdarzonych niewygodnym dziobkiem, kuwet, nie bezpośrednio do butelki, a partiami do kuwety mniejszej, obdarzonej lepszym dziobkiem, z której łatwo zlewa się ją do butelki. Jako naczynie "pośrednie" można też wykorzystać tanie i łatwo dostępne kubełki do mieszania farb, które zresztą, po założeniu szczelnej pokrywki, zupełnie nieźle nadają się do przechowywania utrwalacza.

Można także w ogóle nie zlewać płynu z kuwet, o ile zabezpieczy się go pływającą pokrywą. Funkcję tę może pełnić odpowiednio przycięta płyta z tworzywa (np. PCV), a nawet... dno innej kuwety. Można też zakryć kuwety od wierzchu kawałkami folii. Są to rozwiązania nieco gorzej chroniące przed utlenianiem roztworów, ale różnica przy normalnej pracy nie jest bynajmniej diametralna, zyskuje się zaś nieco na czasie (nie trzeba wylewać i z powrotem wlewać roztworów do kuwet).

Ewentualne męty, kawałki podłoża, żelatyny, utopione muszki, etc. odfiltrować z roztworu można sączkami, wkładając w lejek zwitek waty, ewentualnie wielorazowymi filtrami sitowymi do farb - te ostatnie mogą mieć sitka o większych oczkach, niż stosowane do filtrowania kąpieli używanych w procesie negatywowym (w przeciwieństwie do negatywów, odbitek raczej się już nie powiększa).

Rzeczą na którą radziły zwracać szczególną uwagę dawniejsze podręczniki fotografii było nie używanie kuwet w których uprzednio znajdował się wywoływacz do utrwalania i vice versa. Chodziło najpewniej o zapobieżenie różnym dziwnym interakcjom z osadem pochodzącym z poprzednich kąpieli.

Stosunkowo najoczywistszym sposobem jest korzystanie z kuwet w różnych barwach: np. zielona na wywoływacz, biała na przerywacz z indykatorem, czerwona na utrwalacz, ewentualnie w odwrotnej kolejności (jak w światłach). Jeśli nie korzystamy z wywoływacza z indykatorem, ewentualne określamy barwę tego roztworu pobierając próbki, kolory kuwet nie mają znaczenia, można więc:
· na wywoływacz przeznaczyć kuwetę zieloną (początek procesu/zielone światło), czarną, bądź szarą (wywoływacz czarno-biały).
· na przerywacz, żółtą, pomarańczową (żółte światło), białą, niebieską, fioletową (woda - dawniej zamiast przerywaczy),
· na utrwalacz czerwoną (zatrzymanie procesu/czerwone światło).

To oczywiście tylko dość dowolne przykłady - każdy może dopasować inne kolory do własnych skojarzeń.

Kuwety w takich samych kolorach można oznaczyć nalepkami, a nawet opisać wodoodpornym markerem.

Czyszczenie kuwet
Lekko zanieczyszczone kuwety z PCV, emaliowane i ze stali nierdzewnej, można myć nawet płynem do mycia naczyń, wspierając się w razie czego szczotką. Dobrze sprawdza się też proszek do czyszczenia zlewów, którego mokrą warstwę można w razie potrzeby pozostawić na dnie kuwety na kilka godzin (potem wypłukać dokładnie resztki proszku). Osad z utrwalacza usuwa się roztworem ługu sodowego, a z wywoływacza kwasu solnego, rzadziej octowego. Do osadów zasadowych dobrze sprawdza się również mieszanina w składzie:

woda 500 ml
dwuchromian potasu 25 g
kwas siarkowy 20 ml

Po powyższym specyfiku, względnie kwasie, czy ługu kuwetę trzeba dokładnie wypłukać wodą. Nie muszę oczywiście przypominać, że kwas zawsze wlewa się do wody - postępowanie odwrotne prowadzi do “gotowania się” mieszaniny i wychlapywania jej na zewnątrz.

Tyle co do czyszczenia kuwet normalnie zanieczyszczonych. Kiedyś w rupieciarni znalazłem kuwetę brudną jak nieszczęście, do której ktoś prawdopodobnie spuszczał olej z silnika. Potraktowałem to w kategoriach wyzwania. Najpierw kuwetę odtłuszczałem rozpuszczalnikiem. Potem przyszedł czas na proszek do czyszczenia (“wybielanie” mokrą warstwą), a następnie żel do usuwania zatorów w rurach PCV (na bazie ługu sodowego), na koniec użyłem wodnego roztworu kwasu solnego (oczywiście po każdym kolejnym specyfiku kuweta była dokładnie płukana wodą). Efekt był na tyle dobry, że wbrew początkowemu założeniu, uznałem iż będę używał tej kuwety do wywołania papierów i służy mi do dziś.

Przy czyszczeniu kuwet różnymi żrącymi substancjami, bardzo rozsądnie jest zabezpieczyć skórę rąk i ubranie. Kwasoodporne rękawice można nabyć w sklepach z odzieżą ochronną i innymi artykułami BHP. Ubranie zabezpiecza się fartuchem, ewentualnie zakłada takie, na wypalenie dziur w którym możemy sobie pozwolić. Po pracy należy dokładnie wymyć ręce - zabrudzona kwasem skóra zaczyna po jakimś czasie piec, ług potrafi działać “bezbólowo”, a jego obecność na dłoniach zauważa się niekiedy dopiero gdy człowiek łapie za coś i konstatuje że ma coś nazbyt śliskie ręce (spalony naskórek). Względem płynów do mycia naczyń, żeli oraz proszków do urządzeń sanitarnych, należy się stosować do zaleceń producenta. Rękawice też nie zawadzą, ale mogą być zwykłe kuchenne, o ile rzecz jasna środek nie zawiera silnych kwasów i zasad.

Nietypowy, acz przydatny sprzęt pomocniczy
Większość podręczników i poradników wylicza cały katalog absolutnie niezbędnego sprzętu ciemniowego, nadto jeszcze szerszy katalog wyposażenia mniej niezbędnego. Niestety, niesłychanie rzadko wymieniane są akcesoria, choć nie będące sprzętem ciemniowym, ogromnie ułatwiające pracę, względnie zapewniające odrobinę komfortu w trakcie wielogodzinnego pobytu w ciemni. Na szczęście łatwo samemu dojść jakie rzeczy będą nam w ciemni dodatkowo potrzebne, a zakup nie sprawia trudności - większość potrzebnych akcesoriów jest tania, nie wymagając przy tym specjalnie długiego chodzenia po sklepach.

Podręczniki często zalecają korzystanie w ciemni z zeszytu, niekiedy także szkicownika. Szkopuł w tym, że pisać i rysować trzeba mieć nie tylko w czymś, ale i czymś oraz na czymś, a także to coś do pisania w czymś trzymać.

Ogólnie lepiej do pisania w używanych w ciemni brudnopisach, nadają się długopisy, niż pióra, ołówki, flamastry, cienkopisy. Przede wszystkim długopisy dłużej wysychają, trudniej też nimi się zabrudzić w razie przypadkowego uchwycenia w niewłaściwym miejscu. Stosowany w typowym długopisie tusz wykazuje także dużą odporność na kąpiele fotograficzne, sporządzony atramentem na odwrocie odbitki opis, po przejściu przez wywoływacz, przerywacz i utrwalacz, będzie albo nieczytelny, albo kompletnie zniknie. To samo dotyczy cienkopisów i flamastrów wodnych, na szczęście istnieją też odporne na działanie wody i te nawet nieźle sprawdzają się przy opisywaniu tyłów odbitek, będąc nawet czytelniejszymi od długopisów. Ślady ołówka co prawda pozostają nienaruszone na wywołanych odbitkach, ale bywają trudne do dostrzeżenia, gdy odbitka jest mokra.

Rysunki ołówkiem w słabym świetle ciemniowym w ogóle mogą być ledwie widoczne, więc jeśli masz zamiar używać ołówka do rysowania np. planów wysłaniania, pokombinuj w razie potrzeby z różnymi twardościami i mniej i bardziej zaostrzonymi grafitami.

Pióra nadają się za to świetnie do pisania w czystopisach - jakby mobilizują do czytelniejszego pisania, a atrament jest łatwiejszy do wywabienia w razie błędu.

Tusz długopisu, względnie flamastra używanego do pisania w warunkach ciemniowych powinien mieć barwę niebieską lub czarną - czerwony, fioletowy, zielony etc., może okazać się trudny do dostrzeżenia w świetle ciemniowym. W związku z tym, że wypadniętą sprężynkę, trudno byłoby znaleźć, wkłady należy wymieniać poza ciemnią, ewentualnie korzystać z długopisów jednorazowych, względnie takich “na zakrętkę” (zakrętkę jakby łatwiej znaleźć niż sprężynkę).

Przybory do pisania, nożyczki, itp., najlepiej trzymać w przyborniku - wszystko jest pod ręką i nie trwoni się czasu na kombinowanie gdzie odłożyło się długopis. Poziomy przybornik zajmuje więcej miejsca, ale jest stabilniejszy, zaś pionowy (kubeczek) wymaga mniej miejsca, jednak jest łatwiejszy do przewrócenia.

W przeciwieństwie do rękawów ciemniowych, w ciemni pozytywowej lepiej sprawdzają się nożyczki z końcami zaostrzonymi - łatwiej nimi dobrać się do taśm którymi zabezpieczane są pudełka z papierem światłoczułym. Dawniej do przycinania brzegów powiększeń używano skalpela, można go zastąpić tanim, łatwym do kupienia, nie wymagającym ostrzenia nożem do tapet, który, gdy nie jest nam aktualnie potrzebny, wsuwa się po prostu w plastikową rączkę.

Do rysowania prostych, bardzo przydatna jest linijka. Jeśli jednak chcemy używać jej również jako prowadnicy przy przycinaniu papieru światłoczułego, powinna być dość masywna i maksymalnie sztywna.

Pisanie w zeszycie umieszczonym na podstawie powiększalnika, kolanach, oparciu krzesła, nie jest wygodne. Na szczęście istnieją specjalne deseczki do pisania z zaciskami sprężynowymi i kosztują na ogół mniej niż 10 PLN. Dysponując czymś takim, można robić notatki nawet stojąc nad kuwetami.

Niestety, niesłychanie wygodne wkłady do segregatora wykazują ograniczoną przydatność, ponieważ łatwo je rozsypać, czy też zawieruszyć jakąś kartkę. Zatrzask sprężynowy deseczki rozwiązuje jednak i tę niedogodność.

Śledzenie upływających godzin, ułatwi średniej wielkości zegar elektryczny, zawieszony na ścianie. Następujący, dokładnie co sekundę dźwięk towarzyszący ruchowi wskazówki, może być w niektórych wypadkach niezwykle pomocny (wielu dawnych fotografów w ten sposób odmierzało czas naświetlania pozytywów). Odrobinę rozrywki zapewnia radio. Można zresztą połączyć jedno z drugim, decydując się na radiobudzik (wyświetlacze wielu modeli funkcjonują w oparciu o czerwone diody, dość bezpieczne dla papierów światłoczułych).

Sporym ułatwieniem w pracy jest krzesło obrotowe, którego nóżki wyposażone są w kółka. Dodatkową zaletą jest, iż dość często tego rodzaju meble pozwalają wyregulować wysokość oparcia oraz siedzenia.

Ścinki pozostałe po przycinaniu powiększeń, fragmenty taśm usuniętych z pudełek zawierających papier światłoczuły, itp. wygodnie jest wyrzucać do kubła - z reguły wystarcza nawet najmniejszy. Żeby łatwiej pozbywać się zawartości, do środka można włożyć plastikowy worek. W razie braku kubła, odpadki można wrzucać do takiego właśnie worka, o ile oczywista zamocować go jakoś, by nie latał przy niewielkim nawet ruchu powietrza.

Jeśli dysponujemy w ciemni zlewozmywakiem, warto obok umieścić haczyk na ręczniki i mydelniczkę, ew. pojemnik z mydłem w płynie. Jeśli nie mamy bieżącej wody, rozsądnie jest umieścić wiaderko z wodą i miednicę - wycieranie zabrudzonych kąpielami fotograficznym rąk w ubranie, a tym bardziej pozostawianie do wyschnięcia, utrudnia uzyskanie dobrych wyników (na papierze światłoczułym zabrudzone utrwalaczem palce pozostawiają wyraźne, niemożliwe do usunięcia, białe odciski), może być także powodem uszczerbku na zdrowiu.

W ciemni dobrze sprawdzają się ręczniki papierowe, w wilgotnej atmosferze nie pleśnieją tak jak płócienne, a na dodatek można nimi wycierać rozlane płyny. Jeśli jednak się na nie zdecydujesz, niezbędny jest uchwyt, względnie stojak - można go zrobić samemu, albo kupić. Pionowe stojaki mają tę wadę, że łatwo je wywrócić, poziome uchwyty, że trzeba umieścić dodatkowy kołek w ścianie i nie można ich łatwo przemieszczać w miejsce rozlania wywoływacza.

Teoretycznie najlepsze byłyby krany takie jak w szpitalach i zakładach produkujących żywność, uruchamiane łokciem, bądź pedałem, co umożliwiałoby otwieranie i zakręcanie wody bez dotykania kurków i przenoszenia tym sposobem resztek kąpieli fotograficznych na, co dopiero umyte, ręce. W praktyce jednak nie jest to w stu procentach konieczne - wystarczy starannie wycierać ręce, oraz co jakiś czas czyścić kurki.

Kwestię nagłych potrzeb fizjologicznych, można zupełnie nieźle rozwiązać przy pomocy najzwyklejszego w świecie nocnika. Jeśli ktoś dysponuje stałą ciemnią i uważa że potrzebuje więcej komfortu, można zdecydować się na przenośną ubikację chemiczną. W obu wypadkach lepiej nie zapominać o papierze toaletowym, chyba że planujemy tylko “małe potrzeby”.

Najprostsza szmata do wycierania odda nam nieocenione usługi, gdy coś się rozleje.

Zresztą lista rzeczy, niekoniecznie niezbędnych, a które mogą się w ciemni przydać, jest długa. Prawdę mówiąc, można mieć nawet lustro, jeśli tylko uznamy że jest nam przydatne choćby do uczesania się po pracy - raczej nie spowoduje żadnych zaświetleń (przytoczona wyżej zasada spadku natężenia światła wraz ze wzrostem odległości, obowiązuje i tu).

Jeśli ktoś ma zamiar często przechodzić z ciemni do bardzo jasno oświetlonego pomieszczenia, względnie na dwór, wygodnie jest zakładać ciemne okulary. Osobiście, mimo zaleceń podręczników fotografii, nie stosuję ich - zanim dojdę do jakiegokolwiek jasno oświetlonego pomieszczenia, muszę przebyć kilkanaście metrów korytarza oświetlonego żarówkami 25 W i niewiele lepiej oświetlonych schodów - wzrok ma mnóstwo czasu na adaptację. Zapalając 150 W żarówkę oświetlającą moją ciemnię, w okresach gdy jest siłownią, względnie warsztatem, po prostu zamykam na chwilę oczy.

Fereby


 

Fotografia czarno-biała: Fomadon LQN

 

Fomadon LQN, jest wywoływaczem fenidonowo-hydrochnonowym do błon negatywowych, pracującym normalnie (odmiana kontrastowa nosi nazwę "Fomadon LQR"). Konfekcjonowany jest w butelkach 250 ml zawierających stężony roztwór zapasowy.

Roztwory robocze

Producent zaleca rozcieńczać roztwór zapasowy z butelki w stosunku 1+10, bądź 1+14. Wedle etykiety na opakowaniu rozcieńczenie 1+10 miałoby służyć do materiałów o czułościach 100-400 ISO, a 1+14 jest desygnowane do błon 100-200 ISO. Dokumentacja producenta podaje wszakże czas wywołania Fomapan 400 "Action" również w "Fomadonie LQN" 1+14.

Rozcieńczenie 1+14 działa bardziej wyrównawczo, a równocześnie pozwala uzyskać wyższe współczynniki kontrastowości obrabianych w nim błon niż 1+10.

Opakowanie 250 ml wystarcza do wywołania co najmniej 30 błon płaskich 13x18 cm, bądź 12 błon zwojowych, czy małoobrazkowych. W litrze roztworu roboczego wywołać można co najmniej 5 błon typu 120 lub 135 (w 660 ml - 3 takie błony).

Minimalna ilość roztworu zapasowego pozwalająca wywołać błonę zwojową bądź małoobrazkową to około 20 ml, co daje 220, bądź 300 ml roztworu roboczego. Są to ilości wystarczające do pracy w koreksach czechosłowackich, ewentualnie polskich "Plastic", czy niemieckich "Rodinaxach" (oraz ich kopiach) bądź "Patersonach". Większość koreksów (w tym też nowe modele), wymaga większej ilości roztworu do pokrycia pojedynczej błony, toteż pozostaje albo wywołanie większej ilości błon w kilku koreksach za jednym razem, bądź eksperymenty z innymi rozcieńczeniami. Osobiście stosuję to pierwsze rozwiązanie, ponieważ i tak korzystam z paru różnych typów błon równocześnie.

Trwałość

Wedle producenta roztwory robocze 1+10 i 1+14 są w stanie przetrzymać bez istotnej zmiany właściwości od 2 do 3 godzin. Roztwór zapasowy w fabrycznie zamkniętym opakowaniu, wytrzymuje co najmniej rok. Co do opakowania już otwartego, jesteśmy zmuszeni zdać się na dość enigmatyczne, iż trwałość znajdującego się w nim wywoływacza "bardzo wyraźnie się zmniejsza".

Wedle moich doświadczeń roztwór zapasowy wywoływacza w takiej napoczętej buteleczce, jeśli tylko starannie wyciskać powietrze, może przetrwać nawet 6 miesięcy. Jego zżółknięcie nie świadczy z reguły o niezdolności do pracy. Ze względu na to, że 250 ml buteleczki Fomy po otwarciu czasem nie dają się wyciskać, dobrze jest dysponować "gazem obojętnym w spreju".

Roztwór o barwie cytrynowej, a także jasnożółtej, ma w praktyce niezmienione właściwości. Natomiast kolor "bardzo mocnej herbaty" (brązowy) oznacza iż wywoływacz ma ograniczoną przydatność - co prawda nadal można w nim wywoływać, ale wydłużeniu ulegną czasy, pełnej zaś wydajności z litra raczej nie uda się uzyskać. Przykładowo błona Fomapan 100 wywoływana w prawie ciemnobrązowym już roztworze 1+14, w 22 stopniach, przez 11 minut, była lekko niedowołana, mimo wydłużenia czasu o minutę i podniesienia temperatury o 2 stopnie.

Nawet wywoływacz o barwie brązowej pracuje czysto, aż do zupełnego wyczerpania (to nagminna cecha wywoływaczy fenidonowych).

Praca

Roztwór zapasowy z reguły rozcieńczam przefiltrowaną wodą z kranu, bądź odstaną. Przez pierwsze kilka wywołań stosowałem wyłącznie (tanią) wodę zdemineralizowaną, ale po jakimś czasie zrezygnowałem z tego (negatywy praktycznie niczym się nie różniły).

Z bliżej nieokreślonych przyczyn wywoływacz ten ma w naszym kraju dość kiepską opinię, rzekomo nadaje się wyłącznie do błon średniego formatu, ze względu na "ogromne ziarno". U Czechów oceny są zdecydowanie lepsze - twierdzą oni że Fomadon LQN pozwala uzyskać dość ostre ziarno, mniejsze niż Fomadon R-09. (Nawiasem mówiąc, z kolei Czesi mają kiepskie zdanie o W-17, choć najpewniej niewielu go używało).

Moje doświadczenia z różnymi błonami, zdają się to potwierdzać. Zarówno Ilford PAN 100, Ilford Delta 400, jak Ilford FP4+, wywołane w Fomadonie LQN 1+14 charakteryzują się większym, acz podobnie wyraźnym ziarnem jak ich odpowiedniki obrobione w W-17. Tak po prawdzie, jeśli idzie o Kodaka Academy 200 wywołanego w "Hydrofenie" oraz Fomadonie LQN 1+10, bardziej podoba mi się większe ziarno tego drugiego, ale to już wyłącznie kwestia gustu.

Fomadon LQN 1+14 ma lepsze właściwości wyrównawcze względem motywów o dużym kontraście, niż W-17 1+1. Z kolei W-17 1+1 lepiej wyrównuje motywy o niewielkiej kontrastowości. Fomadon LQN działa mniej energicznie i nie przewołuje w podobnie dramatyczny sposób, jak "Hydrofen".

Błony Fomapan T 200 i Ilford Delta 400, sprawiające, w przypadku wywołania w W-17, pewne problemy ze skopiowaniem klatek zawierających co bardziej kontrastowe motywy (np. sceny uliczne w pełnym słońcu - kontrast około 1:250) nawet na gradację miękką Fomy, jeśli wywołać je w Fomadonie LQN 1+14 wychodzą bardziej miękko, choć z wyrównawczym działaniem A-49 1+3, względnie R-09 1+200 trudno nawet porównywać. Z kolei wywołane w "Hydrofenie", pozwalają skopiować motywy mało kontrastowe (pejzaż śnieżny, w dzień pochmurny - kontrast 1:4, a czasem mniejszy), na gradacji twardej Fomy - z błoną wołaną w Fomadonie LQN mogą być z tym problemy, nawet w przypadku połączenia gradacji twardej z wywoływaczem kontrastowym. To że Fomadon LQN działa właśnie w ten sposób nie powinno dziwić - od motywów niekontrastowych jest Fomadon LQR.

Toteż jeśli ktoś planuje korzystać Fomadonu LQN, a fotografuje również motywy o małym kontraście (mgła, odległe widoki, śnieg w pochmurny dzień), powinien względem błon zawierających owe motywy, stosować ten wywoływacz w rozcieńczeniu 1+10, a jeszcze lepiej postarać się o wywoływacz bardziej kontrastowy. Ze względu na trudności z nabyciem Fomadonu LQR, sensowniej będzie chyba skorzystać z łatwiej dostępnego W-17 "Hydrofen", na dodatek dającego negatywy o mniejszym ziarnie i którego tabela czasów wywołania jest zdecydowanie obszerniejsza niż Fomadonu LQR.

Hydrofen i Fomadon LQN zupełnie nieźle się uzupełniają, a ze względu na cenę i trwałość są nienajgorsze jako pierwsze wywoływacze dla początkujących. Co prawda ani w W-17 (wzrost kontrastu i zadymienia), ani w Fomadonie LQN (znaczny wzrost ziarna) nie można specjalnie forsować, ale to dla wywołującego pierwsze błony fotoamatora akurat nie ma istotnego znaczenia.

Czasy

Rozcieńczenie 1+10
Wedle producenta
Fomapan 100: 7-8 min.
Fomapan T 200: 5-6 min.
Fomapan 400: 9-10 min.
Fomapan 400 NIR 730: 12-13 min.

20 stopni Celsjusza, poruszanie:
* pierwszych 30 sekund
* po 10 sekund co minutę.

Internet
Kodak Academy 200: 7-8 min.
20 stopni Celsjusza, poruszanie:
* po 10 sekund co pół minuty.

Błona wywołana przez 7 minut, przy poruszaniu przez pierwszą minutę i potem co minutę przez 10 sekund jest wyraźnie niedowołana.

Błona wywoływana przez 8 minut przy analogicznym poruszaniu, jest miękka, przy osiągnięciu czułości nominalnej. Motywy o kontraście 1:250 dają się kopiować na gradacji normalnej Fomy. W przypadku wszakże użycia filtra ciemnożółtego, żółtopomarańczowego, czerwonego, słoneczny krajobraz o pierwotnym kontraście 1:120 trzeba kopiować na gradacji twardej Fomy wywołanej kontrastowo (w W-14, 2M-PK, itp.).

Ziarno jest nieco większe niż w W-17 Hydrofen, ale trochę mniej ostre i ładniejsze.

Z tej przyczyny osobiście zalecałbym: Kodak Academy 200: 8-10 minut 20 stopni Celsjusza, poruszanie:
* cała pierwsza minuta
* po 10 sekund co minutę.

Ilford Pan 400 - 10 min. 20 stopni Celsjusza, poruszanie:
* cała pierwsza minuta
* po 10 sekund co minutę.

Wywołana w ten sposób błona, wygląda zupełnie nieźle i równie nieźle się kopiuje. Czułość podniesiona o około 2 stopnie DIN.

Ziarno jest spore, ale bez trudu można uzyskać bezziarniste ośmiokrotne powiększenie wycinkowe 9x13 cm (więcej wtedy nie robiłem - brak pierścienia wgłębnego).

Tak w ogóle to moje doświadczenia z tą błoną w tym wywoływaczu ograniczają się do naświetlenia tablicy testowej i paru motywów na próbce, jej wywołania, pomiaru kontrastowości negatywu, wykonania kilku testowych odbitek. Dlatego ewentualnym użytkownikom radziłbym uprzednie przeprowadzenie prób.

Fuji Acros 100: 9-11 minut

Rozcieńczenie 1+14
Wedle producenta
Fomapan 100: 9-10 min.
Fomapan T 200: 7-8 min.
Fomapan 400: 12-13 min.

Stosowane przeze mnie
Ilford PAN 100: 9-11 min

Błona wywołana 9-10 minut przypomina Fomapan 100 przy tym samym czasie. 11 minut sprawdza się przy niewielkim kontraście motywów.

Ziarno jest podobne do Fomapan 100 w Fomadonie LQN, czyli da się uzyskać co najmniej dziesięciokrotne liniowo bezziarniste powiększenie z całej klatki. Powiększenie wycinkowe 16x na format 9x13 wykazuje duże, nieco niewyraźne ziarno o dość przyjemnym wyglądzie.

Ilford FP4+: 10-12 minut
Błona wywołana 10 minut nadaje się do motywów o bardzo dużym kontraście - przypomina Kodak Academy, 8 min 1+10. Z kolei błona wywołana 12 minut, nadaje się do motywów o dużym i średnim kontraście - przypomina Fomapan 100, 10 min 1+14.

Ziarno jest nieco mniejsze niż Ilford Pan 100 oraz Fomapan 100.

Ilford Delta 400: 10-12 minut
Czas 10 minut można stosować przy motywach o dużym kontraście. Z kolei 12 minut nadaje się dla motywów o średnim kontraście. Błona wywołana 11 minut przypomina Foma T 200 1+14 przy czasie 8 minut.

Ziarno jest zbliżone do T 200 i dość ładne, choć moim zdaniem trochę mniej jak błon z serii Delta w W-17, ale to już kwestia gustu.

Fuji Acros 100: 12-14 minut
Błona przypomina Ilford Delta 400, ale ma nieco mniejsze ziarno.

Papiery

Fomadon LQN można stosować również do wywołania papierów. Oczywiście rozcieńczenia stosowane do błon dawałyby obrazy kompletnie szare, przy bardzo długim czasie wywołania, dlatego roztwór zapasowy należy rozcieńczać w mniejszym stopniu: 1+1 do 1+5. Rozcieńczenie 1+3 ma podobne właściwości jak Fomatol LQN (czas wywołania, barwa strątu). Oczywiście wydajność jest zdecydowanie mniejsza, najpewniej nieco ponad 50 odbitek 9x13 cm (RC) z opakowania 250 ml. Dlatego też stosowanie Fomadonu LQN w roli wywoływacza pozytywowego jest nieopłacalne i zalecane wyłącznie w sytuacjach awaryjnych.

Bardziej rozcieńczony Fomadon LQN można również zastosować w parze z Fomatolem LQN 1+4 przy wywołaniu dwuroztworowym. Rozcieńczenie Fomadonu LQN powinno wynosić co najmniej 1+10, ale osobiście stosowałem 1+21. Spadek czułości papierów był dość poważny - przy przysłonie F-18 obiektywu Belar niezbędne były niekiedy czasy ekspozycji nawet ponad 5 minut! Pierwsze wywołanie trwało z reguły kilka minut (do ukazania się szczegółów w światłach), drugie w Fomatolu LQN 1+4 od kilkunastu sekund do pół minuty. Oczywiście wydajność pierwszego wywoływacza jest znikoma i co jakiś czas należy go odnawiać, natomiast wydajność wywoływacza kontrastowego sporo większa niż Fomatolu LQN 1+7 o tej samej objętości.

Jest to więc sposób dobry przy obróbce niewielkiej ilości odbitek. Przy konieczności wywołania dwuroztworowego większej, chyba korzystniejsze będzie użycie Fomatolu LQN 1+15 czy nawet 1+31 jako pierwszego wywoływacza (miękkiego), a Fomatolu LQN 1+3, 1+4, bądź 1+5 jako drugiego (kontrastowego).

Na koniec drobna ciekawostka. Gdy po skończonych próbach, uzupełniłem bardzo już zużytym Fomadonem LQN 1+20 Fomatol LQN 1+5 tak by uzyskać roztwór o podobnym do 1+7 stopniu rozcieńczenia, mieszanina po dwu tygodniach wciąż satysfakcjonująco wywoływała papiery (Fomatol LQN rzadko wytrzymuje dłużej jak tydzień), choć pod koniec tego okresu przy około dwukrotnym obniżeniu ich czułości.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Utrwalanie dwuroztworowe II. Płukanie.

 

W związku z tym, że moje oba opisy techniki dwuroztworowej są dość długie i szczegółowe, spróbuję tym razem krócej i niejako syntetycznie.

Utrwalanie dwuroztworowe tym różni się od klasycznej techniki jednoroztworowej, że materiał światłoczuły utrwalamy w dwu oddzielnych kąpielach utrwalających, połowę zwykłego czasu w każdej z nich. Jeśli np. błonę utrwala się normalnie 10 minut w jednym utrwalaczu, to w technice dwuroztworowej, błonę umieszczamy na 5 minut w pierwszym roztworze, a potem na kolejne 5 minut przenosimy ją do drugiego.

Oba roztwory trzymamy oczywiście w oddzielnych butelkach. Gdy stwierdzimy że pierwszy utrwalacz zużył się, zastępujemy go dotychczasowym utrwalaczem numer 2, a w jego miejsce sporządzamy nowy.

Takie postępowanie zwiększa pewność prawidłowego utrwalenia i zwiększa wydajność utrwalacza.

Teoretycznie rzecz biorąc, wydajność utrwalacza przy zastosowaniu tej techniki wzrasta 2-4 razy. W rzeczywistości jednak (podobnie jak zresztą przy ustalaniu wydajności utrwalacza w sposobie "klasycznym") wpływa nań wiele czynników, zbyt wiele, by możliwe było podanie maksymalnej ilości możliwych do utrwalenia materiałów z dokładnością np. do jednej błony. Zgodnie z danymi Fomy w 750 ml U-1 do błon utrwalić w sposób klasyczny można około 15 błon - w przypadku obróbki dwuroztworowej ta liczba może wynieść 20, 25, 30, 40, w praktyce każdą liczbę między 15 a 60 sztuk. Przykładowo w 750 ml U-1 Fomy używanej przez pewien czas jednoroztworowo (około 10 błon), udało mi się utrwalić łącznie 25 błon (nieco ponad 26 wliczając próbki), czyli o 10 więcej. Liczba ta byłaby zapewne wyższa, gdybym inkryminowany utrwalacz od początku wykorzystywał w technice dwuroztworowej. Czysto arytmetyczne obliczenie wykazuje, iż skoro utrwalacz zużyty w 2/3 pozwolił utrwalić jeszcze 15 błon, to gdyby go od razu zastosować dwuroztworowo, wydajność wyniosłaby 45 błon (3x15). W rzeczywistości mogłoby to być - jak pisano wyżej - od 20 do nawet może ponad 60 błon.

Dlatego też takie znaczenie mają systematyczne testy utrwalacza - wystarczająco miarodajny jest choćby prosty sprawdzian czasu odbielania błony. Zainteresowanych odsyłam do recenzji Ilford Rapid Fixer bądź mego poprzedniego artykułu o utrwalaczach, gdzie został on szczegółowo opisany.

Utrwalanie dwuroztworowe przy użyciu tiosiarczanu sodu i tiosiarczanu amonu w procesie negatywowym nie różni się zbytnio (oprócz oczywiście czasów).

W procesie pozytywowym natomiast utrwalanie dwuroztworowe tiosiarczanem sodu wymaga o jedną kuwetę więcej - po 5 minutach w starym utrwalaczu przenosimy odbitki do kuwety zawierającej wodę, a dopiero po obrobieniu większej partii odbitek, przenosimy je z wody do nowego utrwalacza na 5 minut, a stamtąd do płukania.

Jakie jest uzasadnienie tej dodatkowej kąpieli w wodzie? Wywoływanie odbitek trwa z reguły od 1-3 minut, plus 15-30 sekund w przerywaczu. Odbitki z reguły utrwala się większymi partiami niż wywołuje (utrwalacz zdecydowanie lepiej wytrzymuje długotrwały pobyt w kuwetach). Gdy w litrze roztworu wywołuje się po 4 odbitki, utrwala zaś w 5 litrach U1 po kilkanaście, przy pewnym zaambarasowaniu wywoływaniem, może się zdarzyć iż część odbitek będzie męczona w utrwalaczu nawet ponad pół godziny!

Nadmierne przedłużanie procesu utrwalania nie wpływa dodatnio na odbitki - może doprowadzić do wyżarcia świateł (zwłaszcza emulsje chlorobromowe), wypadku zaś papierów barytowanych na dokładkę utrudnić jeszcze ich wypłukanie.

Dlatego też po pięciu minutach odbitki przekłada się do dużej kuwety z wodą (którą z powodzeniem zastąpić może miska, wiadro, czy miednica). O ile pierwszy utrwalacz przechodzi wspomniany wyżej test z błoną, to po wyjęciu zeń odbitki nie są już światłoczułe, więc nie ma obawy ich zaświetlenia (względnie pseudosolaryzacji) światłem białym podczas ewentualnej oceny. Gdy już skończymy wywoływać ustaloną partię odbitek, te oczekujące w wodzie na ukończenie obróbki przenosimy do drugiego utrwalacza na 5 minut, by nadal obecne w emulsji trudno rozpuszczalne w wodzie sole srebra zamienić na łatwo rozpuszczalne, po czem odbitki gotowe są już do końcowego płukania.

W przypadku techniki dwuroztworowej opartej o utrwalacze szybkie, kuweta z wodą między pierwszym, a drugim roztworem okazuje się z reguły zbędna. Czas utrwalenia wynosi 1,5-3 minuty, co dawałoby 45-90 sekund pobytu w każdym utrwalaczu, a w przypadku Ilford Rapid Fixer w rozcieńczeniu 1+4 0,5-1 min., a więc jedynie po 15-30 sekund! Chyba niewielu używa wywoływaczy pozytywowych działających w takim tempie, toteż w tym ostatnim wypadku wąskim gardłem okazuje się nie utrwalanie, a wywoływanie (w wypadku papierów RC można zastosować rozcieńczenie IRF 1+9, wydłużające czas utrwalania do 1 minuty, czyli po 30 s w pierwszym i drugim roztworze).

Po utrwalaniu zwykle następuje płukanie trwające od 15 minut do godziny (odbitki o podłożu barytowanym w zależności od typu utrwalacza, grubości podłoża i temperatury wody), 1-5 minut (odbitki na podłożu polietylenowym, jak wyżej), względnie 5-30 minut (błony, jak wyżej).

Powyższe czasy dotyczą wody bieżącej o przeciętnej twardości. W wypadku jej braku stosujemy 7-krotną (papiery FB), względnie 4-5 krotną (RC) wymianę wody w naczyniu co 5 minut (ewentualnie trzy pierwsze zmiany co 3 minuty, następne 6-7 min). Błony w koreksie z możliwością obracania można płukać następująco:
I zmiana wody - 10 obrotów;
II zmiana wody - 20 obrotów;
III zmiana wody - 30 obrotów.

W wypadku gdy koreks nie ma możliwości obracania - 7-12 zmian wody co 5 minut (ewentualnie pierwsze 3-6 zmian co 3 minuty, pozostałe co 6-7 minut). Błoną należy przy tym od czasu do czasu poruszać.

Woda do płukania błon powinna być odfiltrowana z zanieczyszczeń mechanicznych (płukanie w wodzie bieżącej), względnie odstana (wystarczy jeden dzień) - zapobiegamy wbijaniu piasku, cząstek rdzy, i tego rodzaju rzeczy w emulsję. W wypadku papierów nie jest to aż tak istotne.

Co ciekawe, woda bardzo twarda usuwa tiosiarczany szybciej niż miękka, zapewne temu, że masywne cząstki soli wapniowych łatwiej "wybijają" z emulsji sole srebra. Wpływ ma też temperatura wody, im wyższa, tym szybciej przebiega płukanie.

Płukanie można skrócić stosując preparaty rozkładające utrwalacz - można nabyć fabryczne, względnie sporządzić kąpiel o składzie:

Woda utleniona 3% 125 ml
Amoniak stężony 15 ml
Woda do 1000 ml

Negatyw najpierw płuczemy 5 minut w wodzie bieżącej, potem przenosimy na 5 minut do powyższej kąpieli, kończymy dwuminutowym płukaniem w wodzie. UWAGA - część źródeł zastrzega iż powyższy preparat należy stosować wyłącznie względem płyt o podłożu szklanym! Podobno może on rozkładać podłoże typowych błon (pytanie tylko czy chodziło jeszcze o celuloid, czy już octan amylu). Co prawda większość źródeł takich zastrzeżeń nie wysuwa, ale zalecałbym uprzednie testy.

Względem papierów (FB) postępowanie z preparatem jest inne:
1. 10 minut płukania,
2. 5 minut wodnym roztworze amoniaku i nadtlenku wodoru.
3. 5 minut płukania.

Przed wypłukaniem w ten sposób większej ilości odbitek, należy przeprowadzić test. Jeśli odbitka testowa po płukaniu ma: * pęcherze w emulsji - odbitki przed płukaniem zgarbować (1% roztworem formaliny); * zmienioną barwę obrazu - do kąpieli skracającej płukanie dodać 1 gram bromku potasu; * zażółcony papier - odbitki włożyć do 1% roztworu siarczynu sodowego, potem płukać jeszcze 10 min.

Jak więc widać, zabieg takowy nie zawsze się opłaca. Można też użyć 0,3% roztworu samej wody utlenionej.

Czas płukania da się także skrócić stosując poniższe roztwory:

* 2-4% siarczynu sodowego;
* 5-8% węglanu sodowego (sody kalcynowanej) lub kwaśnego węglanu sodowego (sody oczyszczonej);
* 2-5% chlorku sodu (soli kuchennej).

Po 2 minutach wstępnego płukania, przenosimy do roztworu soli sodowej na 5 minut (15-20 stopni C), następnie płuczemy 5 minut (istotne zwłaszcza w przypadku zastosowania chlorku sodu).

Względem papierów na podłożu polietylenowym (RC), zabiegi skracające płukanie nie mają w praktyce amatorskiej większego sensu (ich płukanie i tak jest bardzo krótkie).

Względem błon osobiście stosuję: minutę płukania w bieżącej wodzie, pierwszą zmianę wody (20 obrotów), płukanie w wodnym roztworze soli (30 obrotów), 40, dwie zmiany wody (40 i 50), minutowe przepłukanie koreksu, 5 minut stania w wodzie, minutę w preparacie zmiękczającym.

Względem papierów RC i utrwalacza Ilford Rapid Fixer (producent: 2 minuty w wodzie bieżącej) - minuta płukania w miednicy (woda na ścianki, tak by w naczyniu następowała cyrkulacja) i 2-3 zmiany wody (co 5 minut), względnie 5-10 zmian wody (co 5 minut); minutę w preparacie zwilżającym (o ile go stosuję, ale o tym dalej).

W dawnych czasach, istną plagą były jasne plamki i zacieki po wysychających kroplach wody na negatywach. Usiłowano temu zaradzić wieloma sposobami - po zakończeniu płukania, negatyw umieszczano na jakiś czas w spirytusie drzewnym, by jak to tłumaczy literatura, "przyśpieszyć suszenie". Wkrótce wszakże po II wojnie światowej, pojawiły się tzw. środki zwilżające.

Na czym polega ich działanie? Woda zbija się w krople dzięki tej samej sile, która pozwala pływać po niej igłom - napięciu powierzchniowemu. Nie wnikając w wiązania wodorowe, siły Van Der Waalsa, itp., objawia się tak wzajemne oddziaływanie cząstek wody. Najpowszechniejsza ciecz na tym świecie charakteryzuje się napięciem powierzchniowym 0,072 niutona na metr, gdy na przykład alkohol ma 0,022. (Rozumiemy więc teraz, że stosowany dawniej alkohol metylowy, zapobiegał tworzeniu się śladów kropel, nie dzięki przyśpieszaniu suszenia, a raczej mniejszemu od wody napięciu powierzchniowemu).

Zawarte w środkach zwilżających, detergenty zmniejszają napięcie powierzchniowe wody (wiąże się to z ich specyficzną budową - hydrofobowy łańcuch węglowodorowy połączony z grupa hydrofilową - powodującą dążność do gromadzenia się na powierzchni wody i tym samym oddalając odeń powietrze), co ułatwia jej spływanie z podłoża błony, umożliwia też zwilżenie zatłuszczonych przy wkładaniu do aparatu, względnie koreksu, miejsc (nasza skóra, nieważne jak długo myta, zawsze jest lekko tłustawa), zemulgowanie tłuszczów, w rezultacie zdecydowanie ułatwiając ich mechaniczne usunięcie z podłoża błony w kąpieli zwilżającej.

W latach 50. niektórzy nie zalecali stosowania spirytusu względem błon zwojowych i małoobrazkowych, motywując to złym wpływem na podłoże (ponownie pojawia się pytanie, czy jeszcze celuloidowe, czy już z octanu amylu?).

Negatywy zanurzone w spirytusie schną znacznie szybciej, ponieważ wypiera on wodę z żelatyny, a sam paruje zdecydowanie szybciej od wody. Oczywiście trzeba ździebko uważać z otwartym ogniem (ale nie aż tak, jak np. przy czyszczeniu tkanin benzyną), a spirytus od czasu odwadniać. W tym celu wrzuca się doń pociętą w paski, suchą żelatynę, po jakimś czasie napęczniałe kawałki się wyjmuje, pozostawia do wyschnięcia i ponownie wrzuca tak długo, aż przestaną pęcznieć, co jest dowodem, że wchłonięciu uległa cała woda zmieszana metanolem.

Zgodnie z literaturą (chemiczną), nawet niewielka domieszka alkoholu do wody znacznie obniża napięcie powierzchniowe - być może to tłumaczy, czemu część preparatów zwilżających jest palna (np. Tetenal Mirasol).

W latach 80. Fotonal i jego orwowski odpowiednik F-905 rzadko gościły na półkach "Fotooptyki" (oczywiście w porównaniu do dekady poprzedniej, a wtedy bynajmniej nie występowały w nadmiarze), w ówczesnej literaturze mamy więc naprawdę niemało o różnych "zastępnikach". Zaleca się np. "szampon niebieski". Niestety, choć znakomicie pamiętam tamten okres, akurat tego szamponu nie przypominam sobie - być może autor miał na myśli sprzedawany w charakterystycznych niebieskich butelkach (później "Familijny", w którym całe lata myłem głowę), podobnych jak te od płynu "K" (świetne na lany poniedziałek). Tuszko precyzuje, że można wykorzystać "zwykły, klarowny szampon do mycia włosów", a także "płyn do mycia naczyń" - jeden z moich znajomych stosował w latach 80. "Ludwika" jako preparat zwilżający i ogólnie chwali efekt.

Czy nie można by mydłem? Teoretycznie tak, niestety mydło reaguje z rozpuszczonymi w wodzie związkami wapnia oraz magnezu, czego rezultatem jest biały osad soli wapiennych i magnezowych. Detergenty, takiego osadu nie wytwarzają nawet w kontakcie z wodą morską - dlatego zresztą zrobiły tak oszałamiającą karierę.

W sposób naturalny nasuwa się tutaj kwestia wody użytej w kąpieli zwilżającej. Niektórzy zalecają korzystanie z wody destylowanej, inni uważają, iż można dowolną kranówą. O dziwo, oba te poglądy są całkowicie poprawne - woda destylowana ma tę zaletę, iż detergent preparatu jest bardziej aktywny (co prawda nie wiąże się on ze związkami wapnia i magnezu, ale ich cząstki i tak przeszkadzają, choćby nawet samym "zajmowaniem" miejsca w roztworze), twarda woda nie przeszkadza, aż tak jak przy praniu (niekiedy nawet 1/3 środka piorącego więcej), ale różnica w samym pienieniu się jest widoczna.

Istnieje wszakże prosty sposób uzyskania wymaganej aktywności środka zwilżającego i w bardzo twardej wodzie (morskiej jednak w kąpieli zwilżającej lepiej nie stosować - na dłuższa metę chlorek sodu nie ma specjalnie pozytywnego wpływu na obraz srebrowy i emulsję). Wystarczy po prostu zwiększyć jego dawkę. Niestety, gdy producenci proszków do prania skrupulatnie podają dozowanie dla wody miękkiej, średnio twardej i bardzo twardej, na preparatach zwilżających takiej informacji próżno szukać. Fotoamatorowi pozostaje więc ustalać rzecz eksperymentalnie.

Niektóre błony przyjmują lepiej środek zwilżający, inne gorzej - do tych drugich należą np. Foma 100, 200, 400. Schną one dość nieregularnie - na szczęście ślady po smużkach wody nie są z reguły widoczne. Moje próby zarówno z wodą destylowaną, jak kranową (mam bardzo twardą - góry), nie zdołały zmienić tego stanu rzeczy. O dziwo, gdy kiedyś do wody z kranu dolałem "Fotonalu" na oko (co najmniej dwa razy za dużo), Foma schła znacznie regularniej. Nie wiem czym jest to spowodowane.

Dozowanie środka zmiękczającego względem płyt jest znacznie obfitsze niż błon - dla Tetenal Mirasol około dziesięciokrotnie (1:400 do 1:40). Zapewne jest to spowodowane inną strukturą podłoża szklanego.

Względem papierów RC suszonych na sznurku, kąpiel w środku zwilżającym nie jest absolutnie konieczna, choć przydatna (poprawia połysk papierów błyszczących i nieco przyśpiesza tempo suszenia). W razie suszenia na gazecie, kąpiel zwilżającą lepiej stosować - tempo schnięcia zdecydowanie wzrasta, nie pojawiają się ślady wyschniętych kropel. Jeśli chodzi o papiery na podłożu barytowanym (FB), kąpiel w środku zwilżającym należy polecić, i to niezależnie od sposobu suszenia (suszarka, sznurek, gazeta).

Dodatkową zaletą środków zwilżających, jest prawie całkowite zabezpieczenie suszonego materiału przed bakteriami i owadami (podobne działanie miał stosowany ongi metylowy spirytus). Był to kiedyś naprawdę poważny problem. R. Niemczyński: "Jest pająk, który zjada żelatynę, wygryzając w niej długie, kręte kanaliki. Negatyw taki jest nie do uratowania."

Nasączona detergentem żelatyna jest dość kiepską pożywką dla bakterii. Dla much i pająków - trucizną. Chyba najlepszym komentarzem jest tu opis działania pułapki na komary sporządzonej przez mojego kolegę (z popielniczki i starego oleju silnikowego) "komar przylatuje do 'wody' i już zostaje". Dlatego też, mimo stosowania kąpiel zwilżającej, najlepiej niejako profilaktycznie do suszenia błon wybrać miejsce, gdzie owadów jest możliwie najmniej. Względem odbitek wymóg ten nie jest aż tak istotny.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Fomatol LQN - recenzja

 

Fomatol LQN - recenzja
Autor: Fereby ferebyWYTNIJTO@poczta.onet.pl
Data: 29-07-2005, 13:47:51
Grupa: pl.rec.foto

Fomatol LQN
Wywoływacz pozytywowy fenidonowo-hydrohinonowy
(koncentrat w płynie).

Jak większość wywoływaczy zawierających fenidon,
daje niebieskawą barwę obrazu (na papierach bromowych
i chlorobromowych). Czas wywołania od jednej do
półtorej minuty przy temperaturze 20 stopni
Celsjusza i rozcieńczeniu 1 do 7. Rozcieńczenie 1+4
stosowane jest w obróbce maszynowej. Jako regeneratora
używa się roztworu wywoływacza.

* Wydajność:
3 metry kwadratowe w litrze
wywoływacza (podłoże polietylenowe), bądź półtora
metra kwadratowego (podłoże papierowe).

[Przeliczniki:
1 m kw. 100x100 cm kw. = 10 000 cm kw.
9x13 cm = 117 cm kw.
10x15 = 150 cm kw.
13x18 = 234 cm kw.
18x24 = 432 cm kw.
24x30,5 = 732 cm kw.
30,5x41=1250,5 cm kw.
51x61= 3111 cm kw.]

* Trwałość:
Opakowanie fabryczne - co najmniej 24 miesiące.
Roztwór roboczy (1+7) - 2 dni (przy ograniczonym
dostępie powietrza prawdopodobnie nieco dłużej).

Zepsuty wywoływacz nabiera czerwonej barwy, daje
obrazy zszarzałe, bardzo miękkie, pozbawione czerni
(nawet przy sporym prześwietleniu na papierach
gradacji twardej).

Moim zdaniem niezły wywoływacz dla początkujących
(wywoływacze w koncentracie przyrządza się łatwiej
niż proszkowe; używa się stale świeżego roztworu
wywoływacza). Wywoływałem zarówno Foma Speed,
jak Agfa Brovira i jestem zadowolony. Fomatol LQN
wytrzymał nawet, bez wątpienia nie zalecaną przez
producenta i podręczniki fotografii, technikę
podgrzewania - dolewanie niewielkiej ilości
wody o temperaturze 40-50 stopni Celsjusza (sam
również nie polecam tej metody - gorąca woda może
spowodować rozkład wywoływacza połączony z poważną
zmianą jego właściwości; nie mając specjalnego
podgrzewacza najlepiej podgrzewać roztwór wstawiając
na jakiś czas kuwetę z roztworem wywoływacza do
większego naczynia z wodą o temperaturze 22-25 stopni
Celsjusza, co jakiś czas sprawdzając czy wywoływacz
w ogrzewanej kuwecie osiągnął 20-22 stopnie).

Wadą Fomatolu LQN, podobnie jak większości
wywoływaczy w koncentracie, jest nieco mniejsza
ekonomiczność i wydajność niż w wypadku
wywoływaczy proszkowych, a także znacznie
krótszy okres trwałości roztworu roboczego.
By wywoływać odbitki 9x13 i 10x15 na ogół wlewa
się do kuwety 0,5 l wywoływacza. Pół litra
rozcieńczonego Fomatolu LQN wystarcza do
wywołania jakiś 100 odbitek 10x15 względnie
około 120 odbitek 9x13 (byłoby trzeba wywołać
40-50 odbitek dziennie).

Można w pewnym stopniu obejść ten problem, wlewając
do kuwety dla formatu 10x15 cm tylko 250 ml roztworu
roboczego wywoływacza. (W wypadku papierów o podłożu
papierowym - zwłaszcza karton - których można
wywołać dwukrotnie mniej, nie będzie raczej większych
kłopotów z całkowitym zużyciem wywoływacza nim
stanie się niezdatny do użytku).

Przy odbitkach większych formatów sprawa przedstawia
się korzystniej - 1 litr wystarcza na trochę ponad
40 odbitek 24x30,5.


Fomatol LQN - regeneracja

Producent podaje jedynie wskazówki dla obróbki
maszynowej: uzupełnianie ciągłe - 200 ml roztworu
wywoływacza (1+4) na każdy 1 metr kwadratowy
wywołanego papieru RC (prawdopodobnie dwa razy
więcej dla podłoża papier/karton). W związku
z powyższym spróbowałem wypacować pewne zasady
regeneracji 1+7 Fomatolu LQN dla warunków
amatorskich.

Przy małym ubytku objętościowym roztworu w kuwecie
i jego dużym wyczerpaniu chyba najlepszym
rozwiązaniem byłoby dolanie nierozcieńczonego
koncentratu i wymieszanie (można obyć się nawet
bez mieszadła, po prostu poruszając odpowiednio
kuwetą).

Przy większych ubytkach ilości wywoływacza
w wanience (zwłaszcza wywołując papiery FB)
należałoby zastosować roztwór bazowy w rozcieńczeniu
od 1+1 do 1+7 (zależnie od potrzebnej objętości).
Ja na ogół przy papierach RC dolewam 10 ml
wywoływacza w rozcieńczenia 1+4 (więc razem 50 ml)
gdy roztwór jest już na granicy wyczerpania
i powtarzam to co każde kolejne 25 odbitek 9x13.
Oczywiście w razie konieczności wywołania większej
ilości odbitek za jednym razem, można też regenerować
roztwór już od połowy jego wydajności lub nawet już
po wywołaniu pierwszych 25 odbitek 9x13 dolewając to
10 ml koncentrat w odpowiednim do ubytku płynu
w wanience rozcieńczeniu.

Dla innych formatów każde 10 odbitek odpowiada
zużyciu nierozcieńczonego roztworu o objętości:
* 10x15 cm - ok. 7 ml,
* 13x18 cm - ok. 10 ml,
* 18x24 cm - ok. 18 ml,
* 24x30,5 cm - ok. 31 ml,
* 30,5x41 cm - ok. 52 ml,
* 51x61 cm - ok. 130 ml.


Fomatol LQN - poprawki temperaturowe
Autor: fereby+poczta.onet.pl fereby+poczta.onet.pl
Data: 28-11-2005, 20:31:05

Dorwałem czesko-słowacko-angielskie opakowanie
Fomatolu LQN, jest tam parę dodatkowych danych,
nieobecnych na etykietce polsko-czeskiej.

Najważniejsze są chyba poprawki temperaturowe:

* 20 stopni Celsjusza - papiery RC
powinny się wywoływać 80-90s.
* 25 stopni - 40-50s.
* 30 stopni - 25-35s.
* 35 stopni - 15-20s.

Moje obserwacje nie wykazały jednak, by
wywoływanie w rozcieńczeniu 1+7 przy
24-25 stopniach papierów RC (Fomaspeed
i Agfa Brovira-speed) przez 70-90s wpływało
na odbitki w jakiś niekorzystny sposób -
w każdym razie nie pojawia się widoczne
zadymienie świateł.

 

Fotografia czarno-biała: High i Low Key

 

High key

High key (jasny ton) jest techniką pozytywową. Zdjęcia wykonane tą techniką mają
bardzo małą skalę tonów. Dominującą rolę odgrywają delikatne jasne tony, od
bieli do intensywnej szarości. Zdjęcie w technice high key powinno być zupełnie
jasne, pozbawione półtonów i mieć najwyższe cienie (drobne i nieduże punkty)
zupełnie czarne.

Aby otrzymać takie zdjęcie, musimy właściwie wybrać motyw, który nie może mieć
dużych czarnych pól. W procesie zdjęciowym należy zwrócić uwagę na następujące
czynniki. Jeśli występuje tło zdjęcia, to powinno być jaśniejsze od motywu i bez
cieni. Oświetlenie powinno być bardzo miękkie, aby na motywie nie pojawiały się
ostre i mocne cienie. W związku z tym należy unikać bezpośredniego oświetlenia
słonecznego. Ewentualnie cienie należy rozjaśnić białym ekranem. Do zdjęć
stosujemy materiał negatywowy średniej i małej kontrastowości. Wywołujemy w
wywoływaczu drobnoziarnistym wyrównawczym, aż do uzyskania negatywu średniej
gęstości o łagodnych kontrastach i bogatych półtonach.

W technice high key najistotniejszą rolę spełnia proces pozytywowy. Powiększenia
wykonujemy na papierach normalnych lub twardych. Jasną tonację zdjęcia zapewnia
kilka znanych już czytelnikowi sposobów wywoływania.

1. Wywoływanie w wodzie. Z chwilą ukazania się pierwszych tonów obrazu stosujemy
wywoływanie w wodzie, aż do osiągnięcia pożądanej tonacji. Jeśli jej nie mamy,
zdjęcie ponownie zanurzamy na kilka sekund do wywoływacza. Operację powtarzamy
aż do uzyskania właściwego efektu.

2. Wywoływanie w 10-krotnym rozcieńczonym wywoływaczu podgrzanym do temp. 25
stopni Celsujsza. Wywołujemy aż do uzyskania właściwej tonacji.

3. Osłabianie naświetlonego papieru w roztworze dwuchromianu potasowego
(zjawisko Stery'ego). Zdjęcie naświetlamy dwukrotnie służej niż normalnie i
wywołujemy jak wyżej, lecz w jeszcze bardziej rozcieńczonym wywoływaczu (5-15-
krotnie). Cały proces wywoływania trwa bardzo długo (ok. 20 minut). W związku z
tym do wywoływacza dodajemy silnego środka antyzadymiającego, np. benzotriazol -
0.1 g/l. Ten sposób obróbki wymaga prób czasu w kąpieli z roztworem dwuchromianu
i stopniem rozcieńczenia wywoływacza.

4. Wywoływanie w wyrównawczym wywoływaczu negatywowym.

5. Wywoływanie dwukąpielowe, najpierw w wywoływaczu normalnym, a następnie w
bardzo rozcieńczonym.

Ciemne punkty obrazu zwiększające odczucie jasnej tonacji retuszujemy pędzelkiem
zamoczonym w stężonym wywoływaczu. W tej technice ma duże zastosowanie osłabiacz
nadmanganianowy lub Farmera. Tamponem waty zamoczonym w osłabiaczu możemy
wzmocnić swiatła, rozjaśnić niektóre partie obrazu oraz zupełnie wybielić tło.
Zadymienie usuwamy osłabiaczem rozcieńczonym czterokrotnie.

Low key

Technika low key (ciemny ton) daje efekt, który jest przeciwieństwem efektu
uzyskiwanego w technice high key. Jest techniką polegająca na uzyskaniu obrazu
również o małej skali tonów, jednak dominującą rolę odgrywają tony ciemne i
czarne. Jedynie drobne szczegóły są oddane w postaci jasnych plam. Brak jest
natomiast prawie zupełnie półtonów. W metodzie high key jasne półtony były
przedstawione na jasnym tle, w tej metodzie jest odwrotnie - ciemnie tony na
ciemnym tle. Technika low kee nadaje obrazowi nmastrojowe i dramatyczne efekty.
Motyw obrazu powinien być zbudowany z tonów ciemnych, a tło musi być czarne i
bardzo słabo rozświetlone. Oświetlenie obiektu ma zasadniczy wpływ na ostateczny
efekt ciemnej tonacji; powinno być skierowane - kontrsatowe tak, aby efekty
świetlne towrzyły kontrolowane jasne plamy na obrazie. Aby z kolei ciemnych
partii nie pozbawić potrzebnych szczegółów, należy użyć dodatkowo światła
rozproszonego. Obfite naświetlenie negatywu i obróbka w normalnym wywoływaczu
pozwoli właściwie wydobyć szczegóły w cieniach. Negatyw powinien być miękki,
silnie kryty w światłach i mieć dobrze oddane szczegóły w ciemnych póltonach,
które są niezbędne do oddania specyficznego charakteru zdjęcia. Dobre
opracowanie szczegółów w cieniach umożliwia wywoływacz metolowo-siarczynowy (np.
D23), który pozwala otrzymać stromy przebieg początkowego odcinka krzywej
charakterystycznej. Do kopiowania zaleca się papier błyszczący, bardzo
kontrastowy. Kopiując obficie naświetlamy, w celu uzyskania szczegółów w
najwyższych światłach oraz silnego krycia głebokich półtonów. Wywoływanie
prowadzimy długo i dogłębnie. Można też wywoływać w wywoływaczu o podwyższonej
do 25 stopni Celsjusza temperaturze. Powinniśmy otrzymać wyraźne, delikatnie
zarysowane i dobrze zróżnicowane szczegóły w głębokich partiach obrazu.

 

Fotografia czarno-biała: Stykówki BW z internegatywu

 

Autor: alkos

1. Potrzebujemy skan negatywu o jak najwyższej rozdzielczości, najlepiej w 16tu bitach (gwarantuje to szersze możliwości dalszej obróbki tonalnej) Można przyjąć że minimala rozdzielczość dla danego formatu to taka, dzieki ktorej otrzymamy przynajmniej 240dpi. Np. dla odbitki 20x30 będzie to ok. 2000x3000 pikseli, dla 50x40 - 3000x4000. Oczywiście im wiecej, tym lepiej. W przypadku formatów powyżej 50x40 rozdzielczość przestaje miec kluczowe znaczenie - w końcu i tak będą one oglądane z większej odległości.

2. Obrabiamy go w programie graficznym zgodnie z gustem i analogowym sumieniem ;-), po czym odwracamy zwyczajną funkcją Invert/Negatyw. Z doświadczenia wiem, że nie należy przesadzać z wyostrzaniem ziarna - będzie i tak dosyć widoczne na odbitce.

3. Zapisujemy jako TIFF z kompresją LZW - daje to znośny "wagowo" plik bez żadnych strat na jakości.

4. Idziemy do drukarni/studia dtp/redakcji gazety i pytamy gdzie naświetlają klisze :-) Udajemy się następnie do naświetlarni i prosimy o naświetlenie naszego obrazka (nieważne, jaką mieliśmy rozdzielczość) w liniaturze 200, najlepiej rastrem stochastycznym. Nie każdy to potrafi, ale różnicy bez wtykania nosa w odbitkę i tak nie widać. :-) Aha, gdyby się pytali - nieważne czy z odwracaniem, czy bez.

5. Z gotową kliszą (czasem robią od ręki, jak nie ma kolejki albo się ładnie poprosi) udajemy się do ciemni, gdzie wyczekuje nas już rozłożony i parujący zestaw do wykonywania odbiek b&w :-) Ustawiamy powiększalnik tak, aby pole krycia światła było nieco większe niż docelowy format, przymykamy odpowiednio obiektyw (żeby oswietlenie było równomierne) i położywszy kliszę na papierze wykonujemy próbki. Można przyłożyć dodatkowo z góry szybę albo mleczne plexi (hipoteza - nie próbowałem, ale teoretycznie mogłoby dać lepszy efekt, szczególnie w przypadku powiększalników kondensorowych) - jednak robiłem odbitki 50x40 bez zadnego przyciskania i nie sposób dopatrzeć się nieostrości. W moim przypadku zazwyczaj klisza okazywała się nieco za miękka, więc ustawiałem głowicę filtracyjną na zwiększenie kontrastu - w stronę magenty. Po ustaleniu czasu naświetlania i kontrastu z próbek, naświetlamy ostateczny format, wywołujemy, przerywamy, utrwalamy, płuczemy, suszymy i voila! Oto nasza pierwsza hybrydowa odbitka, cyfrowo-srebrowa chimera i radość dla oczu! :D

Oczywiście można drukować na sprecjalnych transparentnych foliach na drukarce atramentowej albo laserowej - jednak nie próbowałem tego osobiście. Drukowaliśmy za to kiedyś w ten sposób klisze do jakichś małych publikacji, aby zaoszczędzić na naświetlaniu - tak że zakładam, że pod powiększalnik też się nadadzą :)

Teoretycznie na laserze powinno iść w rozdzielczości 1200dpi, w 600 zbyt widoczny jest raster. Na atramencie również najwyższa możliwa :-)

 

Fotografia czarno-biała: Ilford Rapid Fixer - recenzja

 

Autor: Fereby ferebyWYTNIJTO@poczta.onet.pl
Data: 08-08-2005, 17:56:23

Ilford Rapid Fixer
Utrwalacz szybki do filmów i papierów w płynie
(koncentrat).
Roztwory robocze:
* 1+4 do filmów i papierów
* 1+9 do papierów

Wydajność: 4 metry kwadratowe papieru o podłożu
polietylenowym (RC) w litrze lub 2 metry kwadratowe
papieru o podłożu papierowym (FB) w tej samej
objętości roztworu roboczego (niezależnie
czy rozcieńczonego 1+4, czy też 1+9).
W wypadku podłoża polietylenowego oznacza
to 80 odbitek 20x25 cm, ponad 250 odbitek
10x15 cm, ponad 300 odbitek 9x13 cm.

24 błony małoobrazkowe lub zwojowe w litrze
(stężenie 1+4).

Trwałość:
* Koncentrat w butelce bez dostępu powietrza - 2 lata.
* Koncentrat w butelce z pewną ilością powietrza - 6 miesięcy.
* Roztwór roboczy (1+4 lub 1+9) - 7 dni.

Przy temperaturze roztworu wynoszącej 20 stopni Celsjusza
papiery na podłożu polietylenowym należy utrwalać pół
minuty (stężenie 1+4) lub minutę (1+9), dla podłoża
papierowego czasy są dwukrotnie dłuższe (1+4 - 60 sekund;
1+9 - 120 sekund).

Czas utrwalania błon w roztworze 1+4 wynosi 2 do 5 min.

Zarówno dla roztworu 1+4 jak 1+7 papiery o podłożu
polietylenowym wymagają dwuminutowego płukania
w wodzie bieżącej. W wypadku papierów o podłożu
papierowym czas płukania wzrasta do 30 minut.

Błony należy płukać od 5-10 minut (woda bieżąca).

Producent nie zezwala na użycie Ilford Rapid
Fixer z utrwalaczami hartującymi.

Odbitki utrwalane w roztworze zużytym, bądź
przeterminowanym szarzeją w świetle aktynicznym,
co uwidacznia się (zwłaszcza na marginesach)
jednak dopiero w jasnym świetle, najlepiej dziennym.
Niezłym zabezpieczeniem przed powyższą ewentualnością
pod koniec tygodniowego okresu trwałości, względnie
zbliżaniu się do granicznej ilości utrwalonych
odbitek dla danej objętości roztworu, jest
sporządzenie nowego roztworu i utrwalanie 15-20 s.
(1+4) lub w 30-40 s. (1+9) w roztworze starym,
po czym przeniesienie na zbliżony czas do kąpięli
nowosporządzonej. Po ostatecznym wyczerpaniu pierwszy
roztwór wylewa się i zastępuje drugim. Typowe utrwalanie
dwu lub trzykąpielowe, ze względu na wspominaną
wielokrotnie krótką trwałość roztworu, jest w Ilford
Rapid Fixer opłacalne w razie sporządania większej
ilości odbitek, ewentualnie wymogu trwałości
archiwalnej.

Ocena:
Filmy: stosowanie ogólnie średnio wygodne dla
pojedynczego fotoamatora chyba że odpowiadałby mu
styl pracy polegający na zgromadzeniu jakiś
12 naświetlonych błon, a potem przeprowadzenia
ich obróbki w ciągu tygodnia. Ilford Rapid Fixer
wydaje się natomiast wprost stworzony dla grup
fotoamatorów, redakcji czasopism i zakładów
usługowych, dla których obróbka 24 (i więcej) błon
w ciągu tygodnia nie jest niczym nadzwyczajnym.

Papiery RC: produkt znakomity zarówno dla pojedynczego
fotoamatora, jak ich grupy, świetnie sprawdzi się
też w redakcjach czasopism oraz zakładach usługowych.
Najistotniejszymi zaletami z punktu widzenia
fotoamatora są krótki czas utrwalania, pozwalający
zarówno na błyskawiczną ocenę odbitek w białym świetle,
jak zabezpieczający przed uczynieniem z kuwety
z utrwalaczem swoistej "przechowalni odbitek" (co
może mieć na nie niekorzystny wpływ) oraz niewiele
dłuższy czas płukania pozwalający zaoszczędzić sporo
wody. Jako zaletę można postrzegać również niedługi
okres trwałości roztworów roboczych, wymuszający
sporządzanie nowych kąpieli co najmniej raz w tygodniu.

Papiery FB: wykazuje podobne zalety oprócz płukania
(ale trudno poradzić cokolwiek na nasiąkanie podłoża),
długość płukania prawdopodobnie dałoby się znacznie
skrócić przy zastosowaniu środków rozkładających
utrwalacz, ewentualnie dodatkowe płukania w wodnym
roztworze 2-4% siarczynu sodowego, 5-8% węglanu
sodowego (sody kalcynowanej) lub kwaśnego węglanu
sodowego (sody oczyszczonej), względnie 2-5% chlorku
sodu (soli kuchennej), których skuteczność jednak
względem omawianego utrwalacza wymagałaby testów.

Ilford Rapid Fixer przy utrwalaniu papierów w roztworze
1+9 jest ponad dwukrotnie wydajniejszy od Fomafix
(przy 1+4 różnice mniejsze: papier RC/FB - 4/2 względem
3/1,5 metra kwadratowego w litrze kąpieli roboczej,
10/5 m względem 9/4,5 m z opakowania 0,5 l; błony
małoobrazkowe - 60 do 51 przy pełnym wykorzystaniu
opakowania 0,5 litra). Charakteryzuje się też trzykrotnie
(dla 1+9 półtorakrotnie) krótszymi czasami utrwalania -
RC/FB 30/60 s. względem 90/180 s. dla temperatury
20 stopni Celsjusza przy obróbce ręcznej. Trwałością
kąpieli roboczej z kolei zdecydowanie ustępuje Fomafixowi
(7 dni względem 6 miesięcy). Dla typowego fotoamatora,
zużywającego od jednej do kilku błon miesięcznie, jego
stosowanie jest więc w zupełności zasadne w przypadku
korzystania z różnych utrwalaczy do błon (zwłaszcza
klasycznych, opartych na tiosiarczanie sodu) i papierów.
Z kolei jeśli ktoś preferuje prostotę, objawiającą
się wykorzystaniem w swym domowym laboratorium możliwie
najmniejszej liczby roztworów, lepiej będzie zdecydować
się na Fomafix, np. z opakowania 500 ml, 125 ml (750 ml
po rozcieńczeniu) przeznaczyć do obróbki błon zwojowych
lub małoobrazkowych (na 12 sztuk), a pozostałe 375 ml
(2250 kąpieli roboczej) do utrwalania papierów (6,75 m
kw.).

Jeśli idzie o cenę: 0,5 l opakowanie Ilford Rapid Fixer
jest obecnie około 1/3-1/4 droższe od analogicznej
pojemności Fomafix, jednak rosnący kurs korony i taniejące
euro czynią ich ceny coraz bardziej zbliżonymi.

--------------------------------------------------------------------------------
Autor: wilu d111282@atos.wmid.amu.edu.pl
Data: 09-08-2005, 09:13:27

> Trwałość:
> * Koncentrat w butelce bez dostępu powietrza - 2 lata.
> * Koncentrat w butelce z pewną ilością powietrza - 6 miesięcy.
> * Roztwór roboczy (1+4 lub 1+9) - 7 dni.

W dokumencie znalezionym na stronie www.ilford.com stoi tak:
"Unreplenished ILFORD RAPID FIXER working strength solutions should last for
up to:-
6 months in full tightly capped bottles
2 months in a tank or dish/tray with a floating lid
1 months in a half full tightly capped bottle.
7 days in an open dish/tray."

wg mnie wynika z tego, ze w szczelnie zamknietej, pelnej butelce roztwor
moze stac sobie pol roku.

 

--------------------------------------------------------------------------------

{mospagebreak}


Ilford Rapid Fixer - poprawka i uzupełnienie.
Autor: Fereby ferebyWYTNIJTO@poczta.onet.pl
Data: 21-11-2005, 20:07:59

Jakiś czas temu opisywałem Ilford Rapid Fixer - szybki 
utrwalacz produkcji firmy Ilford. Listowicze zwrócili mi 
wtedy uwagę na pewne błędy w mojej recenzji, 
zwłaszcza dotyczące okresu przydatności do użycia
roztworów. Dlatego moje uzupełnienie poprzedniego
opisu IRF zacznę właśnie od tej kwestii. 
 
Trwałość: 
* Koncentrat w butelce bez dostępu powietrza - 2 lata. 
* Koncentrat w butelce z pewną ilością powietrza - 6 miesięcy. 
 
Producent na opakowaniu podaje iż roztwór roboczy (1+4 lub 1+9) 
ma trwałość jedynie około tygodnia. Jest to o tyle dziwne, że 
zgodnie ze znaną mi literaturą tiosiarczan amonu jest związkiem 
dość trwałym o ile przechowywać go w odpowiedni sposób. 
Wątpliwości rozwiewa dopiero dokumentacja techniczna na stronie 
www producenta (www.ilford.com) - zgodnie z nią współczynniki 
trwałości roztworu roboczego są następujące: 
 
* W butli pozbawionej powietrza - 6 miesięcy. 
* W zamkniętej butelce z pewną ilością powietrza - 1 miesiąc. 
* W tanku lub kuwecie z pływającą pokrywą - 2 miesiące. 
* W otwartej kuwecie, tanku - 7 dni. 
 
Tak poważna różnica spowodowała jednak że postanowiłem 
poddać Ilford Rapid Fixer testowi trwałości - dwa i pół miesiąca 
trzymałem 1+4 roztwór Ilford Rapid Fixer w nie do końca napełnionej 
próbówce, zamkniętej gumowym korkiem, raz w tygodniu sprawdzając 
jego zdatność do użycia. Tak przechowywany utrwalacz pod 
koniec testu charakteryzował się podobną aktywnością jak na 
początku, co przekroczyło około dwukrotnie określony dla "zamkniętej 
butelki z pewną ilością powietrza" okres. Na naganę zasługuje więc, 
niewłaściwe sformułowanie na załączonej do opakowania instrukcji, 
mogące łatwo wprowadzić w błąd. 
 
Tak na marginesie warto zauważyć, iż okres trwałości tak klasycznych 
utrwalaczy kwaśnych, jak utrwalaczy szybkich określano w niektórych 
starszych podręcznikach fotografii na jakieś dwa miesiące. Jest wysoce 
nieprawdopodobnym by w ciągu tych czterdziestu lat nastąpiła tak 
znaczna poprawa czystości odczynników (obecnie liczni producenci 
zestawiają gotowe wyroby na bazie tańszych substancji via ChRL), 
względnie wypracowano nowe receptury, przedłużające okres 
przydatności trzykrotnie. Można domniemywać, iż powyższa różnica 
wynika po prostu z przyjęcia nieco innych kryteriów przydatności kąpieli 
do użycia (kwestię powyższą postaram się objaśnić dokładniej innym 
razem). 
 
W dokumentacji Ilford Rapid Fixer na stronie www  producenta podany
jest następujący sposób stałego  utrzymywania tego utrwalacza
w gotowości do pracy:  co jeden film małoobrazkowy (36 klatek) należy 
uzupełniać starą kąpiel nowym roztworem w ilości  45 ml (855 ml dla
metra kwadratowego takich materiałów - metr kwadratowy to jakieś
20 błon). 
 
Dla papierów RC/FB współczynnik ten wynosi  odpowiednio 250/500 ml
dla metra kwadratowego.  Producent ostrzega że dla niektórych rodzajów
obróbki  maszynowej podane objętości mogą się okazać zbyt małe i niekiedy
trzeba uzupełniać nawet 300-450 ml nowego  roztworu dla metra
kwadratowego papierów RC. Z kolei  przy zastosowaniu odzysku srebra
w procesie obróbki  "dolewka" może być mniejsza o 50-75%. 
 
Nie jest to pierwszy wypadek, gdy zapoznając się z pomysłami producenckich
specjalistów przecieram  oczy ze zdumienia. Podobne postępowanie może
się jako tako sprawdzać przy większych  ubytkach używanego utrwalacza,
w innym razie  ubocznym efektem będzie zwiększenie objętości poddanego
"replenishmentowi" roztworu, którego część w końcu trzeba będzie usunąć.
Producent jakby półgębkiem przyznaje to zresztą pod koniec rozdziału
- przed dolaniem "uzupełnienia" do starego roztworu zalecając w razie
potrzeby usunięcie odpowiedniej części tego drugiego. 
 
Podobne "uzupełnianki" opłaca się stosować chyba tylko wyłącznie gdy
trzeba hurtem utrwalić ogromną ilość filmów bądź odbitek w krótkim
czasie, dysponując maksymalnie trzema kuwetami, względnie maszyną
z możliwością zaprogramowania co najwyżej trzech kąpieli! Jeśli
jednak ktoś chciałby się w to bawić: zużyty roztwór należałoby
pobierać od spodu (jak w starych maszynach do obróbki filmu
kinematograficznego), gdzie jest największe stężenie tiosiarczanu
srebra, a na dodatek trafia większość stałych zanieczyszczeń 
(resztki organiczne z wody, rdza i piasek z rur, wywoływanych
błon, etc.). 
 
Tak czy siak, nawet roztwór znajdujący się u dołu utrwalacza nie
różni się wiele od tego w wyższej części pojemnika - zawiera nawet
mniej więcej tyle samo substancji utrwalającej. Oczywiście jeśli
ten utrwalacz jest potem w sposób elektrolityczny pozbawiany srebra,
filtrowany, w gruncie rzeczy niewielki ubytek substancji utrwalającej
i zakwaszacza zostaje uzupełniony, po czym tak zregenerowany
utrwalacz ponownie użyty, trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.
Usuwanie  natomiast nieco zużytego roztworu, by go po prostu wylać,
zastępując roztworem tylko minimalnie lepszym, jest klasycznym
marnotrawstwem. 

Rozdział "Replenishment" może się jednak okazać wcale przydatny
w wypadku konieczności zwiększenia objętości posiadanego roztworu
jak najmniejszym  kosztem. Przykładowo: ktoś na codzień przeprowadza
obróbkę w kuwetach 20x15 do których wlewa 1 litr roztworu, ale nagle
zachodzi konieczność utrwalenia niewielkiej ilości papierów większych
rozmiarów. Minimalną objętością płynu pokrywającą w całości papiery
jest 1,5 litra, a dysponuje zaledwie litrem częściowo zużytego już
roztworu. Naturalnym rozwiązaniem wydaje się tu nie rozcieńczanie
150/300 ml stężonego Ilford Rapid Fixer by uzyskać 1500 ml
nowej kąpieli, a sporządzenie nowego roztworu utrwalacza w ilości
trzykrotnie mniejszej i dopełnienie nim dotychczas używanej kąpieli.
Dzięki zawartej w instrukcji tabelce można dokładnie obliczyć,
ile więcej materiału da się utrwalić  w takim roztworze - przykładowo
gdyby w przykładzie miano zamiar poddać obróbce w roztworze
roboczym 1+9 16 sztuk papierów RC formatu 24x30,5, a potem wrócić
do papierów RC 13x18 cm to utrwalenie papierów większego 
formatu zużyje półlitrową dolewkę trochę w ponad połowie
(ok. 12 000 cm kw. z 20 000). Pozostała jej część (o potencjalnej
wydajności trochę ponad 8000 cm kw.) wystarczy do utrwalenia jeszcze
trzydziestu kilku papierów  formatu 13x18. Co prawda i uczeń szkoły
podstawowej byłby w stanie sam sobie policzyć tego rodzaju rzeczy
w parę minut - bowiem wystarczy tutaj znajomość wydajności litra
utrwalacza i operacji matematycznej zwanej "dzieleniem" na poziomie
podstawowym - ale miło że Ilford wziął na siebie ten wysiłek. 
 
Jeszcze jedno niewielkie zastrzeżenie - robienie tego rodzaju
"dolewek" nowego roztworu ma sens tylko przy w miarę niedawno
sporządzonej, lecz  częściowo już zużytej kąpieli roboczej. Gdy
dysponuje się wyłącznie kompletnie wypracowanym roztworem, a objętość
nowego utrwalacza stanowi np. 10%, lepszym rozwiązaniem wydaje się
sporządzenie całkiem nowego o wymaganej objętości - no chyba naprawdę
ponad wszystko przedkłada się oszczędność (w takim razie powinno się
raczej postawić na - opisane dalej - utrwalanie dwuroztworowe).
Próby "odtwarzania sprawności" zużytego przed wieloma
miesiącami roztworu, który nam się gdzieś przypadkiem uchował,
metodą  "dolewkową", zdecydowanie nie są godne polecenia. 
 
Zdaniem Ilforda uzupełniany zgodnie z podanymi w instrukcji użycia
wskazówkami roztwór roboczy może służyć bardzo długo. I tak w zasadzie
jest, choć rzecz jasna z podobnym zastrzeżeniem jak względem regeneracji
wywoływaczy - co jakiś czas stary roztwór należy zastępować nowym. 
W innym razie utrwalacz rychło przekształci w istne "zlewki świętej
Genowewki", z którymi kontakt materiałom fotograficznym raczej nie 
posłuży. 

Jeśli obrabiamy błony i odbitki sposobami klasycznymi, względnie nasza
maszyna ma możliwość obróbki więcej niż trzykąpielowej, bardzo zależy
nam na właściwym utrwaleniu materiałów przy maksymalnym wykorzystaniu 
utrwalacza, lepiej będzie zdecydować się na utrwalanie dwuroztworowe
- nb. opisane w instrukcji www (choć niezbyt szczodrze). 
 
W tej technice utrwalania sporządza się dwa (przy szczególnie wysokich
wymaganiach trwałościowych nawet trzy) jednakowe roztwory utrwalacza
- po kąpieli przerywającej filmy lub odbitki umieszcza się w pierwszym 
roztworze przez połowę czasu wymaganego dla utrwalenia danego typu
materiału, po czym przenosi do drugiego roztworu na drugą połowę czasu.
Gdy pierwszy roztwór ulegnie zużyciu, zastępuje się go roztworem drugim, 
na którego z kolei miejsce sporządza się nową kąpiel utrwalającą. Utrwalanie 
wieloroztworowe pozwala nawet czterokrotnie zwiększyć wydajność - jednak
dla uzyskania równie wyśrubowanych wyników, niezbędna jest w miarę
niezawodna kontrola przydatności utrwalacza do użycia. 
 
Niestety, gdyby ktoś szukał w dokumentacji Ilford Rapid Fixer jakiegoś
prostego do przeprowadzenia w warunkach amatorskich testu
umożliwiającego określenie czy aktualnie używany roztwór utrwalacza
jest jeszcze zdolny do pracy, nie odniesie sukcesu. Co prawda znajduje 
się on w instrukcji, ale dziale poświęconym ustalaniu właściwego dla
danego typu błony czasu utrwalania, nadto w formie tak okrojonej, że
bez znajomości literatury fachowej, trudno jest odgadnąć jego drugą,
istotniejszą funkcję. 
 
Otóż choćby Klimecki i Tuszko polecają niemal identyczny jak Ilford test,
tyle że właśnie do kontroli utrwalacza! Wygląda on następująco: mały
kawałek zaświetlonej błony, wkładamy do nieużywanego utrwalacza
i ustalamy czas w którym błona staje się przezroczysta. Potem, w miarę
obróbki kolejnych materiałów, test powtarzamy - gdy czas wydłuży się 
ponad dwukrotnie w porównaniu do pierwotnego, roztwór należy zastąpić
nowym. Testu ze świeżo sporządzonym utrwalaczem nie trzeba powtarzać 
za każdym razem - ma on identyczne właściwości jak ten przetestowany
na początku - ale z drugiej strony nie zawadzi, jeśli akurat mamy poddać
obróbce materiały na których szczególnie nam zależy, bo nawet 
najdokładniejsza kontrola jakości niekiedy przepuszcza buble. Jeśli znamy
czas utrwalania błony w danym stężeniu utrwalacza, test w nieużywanym
utrwalaczu nie jest bezwarunkowo konieczny - kąpiel należy wymienić 
na nową, gdy błona nie staje się przejrzysta w ciągu połowy maksymalnego
czasu utrwalenia danego materiału. Dla typowej błony przy rozcieńczeniu
1+4 Ilford Rapid Fixer byłoby to jakieś 2-2,5 minuty. Z oczywistych 
względów podczas tego rodzaju testów ważne jest utrzymanie zbliżonej
do stosowanej przez nas w danym typie obróbki temperatury utrwalacza. 
 
Ilford zaleca uprzednie skropienie strony emulsyjnej użytej do testu
błony niewielką ilością utrwalacza, odczekanie 30-60 sekund i dopiero
wtedy umieszczenie go w roztworze - miejsce skropienia porównuje się
później z resztą zanurzonej w utrwalaczu błony. 
 
Technika z błoną może być używana zarówno przy stwierdzaniu przydatności
roztworu do utrwalania papierów, jak błon - w przypadku rozcieńczenia 
1+9 dla papierów niezbędny będzie test z błoną z nieużywanym utrwalaczu
(teoretycznie rzecz biorąc w sprawnym roztworze błona powinna stawać się 
przezroczysta w co najwyżej 5 minut, ale lepiejjednak sprawdzić rzecz
doświadczalnie). Ja uzyskałem następujące wyniki: 
 
* względnie nowy Ilford Rapid Fixer 1+9 o temperaturze 22 stopnie C - 4 min. 
* roztwór 1+9 bardzo zużyty (około 70 papierów o podłożu RC 9x13 cm
w 200 ml),  19,5 stopnia C - 12 min. 
 
Uwaga!!! Wyniki powyższe mają charakter wyłącznie przykładowy
- przeprowadzony test ze względu na obarczenie pewnymi błędami, trudno
uznać za specjalnie miarodajny (np.: pierwotna objętość roztworu użytego
do  utrwalania papierów podana z pamięci - równie dobrze mogła wynosić
250 ml). 
 
Dlaczego zastosowanie metody dwuroztworowej w tak dużym stopniu podnosi
wydajność utrwalacza? Klasyczne utrwalanie można w pewnym uproszczeniu
przedstawić jako dwa procesy - chemiczną reakcję zamiany nienaświetlonych
halogenków srebra w sole srebra, oraz dyfuzję tych soli z błony do roztworu.
Z kolei zamiana nienaświetlonych halogenków srebra w nieświatłoczułe
związki  srebra odbywa się w dwu etapach, najpierw substancja utrwalająca
przekształca je w sole srebra nierozpuszczalne w wodzie, przez dalsze
jej porcje zamieniane w sole rozpuszczalne w wodzie. W miarę zużycia
kąpieli utrwalającej, stężenie tiosiarczanu amonu sukcesywnie spada, a
jednocześnie wzrasta ilość rozpuszczonego w wodzie tiosiarczanu srebra.
Rezultatem jest wydłużanie się czasu zamiany soli nierozpuszczalnych
w sole rozpuszczalne i utrudnienie dyfuzji tych drugich do roztworu. 
 
Do przemiany nienaświetlonych halogenków w sole srebra nierozpuszczalne
w wodzie wystarcza zdecydowanie niższe stężenie substancji utrwalającej,
niż do przeprowadzenia ich w sole rozpuszczalne. W zużytym roztworze 
panuje tak wysokie nasycenie tiosiarczanu srebra, że dyfuzja tego
związku znajdującego się w błonie staje się niezwykle powolna
(niewielka różnica stężeń). Materiał światłoczuły w którym przemiana
jednych soli w drugie nie nastąpiła do końca lub wcale, względnie
zawierający w sobie tiosiarczan srebra, wkrótce uległby zniszczeniu.
Jeśli jednak podziałać nań roztworem z odpowiednio dużym stężeniem
substancji utrwalającej, proces zamiany związków srebra
nierozpuszczalnych w wodzie w rozpuszczalne zacznie zachodzić
ponownie. Jeśli tymże roztworze stężenie tiosiarczanu srebra
będzie znacznie niższe niż w materiale światłoczułym, proces dyfuzji 
będzie miał zdecydowanie szybszy przebieg, (dyfuzja przebiega aż
do wyrównania stężeń tiosiarczanu srebra w obu ośrodkach). 
 
Reasumując: pierwszy (zużyty) roztwór nie jest w stanie zamienić
całości powstałych w materiale światłoczułym soli srebra nierozpuszczalnych
w wodzie w rozpuszczalne oraz zapewnić mieszczącego się akceptowalnych 
granicach tempa ich dyfuzji, ale wciąż może zamieniać nienaświetlone
i niezredukowane przez wywoływacz halogenki srebra w nierozpuszczalne
w wodzie sole tego pierwiastka. 
 
W drugim roztworze (świeżym) większe stężenie substancji utrwalającej
pozwala na dokończenie procesu zamiany w sole rozpuszczalne, które
dzięki niewielkiemu jego nasyceniu tiosiarczanem srebra, mogą
swobodniej wydyfundować z warstwy emulsyjnej błony, bądź papieru
światłoczułego. 
 
Czasem, gdy wymagania względem trwałości, są szczególnie wysokie,
stosowane jest nawet utrwalanie trzyroztworowe. Technologia procesu
(1/3 czasu w każdym z roztworów utrwalających), jak też prawidła
tyczące się kontroli i wymiany roztworów, są praktycznie rzecz biorąc
identyczne jak w odmianie dwukąpielowej (drugi roztwór zastępuje
pierwszy, trzeci zajmuje miejsce drugiego, sam z kolei będąc
zastąpionym świeżym utrwalaczem), nie ma więc potrzeby szerszego
jej omawiania. 
 
W obróbce ręcznej, jeśli objętość roztworu roboczego nie może spadać
poniżej pewnego minimum, niewielkie ubytki utrwalacza przy utrwalaniu
wieloroztworowym (np. "zabieranie" przez podłoże papierów), najlepiej
uzupełniać wodą - dotyczy to zwłaszcza pierwszej kąpieli. Przy
jednoroztworowym też warto rozważyć "za i przeciw": dolanie niewielkiej
ilości nowego utrwalacza nie poprawi zbytnio parametrów roztworu - może
więc lepiej utrwalić określoną przez producenta ilość materiałów
światłoczułych i sporządzić nowy? Przy dużych ubytkach - zwłaszcza
spowodowanych rozlaniem - wszystko przemawia na korzyść "replenishmentu". 

Test z odbielaniem zaświetlonego skrawka błony wykorzystuje fakt, iż
tiosiarczan amonu rozkłada niezredukowane do srebra metalicznego
halogenki, niezależnie od tego czy otrzymały one jakąkolwiek
ekspozycję, czy też nie. Tak więc że skrawek błony służący do testu
nie został wywołany, nie ma większego znaczenia - zachodzą dokładnie
te same procesy co w koreksie względem błony normalnie naświetlonej,
wywołanej i nieutrwalonej. Tak samo przebiegają chemiczne przemiany
niezredukowanych przez wywoływacz związków srebra i tak samo dyfundują
one do roztworu utrwalacza. 
 
Ilford zaleca stosowanie pomiędzy wywołaniem, a utrwalaniem, kąpieli
przerywającej. Jasna rzecz gorąco poleca tu przerywacze swojej
produkcji. Z mojej praktyki wynika, iż najbanalniejszy w swej
prostocie, 2% kwas octowy, także znakomicie sprawdza się 
w tej roli. W wypadku rezygnacji z przerywacza, zalecana jest
stała kontrola PH roztworu. Ilford Rapid Fixer powinien mieć
odczyn kwaśny co najmniej 6. Jest to chyba nieco asekuranckie
- w literaturze można znaleźć kąpiele na bazie tiosiarczanu amonu
bez  jakichkolwiek dodatków zakwaszających. Prawdopodobnie więc
utrwalacz funkcjonowałby nawet w przedziale 6-7 - przy obecnych
cenach octu jednak nie ma sensu tak oszczędzać. 
 
Bardziej chyba ryzykowne jest nadmierne zakwaszanie - nie należy
obniżać PH roztworu poniżej 4. Utrwalacze szybkie na tiosiarczanie
amonu gorzej od klasycznych (tiosiarczan sodu) znoszą nadmiernie
kwaśne otoczenie i bardzo spowalniają działanie, aż w końcu
przestają utrwalać w ogóle - nie należy więc przesadzać z ilością octu
w roztworze. Najlepiej by jego stężenie w przerywaczu wynosiło 2%
- wystarcza w zupełności do zatrzymania procesu wywoływania
i zobojętnienia resztek kąpieli wywołujących. 
 
Pięcioprocentowy kwas octowy zalecany w niektórych starszych książkach
(np. "Powiększanie zdjęć fotograficznych" T. Cypriana z 1955 roku), 
prawdopodobnie miał służyć do wywoływaczy opartych na amidolu (jedna
z nielicznych substancji redukujących, wywołujących również w środowisku
kwaśnym). Jeśli już ktoś używa tak zakwaszonego przerywacza, nie należy
nadmiernie przedłużać kąpieli w nim (Cyprian zalecał zaledwie
pięciosekundowy pobyt w roztworze 5% kwasu octowego dla papierów
o podłożu barytowanym!). 
 
W razie gdyby PH przekroczyło 6, Ilford zaleca powolne dolanie
odpowiedniej ilości 50% kwasu octowego - ja zastosowałbym go raczej
w większym rozcieńczeniu, z ilością wody dostosowaną do
objętościowego ubytku utrwalacza, względnie (jeśli to możliwe)
nieco większą. Pojawia się jednak pytanie: czy miast potem
obniżać PH roztworu octem, nie lepiej - jeśli oczywiście
możliwości techniczne pozwalają (w niektórych typach maszyn
po wywołaniu natychmiast następuje utrwalanie) -  z inkryminowanego
kwasu octowego zrobić przedtem kąpieli przerywającej i wykorzystać
ją w obróbce? 
 
Innym wskaźnikiem przydatności roztworu Ilford Rapid Fixer
do użycia ma być jego ciężar właściwy. Powinien się on zawierać
między 1000-1200 (nowy roztwór roboczy 1+4: 1070-1080; 1+9: 1030-1040).
Kontrola miała by być przeprowadzana przy pomocy gęstościomierza,
co może i się opłaca w wypadku dużych laboratoriów, ale mało który
fotoamator dysponuje tego rodzaju przyrządami, a zakup tylko do
kontroli utrwalacza jest raczej mało sensowny. Osobiście nie wiem,
czy podlewy przeciwodblaskowe błon (zwłaszcza starszych zwojowych),
nie mogłyby podnieść ponad podaną granicę gęstości, nie czyniąc
wcale utrwalacza niezdatnym do użytku. 
 
Nasycenie roztworu IRF srebrem można by chyba sprawdzić przy pomocy
klasycznej  próby z jodkiem potasowym. 1 ml pięcioprocentowego
roztworu dodaje się do naczynia z 25 ml utrwalacza (tyle wedle
R. Kielicha; A Kotecki: roztwór 1% jodku potasowego i 10 ml utrwalacza).
Jeśli wytrąca się żółty osad, utrwalacz jest zużyty (zdaniem Koteckiego
- pojawia się zmętnienie nie znikające nawet po wstrząśnięciu). 
 
Zawartość srebra w utrwalonej odbitce Ilford zaleca sprawdzać przy
pomocy  siarczku sodu, analogicznie jak R. Kielich z "Foto".
Niestety w pozostałych punktach jakby odrobinę się różnią -
Kielich zaleca 0,2% roztwór, Ilford 0,15%. Kielich testuje 
na odciętym białym marginesie utrwalonej i wypłukanej odbitki,
Ilford zaleca zrobić próbkę na białym fragmencie dobrze utrwalonej
i wypłukanej odbitki, po czym porównywać z nią kolejne próbki.
Kielich zanurza wycięty margines w siarczku sodowym, Ilford
zaleca skrapianie białych miejsc. Dotąd mniej więcej się
zgadzają - zdaniem jednak Romana Kielicha niedokładne utrwalanie
i płukanie objawia się ciemnieniem próbki, u Ilforda zaś
znajdziemy że skropione miejsce w takim przypadku żółknie. 

Bardziej złożone (ale i niezawodne) techniki kontroli utrwalenia
oraz wypłukania błon i papierów wykraczają poza ramy tej recenzji,
toteż omówię je innym razem. 
 
W instrukcji Ilford Rapid Fixer zaleca się metodę elektrolityczną
odzyskiwania srebra - jest ona najtańsza i najbardziej wydajna.
Szczegółów najlepiej szukać w odpowiedniej literaturze. 
 
Jak już wspomniano, przefiltrowany po takim zabiegu utrwalacz
wystarczy uzupełnić o niewielką ilość substancji utrwalającej
(czasem trzeba dodać też zakwaszacza, lub na odwrót - podnieść
PH nadmiernie zakwaszonego roztworu), by nadawał się do ponownego
zastosowania. 
 
Ocena: 
Filmy: w wypadku normalnego dla utrwalaczy trzymania 
w nie do końca wypełnionych, zamkniętych pojemnikach, 
stosowanie ogólnie średnio wygodne dla pojedynczego 
fotoamatora: chyba że odpowiadałby mu styl pracy 
polegający na zgromadzeniu jakiś 12 naświetlonych 
błon (minimalna ilość roztworu dla obróbki błon
małoobrazkowych w Krokus Tank - 375 ml - pozwala
utrwalić 9 błon), a potem przeprowadzenia ich obróbki
w ciągu miesiąca. Co prawda przeprowadzone przeze mnie 
testy wykazały, że i po 2 1/2 miesiąca roztwór roboczy 
1+4 przechowywany w zbliżonych warunkach nadal 
może być zdatny do użytku, ale po upływie miesięcznego 
okresu podawanego przez producenta, chyba lepiej 
przed obróbką ważnych dla nas materiałów sprawdzać 
tak przechowywany roztwór kawałkiem zaświetlonej 
błony, co właściwie nic nie kosztuje, a w istotnym stopniu 
zmniejsza ryzyko. Niezłym rozwiązaniem wydają się 
butle harmonijkowe - w razie dokładnego wyciśnięcia 
powietrza trzymany w nich roztwór roboczy IRF raczej 
bez większego uszczerbku przetrzyma pół roku, a może 
i więcej. 
 
Ilford Rapid Fixer wydaje się natomiast wprost 
stworzony dla grup fotoamatorów, redakcji czasopism 
i zakładów usługowych, w których dwa tuziny (24) błon,
a nawet  więcej, obrabia się nierzadko w ciągu mniej niż
tygodnia. 
 
Papiery RC: produkt znakomity zarówno dla pojedynczego 
fotoamatora, jak ich grupy, świetnie sprawdzi się też 
w redakcjach czasopism oraz zakładach usługowych. 
Najistotniejszymi zaletami z punktu widzenia fotoamatora 
są krótki czas utrwalania, pozwalający zarówno na 
błyskawiczną ocenę odbitek w białym świetle, jak 
zabezpieczający przed uczynieniem z kuwety 
z utrwalaczem swoistej "przechowalni odbitek" (co 
może mieć na nie bardzo niekorzystny wpływ) oraz 
niewiele dłuższy czas płukania pozwalający zaoszczędzić 
sporo wody. Jako zaletę można postrzegać również 
niedługi okres trwałości roztworów roboczych, wymuszający 
sporządzanie nowych kąpieli co najmniej raz w miesiącu 
oraz zlewanie nieużywanego utrwalacza z kuwet do 
zamkniętych pojemników. Można też zaopatrzyć się 
w pływające pokrywy kuwet, względnie spróbować je 
sporządzić samodzielnie (np. z płyty PCV), ewentualnie 
zaimprowizować pływającą pokrywę kładąc na powierzchni 
roztworu w kuwecie denkiem inną pustą kuwetę z PCV 
o odpowiednim rozmiarze. W tym wypadku trwałość 
roztworu powinna wzrosnąć nawet do dwu miesięcy, 
ale lepiej stale sprawdzać jego przydatność do użycia, 
zwłaszcza jeśli się nie liczy utrwalonych odbitek. 
 
Papiery FB: wykazuje podobne zalety oprócz płukania 
(ale trudno poradzić cokolwiek na nasiąkanie podłoża), 
długość płukania prawdopodobnie dałoby się znacznie 
skrócić przy zastosowaniu środków rozkładających 
utrwalacz, ewentualnie dodatkowe płukania w wodnym 
roztworze 2-4% siarczynu sodowego, 5-8% węglanu 
sodowego (sody kalcynowanej) lub kwaśnego węglanu 
sodowego (sody oczyszczonej), względnie 2-5% chlorku 
sodu (soli kuchennej), których skuteczność jednak 
względem omawianego utrwalacza wymagałaby wszakże 
testów (producent z kolei poleca swój "Ilford Washaid"). 
 
Stosowany do utrwalania papierów roztwór 1+9 Ilford 
Rapid Fixer jest ponad dwukrotnie wydajniejszy od Fomafix 
(przy 1+4 różnice mniejsze: papier RC/FB - 4/2 względem 
3/1,5 metra kwadratowego w litrze kąpieli roboczej, 
10/5 m względem 9/4,5 m z opakowania 0,5 l; błony 
małoobrazkowe - 60 do 51 przy pełnym wykorzystaniu 
opakowania 0,5 litra). Roztwór 1+4 charakteryzuje się 
trzykrotnie (dla 1+9 półtorakrotnie) krótszymi czasami 
utrwalania - RC/FB 30/60 s. względem 90/180 s. dla
temperatury 20 stopni Celsjusza przy obróbce ręcznej.
Trwałością kąpieli roboczej z kolei zdaje się ustępować
Fomafixowi (miesiąc-dwa względem pół roku), co wszakże
jest nieco dyskusyjne, ponieważ w dokumentacji na swej
stronie www Foma nie precyzuje, czy chodzi o roztwór
roboczy trzymany w pełnych butelkach, czy też częściowo
wypełnionych powietrzem. 
 
Dla typowego fotoamatora, obrabiającego od jednej 
do kilku błon miesięcznie, stosowanie IRF jest więc 
całkowicie zasadne w przypadku korzystania z różnych 
utrwalaczy do błon (zwłaszcza klasycznych, opartych 
na tiosiarczanie sodu) i papierów. Z kolei jeśli ktoś 
preferuje prostotę, objawiającą się wykorzystaniem 
w swym domowym laboratorium możliwie najmniejszej 
liczby roztworów, lepiej będzie zdecydować się na 
Fomafix, np. z opakowania 500 ml, 125 ml (750 ml po 
rozcieńczeniu) przeznaczyć do obróbki błon zwojowych 
lub małoobrazkowych (na 12 sztuk), a pozostałe 375 ml 
(2250 kąpieli roboczej) do utrwalania papierów (6,75 m 
kw.), ewentualnie trzymać roztwory robocze Ilford Rapid 
Fixer w pojemnikach pozbawionych powietrza. 
 
Jeśli idzie o cenę: 0,5 l opakowanie Ilford Rapid Fixer 
jest obecnie około 1/3-1/4 droższe od analogicznej 
pojemności Fomafix, jednak rosnący kurs korony 
i taniejące euro czynią ich ceny coraz bardziej 
zbliżonymi. 
 
Prawdziwą piętą achillesową Ilford Rapid Fixer są 
instrukcje obsługi. Tan na opakowaniu, choć 
lakoniczna, jest zupełnie niezła - niestety dyskwalifikuje 
ją wprowadzający w błąd akapit dotyczący trwałości 
roztworów. Z kolei zamieszczona na stronie www 
producenta w formie pliku pdf instrukcja, jest 
bardziej szczegółowa (liczy sobie pięć stron), 
niestety ilość nie do końca przekłada się tu na 
jakość. Sprawy które w instrukcji z opakowania 
omówione są prosto i czytelnie w formie niewielkiej 
tabelki, rozrastają się do całych akapitów, z których 
wynika niewiele ponad to co wywnioskujemy 
z inkryminowanej tabelki. 
 
Organizacja działów w instrukcji www wygląda 
niczym dzieło nie fotografa, względnie chemika, 
a speca od marketingu. Podrozdziały zorganizowano 
omalże identycznie jak w pdf wywoływaczy Ilforda, 
co względem utrwalacza trudno uznać za rozsądne. 
W ogóle gros informacji dotyczy obróbki maszynowej 
i trudno spomiędzy nich wyłowić sprawy istotne 
dla fotoamatora, obrabiającego tradycyjnymi metodami 
niewielką ilość błona na własny użytek. Nawet samo 
ustalenie podstawowych właściwości roztworu roboczego 
- rozcieńczenia, czasów obróbki, wydajności, trwałości 
- zmusza do skakania po stronach, znalezienie zaś 
pewnych ciekawych i pomocnych w pracy, innowacji 
kombinowania gdzie też to zostały zamieszczone, 
dodatkowo utrudnionego brakiem spisu treści. 
 
Wspomniany specjalista od marketingu zdaje się 
próbować zresztą przy okazji sprzedać nam fabryczną 
kąpiel przerywającą (dobrze że nie zachwala jeszcze 
wywoływaczy). Może dlatego, tani, wydajny, łatwy do 
sporządzenia nawet dla mało zaawansowanych amatorów 
przerywacz oparty o kwas octowy zostaje pominięty 
milczeniem. 
 
Potencjalni użytkownicy obrabiający swe materiały 
światłoczułe w maszynach, wcale nie mają wiele 
łatwiej. Z bliżej nieokreślonych przyczyn instrukcja 
przypomina po trosze przepisy kuchenne, przeprowadzając 
nas od narodzin roztworu roboczego, aż po kres jego 
pracowitego żywota i pochówek. Tego rodzaju styl 
narracji, pełen dygresji na tematy które czytelnika 
wcale nie muszą aktualnie obchodzić, prowadzi do 
przeskakiwania całych akapitów tekstu, względnie 
rzuceniem instrukcji w diabły. Użytkownicy przecież 
często bywają zapracowani, zirytowani, zdekoncentrowani 
- woleliby znajdywać najistotniejsze informacje 
w jednym, łatwym do zlokalizowania, miejscu. 
 
A przecież wystarczyłoby zamieścić na pierwszej 
stronie, niewielką, trzykolumnową tabelkę, 
zawierającą w kolejnych kilku wierszach 
następujące właściwości obu roztworów roboczych: 
* czas utrwalania; 
* czas płukania; 
* wydajność z litra roztworu; 
* trwałość; 
O funkcjonalności tego rodzaju zestawień, można się zresztą 
przekonać studiując zamieszczoną w opisie IRF i opartą 
o podobne założenia tabelkę dotyczącą... kąpieli 
przerywających produkcji Ilforda. 
 
Nieźle byłoby też umieścić na początku instrukcji 
coś podobnego do "quick start" stosowanego 
dawniej w opisach gier i programów. Zawierałby 
on krótkie omówienia podstawowych kwestii 
związanych z najbardziej typową obróbką ręczną 
- przerywacz na kwasie octowym, jeden utrwalacz 
nie poddawany żadnym dolewkom, którego PH 
i gęstości się nie sprawdza, sukcesywnie zużywa, 
wylewa i sporządza nowy. Prawie wszystko to 
w instrukcji już jest, tyle że trzeba się naszukać, 
a tego użytkownik bynajmniej nie lubi. W tej części 
znajdowałaby się opisywana tabelka z podstawowymi 
właściwościami roztworów, a także krótki spis treści 
w małej ramce. W "quick start" większość spraw 
wystarczyłoby omówić pobieżnie, w razie gdyby 
czytelnik chciał dowiedzieć się więcej, skierować 
go odsyłaczami do właściwych działów. 
 
Do instrukcji należałoby dodać też krótki opis procesu 
utrwalania, wraz z kwestią zaniku mlecznego zabarwienia 
błon (rzecz nie występująca na papierach), bardzo istotną 
przy wzrokowej kontroli procesu, co dzieje się w razie 
zbyt krótkiego, względnie przesadnie długiego utrwalania, 
a także porządny spis treści. 
 
Taka instrukcja byłaby może minimalnie dłuższa, ale 
czytelniejsza i przyjaźniejsza użytkownikowi. 
 
Powróćmy jeszcze do sprawy ustalania czasu 
utrwalania błony poprzez zanurzenie jej zaświetlonego 
kawałka w roztworze utrwalacza. Test ten jest sensowny 
tylko względem świeżego utrwalacza, względnie 
poddawanego ciągłemu "replenishmentowi", jednak 
w tym drugim wypadku zastrzeżeniem - zużycie kąpieli 
przerywającej, inna twardość i domieszki ze źle 
przefiltrowanej wody w "uzupełniance", nawet nietypowe 
podlewy przeciwodblaskowe uprzednio obrabianych błon, 
mogą pierwotny czas utrwalania wydłużyć. 
 
Pół biedy, jeśli na wyjętej z utrwalacza błonie stwierdzimy 
mleczne zabarwienie - ponowne umieszczenie 
w utrwalaczu i trzymanie przez tyle samo czasu jaki 
upłynął od początku utrwalania do zaniku mlecznego 
zabarwienia, w większości wypadków wystarczy do 
zapobieżenia negatywnym następstwom. Niestety, 
błona wyjęta z utrwalacza w drugiej połowie czasu 
utrwalania, wizualnie nie różni się niczym od swej 
odpowiedniczki w której proces ten pomyślnie się 
zakończył. Dopiero po miesiącach, a bywa i latach, 
w błonach których utrwalania nieukończono, pojawiają 
się zmiany i wtedy z reguły pozostaje jedynie kopiowanie 
optyczne negatywu. Tak to już niestety bywa, że 
drobne oszczędności potrafią się mścić w wyjątkowo 
niemiły sposób. 
 
Producencki test wyznaczania właściwego czasu 
utrwalania błony najlepiej więc byłoby robić przed każdym 
utrwalaniem, bądź stosować trochę dłuższe czasy 
niż wyszły w teście z utrwalaczem świeżym (podobnie 
jak w wypadku wywoływaczy trudno ustalić właściwe 
dla każdych okoliczności współczynniki korygujące). 
 
Na koniec kwestie językowe - co prawda zwrot "replenishment" 
dałoby się przełożyć również jako "regeneracja", ale osobiście 
wyznaję pogląd, że w przeciwieństwie do wywoływaczy, utrwalacza 
nie da się całkowicie zregenerować samym uzupełnieniem substancji 
czynnej (w tym wypadku tiosiarczanu amonu) i związków 
zakwaszających. Czynność tę musi poprzedzić usunięcie z roztworu 
związków srebra na drodze elektrolitycznej. 
 
Zwroty "full tightly capped" i "half full tightly capped", brzmiałyby 
"całkowicie wypełniony", "częściowo wypełniony", gdyby je 
tłumaczyć w miarę dosłownie. Szkopuł w tym, że kąpiele 
fotograficzne można zabezpieczać również przez wtłoczenie 
do pojemnika gazu obojętnego, wypychającego powietrze 
z nad powierzchni cieczy. Dlatego korzystam z form 
"pozbawiony powietrza" i "z pewną ilością powietrza".
 

 

 

Fotografia czarno-biała: Przerywacze

 

W procesie czarno-białym pomiędzy wywołaniem a utrwaleniem materiałów światłoczułych zaleca się stosowanie kąpieli przerywającej, której celem jest szybkie przerwanie procesu wywołania (zwłaszcza zminimalizowanie tzw. wywołania bezbromkowego) i zapobieżenie przenoszeniu wywoływacza do utrwalacza, co ma decydujący wpływ na jego trwałość oraz jakość obrabianych błon (uniknięcie zabarwienia dwubarwnego).

Obecnie, mimo szerokiego asortymentu przerywaczy fabrycznych, wyposażonych nierzadko w indykatory barwne, zmieniające kolor w przypadku drastycznego spadku zakwaszenia roztworu roboczego, wielu fotoamatorów nadal preferuje kąpiele przerywające sporządzane samodzielnie.

Poniżej oryginalne receptury z kilku książek. Notacja zdaje się być niegodna z normalnym porządkiem (rozpuszczanie po kolei od pierwszego składnika listy, do ostatniego), zwłaszcza że substancje sypkie jak pirosiarczyn potasu, ałun chromowy, etc. należy wsypywać do wody a nie ją je zalewać. Osobiście sporządzając 2% roztwór kwasu octowego, zgodnie z zasadą zaczynającą się od słów "pamiętaj chemiku młody..." wlewam stężony kwas octowy do wody, a nie na odwrót. Względem kolejnych podanych tu recept być może należałoby jednak nalać do zlewki pewną ilość wody (np 900 ml), rozpuścić kolejno składniki i dopełnić do 1 l (niestety tych konkretnych recept nie próbowałem, więc nie wiem na sto procent - opieram się wyłącznie na literaturze i własnym doświadczeniu).

Przerywacz z kwasem octowym
Kwas octowy stężony (98%) 20 ml
Woda (20 stopni C) do 1 l

Przerywacz z pirosiarczynem
Pirosiarczyn potasu 40 g
Woda do 1 l

Przerywacz garbujący
Ałun chromowy-potasowy 30 g
Woda do 1 l

Przerywacz garbujący OP 2-S

Ałun chromowo-potasowy 30 g
Kwas octowy stężony (98%) 13 ml
Woda do 1 l

Przerywacz garbujący z kwasem siarkowym
Kwas siarkowy 5% 30 ml
Ałun chromowo-potasowy 30 g
Woda do 1 l

W przepisie drugim pirosiarczyn potasu można prawdopodobnie zastąpić pirosiarczynem sodu w zbliżonej, względnie kwaśnym siarczynem sodu w tej samej, bądź nieco większej ilości (około 50 g), jak to się czyni przy zakwaszaniu utrwalaczy - niestety dostępna mi literatura milczy na ten temat (jedno ze zródeł wszakże poleca jako przerywacz "4% roztwór kwaśnego siarczynu sodowego", co wygląda niczym odpowiednik recepty drugiej z zamiennikiem pirosiarczynu potasu).

Zajmijmy się szerzej najczęściej spotykaną receptą pierwszą. Jest ona analogiczna z S 1 "Fotonu". Wedle Z. Pękosławskiego roztwór był sprawny, póki zanurzony w nim niebieski papierek lakmusowy nie zmieniał barwy na różową. W rzeczywistości papierek lakmusowy wskazuje odczyn zasadowy przyjmując barwę niebieską, kwasowy zaś czerwoną. Toteż oznaką zdolności przerywacza do funkcjonowania będzie czerwone, a niezdolności właśnie brak zmiany (odczyn neutralny - PH 7), bądź niebieskie zabarwienie papierka lakmusowego (odczyn zasadowy - PH powyżej 7), jak to prawidłowo podaje T. Klimecki!

S 1 i jego odpowiedniki regeneruje się powolnym dolewaniem takiej ilości kwasu octowego, by włożony do roztworu papierek lakmusowy zyskał barwę różową (odczyn kwaśny).

Ogólnie rzecz biorąc stężenie kwasu octowego tego rodzaju w przerywaczach powinno się zawierać w granicach 1-5%. Większe powoduje nadmierne zakwaszenie utrwalacza (co bynajmniej nie jest korzystne), mniejsze może nie do końca przerwać reakcję wywoływania, zneutralizować zasadowy odczyn wyjętej z wywoływacza odbitki, a oprócz tego odczyn przerywacza dość szybko staje się również zasadowy. W większości literatury za najlepsze uznaje się stężenie 2%.

Zamiast kwasu octowego 98% do sporządzenia przerywacza można użyć owej substancji w dowolnym innym stężeniu (większym oczywiście od 2%) - również octu spirytusowego do celów spożywczych rozcieńczonego oczywiście odpowiednio mniejszą ilością wody. Osobiście wykorzystałem ongi "Ocet Spirytusowy 10% z rektyfikatu", zapomniany w jednej z kuchennych szafek od dobrych piętnastu lat.

T. Klimecki określa wydajność tego typu przerywaczy na około 150 odbitek 13x18 w litrze roztworu o zawierającym 2% kwasu octowego. Liczba powyższa dotyczny najpewniej papierów o podłożu FB (papierowym), ponieważ takie dominowały w PRL lat 70., gdy opublikowano "Technikę powiększania w fotografii". Stosując typowe przeliczniki "producenckie" (tzn. FB <= 1:2 => RC) byłoby to jakieś 300 odbitek na papierach plastykowanych inkryminowanego formatu. Dawałoby to z kolei jakieś 30-50 błon małoobrazkowych, lub zwojowych, ale literatura milczy konsekwentnie i na ten temat.

W wypadku więc procesu negatywowego pozostaje jedynie kontrola przy pomocy indykatorów PH. Niestety zalecane przez większość źródeł papierki lakmusowe nie są bynajmniej tanie - nawet 60 groszy za sztukę (to drożej niż większość papierów światłoczułych mniejszych formatów).

W tej sytuacji można kwestię indykatora rozwiązać własnym przemysłem, bądź próbować znaleźć gdzie indziej.

Pierwszy sposób spodoba się pewnie chemikom-amatorom dysponujących nawet tylko podstawowym sprzętem laboratoryjnym i doświadczeniem. Jak wynika z I części "Ciekawych Doświadczeń" Stefana Sękowskiego wykonanie indykatora PH o funkcjonalności nawet większej niż papierek lakmusowy nie jest bynajmniej trudne, kosztowne, czy pracochłonne. Potrzebne są:

* około 100 ml odbarwionego denaturatu. Sękowski poleca odbarwiać denaturat przy pomocy włożonego do dużego lejka luźnego zwitka waty, na który sypie się 2-3 łyżki węgla drzewnego (Sękowski o węglu drzewnym "nabędziesz go z łatwością w aptece", zapewne można by wykorzystać i węgiel z wkładów węglowych do filtrów wody). Przez tak wykonany filtr przesącza się denaturat np. do zlewki (uwaga dla cwaniaczków i różnych takich - alkohol metylowy po odbarwieniu jest DOKÂŁADNIE TAK SAMO TRUJ¡CY!!!).

* Kilka pokrojonych liści czerwonej kapusty.

* Pewna ilość dobrej, wsiąkliwej bibułki.

Odbarwiony denaturat należy wlać do małej kolby (Sękowski - 500 ml), wrzucić doń pokrojone liście czerwonej kapusty i lekko podgrzewać na łaźni wodnej w temperaturze 50-60 stopni Celsjusza przez około 30 minut. Temperaturę denaturatu w kolbce najlepiej na bieżąco kontrolować odpowiednim termometrem.

Gdyby ktoś nie wiedział - podgrzewanie substancji na łaźnii wodnej polega na umieszczeniu naczynia z przeznaczoną do pogrzewania cieczą w większym naczyniu wypełnionym wodą (najlepiej tak by mniejsze naczynie nie miało bepośredniego kontaktu ze ściankami i dnem większego - z reguły wystarcza odpowienia konstrukcja z drutu). Płomień palnika, wględnie grzejnik elektryczny podgrzewa zewnętrzne naczynie z wodą, która z kolei przekazuje ciepło naczyniu wewnętrznemu z substancją przeznaczoną do podgrzania. Sens tego rodzaju ostrożności przy podgrzewaniu łatwopalnej cieczy jest oczywisty - jeśli ktoś go nie dostrzega, zdecydowanie nie powinien brać się za tego rodzaju rzeczy.

Po zakończeniu podgrzewania, wylot kolby zatytka się korkiem i pozostawia na parę dni. Tak uzyskanym alkoholowym roztworem barwnika czerwonej kapusty nasyca się paseczki bibułki, suszy i gotowe. S. Sękowski zaleca nasycone paseczki zszyć w książeczkę z kartonową okładką, na którą nanosi się skalę barw odpowiadającą słabym i mocnym kwasom oraz słabym i mocnym zasadom.

Tak uzyskane papierki - w przeciwieństwie do papierków lakmusowych - swym zabarwieniem pokazują nie tylko kwasowość bądź zasadowość substancji, ale także względną siłę kwasów i zasad. I tak:

* Kwasy mocne zabarwiają papierki na KRWISTOCZERWONO

* Kwasy słabsze - na FIOLETOWOCZERWONO

* Kwasy bardzo słabe - CIEMNOCZERWONOFIOLETOWO

* Zasady bardzo słabe wywołują kolor FIOLETOWY

* Zasady nieco mocniejsze - NIEBIESKI

* Zasady mocne - ÂŻÓÂŁTOZIELONY

Jeśli kogoś nie bawi samodzielne robienie papierków wskaźnikowych, słabo się na chemii, względnie pragnie zaoszczędzić czas, pozostaje mu inne źródło indykatorów PH - akwarystyka. Każdy, kto choćby krótko hodował rybki w akwarium, wie jak istotne jest dbanie o PH, twardość wody, etc. Dlatego też wystarczy na ogół wybrać się do sklepu akwarystycznego (bądź innego, mającego w ofercie akcesoria akwarystyczne), by znaleźć odpowiedni dla naszych potrzeb tester.

W przeciwieństwie do papierków lakmusowych, preparaty używane w akwarystyce pokazują nie tylko kwasowość, względnie zasadowość wody, ale także jej PH. Na ogół stosuje się indykatory w postaci płynnej. Do specjalnej próbówki (wchodzącej w skład zestawu) nalewa się określoną ilość wody (na ogół do kreski na ściance), wkrapia odpowiednią ilość preparatu z buteleczki, miesza i porównuje powstałe zabarwienie płynu z dołączoną do opakowania barwną tabelką, określając tym samym PH pobranej wody.

Posługiwanie się tego rodzaju akwarystycznymi testerami PH w określaniu przydatności jest podobne jak w akwarystyce - przelewa się odpowiednią ilość nieużywanego jeszcze roztworu przerywacza do próbówki i wkrapia podaną w instrukcji ilość indykatora. Po ustaleniu zabarwienia indykatora i tym samym PH roztworu, próbkę możemy wylać, bądź pozostawić do późniejszego porównania. Roztwór przerywacza przed pobraniem próbki najlepiej lekko zamieszać.

Z kolei korzystając z papierków pomysłu Stefana Sękowskiego, pobiera się kroplę lub parę kropel nieużywanego jeszcze przerywacza i skrapia się papierek.

Znając zabarwienie wywoływane przez świeży przerywacz, po kolejnych próbkach z łatwością można oceniać stopień wyczerpania roztworu i jego przydatność do dalszej pracy, a także czy dolana kolejna porcja octu jest przywróciła właściwe zakwaszenie kąpieli przerywającej.

Oczywiście zabarwienie tak papierków lakmusowych, jak innych indykatorów oceniać najlepiej w świetle białym.

Bardzo rozsądnym jest sporządzanie i używanie różnych roztworów przerywających do błon i papierów - wraz z resztkami jednego wywoływacza do przerywacza mogą przeniknąć substancje reagujące w nieoczekiwany sposób z resztkami innego (tyle teoria - nie zetknąłem się nigdy wszakże z tego rodzaju przypadkiem). Zdecydowanie bardziej realne niebezpieczeństwo związane jest z kolorowymi podlewami przeciwodblaskowymi błon światłoczułych, rozpuszczającymi się podczas obróbki i zabarwiającymi kąpiele fotograficzne, w tym również i przerywacze, mogące potem zupełnie niezamierzenie "stonować" odbitki (przypadek znany mi z licznych opowieści, choć nie własnej praktyki). W razie więc przechowywania roztworów przerywaczy do błon i papierów należałoby je czytelnie opisać.

Z tych samych przyczyn w wypadku stosowania testerów akwarystycznych próbki po ustaleniu ich PH (i tym samym roztworu z którego zostały pobrane) należy wylewać (ewentualnie pozostawić do porównań przy regeneracji), a nie "zwracać do roztworu".

Kiedy z kąpieli przerywającej można zrezygnować? Jedną z niewielu sytuacji, jaką potrafię sobie wyobrazić, jest kopiowanie odbitek dla których jakość i trwałość nie stanowią istotnych kryteriów (np. wglądówki służące wyborowi właściwego skadrowania), gdy dysponuje omalże kompletnie wypracowanym utrwalaczem, który planujemy wkrótce zastąpić nowym. Można wtedy bez wahania zastosować owo zalecane przez starszą literaturę "krótkie, pośrednie płukanie w wodzie", zdając się na zakwaszacz w utrwalaczu. Oczywiście tego rodzaju praktyki dotyczą WY£¡CZNIE odbitek! Względem negatywów stosowanie podobnych oszczędności, z nader oczywistych względów kompletnie się nie opłaca.

Fereby


Kontynuując dalej ten wątek - niektórzy autorzy (np. Kielich i Iliński) polecają wykorzystanie kwasu octowego w stężeniu dwukrotnie niższym - 1% (Kielich wyłącznie do błon, Iliński do błon i papierów). Teoretycznie taki roztwór przerywający powinno się używać jeden raz i wylać, ale moim zdaniem lepiej po prostu kontrolować PH i w razie czego zregenerować stężonym kwasem octowym (względnie octem spirytusowym spożywczym, bądź esencją octową). Tak czy siak osobiście używam do kwasu octowego 2-3% zarówno do błon jak i papierów, jako kąpieli wielokrotnej - oczywiście oddzielnych roztworów do pierwszych i drugich.

Co jakiś czas wielokrotnie regenerowany przerywacz na kwasie octowym należałoby zastępować nowym roztworem - z każdą kolejną obróbką coraz bardziej nasyca się produktami rozkładu wywoływacza. Od czasu do czasu niezbędne jest przefiltrowanie go, np. przy pomocy lejka laboratoryjnego i skrawka waty (najlepiej w temperaturze 20 stopni Celsjusza).

Kolejna recepta kąpieli przerywającej (bufora octanowego) via Roman Kielich (prawdopodobnie na litr roztworu):
Kwas octowy stężony - 30 ml.
Wodorotlenek sodowy - 4 g.

Wodorotlenek sodowy w tym przepisie można zastąpić 5 gramami węglanu sodowego bezwonnego. Powyższej recepty dotyczą wszystkie uwagi z mojego pierwszego tekstu o przerywaczach - zapewne składniki należy rozpuścić w pewnej ilości wody (np 800 ml) a następnie dopełnić wodą do jednego litra.

Trochę teorii - roztwór buforujący to substancja mająca właściwość przeciwdziałania zmianom PH, zarówno podczas rozcieńczania, jak i podczas dodawania do niej niewielkich ilości mocnego kwasu lub zasady. Tego rodzaju bufory są albo mieszaninami słabego kwasu i soli tego kwasu, bądź słabej zasady i soli danej zasady. Przykładowo bufor octanowy to mieszanina kwasu octowego (CH3COOH) i octanu sodowego (CH3COONa).

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Rodinal 1+100 i nie tylko

 

W związku z wysyłanymi na listę zapytaniami o Rodinal (i jego odpowiednik R-09) w rozcieńczeniu 1:100 (zalecanym przez Agfę do filmów cienkowartwowych już od lat 50.), pozwoliłem sobie skompilować co nieco z publikacji sprzed lat kilkunastu i starszych.

Rodinal ma współczynnik temperaturowy 10 stopni = 2. Oznacza to, iż podniesienie temperatury z 10 na 20 stopni powoduje dwukrotne skrócenie czasu wywołania. Zgodnie z tą regułką wzrost temperatury z 20 do 25 stopni winien spowodować skrócenie czasu o 25%, czyli do 0,75 pierwotnego.

W literaturze podawane są niekiedy inne współczynniki temperaturowe R-09, wg W. Tuszko:
15 stopni=1,50
18 stopni=1,20
20 stopni=1,00
22 stopnie=0,85
24 stopnie=0,70

W innym tekście Tuszko podaje:
18 stopni: +15%
20 stopni: 0
24 stopnie: -25%
26 stopni: -35%
28 stopni: -45%
30 stopni: -55%

Jak widać rozbieżności między poszczególnymi wersjami współczynników temperaturowych są minimalne, z reguły mieszcząc się w przedziale 5%, co w praktyce jest różnicą bez znaczenia.

Współczynnik Watkinsa dla Rodinalu wynosi 40. W praktyce oznacza to, iż jeśli pierwszy ślad obrazu ukazuje się po 30 sekundach, to wywoływać dany materiał należy 30x40=1200 s, czyli 20 min. Uwaga - dane dotyczą wywołania DOGÂŁĂŠBNEGO i dość kontrastowego, stosowanego dawniej względem płyt! Obecnie co prawda nie stosuje się wzrokowej kontroli postępu wywołania negatywów, co więcej z reguły wywołuje się je powierzchniowo, ale imkryminowany współczynnik być może przyda się przy wywołaniu papierów, gdzie na ogół wywołuje się właśnie dogłębnie, współczynniki zaś dla rozcieńczeń poniżej 1+20 nieczęsto są podawane w literaturze.

Oryginalna Agfowska tabela rozcieńczeń Rodinalu via "Fotografia" Cypriana:
1+40=1,0
1+60=1,5
1+75=2,0
1+100=3,0
1+150=4,0
1+200=5,0

Tuszko podaje trochę inne:
1+80=2,0
1+200=6,0

Gdzie indziej - półtorakrotne zwiększenie rozcieńczenia: 140- 150%; dwukrotne: 180-200%.

Niektóre czasy w minutach dla rozcieńczenia 1+100, 20 stopni Celsjusza, według W. Tuszko:
APX 25: 14-16
APX 100: 20-22
APX 400: 20-22
PAN F: 20-22
FP-4: 24-27
HP-5: 24-27
Plus-X-PAN: 24-27
Tri-X-PAN: 20-23
T-Max 100: 22-25
T-Max 400: 17-20
Fotopan HL: 23-26
ORWO NP-22: 20-25 Poruszanie: * Pierwsza minuta, * Co minutę (przez 10 s?) - piewsza połowa czasu, * Co 3 do 5 minut - druga połowa czasu.

Zdaniem Tuszki, taki "zmienny, coraz rzadszy rytm poruszania koreksem sprzyja natomiast uzyskaniu dużej ostrości konturów i maksymalnemu wyzyskaniu światłoczułości negatywu.

Różnice między HP-5, a HL (zbliżony do HP-4) są minimalne. Zaskakuje natomiast duży rozziew między FP-4, a NP-22 (te błony jakoby miały mieć zbliżone czasy wywołania).

Forsowanie błon w Rodinalu według W. Tuszko (1+100 przy minimalnym poruszaniu koreksem), czasy w minutach:
APX 400 na ISO 800: 30-35
APX 400 na ISO 1600: 40-46
HP-5 na ISO 800: 45-50
Tri-X-Pan na ISO 800: 33-36
T-Max 400 na ISO 800: 30-33

Zgodnie z literaturą Rodinal powoduje często obniżenie światłoczułości negatywu o 1-2 stopnie Din.

Wojciech Tuszko stwierdza iż choć Rodinal nie jest wywoływaczem drobnoziarnistym to "nowoczesne materiały negatywowe mają jednak z reguły ziarno na tyle drobne, że nawet z małoobrazkowego negatywu o czułości 400/27 ISO wywołanego w Rodinalu uzyskuje się bezziarniste pozytywy 24x36".

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Wywoływacz Stoecklera zmodyfikowany - receptura i czasy

 

Wywoływacz Stoecklera jest dwuroztworowym wywoływczem z metolem jako reduktorem i boraksem pełniącym funckję substancji przyśpieszającej. Przeznaczony jest do negatywów niskoczułych.

Oryginalna receptura Stoecklera z połowy lat 30.
Roztwór "A"
Woda 750 ml
Metol 5 g
Siarczyn sodowy bezw. 100 g
Woda do ogólnej obj. 1000 ml

Roztwór "B"
Metaboran sodowy (boraks) 10 g
Woda do ogólnej objętości 1000 ml

W modyfikacji do materiałów cienkowarstwowych autorstwa Spiellmana, ogłoszonej w połowie lat 60. zwiększono ilość metolu (silniejsze krycie), zmniejszono zaś siarczynu sodowego (lepsze wykorzystanie światłoczułości emulsji).

Modyfikacja Spellmana z 1968 roku:
Roztwór "A"
Woda 750 ml
Metol 7 g
Siarczyn sodowy bezw. 75 g
Woda do ogólnej obj. 1000 ml

Roztwór "B"
Metaboran sodowy (boraks) 10 g
Woda do ogólnej objętości 1000 ml

Oryginalnie wywoływało się w sposób poniższy:
* 4 minuty w roztworze "A";
* 4 minuty w roztworze "B" (negatyw z "A" do "B" przeniesiony bez uprzedniego płukania w wodzie);
* co 30 sekund 1-2 obroty pokretłem koreksu,

Jeden ze znanych mi użytkowników tego wywoływacza, wydłużył o 1 minutę czas wywołania błon o czułości ISO 400, dla poprawy wyzyskania ich światłoczułości.

Czasy wywołania błon w tej wersji: Błony średniej i niskiej czułości 4+4 minuty, 400 ISO - 5+5 minut.

* 4+4 minuty: Fomapan 100, Ilford Pan F+ 50, Ilford Pan 100, Ilford FP4+ 125.

* 5+5 minut: Kodak Academy 200, Fomapan 400, Ilford Delta 400, Kodak TMAX 100, Kodak TMAX 400.

Wyjątki:

* Agfa APX 100 i APX 400. Wywołanie błon APX w wywoływaczu stoecklera mija się z celem, ponieważ znacznie obniża on czułość tych błon (nawet przy czasie wywołania 6+6 minut).

* Fomapan T 200: 3+3 minuty. Przy czasie 4+4 minuty, ta błona wykazuje wszelkie oznaki przewołania - nawet motywy o kontraście 1:4 wymagają kopiowania na papierze o gradacji specjalnej. Negatyw jest bardzo mocno kryty, co znacznie wydłuża czasy naświetleń pozytywów.

Co zadziwiające, najmniejszych problemów nie sprawiają inne błony o emulsjach z kryształami "T": TMAX-y Kodaka i Delty Ilforda. W przypadku wszakże TMAX 3200 wywoływacz powoduje obniżenie czułości - tyle że to akurat błona wysokoczuła (Ilford Delta 3200 jeszcze nie sprawdzałem).

Wywoływacz ten zdaje się być stworzony do błon Kodak Academy 200 - ziarno jest niezwykle małe, pozwalając na bezziarniste powiększenia co najmniej 16-krotne. Uzyskuje się wzrost światłoczułości o 1-2 DIN, a działanie wyrównawcze wywoływacza jest wprost wyśmienite - motyw o kontraście 1:2 na negatywie uzyskał współczynnik kontrastowości 0,6 (gradacja twarda Fomy), motyw o kontraście 1:64 - 0,8 (normalna Fomy), kontraście 1:256 - 1,1 (specjalna Agfy).

Kodak Academy można również wywoływać 4+4 minuty, w porównianiu do błony obrabianej 5+5 minut, wykazuje się gorszym wyzyskaniem światłoczułości, niższą kontrastowością i mniejszym ziarnem - nadawałaby się więc do motywów o bardzo dużych kontrastach, co najmniej równie dobrze jak wywołana 10 minut w D-23 HAD (zwłaszcza że na tej ostatniej motywy o kontrastowościach bliższych przeciętnym, wychodzą na negatywie co nieco zbyt mdło).

W związku z tym, że Kodak wycofał się z produkcji "Academy", jako (chyba lepsza) alternatywa pozostaje Ilford FP4+ 125, podobnie jak jego poprzednik FP3, zyskujący w stoeclerze nawet do 3 DIN na czułości, przy bardzo dobrym wyrównaniu kontrastów i niewielkim ziarnie.

Uwagi dodatkowe Wadą tego wywoływacza jest pewna kapryśność. Z reguły podnosi on światłoczułość materiałów nisko i średnioczułych, a obniża wysokoczułych. Zdarzają się jednak wyjątki od powyższej reguły, więc w przypadku błon dotąd w nim nieobrabianych lepiej uprzednio sprawdzić działnie na naświetlonej próbce.

Należy uważać, by nie zanieczyścić roztworu "A" roztworem "B".

Natomiast do zalet zaliczyć należy prostotę pracy. Jeśli dysponuje się ciemnią negatywową i co najmniej trzema identycznymi koreksami (najlepiej z wyjmowalnymi szpulami), można zorganizować omalże taśmową obróbkę. Do pierwszego ("1") wlewa się roztwór "A", drugiego ("2") "B", w trzecim ("3") znajduje się przerywacz. Błony przenosi się kolejno pomiędzy koreksami "1", "2" i "3" (oczywiście w całkowitej ciemności), w odpowiednich odstępach czasu.

Przerywacz w koreksie "3" zastępuje się po kilkunastu sekundach utrwalaczem (wylewa się jedną kapiel, wlewa drugą), najlepiej takim, który na krótko przed upływem czasu wywołania w koreksach "1" i "2" pozwoli wyjąć w pełni utrwalone błony i ponownie zastąpić utrwalacz przerywaczem. Ten czas to jakieś 3,5-4,5 minuty, w zależności od tego czy obróbka trwa 4+4, czy 5+5 minut - musi to więc być utrwalacz szybki (w rodzaju Ilford Rapid Fixer). Jeśli dysponujemy tylko "zwykłym" na tiosiarczanie sodu, względnie "przyśpieszonym" z dodatkiem chlorku amonu, trzeba uciec się do techniki utrwalania dwuroztworowego.

Jeśli czas utrwalania danej błony w naszym utrwalaczu wynosi co najwyżej 7 minut (4+4), względnie 9 minut (5+5), tuż przed zgaszeniem światła, zamianą utrwalacza na przerywacz i "przenosinami", błony z koreksu "3" można wyjąć i umieścić w innym naczyniu zawierającym utrwalacz, nawet plastykowym kubełku do mieszania farb - po upływie połowy czasu utrwalania zdecydowanie nie są już światłoczułe. Potrzeba do tego oczywiście więcej utrwalacza - jeśli się nim nie dysponuje, a wyjęte z utrwalacza błony nie mają już charakterystycznego, mlecznego zabarwienia, można po prostu umieścić w naczyniach z wodą, a potem dokończyć utrwalanie.

Jeśli się dysponuje czwartym identycznym koreksem i odpowiednio dużą ilością utrwalacza kwaśnego, to "wąskie gardło" przestaje być dokuczliwe. Utrwala się po prostu trzema roztworami, co pozwala "wyrobić" pełne 10 minut utrwalania nawet dla obróbki 4+4.

Zaletą wywoływacza stoecklera dla typowego fotoamatora, jest taniość, prostota sporządzania, wygoda użycia. Wykazuje swe zalety zarówno przy korzystaniu z koreksów o małej pojemności (0,5-1,0 l), jak i większych. Sporządza się roztwór "A" (wywoływacz) w ilości niezbędnej do całkowitego napełnienia posiadanego koreksu. Tuż przed wywołaniem sporządza się roztwór "B" (boraks) w ilości potrzebnej do "pokrycia" planowanej do wywołania liczby błon, który zostanie użyty jednorazowo. Zbędne staje przenoszenie błon między koreksami - roztwory "A" i "B" wlewa się kolejno do tego samego koreksu i po zakończeniu wywołania roztwór "A" zlewa się z powrotem do butelki (jest dość trwały), zaś roztwór "B" po prostu wylewa (boraks jest bardzo tani). Jest to metoda prosta i możliwa do szybkiego opanowania nawet dla mało zaawansowanego fotoamatora.

W przypadku koreksów umożliwiających wywołanie kilku błon, zastosowanie stoecklera daje dużą oszczędność czasu: np. fotografujący na negatywach Ilford Pan 100, PanF+ 50 i FP4+ 125, może po prostu zaczekać aż uzbierają mu się cztery małoobrazkowe (w dowolnej konfiguracji) i wywołać je wszystkie razem w jednym, i tym samym koreksie Patersona, w jedne osiem (4+4) minut (plus przerywanie, plus utrwalanie). W przypadku D-76, Rodinalu, Ultrafin+, Atomalu, Microfenu, etc. coś podobnego byłoby niemożliwe (ale Emofinu oczywiście tak).

Negatywy obrabiane w zmodyfikowanym wywoływaczu stoecklera charakteryzują się silniejszym kryciem niż wywołane w "Rodinalu", "Atomalu", Fomadonie LQN, za to nieco słabszym niż błony wywołane w D-76 1+0, względnie W-17 1+1. Powoduje to pewne utrudnienia (dłuższe czasy) przy dużych powiększeniach, za to znacznie upraszcza kopiowanie całych klatek średniego formatu na papiery 9x13, 10x15, 13x18: nawet przy zastosowaniu żarówki 250 W, nie pojawia się problem występowania czasów krótszych niż 2 s, mimo maksymalnego przymknięcia otworu przysłony (dokuczliwy zwłaszcza względem obiektywów PZO Emitar, gdzie najmniejszy otwór przysłony wynosi F-11).

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Utrwalanie. Zwilżanie. Garbowanie.

 

W starych numerach "Fotografii", udało mi się odnaleźć wyjaśnienia kilku dość dziwacznych twierdzeń, obecnych w naszej literaturze fotograficznej.

1. "Papierów światłoczułych nie należy utrwalać w utrwalaczach szybkich.". Co ciekawe, analogicznego zakazu przez całe lata poszukiwań nie udawało mi się znaleźć w literaturze NRD i RFN-owskiej, czy czechosłowackiej. Indagowanio to fotografowie i fotoamatorzy, wysuwali różne teorie ("pogorszeniu ulega czerń", "szybkie utrwalacze trudniej wypłukać"), ewentualnie również nie znali przyczyn powyższego zakazu.

Wyjaśnienie niesie "Fotografia". Wojciech Tuszko w artykule "Utrwalanie", wzmiankując utrwalacze szybkie stwierdza co następuje: "Należy zaznaczyć, iż w wypadku utrwalania papierów chlorowych dodatek chlorku amonu wywiera wpływ wprost przeciwny - wydłuża proces utrwalania.". Mniej więcej coś podobnego zostaje powtórzone w artykule o papierach chlorobromowych, a także w "Utrwalacz szybki nie zawsze jest szybki" - papierów chlorowych i chlorobromowych nie należy utrwalać w utrwalaczach z dodatkiem chlorku amonu.

Cofnijmy się teraz do czasów PRL. Jedynym powszechnie dostępnym krajowym utrwalaczem szybkim był Foton U-2. Zwano go powszechnie "utrwalaczem rentgenowskim", ponieważ odgórne wytyczne zakładały iż do tego typu prac będzie on głównie stosowany. Był to utrwalacz oparty o tiosiarczan sodu, z dodatkiem chlorku amonu (salmiaku) jako przyśpieszacza. Tego ostatniego związku tego używa się również do innych celów, toteż decydenci zapewne uznali iż nie ma sensu produkować U-2 na potrzeby odbiorców indywidualnych, skoro ci mogą tak samo dobrze utrwalać sobie swe błony i papiery, (choć może nieco wolniej), w nie zawierającym salmiaku, U-1, dzięki czemu oszczędzi się krajowi braków na kolejnym odcinku. Nawiasem mówiąc, potrzeby przemysłu w tamtych czasach stały zawsze na pierwszym miejscu - gdy postanowiono podjąć badania nad nowym wywoływaczem negatywowym opartym na fenidonie N-10 (co miało na celu podratowanie bardzo już kulejącej produkcji na potrzeby fotoamatorskie) równocześnie rozpoczęto prace nad N-13, nowym fenidonowym wywoływaczem... rentgenowskim (niestety nie znam receptury i dalszych losów), choć przecież krajowa produkcja i import w pełni pokrywały zapotrzebowanie na tego rodzaju wywoływacze.

Sytuacja rynkowa w której braki U-1 były coraz dokuczliwsze, sprawiała iż tenże rynek wchłaniał wszelkie nadwyżki produkcyjne U-2, jakie nań trafiały. Gdy nie udawało się nabyć utrwalacza w "Fotooptyce" załatwiano po znajomości z fabryk, szpitali, etc. Zresztą dokładnie to samo dotyczyło i wywoływaczy w rodzaju W-7, W-8, A-71, itp.
Foton U-2Woda (40-50 stopni C) 700 ml
Tiosiarczan sodu kryst. 250 g
Kwaśny siarczyn sodu 25 g
Chlorek amonowy 30 g
Woda do 1000 ml

W PRL nigdy na większą skalę nie produkowano utrwalaczy szybkich opartych na tiosiarczanie amonu. Czasem pojawiały się takowe z importu, ale w niewielkich ilościach.

W świetle powyższego staje się jasnym, czemu rodzima literatura kategorycznie zabraniała utrwalania papierów światłoczułych w utrwalaczach szybkich - po prostu jeśli już ktoś korzystał z utrwalacza szybkiego, w 99% był to U-2. Sytuacja z papierem światłoczułym była niewiele lepsza jak z czymkolwiek innym do fotografii, bywało nawet że zdesperowani fotoamatorzy usiłowali powiększać nawet już nie na papierach chlorobromowych, ale nawet chlorowych, choć ich czułość predysponowała je raczej do kopii stykowych. Czyniło to zetknięcie się chlorków srebra i amonu całkiem prawdopodobnym.

W Czechosłowacji i NRD, fotoamatorzy jeśli już korzystali z utrwalaczy szybkich, to były one oparte na tiosiarczanie amonu, nie mającym żadnych konfliktów chlorkiem srebra i nadającym się świetnie do utrwalania tak bromów, jak chlorów i chlorobromów.

Obecnie, jedynym utrwalaczem szybkim z dodatkiem chlorku amonu, jaki udało mi się znaleźć jest 2MUS. Niestety nie wiem jak wygląda kwestia utrwalania w nim papierów chlorobromowych Fomaspeed, ponieważ jeszcze nie miałem okazji wypróbować tego utrwalacza.

2. "Spirytusu jako kąpieli zwilżającej i przyśpieszającej suszenie wolno używać wyłącznie do płyt o podłożu szklanym, gdyż ma on negatywny wpływ na podłoże błon zwojowych." Gdy czytało się tego rodzaju kategoryczne stwierdzenia w tekstach fotograficznych sprzed wielu lat, człowiek zastanawiał się czy chodziło jeszcze o celuloid, czy już octan celulozy, względnie poliester. Odpowiedzi na łamach "Fotografii udziela n.n. redaktor o inicjałach S. S. W artykule "Suszenie materiałów negatywowych" znajdujemy: "Aceton i alkohol metylowy rozpuszczają celuloid dość silnie i z tego powodu nie nadają się do suszenia błon i filmów.".

S. S. nie zalecał również stosowania względem materiałów o podłożu celuloidowym czystego etanolu - miał on rozpuszczać tzw. plastyfikatory, powodując kruchość podłoża, oraz prowadzić do mlecznego zadymienia emulsji. W artykule zalecane są poniższe stężenia etanolu:

* Do płyt - 80%. * Do błon i filmów - 70%

Moim skromnym zdaniem, przy dzisiejszych podłożach opartych o octan celulozy, bądź poliester, gdy chodzi głównie o zmniejszenie napięcia powierzchniowego wody, nie zaś przyśpieszenie schnięcia, można zaryzykować i spirytus metylowy - - oczywiście po przetestowaniu na jakieś próbce. Sam zresztą autor "Suszenia..." dopuszcza stosowanie denaturatu, w razie którego zmętnienia przy rozcieńczaniu wodą, zaleca: "odczekać aż męt opadnie na dno naczynia i do suszenia użyć cieczy klarownej."

Za swoistą ciekawostkę można uznać omówienie kwestii tzw. "wettings-agents": "Substancje zwilżające do celów fotograficznych nie są w Polsce wyrabiane. [...] Najczęściej spotykanym produktem [za granicą] jest Alborit-sól sodowa kwasu chlorowego". Dodam od siebie że związek ten był nierzadko samodzielnie dodawany przez fotoamatorów do wywoływaczy fabrycznych (o konsekwencjach napiszę być może przy okazji tekstu o przekrojowego o Atomalu/A-49).

3. "Emulsji zgarbowanej nie można poddawać dalszej obróbce chemicznej". W. Tuszko w tekście "Garbowanie emulsji fotograficznej" opublikowanym na łamach "Fotografii" z 1962 (s. 265) polemizuje z powyższym poglądem. Jego zdaniem, po pierwsze emulsja zgarbowana przyjmuje roztwory, a jedynie wolniej nimi nasiąka, a po drugie emulsję zawsze można łatwo odgarbować. W przypadku garbowania formaliną, stosuje się wielokrotne przemywanie w ciepłej wodzie, względnie zimnym, 15% kwasie solnym, błony zgarbowane ałunami odgarbowuje się 5% roztworem kwasu cytrynowego.

Tuszko objaśnia również dlaczego względem negatywów wymagających garbowania nie powinno się stosować kąpieli przerywających zawierających hydrokwasy - kwas cytrynowy, mlekowy, octowy, winowy, itp. - - spowalniają one proces garbowania. To samo miało dotyczyć wywoływaczy zawierających hydrokwasy, takich jak choćby Final. Od siebie dodam również, że to samo tyczy się części utrwalaczy szybkich - np. Ilford Rapid Fixer.

4. Inną wartą odnotowania rzeczą w cytowanym już tekście "Utrwalanie" W. Tuszko, są precyzyjniejsze dane o wzroście wydajności utrwalacza przy stosowaniu techniki dwuroztworowej. "Dodajmy, że niektórzy badacze są bardziej wymagający i ostrożni. Tak np. Crabitree podaje iż w jednym litrze utrwalacza można utrwalić (jeśli zależy nam na długotrwałym przechowaniu obrazu) 1,2 negatywu formatu 20x25 przy utrwalaniu jednokąpielowym lub 11 takich negatywów przy utrwalaniu dwukąpielowym. Analogiczne cyfry dla papierów wynoszą 1,3 i 18,5".

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Sporządzanie U-1

 

Po moich poprzednich, dość złożonych, głównie teoretycznych tekstach, czas na coś dotyczącego zagadnienia bardzo praktycznego - sporządzania utrwalacza kwaśnego (na bazie tiosiarczanu sodu), z opakowania fabrycznego.

Skoncentrujemy się na utrwalaczach produkcji Fomy i 2M, ponieważ te są najpowszechniejsze na naszym rynku. U-1 Fomy można spotkać w opakowaniach na 1 litr i 5 litrów; 2M-UK w opakowaniach na 1, 2 i 5 litrów.

Na jakie się zdecydować? Ilość najlepiej dostosować do naszego stylu pracy. Roztwory utrwalaczy są z reguły bardzo trwałe - wedle części literatury w butelkach z ograniczonym dostępem powietrza utrzymują swe właściwości przez co najmniej trzy miesiące, producenci podają z reguły okres półroczny, część literatury nawet roczny. Wedle moich doświadczeń Foma U1 sporządzony w oparciu o wodę destylowaną, w rozcieńczeniu do błon trzymany w brązowej butelce PET, z której częściowo wycisnięto powietrze, utrzymuje formę co najmniej rok (jedno, dwa użycia miesięcznie, kąpiel przerywająca na bazie kwasu octowego, utrwalacz co jakiś czas filtrowany przez watę w celu usunięcia zanieczyszczeń mechanicznych).

Dozowane utrwalacze kwaśne w opakowaniach wielolitrowych z reguły są zdecydowanie tańsze niż ta sama ilość rozłożona na opakowania jednolitrowe. Jeśli więc mamy zamiar korzystać z utrwalaczy kwaśnych w procesie pozytywowym, z reguły lepiej zdecydować się na opakowanie 5 litrów - papiery FB i RC bardzo szybko wyczerpują utrwalacz (1-2 metry kwadratowe z litra - 85-170 odbitek 9x13).

Z kolei jeśli ktoś utrwala w utrwalaczu kwaśnym wyłącznie błony, miesięcznie jedną-dwie, raczej wystarczy mu opakowanie jednolitrowe (10-20 błon z litra), ewentualnie dwa takie nabyte w półrocznych odstępach czasu, bądź jedno dwulitrowe. Rzecz zależy też od pojemności koreksu - pragnący utrwalać w "Krokus Tank 2000" po pięć-sześć błon naraz muszą dysponować co najmniej 1750 ml roztworu.

Do papierów zaleca się z reguły tiosiarczan sodu w rozcieńczeniu 20%, zaś do błon 25%. Z reguły 5 litrowe opakowanie U-1 zaleca się rozpuszczać do 3750, choć 25% to w tym wypadku dokładnie 4000 ml! Z kolei litrowe opakowanie U-1 można równie dobrze dopełnić do 800 ml, a nie 750 ml uzyskując właśnie rozcieńczenie bliższe 25% niż przy tej drugiej objętości końcowej. Nawiasem mówiąc oryginalny fotonowski przepis tego utrwalacza, przewidujący 250 gramów tiosiarczanu sodu, kwaśny siarczyn sodowy w ilości 25 g, przy dopełnieniu do 1000 ml "dla błon" dawał właśnie stężenie tiosiarczanu równe 25%, zaś przy dopełnieniu do 1250 ml desygnowanym do obróbki papierów, równe 20%.

Toteż osobom pragnącym utrwalać U-1 w "Krokus Tank 2000" po 5-6 błon, do uzyskania niezbędnych 1700-1750 ml wystarczą dwa opakowania litrowe, względnie odlanie około 1200 ml z pierwotnych 3000 ml (dokładnie będzie to 2/5 roztworu przed dopełnieniem do objętości końcowej) uzyskanego z rozpuszczenia opakowania na 5 litrów. Te trochę ponad 1200 ml (kwestia "trochę ponad" zostanie objaśniona dalej), można spokojnie dopełnić wodą do 1750 ml (zamiast 1500). Uzyskamy w ten sposób około 23% roztwór wodny tiosiarczanu sodu, gdy dla objętości 1500 miałby on nasycenie około 27%, czyli odchyłka od zalecanego 25% jest omalże identyczna. Czasy utrwalania dla tych dwu stężeń powinny być także omalże identyczne (tzn. 10 minut dla błon), oczywiście jeśli ktoś chce mieć stuprocentową pewność, może rzecz po prostu ustalić doświadczalnie, ustalając czas odbielenia zaświetlonego kawałka błony (np. odciętej końcówki), którego dwukrotność jest minimalnym czasem utrwalania danej błony w tym utrwalaczu. Skrócony opis owego testu znajduje się dalej.

Pudełko Foma U-1 na 1 litr ma wymiary 95x95x30 mm (czyli tyle co typowe wywoływaczy negatywowych Fomy), 5 litrowe aż 145x145x55 mm. Gdy wyjąć zeń któryś z woreczków i włożyć z powrotem, bywa iż pudełko jeszcze nieco się wybrzusza. Jako znacznie większe od normalnie spotykanych, niekiedy może po prostu nie zmieścić się na naszej półeczce na odczynniki.

Gotowe ładunki utrwalacza w proszku, należy przechowywać w suchym i chłodnym miejscu.

Przejdźmy teraz do praktyki.

Wskazówki odnoszące się bezpośrednio do poszczególnych czynności znajdują się w akapitach oznaczonych gwiazdką (*). Akapity bez takiego znaczka zawierają dodatkowe objaśnienia, pozwalające lepiej zrozumieć pewne rzeczy. Można więc, gdyby komuś się śpieszyło, spokojnie je pominąć i wrócić do nich później.

Tak w ogóle, jeśli ktoś nigdy przedtem nie sporządzał jakiegokolwiek roztworu fotograficznego, lepiej by przed zabraniem się za rozpuszczanie dozowanego utrwalacza, uprzednio dokładnie przeczytał CO NAJMNIEJ wszystkie akapity oznaczone gwiazdkami.

Jeśli ktoś ma zamiar na bieżąco korzystać z tego tekstu przy sporządzaniu roztworu utrwalacza, powinien go trzymać w bezpiecznej odległości od swego miejsca pracy. Rozlana woda, bądź roztwory mogą po prostu skleić kartki. Co więcej, nasiąknięty utrwalaczem papier, po wyschnięciu ma niemiłą tendencję do pylenia drobinkami tiosiarczanu sodu, mogącymi zanieczyszczać inne roztwory i odczynniki, osiadać na materiałach fotograficznych, itp.

Skoncentrujemy się na postępowaniu z opakowaniem U-1 na 5 litrów - sprawiającym więcej problemów osobom początkującym (zresztą większość poniższych uwag da się odnieść również do jednolitrowego).

Potrzebne będą:

* 2 zlewki, kolby względnie inne naczynia, np. plastykowe kubełki do mieszania farb, najlepiej wyskalowane na zewnętrznych ściankach. Pojemność - co najmniej dwa litry.

* Cylinder miarowy (menzurka) o pojemności co najmniej 250 ml.

* Termometr o zakresie pomiarowym co najmniej od +10 do +35 stopni Celsjusza.

* Lejek laboratoryjny, bądź inny, pasujący do menzurki i butelek.

* Pręt szklany (bagietka), ewentualnie coś innego do mieszania (choćby plastykowe jednorazowe łyżki, byle wystarczająco twarde, by nie połamały się przy ewentualnym kruszeniu pirosiarczynu; oczywiście nie należy ich potem używać do potraw).

* Butelka, bądź butelki, o pojemności odpowiadającej końcowej objętości płynu, ze szczelnymi zakrętkami.

* Podgrzana woda z kranu.

Wyposażenie dodatkowe, bardzo przydatne, choć nie niezbędne:

* Kuweta lub miednica o rozmiarach wystarczająco dużych, by postawić na jej dnie naczynie do mieszania.

* Kawałek waty, ewentualnie coś innego, pomocnego przy oddzielaniu zanieczyszczeń mechanicznych (filtr do kawy, sitko do przesączania farb, etc.).

* Kawałek zaświetlonej błony.

* Zegarek z sekundnikiem.

* Papier i długopis.

* Szmata (do wycierania).

* Kawałek plastikowej folii, tektury, względnie papier (do podłożenia pod spód - wystarczą nawet zbędne gazety, czy ulotki reklamowe).

W trakcie sporządzania roztworu utrwalacza rozsądnie jest założyć fartuch ochronny, czyli jak to ładnie określa Sękowski "mundur chemika". Jeśli się nim nie dysponuje, wystarczy zwykłe ubranie robocze, byle nie tak brudne, że aż się z niego sypie. Można też wdziać rękawice gumowe, wystarczą zwykłe ogrodowe, bądź kuchenne, byle ich potem nie używać przy sporządzaniu potraw, myciu naczyń kuchennych i temu podobnych rzeczach.

Z oryginalnej instrukcji via opakowanie 5 litrowe Foma U-1, zdaje się wynikać iż do sporządzenia utrwalacza do błon niezbędne jest nam naczynie o pojemności jakiś 4 litrów, do papierów zaś jeszcze o litr większe. Czy nie można by skorzystać kilku mniejszych naczyń?

Można i są na to co najmniej dwa sposoby, pierwszy złożony i wymagający naczyń o łącznej pojemności o co najmniej litr większej niż końcowa ilość płynu oraz prostszy, wymagający naczynia o pojemności około 2/5 końcowej objętości płynu.

Dla porządku omówmy pierwszy, nieco mniej wygodny i trudniejszy. Do pięciu litrowych naczyń wlewamy po 600 ml wody. Na odpowiednio dużej czystej deseczce, czy plastikowej płytce usypujemy długą, równej szerokości grobelkę z tiosiarczanu sodu, której długość mierzymy i po podzieleniu wyniku przez pięć, czterema "cięciami" grobelki uzyskujemy pięć mniej więcej równych "odcinków", z których każdy kolejno wsypujemy do osobnego naczynia i rozpuszczamy.

Podobnie na pięć części dzielimy pirosiarczyn potasu, każdą "działkę" rozpuszczając w kolejnym z pięciu naczyń zawierających roztwór wodny tiosiarczanu sodu.

Mamy teraz roztwór w pięciu naczyniach - niestety w każdym jest rozpuszczona nieco inna ilość utrwalacza i zakwaszacza. Dlatego przelewamy po 300 ml z trzech dowolnych naczyń do szóstego (pustego) naczynia, mieszamy i odlewamy z powrotem. Potem powtarzamy to z dwoma pozostałymi pojemnikami i jednym z już zmieszanych. Winno to w znacznym stopniu zniwelować różnice stężeń, jednak dla większej pewności można 300 ml z każdego pojemnika pobierać do zmieszania 2-3 razy.

Jeśli nie dysponujemy szóstym pojemnikiem, można mieszać w jednej przeznaczonych do przechowywania roztworu butelek. Można też przelać z pierwszego naczynia do drugiego 300 ml płynu i zamieszać, potem przelać 300 ml z drugiego do trzeciego i ponownie zamieszać, przelać 300 ml z trzeciego do czwartego, z czwartego do piątego, z tegoż do pierwszego. Dla pewności można jeszcze raz przelewać to 300 ml, w kolejności choćby: 1 do 3, 3 do 5, 5 do 2, 2 do 4, 4 do 1. Na koniec wyrównujemy ilość płynu w całej piątce naczyń (1/5 uzyskanej objętości w każdym).

Pojemniki których zawartość przeznaczyć planujemy do utrwalania błon dopełniamy do 750 ml, te do papierów do 1 l (wodą "dolewkową" można przedtem wypłukać naczynie nr 6).

Wadą powyższej metody jest jej złożoność i konieczność użycia większej ilości naczyń. Zaletami szybsze rozpuszczanie składników i mniej gwałtowny spadek temperatury wody.

Teraz omówię sposób mniej skomplikowany, wymagający mniej naczyń oraz przygotowań. Ponieważ sam osobiście tak właśnie sporządzam utrwalacz, z pięciolitrowego opakowania Foma U-1, w opisie postanowiłem zawrzeć kilka praktycznych wskazówek.

Do rozpuszczania i mieszania użyjemy jednego pojemnika o pojemności co najmniej 2000 ml. Dobrze byłoby mieć drugi, o pojemności co najmniej 1 litr (a jeszcze lepiej 2 litry, bądź większy) - unikniemy chodzenia z rozpuszczonym utrwalaczem do kranu i z powrotem.

Osobiście używam dwu plastikowych naczyń o pojemności około 2300 ml, pierwotnie przeznaczonych do mieszania farb. Mieszam w sztywniejszym naczyniu "Car System", wodę zaś trzymam w bardziej elastycznym "Colod". Oba mają na ściankach nie tylko w miarę dokładną podziałkę mililitrową, ale nawet linie ułatwiające kontrolowanie właściwych proporcji rozcieńczaniu. Kosztowały po parę złotych, co raczej nie starczyłoby na zlewkę analogicznej pojemności. Oczywiście wody się w nich nie zagotuje, ale podgrzaną do 70 stopni przez łazienkowy piecyk wodę kranową zniosą bez żadnego szwanku.

Przyrządzanie utrwalacza powinno nam zająć około godziny (wliczając rozlewanie do naczyń, nie licząc późniejszego mycia wyposażenia).

Przygotowujemy siebie i nasze miejsce pracy: * Wkładamy ubranie robocze, rozkładamy folię, tekturę, bądź stare gazety. Na nich kładziemy kuwetę bądź miednicę.

* Rozkładamy sprzęt i wyposażenie.

* Do jednego z 2000 naczyń wlewamy 2 litry gorącej wody z kranu.

* Z naczynia odlewamy około 500 ml wody do drugiego, wstawiamy naczynie do kuwety, sprawdzamy temperaturę pozostałej w nim wody termometrem - jeśli jest wyższa niż 35-30 stopni, czekamy aż spadnie do tego poziomu. W międzyczasie można choćby skontrolować czy rozmieszczenie wyposażenia odpowiada naszym potrzebom, poczynić notatki, etc.

Wbrew pozorom 1500 mililitrów wody w zupełności wystarcza do rozpuszczenia 1000 gramów tiosiarczanu sodu - w 100 ml wody rozpuścić można do 90 g, więc w tych 1500 ml dałoby się rozpuścić jeszcze jakieś 350 g. Rzecz jasna potrwa to nieco dłużej, niż w trzech litrach.

* Otwieramy - najlepiej nożyczkami, a nie rozrywając - większy, foliowy woreczek zawierający tiosiarczan sodu krystaliczny (duże, przezroczyste kryształy). Wsypujemy niewielką ilość do naczynia z 1500 ml wody i mieszamy szklanym pręcikiem aż się całkowicie rozpuści, wtedy wsypujemy kolejną porcję i znów mieszamy, powtarzając te czynności, rozpuścimy całą zawartość dużego woreczka.

W miarę rozpuszczania występuje ciekawe zjawisko -- nieco podniesiony po wsypaniu tiosiarczanu poziom płynu sukcesywnie opada. Jest to spowodowane niejako "wpasowywaniem się" cząstek ciała stałego między cząstki cieczy, w rezultacie czego zajmują razem mniejszą objętość. Podobny proces możemy zaobserwować przy wsypywaniu cukru do herbaty.

* Sprawdzamy temperaturę i jeśli spadła poniżej 10 stopni, dolewamy odrobinę ciepłej wody z drugiego naczynia.

Jeśli kogoś dziwi, że ciepła woda, w tak krótkim czasie stała się zimniejsza o jakieś 20 stopni Celsjusza, poniżej krótkie wyjaśnienie.

Rozpuszczanie ciała stałego w cieczy jest z reguły procesem endotermicznym, czyli potrzebującym energii z zewnątrz. Drgania stosunkowo niezbyt masywnych cząstek cieczy zostają niejako "wyhamowane" zderzeniami ze zdecydowanie masywniejszymi cząstkami ciała stałego. Podobne zjawisko występuje i przy słodzeniu herbaty. Gdy jednak cukier rozpuszczany w herbacie ochładza ją w niewielkim stopniu, rozpuszczanie tiosiarczanu sodu w wodzie odbiera jej ciepło w znacznie większym. Zdarzyło mi się, iż 1500 ml wody, przed rozpuszczeniem tiosiarczanu mające temperaturę 32 stopnie, po rozpuszczeniu miało 12 stopni Celsjusza, przy temperaturze otoczenia 18 stopni - spadek o 20 stopni! Jako swoistą ciekawostkę dodam, że niejako dla odmiany rozpuszczenie napiętej stalowej sprężyny w kwasie powoduje wzrost temperatury kwasu.

* Otwieramy mniejszy papierowy woreczek (to ten podpisany "mniejszy woreczek"), zawierający pirosiarczyn potasu. Te małe białe kryształki mają tendencję do zbrylania się w wilgotnym środowisku (i z reguły w papierowym woreczku do tego dochodzi). Większe grudy można pokruszyć jeszcze w woreczku. Wsypujemy małymi porcjami zakwaszacz, intensywnie mieszając, ewentualnie rozgniatając pozostałe bryłki bagietką szklaną (z czym niekiedy mogą być problemy, uwięzione w nich powietrze czasem sprawia, że pływają na powierzchni płynu). Gdyby część pirosiarczynu nie chciała się rozpuścić, można dolać trochę ciepłej wody z drugiego naczynia.

W 2M-UK woreczek zawierający zakwaszacz jest plastikowy, co zmniejsza tendencję do zbrylania się pirosiarczynu.

* Uzyskaną ilość płynu dopełniamy wodą do ustalonej wcześniej objętości.

Jeśli mamy zamiar uzyskać utrwalacz tylko w jednym stężeniu i dysponujemy butelkami o takiej samej objętości, dopełniamy do objętości podzielnej przez ich liczbę. Przykładowo dla 5 butelek litrowych utrwalacza do papierów należy dopełnić roztwór do 2000, 2500, 3000 ml, co da później 400, 500, 600 ml na butelkę.

Sprawa komplikuje się nieco przy konieczności równoczesnego uzyskania utrwalacza w rozcieńczeniu do papierów i błon, względnie gdy dysponuje się butelkami różnej pojemności. W pierwszym wypadku liczymy objętość dopełnienia jakbyśmy chcieli cały utrwalacz przeznaczyć do błon, z góry oczywiście zakładając iż część przeznaczoną do papierów potem dopełnimy następnie większą ilością wody (3 części roztworu do błon + 1 część wody). Lepiej już na początku ustalić ilość jednego i drugiego utrwalacza, dostosowując do niego objętość butelek, niż dostosowywać objętość utrwalacza do pojemności butelek - oczywiście gdy dysponuje się butlami harmonijkowymi, które mają zmienną pojemność (w pewnych, oczywista, granicach), rzecz staje się zdecydowanie prostsza.

Nie mniejsze kłopoty mogą sprawić butelki o różnej pojemności - trzeba znaleźć wspólny dzielnik. Przykładowo butelki litr i 1,5 l mają się do siebie jak 2 do 3 (wspólny dzielnik - 5). Oznacza to iż butelka 1 l to 2 części, a 1,5 l - 3. Jeśli więc sporządzając roztwór do papierów, dysponujemy dwoma butelkami 1 l i dwoma 1,5 l, razem daje to 2+2+3+3=10 części. Utrwalacz w naczyniu do mieszania należy dopełnić do liczby podzielnej przez 10 - np. 2000 ml. Jedna część w tym wypadku to 2000:10=200 ml. Oczywiście potem do litrowych butelek wlejemy po 2x200=400 ml roztworu z naczynia do mieszania, a do 1,5 litrowych po 3x200=600 ml.

Przykład praktyczny: obliczyć dopełnienie dla 2 butelek 1500 ml (błony) i jednej 1000 ml (papiery). W naczyniu do mieszania mieści się maksymalnie 2500 ml roztworu. Jak już wspominano, liczymy jakbyśmy sporządzali wyłącznie roztwór do błon - ma on objętość o 1/4 mniejszą niż stosowany do papierów. Oznacza to że pojemność butli do której wlejemy utrwalacz do papierów zmniejszamy w myślach o 1/4, 1000*0,75=750 ml. 1500 i 750 mają wspólny dzielnik 750. Oznacza to iż jedna butla 750 ml (1000 ml) to 1 część; jedna 1500 to 2 części. Mamy więc 1+2+2=5. Dopełnimy więc do 2000, bądź 2500 ml. Jedna część w pierwszym przypadku wyniesie 400 ml, w drugim 500 ml.

Dla przerażonych skomplikowanym opisem parę słów otuchy - to naprawdę bardzo prosta arytmetyka, po krótkim czasie nabiera się takiej wprawy, że części, dzielniki, etc. bez trudu wyznacza się nawet w głowie, bez konieczności sięgania po ołówek i papier. Po za tym dopuszczalne są pewne odchyłki od stężeń bazowych utrwalacza. Utrwalacz do błon powinien mieć stężenie 25 procent, tzn. na litr wody przypadać winno 250 g tiosiarczanu, dla papierów jest to odpowiednio 20% i 200 g. Różnica jednak 1-2% tiosiarczanu w tę czy drugą stronę, nie zmieni w istotnym stopniu właściwości kąpieli. Roztwory wodne tiosiarczanu sodu są bardzo odporne na działanie powietrza, utrwalacz przechowywany w szczelnie zamkniętych, acz zawierających pewną ilość powietrza, butelkach utrzymuje swe parametry co najmniej pół roku, a bywa ponad rok -- ważniejsze od dokładnego wypełnienia jest zlewanie utrwalacza z kuwet jak najszybciej po zakończeniu pracy oraz sumienne zakręcanie butelek.

Jeśli ktoś chce być bardzo precyzyjny, przed dolaniem wody może zmierzyć menzurką aktualną objętość roztworu, jeśli naczynie do mieszania jest odpowiednio wyskalowane, nie jest to nieodzowne - wystarczającą dokładność zapewni skala na zewnętrznej ściance naczynia (oczywiście o ile nie jest obarczona bardzo dużym błędem, ale dysponując menzurką można to łatwo przedtem sprawdzić).

* Przelej każdej butelki obliczoną wcześniej ilość roztworu. Teoretycznie można to uczynić przelewając bezpośrednio z naczynia użytego do mieszania, spoglądając na skalę na zewnętrznej jego ściance, ale wygodniej robi się to menzurką i lejkiem.

* Dopełnij odpowiednią ilością wody (może być zimna z kranu) zawartość każdej butelki, tak by uzyskać odpowiednie do twych potrzeb stężenie tiosiarczanu sodu. Najlepiej tę wodę wlać przedtem do naczynia w którym mieszaliśmy utrwalacz, potem odmierzać używaną przy porcjowaniu roztworu menzurką i lejkiem (wypłucze się w ten sposób część pozostałego na dnie i ściankach roztworu).

Objętość wody "dopełniającej" wlewanej do każdej butelki policzyć bardzo łatwo. Wróćmy do przykładu - tiosiarczan sodu (i zakwaszacz) przeznaczony na 5 litrów U-1 rozpuszczono w dwu litrach wody. Zgodnie więc z producenckimi wskazówkami powinieneś dopełnić to 2000 ml do 3750 (błony), bądź do 5000 ml (papiery), tzn. dolać w pierwszym przypadku 1750 ml, a drugim 3000 ml. Roztwór został jednak przedtem podzielony na 5 części po 400 ml, toteż na jedną część utrwalacza do błon winno zostać dolane 350 ml wody, a jedną część przeznaczoną do papierów 600 ml. Z tych 5 części po dwie (800 ml) wlano do 1500 ml butelek z przeznaczeniem do błon, jedną zaś (400 ml), przeznaczoną do utrwalania papierów wlano do butli 1000 ml. Dlatego też do każdej 1,5 l butli winno zostać dolane po 2x350=700 ml (800 i 700 da razem 1500 ml), a do litrowej 1x600=600 ml (400+600=1000 ml).

* Jeśli chcesz mieć stuprocentową pewność co do użytkowanych przez siebie odczynników, możesz gotowy już roztwór utrwalacza przetestować. W tym celu należy przelać jego pewną ilość do jakiegoś naczynia (np. kuwety fotograficznej), po czym podgrzać do temperatury 20 stopni Celsjusza. Następnie w płynie częściowo zanurza się kawałek zaświetlonej błony i notuje czas. Jeśli po 5 minutach z emulsja błony stała się przezroczysta, roztwór utrwalacza jest sprawny. Dokładny czas odbielenia emulsji można zanotować - jeśli przy kolejnym teście ulegnie on podwojeniu, oznacza to iż utrwalacz znajduje się już na granicy wyczerpania i lepiej zastąpić go nowym.

* Po pracy najlepiej już od razu wymyć pojemniki do mieszania, lejki, bagietki, etc., bo jeszcze mokre wyczyścić zdecydowanie łatwiej od takich, w których zaczęły się już krystalizować resztki substancji chemicznych. Tiosiarczan sodu i pirosiarczyn potasu stosunkowo łatwo wypłukać gorącą wodą, ewentualnie z dodatkiem płynu do mycia naczyń.

* W razie rozlania się roztworu utrwalacza, kałużę najlepiej od razu zebrać szmatą, po czym powierzchnię starannie zmyć wodą, ewentualnie z dodatkiem odpowiedniego środka czyszczącego.

Zachlapane części ubrań zmywać wodą. W razie oblania się utrwalaczem - umyć dokładnie wodą, najlepiej z mydłem. Zamoczone ubranie wyprać, jeśli robocze, można po jakimś czasie.

Tiosiarczan sodu i pirosiarczyn sodu co prawda z reguły nie pozostawiają tak nieprzyjemnych plam, jak wywoływacze, ale po wyschnięciu i skrystalizowaniu zmieniają się w drobny pyłek, mogący przedostawać się do odczynników, osiadać na błonach, etc.

* W razie spożycia tiosiarczanu sodu, względnie pirosiarczynu. Oba związki nie są śmiertelnie trujące (podawanie 7% roztworu czystego tiosiarczanu sodu polecano nawet w razie zatruć chlorkiem rtęciowym), jednak nie są obojętne dla zdrowia (zwłaszcza w większych ilościach). Dlatego najlepiej w takim przypadku skorzystać z pomocy lekarza (względnie weterynarza, jeśli chodzi o zwierzęta domowe). Lekarzowi okazać oryginalne opakowanie fabryczne produktu.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Utrwalacze

 

W zasadzie wszyscy wiemy do czego służy utrwalacz i po co go się stosuje (dla początkujących: nadal obecne w emulsji niezredukowane halogenki srebra, czynią ją mało przezroczystą, co utrudniałoby proces kopiowania, co więcej, gdyby je w emulsji pozostawić, rychło obraz srebrowy stałby się kompletnie nieczytelny - w utrwalaniu usuwa się chlorki, jodki i bromki srebra z emulsji światłoczułej), wszakże niektóre kwestie, związane z utrwalaniem, omawiane są w instrukcjach i literaturze przedmiotu w sposób dość zdawkowy. W tekście poniższym, spróbowałem przyjrzeć się kilku z nich.

Substancja czynna.

Względem substancji czynnej utrwalacza stawiane są dość wyśrubowane wymagania:
* musi całkowicie usuwać nienaświetlone halogenki srebra z emulsji,
* nie powinna zbyt intensywnie rozpuszczać srebra metalicznego
* zarówno ona, jak i związki będące skutkiem jej reakcji z halogenkami srebra powinny dać się łatwo usunąć z utrwalonego materiału.

Obecnie w tej roli są wykorzystywane niemal wyłącznie dwa związki chemiczne:

* Tiosiarczan sodu. Występuje zasadniczo w dwu formach - bezwodnej i krystalicznej (uwodnionej). Uwodniona ma wygląd dużych, bezbarwnych kryształów, bezwodna zaś białego proszku. W wypadku zastępowania tiosiarczanu sodowego krystalicznego bezwodnym należy wziąć go 1,6 razy mniej.

Tiosiarczan sodu krystaliczny jest stosunkowo trwały - nie jest konieczne trzymanie go w hermetycznych pojemnikach, a jedynie chroniących przed ciepłem (ponad 45 stopni C) i wilgocią. Postać bezwodną lepiej trzymać w hermetycznych pojemnikach ze względu na dużą higroskopijność - wilgoć zawarta w powietrzu zmienia proszek w duże, trudno rozpuszczalne grudy.

Roztwór wodny tiosiarczanu sodowego jest dość trwały, jednak powinien być przechowywany w butlach zakorkowanych, by ograniczyć parowanie i kontakt z powietrzem.

Do rozpuszczania tiosiarczanu sodu można używać zwykłej wody wodociągowej (zresztą właściwie każdej w miarę klarownej - także studziennej), jeśli jednak mamy zamiar użyć sporządzanego roztworu do utrwalania błon, lepiej by była przefiltrowana z zanieczyszczeń mechanicznych, bądź odstana. Analogiczne zasady postępowania odnoszą się także do wody silnie zanieczyszczonej związkami żelaza.

Z reguły przy sporządzaniu utrwalacza wykorzystuje się wodę podgrzaną do 40 stopni Celsjusza - rozpuszczanie tiosiarczanu sodowego jest bardzo endotermiczne i temperatura roztworu mogłaby spaść nawet poniżej 10 stopni C, bardzo spowalniając dalsze rozpuszczanie.

* Tiosiarczan amonu Ta substancja czynna utrwalaczy szybkich z wyglądu przypomina tiosiarczan sodu bezwodny. Jest stosunkowa trwała, także w roztworach choć (podobno) mniej od tiosiarczanu sodu. Ze względu na dużą higroskopijność tiosiarczan amonu należy przechowywać w hermetycznych pojemnikach.

Dawniej utrwalacze szybkie sporządzano także na bazie rodanku amonu - działającego nawet szybciej od tiosiarczanu amonu. Niestety, rodanek amonu nawet przy nieznacznym przedłużeniu procesu utrwalania, ma zdecydowanie destrukcyjny wpływ na obraz srebrowy.

Mimo tej wady, tego rodzaju ultraszybkie utrwalacze przez jakiś czas stosowano w fotografii prasowej, gdzie uczynione przezeń szkody w półtonach (większość ówczesnych gazet drukowano na tanim papierze i tanimi farbami drukarskimi, co praktycznie skazywało na autotypię, najlepiej reprodukującą fotogramy kontrastowe i nie obfitujące w szczegóły), obok wzrostu kontrastu i ziarna wywołanego energicznymi wywoływaczami (rzadko zachodziła potrzeba powiększenia większego niż 2-3 krotne z kadru 6x9 cm), miały zdecydowanie mniejsze znaczenie, niż potencjalna możliwość uprzedzenia konkurencji.

Wprowadzenie wywoływaczy utrwalających, a następnie popularyzacja błon małoobrazkowych wyrugowały z tej gałęzi fotografii rodanek amonu (wraz zresztą z konkurencyjnymi procesami opartymi o garbowanie emulsji). Substancja ta nadal bywa wykorzystywana w obróbce odwracalnej (pierwszy wywoływacz), właśnie ze względu na jej skłonność do rozpuszczania obrazu srebrowego.

Dodatki

Podobnie jak w wypadku wywoływaczy, w procesie czarno-białym nieczęsto spotykamy obecnie kąpiele utrwalające składające się wyłącznie z tiosiarczanu sodu, bądź tiosiarczanu amonu. Dodatki powyższe mają różne funkcje - na ogół przyśpieszające, zakwaszające bądź garbujące.

Utrwalanie w roztworach tiosiarczanu sodu znacznie przyśpiesza dodatek związków amonu. Najczęściej w tej roli wykorzystuje się chlorek amonu (mający postać białych kryształków, łatwo rozpuszczalnych w wodzie). "Przyśpieszona" w ten sposób kąpiel jest (podobno) jednak mniej trwała i nie tak szybka jak te oparte na tiosiarczanie amonu.

Przez długi czas w fotografii używano obojętnych (niezakwaszonych) roztworów tiosiarczanu sodu. Niestety, przenoszone wraz z materiałami światłoczułymi resztki wywoływacza powodowały niepożądany wzrost PH utrwalacza i szybsze wyczerpywanie się roztworu. Co więcej postępujące jeszcze przez jakiś czas wywoływanie emulsji światłoczułej w utrwalaczu owocowało plamami i zabarwieniem dwubarwnym. Gdy okazało się że płukanie wywołanej błony w wodzie nie rozwiązuje całkowicie problemu, zaczęto stosować utrwalacze kwaśne. Jako że tiosiarczan sodowy rozkłada się pod wpływem kwasów, do obniżania PH jego roztworów wykorzystuje się najczęściej kwaśny siarczyn sodowy lub pirosiarczyn potasowy.

Kwaśny siarczyn sodowy ma postać białego proszku łatwo rozpuszczalnego w wodzie. Jego roztwory wodne są trwałe, jednak należy przechowywać je w zamkniętych korkiem gumowym butelkach. Dawniej fotografowie uzyskiwali roztwory wodne kwaśnego siarczynu sodu (oraz soli użytego kwasu) oddziałując rozcieńczonym kwasem (najczęściej siarkowym lub octowym) na roztwór wodny siarczynu sodowego. Obecnie jest to rzadko stosowane, ze względu na konieczność przeprowadzania inkryminowanej reakcji na świeżym powietrzu. Najpierw sporządza się roztwór wodny siarczynu sodowego, do którego następnie powoli dodaje się kwas (siarkowy - kroplami). Wydzielają się przy tym duże ilości dwutlenku siarki - szkodliwego dla zdrowia gazu o zapachu spalonej gumy. Powstały w ten sposób roztwór wodny kwaśnego siarczynu sodowego, wlewa się po schłodzeniu do 20-25 stopni, do roztworu wodnego tiosiarczanu sodu.

Pirosiarczyn potasu ma postać bezbarwnych kryształów, trudno rozpuszczalnych w wodzie. Roztwory wodne są trwałe, jednak należy je przechowywać w butlach z doszlifowanym korkiem szklanym. Obecnie jest najczęściej używaną substancją zakwaszającą utrwalacze.

Siarczyn sodowy bezwodny ma postać białego proszku, a krystaliczny bezbarwnych kryształów. Roztwory wodne są trwałe, jednak należy je przechowywać w butelkach zamkniętych korkiem gumowym. Dodawanie go do utrwalaczy ma na celu zneutralizowanie resztek kwasu przenoszonych z kąpieli przerywającej w emulsji światłoczułej, (ewentualnie uzyskanie roztworu buforującego niezbędnego dla utrwalaczy garbujących). Bezwodny siarczyn sodu można zastępować krystalicznym - zamiast każdego grama formy bezwodnej bierze się dwa gramy uwodnionej (krystalicznej).

Jeśli mowa o kolejności rozpuszczania składników, względem tiosiarczanu sodu i zakwaszaczy literatura podaje sprzeczne dane. Zapewne kolejność rozpuszczania jest obojętna, ponieważ kwaśny siarczyn sodowy i pirosiarczyn potasu podczas sporządzana roztworu nie odziaływują specjalnie z tiosiarczanem sodu, służąc jedynie uzyskaniu właściwego PH (rzędu 4-5); nie przeszkadzają też w rozpuszczaniu tiosiarczanu sodu i vice versa. Woda o temperaturze 40 stopni, też im chyba nie szkodzi (ponownie kompletny brak omówienia problemu w literaturze).

Mokra emulsja żelatynowa jest bardzo wrażliwa na uszkodzenia. W odróżnieniu od fotografów pracujących w tropikach, którzy z oczywistych względów musieli garbować emulsję światłoczułą przed wywołaniem, w fotografii prasowej oraz kinematografii garbowano głównie podczas procesu utrwalania.

W fotografii prasowej garbowanie uchodziło nie tylko za szybsze, ale i bezpieczniejsze rozwiązanie od suszenia błon w podwyższonej temperaturze, grożącego spłynięciem emulsji.

Z kolei w kinematografii, co najmniej równie często stosowano oddzielną kąpiel, by ostatecznie nie zamykać możliwości dodatkowej obróbki wywołanej błony. Głównym celem garbowania była tu ochrona przed ciepłem (filtry w projektorach nie były tak doskonałe jak dziś). Z kolei w prasie emulsję garbowano dla zyskania na czasie - mokry, tylko lekko opłukany z utrwalacza, negatyw można było od razu włożyć do ramki powiększalnika. Szybki wywoływacz i utrwalacz garbujący pozwalały cały proces od początku wywołania, do naświetlenia pierwszej odbitki zmieścić nawet w mniej niż 5 minutach!

Potem negatyw normalnie płukano i suszono. Dodatkową zaletą takiej obróbki była możliwość suszenia zgarbowanej emulsji podwyższonej temperaturze. Wadą - konieczność czyszczenia ramki negatywowej powiększalnika (używano ramek szybkowych).

Obecnie znaczenie garbowania w fotografii jest zdecydowanie mniejsze. Utrwalanie garbujące można zastosować względem przezroczy czarno-białych. Jeśli jednak chcemy wzmacniać, osłabiać, bądź zabarwić choćby część slajdów znajdujących się na obrabianym kawałku błony, należy zrezygnować z garbowania w utrwalaczu i po przeprowadzeniu obróbki uzupełniającej, skorzystać z oddzielnej kąpieli garbującej (np. opartej na stosunkowo obecnie najłatwiej dostępnym roztworze wodnym aldehydu kwasu mrówkowego - formalinie).

Tak przy okazji, w każdym przypadku należy rozważyć konieczność tego zabiegu - współczesne emulsje są już i tak częściowo zgarbowane, filtry cieplne w projektorach zdecydowanie bardziej niezawodne, a odgarbowywanie tak samo kłopotliwe i niepewne jak pół wieku temu. Moje doświadczenia z przezroczami uzyskanymi kopiowaniem optycznym na błonie HP5+ i rzutnikiem Diapol nie wykazały dostrzegalnych zmian w przezroczu, w tym również przy bardzo nagrzanym projektorze i ponad minutowej projekcji.

W utrwalaczach garbujących żelatynę emulsji utwardza się z reguły ałunem chromowo-potasowym (chromowym), glinowo- potasowym, względnie glinowo-amonowym.

Ałun chromowo-potasowy (siarczan chromowo-potasowy) ma postać czerwonego, bądź zielonego proszku. Roztwory wodne są trwałe i można je długo przechowywać.

Ałun glinowo-potasowy (siarczan glinowo-potasowy) ma wygląd białego proszku, bądź bezbarwnych kryształów. Roztwory wodne są trwałe i można je długo przechowywać.

Ałun glinowo-amonowy (siarczan glinowo-amonowy) ma postać bezbarwnego proszku. Podobnie jak w dwu poprzednich wypadkach roztwory wodne są trwałe.

Ałunów używa się z reguły z mieszaninami buforowymi, powstałymi poprzez zobojętnienie kwasu (najczęściej octowego bądź siarkowego) siarczynem sodowym. Najlepiej funkcjonują przy PH roztworu równym 4.

Część literatury sugeruje że dodanie do utrwalacza ałunów powoduje około dwukrotne skrócenie czasu trwałości roztworu.

Stosunkowo rzadko do sporządzania utrwalaczy garbujących używa się formaliny (Aldehyd kwasu mrówkowego) - bezbarwnej cieczy o charakterystycznej woni. Okres przechowywania roztworu wodnego teoretycznie jest nieograniczony, wszakże lepiej używać butelek ze szczelnym korkiem gumowym, dla zapobieżenia ulatnianiu się oparów - TRUCIZNA!

Kilka przepisów na utrwalacze:

Woda 700 ml
Tiosiarczan sodu 250 g
Pirosiarczyn potasu 25 g
Woda do 1 l

Foton U 1
Woda (40-50 stopni C.) 700 ml
Tiosiarczan sodu kryst. 250 g
Kwaśny siarczyn sodu 25 g
Woda do 1 l

Powyższe rozcieńczenie zalecane było do błon - do utrwalania papierów dopełnia się wodą do 1250 ml.

Woda 700 ml
Tiosiarczan sodu         250 g
Siarczyn sodu bezw.    10 g
Kwaśny siarczyn sodu  25 g
Woda                      do    1 l

Utrwalacz szybki z chlorkiem amonowym
Woda                            700 ml
Tiosiarczan sodu kryst. 150 g
Chlorek amonowy          40 g
Woda                       do      1 l

Utrwalacze szybko pracujące z tiosiarczanem amonu

Woda 700 ml
Tiosiarczan amonu   150 g
Woda                do        1 l

Woda                700 ml
Tiosiarczan amonu    110 g
Siarczyn sodu bezw.  15 g
Kwas siarkowy 5%    80 ml
Ałun chromowy          15 g
Woda                    do    1 l

Prawdopodobnie jest to również utrwalacz garbujący. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby tu połączyć siarczyn sodu z kwasem siarkowym w oddzielnym naczyniu na świeżym powietrzu i dopiero po zneutralizowaniu kwasu oraz schłodzeniu do temperatury pokojowej wlać tak uzyskany płyn do roztworu tiosiarczanu amonu.

Utrwalacz garbujący z formaliną
Woda                        600 ml
Tiosiarczan sodu      250 g
Siarczyn sodu bezw.  50 g
Formalina                 125 ml
Woda                       do 1 l

Roztwór garbujący dodawany do utrwalacza:
Woda (50 stopni C.)      420 ml
Siarczyn sodu bezw.     112 g
Kwas octowy 30%         360 g
Ałun glinowo-potasowy 112 g
Woda zimna                  do 1 l

Powyższy roztwór dodaje się tuż przed użyciem do 25% roztworu wodnego tiosiarczanu sodu w stosunku 1+8.

Wydajność

Przejdźmy teraz do kwestii wydajności. Jest ona dość zagmatwana - przykładowo w litrze U1 można utrwalić 20 błon (zdaniem Fotonu), 15 (Foma), albo zaledwie 10 (Z. Pękosławski). Nawet jeśli założymy że Foma i Foton mają na myśli odpowiednio litr U1 do papierów (tzn. 0,75 l do błon) i litr U1 do błon (tzn. 1,25 l do papierów), rozbieżność z Pękosławskim wynosi ponad 30%.

Przyczyną tego zamieszania są zdecydowanie bardziej skomplikowane (niż w przypadku choćby wywoływaczy) kryteria ustalania przydatności roztworu utrwalacza do użycia. Otóż musi robić trzy różne, luźno powiązane z sobą rzeczy:

* zamieniać nienaświetlone halogenki srebra w sole srebra rozpuszczalne w wodzie.

* przyjmować te sole z błony.

* przyjmować produkty rozkładu wywoływacza, które nie zostały do końca usunięte z błony w kąpieli przerywającej.

Szybkość zamiany halogenków w sole jest zależna od stężenia substancji utrwalającej. Dla dyfuzji tych soli z błony do roztworu kluczową kwestią jest natomiast nasycenie wody rozpuszczonymi w niej substancjami.

Utrwalanie można podzielić na dwie trwające mniej więcej tyle samo fazy. Najpierw substancja czynna dyfunduje do warstwy światłoczułej. Oddziaływując na nienaświetlone halogenkami srebra tworzy tiosiarczan sodowo-srebrowy. W drugiej fazie procesu utrwalania, ta sól srebra trudno rozpuszczalna w wodzie, zostaje przez kolejne porcje tiosiarczanu sodu przekształcona w dwutiosiarczanosrebrzan sodowy - zdecydowanie łatwiej rozpuszczalny w wodzie. Dalsze oddziaływanie tiosiarczanu sodu zmienia ten związek w trójtiosiarczanosrebrzan sodu, zespoloną sól srebra łatwo rozpuszczalną w wodzie.

W wypadku błon (czy płyt szklanych) obie fazy utrwalania można stosunkowo łatwo rozróżnić - w pierwszej błona posiada mleczne zabarwienie, które zanika na początku drugiej fazy. Jeśli mowa o papierach światłoczułych, podobne zjawisko nie jest dostrzegalne.

Szybkość przemian chemicznych w utrwalaczu zależy od temperatury - typowy utrwalacz o zawartości 200 g tiosiarczanu sodu w litrze przy 25 stopniach Celsjusza utrwala prawie dwukrotnie szybciej niż w temperaturze 20 stopni.

Powstałe w drugiej fazie sole srebra cały czas dyfundują z błony do roztworu utrwalacza. Prędkość dyfuzji zależy od ilości rozpuszczonych w wodzie substancji, oraz temperatury. W miarę zużycia w kąpieli utrwalającej gromadzą się produkty reakcji składowych substancji wywoływacza, żelatyna i produkty jej hydrolizy. Przenoszone są także spore ilości kwasu z kąpieli przerywającej (o ile jest stosowana). Z każdym kolejnym utrwalaniem, wszystko to razem, coraz bardziej utrudnia dyfuzję związków srebra z błony do roztworu.

Rozpuszczalność ciał stałych w cieczach wzrasta wraz z podnoszeniem ciepłoty roztworu, dlatego wyższa temperatura kąpieli utrwalającej, obok przyśpieszenia chemicznego procesu przemiany halogenków w sole srebra, ułatwia również fizyczny proces dyfuzji tych drugich z błony do roztworu.

Dlatego też, zależącą od wielu niemożliwych do określenia czynników (wpływ mogą mieć nawet indywidualne cechy błony np. większa nasiąkliwość ułatwia "przynoszenie" przerywacza, ale równocześnie ułatwia wnikanie substancji czynnej w emulsję), sprawia, iż ilość materiałów światłoczułych, po której obrobieniu utrwalacz staje się niezdatny do pracy, trudno ustalić ze specjalną precyzją. Przykładowo w utrwalaczu o zawartości 200 g, tiosiarczanu sodu w litrze, utrwalić można 40 powiększeń 13x18, wszakże liczba ta może oscylować zarówno nieco w górę, jak i dół.

{mospagebreak} 

Testy

Jeśli mowa o metodach sprawdzania przydatności utrwalacza do użycia, istnieje parę trudnych i skomplikowanych oraz jedna łatwy i niezawodna. Niektórzy (np. Ilford) zalecają stałą kontrolę aerometrem (gęstościomierzem) kąpieli utrwalających swego wyrobu. Niestety, powyższe postępowanie przeciętnemu fotoamatorowi ogólnie średnio by się opłaciło, ze względu choćby na samą cenę tego rodzaju przyrządów (nawet rzędu paruset złotych - choć używane czasem można kupić taniej). Co więcej taki test może okazać się zawodny - niektóre podlewy przeciwodblaskowe błon i rozpuszczona żelatyna mogą zwiększać gęstość roztworu, nie obniżając w stopniu krytycznym jego właściwości utrwalających.

Powszechnie spotykana w literaturze jest kontrola ilości srebra w utrwalaczu roztworem jodku potasu - opisana już w recenzji Ilford Rapid Fixer.

Kolejnym wskaźnikiem przydatności utrwalacza do użycia jest jego PH - na ogół sprawdza się je papierkami lakmusowymi, bądź specjalnymi roztworami indykatorów zakwaszenia (prosta i znana powszechnie metoda miareczkowania, byłaby tu chyba zbyt mało dokładna). Zbyt niskie względnie zbyt wysokie PH roztworu poważnie spowalnia (bądź całkowicie powstrzymuje) proces utrwalania. Utrwalacz o zbyt wysokim PH wystarczy wszakże na nowo zakwasić, a w razie zbyt niskiego zobojętnić część kwasu w roztworze, by kąpiel ponownie nadawała się do użytku.

Stosunkowo najprostszy i wystarczająco wiarygodny test polega na zanurzeniu kawałka zaświetlonej błony w testowanej kąpieli. Co prawda był już omawiany w recenzji Ilford Rapid Fixer, jednak ze względu na jego znaczenie zamieszczę jego opis ponownie, tym razem "w wersji maksimum".

Najpierw sprawdzamy czy temperatura testowanego utrwalacza odpowiada stosowanej przez nas w obróbce (np. 20 stopni C), po czym ewentualnie ją korygujemy. Kawałek zaświetlonej błony skrapiamy niewielką ilością testowanego utrwalacza i zostawiamy na parę minut. Notujemy czas i zanurzamy kawałek w kąpieli utrwalającej (nie musi być umieszczony w utrwalaczu w całości, wystarczy część zawierającą skropiony fragment) przez połowę czasu utrwalenia dla danego typu błony. Dla większości błon w utrwalaczach na bazie tiosiarczanu sodu będzie to 4-5 minut. Fragment wyjętej z kąpieli błony powinien być przezroczysty. Dla pewności miejsce skropienia porównujemy z otaczającą je emulsją - jeśli nie ma między nimi wyraźnej różnicy, oznacza że testowany utrwalacz jest wystarczająco aktywny by go z powodzeniem użytkować.

Czas utrwalania danej błony można sprawdzić tą metodą - nadaje się do tego wyłącznie świeży utrwalacz. Zaświetlony kawałek błony kroi się na kilka mniejszych fragmentów, skrapia każdy z nich, sprawdza temperaturę, notuje się ją wraz z czasem i wszystkie równocześnie zanurza w utrwalaczu. Pierwszy fragment wyjmuje się po minucie, drugi po 2 minutach, trzeci po trzech, czwarty po czterech, piąty po pięciu. Kontroli podlega przezroczystość każdej z próbek - podwojony czas pierwszej odbielonej, jest czasem utrwalania błony w tym utrwalaczu. Np. gdyby był to fragment nr 4, czas wynosi 8 minut.

Jeśli niezbędna jest większa dokładność, test można powtórzyć poddając działaniu testowanej kąpieli kolejną próbkę na czas o pół minuty krótszy niż użyty względem pierwszego całkowicie przezroczystego fragmentu - np. skoro "trójka" nie była całkowicie odbielona, a "czwórka" tak, używamy czasu 3,5 minuty. Przy takim przeprowadzaniu testu, polecane jest uprzednie skropienie błony utrwalaczem, by mieć stuprocentową pewność, iż zanurzony w roztworze fragment błony uległ całkowitemu odbieleniu.

Analogiczne postępujemy w wypadku gdyby okazało się że już pierwsza (1 minuta) próbka jest przezroczysta, ewentualnie żadna z próbek nie została do końca odbielona. W pierwszym wypadku skracamy czas zanurzenia do trzydziestu sekund i czterdziestu pięciu, w drugim przedłużamy do 6, 7 i 8 minut. Oba powyższe wypadki są jednak mało prawdopodobne dla ŚWIEÂŻEGO utrwalacza, na bazie tiosiarczanu sodu, bądź tiosiarczanu amonu.

Próbki ewentualnie można zachować, choć ważniejsze jest notowanie wyników na bieżąco (przekręca i zapomina się z reguły bardzo szybko).

Przy czasach ustalonych tą metodą, utrwalacz nadaje się do użycia, dopóki czas uzyskania przezroczystości testowanego typu błony nie podwoi się. W omawianym przypadku byłoby to 2x4=8 minut.

Na czym oparta jest powyższa metoda? Substancja czynna utrwalacza rozkłada niezredukowane do srebra metalicznego halogenki, niezależnie czy otrzymały one jakąkolwiek ekspozycję, czy też nie. Tak więc że skrawek błony użyty do testu zawiera nie wywołany obraz utajony (o ile można tak nazywać kompletne, wielokrotne prześwietlenie), nie ma większego znaczenia - w kąpieli zachodzą dokładnie te same procesy co w koreksie względem błony normalnie naświetlonej, wywołanej i nieutrwalonej. Tak samo niezredukowany przez wywoływacz bromek srebra zmienia się w tiosiarczan sodowo- srebrowy, a następnie w dwu i trójtiosiarczanosrebrzan sodowy. Analogicznie zachodzą też procesy fizyczne - dyfuzja kompleksowych soli srebra z błony do roztworu.

Kąpiele przerywające

Kolejne oboczne, acz dość istotne kwestie wiążą się ze stosowaniem kąpieli przerywającej. Jej rola, przepisy etc. były podane w dotyczącym ich, jednym z poprzednich tekstów, dlatego też ograniczę się tu do wyłącznie do praktyki.

Producenci wszelakich "stop bath" i "citro" czasem w swych materiałach zachwalają, że znajdujący się w składzie produktu indykator sygnalizujący zużycie kąpieli "będzie niezwykle przydatny podczas obróbki papierów w kuwetach". Otóż bynajmniej nie jest to takie proste! Z reguły przez większość czasu pracy fotoamatora, ciemnia oświetlona jest kolorowym światłem nieaktynicznym. Ma ono tę niemiłą przypadłość, że zafałszowuje barwy - dotyczy to nawet w pewnym stopniu światła lamp diodowych (choć oczywiście w znacznie mniejszym stopniu niż np. czerwonych żarówek ciemniowych).

Kolejnym utrudnieniem jest kwestia koloru stosowanych kuwet. Wielu fotoamatorów przeznacza dla przerywacza kuwetę o barwie czerwonej (analogia z czerwonym światłem), zdecydowanie utrudniającą dostrzeżenie "zaczerwienienia" np. Ilfordstop. Inni z kolei korzystają z kuwety o niebieskiej, bądź fioletowej (analogia z wodą), co z kolei mogłoby praktycznie uniemożliwić dostrzeżenie niebieskiej barwy indykatora Fomacitro. Natomiast w zalecanych czasem kuwetach o barwie czarnej, trudno w ogóle dojrzeć jakikolwiek kolor, nawet w świetle białym.

Wszystko to wymuszałoby stosowanie przezroczystych, białych, jasnoszarych, w ostateczności co najwyżej lekko pastelowych barw kuwet i periodycznej kontroli przerywacza w świetle białym. Jeśli ktoś stosuje typowe utrwalanie z liczeniem odbitek, to w ciemni polecałbym kąpiele przerywające bez indykatorów (np. Ilfordstop Pro, którego dodatkową zaletą jest większą w porównaniu do swego odpowiednika z indykatorem - Ilfordstop - wydajność).

Jeśli ktoś jednak zdecydowany jest stosować w procesie pozytywowym fabryczne przerywacze z indykatorami, pragnąć równocześnie zminimalizować ryzyko pomyłki wywołanej światłem ciemniowym, względnie kolorem kuwet, może po prostu przelewać odrobinkę płynu z kuwety z kąpielą przerywającą do probówki, czy nawet białej zakrętki po butelkach PET, dla dokonania oceny zabarwnienia próbki w świetle białym.

Oczywiście należy napomknąć, że "przepuszczenie" przez wyczerpany przerywacz niewielkiej liczby odbitek, na ogół nie owocuje tak negatywnymi następstwami jak przez zużyty utrwalacz - ten ostatni z reguły zawiera zakwaszacz, mogący w pewnym stopniu wesprzeć wypracowaną kąpiel przerywającą, a także sporą ilość... kąpieli przerywającej, przeniesioną wraz z odbitkami. Co więcej odbitki na których wystąpiło zabarwienie dwubarwne, przeważnie da się po prostu powtórzyć. Rzecz jasna nie oznacza to zachęty do ignorowania stopnia zużycia kąpieli przerywającej w procesie pozytywowym - zniszczenie w ten sposób kilkudziesięciu odbitek potrafi naprawdę zirytować.

Natomiast jeśli chodzi o obróbkę negatywową błon czarno- białych w tankach i koreksach, indykatory fabrycznych kąpieli przerywających sprawdzają się znacznie lepiej - przezroczyste zlewki, kolby, butelki oraz białe światło, właściwie wykluczają możliwość pomyłki, kwestia wydajności zaś schodzi na plan dalszy (zresztą typowy fotoamator rzadko obrabia kilkanaście błon w mniej niż parę miesięcy; sto kilkadziesiąt odbitek wywołać można nawet w jeden dzień). Inną zaletą jest również większa czystość pracy, niż w wypadku płukania pośredniego. Oczywiście płyn przed każdym użyciem należy przelać do przezroczystego naczynia i ewentualnie odsączyć stałe zanieczyszczenia. To samo dotyczy również wielorazowej kąpieli sporządzonej na bazie kwasu octowego.

Tak czy siak, najtańsze i najwydajniejsze są właśnie przerywacze na kwasie octowym. W litrze 2% kwasu octowego obrobić można około 150 odbitek 13x18 o podłożu papierowym, 300 takich samych na podłożu polietylenowym. Minimalna wydajność względem błon wynosi prawdopodobnie 30-35 sztuk (kompletny brak omówienia problemu w literaturze). W wypadku wszakże szczególnie wyśrubowanych wymagań względem czystości pracy w procesie negatywowym, można zastosować kąpiel jednorazową - sporządzamy bezpośrednio przed użyciem 1% roztwór kwasu octowego w potrzebnej nam w obróbce objętości. Po jednokrotnym wykorzystaniu wylewamy.

Technika dwuroztworowa.

Drobne uzupełnienie dotyczące dwuroztworowej techniki utrwalania. Na początek rys historyczny. Do lat 60. tego rodzaju metody omawiano w prasie i literaturze fachowej stosunkowo rzadko. W latach 70. i 80. wszakże to się zmieniło i inkryminowane lekarstwo na "trudności obiektywne" zyskało sobie pewną popularność. Owa tendencja była odzwierciedleniem sytuacji na rynku - za Bieruta czasami występowały braki utrwalacza, za Gomułki często, za Gierka i Jaruzelskiego praktycznie już bez przerwy, mimo apeli popularyzatorów fotografii i tekstów "Co się dzieje z utrwalaczem?".

Jeden ze starych numerów "Foto", przynosi banalne w swej prostocie wyjaśnienie. Przez omalże cały okres PRL, tiosiarczan sodu produkowała tylko jedna wytwórnia, na początku lat 80. zamknięta z powodu notorycznych awarii wysłużonego sprzętu i problemów jakościowych. Nie bez znaczenia była też likwidacja zakładów przemysłu regionalnego (za Gierka), powodująca w dalszej perspektywie konieczność importu nawet spinaczy biurowych!

Braki utrwalacza także usiłowano zaspokoić importem - szkopuł w tym, że w przeciwieństwie do spinaczy (ale też tylko do pewnego stopnia), nasi przyjaciele z RWPG bynajmniej nie mieli tiosiarczanu sodu i tiosiarczanu amonu w nadmiarze (a jeśli nawet mieli, względnie wolne moce produkcyjne, woleli eksportować do II obszaru płatniczego), większe zakupy w EWG, czy USA nie wchodziły zaś w grę z przyczyny "braku dewiz". W rezultacie import nigdy nie pokrywał zapotrzebowania, na dodatek w dużej części importowane chemikalia fotograficzne przydzielano "odbiorcy uspołecznionemu" (względnie "organom porządku publicznego", by było jak udokumentować choćby "nielegalne zbiegowiska"). Fotoamatorzy musieli więc U1, czy U2 sobie wychodzić (po znajomości w szpitalu, szkole filmowej, spółdzielni pracy artystycznej, etc.), względnie wystać (w "Fotooptyce"), a potem już nawet nie oszczędzać, tylko ciułać, baczyć na każdą, najmniejszą nawet oszczędność w zużyciu iście bezcennego roztworu.

Nota bene, było to jedno z wielu kuriosów tamtych czasów - Polska Ludowa, szczycąca się wydobyciem ogromnych ilości węgla i siarki, z wielkim, szczodrze dotowanym przemysłem chemicznym, nie była w stanie wytworzyć w adekwatnej potrzebom rynku ilości, jednej z tańszych i łatwiejszych w produkcji substancji.

Wróćmy wszakże do kwestii technicznych - co nastąpi jeśli ilość substancji czynnej w utrwalaczu będzie zbyt mała? Cały proces ulegnie spowolnieniu, ponadto część tiosiarczanu sodowo-srebrowego może nie zostać przekształcona, co utrudni, a nawet uniemożliwi całkowite wypłukanie produktów rozkładu halogenków srebra z emulsji. Jeśli jednak włożyć taką błonę do świeżego utrwalacza, proces zamiany w dwu i trójtiosiarczanosrebrzan sodu ulegnie wznowieniu.

Mniej więcej to samo dotyczy, głównego i bardzo istotnego składnika roztworu utrwalającego - wody. W rezultacie każdego kolejnego utrwalania, sukcesywnie wzrasta nasycenie kompleksowymi solami srebra (oraz różnymi odpadami obróbki, o czym była już mowa). W pewnej chwili roztwór nie jest w stanie przyjąć kolejnej porcji soli srebra z błony - minimalna różnica stężeń między ośrodkami czyni dyfuzję bardzo utrudnioną. Sole srebra, cząstki zanieczyszczeń, w nadmiarze już obecne w tej "zupie", praktycznie uniemożliwiają wydostanie się przekształconym solom srebra z błony, a nawet potrafią te, które jednak wydostać się zdołały, wepchnąć z powrotem w emulsję!

Gdy jednak włożyć taką błonę do roztworu nie zawierającego, względnie zawierającego niewielką ilość kompleksowych soli srebra oraz zanieczyszczeń, proces dyfuzji produktów utrwalania z błony do roztworu zacznie zachodzić na nowo i po jakimś czasie ich stężenie w emulsji fotograficznej spadnie do akceptowalnych wartości.

Pierwszy, zużyty utrwalacz, zawiera wystarczającą ilość tiosiarczanu sodu, by zamienić nienaświetlony bromek srebra w tiosiarczan sodowo-srebrowy, ale zbyt małą by przeprowadzić jego dalszą zamianę w dwu i trójtiosiarczanosrebrzan sodowy, sam roztwór zaś jest w takim stopniu nasycony, że nie przyjmuje tych rozpuszczalnych w wodzie związków srebra, które jednak zdołały powstać.

Drugi, nowy utrwalacz, ma jedynie przekształcić tiosiarczan sodowo- -srebrowy w sole srebra lepiej rozpuszczalne w wodzie, oraz zapewnić szybkie i całkowite wydyfundowanie tychże związków z emulsji fotograficznej - zrozumiałe więc że zużywa się mniej.

W pewnym uproszczeniu można więc przyjąć, że cały dowcip tej metody polega na tym, iż w bardzo zużytym utrwalaczu przeprowadzamy pierwszą fazę utrwalania. Roztwór zaś świeży, kończy dzieło rozpoczęte przez swego poprzednika, wykonując zań całą drugą fazę procesu, której tamten, z racji swego wyczerpania, ukończyć nie był w stanie. Mówiąc alegorycznie - dwóch, wykonujących tę samą pracę, zmęczy się mniej niż jeden.

"Jednoworeczkowiec".

W PRL lat 70. ładunki gotowego utrwalacza sprzedawano na ogół w wersji "jednoworeczkowej". Był to najpewniej pomysł, któregoś z licznych w czasach Gierka, "racjonalizatorów". Skoro recepty fotograficzne zezwalają na rozpuszczanie kwaśnego siarczynu sodowego tak przed, jak po tiosiarczanie sodu - dlaczego by tych dwu proszków po prostu nie zmieszać? Przecież się nie pogryzą, może i "trudności obiektywnych na odcinku utrwalaczy" to nie zakończy, ale za to problem "nierytmicznych dostaw" woreczków foliowych (także pokłosie zarządzonej przez ekipę Gierka likwidacji zakładów przemysłu terenowego) na rynek krajowy ulegnie częściowemu rozwiązaniu. Osoby korzystające z takich "jednoworeczkowych" U-1 wspominają że po rozpuszczeniu utrwalacz notorycznie się zasiarczał. Użycie wody destylowanej nic nie pomagało - uzyskanie nadającego się do użytku roztworu wymagało pewnej dozy szczęścia i bardzo powolnego rozpuszczania zawartości opakowania.

Moje testy na znalezionym w piwnicy, oryginalnym opakowaniu "Foton U1" w pełni potwierdzają powyższe. Przyczynę trudno ustalić - być może któryś z składników został zanieczyszczony podczas produkcji.

Zasiarczony utrwalacz staje się mętny, a po jakimś czasie zobaczyć można pływające w nim białe drobinki. Używanie takiego roztworu do pracy nie jest dobrym rozwiązaniem - efektem może być kolekcja żółtych plam na powiększeniach i negatywach. Lekko zasiarczony utrwalacz można niekiedy uratować - należy odczekać jakiś czas (z reguły dzień, lub parę dni), aż mikroskopijne koloidalne cząstki siarki, zbiją się w większe i zaczną osiadać na dnie i ściankach. Następnie roztwór filtrujemy przez sączek, względnie zwitek waty (filtrowanie samego zmętnienia nie ma sensu - cząstki siarki natychmiast po wytrąceniu się, z łatwością przenikają między porami bibuły, względnie włókienkami bawełny), aż płyn stanie się klarowny. Butelkę należy dokładnie wypłukać, ewentualnie roztwór przelać do nowej.

Sprawność takiego utrwalacza należy sprawdzić kawałkiem błony - jeśli w ciągu połowy czasu utrwalania danego typu materiału (z reguły 10/2=5 min.), emulsja nie stanie się przezroczysta, kąpiel nie nadaje się do użytku. Podobnie jest w przypadku pojawienia się plam.

Sam używam takiego "utrwalacza z odzysku", jako drugiego, podczas utrwalania dwuroztworowego błon. Oczywiście wydajność odsiarczonego roztworu jest zredukowana - najlepiej stale przeprowadzać testy z błoną. Osobiście jednak zalecam stosowanie powyższej metody jedynie w skrajnej konieczności - fabrycznie nowe zestawy kosztują niezwykle tanio i z reguły działają niezawodnie.

Kontrola wypłukania. Stopień wypłukania błon najlepiej sprawdzać roztworem:

Woda 700 ml
Chlorek rtęciowy    25 g
Bromek potasu       25 g
Woda             do       1 l

Do 5 mililitrów tego roztworu (np. w próbówce) włożyć fragment błony której test ma dotyczyć, odcięty z jej początku, lub końca. Jeśli w ciągu 15 minut nie wystąpi opalescencja, bądź zmętnienie roztworu, błona jest prawidłowo wypłukana. Roztwór szkodliwy dla zdrowia!

Z kolei sprawdzanie wypłukania powiększeń wykonuje się roztworem:

Woda 750,0 ml
Kwas octowy 98%    37,5 ml
Azotan srebrowy        7,5 g
Woda                  do       1 l

Odcięty fragment białego marginesu odbitki zanurza się 5 mililitrach powyższej kąpieli (o nazwie HP-2) na trzy minuty. Jeśli skrawek pozostanie bezbarwny - powiększenie zostało właściwie wypłukane. Jeśli zbrunatnieje, niezbędne jest dalsze płukanie.

Związki przyśpieszające płukanie, omówiono w recenzji Ilford Rapid Fixer.

Niewyjaśnione.

Na zakończenie dość enigmatyczna kwestia stężenia tiosiarczanu sodu w utrwalaczach do błon i papierów.

Kąpiel do papierów uzyskuje się z reguły przez dodanie do 4 części utrwalacza do błon, jednej części wody. Swoistym rekordzistą jest tu Ilford Rapid Fixer - rozcieńczenie do papierów zawiera około dwukrotnie więcej wody niż zalecane do błon.

Co dziwne, jeszcze w latach 50. zalecano używanie tych samych roztworów utrwalających do błon i papierów. W literaturze pojawiają się tłumaczenia iż roztwór używany do błon musi być bardziej stężony - jednak nie spotkałem się dotąd z jakimkolwiek objaśnieniem teoretycznym powyższej konieczności.

Istnieją dwa dość prawdopodobne wyjaśnienia:

* Zastosowanie błon cienkowarstwowych. Pojawia się jednak pytanie, czemu błona zawierająca mniej halogenków srebra potrzebuje bardziej stężonych utrwalaczy?

* Konieczność zwiększenia wydajności utrwalaczy do procesu pozytywowego. Względem takiego utrwalacza stawia się nieco wyższe wymagania - np. dopuszczalne stężenie związków srebra jest około dwukrotnie niższe. Co więcej, kąpiel intensywnie wnika w papierowe podłoże, co powoduje jej szybki ubytek objętościowy. Trop powyższy zdaje się potwierdzać Z. Pękosławski tłumaczący w "Z fotografią na ty", iż to właśnie papiery potrzebują utrwalacza bardziej rozcieńczonego. (Warto zauważyć, iż w literaturze czasem zalecano wstępne moczenie naświetlonych powiększeń w wodzie, dla zaoszczędzenia wywoływacza pozytywowego). Warto też zauważyć, że Ilford Rapid Fixer 1+4 ma dwukrotnie mniejszą wydajność z litra względem papierów niż stężenie 1+9 (co nie dziwi - w utrwalaczu z reguły wolniej spada ilość substancji czynnej, niż wzrasta nasycenie roztworu solami srebra i innymi "śmieciami").

Z przyczyn mniej prawdopodobnych, choć możliwych można wymienić ograniczenie ryzyka pogorszenia uzyskanej na odbitkach czerni. Jak wiadomo, zbyt długie przetrzymywanie odbitek w utrwalaczu osłabia ich zaczernienie, jakość zaś czerni była jedną z obsesji tamtych czasów.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Univerzalni Vyvojka

 

"Univerzalni Vyvojka" jest fenidonowo-hydrohinonowym wywoływaczem uniwersalnym przeznaczonym do obróbki papierów i błon płaskich. Nadaje się zarówno do typowej obróbki jednoroztworowej, jak dwuroztworowej (zarówno "wywoływacz miękki/kontrastowy", jak "wywoływacz/przyśpieszacz").

Wywoływacz konfekcjonowany jest w formie proszkowej. Foma oferuje opakowania na 1 i 5 litrów.

Przygotowanie

W opakowaniu znajdują się dwa woreczki
* mniejszy zawiera pirosiarczyn sodowy, oba reduktory, etc.
* większy to chyba wyłącznie węglan sodu,

Podczas sporządządzania roztworu obowiązują typowe zalecenia - najpierw rozpuszcza się w wodzie o temperaturze 50-70 stopni Celsjusza (!), zawartość woreczka mniejszego, a po całkowitym rozpuszczeniu, proszek z woreczka większego.

Oba proszki można też kolejno rozpuścić w ilości wody pięciokrotnie mniejszej niż zaleca producent (opakowanie na 1l w 200 ml, opakowanie 5l w 1l), co zwiększa znacznie trwałość wywoływacza i pozwala zaoszczędzić wody zdemineralizowanej.

Zdecydowawszy się na powyższą opcję, lepiej skorzystać z naczynia o co najmniej dwukrotnie większej niż ostateczna objętość zatężonego roztworu roboczego pojemności. Zobojętnianie pirosiarczynu sodu węglanem sodu, powoduje "kipienie" roztworu, który może po prostu zacząć się przelewać i ściekać po ściankach zbyt niskiego naczynia.

Jeśli ktoś nie dysponuje odpowiednio wysokim naczyniem, po całkowitym rozpuszczeniu zawartości małego woreczka, zawartość dużego wsypywać winien małymi porcjami, intensywnie mieszając, co nada reakcji zobojętniania mniej dynamiczny przebieg. Gdy po wsypaniu kolejnej porcji roztwór nie będzie się już burzył, wsypywane porcje węglanu sodu można systematycznie zwiększać.

Osobiście do rozpuszczania składników wywoływacza używam przegotowanej wody demineralizowanej (usunięcie rozpuszczonego powietrza), ostudzonej do temperatury zaleconej przez producenta.

Innym sposobem wydłużenia trwałości roztworu roboczego, mogłoby być rozpuszczenie zawartości każdego z woreczków w dwu oddzielnych naczyniach, z których każde zawierałoby połowę ilości wody zalecanej przez producenta do rozpuszczenia zawartości obu woreczków (opakowanie 1 l - 2x500 ml; opakowanie 5 l - 2x2500 ml), a następnie przelanie zawartości obu zlewek do różnych butelek. Przed użyciem należałoby odlać identyczną ilość płynów z butelek zawierających wywoływacz i węglan sodu, po czym zmieszać je (nawet w kuwecie). Nie wiem o ile wydłużyłoby to trwałość Univerzalnej Vyvojki, ponieważ nie prowadziłem takich testów.

Praca

W razie korzystania z zatężonego roztworu zapasowego, przed użyciem rozcieńczyć odpowiednią ilością wody (jeśli składniki rozpuszczono w wodzie o pięciokrotnie mniejszej objętości - 4 części wody na 1 roztworu zapasowego). Można użyć wody z kranu, nawet wlanej bezpośrednio do zlewki, czy kuwety - nie ma konieczności pozostawiania jej na kilkanaście godzin celem odstania.

Czas wywołania papierów o podłożu barytowanym (FB) wynosi 1,30 do 2 min. (90-120 s), papiery o podłożu plastikowym (RC) wywołuje się o około 30 sekund krócej: 1 do 1,30 min. (60-90 s).

Barwa strątu srebrowego na papierach chlorobromowych wysokoczułych Fomaspeed jest bliska neutralnej czerni, papiery bromowe AGFA Brovira uzyskują ledwie widoczny odcień niebieskawy. Czułość obu typów papierów kształtuje się podobnie jak wywoływanych w Fomatolu LQN. Z kolei w porównaniu do 2M-PK papiery Fomaspeed uzyskują czułość o 25-35% niższą, a papiery Agfa Brovira identyczną, bądź co najwyżej 10% niższą.

Wydajność

Wedle danych producenta papierów o podłożu plastikowym wywołać można w litrze roztworu 2 metry kwadratowe (170 odbitek 9x13). Podłoże papierowe zmniejsza wydajność dwukrotnie: 1 metr kwadratowy w litrze (85 sztuk formatu 9x13). Jest to oczywiście wskaźnik czysto teoretyczny - papier cienki "pije" inaczej niż karton.

Oczywiście można kombinować z moczeniem odbitek w wodzie przed umieszczeniem ich w wywoływaczu, ale to wydłuży czas wywołania i będzie prowadzić do coraz większego rozcieńczania roztworu wodą. Co prawda z moich obserwacji wynika, iż "Univerzalna Vyvojka" zupełnie nieźle znosi nawet dość spory dodatek wody (wszak do negatywów "roztwór do pozytywów" rozcieńcza się 1+3), ale przy niskiej cenie tego wywoływacza i niewielkiej wydajności z litra roztworu, jest to postępowanie o nikłej opłacalności.

Oczywiście dane dla papierów RC są ilościami minimalnymi. Pewnego razu udało mi się bez widocznych konsekwencji przekroczyć "wydajność maksymalną" o blisko 1/3, wywołując ponad 120 odbitek przeliczeniowych 9x13 w 0,5 l, tzn. porcji wystarczającej na 85 takich odbitek.

Opakowanie na 5 litrów starcza na 10 metrów kwadratowych (RC - 850 odbitek 9x13), względnie 5 metrów kwadratowych (FB - 420 odb. 9x13) papieru światłoczułego.

Trwałość

Zgodnie z danymi wytwórcy roztwór roboczy do pozytywów ma trwałość rzędu 24 godzin (do negatywów - kilka godzin). Mnie taki roztwór, w nie do końca zapełnionej, zamkniętej butelce, stojącej w pomieszczeniu o temperaturze oscylującej między 10, a 15 stopni Celsjusza, wytrzymywał co najmniej 5 dni. Ten "jeden dzień" należy postrzegać oczywista w należytej perspektywie - wedle danych Fomy, roztwór roboczy W-14 (Fenal), charakteryzuje się trwałością rzędu... 2 dni.

Zatężany pięciokrotnie roztwór zapasowy jest bardzo trwały - wedle moich doświadczeń wytrzymuje co najmniej pół roku.

Dokładniejsze dane względem tego ostatniego:
* Roztwór zapasowy zatężony pięciokrotnie (zawartość opakowania na 5 litrów rozpuszczona w 1 litrze wody).
* Sporządzony na bazie przegotowanej wody demineralizowanej (z hipermarketu), ochłodzonej do temperatury 50 stopni Celsjusza i natychmiast po całkowitym rozpuszczeniu składników zlany do 1000 ml brązowej butelki PET (po "Podpiwku Staropolskim", względnie "Kwasie Chlebowym").
* Roztwór zapasowy sporządzono 29 listopada 2005, użyto po raz pierwszy dzień później, ostatnią porcję wykorzystano 16 czerwca 2006 * Z butelki PET wyciskano powietrze, póki było to możliwe (łączny czas przechowywania - pięć miesięcy), potem roztwór przelano do butli ze szkła oranżowego z doszlifowanym korkiem szklanym, dopełnianej sukcesywnie śrutem szklanym (półtora miesiąca).
* Obie butle przechowywano w szafce na odczynniki, w temperaturze od 15 do 20 stopni Celsjusza.

Biały, igiełkowaty osad, pojawiający się po jakimś czasie w roztworze zapasowym, nie świadczy bynajmniej o niezdatności wywoływacza do pracy - rozpuszcza się z reguły podczas rozcieńczania wodą, przy sporządzaniu roztworu roboczego. Jeśli to nie nastąpi, można pracować i z nim (nie ma chyba widocznego wpływu na odbitki), można też po prostu odcedzić przy ewentualnym filtrowaniu roztworu roboczego.

Regeneracja

Najlepszym chyba rozwiązaniem w warunkach amatorskich jest regeneracja roztworem wywoływacza. Osobiście używałem pięciokrotnie zatężonego "koncentratu" rozcieńczając go zależnie do potrzebnej do uzupełnienia ubytku roztworu w kuwecie objętości.
100 ml (20 ml) pozwala wywołać 2000 cm kw.,
czyli 17 odbitek formatu 9x13 (RC)
50 ml (10 ml) pozwala wywołać 1000 cm kw.,
czyli 8 odbitek 9x13 (RC).

W nawiasach objętość roztworu zapasowego (zatężony pięciokrotnie roztwór roboczy). Dla odbitek na podłożu barytowanym liczby te powinny się okazać dwukrotnie niższe.

Rzeczy których jeszcze nie próbowałem:

Technika dwuroztworowa

Wywoływacze dwuroztworowe pozwalają w szerokich granicach regulować gradację papieru i znakomicie niwelują nadmierne kontrasty.

Najczęściej w skład wywoływacza tego rodzaju wchodzą roztwory:
* wywoływacz miękkopracujący
* wywoływacz kontrastowy

Odbitkę najpierw umieszcza się w wywoływaczu "miękkim", by detale w światłach mogły się ukazać nim nastąpi nadmierne zaczernienie cieni. Następnie odbitkę przenosi się na krótko do wywoływacza "twardego", by cienie uzyskały głęboką, a równocześnie nie pozbawioną szczegółów czerń.

Wedle doświadczeń jednego z moich znajomych, pięciokrotnie zatężony roztwór roboczy (używany jako roztwór zapasowy) może być wykorzystywany jako wywoływacz kontrastowy.

Z kolei roztwór roboczy w rozcieńczeniu 1+3 (do błon) daje się zastosować jako wywoływacz miękkopracujący.

Czas wołania odbitek w wywoływaczu "miękkim" należałoby ustalić doświadczalnie (co najmniej kilka minut) - należy wywoływać aż do ukazania się szczegółów światłach.

To samo dotyczy wywoływacza "twardego" - czas będzie dość krótki, wywołanie powinno trwać, aż do uzyskania satysfakcjonującej czerni w partiach cieni.

Wywoływacz miękkopracujący będzie się zużywał stosunkowo szybko (litr wystarczy na jakieś 40 odbitek 9x13), natomiast pracujący kontrastowo bardzo wolno (litr wystarczy na jakieś 850 odbitek 9x13), toteż celowe wydaje się "regenerowanie" wywoływacza miękkopracującego poprzez wlanie niewielkiej ilości wywoływacza kontrastowego co co jakiś czas.

W latach 60. bardzo popularne były wywoływacze dwuroztworowe oparte o odmienną koncepcję: w pierwszej kuwecie znajdował się roztwór zawierający substancję konserwującą, reduktory i antyzadymiacz, w drugiej roztwór substancji przyśpieszającej. Odbitka połowę czasu nasiąkała wywoływaczem z pierwszej kuwety, drugą zaś połowę dowoływała się w silnie zasadowym roztworze przyśpieszacza.

Zaletą takich wywoływaczy była duża trwałość, wydajność, możność wpływania na kontrastowość wywoływanej odbitki, niwelacja błędów powstałych skutkiem niewłaściwego umieszczenia odbitki w wywoływaczu. Wadami, konieczność bardzo dokładnego dozowania naświetleń i unikanie zanieczyszczania roztworu zawierającego reduktory, roztworem przyśpieszacza.

Gdyby ktoś chciał pracować w podobny sposób, wystarczy by rozpuścił zawartość obu woreczków oryginalnego opakowania "Univerzalnej Vyvojki" w oddzielnych porcjach wody. Zawartość małego woreczka pełni wtedy funkcję pierwszego roztworu (reduktory), dużego woreczka roztworu drugiego (węglan sodu).

Naświetloną odbitkę (podłoże RC) należałoby umieścić na 30- 45 sekund w roztworze reduktorów, a potem przenieść (bez płukania!) do wodnego roztworu węglanu sodu na kolejne 30-45 sekund.

Podane czasy są czysto teoretyczne (połowa standardowego czasu wywołania papierów RC w jednym i drugim roztworze), radziłbym więc również spróbować dłuższych oraz krótszych, i na tej podstawie ustalić czasy wywołania pozwalające uzyskiwać najlepsze wyniki.

Należałoby również sprawdzić, czy następująca w nasiąkniętej pierwszym roztworem odbitce, reakcja zobojętniania pirosiarczynu sodu, węglanem sodu z roztworu drugiego, nie powoduje jakiś negatywnych następstw.

W wywoływaczach dwuroztworowych typu reduktor/przyśpieszacz, roztwór reduktorów zużywa się stosunkowo powoli, roztwór substancji przyśpieszającej trzeba co jakiś czas wymieniać. Oprócz wyczerpania dochodzi tu jeszcze przenoszenie śladowych ilości substancji redukujących z roztworu pierwszego, sprawiające iż zwolna nabiera on właściwości wywołujących.

Jeśli ktoś po eksperymentach z techniką dwuroztworowa pragnie powrócić do klasycznej jednoroztworowej i pozostała mu pewna ilość roztworów roboczych, może z nich z powrotem zrobić standardową "Univerzalną Vyvojkę".

W przypadku techniki "wywoływacz miękkopracujący/kontarstowy", zatężony pięciokrotnie roztwór "wywoływacza kontrastowego" należy zlać do butelki - posłuży jako roztwór zapasowy, który tuż przed użyciem rozcieńcza się wodą w stosunku 1+4.

Roztwór "wywoływacza miękkopracującego" można by teoretycznie wykorzystać do wywołania błon, ale chyba najlepiej po prostu wylać - jego trwałość wynosi kilka godzin. Można ewentualnie wykorzystać do rozcieńczania roztworu zapasowego w stosunku jedna część roztworu zapasowego, na cztery części "wywoływacza miękkiego" - ma to wszakże sens tylko gdy ów wywoływacz miękki jeszcze się do czegokolwiek nadaje, tzn. parę godzin po jego sporządzeniu.

Roztwór reduktorów i roztwór przyśpieszacza używane w technice "wywoływacz/przyśpieszacz", zlewa się do oddzielnych butelek, jako roztwory zapasowe. Przed użyciem jedną część roztworu reduktorów miesza się z jedną częścią roztworu przyśpieszacza.

Wywoływanie błon

Jak to bywa z tego typu wywoływaczami, Univerzalna Vyvojka powinna być stosowana wyłącznie do błon płaskich, a co najwyżej zwojowych, o ile nie zachodzi potrzeba dużych powiększeń. Standardowy roztwór do wywoływania odbitek, należy rozcieńczyć w stosunku 1+3.

Czasy wywołania:
Fomapan 100 - 5 minut.
Fomapan 200 - 3 minuty 30 sekund.
Fomapan 400 - 7 minut 30 sekund.

Litrowe opakowanie wywoływacza (4000 ml roztworu roboczego) wystarcza do wywołania:
* 30 błon płaskich 13x18
* 12 błon typu 120 lub 135.

Litr roztworu roboczego wystarcza więc do wywołania 3 błon małoobrazkowych, bądź zwojowych, a minimalna objętość wywoływacza wystarczająca do wywołania jednej błony wynosi 330-340 ml.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: W-41, następca W-19

 

W-19 pojawił się w połowie lat 60. mniej więcej równocześnie z W-14 "Fenal". Ich wprowadzenie miało służyć wzbogaceniu oferty wywoływaczy pozytywowych Fotonu składającej się w tamtym okresie właściwie wyłącznie metolowo-hydrochinonowego W-1.

Jak sama nazwa wskazuje, W-19 "Unifen" był wywoływaczem uniwersalnym z fenidonem w roli substancji redukującej (drugą był hydrochinon). Był pierwszym PRL-owskim wywoływaczem pozytywowym konfekcjonowanym w formie stężonego roztworu zapasowego.

Unifen od razu zyskał dobrą opinię fachowców. Chwalono trwałość i łatwość sporządzania roztworu roboczego (wywoływacze w płynie nie muszą "odstać" 12-24 h). Za jedną z jego niewielu wad uważano skłonność do mętnienia używanego roztworu. Z drugiej strony, jak to zauważył W. Tuszko "jednakże roztwór o barwie nawet bardzo mocnej herbaty pracuje doskonale, dając obrazy zupełnie czyste (wymagane jest jedynie niewielkie przedłużenie czasu wywoływania)."

W-41, wprowadzony do sprzedaży w połowie lat 80. w swym założeniu miał być następcą W-19 Unifen o podobnym działaniu, składzie i zaletach. Zmian w recepturze prawdopodobnie nigdy nie opublikowano, na łamach "Foto" wspominano o zmianie zasadowości roztworu, która miała wpłynąć dodatnio na trwałość i zmniejszyć tendencję do brunatnienia używanych roztworów.

Wedle informacji z Fotonu, receptura została ponownie zmodyfikowana w końcu lat 90. obecnie to już tylko wywoływacz pozytywowy (usunięto jakiś nieokreślony "szkodliwy dla zdrowia" składnik).

Unifen sprzedawano w opakowaniach 250-1000 ml. W-41 można kupić chyba wyłącznie w butelkach o objętości 250 ml.

Standardowe rozcieńczenie do papierów to 1+7 (czyli butelka wystarcza na 2 l roztworu wywoływacza), standardowe do błon to 1+30 (czyli butelka wystarcza na 7,5 l wywoływacza).

Trwałość.

W "Fotonie" na zapytanie o trwałość roztworu roboczego uzyskałem bardzo mętną odpowiedź - "wywoływacz mętny nie nadaje się do użycia". Fotograf pamiętający jeszcze W-19, uśmiechnął się na to - jego zdaniem "Unifen" przypominał pod tym względem 2M-PN, pracował nadal poprawnie nawet po takim zmętnieniu, że nie było widać odbitek w kuwecie.

Moje doświadczenia z W-41 dały podobny rezultat - nie doszedłem co prawda do etapu w którym odbitek kompletnie widać nie było, ale gdy kończyłem pracę (przekroczyłem nominalną wydajność o ponad 10%), one i dno kuwety były już ledwie dostrzegalne (wywoływacz miał już barwę ciemnobrązową). Roztwór jednak wciąż dawał czerń o natężeniu zbliżonym do świeżego.

Roztwór 1+7 zlany do w połowie pełnej butelki wytrzymał bez zmiany właściwości 5 dni (potem zużyłem go na amen i uznałem za stosowne wylać). Roztwór zapasowy wedle informacji na butelce należy po jej otwarciu zużyć "jak najszybciej" (zabezpieczając przed utlenianiem), co trudno uznać za specjalnie precyzyjne. Przypuszczam, że w razie zastosowania jakiś środków chroniących przed utlenianiem (np. gaz obojętny), W-41 w tej postaci wytrzyma co najmniej 3 miesiące, może z pół roku, może jeszcze więcej.

Trwałość Unifenu:
* W stężonym roztworze - 2 lata.
* 1+7 w butelce - 24 godziny
* 1+7 w kuwecie - 6 godzin

Podobno terminy powyższe były bardzo zaniżone.

Wydajność

Wedle tego co powiedziano mi w "Fotonie" zawartość buteleczki 250 ml rozcieńczona 1+7 pozwala wywołać 7 metrów kwadratowych papierów o podłożu plastykowym, co dawało 3,5 m kwadratowego z litra. To ze 300 odbitek formatu 9x13. Udało mi się wywołać mniej więcej tyle, a właściwie nawet odrobinę więcej i wywoływacz nadal dawał czerń na akceptowalnym poziomie.

Dla papierów FB byłoby to teoretycznie 150 odbitek 9x13 z litra, czego jednak raczej "wycisnąć" się nie uda, ze względu na nasiąkliwość papierowego podłoża. Unifen pozwalał wywołać 120 sztuk FB o wymiarach 9x14 (1,5 m z litra).

Czas wywołania

Producent podaje czas wywołania 1,5 do 2 minut dla papierów na podłożu RC. Papiery bromowe FB wywoływać należy zapewne około 2-2,5, względnie 3-3,5 minut (te drugie to optymalne czasy dla W-19 wedle W. Tuszko).

Wedle moich doświadczeń 4 minuty nie powodują zszarzenia papieru RC, pewnego razu zresztą zaaplikowałem nawet ze 20 min. (zapomniałem o odbitce w kuwecie) i także nie było plam i zszarzenia świateł (lepiej jednak używać w takim przypadku jak najmniej światła, wyłączyłem akurat całe oświetlenie ciemniowe, prócz czerwonej żarówki do oświetlenia ogólnego, w odległości 3 m od kuwety - porządkowałem papiery i zamykałem pudełka). Takie przedłużone wywołanie, połączone z nieco krótszym naświetleniem bardzo ładnie wyrównuje kontrasty.

W-41 nieźle nadaje się do wywołania powierzchniowego. Jednak dla uniknięcia smug na odbitkach lepiej rozcieńczyć go wtedy bardziej niż zwykle np. 1+15 (albo więcej) ustalając czas naświetlenia (nieco obfitsze niż przy standardowym wywołaniu dogłębnym) oraz wywołania drogą prób i błędów (można nawet na paskach).

Czułość papierów Fomaspeed (teoretycznie ISO 400, praktycznie chyba trochę mniej) jest o około 1/3 przysłony mniejsza niż uzyskiwana w 2M-PK i zbliżona do tej w Univerzalnej Vyvojce. Jeśli chodzi o papiery bromowe AGFA Brovira (ISO 400), czułość jest praktycznie identyczna jak w Univerzalnej Vyvojce, a co najwyżej 10% niższa od uzyskiwanej 2M-PK, co w praktyce jest niezauważalne i można ją ustawiać tak samo.

Barwa strątu srebrowego papierów bromowych i chlorobromowych wysokoczułych wywołanych w W-41 ma delikatny odcień niebieski, taki jak w 2M-PK, trochę bardziej niebieski niż w Univerzalnej Vyvojce i 2M-PN, mniej niebieski od Fomatolu LQN i W-14. Jest on zbliżony do neutralnego i pasuje do większości tematów.

Kontrastowość W-41 1+7 jest podobna do tego co uzyskuje się w wywoływaczach normalnych.

Wywołanie dwuroztworowe

W-41 nadaje się również do wywołania dwuroztworowego sposobem "wywoływacz miękkopracujący-wywoływacz kontrastowy". Jest ono wykorzystywane przy kopiowaniu klatek o kontraście przekraczającym możliwości standardowych papierów. Pozytyw naświetla się obficie "na światła", po czym umieszcza w pierwszym wywoływaczu (miękkim). Długotrwałe wywołanie w nim pozwala ukazać się szczegółom w światłach, bez "zabijania" cieni. Potem odbitkę przenosi się na krótko do kuwety z drugim wywoływaczem (kontrastowym), by cienie uzyskały głęboką czerń (pozytyw wywołany tylko "na miękko" byłby mdły i szary).

Roztwór zapasowy W-41 do roli wywoływacza "miękkiego" należałoby rozcieńczyć od 1+15 do 1+63; do "kontrastowego" od 1+3 do 1+5.

Niestety w W-41, techniki dwuroztworowej jeszcze nie próbowałem (tylko z Fomatolem LQN), toteż podaję przykładowe czasy dla "Unifenu" i papierów bromowych FB:
* 1:20 - 5-10 minut
* 1:5 - 30-60 sekund

Przypuszczam że dla papierów RC drugie wywołanie wyniesie 15-30 s.

Regeneracja

Zużyty W-41 nader wygodnie regeneruje się roztworem wywoływacza. Stosując nierozcieńczony roztwór zapasowy, względnie rozcieńczony od 1+1 do 1+7, można łatwo dopasować objętość "regeneratora" do ubytku wywoływacza w kuwecie.

Roztwór zapasowy/wywoływacz (1+7)
Odbitki 9x13 cm (117 cm kw.)
5/40 ml - 12 szt.
10/80 ml - 24
15/120 ml - 36
30/240 ml - 72
40/320 ml - 96
60/480 ml - 144
65/520 ml - 156
75/600 ml - 180

Odbitki 10x15 cm (150 cm kw.)
5/40 ml - 9 szt.
10/80 ml - 19
15/120 ml - 28
30/240 ml - 56
40/320 ml - 75
60/480 ml - 112
65/520 ml - 121
75/600 ml - 140

Dwie odbitki 9x13 cm odpowiadają jednej 13x18 cm. Osiem 10x15 cm jednej 30x40 cm.

Błony

Wywoływanie błon w W-19 1+15 nie było zalecane przez literaturę. Tuszko pisał: "W celu uzyskania nominalnej czułości błon konieczne jest stosowanie górnych granic czasów wywołania. Negatywy wywołane w ten sposób odznaczają się grubym ziarnem i są tak kontrastowe, że uzyskanie z nich prawidłowego pozytywu jest bardzo wątpliwe."

Czasy wywołania w temperaturze 20 stopni Celsjusza W-19 1+15 wynosiły:
Fotopan F: 3-5 min.
Fotopan S: 4-6 min.
Fotopan U: 10-15 min.

Kilka numerów "Foto" dalej, opublikowano list Czesława Zycha, podający czasy wywołania błon w temperaturze 18 stopni, w rozcieńczeniach 1:50 i 1:100. Tak wywołane negatywy odznaczać się miały małym ziarnem i znakomitym wyzyskaniem czułości (Fotopan U: 29 DIN, ORWO NP 27: 30 DIN). Rozcieńczenie 1:100 autor zalecał do błon niskoczułych, 1:50 średnio i wysokoczułych.
1:100/18 stopni
NP 10: 5-8
NP 15: 8-10
Foto 32: 15-18

1:50/18 stopni
Fotopan F: 18
Fotopan S: 22
Fotopan U: 24
ORWO NP 22: 12
ORWO NP 27: 15

Dla pierwszych dwu błon (Fotopan F i Fotopan S) współczynnik więc wynosiłby ok. 3,5, a dla wysokoczułej (Fotopan U), jakieś 1,6.

Za standardową powierzchnię błony małobrazkowej i zwojowej Kodak uznaje 80" kw, czyli nieco ponad 500 (516,128) cm kw. To mniej niż 5 odbitek 9x13. Oznaczałoby to że do wywołania błony wystarcza w przybliżeniu 2 ml roztworu zapasowego W-41 co w rozcieńczeniu 1+30 dawałoby 62 ml. W tym kontekście nie dziwi stosowanie rozcieńczeń 1:100 W-19, dla niego bowiem ta ilość wynosiła 2,5 ml roztworu zapasowego i 40 ml rozcieńczenia 1+15.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Wirus ciemniowy

 

From: "Maciek Jerzykowski"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Koreks, chemia, cierliwosc, nozyczki itp. i w droge! :-) (serio dlugawe)
Date: Tue, 10 Jun 2003 12:20:19 +0200

Witam grupowiczow :-)

Moj dzisiejszy post moze nie bedzie specjalnie odkrywczy dla wielu z was, co
bardziej obeznanych w temacie ciemniowym, ale nie moge sobie jakos odpuscic
opisania mojego pierwszego razu... mam na mysli wywolywanie filmow
oczywiscie ;-) Lektura moich przemyslen i analiza bledow moze tez pomoc tym
przed, ktorym swiat czarno-bialy nie pokazal jeszcze swojej twarzy, tudziez
tym, dla ktorych B&W to tylko kupno klisz, wycieczka do labu i nastepnego
dnia odbir gotowych odbitek. A wiec zaczynam..

Historia zaczela sie od kupna klisz, pozniej robienie fotek i tu juz sie
zaczyna cala zabawa. Nalezy sobie przeciez uswiadomic ze film czarnobialy
nie jest kolorowy! :-D. Stwierdzenie moze o oczywiste, ale zmienia
calkowicie sposob patrzenia na swiat. Co mam na mysli? Moze wyjasnie to w
sytuacji praktycznej. Spotkalem sobie ostatnio lazac po dzialkach z aparatem
piekny krzaczek rozy. Kolor i natezenie czerwieni poprostu genialny na
zdjecie. No wiec pomimo drobnych obac uwiecznilem go na kliszy. Po wywolaniu
nawet nie wiedzialem, co przedstawia zdjecie? :-( Rozyczki zlaly sie
calkowicie z zielonym tlem w taki sposob, ze wlasciwie ciezko mi bylo sobie
przypomniec, co przedstawia fotka. Tak, wiec wszelkie proby uchwycenia
pieknych kolorow naturalnie spelzaja na niczym. W B&W istotne jest bowiem co
innego - swiatlo, wszelkie jego formy i ksztalty (tutaj wielkie pole popisu
dla fotografii architektury). Dwa Ilfordy, ktore narazie wykonczylem juz
mnie czegos nauczyly - myslenia, naczej mowiac "innego spojzenia na swiat".

Po tych doswiadczeniach przyszla pora na nastepne - wywolywanie! Tutaj
spotkalem sie z sytuacja zupelnie mi obca. Przejzalem wiec archiwum,
poczytalem sobie poradnik dla poczatkujacych "sciemniaczy" na
www.foto.com.pl i pokrzepiony na duszy umowilem sie z kolega (tu
pozdrowienia dla Krzyska z telekonwerterem ;-)) na wczorajszy wieczor, co by
wiecej filmow i glow do myslenia zebrac :-) Z zapalem ruszylismy do pracy.
Wywolalismy filmy i teraz mozemy sie cieszyc swierzymi klatkami. Tutaj zeby
dalej nie przedluzac wypisze po krotce wnioski:

1. Wyciaganie koncowki filmu z kasetki niezadko moze sie okazac czynnoscia
nader klopotliwa. Opisany w m.in. w archiwum grupy sposob okazal sie
nieskuteczny wobec jednej rolki. Jesli problemu nie da sie tak rozwiazac
polecam zwykly otwieracz do kapsli zastosowany juz w ciemni

2. Zaciemnienie wszelkich lazienek, kuchni itp. zaadaptowanych na ciemnie
trzeba przygotowac bardzo starannie. czesto swiatlo moze sie dostawac przez
otwory wygladajace raczej niewinnie, np. wentylacyjne. Koce i czarna folia
powinny rozwiazac problemy.

3. Bardzo wazne jest zeby odpowiednio przygotowac sie do wkladania filmu do
koreksu, wlaczajac w to przemyslenie sytuacji kryzysowych, np. zaciecia sie
kliszy itp. Na tym etapie zdani jestesmy jedynie na zmysl dotyku i wszelkie
nieprzewidziane sytuacje moga byc trudne do rozpoznania.

4. Dokladie wszytko przemysl. Jesli to nie wystarczy rozpisz sobie, co
powinienes robic podczas wywolywania. Osobiscie zaplanowalem sporo,
zapomnialem jednak przeczytac jak dlugo powinno sie wlasciwie trzymac film w
przerywaczu :-D Okazalo sie to, juz podczas jego wlewania. Udalo mi sie jak
przez mgle przypomniec sobie 20/30 sek. ale nie bylem tego pewien, az do
konca operacji :-)

5. Wywolywnie fimow wlasnorecznie jest niesamowicie wciagajace!! Moze to
glupie, ale gdy wreszcie wyjmuje sie film z koreksu mozna poczuc sie dumnym
ze swojego dziela :-)

Powiekszalnik stoi juz u mnie na biurku. Byc moze niedlugo zacznie oczciwie
pracowac na swoje odkurzanie ;-)



From: emes
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Koreks, chemia, cierliwosc, nozyczki itp. i w droge! :-) (serio dlugawe)
Date: Tue, 10 Jun 2003 22:01:18 +0000 (UTC)

> 5. Wywolywnie fimow wlasnorecznie jest niesamowicie wciagajace!! Moze to
> glupie, ale gdy wreszcie wyjmuje sie film z koreksu mozna poczuc sie dumnym
> ze swojego dziela :-)
>
> Powiekszalnik stoi juz u mnie na biurku. Byc moze niedlugo zacznie oczciwie
> pracowac na swoje odkurzanie ;-)

zaczyna się niewinnie, od negatywów. za namową znajomych, albo pod wpływem
lektury, postanawiasz spróbować... ukryty w ciemnym pomieszczeniu zrywasz
kapsel z kasetki. wiesz że teraz nie ma odwrotu - powiedziałeś TAK i musisz
iść za ciosem. trzęsącymi się rękami nawijasz film na szpulkę, modląc
się po cichu żeby wszystko poszło dobrze, żeby na szpulce nie pojawiła
się kropelka wody, żeby nie okazało się że zapomniałeś ważnego elementu
koreksu... ufff! udało się!! teraz wlewasz i wylewasz kolejne płyny,
wpatrując się w ściśnięty w dłoni stoper. napięcie rośnie. jeszcze tylko
płukanie... zniecierpliwiony odliczasz minuty, słuchając monotonnego
szumu spływającej do kanału wody...
aż w końcu otwierasz tę czarną puszkę i wyciągasz swoje pierwsze DZIEÂŁO!
potem oglądasz film pod światło i na białym tle, w łazience i na balkonie.
rozkoszujesz się własnoręcznie zrobionym obrazem. szukasz każdej okazji
żeby naświetlić kilka kolejnych klatek, z podnieceniem opowiadasz znajomym
o swoim nowym odkryciu, czytasz o wywoływaczach i negatywach, forsowaniu,
prześwietlaniu i niedowoływaniu...
ale po jakimś czasie okazuje się że to nie taka rewelacja. wywoływanie
długo trwa, przewracanie koreksu co 2 minuty przez 10 sekund zaczyna
wydawać się monotonne i nie wywołuje tego dreszczyku emocji co wcześniej,
a gdy przychodzi czas płukania, chętnie podrzemałbyś te trzy
kwadranse...

wtedy czujesz, że potrzebujesz czegoś więcej, czegoś naprawdę mocnego.
i sięgasz po twarde środki - wywlekasz z szafy powiększalnik.
za ostatnie pieniądze kupujesz papier i różne białe proszki. do
powiekszalnika wkładasz jeden ze swoich negatywów, pod - kładziesz papier.
kiedy wciskasz guzik, świat wiruje ci przed oczami, przypominasz sobie
ten moment kiedy otworzyłeś kasetkę i przyjąłeś fotografię do swojego
życia. naciskasz ponownie, gdy wiesz że dawka jest już odpowiednia.
jeszcze parę sekund... wkładasz papier do kuwety i skupiasz się na tym
białym skrawku bez reszty.
i wtedy pojawia się WIZJA. najpierw w drobnych zarysach, ale szybko
nabiera kształtów i tonów. obraz wyłania się znikąd, jak za dotknięciem
czarodziejskiej różdżki. i wtedy wiesz i czujesz to całym sobą - to jest
rzecz, którą będziesz robić do końca życia! jeśli zajdzie potrzeba, nie
zawahasz się nawet z nieznajomą osobą użyć wspólnego powiększalnika,
żeby tylko naświetlić papier i poczuć TO ponownie...

nie wiadomo, czy ktoś z tego wychodzi na zawsze. podobno niektórzy
zrezygnowali, odstawili, ale nadal boją się zbliżać do miejsc, gdzie stoi
włączony powiększalnik i rozrobiona chemia, a czarny woreczek zwiastuje
obfitość papieru. nie czują się silni.
to zmienia coś w duszy i na pewno nikt, kto spróbował choć raz, nie jest
już dłużej tym samym człowiekiem.

 

Fotografia czarno-biała: Wywoływacz FX

 

metol 0,5 g
glicyna 0,5 g
siarczyn sodowy bezw. 50,0 g
żółcień pinakryptolowa (roztwór 0,05%) 250 ml
woda do objętości 1 litr
zamiast żółcieni można użyc bromku potasowego w ilości 0,5 g na litr,
ale pogorszy to ostrość konturów.

 

Fotografia czarno-biała: Atomal (A-49) w rozcieńczeniu 1+3

 

Grupa dyskusyjna: pl.rec.foto
Od: "Fereby"
Data: 18 Jul 2005 17:27:30 +0200
Temat: Atomal (A-49) w rozcieńczeniu 1+3

W wydanym w drugiej połowie lat 80.
"O fotografowaniu" Andrzeja Mroczka,
znalazłem technikę wywołania filmu
Fotopan HL w ORWO A-49, traktowanym
jako wywoływacz jednorazowy.


W ówczesnej sytuacji rynkowej (działo się to
w drugiej połowie lat 70., gdy w sklepach
potrafiło brakować nawet utrwalacza), Andrzej
Mroczek miał dostęp jedynie do dwu typów filmów
wysokoczułych - ORWO NP 27 i Fotopan HL.


By wykonywać choćby zdjęcia z ręki przez
obiektywy lustrzane 500-1100 mm, niezbędne
było forsowanie do czułości co najmniej
DIN 33/1600 ASA. ORWO NP 27 już przy sforsowaniu
do 30 DIN/800 ASA, przy nawet niezbyt dużych
powiększeniach wykazywał spore, nieładne ziarno
(natomiast ORWO NP 30 pojawiał się w handlu
ekstremalnie rzadko i nadawał się do forsowania
jeszcze mniej niż jego dwukrotnie mniej czuły
krewniak). Mroczek zmuszony więc był korzystać
z produkowanego na licencji Ilforda Fotopanu HL,
obrabianego w ORWO A-49, wywoływaczu dającemu
najmniejsze ziarno z dostępnych ówcześnie
w PRL-owskim handlu.


Przez pewien czas używał ORWO A-49 jako
wywoływacza wielokrotnego. Niestety rychło
okazało się to rozwiązaniem dalekim od ideału.
Przede wszystkim niezwykle utrudnionym okazało
się precyzyjne i niezawodne ustalenie stopnia
żużycia roztworu po wywołaniu każdej błony,
a tym samym czasu o jaki trzeba wydłużyć
wywołanie kolejnych. Podawane przez producenta
współczynniki zawsze dotyczą pewnego typowego
reżimu wywoływania (jakiego producent niestety
nie na ogół precyzuje) i wcale nie muszą dawać
powtarzalnych wyników, ponieważ:


* Zużycie wywoływacza zależy także od
indywidualnych cech błony (typ emulsji,
naświetlenie, etc.), koreksu (wylewany
wolno małym otworem wywoływacz natlenia
się bardziej niż wylany szybciej dużym;
zanieczyszczenie wnętrza nawet tylko śladowymi
pozostałościami po poprzednich wywołaniach,
sprzyja rozkładowi wywoływacza, etc.),
warunków zewnętrznych podczas wywoływania.


* Poważniejszym problemem jest starzenie
się wywoływacza, na którego tempo duży
wpływ ma ilość wywołanych błon. Wywoływacz
w którym wywołano dwie błony w pierwszym
tygodniu po rozrobieniu, a po dwu tygodniach
trzecią, nie odpowiada bynajmniej roztworowi
w którym wywołano jedną błonę w pierwszym
tygodniu, a dwie następnych po dwu tygodniach,
Każde wywołanie to nieunikniony ubytek siarczynu
sodowego, substancji konserwującej wywoływacza,
w rezultacie czego po każdej wywołanej błonie
wzrasta intensywność utleniania substancji
redukujących roztworu.


Autor, zirytowany brakiem powtarzalności
wyników - mimo wieloletnich doświadczeń
w wywoływaniu w A-49, nadal co jakiś czas
uzyskiwał błony, które - choć wywoływane
dokładnie wedle zaleceń wytwórcy - okazywały
się niedowołane, bądź przewołane (oba przypadki
niezbyt akceptowalne przy forsowaniu). Początkowo
usiłował wypracować dokładniejsze współczynniki
korygujące żużycie wywoływacza. Gdy to się nie
powiodło, zaczął eksperymentować z A-49
rozcieńczonym 1+3, jako wywoływaczem
jednorazowym, w końcu wypracowując najlepszy
możliwy reżim wywołania Fotopanu HL w tych
warunkach.


Recepta jest stosunkowo prosta. A-49 (opakowanie
na 600 ml) rozpuszcza się wedle przepisu w 600 ml
przegotowanej wody i zlewa do butli z ciemnego
szkła. Do wywołania jednej błony bierze się 100 ml
wywoływacza (do 2 - 200 ml; do 3 - 300 ml itd.)
i rozcieńcza 300 ml wody (dla dwu błon - 600 ml;
dla 3 - 900 ml, itd). Woda może być i z kranu
o ile nie zawiera drobin mogących uszkodzić emulsję.
Wywołuje się w 27 stopniach Celsjusza, wywoływania
cały czas poruszając filmem. Andzrej Mroczek
preferował kręcenie szpulą (podobnie jak ja),
ale przypuszczam że obracanie całym koreksem dałoby
zbliżony rezultat. Po zakończeniu wywołania zużyty
roztwór wylewa się.

{mospagebreak}
W wypadku Fotopanu HL parametry wyglądały
następująco:
* DIN 27/400 ASA - 8 min/1:3 27 stopni
Celsjusza, film poruszany przez cały czas.


* DIN 30/800 ASA - 10 min/1:3 27 stopni
Celsjusza, film poruszany przez cały czas.


* DIN 33/1600 ASA - 12 min/1:3 27 stopni
Celsjusza, film poruszany przez cały czas.


Fotopan HL forsowany w ten sposób do
czułości 1600 ASA charakteryzował się
kontrastowością zbliżoną filmom średnioczułym,
niewiewielkim zadymieniem i stosunkowo małym
ziarnem, pozwalającym na nawet ponad
dziesięciokrotne bezziarniste powiększenia.


Ktoś mógłby spytać po co o tym piszę, skoro
Fotopan HL od dawna jest już niedostępny,
a obecnie bez większego wysiłku można kupić
filmy o czułości nawet 36 Din/3200 ASA. Otóż
Fotopan HL produkowany na licencji Ilforda,
jest krewnym filmów z serii HP tejże firmy.


W związku z powyższym, wziąłem stare opakowanie
Orwo A-49 (termin ważności upłynął w roku 1979,
na szczęście oryginalny, hermetyczny woreczek
z folii aluminiowej przechowywany był w suchym
i chłodnym miejscu) i rozpuściłem w 600 ml wody
wedle przepisu. Po paru dniach wziąłem 100 ml
wywoływacza, rozcieńczyłem 300 mililitrami
wody z kranu i wywołałem trzy próbki:


* Ilford HP 5+ - naświetlany 30 Din/800 ASA
27 stopni Celsjusza, 10 minut, film obracany
cały okres wywołania.


* Ilford HP 5+ - naświetlany 33 Din/1600 ASA
27 stopni Celsjusza, 13 minut, film obracany
cały okres wywołania.


* Kodak TMAX 3200 - naświetlany 33 Din/1600 ASA
27 stopni Celsjusza, 11 minut, film obracany
cały okres wywołania.


W wypadku obu próbek HP 5+ rezultaty okazały
się wcale obiecujące. Z błony naświetlonej do
33 DIN/1600 ASA udało się uzyskać bezziarniste
powiększenie dziesięciokrotne przy odbitce
wycinkowej 9x13 na papierze normalnym. W wypadku
użycia papieru o gradacji twardej, ziarno staje
się "wyczuwalne" (choć wciąż niewidoczne) przy
około 8-9 krotnym powiększeniu wycinkowym 9x13,
zaczynając być widocznym przy powiększeniach około
10 razy.


Ziarno ma ładny kształt i o dziwo jest wcale
ostre (zgodnie z literaturą "Atomal" daje ziarno
rozwiane). Oczywiście w wypadku dziesięciokrotnych
(i większych) powiększeń wykorzystujących większą
część kadru (np. format odbitki 24x30 cm), które
ogląda się ze znacznie większej odległości (niż
wykorzystane do testów odbitki 9x13 cm), ziarno nawet
na papierach gradacji twardej będzie raczej niewidoczne.


Kontrastowość tak obrabianego HP5+ jest umiarkowana
i również zbliżona do filmów średnioczułych
(kolejnym obiektem moich testów będzie chyba
Kodak TriX).


Z kolei Kodak TMAX wywołany do czułości 1600
nieco mnie zawiódł. Ziarno zaczyna być wyczuwalne
przy powiększeniach 6-7 krotnych, a widoczne
przy ponad ośmiokrotnych (gradacja twarda, odbitki
9x13 cm, fragment kadru). Z drugiej wszakże strony
ziarno nie jest nieładne, nie dając zbytnio
poszarpanych konturów, więc w zasadzie da się
nieźle powiększać, choć rzecz jasna gorzej od HP5+
(będę musiał popróbować z "Deltą 3200").


Oczywiście negatyw 3200 naświetlony i wywołany do
dwukrotnie niższej czułości charakteryzuje się
niską kontrastowością typową dla błon wysokoczułych.
Mógłby chyba nieźle się sprawdzać w portrecie,
zdjęciach architektury w ostrym słońcu, zdjęciach
lampą błyskową, pod warunkiem wykorzystania
większej części kadru.

{mospagebreak}
Wracając do teorii: Rozcieńczenie "Atomalu" 1+3
jest niestety bardzo słabo omówione w literaturze
- nigdzie na przykład nie znalazłem współczynnika
wydłużenia czasu (przypuszczam że wyniosłoby jakieś
2,5-3).


Co do trwałości roztworu - A-49 w którym nie
wywołano jeszcze żadnej błony ma wedle jednych
źródeł 40 dni trwałości, wedle innych dwa miesiące.
Roztwór używany ma trwałość niższą - niestety
nigdzie nie znalazłem choćby przybliżonego
określenia czasu. Rozcieńczony 1+3 A-49
ma trwałość prawdopodobnie kilka godzin.


Wedle moich doświadczeń, wywoływacz trzymany
w butli harmonijkowej, a potem butlach że
szkła oranżowego, po niemal trzech miesiącach
od rozrobienia nadal poprawnie wywoływał.
Do rozpuszczenia użyłem wody destylowanej
o temperaturze pokojowej. Przypuszczam że
uprzednie przegotowanie wody destylowanej
i rozpuszczanie składników gdy ta ostygnie
do 30-40 stopni Celsjusza mogłoby dodatkowo
wpłynąć na poprawę trwałości ze względu
na zmniejszoną zawartość tlenu w roztworze.


Co do podobnych recept, w "Foto" 2/1976 (s. 50)
Roman Kielich odpowiadając na pytanie jednego
z czytelników dotyczące przedłużenia trwałości
A-49, zaleca wykorzystanie tego wywoływacza
w rozcieńczeniu 1:4 (z opisu wynika jednak iż
jest to jednak rozcieńczenie 1+5). Porcję A-49
należy rozpuścić w 300 ml wody, kolejno według
instrukcji. Następnie to 300 ml rozlewa
się do 12 słoiczków o pojemności 25 ml
i w tym stanie przechowuje. Jedną porcję
25 ml miesza się z 225 ml wody.


W tak rozcieńczonym "Atomalu" przy temp. 20 stopni
Celsjusza błonę NP20 wywołuje się 30 minut,
następną 35 minut i roztwór wylewa (czas wywołania
NP20 w A49 1+0 w temperaturze 20 stopni wynosił
9-11 min, co dawałoby współczynnik wydłużenia
około 2,7-3,4).


Jeśli do tak rozcieńczonego (1+5) wywoływacza
dodać przed obróbką 0,1 g Amidolu, błonę NP20
można naświetlić do 27 DIN/400 ASA uzyskując
mniejszą ziarnistość niż na NP27.


Recepta z "Foto" jest ciekawa, lecz IHMO nieco
mniej użyteczna od pomysłu Mroczka (choć fanom
wywołania akutancyjnego może się spodobać bardziej).

{mospagebreak}

Jeszcze o A-49 (1+3)

Kontynuując wątek sprzed paru miesięcy
("Atomal (A-49) w rozcieńczeniu 1+3"),
w zeszłym tygodniu zużyłem ostatnie 100 ml
tego dwudziestopięcioletniego A-49,
wywoływacz rozrobiony w pierwszych
dniach maja br, mimo upływu ponad czterech
miesięcy, nadal funkcjonował bez
zarzutu i dał prawidłowo kryty negatyw.
W 600 ml uzyskanych z oryginalnego
opakowania, wywołano przez ów czas
łącznie około 6,5 błony (pół błony
- kilka próbek).

Kluczem do uzyskania tak wysokiej
trwałości było oczywiście traktowanie
A-49 jako wywoływacza jednorazowego,
a także użycie do rozpuszczenia zawartości
oryginalnego opakowania, wody destylowanej.
Co ciekawe to ostatnie 100 ml, mimo
przechowywania w buteleczce z pewną
ilością powietrza przetrwało ponad
miesiąc. Przypuszczam że uprzednie
przegotowanie wody destylowanej mogłoby
dodatkowo tę trwałość zwiększyć.

Co do innych niż HP5+ błon, prowadziłem
dalej doświadczenia z Kodak TMAX 3200
naświetlanym jakby miał 33 Din/1600 ASA.
Parametry jak zwykle - rozcieńczenie
1+3, temperatura 27 stopni Celsjusza,
film poruszany bez przerwy przez cały
czas wywołania (kręcenie szpulą).
Skrócenie czasu wywołania do 10 minut
15 sekund powoduje pewne zmniejszenie
ziarna, ale i tak jest ono większe niż
na wywołanym forsownie do tej samej
czułości HP5+ (powiększenia wycinkowe
10-15 krotne na papierze 9x13 cm).
Kontrastowość błony oczywiście jeszcze
mniejsza niż przy 11 minutach. Minimalnego
wyliczonego czasu wywołania 9:30-9:45
jeszcze nie próbowałem.

Naświetlona 1600 ASA i wywołana
11 minut przy identycznym rozcieńczeniu,
temperaturze, poruszaniu, próbka Kodak
Trix 400, na oko wygląda prawidłowo,
jednak ze względu na prowadzony w moim
bloku remont, nie będę miał przez
jakiś czas możliwości przeprowadzania
dokładniejszych testów konstrastu
i ziarnistości.

Kończąc na jakiś czas temat, opiszę
jeszcze oba występujące w literaturze
sposoby przygotowania roztworu A-49.

* Pierwszy jest powszechnie znany -
po dokładnym i kompletnym rozpuszczeniu
zawartości pierwszego woreczka w
określonej ilości wody, rozpuszczamy
zawartość drugiego woreczka i dopełniamy
wodą do podanej objętości.

* Drugi pochodzi z wydanej w latach 50.
książki R. Burzyńskiego "Zaczynam dobrze
fotografować" - "Proszek z mniejszego
słoiczka {opakowania 2} rozpuścić
w 150 ccm {ml} wody. Proszek z większego
słoiczka (opakowania 1} rozpuścić
w 400 ccm wody. Gdy obydwa proszki
rozpuszczą się dobrze i klarownie,
przelać część większą do mniejszej
(nie odwrotnie!) stale mieszając.
Dolać jeszcze 50 ccm wody. ÂŁącznie
otrzyma się 600 ccm wywoływacza."

Wywoływacz opisywany w tym wątku
został przyrządzony właśnie w ten
sposób - nie dla uzyskania jakiś
szczególnych właściwości (zapewne
trwałość i pozostałe parametry
uzyskanego w ten sposób "Atomalu",
NIE różnią się w stopniu znaczącym
od rozpuszczonego sposobem pierwszym)
ale dla sprawdzenia podanej przez
Burzyńskiego receptury.

Dla opakowania litrowego "Calbe A-49"
objętości wody użytej do rozpuszczania
w drugiej metodzie wynosiłyby odpowiednio:

1. Większy woreczek (nr 1) - 650 ml
2. Mniejszy woreczek (nr 2) - 250 ml
3. Po wlaniu roztworu
nr 1 do roztworu nr 2
oraz wymieszaniu dopełnić do 1000 ml

Względem Calbe A-49 techniki
rozpuszczania via Roman Burzyński
jednak jeszcze nie próbowałem
i nie wiem, czy daje takie same,
jak w wypadku ORWO A-49, rezultaty.
Test przeprowadzę najwcześniej
końcem października.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Agfa Atomal, ORWO A-49, Calbe A-49 - rozcieńczenie 1+3

 

Atomal i A-49 były wielokrotnie opisywane w literaturze, a także na stronach www. Niestety, teksty te koncentrują się z reguły na niewielkim wycinku zagadnienia, pozostałe omawiając dość skrótowo (bądź wcale). Rzadko też udziela się objaśnienia dlaczego postępować należy akurat tak, a nie inaczej. Mój artykuł jest kompilacją tego co znaleźć można w książkach, artykułach na stronach www. Ze względu na brak miejsca, część historyczną tekstu byłem zmuszony potraktować bardzo skrótowo, a czasy wywołań w rozcieńczeniu 1+3, krótkie objaśnienie teoretyczne, etc. przekszatałciłem w oddzielny artykuł.

Historia "Atomalu"

"Atomal" jest dość starym wywoływaczem - jego receptura pochodzi jeszcze sprzed drugiej wojny światowej. Wedle odtajnionej wkrótce po jej zakończeniu dokumentacji AGFY, niemieccy fotochemicy pragnęli stworzyć wywoływacz równie trwały i uniwersalny jak "Rodinal", pod względem rozmiaru ziarna natomiast podobny ówczesnym wywoływaczom ultradrobnoziarnistym. Oprócz tego nowy produkt miał być mniej szkodliwy dla zdrowia niż "Rodinal" i wywoływacze oparte o parafenylodwuaminę.

Było to zadanie bardzo trudne, choć nie niewykonalne - co więcej AGFA dysponowała "tajną bronią": nowym reduktorem o fenomenalnych właściwościach - n-hydroksyetylo-o-aminofenolem.

Po przetestowaniu wielu receptur, zdecydowano się w końcu na poniższą:
N-hydroksyetylo-o-aminofenol 6 g
Pirokatechina 10 g
Hydrochinon 4 g
Woda 800 ml

Do roztworu powyższego kolejno dodawać
Siarczyn sodu bezwodny 100 g
Węglan sodu bezwodny 25 g
Bromek potasu 1 g
Metafosforan sodu (Kalgon) 1 g
Woda do ogólnej objętości 1000 ml

Powstały w ten sposób wywoływacz spełniał pierwotne założenia tylko częściowo - przykładowo roztwór roboczy miał trwałość jakieś 30-90 dni, choć oczywiście przy zastosowaniu jako wywoływacz jednorazowy (rozcieńczenie 1+1, 1+2 w koreksach "Rodinax", czy specjalnych do błon małoobrazkowych) i zachowaniu odpowiednich warunków przechowywania, można było mieć pewność właściwego działania w ciągu 6-12 miesięcy od chwili sporządzenia, a nawet dłużej. Oczywiście zawartość oryginalnego, hermetycznie zamkniętego opakowania (tzn. proszki w dwu słoiczkach), była w stanie przetrzymać całe dekady, a w latach 30. AGFA zezwalała na sporządzanie mniejszych objętości roztworu roboczego, odmierzając np. 1/6 proszku z każdego słoiczka, co - przynajmniej z marketingowego punktu widzenia - pozwalało podtrzymać twierdzenie o zbliżonej do Rodinalu trwałości.

Roztwór dopełniający do "Atomalu" ma skład jak poniżej:
N-hydroksyetylo-o-aminofenol 12 g
Woda 800 ml

Do roztworu powyższego kolejno dodawać
Siarczyn sodu bezwodny 30,0 g
Węglan sodu bezwodny 30,0 g
Metafosforan sodu (Kalgon) 2,5 g
Woda do ogólnej objętości 1,0 l

Warto zauważyć, iż receptura powyższa świadczy że z trzech reduktorów najszybciej zużywa się N-hydroksyetylo-o- aminofenol, przy zdecydowanie mniejszym ubytku hydrochinonu i pirokatechiny, więc wywoływacz zużyty nadal będzie wywoływał, ale obrabiane w nim materiały będą bardziej zadymione i mniej drobnoziarniste, niż wywołane w roztworze o normalnych właściwościach. Tłumaczy to, dlaczego AGFA nie zalecała forsowania błon w "Atomalu" samym wydłużeniem czasu wywołania, tylko kombinacją podniesienia temperatury "o 3 stopnie Celsjusza na każde 3 stopnie DIN niedoświetlenia" oraz przedłużenia czasu o 20-25%.

Garść współczynników

Poprawki temperaturowe
15 stopni C - wydłużyć o 60% (1,6)
18 stopni C - wydłużyć o 15-25% (1,15-1,25)
20 stopni C - standardowa (1,0)
22 stopnie C - skrócić o 15-20% (0,8 - 0,85)
24 stopnie C - skrócić o 30-40% (0,6 - 0,7)

Poprawki dla wywoływacza rozcieńczonego:
Rozcieńczenie 1+0 - bazowe (1,0)
Rozcieńczenie 1+1 - wydłużyć o 30-50% (1,3 - 1,5)
Rozcieńczenie 1+2 - wydłużyć o 70-100% (1,7 - 2,0)

{mospagebreak}

Forsowanie

Pierwotna recepta AGFY (a później ORWO), za typową temperaturę wywołania uznawała 18 stopni Celsjusza. Każde 3 stopnie DIN niedoświetlenia oznaczało konieczność podgrzania "Atomalu" o 3 stopnie Celsjusza i wydłużenie czasu o 20-25%:
+3 DIN (ASA 2x) - 21 C +25% (1,20-1,25)
+6 DIN (ASA 4x) - 24 C +25% (1,20-1,25)
+9 DIN (ASA 8x) - 27 C +25% (1,20-1,25)
+12 DIN (ASA 16x) - 30 C +25% (1,20-1,25).

Obecnie za standardową uważa się temperaturę 20 stopni Celsjusza, toteż oryginalną receptę należałoby zmodyfikować następująco:
+3 DIN (ASA 2x) - 23 C +25% (1,20-1,25)
+6 DIN (ASA 4x) - 26 C +25% (1,20-1,25)
+9 DIN (ASA 8x) - 29 C +25% (1,20-1,25)
+12 DIN (ASA 16x) - 32 C +25% (1,20-1,25).

Do forsowania AGFA zalecała wywoływacz w rozcieńczeniu 1+0 (zasadniczym), wytyczne bowiem opracowano w czasach, gdy nie było jeszcze błon cienkowarstwowych.

Wydajność

W 1000 ml wywoływacza w stężeniu 1+0 (zasadniczym) można wywołać co najmniej 10 błon (100 ml na błonę przy zastosowaniu jako wywoływacz jednorazowy).

Wywoływanie wielu błon w roztworze 1+0 wymagało kompensowania zużycia wywoływacza przedłużeniem czasu - wedle ORWO (i Calbe) od trzeciej błony (włącznie) czas wołania każdej kolejnej należało wydłużać o 1 minutę (tzn. 4 błona +2 minuty, 7 błona +5 minut, 10 błona +8 minut).

Wedle innego współczynnika, przy wywoływaniu w 600 ml A-49 czas dla 5 błony należało wydłużyć o 10%, dla 6 o 20%.

Wedle Romana Burzyńskiego ("Zaczynam dobrze fotografować") w 600 ml "Atomalu" wywołać można 7 błon, pierwszą błonę wywołuje się w typowym dlań czasie, a "każdą następną o minutę dłużej".

{mospagebreak}

Sporządzanie

Istnieją co najmniej dwa sposoby postępowania z zawartością oryginalnego opakowania:

* Fabryczny: po dokładnym i całkowitym rozpuszczeniu zawartości pierwszego woreczka w określonej ilości wody, rozpuszczamy zawartość woreczka drugiego i dopełniamy wodą do podanej objętości.

* Zmodyfikowany, via wydana w latach 50. książka R. Burzyńskiego "Zaczynam dobrze fotografować": - "Proszek z mniejszego słoiczka {opakowania 2} rozpuścić w 150 ccm {ml} wody. Proszek z większego słoiczka (opakowania 1} rozpuścić w 400 ccm wody. Gdy obydwa proszki rozpuszczą się dobrze i klarownie, przelać część większą do mniejszej (nie odwrotnie!) stale mieszając. Dolać jeszcze 50 ccm wody. ÂŁącznie otrzyma się 600 ccm wywoływacza."

Względem Calbe A-49, gdzie sposób konfekcjonowania jest nieco inny (mniejszy woreczek nosi numer 1), metodę R. Burzyńskiego należałoby nieco zmodyfikować. Dla opakowania litrowego "Calbe A-49" objętości wody w drugiej metodzie wynosiłyby odpowiednio:
1. Mniejszy woreczek (nr 1) - 250 ml
2. Większy woreczek (nr 2) - 650 ml
3. Po wlaniu roztworu nr 1 do roztworu nr 2 oraz wymieszaniu dopełnić do 1000 ml

Względem Calbe A-49 techniki rozpuszczania via Roman Burzyński jednak wciąż jeszcze nie spróbowałem i nie wiem, czy daje takie same, jak w wypadku "Atomalu", rezultaty.

Rozpuszczanie składników wedle zaleceń z "Zaczynam..." przetestowałem natomiast na oryginalnym ORWO A-49 z lat 70. - wywoływacz pracował normalnie, zapewne trwałość i pozostałe parametry uzyskanego w ten sposób "Atomalu", były identyczne jak sporządzonego wedle fabrycznej instrukcji. Obecnie wywoływacz sporządzam zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu Calbe A-49 (jedna zlewka do mycia mniej).

Do rozpuszczania zawartości obu torebek używam wody demineralizowanej (najtańszej, z hipermarketu), którą przegotowuję (celem usunięcia rozpuszczonego powietrza), a potem pozostawiam do ostygnięcia do temperatury zalecanej przez producenta wywoływacza.

Po rozpuszczeniu zawartości obu torebek, płyn ze zlewki przelewam do butelki harmonijkowej, ściskanej w miarę pobierania z niej roztworu. Gdy staje się to niemożliwe, A-49 przelewam do butelki ze szkła oranżowego i dopełniam śrutem szklanym.

{mospagebreak}

Trwałość

Względem roztworu roboczego 1:0 źródła podają informacje dość rozbieżne - 90, 60, 45, 30 dni. Co do rocieńczeń 1+1 i 1+2 panuje jakby większa zgodność - mają wykazywać niezmienne właściwości od kilku godzin do jednego dnia.

Zawartość hermetycznie zamkniętego i właściwie przechowywanego opakowania wedle producenta powinna wytrzymać kilka lat. Oczywiście jest to okres minimalny, przykładowo w maju 2005 roku udało mi się uzyskać w pełni sprawny ORWO A-49, mimo iż termin ważności na opakowaniu upłynął ćwierć wieku wcześniej (1979 rok)!

Wywoływacze w formie proszkowej są z reguły niezwykle trwałe, o ile nienaruszone opakowanie przechowywać w chłodnym i suchym miejscu - w 2005 r. wywoływałem też w Foton W-17, którego termin ważności upłynął w roku 1986 i ten także funkcjonował bez zarzutu.

Oczywiście jeśli ktoś decyduje się na korzystanie z przeterminowanego wywoływacza negatywowego, jako pierwszą powinien poddać obróbce w nim starannie naświetloną próbkę, by upewnić się co do sprawności roztworu - można zresztą przy okazji przeprowadzić nawet pełny test błona/wywoływacz (różnie naświetlone próbki i różne czasy wywołania), choć dla ogólnej orientacji, czy wywoływacz nadaje się do czegokolwiek, wystarcza z reguły jedna.

Tak na margniesie, względem wywoływaczy pozytywowych reguły nie są tak surowe - naświetla się po prostu papier światłoczuły negatywem testowym, wywołuje, utrwala, płucze. Po wyschnięciu porównuje pola na odbitce z wzorcem średniej szarości, ustala jak zostały oddane najciemniejsze i najjaśniejsze pola testu - to z reguły wystarcza do ustalenia jak wywoływacz wpływa na światłoczułość i kontrastowość papieru. Zawodowcy przeprowadzają czasem po kilkanaście takich testów, różnicując naświetlenia i czasy wywołania - pozwala to ustalić przybliżony czas wywołania powierzchniowego i maksymalny jaki dany rodzaj papieru może przebywać w wywoływaczu.

Kolory

Typowy kolor roztworu "Atomalu" to podobno różowy. Mój ORWO A-49 z drugiej połowy lat 70. miał barwę jasnoczerwoną. Calbe A-49 z reguły wychodzi bezbarwny, bądź lekko żółtawy. Wywoływacz może się zabarwić od podlewu przeciwodblaskowego błony - nie ma to wpływu na kolejne obrabiane w nim błony, a w przypadku użycia jako wywoływacz jednorazowy jest chyba wyłącznie ciekawostką. W zabarwianiu wywoływaczy prym wiodą błony Kodaka z serii TMAX, wszak po zwojowym Ilford FP4+ pierwotnie żółtawy Fomadon LQN zyskał kolor zbliżony do zupy pomidorowej (takiej ze świeżych pomidorów, czyli jasnopomarańczowy).

{mospagebreak}

"Podróby"

Skład "Atomalu pozostawał przez całe lata tajemnicą. Wszakże tuż po wojnie, zwycięskie mocarstwa zdecydowały o ujawnieniu patentów niemieckich. Miało to być rodzajem kary dla firm, które nazbyt wiele ich zdaniem zyskały na współpracy z rządzącymi III Rzeszą. Koncern AGFA także został zaliczony do tej grupy - potrzeby wojska, organów bezpieczeństwa oraz propagandy, sprawiły iż przedsiębiorstwa specjalizujące się w optyce, produkcji kamer filmowych, aparatów fotograficznych oraz właśnie materiałach światłoczulych i fotochemicznych, były oczkiem w głowie władzy, tak w czasach planu sześcioletniego, jak trakcie wojny.

W tym kontekście nie powinno dziwić, iż w latach 40. i 50. odpowiedniki "Atomalu" wytwarzało wielu producentów po obu stronach żelaznej kurtyny.

Najbardziej znanym był u nas ORWO A-49, Andrzej Mroczek napisał w "Książce o Fotografowaniu" że wywoływacz ten był "podróbą Atomalu", co może nieco wprowadzać w błąd. Należy pamiętać, iż na mocy ustaleń mocarstw okupacyjnych NRD-owcy uzyskali prawa do wyrobów dawnego przemysłu III Rzeszy, co więcej ich "Atomal", był początkowo produkowany w tych samych fabrykach, na tych samych maszynach, przez tych samych robotników, co przed wybuchem II wojny i jej trakcie. Toteż nie zdziwiłbym się, gdyby jakość "podróby" okazała się nawet nieco lepsza, niż oryginału wytwarzanego w ciężkich, wojennych czasach.

Jeśli idzie o okres późniejszy, to można stawiać w ciemno, że wszelkie zmiany receptury "Atomalu" via AGFA ("Atomal F") szybko znajdowały swe odbicie w "A-49" produkcji ORWO - STASI naprawdę sporą część swych środków i zasobów ludzkich przeznaczała szpiegostwu przemysłowemu na Zachodzie, w pełni dorównując tajnym służbom sowieckim, a niekiedy je przewyższając.

Na koniec przyjrzyjmy się ciekawym badaniom węgierskiego fotografa Laszlo Somogyi.

Zestawił on i przetestował dwie uproszczone receptury roztworów o podobnym do A-49 działaniu.
Hydrochinon 2,0 g
Siarczyn sodu bezwodny 95,0 g
Metaboran sodu (Kodalk) 5,0 g
Bromek potasu 0,5 g
Metafosforan sodu (Kalgon) 1,0 g
Woda do ogólnej objętości 1,0 l
Siarczan hydroksyetylo-o-aminofenolu 4,0g
Hydrochinon 2,0 g
Siarczyn sodu bezwodny 95,0 g
Boraks 5,0 g
Węglan sodu bezwodny 5,0 g
Bromek potasu 1,0 g
Metafosforan sodu (Kalgon) 2,0 g
Woda do ogólnej objętości 1,0 l

Wywoływacze te dobrze wyzyskiwały czułość negatywu i choć charakterywzowały się większą skłonnością do zadymiania i gorszymi własnościami wyrównawczymi, nie były to różnice dostrzegalne w praktyce amatorskiej.

Gdy czas wywołania błony NP 15 w A-49 wynosił 7-8 minut, a NP 27 12-13 minut, to w roztworze zestawionym według pierwszej recepty NP 15 wywoływało się 6-7 minut, a NP 27 10-11 min. Dla wywoływacza sporządzonego w oparciu o przepis drugi, NP 15 wywoływało się 9-10 minut, zaś NP 27 16 minut.

Gdy oryginalny A-49 miał PH nieco wyższe od 8.4, to oba roztwory pomysłu Somogyi ponad 9. Wzrost ilości Kodalku (czyli podnoszenie PH) w zastępniku wedle recepty 1 wpływa na lepsze wyzyskanie światłoczułości, opłacone wzrostem ziarna. Mniej Kodalku (i niższe PH), to drobniejsze ziarno, ale gorsze wyzyskanie czułości negatywu.

{mospagebreak}

Ewolucja

Gdy wkrótce po II wojnie światowej nadeszła era błon cienkowarstwowych, wielu producentów zrezygnowało ze swych quasi-Atomali (quasi-Rodinali zresztą także). "Atomal" miał po prostu tę niemiłą przypadłość, iż obniżał czułość wywoływanych w nim materiałów. W przypadku błon starego systemu (dwuwarstwowych) było to nawet korzystne, ze względu na ich nagminne prześwietlanie, przez nie dysponujących światłomierzami fotoamatorów, którym wciąż wbijano do głów, iż "lepiej bardzo prześwietlić, niż trochę niedoświetlić", "szczodrze naświetlaj, wywołuj łagodnie". Nowe błony cienkowarstwowe należało zaś naświetlać raczej skąpo, w zamian intensywnie wywołując.

W związku z powyższym AGFA znalazła się w kropce - narastająca konkurencja ze strony D-23, D-76, czy całej gamy wywoływaczy fenidonowych, może i mniej trwałych niż "Rodinal", i nie tak drobnoziarnistych jak "Atomal", ale tańszych, nie obniżających czułości, a często nawet ją podnoszących, na dodatek mniej szkodliwych dla zdrowia (fenidon nie powodował egzemy, stosowanie zaś metolu oczyszczonego z zanieczyszczeń, nie powodującego już, omalże przysłowiowej, "choroby metolowej" stało się praktycznie regułą), sprawiła iż jej flagowym produktom groziło całkowite wyparcie z rynku.

Pozostawały dwie możliwości:
* sukcesywnie wycofywać stare wywoływacze, na ich miejsce wprowadzając lepiej dostosowane do nowych rodzajów błon.
* dostosować jakoś wywoływacze starego typu by dawały lepsze rezultaty przy wywołaniu błon cienkowarstwowych.

Co ciekawe, w Agfie postanowiono podążyć obiema tymi drogami. Po pierwsze: wkrótce ofertę wywoływaczy negatywowych wzbogacono o specjalnie desygnowany do obróbki błon cienkowarstwowych "Eikonal" (a potem "Hypronal"). Po wtóre zabrano się za opracowanie nowych zaleceń dla dochowujących wierności "Atomalowi" i "Rodinalowi".

Z Atomalem pozornie sprawa wygląda dość prosto - jak wykazały o dekadę późniejsze badania Węgrów, podniesienie PH tego wywoływacza (zresztą również jego tańszych, dwureduktorowych zastępników autorstwa Somogyi) prowadzi do lepszego wyzyskania światłoczułości, okupionego pewnym wzrostem ziarna (oraz zapewne obniżeniem trwałości roztworu).

AGFA wszakże nie zdecydowała się na poważniejszą zmianę receptury. Zapewne poszło o dwie ściśle powiązane z sobą kwestie: - zmiana receptury to odmienne od dotychczasowych czasy wywołania, istniało więc ryzyko, iż rewolucyjne zmiany w tej materii mogły odstręczyć klientów od wyrobów AGFY, nie było przy tym gwarancji, iż do nich powrócą nawet po całkowitym wyparciu z rynku materiałów starego typu; - na rynku wciąż było mnóstwo błon starego typu, z którymi "Atomal" znakomicie sobie radził, wzrost ziarnistości raczej nie zostałby przywitany z radością przez ich użytkowników, efekt: jak w punkcie poprzednim.

Postanowiono więc wykorzystać cechę, wspólną części reduktorów będących pochodnymi amin (n-hydroksyetylo-o- - aminofenol i paraaminofenol są właśnie nimi). Wywoływacze oń oparte, jeśli je odpowiednio rozcieńczyć, wnikają wolno w głąb emulsji, najintensywniej działając w jej górnych warstwach. Rezultem jest zmniejszenie ziarna, niwelacja odblasków (od podłoża), bardziej wyrównawcze działanie, lepsze wyzyskanie czułości przy wywołaniu do tego samego współczynnika gamma. Agfa zaleciła więc wywoływanie błon cienkowarstwowych w Rodinalu o większym niż dotąd rozcieńczeniu (1+50 - 1+100, indywidualnie dopasowane do typu błony i preferencji wywołującego), podobnie zalecono wywoływać emulsje nowego typu w "Atomalu" rozcieńczonym 1+1 lub więcej.

Wytyczne względem forsowania nie uległy zmianie. Nadal w razie konieczności poddania obróbce błony niedoświetlonej, zalecano oprócz wydłużenia czasu, podnieść temperaturę wywoływacza, to bowiem, zarówno względem paraaminofenolu jak n-hydroksyetylo- -o-aminofenolu prowadzi do znacznej poprawy w wyzyskaniu światłoczułości.

I w tym właśnie okresie zaczyna się kariera w rozcieńczenia 1+3 "Atomalu".

A-49 1+3 w domu i zagrodzie Pierwotnym zastosowaniem "Atomalu" w rozcieńczeniu 1+3 była obróbka błon zawierających motywy o dużych kontrastach świetlnych, przeterminowanych, względnie naświetlonych przed wielu laty i z jakiś przyczyn dotąd nie wywołanych.

Szczególnym powodzeniem cieszyło się to pierwsze - "Atomal" 1+3 równie dobrze niwelował kontrasty jak Rodinal 1+100:1+200, a dawał mniejsze ziarno (tyle że mniej ostre, ale wtedy jeszcze niewielu się tym przejmowało).

Dieter Stredicke, zachodnioniemiecki fotografik, będąc wielkim miłośnikiem zdjęć pod światło, nagminnie stosował wywoływacz AGFY w rozcieńczeniu 1+3 i sporo z nim eksperymentował.

Wyniki opublikował na łamach "Foto-Falter" z grudnia 1961. Głównym wątkiem artykułu był sposób oszczędnego wykorzystania "Atomalu".

Miało to związek z tym, że ówczesne koreksy do błon małoobrazkowych i zwojowych wymagały większych ilości roztworów niż dawniejsze uniwersalne, będące tak po prawdzie koreksami do błon średniego formatu, pozwalającymi w razie konieczności wywołać błonę małoobrazkową, ale ze zdecydowanie mniejszą wygodą. Niestety pewna cecha nowych koreksów bynajmniej nie ułatwiała życia użytkownikom "Atomalu" - przy typowej ilości roztworu w rozcieńczeniu bazowym, niezbędnej do wywołania wynoszącej 100 ml, rozcieńczenia 1+1 i 1+2 pozwalały uzyskać 200-300 ml roztworu roboczego, czyli o jakieś 50-100 ml mniej niż wymagały nowe koreksy.

Postępowanie Stredicke z "Atomalem", było następujące: gotowy wywoływacz (w stężeniu bazowym) wlewał do 5 szczelnych buteleczek o pojemności 100 ml każda, wykonanych z ciemnego szkła. Butelki takie mają zwykle nieco większą pojemność, więc z reguły udaje się pomieścić całe, bądź prawie całe 600 ml. Wedle pomysłodawcy "Atomal" można w ten przechowywać bez istotnej zmiany jego właściwości przez 8 tygodni (4-5 miesięcy wedle "Fotografii"). Przystępując do wywołania błony małoobrazkowej zawartość jednej buteleczki należało dopełnić wodą do 400 ml, autor dodawał także 0,8 ml Filponu ("Fotografia" nie zalecała takiego postępowania - pienienie się wywoływacza).

W "Atomalu" w rozcieńczeniu 1+3, w temperaturze 20 stopni, energicznym poruszaniu błoną, Isopan F należało wywoływać 14 do 16 minut, Isopan Rapid z kolei w tych samych warunkach od 20 do 25 minut. W razie gdyby na błonie sfotografowano motywy o niewielkim kontrascie, czas wywołania należało nieco wydłużyć.

Stredicke więc w 600 ml porcji "Atomalu F" wywoływał pięć błon (zamiast sześciu). Obrabiane w rozcieńczonym 1+3 roztworze charakteryzowały się doskonałym wyrobieniem szczegółów i bardzo drobnym ziarnem - 15 krotne powiększenia liniowe z błony Isopan F, były całkowicie bezziarniste. Większość motywów z łatwością dawało się skopiować na papierach o gradacji normalnej i twardej ("Fotografia" dodawała od siebie, że takie wywołanie pozwala na bardzo dobre wyzyskanie czułości negatywu).

Streszczenie niemieckigo tekstu opublikowano na łamach "Fotografii" 1962/4 str. 109

Gdyby zaufać temu co napisano w "Fotografii", stosowane przez Dietera Stredicke rozcieńczenie "Atomalu" wynosiłoby w przybliżeniu 1+2.3, względnie 1+2.5. I tu pojawia się pytanie - - skoro ów fotografik najpewniej zaczał stosować "ultrawyrównawcze" rozcieńczenie 1+3, via receptariusze AGFY, bo jako miłośnik zdjęć pod światło, musiał jakoś zniwelować ogromne kontrasty i po jakimś czasie rozcieńczenie to opanował do perfekcji, to dlaczego zdecydował się na eksperymenty z "Atomalem" w rozcieńczeniu innym? Przecież w PRL nie mieszkał i bez trudu mógł nabyć sześć buteleczek o pojemności 100 ml, a także śrut szklany, by były dopełnione wywoływaczem po kraniec szyjki - wszystko to kosztowałoby zdecydowanie mniej czasu i zachodu, niż weryfikacja wszystkich czasów wywołania?

W sposób oczywisty nasuwa się przypuszczenie, iż Striedicke tak dopełniał zawarość buteleczek, by uzyskać swe ulubione rozcieńczenie 1+3, a osoba streszczająca artykuł dla "Fotografii" po prostu nie do końca zrozumiała zawarte w artykule wywody.

Rysują się dwie możliwości:
* pomysłodawca rozcieńczał zawartość buteleczki wodą o trzykrotnie większej objętości, tzn. do 120 ml "Atomalu F" dolewał 360 ml wody, uzyskując 480 ml roztworu wywołującego.
* Po rozpuszczeniu składników w 600 ml wody, 500 ml zlewano do pięciu 100 ml buteleczek, a pozostałe 100 ml przeznaczano do natychmiastowego użycia.

Osobiście bardziej prawdopodobna wydaje mi się druga. W przypadku wywoływaczy konfekcjonowanych w formie proszkowej, z reguły roztwór zapasowy (względnie roboczy) sporządza się jakieś 12-24 godziny przed planowanym wywołaniem - proszki w fabrycznych opakowaniach miewają na ogół zdecydowanie większą trwałość, niż sporządzone z nich roztwory.

Oczywiście najkorzystniej z tego punktu widzenia wypadałoby sporządzać wywoływacze tuż przed planowaną obróbką - niestety większość tego rodzaju roztworów wymaga trwającego minimum 12- 24 h tzw. "odstania", co tłumaczone bywa "zachodzeniem reakcji chemicznych w roztworze", "ustalaniem się jego składu", ewentualnie niezbędnym odczekaniem "aż opadną męty".

Toteż logiczny wydaje się następujący wzorzec postępowania - 500 ml "Atomalu F" do buteleczek, a 100 ml w innym naczyniu "dojrzewa", po czym zostaje rozcieńczone 1+3 i wykorzystane do wywołania pojedynczej błony małoobrazkowej.

Ustalmy teraz współczynniki przedłużenia dla rozcieńczenia 1+3 i intensywnego poruszania, w temperaturze 20 stopni Celsjusza.

Standardowy czas wywołania w "Atomalu F" 1+0, dla błony "Isopan F" wynosił 9-10 minut, "Isopan Rapid" zaś 12-14 minut (oba dla typowego poruszania "Agfowskiego" - co 30 s. przez 10 s.).

Jak nietrudno obliczyć, współczynnik wydłużenia czasów wywołania, w porównaniu do rozcieńczenia bazowego, w przybliżeniu wynosi 1,6-1,8 raza.

Jeśli chodzi o dodatek środka zmiękczającego, nie jest on moim zdaniem konieczny, chyba że ktoś bardzo boi się odcisków palców na emulsji. Należy pamiętać, iż dodatek detergentu może na tyle obniżyć naturalną lepkość wody, że ułatwi wysuwanie się błon ze spirali koreksu (o ile ktoś będzie kręcił w niewłaściwą stronę). Przy mieszaniu przez obracanie koreksem, może dojść do pienienia się wywoływacza - lepiej obracać delikatnie, co jakiś czas uderzając denkiem koreksu o blat stołu, podłogę, etc.

Zamiast "Fliponu" fotoamatorzy dodawali niekiedy do wywoływaczy negatywowych innych środków w rodzaju soli sodowej kwasu chlorowego. Te substancje miewały nierzadko odczyn lekko kwaśny, co owocowało obniżeniem PH wywoływacza i zmianą jego właściwości - w Atomalu prowadziłoby do zmniejszenia ziarna i słabszego wyzyskania czułości błony. To ostatnie wszakże byłoby przy rozcieńczeniu 1+3 znacznie mniej dokuczliwe, niż w razie wywoływania w "stocku".

1+3 w wyższych temperaturach Dzieje kolejnej modyfikacji wiążą się nierozerwalnie z nazwiskiem Andrzeja Artura Mroczka, polskiego fotografika, dziennikarza, modelarza, popularyzatora lotnictwa. W napisanej w roku 1981 (a wydanej sześć lat później) książce "O Fotografowaniu" (Wydawnictwo "Watra", Warszawa 1987) na stronach 28-30, podawany jest następujący sposób wywoływania błony Fotopan HL na czułość ASA 1600.

100 ml ORWO A-49 należy rozcieńczyć 300 ml wody z kranu. Wywołuje się w temperaturze 27 stopni Celsjusza, poruszając błonę (kręcąc pokrętłem koreksu) przez cały czas wywołania.

Czasy wywołania błony Fotopan HL:
ASA 400 - 8 minut
ASA 800 - 10 minut
ASA 1600 - 12 minut

A-49 (opakowanie na 600 ml) sporządzany był w sposób następujący: zawartość woreczka 1 rozpuszczano w 400 ml, przegotowanej i ostudzonej do 30-40 stopni Celsjusza, wody; po całkowitym rozpuszczeniu składników, porcjami dodawano część 2 i mieszano aż proszek rozpuścił się całkowicie, po czym dopełniano do 600 ml, filtrowano przez bibułkę (usunięcie drobin kamienia kotłowego pochodzących z czajnika w którym wodę zagotowano), zlewano do ciemnej, szczelnej butelki. Wedle A. Mroczka roztwór w butelce przetrzymywał bez istotnej zmiany właściwości co najmniej 2 miesiące.

Tuż przed planowanym wywołaniem z butli odlewano 100 ml wywoływacza na jedną błonę małoobrazkową i dopełniano go 300 ml wody z kranu. Było to rozcieńczenie dostosowane do pojemności koreksów Krokus Tank 800.

Roztwór zapasowy A-49 przechowywany w butelce był uważany za niezdatny do użytku, gdy zbrązowiał.

{mospagebreak}

Upraszczając do samej esencji.

* A-49 w rozcieńczeniu 1+3 zastosowano dla:
a) uzyskania właściwej objętości roztworu do koreksu Krokus Tank 800 (400 ml płynu na błonę małoobrazkową), tak by móc wywoływać "one shot",
b) poprawy właściwiości wyrównawczych wywoływacza, co w tym przypadku przekładało się na ograniczenie wzrostu kontrastu forsowanej błony,
c) uczynienia zadość zaleceniom, by błony cienkowarstwowe wywoływać w A-49 rozcieńczonym - Fotopan HL był taką błoną.

* Temperaturę 27 stopni zastosowano by:
a) w ogole móc sforsować błonę, ponieważ reduktor ultradrobnoziarnisty A-49 na wzrost temperatury reaguje lepszym wyzyskaniem czułości (AGFA i ORWO zabraniały forsowania samym przedłużeniem czasu), teoretycznie co prawda wystarczyłoby 26 stopni, ale ten jeden więcej spowodowany był zapewne brakiem termostatu i tym samym niemożnością utrzymania niezmiennej temperatury przez cały czas.
b) częściowo skompensować wydłużenie czasu spowodowane rozcieńczeniem wywoływacza.

* Czas wydłużano o 20-25% na każde 3 DIN (2xASA), ponieważ temperatura i tak została już podniesiona do poziomu wystarczającego do sforsowania o 6 DIN (4xASA). To wygodniejszy sposób, niż stosowanie różnych temperatur przy forsowaniu do różnych czułości.

* Poruszanie ciągłe zastosowano dla skompensowania reszty wydłużenia czasu spowodowanego rozcieńczeniem wywoływacza. Co prawda zysk wynosi tylko 10-15%, ale możliwość stosowania czasów omalże identycznych jak przy 1+0, w 20 stopniach, poruszaniu co 30 sekund, warta jest tego.

Osobiście nie rozumiem obiekcji pomysłodawcy tej metody względem ciągłego poruszania błoną, co jakoby miałoby być monotonne i meczące. Periodyczne kręcenie, czy obracanie koreksu, jest nie mniej monotonne i męczące, na dodatek wymagając systematyczniejszej kontroli czasu i zegarka z sekundnikiem (jeśli ma być co 30 sekund). Wywoływałem już "kręcąc leniwie pokrętłem" kolejno w czterech koreksach, innym razem kręciłem pokrętłami dwu koreksów równocześnie, na dokładkę oglądając anime.

Moim zdaniem takie ciągłe poruszanie jest wygodniejsze, angażując mniej uwagi, choć z drugiej strony bardzo utrudnia robienie czegoś innego w "przerwach międzyporuszeniowych" (np. przygotowanie roztworu środka zwilżającego).

Osobiście wzbogaciłem kręcenie szpulą o podnoszenie pokrętła w górę i dół co jakiś czas oraz kołysanie koreksem na boki, jedno i drugie dla lepszego wymieszania wywoływacza.

Jeśli jednak ciągłe kręcenie komuś nie odpowiada, można także kręcić szpulą, względnie obracać koreks przez 10 s co pół minuty, wydłużając czas o 10-15%, jak to podaje fachowa literatura. Jest to wszakże wartość orientacyjna, zatem należałoby przedtem upewnić się co do niej na próbce.

Na zakończenie tego wątku warto wspomnieć o pewnej ciekwej zbieżności. Streszczenie artykułu z "Foto Falter" opublikowano na stronie 109 "Fotografii" nr 1962/4, jeśli wrócić się na str. 107 (czyli przewrócić jedną kartkę), trafimy na relację ze styczniowej wystawy prac studentów Politechniki Warszawskiej. Środkowy z trzech fotogramów noszący tytuł "Szczypie w nosy, szczypie w uszy", jest autorstwa... Andrzeja Artura Mroczka (nawiasem mówiąc zdjęcie zwyczajowo wygląda na ciężko doświadczone w druku; "Z Dziupli" o kilka numerów dalej miało jakby więcej szczęścia).

{mospagebreak}

A-49 1+4

Receptę na tak rozcieńczony wywoływacz podał Roman Kielich w "Foto" 2/1976 (s. 50) Porcję A-49 (na 600 ml) należy rozpuścić w 300 ml wody (czyli dwukrotnie mniejszej), kolejno według instrukcji. Następnie to 300 ml rozlewa się do 12 słoiczków o pojemności 25 ml, uzyskując dwukrotnie zatężony roztwór zapasowy.

Przystępując do wywołania błon, każdą porcję roztworu zapasowego rozcieńcza się 9 częściami wody - na 25 ml zatężonego wywoływacza 225 ml wody. Zapewne do wywołania jednej błony rozcieńczyć trzeba dwa słoiczki, uzyskując 500 ml A-49 1+4 - opis tego nie precyzuje.

W tak rozcieńczonym "Atomalu" o temperaturze 20 stopni Celsjusza, błonę NP 20 wywołuje się 30 minut, następną 35 minut i roztwór wylewa.

Jeśli do tak rozcieńczonego (1+4) wywoływacza dodać przed obróbką 0,1 g Amidolu, błonę NP20 można naświetlić do 27 DIN/400 ASA uzyskując mniejszą ziarnistość niż na NP27.

Prawdopodobnie w opisie powyższym chodzi o 1000 ml A-49 1+4 (cztery słoiczki: 100 ml + 900 ml wody). Czas wywołania NP 20 w A49 1+0 w temperaturze 20 stopni wynosił 9-11 min, co dawałoby współczynnik wydłużenia około 2,7-3,4. Niestety, nie podano sposobu poruszania błony, co więcej współczynnik 2,7 dla 1+4 wydaje się zawyżony (współczynnik dla 1+3 i poruszania co 30 s. to jakieś 1,9-2,1), toteż wydaje mi się że dla motywów kontrastowych, będzie wynosił raczej około 2,3-2,5, a te 2,7-3,4 dotyczy motywów o małym kontraście (NP 20 to błona wedle ówczesnego piśmiennictwa albo "średnioczuła", albo "niskoczuła"). Tak, czy siak ewentualnym miłośnikom rozcieńczenia zalecałbym przeprowadzenie testów.

Moim zdaniem zamiast słoiczków 25 ml, lepiej wziąć buteleczki 50 ml - jedna buteleczka na błonę (w przypadku litrowego opakowania Calbe A-49 niezbędne będzie 10 sztuk, względnie 9, o ile jedną porcję planujemy wykorzystać wkrótce po rozrobieniu). Zatężony roztwór zapasowy będzie trwalszy od standardowego A-49 i odpowiednio przechowywany, w razie dokładnego usunięcia powietrza z butelki (śrutem szklanym, bądź gazem obojętnym), najpewniej wytrzyma bez istotnej zmiany właściwości, co najmniej pół roku (tyle bez trudu wytrzymuje nieużywany A-49 w rozcieńczeniu bazowym). Jest to więc sposób przechowania idealny dla sporadycznie pracujących z A-49: wywołanie kolejnych błon nie powoduje dodatkowego kontaktu z powietrzem przechowywanego w oddzielnych buteleczkach roztworu zapasowego, a uzyskanie potrzebnego stężenia roztworu roboczego (nieważne czy 1+0, 1+1, 1+2, 1+3, czy 1+4) jest łatwe.

A-49 jako wywoływacz wielorazowy Na początku tego tekstu, podano współczynniki przedłużenia dla wywołania kolejno kilku błon w tym samym roztworze. Henry, moderator tej listy, niedawno starając się rozwiać wątpliwości jednego z listowiczów względem wywoływania wielorazowego, stwierdził "Wprawdzie większość twierdzi że 'tylko jednorazowo' - ale to mit".

W przypadku znacznej części fabrycznych i zestawianych wywoływaczy pogląd ów jest całkowicie zgodny z praktyką - oczywiście o ile "roztwór wielorazowy" jest właściwie przechowywany, filtrowany przed każdym użyciem, odnotowuje się każdą wywoływaną w nim błonę, stosuje właściwe współczynniki, zachowuje zasady zdrowego rozsądku (np. nie próbuje się wywołać w stojącym pół roku po obrobieniu dziewięciu błon wywoływaczu, jeszcze tej dziesiątej).

Niestety, Atomal/A-49 nie zalicza się do tej grupy. Jego używane roztwory są dość nieobliczalne, nie tylko niesłychanie utrudniając wypracowanie w stu procentach pewnych współczynników (o czym wspomina A. Mroczek w "O Fotografowaniu"), ale nawet nie dając pewności, czy taki używany roztwór będzie się nadawał do czegokolwiek - w dawnej prasie fotograficznej można co jakiś czas (patrz choćby wspomniane "Foto" 2/1976), znaleźć listy osób, piszących iż wywołują 600 ml 1-2 błony (zamiast 6), obawiając się iż wywoływacz po miesiącu okaże się zepsuty! Niejako na dodatek nierozcieńczony A-49 obniża czułość wielu typów błon, zaś rozcieńczonego nie można przechowywać dłużej niż jeden dzień (czasem zresztą tylko kilka godzin).

Dlatego jeśli ktoś się zdecyduje pracować z A-49 w ten sposób, powinien ustalić czy, i o ile, czułość używanej błony ulega obniżeniu i w razie potrzeby odpowiednio intensywniej naświetlać. Przed właściwą obróbką błon w używanym już roztworze, należałoby wywołać próbkę, co pozwoli potwierdzić przydatność wywoływacza do pracy, względnie poprawność zastosowanego współczynnika.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: Calbe A-49 1+3, objaśnienia i czasy

 

Tekst poniższy miał zawierać głównie czasy wywołania. Postanowiłem jednak na wszelki wypadek dodać kilka objaśnień niektórych aspektów obróbki (obszerniejsze można znaleźć w Agfa "Atomal, ORWO A-49, Calbe A-49 - rozcieńczenie 1+3"). Jeśli ktoś nie jest nimi zainteresowany, od razu może skoczyć do rozdziału "Czasy".

Sposoby długotrwałego przechowywania A-49. Jak wspomniano pod koniec poprzedniego tekstu, Atomal/A-49 jest dość kiepskim wywoływaczem wielorazowym, ponieważ właściwości używanego roztworu są iście nieobliczalne, a prócz tego miewa on tendencję do szybkiego się psucia. Wywoływacz nieużywany jest dość trwały i rzadko się zdarza, by nie wytrzymał (w ciemnej, zamkniętej butelce, z której usunięto powietrze) jakieś pół roku.

Calbe A-49 jest obecnie konfekcjonowany w opakowaniach na 1 litr roztworu, co wystarcza do wywołania 10 błon zwojowych bądź małoobrazkowych. Czyni to problem jego długotrwałego przechowywania, jakby bardziej istotnym, niż względem dawnych opakowań AGFY/ORWO na 600 ml (6 błon). Co więcej, to że współczesny rynek błon zdominowany jest przez błony cienkowarstwowe, które ORWO i AGFA obrabiać zalecały w A-49 rozcieńczonym co najmniej 1+1, odznaczającym się niewielką trwałością, w praktyce wymuszająca stosowanie go jako wywoływacza jednorazowego, powoduje iż sposób ten musi być dostosowany właśnie do użycia jako "one shot developer".

Za zupełnie nieźle sprawdzające się w codziennej praktyce, uznać należy przechowanie w jednej butli o pojemności 1000 ml (czyli podobnie jak w książce Andrzeja Mroczka). W razie potrzeby odlewa się po 100 ml na jedną błonę (i potem odpowiednio rozcieńcza), z butli ponownie usuwa się powietrze i szczelnie ją zamyka. Sposób ten ma wadę, że wywoływacz mający pozostać w pojemniku, podczas pobierania roztworu mającego posłużyć do aktualnie planowanego wywołania, ma kontakt z powietrzem. Jeśli jednak ktoś używa A-49 jako swego podstawowego wywoływacza, kwestia ta nie ma dlań praktycznego znaczenia, ponieważ roztwór zapasowy będzie zużywany nazbyt szybko, by ten dodatkowy kontakt z powietrzem zdołał mu w dostrzegalny sposób zaszkodzić.

Fotoamatorzy używający A-49 sporadycznie, jako jeden z wielu wywoływaczy (np. służący tylko do forsowania), mogą spróbować sposobu opartego o rady Dietera Striedicke: sporządzić wedle przepisu na opakowaniu 1000 ml A-49, po czym rozlać do 10 butelek o pojemności 100 ml. Do wywołania jednej błony zużywa się zawartość jednej buteleczki, wywoływacz w pozostałych narażony nie jest na dodatkowy kontakt z powietrzem, więc psuje się wolniej niż w sposobie "jednobutelkowym".

Z kolei jeśli ktoś planuje używać A-49 bardzo rzadko, może wypróbować technikę przechowywania opartą o rady Romana Kielicha - opakowanie na 1000 ml rozpuścić w dwukrotnie mniejszej objętości wody niż zalecana w fabrycznym przepisie, uzyskując 500 ml dwukrotnie zatężonego roztwóru zapasowego, po czym przelać go do 10 buteleczek o pojemności 50 ml. Do wywołania jednej błony bierze się zawartość jednej butelki i rozcieńcza odpowiednio większą ilością wody niż A-49 standardowy. By z 50 ml dwukrotnie zatężonego roztworu zapasowego uzyskać A-49 w rozcieńczeniu:
* 1+0 - 50 ml wody
* 1+1 - 150 ml wody
* 1+2 - 250 ml wody
* 1+3 - 350 ml wody
* 1+4 - 450 ml wody

{mospagebreak}

Rozcieńczanie

Sporządzanie rozcieńczonych roztworów z roztworów w rozcieńczeniu bazowym można opisać ogólnym wzorem:

oc-ob=ow

gdzie:
oc - całkowita objętość roztworu roboczego,
ob - objętość roztworu w rozcieńczeniu bazowym,
ow - objętość wody niezbędnej do rozcieńczenia,

Wzór ten zakłada, iż wiemy jakie rozcieńczenie ma roztwór bazowy, co jest równoznaczne ze znajomością całkowitej objętości roztworu roboczego, niewiadomą jest tylko objętość użytej do rozcieńczania wody.

Dla zatężonych roztworów zapasowych, można by co prawda ten wzór łatwo zmodyfikować, nie jest to wszakże konieczne. Wygodniej skorzystać z rekurencji, tzn. wzór zastosować po raz pierwszy dla uzyskania rozcieńczenia bazowego (1+0), po czym po raz drugi dla ustalenia ilości wody niezbędnej do uzyskania rozcieńczenia roboczego i obie wyliczone objętości wody po prostu zsumować.

Skoro do wywołania jednej błony w A-49 niezbędne jest 100 ml roztworu 1+0, to dla jego uzyskania z dwukrotnie zatężonego roztworu zapasowego trzeba dolać wody:

100 ml-50 ml=50 ml

By następnie uzyskać A-49 w rozcieńczeniu 1+2, którego objętość wyniesie 300 ml (2x100 ml+100 ml; lub też 3x100 ml) trzeba dolać wody:

300 ml-100 ml=200 ml

Zatem do 50 ml dwukrotnie zatężonego roztworu roztworu zapasowego A-49, by uzyskać wywoływacz w rozcieńczeniu 1+2, należy dolać łącznie wody:

50 ml+200 ml=250 ml

Tak postępujemy, jeśli znamy objętość roztworu w rozcieńczeniu bazowym (1+0). Jeśli jej nie znamy, wiedząc natomiast ile wynosi ostateczna objętość roztworu rozcieńczonego (częste zwłaszcza w przypadku wywoływaczy pozytywowych), postępujemy na odwrót - najpierw wyliczamy objętość wody niezbędnej do uzyskania rozcieńczenia roboczego z bazowego i roztworu w rozcieńczeniu bazowym, a następnie ilość wody i roztworu zapasowego niezbędnych do uzyskania danej ilości roztworu w rozcieńczeniu bazowym. Uzyskane objętości wody sumujemy.

Przykładowo, dla pięciokrotnie zatężonego roztworu zapasowego "Univerzalnej Vyvojki", którego potrzeba nam 1000 ml w rozcieńczeniu 1+1 (wywołanie powierzchniowe), obliczenia wyglądają następująco:

1. Dzielimy końcową objętość przez dwa (rozcieńczenie 1+1) dla wyliczenia objętości "jednej części" (tak wody, jak roztworu bazowego):

1000 ml/2=500 ml

Jak wiemy roztwór 1+1 zawiera jedną część wody i jedną wywoływacza w stężeniu bazowym, toteż:

wywoływacz: 1*500 ml=500 ml
woda: 1*500 ml=500 ml

2. Wyliczamy objętość pięciokrotnie zatężonego roztworu zapasowego niezbędną do uzyskania 500 ml roztworu w rozcieńczeniu bazowym:

500 ml/5=100 ml

3. Obliczamy objętość wody niezbędnej do doprowadzenia 100 ml roztworu zapasowego do rozcieńczenia bazowego:

500 ml-100 ml=400 ml

4. Ustalamy łączną ilość wody niezbędną do uzyskania 1000 ml wywoływacza 1+1 z pięciokrotnie zatężonego roztworu zapasowego:

500 ml+400 ml=900 ml

W przeciwieństwie do roztworów zapasowych, które sporządza się głównie na bazie wody destylowanej, względnie przegotowanej, roztwory zapasowe do stężenia roboczego rozcieńcza się zwykłą wodą z kranu, co najwyżej filtrując ją dla usunięcia zanieczyszczeń fizycznych (rdza, piasek, włoski konopne, etc.), ewentualnie pozwalając jej się "odstać" kilkanaście godzin. Nie ma po prostu takiej potrzeby - roztwory robocze sporządza się do natychmiastowego zużycia, a nie do przechowywania.

{mospagebreak}

Sens forsowania błon

Spór o to, czy opłaca się podnosić czułość błon przedłużonym wywołaniem toczy się co najmniej od końca XIX w. Bywały okresy gdy literatura nie zalecała tego rodzaju postępowania, wkrótce potem gorąco polecała, a jeszcze później twierdziła iż lepsze rezultaty daje doczulenie (np. moczenie w wodzie, poddanie działaniu par rtęci, delikatne zaświetlenie, etc.).

W dzisiejszych czasach, gdy na rynku znajdują się błony czarno-białe EI 1600 i 3200, sens forsowania wydaje się wątpliwy.

Świetną ilustracją jest tu zdanie ze str. 78 "Książki o fotografowaniu" A. A. Mroczka: "Powtarzam tu po raz drugi: skoro można kupić filmy o bardzo wysokiej czułości, nie ma już sensu katować filmów mniej czułych w wysokich temperaturach wywołania i nudzić się przy pokręcaniu szpulką koreksu."

Jest tylko jeden szkopuł - EI 3200 to co prawda sporo, ale nierzadko potrzebne są czułości większe. Z balkonu ujrzałem kiedyś kapitalny obrazek - na pobliskim chodniku Kania (ptak) rozszarpywała przed chwilą upolowanego gołębia. W aparacie miałem błonę małobrazkową Ilford Delta 3200, a mój obiektyw 500 mm dysponował otworem względnym F-8. Było pochmurno, a na dodatek niewiele przez zmrokiem, toteż nie powinno dziwić iż światłomierz wskazał dla absolutnie minimalnego dla tej ogniskowej czasu 1/500 s, wartość przysłony F-4,5. Wychodziło więc iż niezbędny będzie statyw, który trzeba byłoby przynieść z drugiego pokoju i rozstawić. Dla spokoju ducha wykonałem jedną ekspozycję 1/250 F-8, ufając że niedoświetlenie pół przysłony uda się jakoś skompensować w procesie pozytywowym, ja przy 1/250 utrzymam aparat na tyle nieruchomo, by nie było poruszone (co parokrotnie mi się już udawało), zaś ptak nie odleci nim nie rozstawię statywu i go obfotografuję.

Tylko to pierwsze założenie okazało się słuszne - z negatywu udało się potem uzyskać w miarę niezłą pod względem oddania świateł i cieni odbitkę na gradacji twardej. Natomiast co do dwu pozostałych... Gdy już prawie przykręciłem obiektyw do statywu, jakaś "szukająca zasięgu" dziewczyna prawie wpadła na ptaka, który porwał, jeszcze się ruszającego, gołębia w powietrze i odleciał w spokojniejsze miejsce. Natomiast co do tej klatki naświetlonej 1/250 F-8, wyszło na jaw iż z trudem uzyskuję dostateczną ostrość przy powiększeniu całego kadru. Wszelkie próby "obcinania" otaczającego Kanię chodnika, owocowały odbitkami nazbyt nieostrymi.

Podobny przykład przytacza zresztą ten sam Andrzej Mroczek w swym wcześniejszym "O Fotografowaniu", opisując sytuację z pogrzebu kard. Stefana Wyszyńskiego, gdy do sfotografowania "tłumu żałobników z hutnikami niosącymi trumnę", obiektywem lustrzanym o otworze względnym F-8, niezbędna okazała się właśnie czułość ASA 6400, czyli ze dwa razy więcej obecnie najczulsze błony EI 3200. Z opisu co prawda nie da się wywnioskować, czy do wykonania zdjęcia była możliwość rozstawienia statywu, ale fakt faktem, że błona 3200 nie zawsze wystarcza.

Nawiasem mówiąc, w "O Fotografowaniu" na str. 27 znajdujemy zdanie "Na marginesie, gdybym miał do wyboru film o czułości 12000 ASA lub trzecią rękę, wybrałbym bez wahania film 12000 ASA.". Co prawda chodziło o wykonywanie reprodukcji w bibliotece, co dziś wydaje się zbędne (skaner to obecne prawie norma), ale taka czułość także niekiedy się przydaje, co zresztą znajduje odzwierciedlenie w dokumentacjach Ilforda i Kodaka, podających czasy wywołania błon EI 3200 na nawet EI 25000!

Warto także napomknąć, iż sforsowana błona średnioczuła charakteryzuje się z reguły drobniejszym ziarnem, niż wywołana standardowo błona wysokoczuła. Zdarza się to nawet, gdy obniżyć czułość tej drugiej - miałem coś takiego z TMAX 3200 i HP5+ wywołanymi na EI 1600 w A-49 1+3. Co prawda, gdy ujrzałem ziarno Ilford Pan 400 w W-17 (na EI 400), a także Fomapan 400 w D-76 (także EI 400), okazało się iż ziarno TMAX 3200 EI 1600, jest jakby mniejsze, a właściwie to sporo mniejsze, ale z HP5+ EI 1600 niespecjalnie mogło stawać w zawody.

{mospagebreak}

Forsowanie w A-49

Jak już parokrotnie wspomniano, forsowanie błon w Atomalu/A-49 wymaga podniesienia temperatury obróbki o 3 stopnie celsjusza na każde 3 DIN niedoświetlenia, oraz wydłużenia czasu o 20-25%. Toteż błonę którą przy w 20 stopniach wywołuje się 10 minut (czyli 600 sekund), dla czterokrotnego sforsowania należy poddać obróbce w A-49 podgrzanym do 26 stopni, przez 12-12,5 min. (720-750 sek.). Przy forsowaniu dopuszczalne jest stosowanie wywoływacza rozcieńczonego, oczywiście wymagając zastosowania adekwatnej poprawki.

Jakby wygodniejszy jest sposób wymyślony przez Andrzeja Mroczka. Niezależnie czy czułość błony trzeba podnieść dwukrotnie, czy czterokrotnie (względnie nie podnosić wcale), używa się A-49 w rozcieńczeniu 1+3, podgrzanego do temperatury 27 stopni (jeden stopień więcej, gdyż wywoływacz z czasem stygnie). Błona jest poruszana stale, dla skrócenia czasu wywoływania, w rezultacie czego dla wywołania na czułość nominalną stosuje się identyczny czas, co przy obróbce w temperaturze 20 stopni, rozcieńczeniu bazowym (1+0), poruszaniu co 30 sekund. Dla dwukrotnego podniesienia czułości, czas wydłuża się o 20-25%, dla czerokrotego 40-50%.

Dlaczego go stosuję? Ponieważ zgodnie z radą O. Gałdyńskiego uznałem, iż lepiej jest stosować w codziennej praktyce jeden wypróbowany sposób wywołania, co zapobiega błędom. Stosowanie A-49 1+3 pozwala używać go jako wywoływacza jednorazowego do błon małoobrazkowych. W razie potrzeby wywołania błony zwojowej wywołuję kolejno dwie w 800 ml (po jednej zwojowej i małoobrazkowej, bądź dwie zwojowe), czas wywołania drugiej wydłużając o 1-2 minuty.

Dlaczego podczas wywołania w A-49 omalże zawsze stosuję temperaturę 27 stopni? Podniesienie temperatury wywoływania powoduje iż A-49 lepiej wyzyskuje czułość. Gdy mam wywołać małoobrazkowy HP5+ na EI 1600, a potem średnioobrazkową Deltę 3200 na EI 3200, musiałbym czekać aż wywoływacz ostygnie do 20 stopni, a w lecie go nawet chłodzić, wstawiając ściankę zlewki pod kran. W razie wywołania jednej błony oszczędność czasu jest mniejsza, ale też znacząca. Bojących się spłynięcia emulsji, względnie wzrostu ziarna, uspokajam - obecnie produkowane błony mają emulsję już wystarczająco zgarbowaną (ze względu na umożliwienie ich maszynowego wywołania w minilabach w temperaturze nawet ponad 30 stopni Celsjusza oraz szybkiego suszenia strumieniem rozgrzanego powietrza) i 27 stopni to dla nich fraszka.

Co do wzrostu ziarna, niezgarbowane emulsje miekły pod wpływem temperatury, co ułatwiało przemieszczanie się cząstek srebra w żelatynie i zbijanie w większe skupiska (podobnie jak przy nadmiernie długim płukaniu). Wszakże zgarbowanie emulsji przed wywołaniem, bardzo ograniczało to zjawisko. W rezultacie D-25, tropikalna odmiana D-23 (zawierająca kwaśny siarczyn sodu w roli substancji garbującej) pozwalała uzyskać w temperaturze 25 stopni mniejsze ziarno niż klasyczny D-23 w temperaturze o 5 stopni niższej.

Warto zauważyć, iż dawnych czasach, gdy wywoływano w temperaturze stopni 18, nie zalecano bez ważnej potrzeby jej podnoszenia do 20 stopni, a dla 23-24 radzono, by rozważyć wstępne zgarbowanie emulsji. Obecnie standardowa temperatura wywołania to 20 stopni, a Kodak, Ilford, Fuji i Foma od dawna podają czasy obróbki w roztworach o temperaturze 24, 26, 29, czy 30 stopni, przy tego rodzaju "tropiku" wcale nie apelując o zastosowanie jakiś dodatkowych środków ostrożności, prócz zalecenia, by unikać czasów wywołania poniżej czterech-pięciu minut (Fuji 3 minut), bo "mogą powodować problemy z powtarzalnością wyników".

Ciągłe poruszanie błoną skraca czas wywołania o około 15%. Jeśli ktoś woli poruszać co 30 sekund przez 10 sekund, powinien wydłużyć czas dla poruszania ciągłego o 20%. Liczy się łatwiej niż 15% (a tym bardziej 17%), a 97,75% jest gorszym przybliżeniem niż 102%, choć oczywiście różnica 0,05% jest w praktyce bez znaczenia. 2% zresztą także - rozbieżność o jedną minutę wystąpi dopiero przy czasie wynoszącym 50 minut.

Zgodnie z tym co napisał Andrzej Mroczek, ciągłe kręcenie szpulką koreksu bywa nudne, a przy wywołaniu kilku błon za jednym razem - męczące. Cóż, to kwestia gustu, dla mnie z kolei nudne i męczące jest obracanie co 30 s. przez 10 s, toteż gdy tylko mogę stosuję poruszanie ciągłe. Dla lepszego mieszania wywoływacza raz-dwa razy na minutę, parokrotnie podnoszę i opuszczam pokrętło koreksu (o ile dany model na to pozwala), ewentualnie kołyszę koreksem na boki. Ten ostatni sposób mieszania, można zresztą zastosować, jeśli komuś nie odpowiada kręcenie pokrętłem, a koreks nie jest przelewowy. Oczywiście kołysanie koreksami bardzo dużymi, bywa dość męczące, z kolei w wypełnionych po same brzegi roztwory mogą być mieszane w niedostatecznym stopniu - te same wszakże niedogodnośc występują i w koreksach przelewowych (na dodatek połączone niekiedy z przeciekami).

W koreksach których szpule w trakcie kręcenia pokrętłem cykliczmie podnoszą się i opuszczają (np. koreksy Kaiser), cykliczne kołysanie na boki stosować można, tyle że ma ono wtedy znaczenie chyba wyłącznie czysto symboliczne.

Negatywy wywołane w A-49 1+3, przy 27 stopniach Celsjusza na czułość nominalną, wychodzą miękkie, sforsowane dwukrotnie dość miękkie, a czerokrotnie uzyskują kontrastowość zbliżoną do normalnej. Dlatego do wywołania na czułość nominalną lepiej jest wziąć maksymalny czas wywołania podawany przez producenta (dla rozcieńczenia 1+0, 20 stopni, poruszania co 30 s.), np. dla FP4+ będzie to 8 minut. Nie dotyczy to oczywista sytuacji, gdy na błonie znajdują się motywy kontrastowe i bardzo kontrastowe, przy braku motywów o małym kontraście - wtedy stosuje się czas pomiędzy minimalnym i maksymalnym. Jeśli na błonie znajdują się głównie motywy o małym kontraście (np. 1:4), z pewną ilością motywów o kontraście normalnym (około 1:20), czy nieco większym (np. 1:250), czas wywołania można wydłużyć o 1 minutę (co dla FP4+ wyniesie 9 minut).

{mospagebreak}

Czasy

Kodak TRIX (400 ISO) - EI 1600. A-49 1+3, 11 min, poruszanie ciągłe, 27 stopni Celsjusza. Błona nieco zbyt kontrastowa, choć dająca się nieźle kopiować, ziarno niewielkie, zbliżone do Ilford HP5+ na ten sam EI, powiększenie wycinkowe 7-8 krotne na format 9x13 bezziarniste. Ziarno dość przyjemne, nieco rozwiane.

Krycie błony jest słabsze niż przy Foma W-17 1+1, za to mocniejsze niż Foma Fomadon 1+10 i 1+14. Czasy kopiowania przy żarówce 250 W, przysłonach od F-8 do F-22, papierze o czułości ok. 400, wynoszą od kilku (pełna klatka na 9x13, F-22), do do dwudziestukilku (powiększenie 16x, F-8).

Ilford HP5+ (400 ISO) - EI 1600. 12-13 minut - parametry wywoływacza i poruszanie jak poprzednio. Gradacja tak sforsowanego negatywu jest bliska normalnej dla błon średnioczułych. Motyw o kontraście co najmniej 1:500 udało się omalże zadowalająco skopiować na gradacji normalnej AGFA Brovira (kontrast w wartościach logarytmicznych bliski 0,95, czyli blisko 1:10).

Powiększenie wycinkowe 9x13 centymetrów bezziarniste siedmio-ośmiokrotne na gradacji twardej. Miększe gradacje pozwalają na powiększenia 8-10 krotne, podobnie zresztą jak większe formaty odbitek. Przykładowo z opisanej klatki udało się uzyskać wycinkowe bezziarniste powiększenie dziesięciokrotne, na gradacji normalnej AGFY i odbitce 13x18 cm.

Motywy o małym kontraście, kopiują się bardzo dobrze na gradacjach twardych (Foma i AGFA), obiekt o kontraście 1:5 na błonie ma ok. 0,65 (czyli ok. 1:4).

Prześwietlenie o 1 EV powoduje niewielki wzrost ziarnistości,
prześwietlenie 4-5 EV powoduje poważny wzrost ziarnistości i spadek kontrastu.

Krycie błony podobne jak TRIX.

Ilford Delta 3200 na EI 10000. 16,5 minuty - parametry wywoływacza i poruszanie jak poprzednio.

Błona mało zadymiona, choć bardziej od nowej HP5+ na 1600 ASA. Niezła wyrównawczość, zdjęcia nocne na gradacji normalnej Fomy (0,7-0,8), choć jeśli mierzyć też odblaski wokół lamp ulicznych z trudem na specjalnej Fomy (1,2-1,3) przejścia podziemne i bramy na gradacji specjalnej Fomy i AGFY, niekiedy miękkiej Fomy (1,2-1,5). Dzienne - słońce 1:125 do 1:500 normalna Fomy, niekiedy specjalna Fomy (0,8-1,0). Pochmurno 1:16 normalna Fomy (0,7), 1:4 twarda Fomy (0,6).

Ziarno - niestety równie wielkie jak w W-17 1+1 na EI 3200, względnie D-76 na tę samą czułość. Bezziarniste powiększenie z całego kadru do 13x18 cm. Powiększenie wycinkowe 13x18 cm przy powiększeniu ośmiokrotnym, objawia niewielkie, rozmazane ziarno w półtonach. Nie jest ono dokuczliwe, zupełnie ładnie udając naturalną strukturę powierzchni papieru, w razie skorzystania z papierów matowych, względnie półmatowych, staje się praktycznie niewidoczne. Dotyczy to wszakże wyłącznie poprawnego naświetlenia. Aczkolwiek prześwietlenie o pół przysłony (EI 6400) nie powoduje specjalnych konsekwencji to o przysłonę, względnie dwie (EI 3200 i EI 1600) może sprawić iż ziarno stanie się widoczne nawet przy powiększeniu 9x13! To samo tyczy się nieostrości - w nieostrych fragmentach fotogramu ziarno staje się widoczne przy powiększeniu wycinkowym 9x13 cm pięciokrotnym.

Przy zdjęciach nocnych ta ziarnistość nie jest dokuczliwa nawet przy powiększeniach 50x60 cm z całego kadru. Składają się one głównie z czerni i bieli, a nieostre ziarno w półtonach nieźle udaje naturalne "pulsowanie" pręcików w warunkach słabego oświetlenia.

{mospagebreak}

Na czułość nominalną

Ilford PanF+ 50
8-10 minut - parametry wywoływacza i poruszanie jak poprzednio. Błona wywołana 8 minut, względnie wywołana 9 minut jako druga w 800 ml wywoływacza, wychodzi dość miękka, na pierwszy rzut oka wydając się słabo kryta. Daje się jednak świetnie kopiować, charakteryzując się zupełnie niezłym wyrównaniem kontrastowości poszczególnych klatek. Pogoda słoneczna 1:125 - gradacja normalna Fomy (0,85), pochmurno, mżawka 1:4, gradacja twarda Fomy (0,65).

Bardzo małe ziarno, przy powiększaniu całego kadru 6x4,5 na format 9x13 trudne do dostrzeżenia przez lupę powiększalnikową - dla F-22 i papieru o czułości 400, czasy powyżej 4 sekund w razie zastosowania żarówki 150 W, bądź słabszej.

Ilford Delta 400
7-9 minut - parametry wywoływacza i poruszanie jak poprzednio.

Błona wywołana 7 minut nadaje się świetnie do motywów od dużej i bardzo dużej kontrastowości. Motywy o kontrastowości bliskiej przeciętnej, np. śnieżny widok w dzień pogodny (kontrast 1:8-1:16), dają się skopiować na gradacji twardej AGFY i Fomy (0.6-0.7), Niestety motywy małokontrastowe, np. śnieżny pejzaż w dzień pochmurny, (kontrast 1:2-1:4), wychodzą nazbyt miękkie, z trudem dając się przenieść na gradację ultratwardą AGFY (0.3-0.5).

Błona wywołana 8 minut charakteryzuje się kontrastowością nieco mniejszą niż w 1+1 W-17. Gdy dla "Hydrofenu" kadr z osobą o ciemnej cerze na tle białej ściany lampą błyskową z bliska, uzyskuje kontrastowość 1.5-1.6 (gradacja miękka/bardzo miękka), A-49 1+3 daje kontrastowość 1.0-1.2 (gradacja specjalna/miękka). Scena uliczna z pierwszym planem w pełnym słońcu w południe (1:256) w "Hydrofenie" to kontrast 2.1 (poza skalą typowych papierów) w A-49 1.3-1,5 (gradacja miękka).

Błona wywołana w A-49 charakteryzuje się większą przejrzystością strątu srebrowego, przy podobnych motywach czasy ekspozycji papieru o tej samej czułości krótsze około 1/3-1/4. Motywy o kontrastowości 1:20-1:64 w obu wywoływaczach mieszczą się na gradacji normalnej, a 1:4-1:16 twardej.

Ilford Delta 3200
11-13 minut - parametry wywoływacza i poruszanie jak poprzednio.

Przy 11 minutach błona miękka, nadająca się do zdjęć obiektów o dużym i bardzo dużym kontraście. Zdjęcia pod światło 1:1000, na gradacji twardej AGFY (0,7). Zdjęcia spod przepustu mostowego 1:5000 mieszczą się na gradacji specjalnej AGFY (1,1). Z kolei motyw o kontraście 1:64 mieści się jeszcze na gradacji twardej Fomy (0,55), co świadczy o dobrych własnościach wyrównawczych. Prześwietlenie 1EV nie powoduje specjalnych konsekwencji, 3-4 EV to poważny wzrost ziarnistości oraz spadek kontrastu i ostrości.

Wywołanie 13 minut daje błonę dość miękką, przypominającą dawne negatywy wysokoczułe, choć lepiej radzącą sobie z motywami o średnim i małym kontraście (1:8-1:20), pozwalając je bez trudu skopiować na gradacji twardej AGFY i normalnej Fomy (0,7-0,8). Motywy o dużym kontraście, to gradacja normalna i specjalna AGFY (0,9-1,25).

Powiększenie wycinkowe 7x na format 9x13 o gradacji twardej jest bezziarniste, specjalnej 8x. 8-10x na gradację normalną odbitki o powyższych wymiarach daje wyraźnie widoczne niewielkie, rozwiane ziarno. Jest ono mniejsze niż w przypadku błon obrabianych w Ultrafin+ i (mimo wspomnianego "rozwiania") jakby ładniejsze. Z drugiej strony Ultrafin+ pozwala uzyskać lepszą ostrość konturową, podobnie jak "Hydrofen", ten drugi na ID 3200 daje spore, ostre i zaskakująco ładne ziarno.

*****

Jeśli ktoś chce wywoływać na czułość nominalną (bądź nieco wyższą) w A-49 1+3 w temperaturze 20 stopni, to także można, choć takie błony będą się charakteryzowały nieco gorszym wyzyskaniem światłoczułości.

Dla poruszania ciągłego współczynnik rozcieńczenia 1+3 wynosił będzie ok. 1,6-1,8 (mały kontrast motywów: 1,8-2,0). Dla poruszania co pół minuty przez 10 sek. jakieś 1,9-2,1 (mały i średni kontrast motywów: 2,1-2,3).

{mospagebreak}

Czułość niższa

Kodak TMZ 3200 na EI 1600.
10,5 min - parametry wywoływacza i poruszanie jak poprzednio.

Tak wywołana błona jest miększa od Ilford Delta 3200 przy 11 min. Krajobraz o kontraście 1:64 daje się kopiować na gradacji twardej AGFY (0,65-0,7), jasny budynek o kontraście 1:20 na twardej Fomy (0,6), scena uliczna o kontraście ok. 1:250 to gradacja normalna Fomy (0,8).

Ziarno jest trochę większe niż HP5+ na EI 1600, ale mniejsze niż Ilford Pan 400 na EI 400 w W-17 1+1, względnie Fomapan 400 w D-76 na EI 400. Maksymalnie 7x bezziarniste powiększenie wycinkowe 9x13 na gradacji twardej. Ziarno mniej wyraźne, niż HP5+, ale zupełnie ładne.

Błony przeterminowane

Materiały negatywowe, których termin ważności uległ przekroczeniu, charakteryzują się spadkiem czułości i większym zadymieniem. Z reguły więc zaleca się ich wywołanie w mało energicznie działających, rozcieńczonych wywoływaczach (np. Rodinal 1+200). A-49 1+3, dzięki niewielkiej skłonności do zadymiania, dobremu wyzyskaniu światłoczułości, które poprawia się jeszcze w wyższych temperaturach, nadaje się dobrze do obróbki błon przeterminowanych.

HP5+ na EI 1600, 30 stopni, 12 minut, poruszanie ciągłe.
Błona przeterminowana o półtora roku wyszła stosunkowo mało zadymiona, choć bardziej od typowej HP5+ forsowanej na tę samą czułość. Nieco większe ziarno, choć nadal mniejsze niż Kodak TMZ 3200 na EI 1600. Oddanie motywów podobne.

Błona przechowywana w lodówce w temp. 5 stopni celsjusza, w szczelnym pudełku w towarzystwie środka pochłaniającego wilgoć.

"Maco Cube 400 Clear", przeterminowany pół roku. Przechowywana jak poprzednia. 1+3, 17-19 minut, 27 i 30 stopni, poruszanie ciągłe.

Błona ta dziwnie przypomina dawne negatywy uczulone na podczerwień produkcji AGFY i ORWO. Już w parę miesięcy po terminie ważności tracące poważnie na czułości i charakteryzujące się skłonnością do zadymienia. Jest to być może spowodowane jakąś interakcją sensybilizatora z emulsją - Ilford SFX, względnie Konica IR 750 przeterminowane nawet ponad rok charakteryzują się zadymieniem mniejszym.

Negatyw wywołany 19 minut w 27 stopniach jest bardzo zadymiony i tragicznie miękki. Jako tako dają się kopiować wyłącznie kadry naświetlone bez żadnych filtrów. Te z czerwonym filtrem 8x ledwie dają się skopiować na gradację twardą Fomy, zupełnie nieźle jeśli użyć wywoływacza kontrastowego.

Względem błon Konica IR (do 750 nm), względnie Ilford SFX (do 740 nm), w razie zastosowania filtra "Wraten B", producenci zalecają około szesnastokrotne przedłużenie ekspozycji (4 stopnie przysłony). Dysponując dwoma takimi filtrami ("SFX" Ilforda i A007 "Infrared" Cokina), względem Ilford SFX o czułości ISO 200 stosowałem ekspozycję przedłużoną dwudziestokrotnie (4 1/3 stopnia przysłony), uzyskując zupełnie niezłe wyniki, choć pewnego zimowego, słonecznego dnia udało mi się w ten sposób poważnie prześwietlić błonę (klatka 3 stopnie przysłony okazała się naświetlona poprawnie - śnieg odbija nie tylko światło widzialne, ale również promienie podczerwone). Względem błony Maco 400 Clear nawet otwór przysłony większy o 5 stopni (32x eskpozycja), okazał się zbyt mały - klatka miała kontrast 0,35 i ledwie dała się skopiować na gradacji twardej Fomy w 2M-PK.

Błona wywołana w 30 stopniach celsjusza przez 17 minut ma minimalnie mniejsze zadymienie i kopiuje się lepiej. Krajobrazy 1:120, bez filtra dają się kopiować na gradacji normalnej Fomy (0,8), z filtrem czerwonym 8x na twardej (0,55), z ciemnoczerwonym Cokin Infrared przy przedłużeniu 32 razy, kiepsko na twardej w 2M-PK (0,40).

W związku z powyższym, niezłym rozwiązaniem byłoby chyba wywołanie w A-49 1+4 w 20 stopniach, przy przedłużeniu 2,7-3,4 raza (poruszanie ciągłe), jeśli ktoś dysponuje termostatem, to można spróbować w temperaturze 29-32 stopni, odpowiednio skracając czas wywołania. Ewentualnie można pokombinować z A-49 1+7, przy współczynniku 3,5-4 razy przy poruszaniu najpierw co minutę przez 10 sekund (1/3 czasu), potem co 3 minuty (1/3 czasu), następnie co 5 minut (1/3 czasu). Uwaga! Są to współczynniki "teoretyczne", czyli uzyskane prostym przemnożeniem współczynników podanych producenta, dlatego dobrym rozwiązaniem byłoby je przedtem pretestować na próbkach.

Wywołałem w zbliżony sposób tylko jedną błonę. Konkretnie było to:
* rozcieńczenie 1+7,
* czas 45 minut,
* temperatura 24 stopnie,
* poruszanie - 11 minut ciągłego,
5 minut co 30 s. przez 10 s,
5 minut co minutę przez 10 s,
3x co 3 minut przez 10 s,
2x co 5 min przez 10 s.

Temperaturę 24 stopnie zastosowano ponieważ choć temperatura otoczenia wynosiła 22 stopnie, nie byłbym w stanie utrzymać 27-32 stopni wywoływacza przez 45 minut, a nie chiało mi się wsadzać koreksu do miednicy z ciepłą wodą.

Błona, choć przeterminowana aż rok, okazała się znacznie mniej zadymiona i łatwiej się kopiuje. Motyw 1:120 bez filtrów daje się kopiować na gradacji normalnej Fomy (0,8), z filtrem czerwonym 8x na gradacji twardej AGFY, (0,7), niestety filtr ciemnoczerwony Cokina przy zwiększeniu otworu przysłony o 5 i 6 stopni (32 i 64 razy dłużej), nadal daje kadry bardzo miękkie, choć twardsze niż poprzednio (0,5), tyle że jeszcze nie próbowałem ich kopiować, bo nie rozrobiłem 2M-PK.

Ku memu zdumieniu, gdy kadry naświetlone na Ilford SFX i Konica Infrared z filtrem czerwonym 8x (1 1/2 - 1 2/3 przysłony wedle producentów), dramatycznie różnią się od np. Ilford Delta 100 z tym samym czerwonym filtrem 8x (3 stopnie przysłony), to Maco Cube 400 w tych samych warunkach praktycznie nie różni się od typowej błony panchromatycznej, co więcej ekspozycję także należy wydłużyć ośmiokrotnie! Nie wiem co o tym sądzić, ostatecznie to tylko 10-20 nm uczulenia niżej, być może w przeterminowanych "Maco" substancja sensybilizująca rozkłada się znacznie szybciej niż w "SFX" i "Infrared", ewentualnie błona ta jest potencjalnie słabiej uczulona w zakresie 700-730 nm, niż jej dwaj niedawni konkurenci (bo obu inkryminowanych błon już się nie wytwarza).

Podłoże błony zwojowej z poliestru znacznie łatwiej, niż te z octanu celulozy, wchodzi w rowki koreksu. Trochę trudniej je jednak wyprostować po wywołaniu - niekiedy nie wystarcza zwinięcie błony stroną emulsyjną do zewnątrz nawet na dwa tygodnie.

Jeśli ktoś nie chce wywoływać przeterminowanych Maco Cube 400 w Atomalu/A-49, równie dobry, a nawet lepszy, może okazać się "Rodinal"/"R-09" w rozcieńczeniu co najmniej 1+200. Podobnie jak rozcieńczony "Atomal" nie wnika zbytnio w głąb emulsji, wywołująć głównie halogenki znajdujące się bardzo płytko co niweluje w dużym stopniu odblaski, nie ma też nadmiernych skłonności do zadymiania, w rezultacie czego literatura dość często poleca go do wywoływania błon przeterminowanych, względnie niewywołanych od lat. I tu przedłużenie względem standardowego obecnie 1+40 waha się od 3.5-4.0 (Tuszko podaje 180-200% czasu bazowego na każde dwukrotne zwiększenie rozcieńczenia), do 6.0 (wielu autorów za oryginalnymi tablicami firmy AGFA chyba jeszcze z początku wieku XX). Podobnie jak w przypadku Atomalu/A-49, podniesienie temperatury poprawia wyzyskanie światłoczułości.

Ilford Delta 3200 - EI 3200. 13 min - A-49 1+3, poruszanie ciągłe, 27 stopni Celsjusza.

Tak wywołana błona przeterminowana o ponad rok, okazałą się mniej zadymiona, niż "półroczna" w W-17 1+1 (warunki przechowania obu błon identyczne - - szczelny pojemnik ze środkiem pochłaniającym wilgoć, 5 stopni Celsjusza). Błona blisko trzyletnia ma zbliżone zadymienie jak wspomniana w W-17 1+1, ale wciąż mniejsze ziarno. Oddanie motywów podobne jak w przypadku błony nieprzeterminowanej w A-49 1+3, na ten sam EI.

Przypuszczam, że podniesienie temperatury wywołania do 30 stopni i skrócenie czasu wywołania do 11-12 min. pozwoliłoby nieco zmniejszyć zadymienie przy zbliżonym wyzyskaniu czułości, jednak jeszcze tego nie testowałem.

Dodatek historyczny - Fotopan HL Wspominana parokrotnie w moich tekstach, względnie "O Fotografowaniu" A. Mroczka, błona Fotopan HL była odpowiednikiem HP4 Ilforda. Ten nowy materiał wysokoczuły pojawił się w połowie lat 60 i od razu został okrzyknięty jednym z najlepszych na rynku. Co prawda licencyjną produkcję HL-ki rozpoczęto dopiero w latach 70. (więc z blisko dziesięcioletnim poślizgiem), nie miało to wszakże istotnego znaczenia, ponieważ w tym okresie rozwój materiałów czarno-białych jakby nieco zwolnił.

Początkowo jakość Fotopanu HL utrzymywała się na przyzwoitym poziomie, ale manewry gospodarcze ekipy Gierka szybko dały o sobie znać. Jak to często bywało w polskim przemyśle fotochemicznym (i nie tylko), dostawy od kooperantów były nierytmiczne, różnice czułości poszczególnych partii emulsji znacznie przekraczały dopuszczalne odchylenia, itp. W rezultacie HL zaczęło brakować w sklepach, a gdy już szczęśliwy nabywca wywołał ją sobie, okazywało się iż czułość jest zaniżona.

Z tym ostatnim problemem poradzono sobie w typowy dla PRL sposób - czas wywołania został wydłużony. Oczywiście negatywne efekty przewołania dawały o sobie znać - ceną za podniesienie czułości był wzrost ziarna i kontrastowości. Zgodnie z obowiązującą normą taki negatyw należałoby traktować jako wywołany nieprawidłowo, ponieważ gradient średni wynosił ponad 0,65. Szkopuł w tym, że norma dotyczyła materiałów na użytek amatorski - wystarczało po prostu uznać iż dana partia produkcyjna Fotopanu HL... nie jest przeznaczona na użytek fotoamatorów, by móc zastosować inną normę, choćby i branżową, czyli inne punkty początkowe i końcowe dla prostej zastępczej.

A że jednak taki "nieamatorski materiał" trafia potem do sprzedaży dla fotoamatorów, dowodziło wyłącznie, że wzięto sobie do serca zalecenia decydentów dotyczące "elastycznej reakcji na braki rynkowe".

Zresztą niedostatki czułosci, występowały nagminnie w produkowanych u nas (i ZSRS) błonach. Doszło do tego, że gdy w PRL rozpoczęto produkcję substytutu D-76D, podane dla poszczególnych błon czasy miewały różnice o 1/3, podobno nawet 1/2 (np. 8-12 minut, 4-8 minut, itd.).

Właściwie od zawsze, normy w PRL istniały głównie by łatwiej było zrobić klienta w konia. Ogół ludności domyślał się tego, wszak oficjalnie był to temat tabu - gdy kiedyś "Przekrój" postanowił opublikować zdjęcie bardzo topornej deseczki do wieszania papieru toaletowego, obdarzonej przez wytwórcę etykietką "gatunek luksusowy", cenzura "zdjęła" całą stronę.

Fereby

 

Fotografia czarno-biała: 2M-PK i 2M-PN

Ulotki wywoływaczy pozytywowych firmy 2M zawierają kilka błędów i niejednoznaczności powstałych podczas ich przeredagowywania. Poniżej dane skorygowane, krótki opis i trochę rad praktycznych.

2M-PK: Wywoływacz pozytywowy, kontrastowy
Wydajność - 1,7 do 2,5 m z litra
Odbitki 9x13: 145 (FB); 213 (RC). (wedle ulotki z opakowania: 200 FB; 290 PE)

Opakowanie na 2 litry: 3,4-5 m
Odbitki 9x13: 290 (FB); 427 (RC)

Opakowanie na 5 litrów: 8,5-12,5 m
Odbitki 9x13: 726 (FB); 1068 (RC)

Trwałość:
Świeży - do 60 dni.
Używany - do 50 dni.

Czas wywołania w minutach:
1,5-2,0 FB
0,8-1,2 PE

Chłodniejszy ton niż "Univerzalni Vyvojka", ale mniej niebieski niż Fomatol LQN (i Fomadon LQN 1+4). Papiery chlorobromowe wysokoczułe Fomaspeed: gradacja twardsza nawet o jeden stopień. Jest to dość przydatne w razie pracy z negatywem niedowołanym, niedoświetlonym, miękkim zawierającym obiekty małokontrastowe (wywołanym w wywoływaczu o zbyt małych zdolnościach wyrównawczych.

Wzrost czułości w porównaniu do "Univerzalni Vyvojki" około 1/4-1/3. Przykładowo odbitka na gradacji miękkiej - "Vyvojka": 14,3 s, 2M-PK: 10,5 s; gradacja twarda "Vyvojka": 12,0 s, 2M-PK: 7,9 s (te same negatywy i opakowania papierów światłoczułych, czas ustalony w oparciu o pomiar sześciu punktów negatywu światłomierzem ciemniowym).

Papiery bromowe AGFA Brovira: kontrast wzrasta najwyżej pół stopnia - w rezultacie na gradacji specjalnej nie da się uzyskać, porównywalnego do wywołanych w wywoływaczach niekontrastowych "Brovir" o gradacji normalnej, nasycenia bieli i czerni.

Brovira o gradacji normalnej uzyskuje podobne właściwości do papierów Fomaspeed o tej samej gradacji (gradacje "Fomaspeedów" są zawyżone około pół stopnia).

Wzrost czułości w porównaniu do "Univerzalni Vyvojki" jest niewielki, albo żaden.

W trakcie użytkowania nie mętnieje aż tak bardzo jak 2M-PN.

Ulotka wewnątrz woreczka ma barwę fioletową.

2M-PN: Wywoływacz pozytywowy, normalny

Wydajność - 1,5-2 m z litra
Odbitki 9x13: 128 (FB); 170 (RC) (wedle ulotki z opakowania: 120 9x13 FB; 180 9x13 PE)

Opakowanie na 2 litry: 3-4 m
Odbitki 9x13: 256 (FB); 341 (RC)

Opakowanie 5 litrów: 7,5-10 m
Odbitki 9x13: 641 (FB); 854 (RC)

Trwałość:
Świeży - do 40 dni.
Używany - do 35 dni.

Czas wywołania minutach:
2-2,5 FB
1-1,2 PE

Wywoływacz na papierach chlorobromowych Fomaspeed daje ton czystoczarny, bądź chłodnoczarny (tzn. z lekką domieszką niebieskiego), oba zbliżone do tego co uzyskuje się w "Univerzalni Vyvojce" Fomy.

Roztwór roboczy w miarę użytkowania coraz bardziej mętnieje - niekiedy bywa kłopot z dostrzeżeniem odbitki - ale, podobnie jak w przypadku słynnego "Unifenu", nie ma to najmniejszego wpływu na odbitkę i wcale nie świadczy o zużyciu wywoływacza.

Ulotka wewnątrz woreczka ma barwę zielonkawą.

Sporządzanie roztworów.

Przygotowanie obu wywoływaczy jest dość podobne.

Najpierw w podanej ilości wody całkowicie rozpuszczamy zawartość dużej torebki, potem to samo czynimy z zawartością małej torebki. Temperatura użytej do rozpuszczania składników wody winna się mieścić pomiędzy 25, a 30 stopni Celsjusza.

Zarówno 2M-PK, jak 2M-PN można rozpuścić w objętości wody dwukrotnie mniejszej niż nakazuje instrukcja z opakowania. Co prawda czas sporządzania roztworu ulegnie wydłużeniu, ale taki "koncentrat" ma jeszcze większą trwałość - podobno wytrzymuje sporo ponad pół roku. Przed użyciem odmierzamy odpowiednią ilość takiego zatężonego wywoływacza i rozcieńczamy wodą (może być z kranu) w stosunku 1+1.

Osobiście do sporządzania "koncentratu" używam wody demineralizowanej, którą uprzednio przegotowuję (usunięcie rozpuszczonego powietrza) i schładzam do temperatury zalecanej na opakowaniu.

Fereby

 

Fotografia cyfrowa: EXIF i GPS

From: "Ganz" <ganzowatyWYTNIJTO@poczta.onet.pl>
Newsgroups: pl.rec.foto.cyfrowa
Subject: EXIF i GPS - podsumowanie
Date: 16 Mar 2007 00:18:04 +0100

Witam,
Po długich i żmudnych poszukiwaniach udało mi się mniej/więcej dopasować soft
do potrzeb i dlatego zamieszcze dla zainteresownych efekty mojego grzebania.

Niestety nie jest lekko, dobre programy nie są darmowe, a inne niedarmowe są
do d... dlatego warto potestować zanim się coś kupi, ale po kolei:

Związane z EXIF:

Osławiony Exifer nie modyfikuje danych o GPS (będę wklejał całe linki bo nie
wiem jak długo serwisy takie jak skocz.pl będą mnie wspomagać, dlatego w razie
wpadki proszę sobie posklejać ;-)))):
http://www.friedemann-schmidt.com/software/exifer/obcy link

Za to całkiem przyjemnie poodglądać Exifa można AcdSee 8.0 (niestety u mnie
nie aktualizuje zmodyfikowanego Exifa i wyświetla dane z pierwszego odczytu
pliku)

EXIF Image Viewer:
http://home.pacbell.net/michal_k/exif_v.html

nietestowany:
http://www.exifpro.com/

Ciekawy, command-line,(pełen odczyt i zapis).Jak po zainstalowaniu trochę
pogrzebiemy w rejestrze (np. podpinając się pod menu kontekstowe *.jpg w
Acdsee) to możemy sobie usadowić pod prawym myszy komendę podglądu samego
EXIfa (oczywiście wszelkie inne komendy również):
http://owl.phy.queensu.ca/~phil/exiftool/
Powyższy efekt można również uzyskac instalując wtyczkę do IE: Photo Info (nie
pamiętam linka).

Kolejny command-line:
http://www.hugsan.com/EXIFutils/

Synchronizacja zdjęć z tracklogiem z GPSa:

całkiem porządny, ale płatny RoboGeo:
http://www.robogeo.com/home/
Generuje *.kml, pracuje z *.gpx, fontanny i wodotryski.

Dodatek do OziExplorera (nie testowałem):
http://www.oziphototool.com/

Gps Photo-Link:
http://www.geospatialexperts.com/
Trial na 20 uruchomień, dane do exifa osadza tylko w miniaturach, manualnie
wpisane dane znikają po kliknięciu na inne zdjęcie, strasznie upierdliwy i
dziwny - nie polecam...

Linux:
http://sourceforge.net/projects/happycamel

WWMX:
http://wwmx.org/Download.aspx
Super narzędzie, w pełni darmowe. Jedyne co mnie zdziwiło to fakt, że nie
trzeba dostosowywać synchronizacji czasowej pamiętając o strefach czasowych
(jak wiemy gps zapisuje z czasem południka zerowego) - sam dopasowuje się do
strefy i czasu letniego, mankamenty: nie można modyfikować danych ręcznie,
nie pokazuje zdjęć na podstawie Google Maps.

Na koniec Darmowa REWELKA! Panorado Flyer:
http://www.panorado.com/en/index.htm
Z poziomu Explorera, pod prawym myszy mamy modyfikację ręczną, automatyczne
pobranie pozycji z GE i wyświetlenie danych z Exifa w GE poprzez *.kml
Opis programu:
http://www.myccr.com/SectionForums/viewtopic.phpt=17782&postdays=0&postorder=as
c&start=16



Tutoriale i przydatne linki:

http://www.makezine.com/blog/archive/2005/07/how_to_gps_tag.html

http://www.panoramio.com/
W panoramio tworzymy galerię zdjęć z GPS w Exifie i po miesiącu możemy się
chwalić naszymi plenerowymi knotami przed całą społecznością Google Earth
(znaczy tymi którzy mają włączoną odpowiednią warstwę...)

Z nadzieją, że nie zanudziłem i nie namieszałem,
Konrad

 

 

Fotografia cyfrowa: Contrast masking

 

1. SELECT/ALL
2. EDIT/COPY
3. EDIT/PASTE
On the Layer 1 image...
4. IMAGE/ADJUST/DESATURATE
4A. IMAGE/ADJUST/INVERT
5. FILTERS/BLUR/GAUSSIAN BLUR [~2 pixels, or else suck n' see]
6. [in the LAYERS dialog box: Blend method = OVERLAY, adjust slider visually to suit your desired end result (generally about 30%)
7. LAYER/FLATTEN

This is a Photoshop equivalent of darkroom "contrast masking". Very useful for transparency scans. I think I picked up the technique from Luminous Landscape a year or so ago). Steps 1-5 are also easily converted into a Photoshop ACTION.

-- Tony Dummett , May 11, 2002; 07:06 P.M. Eastern

 

Hyde Park: Nowa klasyfikacja formatów

 

Ostatnio z pepe'm i Katzem dokonaliśmy nowoczesnej klasyfikacji
aparatów pod względem formatu filmu.

- format 135 to mikrofilm,
- 120 to przejściówka
- 4x5 cala to standard
- 5x7 cala średni,
- 8x10 cala wielki format.

Powstał problem dawnego formatu pocket 110, stwierdziliśmy jednak, że
sznurówką nie ma co się zajmować :->

Czarek

 

 

Hyde Park: Cyfra vs. analog

 

From: "Arek"
Subject: cyfra vs analog
Date: Thu, 23 Jan 2003 18:10:02 +0100

Wiele było różnych wymian zdań na ten temat.
Ja gdzieś znalazłem na jakieś grupie coś co przedstawiam
poniżej. Jak było, albo nie na temat to przepraszam:

Dawno, dawno temu, gdzieś daleko stąd, żyła sobie
księżniczka Paralaska. Jej uroda była tak cudna jak
blask nieżarowego światła. Ziarno na licach miała
drobniutkie lecz ostre, a nosiła się w najprzedniejszych
rozpiętościach tonalnych. Trzeba nadmienić, że przy
całej swej urodzie, księżniczka była obdarzona również
licznymi przymiotami intelektu, a zwłaszcza rozdzielczością
niebywale wysokich lotów. Paralaska była jednak bardzo
nieszczęśliwa. Została ona bowiem uwięziona przez
złego rycerza Cyfraka Czarnego, który porwał był ją
spod opieki rodziców ? lustrzanki IV i Mieszka I
Długiego. Zły rycerz, przy pomocy podstępnego sługi
marketinga uprowadził Paralaskę z rodzinnego grodu i
wywiózł za siódmą górę i siódmą rzekę - wprost w serce
Krzemowej Doliny, gdzie mieściła się posępna wierdza
Ryczących Głośno Bałwanów (RGB). Cyfrak porwał
księżniczkę na polecenie swojej macochy, złej wiedźmy
Matrycy, która nienawidziła Paralaski za jej urodę, a
nade wszystko za rozkwitające w niej uczucie do
prawego rycerza ? Analoga z Gór Srebrowych. Matryca
była podstępnym indywiduum, które znajdowało
radość jedynie w więzieniu coraz większych rzesz
niewinnych poddanych ? pikseli. Wieść niesie, że w
lochach twierdzy żywot nędzny wiodło aż czternaście
milionów tych niewinnych istot, które trzymane w
pożałowania godnych warunkach często dusiły się i
umierały. Wspomniany rycerz Analog, gdy tylko
dowiedział się o uprowadzeniu księżniczki, natychmiast
ruszył z odsieczą, jeno giermka swego, wiernego Blendę,
zabrawszy. Cyfrak z Krzemowej Doliny, ostrzeżony o
zamiarach Analoga, czem prędzej wyruszył do boju,
dosiadłszy rumaka ? karego Battery Pack?a. Starcie
obu rycerzy było mocarne! Cyfrak dobył swego autofokusa i
zaatakował, jednak ostrość AF-a nie zadrasnęła nawet
Srebrowego Rycerza. Za to Analog walił na odlew głębią
ostrości ? tak mocno, ze po kilku ciosach Battery Pack
nie wytrzymał napięcia i padł, zupełnie wyczerpany.
Spieszony Cyfrak nie miał już szans. Od ucieczki
powstrzymał go tylko Marketing, bojący się o własną
skórę. Jednak wysoka czułość Analoga sprawiła, że
obaj niechlubni matrycowi słudzy sromotnie polegli.
Nic już nie mogło uratować złej Wiedźmy Matrycy.
Została przez Srebrowego Rycerza utopiona w
Osłabiaczu Farmera. Wkrótce potem, ku radości
uwolnionych pikseli, Analog stał się królem Krzemowej
Doliny, pojmując za żonę uwolnioną księżniczkę Paralaskę.
Wyprawili też huczne wesele, na którym i ja byłem,
najprzedniejszy Rodinal i Microphen piłem, po brodzie
mi ciekło. A baryt się rolami sypał z nieba.

Amen.



From: "troll"
Subject: Re: cyfra vs analog
Date: Mon, 27 Jan 2003 18:28:05 +0100

Posłuchajcie, co stało się potem...
Po zwycięskiej wojnie z Cyfrakiem Czarnym i wzięciu za żonę Paralaskę,
Analog wiódł żywot szęśliwy i spokojny. Okupacja Krzemowej Doliny nudziła go
zresztą setnie, treść życia odnajdywał w najwyższych czułościach z żoną i
igraszkach w naturalnym świetle dnia z dziećmi, Autofokuskiem i Tetelkiem,
króre miały prześliczne czerwoniutkie oczęta po ojcu i zeza po matce.
Któregoś dnia Analog spostrzegł, że piksele, którym darowano wolność, miast
radować się nią do woli, włóczą się smętnie po Dolinie szukając towarzystwa.
Zaczęły więc tworzyć zgromadzenia, zrazu spontanicznie i bez ograniczeń.
Jako że przeradzały się one w wiece, a nawet manifestacje prowadzące coraz
częściej do zamieszek, król Analog za namową najbliższego doradcy,
zaborczego Kadrola, zabronił tych zgromadzeń. Tak to miał swój początek
wielki, konspiracyjny ruch oswobodzenia pikseli CMYK (czyli: Chwała Matrycy
Y Kolorom), które zbierały się wieczorami przy smętnym świetle czerwonych
lamp - tylko takie oświetlenie było dozwolone pod okupacją - pod tylnymi
ściankami swych domostw. Wkrótce zrodził się plan wygnania Analoga z ich
własnej ziemi, i nie minęła jedna wiosna, a pod wodzą Cyfry Magnezowej
wybuchło powstanie i Analog znalazł się w potrzasku.

Tymczasem wśród opuszczonych przez władcę i rządzonych szaleńczymi rządami
książąt łasego Kompakta, ograniczonego Apeska i starego, a przez to
kłótliwego ponad miarę Emanuala mieszkańców Gór Srebrzystych wkradł się
niepokój. Książęta odsunęli od rządów Lustrzankę IV i Mieszka I Długiego, a
wieści były niewesołe: król wybrał piękną dolinę na swą nową siedzibę i ma
za nic swój prosty lud, od wieków wierny tradycji i wyrzekający się
najzwyklejszym ułatwieniom. Wciąż miast ubikacji - kuweta, miast
telewizora - powiększalnik, miast lampki wina - chemia, po której odbijało
się (i nie tylko) okrutnie, a kuwetę w nocy wynosić trzeba było nawet i
kilka razy. Jednak naród analogów nie był skory do zmian i pewnie nic by się
nie wydarzyło, gdyby nie Cyfra Magnezowa, która w pewien letni wtorek
wkroczyła do stolicy analogów oświadczając: "noszę w swym łonie potomka
waszego króla, Analoga". Na takie dictum wszyscy struchleli i zgodzili się
na bezwarunkowy pokój i darowanie pikselom wolności. Tymczasem Analog
dowiedziawszy się o swej kompromitacji, porzucił Paralaskę i zbiegł do
krainy Manuali, by wieść tam żywot dziwaka i pić tetenal na umór. Paralaska
cichcem powróciwszy z potomkami do swych współplemieńców, znalazła
schronienie u swej młodszej siostry Migawki. Nie umknęła jednak przed
wstydem, stając się wraz z synami pośmiewiskiem całego narodu.

Tymczasem młode królestwo pikseli ogarnęła radość nie do opisania.
Zgromadzenia sięgające kilkunastu milionów nie były już rzadkością. Narastał
też kult Matrycy, która zginęła męczeńską śmiercią. W tamtych czasach
nietrudno było postępowej kobiecie zostać uznaną za czarownicę przez lud
ciemny. W jakiś czas po ucieczce Analoga, pod tylną ścianką swego pałacu
Cyfra Magnezowa powiła syna, niejakiego Silikonegatywa, przyszłego męża
Migawki, który miał przynieść wyzwolenie od kuwet przynajmniej niektórym
mieszkańcom Gór Srebrzystych. Ale to już zupełnie inna historia...

Natomiast tę historię wymyślił wredny troll, prawda?

 

 

Hyde Park: Nowe oręże Kodaka...

 

From: "Mariusz Kupiec"

Uzytkownik "Luka" napisal w wiadomosci
news:at35of$mdh$1@SunSITE.icm.edu.pl...
> Ludziska podobno Kodak ma wypuscic w
> lutym nowy aparat o niskiej cenie co rzekomo ma spowodowac gwaltowna i
> duza znizke cen pozostalych. Czy ktos co wie na ten temat? Plotki to
> li prawda???

Ludziska cos tam na wsi gadajom, ze to jakowes orenze nowe na laboratoryjach
zmajstrowali i co my nim prac bendom po oplotkach na wiosne. I ze ledwo
ruskie zenikneli i troche dobrego szkla po wsiach ostalo, to wojna idzie
nowa, jakowas lunia sie potworzyla i umyslnych sle. A wszystko przeciw
hameryce.
Dyc Panie strasza ino ze nowe idzie.
Kan on przyndzie? Niko nie wie ...
Jak przyndzie zobacym cemos ona taka wielgachna ta plotyja.
Przec calej wioski silom nie lobejma jak sie w katach pochowamy, ino jakby
spod lasu sie skradli.
Tak sie rozchodzi taka pikseloza straszna hen z hameryki przez Szmulca
pejsatego.
Jak my w karczmie pili to Szmulec pogonil lorkiestre po prusacku 'alle gro!'
i wystawil nam na stól mustafe takiego maluczkiego, co siem za pazuchom
schowa. Prac on mial wielgachnie, jak 100 diablow ale poruchal sie troche i
z sil opadl, aukcyji nijakiej nie bylo, trza go bylo szybciutko zasilic i
spowrotem za pazuche schowac. A myswa podpite i nam sie tylko w slepiskach
rozmazywalo, bez lamp to zupelnie by nic nie widzieli, trza sie bylo dobrze
zaprzec na lapach, albo i na lobroku z ziarnem, coby ten mustafa cosik
pokazal zrecznego.
I przeto my zostali Szmulowi nieufne w mediacyje techniczne i aipteczne,
sfinksy jakowes egipskie, w takowe okraglawe slowka zawzdy oplecie, ze nic,
ino kupic od reki, a przec kan on wie co dla nas dobre?
Pokim sie niko nowy na oplotkach nie objawi, nie lekac sie, ino trzaskac ile
wlizie tym, co za pazucha.
A po prusakach z Voigtlandii jakowejs ponoc machinery w aukcyji jeszcze
dobrze ceniom.
A my trzaskania zwyczajne czem popadlo, od ruskich flaszy poczynali walic po
mordach, ze_nicht nie uskoczyl.
A nawet taka stara klonica zawzdy dobra, trza sie tylko wpierwiej zgrabnie
przylozyc to mozna zdrowo przywalic i w dzien i w nocy.
Aktu_ra nawet baba i niewarta to i tak swojom babe od czasu do czasu ale nie
za dnia i nie przy ludziach, bo to nielobyczajnie. Zawrzec chalupe i przy
swieczkach prac.
A i psu nie popuscic, jak nie klonicom, to cebershotem, jeden przez drugiego
mozna prac w morde i pod slonce, tylko coby bestie nie wyniuchaly i siem nie
ruchaly.
No jak ktos ma grubszom lape to moze i klodaka jakiego wielgachnego i
zgrabnego wyciagnac i prac nim ile wlezie. Ale to wpierwej ciezaru klodaka
nie kazdy zwyczajny utrzymac i za pazuchom sie nie da utrzymac. To musi
szlachciura, co mu sie bujny was sypie i mieszkow u niego od dziada
dostatek.
A nawet taki Olek kulawy, ale z umem bystrym, nawet pieronem nie trzaska a z
daleka uchwyci.
A i taki wsiowy pentak maluczki im pokaze bo u niego zrenica bystra.
I nie pytac sie 'kaj prac?' Zza wegla, z dalekosci cy z bliska, bo u nas to
pranie w krwi.
Nikaj nie docytas, trza ino wzionoac cosik w lape i prac cem popadlo.

A jak wam bardzo przednowek straszny to do dworu po porade idzta i w
wwierzeje pukajta.
Dziedzice Kodakowicze madre i uczone, w hameryce sie ponoc szkolili, szkla i
welwety oni zza granicy sprowadzajom rozniste, w ekspozyturze rozeznane, na
zwyklem ziarnie sie znajom a i w szablistym zwarciu dziedzice wygrywali. Toz
instrukcyje u nich dostanieta, choc biegle som w rachunkach i dziesiecine za
to zedrom.

A nam na zascianku nie trza tu nijakiej paniki robic, dyc i tak wszelaka
tania cholota od Prusakow to wszystko sprowadza i nikowej gwarancyji w tym
nie ma. Co sie jeden w karczmie pojawi, copki nawet nie zdymnie i sie nie
przywita a juz jakowes dydrymaly sadzi. A ludziska teraz nieufne, choc sie
Prusakow za ojcow pozbyli, kazden sie pyta kaja gwarancyja, kaj granice
przeszli i ktore brody forsowali, a moze to jakowes frankonskie szpiony, co
siem po okolicy krenca, cosik rozpowiedza a pozniej ich nie uchwycisz. A
niektore sie z nimi brataja i za 22 a lbo i za 7 grajcarow w konszachta
wchodza.

[cd]

CEMOS to plotyja takowo wielgachna i mocno aktywna to ja nie wim ???
My zem zawse do Stafanowej chodzili, ladowali sie wsystkie w wwierzezje, ze
ach zaduch i ciasnota strasna, ze lokna ni mozna bylo ozewrzec w chalupie,
casem nawet i ciemnizna strasna jak sie wsystkie wiesali w oknach.
Stefanowa, co to ma familije gdziesik az w Digitowie /tegoze zascianka na
mapach my nie uswiadczyli, okrutny to kawal drogi musi byc, a Stefanowa
bzdura, ze to w hameryce, nie bylim ja to i nie powim/ zawse nam wwwrozyla,
co to wyjdzie. Jak ino wosk wziela w lape, jak sie jej ulalo, pzymiezyla
sie, pocela ugniatac, a to paluchem drazyc, tak sie powoli wsystko
wykrusylo, co slabse, jakes tam fujowate kawaly tego wosku, so_nie pasowaly
do resty i lodstawaly.
Kan ona juz tak wywrozy do konca to niko nie watpi, ze to prawdyja slusna.

 

 

Hyde Park: Moje idealne body...

 

From: " Uhikura"
Subject: Moje idealne body ... zapraszam ;)
Date: Wed, 13 Nov 2002 19:06:51 +0000 (UTC)

Ponieważ należy dążyć do doskonałości ( przynajmniej są tacy , co tak myślą)
niniejszym stawiam zadanie konsrtuktorom.

Oto cechy aparatu idealnego:
- nie mniejszy/lżejszy niż F70, F90x a nie większy niż F5,
- szczelny tak, by można było robić nim fotki pod wodą
- zasilanie -paluszki ( można pomyśleć o napędzie jądrowym, ale ciężko
będzie od strony fizycznej ) , od biedy R16
- zakres migawki 16h do 1/12000s, albo a co tam do 20000 : )
- synchro z lampą do 1/8000s (mnie tam wystarczy )
- kompatybilność ze wszystkimi szkłami formatu małoobrazkowego ,
możliwość stosowania wszelkich przejściówek itd. , szkła AF i MF oczywiście,
obsługa USM czy AFS do woli...
- DOF, multiekspozycja, autobracketing (+/- 0,3 , 05 , 07 , 1 ...EV
- wcześniejsze unoszenie lustra
- Pomiary światła: matryca, cw , punktowy(najlepiej do wyboru kilka
opcji), wielopunktowy
- Przesuw filmu 10klatek/s, zwijanie w ok5 sek : ) zostawianie końcówki
- Lampa wbudowana o mocy np. sb 28 czy Sunpaka 5000 : ) odchylana ...,
z redukcją czerwonych ślip itd. Synchro na 1 i 2 kurtynę...
- Czułość AF – w zupełnej ciemności, na jednolitych płaszczyznach ...
ze wspomaganiem AF oczywiście
- Uchwyt do zdjęć pionowych ze wszystkimi funkcjami
- Ustawianie wszystkich opcji za pomocą głosu ( ergonomia !!!! )
- Wszystkie możliwe tryby pracy
- Cena nowego , z wieczystą gwarancją producenta oczywiście : ) ok.
500zł ( no bo nie napiszę , że 1 zł : )
- Tryb panorama, i np. to samo w wersji pionowej : )
- Opcja naświetlania daty byłaby za dopłatą np. 10000zł – tak by nikt
jej nie miał : )
- Przyszło mi też na myśl , ze w sumie wystarczyłby jeden obiektyw ,
wbudowany na stałe np. 20-400 , światło 1,0-2,8, IS IF , AFS lub USM


Pewnie coś bym jeszcze wymyślił , ale już wystarczy tych bzdur
Może zaproponujecie coś , co powinien mieć idealny korpusik...
Do napisania powyższych rzeczy pchnęło mnie znużenie pracą , którą właśnie
wykonuję i wszystko to było relaksem od pracy.... : )

Pozdrawiam, i nie męczę już dalej
uhikura

PS i zeby był cyfrówką, która nie odbiegałaby od najlepsiejszych lustrzanek
(CO BY BYÂŁO TANIEJ)



From: "/\\/\\ichal Smoczyk"
Subject: Re: Moje idealne body ... zapraszam ;)
Date: Wed, 13 Nov 2002 22:44:13 +0100

Wbudowany odtwarzacz mp3 ;), wygaszacze wyświetlacza LCD no i
obowiązkowo (!!!) różne dzwięki potiwerdzenia ostrości i migawki
do ściągnięcia ze strony producenta
[...]



From: adasiek
Subject: Re: Moje idealne body ... zapraszam ;)
Date: Wed, 13 Nov 2002 21:44:13 GMT

- zaslepka na obiektyw autowysuwalna po wcisnieciu spustu migaffki;
- dodatkowa kurtyna rownolegle do migaffki, zaspawana na stale;
- ma robic dobre zdjecia nawet jak sie go trzyma tylna scianka do
obiektu fotografowanego;
- mozliwosc usuwania zdjec /odswietlania/ z niewywolanej blony;
- mozliwosc odwolywania blony /calej/, za doplata selektywnego;
- obsluga standardu IEEE 754;
- spelnia normy ISO 6004;
- synchronizacja migaffki z zastanym zrodlem swiatla /np. strobo/;



From: "Piotr Szkut"
Subject: Re: Moje idealne body ... zapraszam ;)
Date: Wed, 13 Nov 2002 23:31:39 +0100

Aby zrobil furrore w Polsce koniecznie musi sie latwo rozbierac, tak aby
kazdy amator mogl poprawic jego fabryczna konstrukcje i ustawienia.
Wyjustowac obiektyw, podlaczyc jadrowy baterypack i czyscic regularnie jego
ekstremalnie szczelne wnetrze.
Dodatkowo musi - podkreslam - musi byc produkowany w kilku wersjach majacych
rozna cene i prawie niczym sie nierozniacych.

PS. Nikt nie dodal o kameleonopodobnnej zmianie koloru obudowy, Koniecznie
kolor 42-bit. Powinien miec instrukcje obslugi wylacznie po Chinsku.

 

 

Hyde Park: Jak załapać się na imprezy "fotograficzne"

 

From: "Marek Wagrodzki"
Subject: Jak zalapac sie na imprezy "fotograficzne" - [DLUGIE] [OT] ;))
Date: Thu, 27 Jun 2002 08:02:02 +0200

Wybrane podpunkty z CKM lipcowego:

W kraju nad Wisłą, gdzie darmowy szampan, wódka oraz piwo leją się
strumieniami, tylko esperal może ci przeszkodzić w radosnej konsumpcji na
cudzy rachunek. Wystarczy minimum orientacji, by co najmniej kilka razy w
tygodniu podchmielić sobie tak, żeby zapomnieć o twardej złotówce,
okupacjach Samoobrony i posłance Hojarskiej. Oto najskuteczniejsze metody
dołączenia do grona szczęśliwców, którzy w życiu nie wydali ani złotówki na
alkohol, a już mogą poszczycić się początkami marskości wątroby.
1. Na wernisaż
Polecamy imprezy organizowane przez początkujących artystów. Zazwyczaj
za­leży im na tłumie (to w ich opinii podno­si rangę imprezy i świadczy o
sukcesie), więc wpuszczają wszystkich ludzi przy­zwoitych i uczciwych. Na
wszelki wypa­dek przyjdź 30 - 40 minut po rozpoczę­ciu wernisażu - wtedy już
na pewno nikt nie zapyta cię o zaproszenie. Pogratuluj autorowi/autorce
wystawianych prac i rozpocznij część artystyczną. Wady: Wernisaże trwają
bardzo krótko, a towarzyszące im alkohole to zazwyczaj tanie, bułgarskie
wina: białe i czerwone.
2. Na imprezę promocyjną
Może to być prezentacja perfum, nowego samochodu, motocykla, komputera, itp.
Proponujemy tylko takie imprezy, które zaczynają się po godzinie 18. W barze
otwartym do ostatniego gościa - pełny wypas. O dziwo, na większość takich
imprez można dostać się bez zaproszenia. Przy wejściu nie ma bramkarza, jest
za to witający gości gospodarz imprezy, jego rzecznik bądź specjalista PR. A
jeżeli stoi bramkarz sprawdzający zaproszenia? Trzy tricki:
- zawierasz znajomość z osobą z kolejki (kolejka zawsze się tworzy, jeśli
ochroniarz sprawdza skrupulatnie zaproszenia), która na dwuosobowe
zaproszenie stawiła się sama.
- łapiesz się za serce i krzyczysz, że właśnie ktoś ci rąbnął portfel. W
obawie przed większym skandalem zostajesz zaproszony przez organizatorów do
środka lokalu, gdzie po krótkiej chwili okazuje się, że portfel jednak jest
na swoim miejscu.
- mdlejesz. Ochrona wnosi cię na rękach do klubu i w wielu wypadkach cuci
alkoholem, i oby cuciła przez całą noc. Wady: Imprezy promocyjne po 18.00
nie mają żadnych wad
4. Na wesele
Strona pana młodego nie zna gości panny młodej i na odwrót. To jest twoja
szansa. Powinieneś prowadzić stały monitoring ulubionych przez nowożeńców
knajp w twoim mieście. Wady: Salmonella - zmora wszystkich wesel w Polsce.
7. Na manifestację
Najlepiej udaje się w stolicy. Każda manifestacja pod sejmem lub
ministerstwami składa się ze spragnionych mężczyzn mających za sobą długą
podróż autokarem. Przyłącz się, pokrzycz, wmieszaj w tłum już po proteście,
powiedz szczerze, co myślisz o politykach, i już na stole, ławce, murku czy
trawie ląduje butelka z zagrychą. Wady: Rzadko kiedy manifestacje nawiązują
teraz do ideałów sierpniowych.

 

 

Hyde Park: Skąd sie biorą mało kompatybilne rozwiązania...

 

From: "Mariusz Kupiec"

[skad sie biora malo kompatybilne rozwiazania
i czy czasem nawet te najdziwniejsze rozwiazania nie wywodza sie ze
zwyklych flaszy ;-)]

mial szefu wazna miec naradke
dzien wczesniej zapil zas okrutnie
o ile klin polepszy gadke
to za niewiedze leb mu utna

spytal sie zatem pracownika
w korporacyjce swej soniego
ile memory zwykle styka
do aparatu cyfrowego

ten rzekl, ze jak cyfrakiem cykal
okragly dzionek, a wstal rano
to te 64 to jest wypas
jak zdjecia dobrze spakowane

szef rzucil sie na gwalt do kompa
i ponapychal cos tam w pliki
byla by z tego niezla bomba
gdyby dokupic zapalniki

i wpadl z tym szajsem na naradke
gdzie stu wpatrzonych w niego gosci
marzylo tylko o obiadku
gdy kreslil wizje im przyszlosci

mamil swiezyzna spod offisa
na ktorej to ekonomika
mowila co ma firmie zwisac
i ile ma memory stykac

a byli tam szef korporacji
szefowie z linii finansowych
i troche ludziow innych nacji
ekspertow od kart ... kredytowych

utkwilo w glowie japonczyka
to zdanie rano powiedziane
powtarzal, ze memory styka
ze konkurencja to barany

wszyscy kiwali mu glowami
z japonskim pieknym rytualem
poklikiwali w takt lapciami
z filizaneczek siorbiac malych

a on swa zapuchnieta szparka
sledzil ta setke glodnych szparek
wszyscy sledzili bieg zegarka
cholernie wlekl sie ten zegarek

wiec wciaz ich jednym zwrotem raczyl
lecz zapuchniete szparki-oczy
swiadczyly ile wlozyl pracy
tym poswieceniem zauroczyl

huragan braw zakonczyl mowe
i odtad wszystkie pracowniki
zaczeli tluc niestandardowe
jak szparki szefa, memrystiki

wniosek pojawia sie ludziska
dla chcacych kase w cos umoczyc
kit dobrze w glodne szparki wciskac
a nie w szeroko otwarte oczy

 

 

Hyde Park: O piwożłopie i zdjęciorobie

 

From: "Mariusz Kupiec"

[o piwozlopie i zdjeciorobie ]

Coz jest takiego w twarzy menela
Lub w twarzy prostego piwozlopa
Ze to artyste wrecz osmiela
By z obiektywu mu przykopac

Ta siatka zmarszczek fioletowa
Na niegolonym wiek zaroscie
Ze sie zdjeciorob za rog chowa
I robiac zdjecie w sobie rosnie

Coz jest takiego w tej postaci
Smierdzacej cialem, dziwnej twarza
Ze na tle wszystkich bezpostaci
Dla fotografa to szczyt marzen

Dlaczego rzucasz te modele
Z twarza jak niemowleca pupa
I po co lazisz za menelem
Klopotow moze dzisiaj szukasz?

Bruzdy na twarzy tak glebokie
Jak gdyby je siekiera lupal
Fiolet i czerwien gdzies pod okiem
Wciaz odrozniaja go od trupa

Na kazdej bruzdzie jest slad nocy
Co zaczynala sie nad ranem
Krajobraz iscie ksiezycowy
Zycia, co jest na opak spane

Robiac mu zdjecie kradniesz dusze
Co sie w kacikach oczu chowa
Umykasz chylkiem pelen wzruszen
By sprzedac dusze jako towar

Ulica dla tej duszy domem
I gwiazdy swieca duszy wszystkie
A Ty nie zmykaj po kryjomu
Daj duszy grosz na maly czysciec

 

 

Hyde Park: Krytyka na plfoto

 

> > Bez sensu jest prowadzić galerię zdjęć do których nie można się
> > przyczepić. W ten sposób powstaje "przychylna nam krytyka" czy
> > jak to zostało powiedziane w Rejsie.
>
> Taaaa... A najgorsza galeria jest w Luwrze, bo nie można się przyczepić i
> nie ma jak skomentować pod obrazem.
>

I nie można napisać: "Dobre, zapraszam do siebie". :D

 

 

Hyde Park: Pomocy, co mam robić?

 

Subject: Pomocy co mam robic?
Date: Sun, 1 Sep 2002 10:59:52 +0200

Właśnie zauważyłem, że na moim aparacie osiadły dwa pyłki. Jeden
ledwo widoczny i drugi mikroskopijnej wielkości. Oczywiście natychmiast
przerwałem fotografowanie i teraz siedzę i zastanawiam się jak rozwiązać
problem pyłków. Oczywiście wiem, ze nie mogę dmuchac powietrzem bo wylecą
gluty i bedzie gorzej a bibułką tylko sie porysuje. Fakt jest taki, ze te
pyłki moga wpłynąć na zdjecie mi nie wyjdzie. Może powinienem sprzedać
aparat i kupić nowy? Kolejny problem to dobór materiałów fotograficznych.
Dotej pory jak fotografowałem blondynki w czerwonych sukienkach to uzywałem
Provi 200 a jak brunetki w niebieskich bluzkach to Sensii 100 do fotografii
architektury Superii 400 ale teraz jak muszę zrobic zdjącie grupce ludzi
przed katedrą to użyć Reali czy Centurii? Kolejna sprawa to dobór torby na
aparat czy powinna mieć pasek gładki czy w paski? Jaki jest wasz stosunek do
nadruku na pasku???
Kolejna sprawa to ochrona sprzętu co zrobić by moja profesjonalnie
wygladajca lustrzanka z lampą błyskową nie zucała sie w oczy potencjalnym
zlodzieja? Do tej pory owijałem ją bandażami i oklejałem plastrami ale
zdjęcia nie wychodzą za dobre bo pewnie bandaże sie rozwijaja na obiektyw.
Mam też problem z doborem obiektywów bo 3 mam z mocowaniem pentaxa z
przejsciówką dwa od zenita z mocowaniem do mojego systemu a jeden do Nikona
z przejciówką do pentaxa i Obiektyw do kanona z mocowaniem do Nikona ale
jakoś te obiektywy nie bardzo współpracują z moim systemem. Jakie
przejściówki powinienem jeszcze dokupić. Doradź cie też kolorystykę bo
obiektywy mam najczęsciej czarne. Kolejny problem to ile czasu może być
klisza w aparacie na 5 klatce? czy 3 miesiace to trochę nie za długo?
Na koniec napiszcie proszę ile czasu dziennie poświęcacie swojemu sprzętowi?
Ja na przeglady i dopasowania zuzywam od 6 do 8 godzin dziennie a wcale nie
jestem perfekcjonistą tylko muszę zadbać o sprzet czy to nie za mało? Ile
czasu wam to zabiera?
Bardzo prosze wszystkich o rzeczowe odpowiedzi bo nie mogę fotografować bez
uporania sie z moimi problemami

 

 

Hyde Park: Porady z "Przyjaciółki"

 

From: starybiezanow+poczta.onet.pl
Subject: Czas na odrobinę rozrywki
Date: 4 Sep 2002 23:01:26 +0200

Przeglądałem dzisiejszy numer "Przyjaciółki" ;-) , oto cytaty z artykułu o
fotografowaniu:
Miłego czytania:

"Dobrej klasy aparaty dla zawodowców mają zasięg nawet do kilku kilometrów" :-)
"Lustrzanka ma tę przewagę nad kompaktem, że automatycznie ustawia ostrość, co
gwarantuje wyższą jakość fotografii"
O czułościach filmów: "Jeśli masz już wprawę i chcesz robić zdjęcia tuż przed
zapadnięciem zmroku, mozesz wypróbować nawet osiemsetkę"
"Staraj sie unikać robienia zdjęć poruszającym się postaciom. Nawet najlepsi
fotografowie muszą zużyć kilkanaście klatek aby uzyskać 2 dobre zdjęcia"
"Fotografując dziecko przyklęknij. Inaczej twoja pociecha będzie miała na
zdjęciu zbyt krótkie nóżki i wielka głowę"
"Jeśli chcesz nadać zdjęciu szczególnie świąteczny lub romantyczny charakter,
kup kliszę czarno-białą"
"Istnieją specjalne filmy do fotografowania dzieci. Dają ciepły odcień skóry."
"Jeśli nie chcesz by na zdjęciach ludzie mieli czerwone oczy (...) kup
specjalny flamaster do zamalowywania"

 

 

Hyde Park: Prawdziwy fotograf

 

From: "@(wytnij to)email.com" <""scoco\"@(wytnij to)email.com">
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: czy wszystkie utrwalacze tak śmierdzą?

Segoy wrote:
> [...]
> Pytanie - czy tak musi być? Czy może jakieś droższe utrwalacze typu Ilford
> Rapid Fixer czy jakieś Agfy lub Tentala pod tym względem są lepsze? Czy też
> capią jak nie wiem co?

Smierdza???
Prawdziwy fotograf, to sie utrwalaczem smaruje pod pachami, jak na
randke idzie.
/Przemek

 

 

Hyde Park: Problemy użyszkodników

 

Autor:Michal Wegierek
Temat:Slajd vs negatyw - jeszcze raz...
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2000/06/19

Witam i prosze o porade...

Mam zamiar przerzucic sie z negatywow na slajdy. Czytalem juz troche o
zaletach i wadach jednych i drugich, ale wciaz nie znalazlem odpowiedzi na
jedno:
Czy robiac na slajdach praktycznie rezygnuje z pionowych zdjec ? (konieczne
odwracanie rzutnika ?)




Autor:Witold Jastrzebski
Temat:Re: Slajd vs negatyw - jeszcze raz...
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2000/06/19

(Michal Wegierek) wrote in
<8ikld9$8pu$1@zeus.polsl.gliwice.pl>:

>Czy robiac na slajdach praktycznie rezygnuje z pionowych
>zdjec ? (konieczne odwracanie rzutnika ?)

to tak jak w aparacie fotograficznym - zeby
zrobic pionowa klatke trzeba sie polozyc razem
z aparatem na boku na ziemi no ale czasem warto...
W.




Autor: Kazik
Temat:Rozwalona migawka w F90x
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2005-01-18 04:45:01 PST

Witam

Wiem, ze bylo niedawno na grupie, ale moj problem jest troszeczke inny.

Moja historia w skrocie:
Szykowalem sie do sprzedania f90x na allegro. Chcialem go odkurzyc.
Odkurzacz rozwalil migawke :) :( (nie musicie informowac mnie o mojej
glupocie), przy czym wydaje mi sie, ze do wymiany sa same listki.



Autor:Zartur
Temat:lampa w iglo
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2001-02-12 09:56:34 PST

Witam.

No wlasnie, bede robic zdjecia w iglo, oczywiscie z lampa.
No i nie bardzo wiem jak zonglowac korekcja.
Dac zwykla korekcje na plus tak jak dla sniegu
czy robic tez cos z korekcja blysku?




Autor:Maciej
Temat:Ustawianie ostrosci
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2001-06-07 08:02:53 PST


Witam grupowiczow !

Czy w lustrzance, ktora ma wiecej niz jeden punkt ustawiania
ostrosci, gdy przelacze na MF, to ostrosc ustawiam recznie
tylko na srodkowy punkt i potem musze przekadrowac, czy
tak jak w AF moge wybrac np. prawy i na ten punkt recznie
ustawiac ostrosc ?

z gory dziekuje i ciagle zastanawiam sie czy to, co pisze ma sens



Autor:rafal
Temat:czym sie rozni cyfrowka od lustrzanki cyfrowej
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data:2003-12-30 16:55:04 PST

Prosze o wytlumaczenie roznic pomiedzy lustrzanka cyfrowa ,a cyfrowka. Czy
lustrzanka cyfrowa potrzebuje kliszy ? Ktore lepsze



Autor:wilu
Temat:obciete zdjecia
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data:2003-10-06 01:02:28 PST

Witam!

Mam pytanko.
Dlaczego w programie ACDSee podczas obracania zdjecia z ukladu poziomego w
pionowy mam poobcinane boki i zdjecie automatycznie staje sie duzo mniejsze?

Czy jest to wada tej przegladarki? Jaki inny program polecacie do takiej
obrobki zdjec.




Autor:Krzysztof K.
Temat:Czyszczenie sensora w 10d - pilne
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto.cyfrowa
Data:2004-09-10 02:35:52 PST


Witam

Bardzo szybka sprawa.
Kazalem 10d czyscic sensor.
Miga mi napis CLEA i taki znaczek (jak wieczko). Czy to znaczy, ze juz jest
czyste i moge wylaczyc, czy mam czekac w nieskonczonosc?:)
Minelo juz z pol godziny...

Bede wdzieczny za szybka odpowiedz.

Swoja droga - skad sie mogly wziac smieci na obrazie (ciemniejsze plamki) na
kilku zdjeciach. Obiektyw i filtr czysty, zreszta pewnie i tak by nie daly
takiego efektu.

Pozdrawiam

Krzysztof K.

Tłumaczenie dla niecyfrowych: opcja CLEAR tylko podnosi lutro i otwiera
migawkę, żeby móc wyczyścić matrycę ręcznie

 

 

Hyde Park: Recepta dla Iczka

 

From: embe+cyberia.pl
Subject: Recepta dla Iczka
Date: 20 Jan 2003 14:53:32 +0100

"Wziąć dwanaście miesięcy,obmyć je do czysta
z goryczy, chciwości, pedanterii i lęku,
podzielić każdy miesiąc na 30 lub 31 części,
tak żeby zapasu starczyło akurat na rok.
Każdy dzionek przyrządza się oddzielnie,
biorąc po jednej części pracy
i dwie części wesołości i humoru.
Dodać do tego trzy kopiaste łyżki optymizmu,
łyżkę tolerancji,ziarnko ironii i szczyptę taktu.
Następnie masę tę polewa się obficie miłością.
Gotowe danie ozdobić bukiecikami małych uprzejmości
i podawać je codziennie z pogodą ducha
i porządną filiżanką ożywczej herbaty.


Catherina Elizabeth Goethe"

 

Hyde Park: Zabawne opisy na stronach www

 

Sigma-foto.pl, bylo: Wypożyczalnia obiektywów - [HUM]?
Autor: Dizel jakja@nie_cierpie.spa.mu.kom
Data: 16-06-2005, 15:06:27

www.sigma-foto.pl/index.php?option=news&task=viewarticle&sid=18


Nie na temat ale zabawne kwiatki z ich strony:


-########################################-

Sigma 50mm F2.8 EX DG Macro - Standardowy obiektyw 50mm ze znakomitym swiatlem
F2.8. (hehe..) Nowe powloki antyodblaskowe z mysla o fotografii cyfrowej
(hehe..).Swoboda w doborze akcesoriów. (?????)

Staloogniskowe szerokokatne - Obiektywy szerokokatne pozwalaja uchwycic olbrzymie
widoki, zapierajace dech w piersiach, gdy ogladasz je potem na fotografiach.
W ofercie Sigmy znajduje sie cala gama obiektywów szerokokatnych, od 8 mm rybiego
oka.. (oczywiscie nie ma takiego obiektywu w ofercie sigma-foto.pl..)

Sigma 14mm F2.8 EX ASPHERICAL HSM - Obiekty o najkrótszej mozliwej do uzyskania
ogniskowej bez efektu "rybiego oka". Jest to model super-szerokokatny o znakomitej
jasnosci F2.8. (gowno prawda - chocby Voigtlander 12mm..) , Soczewki asferyczne
zapobiegaja dystorsji i znieksztalceniom obrazu (jasssne.. )

150mm F2.8 EX DG HSM APO Macro - Dzieki bardzo duzej przyslonie maksymalnej F2.8,
pasuje idealnie zarówno do lustrzanek cyfrowych, jak i analogowych. Udoskonalona
konstrukcja daje gwarancje skutecznej korekty bocznej aberracji chromatycznej, na
która podatne sa aparaty cyfrowe. (boczna aberracja chromatyczna.. Ciekawe czy
dupna aberracje chromatyczna tez wymysla..)

Aby zapewnic kontrole nad róznorakimi aberracjami kolorystycznymi, w konstrukcji
wykorzystano szklane elementy o niskiej dyspersji (hehe)

Sigma APO 800mm F5.6 EX HSM* - W konstrukcji zastosowano ekologiczne soczewki bez
arszeniku. (!)

Sigma APO 500mm F4.5 EX HSM* - Ogniskowa 500mm odpowiada katowi widzenia 5 stopni,
który pozwala uzyskac nieprawdopodobne wrecz zblizenia. [..] konstrukcja
apochromatyczna to znak, ze obiektyw ten nie jest narazony na dystorsje, aberracje
sferyczna i inne wady obrazu. Konstrukcja apochromatyczna niwelujaca skrzywienia i
dystorsje. Soczewki o super niskiej dyspersji zapobiegajace aberracji
kolorystycznej. (co za bzdury!)

Zmiennoogniskowe obiektywy szerokokatne wciagaja nas w caly nowy swiat fotografii.
Umozliwiaja one fotografom eksperymenty w robieniu zdjec pod róznymi katami, z
rózna perspektywa. Zmieniaj kat widzenia i perspektywe. Rezultaty beda wiecej niz
zadowalajace.

Specjalnie zaprojektowana oslona przeciwsloneczna powstrzymuje niepozadane
promienie boczne. Polecany dla aktywnych fotografów. [...] Soczewki asferyczne
gwarancja wysokich osiagów w codziennej pracy

Zoom tele i super-tele- Wczesniej czy pózniej nadejdzie czas, gdy bedziesz
chcial zmniejszyc dystans dzielacy ciebie i temat twojej fotografii. Teleobiektywy
daja Ci mozliwosc zrobienia ostrego zdjecia. Jest z czego wybierac.
Z moca zmniejszenia odleglosci i przyblizenia tematu zdjecia tuz przed ciebie,
moca wyrazenia przestrzeni dzieki zawezeniu perspektywy i plytkiej glebi ostrosci
dla miekkiego, zamazanego tla, teleobiektywy pozwalaja stworzyc takie zdjecia,
jakie chcesz.


-########################################-

Ja bardzo przepraszam ale mam powazne watpliwosci - ilu z Brand Managerow jak sie
dumnie zwa:
www.sigma-foto.pl/index.php?option=displaypage&Itemid=117&op=page
i jak dlugo myslalo nad napisaniem tak beznadziejnie, idiotycznie, dolujaco,
absurdalnie kretynsko i bzdurnie debilnego, pelnego bledow tekstu?

PS
Mam nadzieje ze chociaz smieszne.. :o)




Canon Polska - tez pewnie bylo :)
Autor: Arturek kotekmamrotekNieLubiSpamu@cmoczek.pl
Data: 17-06-2005, 00:10:06

Canon Polska takze serwuje opisy pelne uroku. Raz bardzo liryczne, innym
razem superlapidarne :)

Ciekawsze fragmenty wybrane na szybko:

EF 15mm f/2.8 Fisheye
"Szeroka głębia czyni zdjęcia jeszcze bardziej niesamowitymi. Mała
minimalna odległość ogniskowa wynosząca 20cm nadaje nowy wymiar zbliżeniom"

EF 20mm f/2.8 USM
"Super szerokokątny obiektyw o szerokim zastosowaniu. Przy wadze 405g łatwo
go utrzymać i przenosić."

EF 24mm f/2.8
"Niezwykle popularny szerokokątny obiektyw o dużej przysłonie. Dobry do
zwykłych zdjęć oraz zdjęć perspektywicznych. Ruchomy zespół tylniego
ogniskowania koryguje astygmatyzm oraz umożliwia uzyskanie dużego kontrastu
oraz delineacji"

EF 28mm f/1.8 USM
"Dzięki dużej maksymalnej przysłonie można uzyskać wspaniale zamazane tło
przy dużej szybkości migawki.Obraz jest ostry nawet na samych krawędziach"

EF 28mm f/2.8
"ÂŁatwo przenośny obiektyw szerokokątny"

EF 35mm f/2
"Przy minimalnej odległości ogniskowej wynoszącej zaledwie 25 cm, można
znacznie zbliżyć się do obiektu i mimo to uzyskać naturalny efekt
szerokokątny"

EF 75-300mmf/4-5.6 III USM
" Dzięki teleobiektywowi zdjęcia wyglądają na ścieśnione, bądź też dają
niezwykły efekt zamazanego tła"

EF 75-300mmf/4-5.6 IS USM
"Pierwszy na świecie zamienny obiektyw SLR wyposażony w Stabilizator
Obrazów... świetny do zdjęć zachodów słońca i miejsc, w których nie można
zastosować statywu"

EF 80-200mm f/4.5-5.6 II
"Zamiast USM posiada mały silniczek" - (Jak dla mnie zdecydowanie
najsympatyczniejszy opis.Nie wiedziec czemu strasznie mnie ujal ten maly
silniczek;))))


Shift TS-E 90mm f/2.8
"To pierwszy na świecie obiektyw 35mm umożliwiający zmianę nachylenia i
przesunięcia. Układ optyczny Gaussa umożliwia wysokiej jakości delineację i
prawdziwe zamazanie tła"

EF 200mm f/1.8L USM
"Bardzo jasne , średnie tele."

EF 35-350mm f/3.5-5.6L USM
"Super zoooom."


No i jeszcze zeby bylo do czego te cuda przypiac:

EOS-1D Mark II
"Super zdolny, trafny, dynamiczny: 17 lat pasji EOS wycelowanej w pojedyńcze
określenie momentu. Zdumiewająca wydajność i sprawność wyznacza standard z
którym wszystko inne można jedynie porównać."

 

Hyde Park: Cytaty grupowe

 

Okazuje sie, ze dobry aparat sam z siebie dobrych zdjec robic nie potrafi.
Powinien byc jeszcze do niego doczepiony w miare sprawny i doswiadczony
fotograf.
Tichy1)


 

[...] W kazdym razie pamietaj, ze to nie aparat sam robi zdjecia i jak kazde inne
narzedzie nie powinien za bardzo przeszkadzac w tym co sie robi.
Norbert Ługowski



Amator może zrobić dobre zdjęcie, profi - musi.
Robert Wiewiorowski



Uwieczniać trzeba wszystko co mamy możliwość - tylko później trzeba się zastanowić
czy to co uwieczniliśmy może obejrzeć swiatło dzienne...
Mayky


"Roznica jest drobna - szum to zaklocenie, ziarno to budulec"
Snowman



> No, to Ci powiem że w tej kategorii są 3 rodzaje fotografii:
> - Analogowa
> - Hybrydowa (o której piszesz)
> - Cyfrowa
"Cyfrowe i analogowe" to są aparaty.
Fotografia dzieli się na dobrą i złą...

> ..a świat jest piękny, bo
nikt nie wie gdzie jest granica między dobrą i złą fotografią.

Rafał Pochopień


Jedną z podstawowych zalet fotografii amatorskiej jest to, że można nie robić zdjęć
Henry


1) Wątek: Pytanie - wybór aparatu fotograficznego - 1999/09/02

 

Hyde Park: Najlepszy aparat!

 

Autor:[ d z e r r y ] (dzerry+panda.bg.univ.gda.pl)
Temat:Re: Jedyna sluszna prawda - Smiena
Data:1999/11/16

Canony, Nikony, to tylko ujadajace pieski przy najlepszym systemie znanym
przez ludzkosc jakim jest Smiena. Tyczy to sie klasycznych, manualnych
modeli jak Smiena 8M, jak i wzbogaconym o automatyke modelu Smiena Symbol.
Intuicyjny interfejs uzytkownika oparty o ponadkulturowe piktogramy nie ma
sobie rownych. Programy tematyczne (sloneczko, chmurka, chmurka z deszczem)
sa niezastapione dla poczatkujacych fotoamatorow. Lecz tworcy Smieny nie
zamykali swej oferty do tak waskiego grona uzytkownikow. Wraz ze wzrostem
doswiadczenia, kazdy profesjonalista przesiadal sie zaawansowana opcje
preselekcji czasu po drugiej stronie obiektywu. Zaawansowany mechanizm
autofokusa bije na glowe swa inteligencja wszytskie znane dotad systemy.
Otoz mechanizm ten rozpoznawal glowny motyw zdjecia (ludzie, grupa ludzi,
czy wiezowiec z drzewkami) i na podstawie algorytmu ustawial ostrosc. Dzis
wiadomo, ze rozwiazanie to pochodzi wprost z laboratoriow KGB. Migawka
centralna jest najdoskonalszym jak dotad rozwiazaniem problemu
nierownomiernego oswietlenia kadru. Nieprzyjemne dla oka dominanty
wynikajace z rodzaju swiatla byly niwelowane przez scianke tylna, w ktorej
znajdowal sie system selekcji oswietlenia, ktory rozpoznawal swiatlo zarowe
i dzienne, obiektyw posiadal tyle warstw przeciwodblaskowych, ze trudno
zliczyc. Mnozyc zalety Smieny mozna w nieskonczonosc - ktory system moze
poszczycic sie tym wszystkim???? Zaden!!!!!!!!!!!!!!! Dlatego tylko Smiena
jest jedynie sluszna, elastyczna, a jej automatyka to wynik kilku milionow
lat ewolucji. Jedyna wada, to ze nie mozna sie nia bronic podczas proby
rabunku tego bezcennego sprzetu. Chociaz ninja i marines potrafi zabic
wszystkim.

 

Hyde Park: Typy na grupie.... ludzi oczywiscie

 

Autor: Zubek Photo plphoto@WYTNIJ.gazeta.pl
Grupa: pl.rec.foto.cyfrowa
Data: 20-08-2005, 16:51:47

Widze ze mamy ty kilka typow ludzi na grupie

1. Napisze do klijenta niech sprzedajacy bedzie wydymany.

2. Ludzie ktory znajda kazdy blad ortograficzny.
2.5 ludzie ktorzy poprawia kazdy blad ortograficzny.

3. Super specjalisci fotograficzni, oczywiscie cale ich doswiadczenie to
czysta teoria ze wzgledu na brak funduszy, siedza sobie wiec tak i mysla ze
canon 350 jest lepszy od D2X

4. Moderatorzy grupy, jak nie maja juz nic do powiedzenia to naucza cie jak
robic post albo podesla link to FAQ

5. Ludzie ktorzy nie wiedza co to jest FAQ

6. Ludzie ktorzy pytaja sie jaka kamere kupic, chociaz nie maja kasy ani na
jedna ani na druga kamere o ktora podaja w tytule, w glebi duszy tlumacza
siesami przed soba ze tak na przyszlosc zeby wiedziec, tylko nie biora pod
uwage ze za 3 miesiace bede inne modele. Polak teoretyk

7. Obroncy swojej marki aparatu: A200, czy jakis inny wynalazek canon 350 to
najlpesza kamera na swiecie d2x to jakas kaszana ma jakies oszukane ISO i
rozdzielczosc. 350 jest najlpesza na swiecie, nie wazne ze jest tak mala ze
tylko w miare wyrosniety liliput albo krolewna sniezka moze wziac ja w reke.
350 jest najlpesza- ci akurat sa sterowani przez polskie istytut reklamy czy
jak sie tam ta menda nazywa.

8. Ludzie uniwersalni piszacy: Potrzebuje porady na temat najlpeszego szkla-
robie zdjecia w dzien i w nocy, chce miec super ostre szklo, bardzo szybkie,
niesamowite, bez znieksztalcen i z super autofocus, do tego potrzebuje zeby
to szklo mialo zoom od 10mm do 700mm bylo lekie i mogl bym go urzyc jako
przedluzke do swojego czlonka, i kosztowalo do 200zl ewentualnie 250zl.

9. ludzie krytycy, ktos wysyla zdjecie i dostaje odpowiedz typu:
wypalony smiec, albo nie marnuj czasu na fotografie wes sie za odsniezanie.

10. Jest kilku dobrych specjalistow ale poniewaz zeszta to idioci to
specjalisci nie chce sie dzielic tym co umieja bo szkoda im czasu.

11. Sfrustrowani - w domu w czape, w robocie w czape morda na kludke - na
grupie jestem super moderator spec i artysta z zajebistym sprzetem, a w
szafie zorka wisi i czworka dzieci placze w M1 a stara po mleko od godziny
wysyla: musze dokonczyc tego ostatniego posta i powiedziec temu gostkowi
zeby sobie nie myslal ze ja jestem gorszy. - Tadek toc lec po mleko bo
dzieci ci wymra - dochodzi z kuchni.

12. Matematycy – jest post typu, jak obliczyc DOF dla f5.6 przy 50mm, ktos
na to podaje ladne wytlumaczenie, a Matematyk komentrz na ta ladna
odpowiedz: a gdzies sie tak liczyc nauczyl , uzylem swojego zajebistego
kalkulatora Odra 4 i mi wyszlo 0.00000000045 NM mniej niz tobie, cala twoja
logika jest do dupy bo nie masz dobrego kalkulatora.

13. Kierownicy Orbisu: Ktos daje lekki komentarz do jakiegos postu, a
kierownik orbisu zaraz: Osobiste wycieczki prosze zachowac dla siebie, my tu
osobistych wycieczek nie organizujemy, tylko zbiorowe.

14. Zbiorowi kopacze, fani kierownika orbisu, nie sa w stanie osobistej
wycieczki zorganizowac bo ich IQ mozna zapisac 2 cyframi, wiec organizuja
zbiorowa wycieczke i kopia na niej dana ofiare az do smierci albo urzygu.

15, Cala reszta, ktora pominolem, jesli jestes reszta to nie odpisuj na ten
post, mozesz tylko odpisac jesli jestes numer od 1 do 14, dobrze lub zle, w
zaleznosci od tonu albo bedziesz mail osobista wycieczke urzadzona
przezemnie albo sobie fajnie pogadamy.

 

Hyde Park: Z czym iść na pierwszą wystawę kolegi?

 

Re: Wystawa fotografii
Autor: Piotr Milecki piotr.dodajnazwisko@gmail.com
Data: 04-01-2006, 13:04:42

> PO raz pierwszy zostałem zaproszony na wystawę fotografii, która jest
> organizowana przez mojego kolegę. Moje pytanie brzmi - co przynieść
> koledze w formie prezentu, jako ze to jego pierwsza wystawa. Prosze o
> podpowiedz poniewaz zupelnie nie wiem co w tej sytuacji zrobic.

Wez dwie rzeczy. Po pierwsze butelke dobrego wina, po drugie podrecznik
fotografii. Jesli zdjecia Ci sie podobaja, daj wino i sam skorzystaj z
podrecznika. W przypadku gdy nie przypadna Ci do gustu, sam wypij wino a
koledze daj podrecznik ;)

 

Hyde Park: Zasłyszane

 

Autor: Hrehor gregfakeboss+friko7.onet.pl
Data: 08-12-2004, 22:38:18

- (...) wiesz, taki aparat za dziesięć tysięcy. Przyłożysz tylko do oka i
sam się dopasowuje do wady wzroku. ÂŻadnych tam okluarków czy coś...
Komputerek w środku, kumasz?
- No....
- I ten, jak gepard biegnie. CYK. I masz super fotkę, bez zamazania. Wiesz,
czas to nanosekunda....

Hrehor
(podsyłszane w autobusie komunikacji miejskiej)


Autor: Jakub Jewuła biuro+skanowanie.com.pl
Data: 08-03-2005, 17:37:32

Klient: Dzien dobry, czy naswietlacie slajdy
z plikow z aparatow cyfrowych?
Q: Tak, naswietlamy.
K: A czy taki slajd mozna potem skanowac?
Q: Mozna, tylko hmmmm po co jesli juz jest plik?
K: Znajomy powiedzial mi, ze najlepsza jakosc
duzego powiekszenia dostane skanujac slajd...


Autor: Maciej Toliński

Pytam pana w FJ (w M1 w Krakowie) czy są obiektywy Tamrona
na bagnet Nikona ogn. 17-35. Pan mowi ze takowe posiadaja.

Pytam się czy maja wbudowany silnik wspomagający AF, na co
Pan z miną fachowca odrzekl, że tylko wersja do Canona jest
produkowana z motorkiem bo Canony w body nie maja silniczka
do AF, a do nikonow nie ma obiektywow z silniczkiem w
srodku, bo Nikony maja silniczek w korpusie ;-)

Dalszą konwersacje uznałem za bezcelową ;-)


Date: Wed, 30 Jan 2002 14:41:44 +0000 (UTC)
From: piper+space.pl (Radek)

Tue, 29 Jan 2002 10:12:03 +0100 Tomasz Rudnik napisal:
>Wczoraj od osoby kompetentnej (w kazdym razie powinna taka byc, bo od
>sprzedawcy w komisie foto), uslyszalem cos, co podkopuje troche moja wiedze.
>Uslyszalem bowiem, ze konwewrter dwukrotny niekoniecznie musi zabierac 2
>dzialki przyslony. Pan twierdzil, ze to zalezy od srednicy soczewek i
>b.dobre konwertery zabieraja tylko ulamki dzialki przyslony. Uwazam, ze to
>nieprawda, ale moze jestem niedouczony. Co na to madrzejsi ode mnie?


Ja ostatnio uslyszalem, ze pierscien posredni daje zawsze ta sama skale
odwzorowania niezaleznie od obiektywu(co jest oczywista nieprawda).

 


From: "Rot"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Kity o polarze???
Date: Thu, 14 Nov 2002 20:19:09 +0100

byłem dziś w sklepie i pan mnie uprzejmie poinformował że na stałoogniskowe
(a takie posiadam) to jest polar liniowy a kołowe to na zoomy.

 

 

Hyde Park: F5 i jego użytkownik

 

Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: F5 i jego uzytkownik :)
Date: Fri, 12 Apr 2002 15:45:49 +0200

Autorzy:
From: "taran"
PawGaw (pawel.gawlik+poczta.onet.pl)
Czarek (fotopub+astercity.net)
Tomasz Sroczynski (tomeksr+free.polbox.pl)
Maciej J. Piasecki (piasecki+ikp.atm.com.pl)
Jakub Mędrek (jmedrek+doktor.dilnet.wroc.pl)
sailor (sailor+szanty.pl)


Przed chwila jechalem tramwajem :) Siedzial tez w nim facet ok. 23 - 26 lat
:) Na kolanach mial Nikona F5 z jakims kitowym obiektywem bodajze
28-80/3,5-5,6 ale nie jestem pewien. Trzymal go tak zeby wszyscy widzieli
jakie ma aparat i krecil sobie pierscieniem zooma :))

-
Siedzę ja sobie w tamwaju i trzymam sobie swoja F5 na kolanach.....a w
odbiciu w oknie widzę jakiś gość się gapi na aparat... pewnie chce buchnąć,
no to sobie na wszelki wypadek potrzymałem za obiektyw kitowy :)

-
Prowadzę sobie tramwaj, nuda jak codzień, aż tu nagle słyszę ryk,
normalny ryk łosia w czasie rui ... pierdut w hamulec, wyglądam, dwóch
gości się szamocze, jeden ma jakiś kultowy aparat z kitowym szkłem, a
druki kitowy aparat z kultowym szkłem. Ryczą, aż się szyby trzęsą,
wyrywają sobie sprzęcicho, wyzywają się ... Wziąłem obu za kołnierz i
wywaliłem z wozu ... co mi tam ... niech se ryczą na zewnątrz,
sprzętowce jakieś ...

Motorniczy nr 26

-
Ide sobie ulica, a tu sruu z tramwaju wypada dwoch gosci, co sie leja po
lbach. A za nimi wypadaja dwa sprzety jakies F-5 z jakims 28-80, i
jakies tam F70 z jakims tam 35-70. Chyba do strzelania zdjeciow. Ale ja
glupi nie jestem, wzialem tylko nowsze modele z wyzszymi numerami. Te F5
i 35-70 przestarzale, jakies takie ciezkie byly.

Józek spod Krakowa

-
Leżem sobie w rowie, bo mnie krzynke zmogło, te jabole tera takie
kaprawe robią, nagle słyszę zgrzyt żelastwa, staje koło mnie trajwaj,
drzwi siem łotfierajom, wylata z nich dwóch gostków naparzajomcych
siem po łbach, za nimi jakieś żelastfo, gostek idący drogom łapie te
krzynki, oglomda, coś wywala z niesmakiem, pójdem i ja myślem sobie,
ledwom się doczołgał, patrzem, cóś takie czarniawe ... jakiś kuń -
nikuń ... no to wziąłem, cięzkie takie ... zebrałem siem w sobie,
wstałem, polazłem do Ślepej Zochy, dała mi za to dwie flachy, idem
obalić, nara.

Zenek

-
siedzem ja se na melinie jak to zwykle, a tu wpada Zenek i morde drze:
Zocha!, chcesz pomacac? a ze ja slepa to se pomacalam, fajne to takie
gumowate, ciekawe do czego,? mowie: Zenek, wez se dwie flachy i spier..., no
i tera sie zastanawiam co to takiego ? krece a to sie dlugie robi, jak dlugo
zyje to takiego cuda to ja jeszcze nie macala...
jak nie byla slepa, to rozne cuda widziala ale zeby od krecenia sie dluzsze
robilo, fiu fiu...

hej
Slepa Zocha

-
Siedze sobie w radiowozie, patrze a tu tramwaj ni z tad ni z owad zatrzymuje
sie w miejscu tamujacym ruch.Nastepnie z ww. tramwaju wybiega dwuch
osobnikow wyraznie wszczynajacych bujke.Osobnicy ci wypuscili 2
przedmioty(prawdopodobnie aparaty fotograficzne), ktore nastepnie zostaly
skradzione przez czolgajacego sie obok menela.Zanim zdecydowalem, kogo
zatrzymac(motorniczego za niedozwolone zatrzymanie, 2 bijacych sie osobnikow
czy tez menela)tramwaj odjechal, osobnicy bijac sie znikneli z mego pola
widzenia a menel uciekl ze sprzetem.W ten sposob skarb panstwa zostal
pozbawiony kilkuset zlotych.

z powazaniem
mlodszy aspirant Markuz:)

-
...... Janek Brudna Stopa wbiegl na podworko kamienicy.
Wiedzialem, ze zaczyna byc goraco. W lufie pozostal tylko
jeden naboj - slepy. Powoli skradalem sie w kierunku smierdzacej
klatki schodowej. Stopa uwaznie sie rozladajac zaczal podazac
w moim kierunku. Oparlem sie o dzwi. Klamka ustapila lekko
skrzypiac. W mrocznym pokoju cuchnelo moczem i alkocholem.
Na zydlu przy stole nakrytym brunatno brazowa cerata siedziala
kobieta. Twarz miala tak zniczczona, ze trudno bylo okreslic jej
wiek. Na kolanach trzymala duzy reporterski aparat. Nie
namyslajac sie dlugo, jednym skokiem znalazlem sie przy zastyglej
w przerazeniu kobiecie i wyrwlem jej aparat. Byl ciezki.
Wiedzialem, ze mam szanse. Przyczailem sie za dzwiami. Janek
Brudna Stopa nie mial wiekszych szans przy spotkaniu z masywnym
korpusem kamery. Przestapilem sztywno lezace cialo Stopy
i wyszedlem na podworko. Nadal mocno trzymalem zakrwawiony
aparat. Szybkim ruchem wrzucilem go do zardzewialego kosza na
smieci i wyszedlem w mrok ulicy.

Urywek powiesci kryminalnej Macieja Piaseckiego pt. " Przygody
dedektywa Pieluszki"

-
To byl wtorek.
Dzien jak co dzien.
No, przesada. Byl Ostry Dyzur w naszej Klinice.
Pani Marysia jak zwykle klucila sie z Pania Gienia o to z czyjego kubka
powinien pic herbate lekarz dyzurujacy....nudy.
Czytalem gazete. Poeta urugwajski 5 pozimo, zatoka Baltyku 12 pionowo.
Nawet na zegarek nie chcialo mi sie patrzec taki bylem znuzony.
Przyjezdza karetka. No nareszcie cos, pomyslalem.
Sanitariusze wprowadzaja dwoch wciaz klocacych sie gosci. Wolam noszowych do
pomocy bo glowe mam zszywac jednemu a nie robic za arbitra. Pierwszy krzyczy
cos o torach.
Ten drugi ma pocieta skure na prawym przedramieniu.
Nie zdazylem skonczyc a juz podjezdza drugi ambulans. Slepa Zocha, ta co
zwykle, no to fajnie.
Za nastepne 2 minuty Zenek z podbitym okiem.
Doslownie nie wiem w co rece wlozyc a tu jeszcze wywiad trzeba zebrac. Pytam
Pania Zofie co sie stalo ale tylko belkocze bez sensu.
Na koncu aspirant Markuz przywozi postrzelonego przy probie ukrycia zwlok
mezczyzne.
Jak Boga kocham dwa doktoraty z medycyny ratunkowej mi sie naleza. Ale gdzie
dokumentacja medyczna? Nie ma bo Kliniki nie stac na zakup sprzetu
fotograficfznego. Kiedy sie dowiedzialem jak te wariaty uzywaly kamer to
obudzilem sie na OIOM'ie.

lek.med Jakub.

-
Siedze ci ja sobie w moim nowym domku, ktory zrobilem dwa dni temu z dwoch
kartonow po telewizorze, a tu patrze ze jakis chlop biegnie z czyms takim
duzym w reku i ciska tym w smietnik. nie namyslajac sie wiele wyczolgalem
sie z mojego apartamentu i poszlem w strone smietnika. to cos lezalo prawie
na samym wierzchu ... cale zakrwawione. podnioslem .. ciezkie choolerstwo ..
tak sobie pomyslalem ...czego to ludzie teraz nie wyrzuca....zabralem ze
soba .. przyda sie .. bedzie mi karton przytrzymywac, zamiast tego kamienia
co to mi gupie dzieciaki wczoraj ukradly.
Bezdomny Piotrus

 

Hyde Park: Dowcipy

 

Facetowi urodziło się dziecko.
Jak tylko je zobaczył, od razu zaczał robić mu zdjęcia, mase zdjęć. Z każdej
strony, od boku, z lewej, prawej, od góry, przodu, tyłu i tak w kółko. Po
prostu pstryka mnóstwo zdjęć, niemalże każdy najmniejszy ruch pociechy.
Podchodzi do niego zainteresowana tym pielęgniarka i pyta:
- Co, pierwsze dziecko?
- Nieee, pierwsza cyfrówka.




Na sesji zdjęciowej do jednego z poczytnych magazynów dla panów
fotograf mówi do pięknej modelki:
- A teraz, moja śliczna, pokaż na twarzy głęboką zadumę. Pomogę ci. Ile
to jest 7 razy 9?




Fotograf - specjalista od aktu pije z modelką herbatę i prowadzi rozmowę.
Nagle rozlega się dzwonek u drzwi. Fotograf zrywa się na równe nogi i szepce:
- Szybko, niech się pani rozbiera! To na pewno moja żona.




- Wchodzi kobieta do apteki i mów do aptekarza, że chce kupić arszenik.
- Po co pani arszenik? - pyta aptekarz.
- Chcę otruć mojego męża, który mnie zdradza.
- Droga pani, nie mogę pani sprzedać arszeniku, aby pani zabiła męża,
nawet jeżeli panią zdradza z inną kobietą.
Na to kobieta wyciąga zdjęcie, na którym jej mąż kocha się z żoną aptekarza.
- Ooooo - mówi aptekarz - nie wiedziałem, że ma pani receptę...




Po długiej upojnej nocy on zauważył na jej stoliku przy nocnej lampie zdjęcie faceta.
Zaczął się niepokoić.
- Czy to jest twój mąż? - nerwowo zapytał
- Nie głuptasie - odpowiedziała przytulając się do niego.
- Czy to twój chłopak? - kontynuował
- Nie, coś ty - odpowiedziała
- Czy to twój ojciec lub brat? - pytał
- Nie nie nie - odpowiedziała delikatnie gryząc go w ucho.
- A więc kto to jest? - nalegał
- To ja ... przed zabiegiem chirurgicznym.




Po kolacji wigilijnej rodzina ogląda album ze zdjęciami.
Mały Jasio komentuje:
- To muszą być bardzo stare zdjęcia, bo tak wiele na nich miejsca do parkowania.




Cztery przyjaciółki obgadują swoich mężów:
- W jego kieszeni znalazłam list miłosny - powiedziała pierwsza.
- Ja pornograficzne fotki!
- A ja prezerwatywę i zrobiłam w niej dziurę - pochwaliła się trzecia.
Wtedy czwarta zaczęła głośno płakać...




Sąsiad pyta Fąfarę, który lubi podróże i alkohol:
- Gdzie ostatnio byłeś na wycieczce?
- Nie wiem, jeszcze nie wywołałem filmów.




Rozmawiają dwie serdeczne przyjaciółki:
- Jak ci się podobało moje zdjęcie?
- Świetnie. Właśnie tak powinnaś wyglądać.
- Na tym zdjęciu jetem zupełnie niepodobna do siebie!
- Więc powinaś być wdzięczna fotografowi!




Facet złapał złota rybkę, a ta mówi do niego:
- Wypuść mnie a spełnię twoje dwa życzenia.
- Dlaczego dwa? Pyta facet.
- A bo ja jestem mała rybka.
- Dobrze mówi facet, chciałbym, aby w moim mieście nigdy nie zabrakło gorzały.
Pstryk i życzenie się spełniło.
- A teraz drugie życzenie. Mówi facet.
- Chciałbym, aby w Czeczeni był pokój.
- Nie mogę spełnić tego życzenia bo jestem małą rybką i jest to dla mnie za duże zadanie.
Na to facet.
- To bym chciał, aby moja żona wyładniała.
Rybka na to:
- Jak masz jej zdjęcie to pokaż.
Facet pokazuje zdjęcie żony, rybka patrzy, patrzy i mówi:
- Te facet masz mapę, gdzie jest ta Czeczenia.




Córkę sołtysa Wąchocka uderzył piękny widok - spadło jej na głowę zdjęcie ze ściany.




Siedzi sobie duży Jasiek w jednostce w Iraku. Któregoś dnia przyszedł do niego list od dziewczyny:
- Kochany Jaśku, niestety nie mogę być już dłużej z Tobą. Ta odległość jest za duża, a do tego
zdradziłam Cię dwa razy, więc sam widzisz ze to nie ma sensu. Dlatego proszę Ciebie,
abyś odesłał mi to zdjęcie, które Ci kiedyś dałam na pamiątkę - buziaki Ania.
Jaśkowi przykro się zrobiło, ale co miał zrobić. Wziął swoje zdjęcie i zaczął chodzić po jednostce i zbierać od chłopaków zdjęcia ich dziewczyn, dziwek z którymi spali, sióstr i w ogóle wszystkich lasek jakich zdjęcia mieli. Uzbierało się tego ze 60 sztuk
- Kochana Aniu, niestety nie mogę sobie Ciebie przypomnieć, dlatego wyświadcz mi tę przysługę
i wybierz sobie swoje zdjęcie a resztę odeślij mi do jednostki - buziaki Jasiek.




- Fotograf umawia się z kolegami na poranny plener.
Wstaje rano, ubiera się, wychodzi z domu, a tam ulewa z silnym wiatrem.
Spogląda w niebo i mruczy do siebie: "Nie, kurczę, daruję sobie dzisiaj". Wraca do domu.
Rozbiera się cichutko, z ulgą wsuwa pod kołdrę i przyrula się do śpiącej tyłem do niego żony.
ÂŻona pyta:
- To Ty?
- To ja - odpowiada fotograf.
- Zmarzłeś?
- Zmarzłem.
- No widzisz, a ten idiota pojechał fotografować.




Idzie dwóch policjantów. Nagle jeden znalazł lusterko, patrzy i mówi:
- O! moje zdjęcie!
- Drugi bierze i mówi:
- No coś ty, to moje zdjęcie!
Pokłócili się i poszli na komendę. Tam trafili na komendanta, który postanowił
autorytatywnie rozstrzygnąć spór. Spogląda i mówi:
- No co wy chłopcy, swego komendanta nie poznajecie, co?
I zabrał lusterko do kieszeni. Po powrocie do domu przebrał spodnie. Później córka go pyta:
- Tato, możesz mi dać trochę pieniędzy?
- A weź sobie ode mnie z kieszeni.
Córka poszła, i znalazła w kieszeni lusterko, i woła do matki:
- Mamo! Widziałaś, tato nosi w kieszeni zdjęcie jakiejś laski!
Matka przybiegła, patrzy i mów do córki:
- Coś ty, to jakaś stara rura!




Policjant z drogówki przejeżdżał koło szkoły, ulica z ograniczeniem szybkości,
absolutnie prawidłowo, wiedząc skądinąd o foto radarze zamontowanym na okolicznym słupie.
Jednakże, kiedy wjechał w pole widzenia radaru dostrzegł błysk flesza. Mocno zdziwiony zawrócił
i ponownie przejechał ulicą z szybkością jeszcze mniejszą. Radar ponownie zrobił zdjęcie.
Kolejny raz policjant przejechał z szybkością wręcz minimalną. Lecz kolejny raz błysk oznajmił
o zrobieniu zdjęcia. O.K., pomyślał policjant, gość od ustawień musiał się pomylić.
Następnego dnia zgłosił problem. Po tygodniu otrzymał list polecony z zawiadomieniem
o grzywnie. Wkurzony nieco wyciągnął trzy mandaty, wszystkie opiewały na te samą kwotę
za nie zapięcie pasów.




- Czy mogłaby pani pozować mi do aktu?
- Chętnie, ale nie jestem modelką.
- Ależ to nic nie szkodzi! Ja, proszę pani, nie jestem fotografem...




Mówi mysz do myszy rozmarzonym głosem:
- Pokażę Ci zdjęcia mojego nowego chłopaka...
- Ty, to przecież nietoperz!!! - mówi druga.
- To wredny oszust! A mówił, że jest pilotem...




- Dlaczego w Wąchocku smarują obiektywy musztardą?
- ÂŻeby lepiej ostrzyły.




Jedzie zajączek z niedźwiedziem na jeden bilet.
Niedźwiedź widząc kanara schował zajączka do kieszeni
w marynarce. Kanar się pyta:
- A co pan tam trzyma w kieszeni marynarki?
Niedźwiedź uderza się w pierś ... wyciąga spłaszczonego zajączka i mówi:
- Zdjęcie kolegi.




Córeczka fotografa prosi mamę o czekoladę.
- Dostaniesz tylko mały kawałeczek.
- Dobrze, poproszę tatę o powiększenie.




Przychodzi żaba do fotografa i mówi:
- Czy mógłby pan zrobić mi zdjęcie... ale chciałabym mieć taki wąski zgrabny uśmiech.
- Proszę bardzo, ale jak będę robić zdjęcie, proszę powiedzieć "konfitury".
Więc żaba ustawia się przed obiektywem i w momencie gdy fotograf robi zdjęcie mówi:
- Marmelada...




- A dlaczego w lesie koło Wąchocka jest dziura o głębokości półtora metra?
- Bo córka sołtysa potrzebowała fotografie do paszportu.
- A dlaczego obok jest jeszcze 9 takich dziur?
- Bo od razu zrobiła 10 sztuk.




- Dlaczego ostatnio wszyscy w Wąchocku byli ubrani odświętnie?
- Bo w nocy była burza z błyskawicami i myśleli, że przyjedzie fotograf.




Fotograf rozmawia z fotomodelką:
- Czy na sesje mam zabrać aparat???
- Nie.... Sam statyw wystarczy!




- Mamy kręcić?
Pytają kamerzyści w telewizji!
- Nie. Mówcie prawdę.




Towarzysz Chruszczow wizytował wzorowy kołchoz. Podczas wizyty w chlewni
został uchwycony przez nieodłącznego fotoreportera "Prawdy" w czasie gdy brał pięknego
prosiaczka na ręce. Następnego dnia na pierwszej stronie ukazał się reportaż z wizyty ilustrowany
ogromnym zdjęciem podpisanym "Towarzysz Chruszczow wśród tuczników!"
(Towarzysz Chruszczow trzeci z lewej).
inna wersja tego samego kawału
Towarzysz Chruszczow odwiedza wzorowe gospodarstwo rolne. Gdy znalazł się w chlewni,
pośród stada dorodnych świń, towarzyszący grupie oficjeli fotoreporterzy natychmiast
strzelają fotki.
Na to Chruszczow:
- ÂŻeby mi tam nie było jakiegoś głupiego podpisu pod zdjęciem! Typu "Chruszczow i świnie"
czy coś takiego.
- Ależ skąd panie Towarzyszu! - odpowiadają reporterzy. Wszystko będzie cacy.
Nazajutrz ukazuje się gazeta ze zdjęciem Chruszczow wśród świń,
podpis: "Towarzysz Chruszczow" (drugi od lewej)".




Przychodzi policjant do sklepu i prosi o dwie przepalone żarówki.
- Mamy tylko dobre - odpowiada zdziwiony ekspedient, ale widząc,
że klientem jest policjant nie chce konfliktu więc znajduje na zapleczu
przepalone żarówki i wręcza klientowi. Zaciekawiony pyta:
- Po co panu takie żarówki?
- Potrzebuje do ciemni fotograficznej.




Lekarz, do którego przyszła baba, każe pielęgniarce zrobić jej zdjęcie rentgenowskie.
Pielęgniarka ustawia babę, a ta protestuje:
- Chciałabym z profilu, bo lepiej wychodzę!




Starsza lady zwierza się przyjaciółce:
- Wyobraź sobie, że co roku kazałam się fotografować.
- A co robiłaś przed wynalezieniem fotografii?




Stały klient labie mówi do obsługującej dziewczyny:
- Widzę, że macie nowego laboranta...
- Tak, a po czym pan to poznał?
- Widzę nieznane wcześniej odciski palców na negatywie.


Helmut Newton w restauracji.
Kucharz: "Pana fotografie bardzo mi sie podobaja, na pewno ma pan bardzo dobry
aparat."
Newton po kolacji: "Jedzenie bylo przepyszne, ma pan z pewnoscia bardzo
dobre garnki."


(przerobił z oryginału: raffcio)
Stary Mistrz fotografii i jego mlody uczen-asystent wedrowali sobie razem w
latach 70-tych wybrzezem Baltyku podziwiajac piekno ostatniej dzikiej plazy w
PRL. W pewnym momencie mlody-uczen dostrzegl w dali grupe okolo 50-ciu
dziewczyn "naturystek z wyboru" opalajacych swoje ciala pod oslona wydm.
Rozgoraczkowany mlodzian mowi do Mistrza:
- Mistrzu! Patrz ile pieknych dziewczyn lezy sobie na plazy chodz pobiegniemy
szybko, wybierzemy sobie najladniejsza i bedziemy ja "fotografowac".
Stary Mistrz zamyslil sie, analizujac w glowie mozliwe do wykonania ujecia i
mowi:
- Nie synu, nie zrobimy tego...
- Dlaczego?!
- Bo pojdziemy POWOLI i "sfotografujemy" je wszystkie po kolei...


Przychodzi do fotografa zebra z pingwinem zrobić sobie zdjęcie.
Fotograf : - Kolorowe, czy czarno-białe?


 

 

Hyde Park: O męczeniu się...

 

From: "Michał Birnbach"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: OT: Malarstwo vs Fotografia
Date: Tue, 14 Jan 2003 10:10:59 +0100

Gory. Malarz maluje pejzaz. Podchodzi baca, patrzy jak artysta wiernie
kopiuje widok i mowi:
- Cholera, ile to sie czlowiek musi nameczyc, jak nie ma aparatu.



From: Adam Gasiorski
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: OT: Malarstwo vs Fotografia
Date: Tue, 14 Jan 2003 10:17:59 +0100

Biegnie mlodzian po gorach, patrzy, a tu jakis gosc ze statywem, cos
mierzy, zaklada filtry, wymienia obiektywy, jakies szare kartki
wyciaga... i mowi:
- Cholera, ile to sie czlowiek musi nameczyc, jak nie ma cyfrowki.

 

Hyde Park: Dialogi labowe

 

Date: Mon, 18 Feb 2002 15:11:56 +0100
From: "taran"

"cb" wrote in message
news:a4qui3$mnf$1@news2.ipartners.pl...
> Zanioslem dzisiaj filmik do wywolania, za lada staly trzy panie. Poszedlem
> do najstarszej, myslac, ze do
> najbardziej doswiadczonej.
> - Dzien dobry - mowie - chcialbym wywolac film ale tylko wywolanie bez
> odbitek
> - Dzien dobry, pana nazwisko?
> - Iksinski
> - jaki format?
> - nie, tylko wywolanie prosze, bez odbitek.
> - no dobrze ale jaki format?
> juz chcialem powiedziec, ze jesli to mozliwe niech zrobia 6 x 4.5 z malego
> obrazka ale
> podbiegla druga pani, ktora uratowala sytuacje.


W jednym z krakowskich labow chcialem zamowic wglądówki! Pani się pyta:
- stykowki???
-nie- wglądówki - odpowiadam
A ona:
- no stykowki czyli wgladówki !

From: best4u+wp.pl (best4u)
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: [WAW] impresje labowe (Kodak Scian Wschodnia)
Date: 18 Jul 2002 11:30:30 +0200

[...]wczoraj odebralem kolejna rolke...
przy odbiorze
po pierwsze zwrocilo moja uwage ze jest lekko pogieta
ja: czemu to jest pogiete?
Labinka (paniusia z labu): to jest zwiniete a nie pogiete
zaraz mozemy to panu pociac
ja: zwiniete nie oznacza pogiete, a to jest pogiete, ale dajmy
spokoj...
[ogladam sobie filmik i zauwazam odbicie palucha - jedno, wiec
czepiam sie tylko dla testu :)]
ja: tutaj jest palec!
labinka: gdzie? nie widze ?
[podaje podwsietlarke]
ja: na podswietlarce Pani tego nie zobaczy, prosze spojrzec
od strony emulsji (to ta matowa) pod swiatlo, o tuy miedzy
klatkami....
[labinka patrzy cos mruczy i znika, widze ze na zapleczu,
inna laibnka w jednej rekawiczce intensywnie pociera moj negatyw
;), labinka wraca i tu zaczyna sie najlepsze]
labinka: juz nic nie ma, prosze obejrzec
ja: domyslam sie bo widzialem co koleznak robila z tym filmem
[zlosliwy usmiech nr 5]
labinka: i na przyszlosc prosze zapamietac - FILMY OGLADA SIE
O W TEN SPOSOB [pokazuje mi ze emulsja do dolu i po blyszczacej
stronie] OGLADANIE FILMOW OD DRUGIEJ STRONY ROBI RYSY !!!!
ja: padlem, smiechowi nie bylo konca.

From: "Piotr Sz."
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Slajdy u Fotojokera
Date: Thu, 5 Sep 2002 12:38:12 +0200

Faceci w FJ wcale nie gwarantuja fachowosci. Przezornie omijajac "dupy"
podszedlem do "czlowieka" i pytam: "Czy dostane filtr softfocus firmy Hoya
na gwint fi 58?", a on na to, ze: "Mamy tylko CYRKULACYJNE".
Dalsza konwersacje uznalem za niepotrzebna. :-)




Re: jak to jest z labem cyfrowym (długie)?
Autor: Kuba biern.usunto@niespamuj.interia.pl
Data: 03-06-2005, 10:52:50

Poszedłem ostatnio do labu koło domu zapytać o odbitki z plików. Odbitek z
filmu już nigdy tam nie zrobię, bo pojęcia balansu bieli i powtarzalności
są im zupełnie obce. Ale, myślę sobie, może z pliku będzie lepiej, bez
obróbki trudniej spieprzyć. Wchodzę więc i pytam:
- Jak przygotować pliki do naświetlania?
- W jotpegu
- A w tiffie można?
- Można. // ani słowa o tym, że bez LZW
- A w jakiej przestrzeni barwnej? // uuu, podchwytliwe!
- No... 320 dpi

Nie drążyłem dalej tematu

 

Hyde Park: Długi czerwony obiektyw

 

Temat:Dlugi czerwony obiektyw
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:1998/03/24


Uwaga tekst przeznaczony tylko dla osob doroslych. Zawiera tresci, ktore
moga byc szkodliwe dla dzieci. Takze osoby wrazliwe nie powinny go
czytac.

Ten tekst jest dosc dlugi, ale postanowilem go umiescic na liscie,
poniewaz ostatnio byl poruszany temat polaczenia fotografii z seksem.
Jak laczyc to na calego.

Czy ktos zastanawial sie kiedys nad znaczeniem aparatu fotograficznego?
Chyba malo kto? Nie chodzi tu o wyznacznik zawodu lub zainteresowan,
raczej o symbolicznosc samego obiektu jako takiego w swej formie.

Osoby kupujace aparat czesto kieruja sie jego forma zewnetrzna, nie
cechami uzytkowymi. Najwazniejszym elementem jest odpowiednia dlugosc i
szerokosc obiektywu. Nalezy tu rozpatrywac dwa przypadki, zakup dokonany
przez mezczyzne i zakup dokonany przez kobiete. Aparaty fotograficzne,
pomijajac kompakty, ale nie do konca, maja ksztalt falliczny. Zakup taki
staje sie nie tylko zakupem przedmiotu uzytkowego, ale takze
symbolicznym aktem zaspokojenia swego ego. Mezczyzna kupujacy aparat z
dlugim obiektywem, subiektywnie, ale nie tylko dla niego, wzmacnia
poczucie swojej meskosci. Symbol jakim jest aparat w zasadzie staje sie
surogatem meskosci. Im dluzszy obiektyw tym lepiej. Symbol taki jest
przedmiotem dumy, poniewaz zaspokaja kompleksy nabywcy na tle wlasnej,
jakze czesto niepozornej meskosci. Osoby takie nie zauwazaja, ze ta
zastepczosc jest czysto pokazowa, nie oferujac wlascicielowi takich
funkcji, jakie chcialby, zeby spelniala. Mozna wiec mowic o pewnym
ekshibicjonizmie Aparat jest na pokaz. Niestety rzeczywiste kontakty,
nie beda sie przekladac na dlugosc obiektywu. Mezczyzna, za swoje
niepowodzenia bedzie winil aparat, co spowoduje olbrzymie koszty,
poniewaz bedzie nastepowala czesta wymiana sprzetu.

Bardziej skomplikowana sprawa jest postrzeganie fallicznosci aparatu
przez kobiety. Niedoswiadczone lub niespelnione siegajac po aparat chcac
w jakims zakresie zastapic brak kontaktu, posiadaniem obiektu tak mocno
oddzialywujacego na wyobraznie. Sam kontakt z aparatem staje sie aktem
zmyslowym. Przygotowanie i konserwacja aparatu, a szczegolnie
czyszczenie obiektywu mozna porownac do gry wstepnej, ktora przez
symbolicznosc samego przedmiotu staje sie wazniejsza od samego
fotografowania. Kobiety niespelnione moga szukac w formie aparatu,
spelnienia, ktorego nie moze zaoferowac im partner. Nalezy zwracac na to
szczegolna uwage. Porownanie aparatu i mezczyzny na niekorzysc tego
drugiego, moze spowodowac rozpad zwiazku. Jest to tez niebezpieczne o
tyle dla kobiety, ze wyobraznia rysujac pewien obraz idealu, tworzy
uludy trudne do zaspokojenia w rzeczywistosci. Sytuacja taka powoduje
brak mozliwosci nawiazania prawidlowego zwiazku i dalsze brniecie w
substytuty. Kobieta taka bedzie kupowac kolejne obiektywy, o coraz
dluzszych ogniskowych, by znalezc ideal, lecz to tylko bedzie poglebiac
zaistnialy stan. W koncu, albo zbankrutuje, albo osiagnie stan, w ktorym
dalsze wydluzanie nie bedzie mozliwe. Moze to zaowocowac zmiana
zainteresowan na astronomie i teleskopy. Mniej niebezpieczne sa
projekcje rzeczywistosci na aparat fotograficzny dla kobiet spelnionych.
Ksztal aparatu bedzie tylko przypomnieniem przezytych chwil. Jednak i to
moze spowodowac trudnosci w osiagnieciu odpowiedniej satysfakcji z
partnerem. Kobieta taka moze traktowac aparat jak fetysz i szukac
meskosci u fotografow, patrzac poprzez pryzmat posiadanego sprzetu,
abstrahujac od rzeczywistej wartosci mezczyzny jako takiego. Jezeli
spotka ja zawod, moze to zaowocowac niechecia do marki jakiegos aparatu.
Jest duze prawdopodobienstwo, ze prowadzac swe poszukiwania natknie sie
na osobnika, ktory traktujac aparat na rowni ze swa meskoscia, bedzie go
czesto eksponowal. Spotkaja sie dwie osoby postrzegajace aparat jako
ksztalt falliczny. Kontakt ten moze byc dla obydwu osob bardzo
niebezpieczny. Kobieta nie znajdujac potwierdzenia zewnetrznej projekcji
osobnika, moze zniechecic sie i ucies w swiat kobiet niespelnionych,
natomiast u mezczyzny moze nastapic wzmozenie efektu oddzialywania na
swiat przez sprzet fotograficzny, co w efekcie spowoduje nastepny zakup.

Jak rozpoznac osobe, ktora postrzega aparat fotograficzny przez pryzmat
jego emanacji na sfere zmyslow przez ksztalt? Nie jest to proste.
Pierwsze symptomy nie sa zwykle dostrzegalne. Osoby dysponujace
skromniejszymi srodkami finansowymi beda staraly sie przedluzyc obiektyw
polsrodkami, moga to byc duze oslony przeciwsloneczne, kilka filtrow
wkreconych naraz. Osoby zamozniejsze kupia dluzszy obiektyw, niezaleznie
od tego czy rzeczywiscie jest on im potrzebny. Waznym momentem jest
zachowanie osoby po zakupie. Jezeli osoba taka poswieci duzo czasu na
ogladanie nowego nabytku i porownywanie jego dlugosci z dawnym moze
oznaczac to, ze cierpi ona na syndrom fallicznosci aparatu. Dobrze jest
obserwowac osoby, ktore zakupily zooma. Fascynacja zmiana dlugosci
obiektywu, dlugotrwale obserwowanie wydluzania sie i skracanie obiektywu
oznacza, ze osoba moze cierpiec problem, ktory symbolicznie pokazuje
przez swe zachowanie. Osoby posiadajace kilka obiektywow przez ich
zakladanie i zdejmowanie moga wykazywac zainteresowanie, ta sama
czynnoscia, lecz w innym znaczeniu. Wkrecanie lub wkladanie obiektywu w
odpowiedni otwor w body (nomen omen znaczy to cialo) jest symbolicznym
zobrazowaniem pewnego aktu. Takze obserwacja na ulicy moze przyniesc
sporo informacji na temat osoby. Wysokosc noszenia aparatu ma
pierwszorzedne znaczenie. Jezeli jest noszony nisko, ponizej punktu
ciezkosci ciala to aparat wybijajac sie na pierwszy plan i przeslaniajac
wszystko inne staje sie zastepstwem. Mezczyzna taki chce przede
wszystkim pokazac aparat, a ukryc swe urojone lub nie mankamenty. Takze
wciskanie kobiecie aparatu i pokazywanie jak sie manipuluje zoomem
swiadczy o podobnych problemach. Zastepczosc tutaj siega glebiej, nie
dotyczy tylko zmyslu wzroku, ale rowniez dotyku. Kobiece rece na
obiektywie stanowia tylko pewien symbol i bodziec dla dalszych
wyobrazen. Kobiety z tym syndromem z kolei lubia zajmowac sie
obiektywami fotografow, swoje manipulacje na obiektywie przenosza
myslowo na wlasciciela. Lubia tez pozowac, szczegolnie jesli aparat jest
wyposazony w dlugi obiektyw. Skierowanie w swoja strone aparatu
tlumacza, jako nakierowanie na siebie uwagi, nie tylko jako obiektu
zdjecia.

Czy takie osoby sa uleczalne? Raczej trudno je uleczyc. Mozna
przekierowac ich postrzeganie na inny symbol. Takim zastepstwem moze byc
dlugi, czerwony samochod (co zasami okazuje sie tansze niz inwestycje w
sprzet fotograficzny. Sam rozwoj choroby zostanie tez zahamowany przez
technike. Istnieje pewne ograniczenie techniczne w dlugosci obiektywow.
Takze ciezar tych najdluzszych jest na tyle duzy, ze ich eksponowanie
wymaga sporego wysilku. Jednym z pierwszych rozczarowan moze sie okazac
zakup obiektywu zwierciadlanego, jego dlugosc fizyczna, mimo dluzszej
ogniskowej jest krotsza niz zwyklego obiektywu. Osoba taka poczuje sie
oszukana. Proteza okaze sie zbedna. Czesc osob moze uciec w astronomie,
ale ilu potrzeba astronomow? Poza tym z teleskopem ciezko przechadzac
sie po plazy i korzysta sie z niego raczej w nocy, gdy nic nie widac, i
trzeba sie wykazac nie symboliczna projekcja wizualna. Dodatkowo
najwieksze teleskopy sa radiowe i ich ksztalt nie niesie takich tresci.


Piotr Karkucinski
wer+dom.vr.pl

 

Hyde Park: Co kupić?

 

From: kubaphoto+aol.com (Kubaphoto)
Newsgroups: pl.rec.foto
Date: 20 May 2003 12:22:59 GMT

Pragne kupic samochod do wszystkiego.Zaznaczam ,ze nie znam sie na
samochodach,nie potrafie jezdzic i nie mam prawa jazdy.Jaka marka bedzie mi sie
najbardziej nadawala.....zaznaczam ,ze sam bede probowal go prowadzic,i
przewozic niebezpieczne towary.



From: M.Ok.
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 14:23:49 +0200

Tylko 'Kia', reszta do dresiarstwo :-)



From: Dizel
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: 20 May 2003 12:28:12 GMT

Koniecznie kup i zawies plytke CD pod lusterkiem.
Zabezpiecza ona przod samochodu w wypadku zderzenia.
Moze byc przezroczysta, moze byc lekko zoltawa (Skylight).



From: Jacek Karczmarczyk
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 15:04:22 +0200

I koniecznie z wymiennymi oponami - nigdy nie wiadomo
gdzie Ci przyjdzie jezdzic



From: "Michał Koziejko"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 15:10:05 +0200

Moze jakas strona z testami i porownaniami?
Moze masz gdzies jakies MTF-y wspomnianych CD?
A czym rozni sie plytka kwadratowa od okraglej,
slyszalem ze te okrogle to tylko z nowymi samochodami...



From: "Bradley"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 14:44:49 +0200

Najlepsza bedzie "malpka" - kup sobie limo z kierowca ;-)



From: M.Ok.
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 14:48:14 +0200

>>kup sobie limo z kierowca ;-)

>..ale ja chce saaaaaam!!!

Nie da rady. Do książek, albo zatrudnij zawodowca.

A samochód to najlepiej uzywany, bez ABS, najlepiej z manualnym
ustawianiem kąta wyprzedzenia zapłonu w zależności od obrotów :-)

Na takim sie najszybciej nauczysz. Te współczesne wszystko zrobią za
Ciebie i wyłaczą Ci mózg :-)



From: Kammill
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 15:06:16 +0200

I koniecznie musisz mieć stałą wysokość zawieszenia, bo te co mają
zmienną wysokość to nic nie warte są...



From: "wojciech kapuscinski"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 15:11:01 +0200

Teraz to juz nie masz wyboru!
Manuala juz nie zarejestrujesz, Af bedziesz musial przerobic na gaz zeby
bylo taniej...
Lipa - musisz kupic cyfrowke!



From: "RTJ"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 15:24:37 +0200

Najpierw sie zastanow do czego Ci potrzebny ten samochod.
Moze wcale nie potrzebujesz samochodu?
Najlepiej kup rower na poczatek - manualna obsluga duzo
Cie nauczy o jezdzeniu. Zaleta jest kompatybilnosc ze starszymi
srubokretami, czego nie ma wiele wspolczesnych samochodow.
Nie sluchaj innych - cos co samo jezdzi niczego Cie nie nauczy,
a poza tym wszystkie nowe samochody sa obciachowe i
jeszcze ktos moze Ci ukrasc!



From: M.Ok.
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 15:29:01 +0200

>a poza tym wszystkie nowe samochody sa obciachowe

Nie obciachowe, tylko dresiarskie. I nie wszystkie, MZ 6 nie jest :-)

> i jeszcze ktos moze Ci ukrasc!

Od czego są plastry? Oklejasz taki samochodzik izolacją, zalepiasz
znaczek i żaden dres nie pozna :-)



From: "RTJ"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 15:30:00 +0200

Aha - kolega uprawia tzw. street-racing. Na starym, odrapanym
rowerze moze sie przemykac niepostrzezenie ulicami, co byloby
niemozliwe w nowym, blyszczacym bmw.
Ale jakbys sie jednak zdecydowal na jakegos mercedesa, to
dla bezpieczenstwa oklej go calego czarna tasma samoprzylepna.
Podobno to pomaga.....



From: Kammill
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 15:30:50 +0200

[...]

Poza tym - to zamiast samochodu czy roweru - kupiłbym lokomotywę...
one mają tylne ścianki formatu 4x5 cali...

a czasem większe

co prawda da się niemi tylko po torach jeździć
ale za to jaka jakość jeżdżenia?!?



From: M.Ok.
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 15:32:14 +0200

No i "lokomotywa formatu 4X5 zabiera 50 razy wiecej węgla niz
maloladowny"



Subject: Re: Co kupic?
From: Wojciech Skrzypinski

Przyszlosc nalezy do samochodow cyfrowych - kup TransAm'a z elektroniczna tablica
rozdzielcza, elektronicznym wtryskiem; komputerem oraz automatyczna przekladnia ;-)



Subject: Re: Co kupic?
From: Wojciech Skrzypinski

> ale Trans-Am jest taki plastikowy!!!!!

Ale ma duzo innych zalet - np. dokonujac niewielkich modyfikacji silnika mozesz
spowodowac, ze bedzie szybciej przewijal droge pod Toba, a na letni plener mozesz go
pozbawic czesci dachu :-)



From: "Henryk Sulecki"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Thu, 22 May 2003 08:43:14 +0200

Czytałem opinię, że samochód pomalowany farbą fosforyzującą podczas jazdy
nocą nie stawia żadnego oporu powietrza, a więc teoretycznie prędkości są
nieograniczone. Testy wykazały, że Trabant /to taka wydmuszka plastikowa/ po
przemalowaniu osiąga szybkość 1/2000sek, zaś te z wyższej półki do 1/8000sek
/dla tych co olewali fizykę informuję, że jest to w przybliżeniu szybkość
dżwięku/. Dobrze by było, żeby taki samochód miał światła z autozoomem
dostosowane do prędkości jazdy. Ne musimy też oklejać go plastrami bo i tak
nikt nas nie dogoni. Tyle testy, a jak w praktyce?



From: "Bradley"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Thu, 22 May 2003 11:09:02 +0200

No i tu bym sie nie zgodzil... Trabanty sa sprzedawana wylacznie z
kitkolkiem w ktorym conajmniej raz na pol roku trzeba usuwac luzy. Chociaz
mozna przez przejsciowke zainstalowac standard z lepszego modelu - ale to
zawsze jest proteza. Lepiej dozucic pare groszy i kupic o niebo lepsza
P(oloneza).

I oczywiscie Trabant to rowniez calkowity manual, bez wspomagania...



From: Kammill
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Thu, 22 May 2003 12:10:22 +0200

Jeśli już w manuale się pakować to krąży taka opinia, że kiedyś w Polsce
najlepsze były (Z)aporożce. Nie przychylam się do tej opini. To było
wymuszone "przyjaciółmi" takimi a nie innymi.
Trzeba uważać na te stare modele samochodów Z - najczęściej w nich
znajdywane usterki to - zrywanie pasków rozrządu, niedomykanie się drzwi
i bagażnikia, przeciekanie strumienia powietrza przez karoserię...

Zaletami są:
- hybrydowe ogrzewanie (nie do końca przydatne w naszych warunkach)
- cena
- wytrzymałość (znam takich co ustawiają Z zamiast betonowej ściany żeby
sprawdzić w crash-testach nowsze modele samochodów)

Jak widzisz zalety są, ale jeśli już chcesz kupować coś z systemu Z - to
chyba jedyny model godny polecenia to TTL - (typ wyposażony w Testowe
Tylne Lusterko)



From: rosomakolak+poczta.onet.pl
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: 20 May 2003 16:24:58 +0200

A to zalezy ile chcesz wydac i do czego najczesciej bedziesz go uzywal...
Wiele funkcji topowych modeli najprawdopodobniej nie bedziesz uzywal.
Bo powiedz - jak czesto zamierzasz korzystac z takich np. poduszek
powietrznych?

Do nauki proponuje prosty model, bez zbytniej automatyki.
Polecam Fiat 126p.

Manualna skrzynia biegow. Co prawda synchronizacja tylko od drugiego
biegu, ale po co komu sunchro jedynki? No chyba, ze chcesz jezdzic
terenowo, lecz wtedy mozesz podlaczyc skrzynie od zuka.
To samochod gniotsa-nielamiotsa - mozna naprawiac mlotkiem.
Mechanika jest bardzo prosta, przez co niezawodna. Te wszystkie
nowomodne samochody z wtryskiem wymagaja ciaglego zasilania elektroniki,
a 126p mozna odpalic 'na pych' bez akumulatorka.
Samochod daje sie latwo rozbudowywac - istnieje sporo niedrogich
akccesoriow dedykowanych do niego, jak spoilery, progi, filtry
barwne i polowkowe na okna. Filtry efektowe (np. z napisem pioneer
na tylna szybe), zimne katody do podswietlania progow, diody
na wycieraczki. Majac taka baze mozna zrobic wszystko.
Posiada mozliwosc wymiany tylnej sciank... tfu kanapy, na zestaw
glosnikow o mocy znamionowej 1000W.
Optyka (szyby) sa tanie i latwo dostepne.



From: "Adam 'Adak' Kępiński"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 23:49:25 +0200

A jest do niego optyka o zmiennej grubosci (zmiennoszybna)?

Ja ze swojej strony rowniez polecalybym rower, najlepiej skladaka.
Co prawda nie widzisz jadac na nim tego co widzialbys z kabiny samochodu,
ale zawsze mozesz za grosze dokupic wiadro nowych kol (roznych) i zmienic
perspektywe, a na dodatek, jesli ktores nie beda Ci pasowac, mozesz je
praktycznie bezstratnie odsprzedac dalej.

Pamietaj rowniez, ze rower moze byc bez kierownicy! Przy odpowiednim
doswiadczeniu (porady Dizla i instrukcje papierowe) mozesz sie poslugiwac
oczami (ktore sa bardziej niezawodne od metalowej kierownicy) i wprowadzac
na biezaco korekcje skretu, czego nie moglbys zrobic w nowych samochodzie
z matrycowa kierownica.

W ramach umilenia sobie zycia z nim, mozesz go pomalowac na rozne kolory,
a nawet okleic np. skora jaszczurki tudziez pomalowac w kwiatki.
Pamietaj rowniez, ze do roweru nie beda Ci potrzebne zadne baterie! Oczy
tez ich nie wymagaja, oczywiscie mozesz dokupic lampki z czerwonymi
kierunkowskazami oswietlajacymi droge, ale lepiej bardziej napompowac
kola - tak do 6400 a nawet 25000 atmosfer. Tylko musisz uwazac na
rozjechane kolory na ramie przy takich cisnieniach.



From: " BrunoJ"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 21:47:45 +0000 (UTC)

Kup sobie XMa (znaczy Citroena XM).
Dostaniesz 13letni, maloprzechodzony, bezwypadkowy
i w idealnym stanie za 3000zl, a za 5000zl to juz 3.0V6.
Klima, abs, pstryczki elektryczki jakie tylko zechcesz,
moze skora, o przednim elektrycznym podlokietniku niektorzy
pewnie nawet nie slyszeli ;).
Do tego super zawieszenie, przy ktorym kazde inne auto wysiada.
To porzadne auto, nie zadna wydmuszka, zadne tam wspolczesne plastyki.
Ma wszystko co mozesz kiedykolwiek potrzebowac. Do tego komfort i klasa.
Aaa, i zaden dres nie bedzie sie dobieral, oni wola dojczwageny.
Nie poznali sie chlopaki na dobrym wozie, dzieki temu mozesz
go za bezcen kupic. Do obslugi mozna sie szybko przyzwyczaic
(klakson w dzwigni swiatel, reczny na przednie kola itp).
A duzy znaczy lepszy, malym to sie w ogole jezdzic nie da.
Pamietaj, lepiej kupic starszy ale wiekszy, niz nowy, plastikowy
za podobne pieniadze, a nizszej klasy (zreszta za te pieniadze niczego
nowego nie kupisz).
Acha, skoro nie umiesz jezdzic, to poszukaj modelu
z automatem i tempomatem. To ulatwi ci nauke na poczatek.
Auto nada sie do wszystkiego, dla ludzi super komfort nawet z tylu,
bedziesz mogl wozic ciezary, a dzieki hydrozawieszeniu nawet sie
nie ugnie pod ciezarem. A jak zapomnisz sie i nie zauwazysz
"lezacych policjantow" to auto po prostu przez to przejedze,
tam gdzie inne wozy zostawia kolka, amorki i tlumiki.
Nawet jak bedziesz wiozl granaty to nic sie nie stanie.
Mysle ze to wlasnie auto spelnia wszystkie Twoje oczekiwania,
a nawet sporo je przekracza.
Albo ten samochod pokochasz i juz do innego nie wsiadzesz,
albo znienawidzisz i przesiadziesz sie do pociagu - przynajmniej
nie bedziesz robil tloku na drogach...

PS. szyby moga miec zielony zafarb, ale to nie jest wcale wada.



From: Kammill
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 23:52:52 +0200

From: "Kammill"
Subject: Re: Co kupic?
Date: 20 maja 2003 23:52

> Kup sobie XMa (znaczy Citroena XM).

Staaary!
Nie ładuj się w system C. To ślepa uliczka!
Weź lepiej pod uwagę takiego Nissana. Nissan Patrol - rewelacyjny sprzęt...
A jak leży w ręce...na drodze znaczy...
No i nie do zdarcia - czołg to mało powiedziane.
Nawet jak nie umiesz jeździć - to i tak on Ci pomoże przez każde wertepy
przejechać...

Mówię Ci - jak juz się pakować w jakiś system - to tylko N.



From: "Marek Wyszomirski"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Tue, 20 May 2003 23:59:08 +0200

I co ja mam Wam teraz doradzic na P??? Pobiede?
Eureka! Juz wiem - jescze Porsche zostalo!
Jesli pakowac sie w system - to tylko P.



From: Kammill
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Wed, 21 May 2003 00:14:51 +0200

No wiesz - niby ręcznie niemalże robiony...
Ale jakie koszty?!?
A spróbuj coś w nim wymienić...
Cały model trzeba zmieniać
Co z tego że ma szybki przesuw drogi pod kołami...
Baterypacka nie założysz...
szyby tylko automatycznie otwierane
bardzo niskie zawieszenie
tylko na dwa filmy na raz...

A prześwit między podwoziem ma taką krótką ogniskową, że po żadnych
wertepach nie da rady...
A jak człowiek nie umie jeździć - to będzie miał problem z wjazdem
niekontrolowanym na krawężniki...

Nieeee
moim zdaniem tylko N.



From: Unknovn
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Wed, 21 May 2003 09:10:24 +0200

Jest jeszcze Polonez. Niby nie ma zadnego modelu profesjonalnego, ale na
co Ci profesjonalny model. Kupisz sobie takie semi-profi Caro czy Atu i
jazda. Zaleta jest pelna kompatybilnosc wsteczna, okrojona jedynie w
niektorych wersjach. Kilka wersji nadwoziowych w tym truck z wbudowanym
battery packiem. Mysle ze P oferuje wszystko co normalny kierowca moze
potrzebowac, za umiarkowana cene.



From: "Adam"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Wed, 21 May 2003 00:15:18 +0200

Musisz się jeszcze zastanowić nad jazdami nocnymi.
Czasami przydaje się spot - dawniej robił takie Zelmot
na żarówki bodajże H1. Ale można było używać
tylko na OS-ach i odcinkach zamkniętych :(
(Ale i tak w nocy jeździłem, i - na serio - dawały
dobry obraz sytuacji na min. 300m)

Natomiast w zależności od pogody stosuje się różne filtry.
Do mrugania to jest żółty selektywny, zaś do świecenia
to może być nawet niebieskie H4.

No i koniecznie kup polar - unikniesz blików.

Pamiętaj o monopodzie - przydaje się przy wymianie kół.

Ważny jest film (olejowy). Unikaj gruboziarnistego,
bo Ci wytrze sanki.



From: "Marco"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Co kupic?
Date: Wed, 21 May 2003 06:01:23 +0000 (UTC)

No właśnie światła wbudowane są na ogół dośc słabe, pomimo że można je
włączać ręcznie lub automatycznie dobrze sie zaopatrzyć w zewnętrzne światła.
Najlepiej jak najmocniejsze (co najmniej 36 a lepiej 54). Nowoczesne systemy
świateł pozwalają na ich używanie także w dzień (światła automatycznie
dobierają moc świecenia z ręczną korektą co 1/2 lub 1/3), dobrze gdyby je
mozna było ustawiać w dwóch płaszczyznach no i oczywiście kat świecenia
powinien być regulowany stosownie do używanych szyb. Swiatła mogą emitowac
czerwony wzorek przydatny do okreslania odległości. Powinna byc także
możliwość włączania świateł zewnętrznych poprzez włączanie wbudowanych. Tylko
pamietaj dla każdej marki samochodów (Citroen, Mercedes, Nissan, Peugeot)
jest inne mocowanie świateł zewnętrznych, najlepiej stosować dedykowane dla
danej marki ale moga tez być od niezależnych producentów.

 

Hyde Park: Takie tam bzdety, o ambitnej młodzieży i rozwijaniu zainteresowań

 

From: "Mariusz Kupiec"

[Takie tam bzdety, o ambitnej mlodziezy i rozwijaniu zainteresowan]

Chcialem kupic se aparat, wybralem Hiuleta
Wyglad ma fajoski a zdjecia zyleta
Pisalo tam jeszcze w Auchanu folderze
Ze jest taki dobry, ze nikt nie uwierzy
Ze se zdjecie wymejluje do dziadka i babki
Albo nagram starych jakies durne gadki
Ze taki malutki i sie zmiesci w dresie
Pomyslalem super, wymiekna kolesie
I panienke zarwe zanim przyjdzie jesien
Mialem isc do sklepu i wziac go na raty
Raty bym posplacal sprzedajac cos z chaty
Ale koles dostal tanio w jednym nocnym sklepie
Ktory sklep byl otwarty on wie to najlepiej
Zalaczylem i pstryknalem w morde prosto kotu
Ten spadl z parapetu, narobil lomotu
Nie wiem czy mi wyszlo z tego jakies zdjecie
Grunt, ze do pstrykania mam wielkie zaciecie
Poszedlem do papugi, taka kolorowa
Musze ja tez sfocic, bo to niezly towar
Papuga zaraz narobila wrzasku
Darla dzioba i kupy walila po piasku
Mam juz dosyc wrzaskow i klatki sprzatania
Pojde na osiedle a posprzata Hania
Wyszedlem przed klatke, spotkalem sasiadke
Bede mial co focic tylko skrece gadke
Sasiadka sie splonila, ze dopiero wstala
I ze sie ani razu dzis nie malowala
Chcialem pstryknac wilczura, ten zeby wyszczerzyl
Kiedy indziej to zrobie, dzisiaj juz bym nie zyl
Popstrykalem troche golebie na dachu
I jednego na ziemi co se dziubal w piachu
Mialem jeszcze laseczke jedna w kadrze niby
I zanim pstryknalem zdechl mi ten skurczybyk
Co zre to pudelko ja nie mam pojecia
Ale sie wkurzylem ze nie cyklem zdjecia
Dobra, te paluszki stary ma chyba w pilocie
Sie wnerwi jak wroci, teraz jest w robocie
Trza by zgrac te zdjecia do Majpykczers w chacie
To od razu puszcze znajomkom na czacie
Ale nie mam kabla, pewnie zostal w sklepie
Gdzie kabelki mozna dostac koles wie najlepiej
"Halo Mlody, Zlamasie, zapylaj tu zywo,
Kit wcisnales bez kabli i wziales na piwo"
"Ze co Mlody, ze Ci sie dobry magnetowid trafil???
Mlody, spier ... ja jestem przeciez fotografik
Wal sie Mlody z tym swoim magnetowidem
A masz kasety fajne?? .. O coolwa, juz ide"
Poszedlem do kolesia poogladac laski
Moze zlapie technike jak focic golaski
Przy piwie nam zeszlo popoludnie cale
Po dwoch ostrych filmikach juz koncepcje mialem
Koles skreci kamere, ja laski zbajerze
Bedzie super divix jak sie ktora rozbierze
Jak wrocilem do domu stary japa brzdakal
A zwierzaki sie wszystkie pochowaly w katach
Wypieprzylem aparat od razu przez okno
Film jest zajefajoski a focenie??? OKROPNE !!!

 

FAQ - Pytania ogólne: Jak zapytać żeby zwiększyć swoje szanse na sensowną odpowiedź?

 

Jeżeli chcesz otrzymać przemyślaną odpowiedź to najpierw przemyśl pytanie!

Zasada numer 1: nie zadawaj pytań które były ostatnio na grupie lub są w FAQ.

Jeżeli jesteś baaaaaardzo początkujący i zdajesz sobie sprawę z tego że
pytasz o podstawowe rzeczy, to przynajmniej postaraj się nadać pytaniu
odpowienią formę. Twoje pytanie może być lamerskie do bólu - pytać to nie wstyd
- ale zadać pytanie w sposób lamerski to już wstyd ;-)

    Wskazówki:
  • Wiele rzeczy już jest opisanych na stronach www - nie proś o wytłumacznie
    tylko o link do odpowiedniej strony (dowiesz się wtedy więcej i dokładniej)
  • Podaj jak najwięcej danych - np. jeśli problem dotyczy aparatu, podaj markę,
    akcesoria, ustawienia...
  • Nie proś o odpowiedź na priv. A szczególnie nie dodawaj że to dlatego że
    nie czytasz grupy.
  • Bądź cierpliwy - niektórzy zaglądają na grupę sporadycznie i odpowiedź
    możesz dostać nawet po kilku dniach.
  • Wykorzystaj mądrze pole na temat postu - na jego podstawie wielu zdecyduje
    czy warto zajrzeć czy nie. Nie pisz za długich tematów (kolumna w czytniku
    nie wyświetli całego tematu - na przykład ja widzę tylko 50 znaków tematu).
    Nie tytułuj zbyt ogólnie (np. "pytanie", "co kupić", "mam problem", etc...)
  • Jeśli odpowiedzi krążą wokół właściwego tematu spróbuj doprecyzować
    pytanie - pomóż odpowiadającym (nie czekaj aż ktoś przypadkiem trafi na
    odpowiedź o którą Ci chodziło)
  • Jeśli ktoś Ci odpowiada bez sensu - sprawdź czy Cię zrozumiał - jeśli
    nie to wytłumacz o co Ci chodzi, jeśli zrozumiał ale się czepia - zignoruj go
    (jeśli to jakiś dupek który się popisuje to ignorowanie go najbardziej zaboli).
  • Pisz po polsku - sporo mądrych osób na tej grupie ma więcej niż 15 lat
    i należy im się odrobina szacunku. Interpunkcja i ortografia nie są trudne
    więc się nie wykręcaj (byle Word potrafi to sprawdzić automatycznie).



Przyłady niewłaściwych i właściwych pytań:

NIE: Co oznaczają cyferki 5.6, 8, 11... na moim obiektywie?
TAK: Gdzie znajdę podstawowe informacje o znaczeniu wartości przysłon
obiektywu?

NIE: Co zrobić żeby niebo było niebieskie?
TAK: Na odbitkach mam blade niebo - robiłem na filmie Kokkodak Hiper Super
bez filtrów, wywołane w zwykłym labie.
JESZCZE LEPIEJ: nie zadawać bo odpowiedź jest w FAQ ;-)

NIE: Jaki kupić obiektyw zamiast kitowego 28-80 do Kanona SOS 300?
TAK: Zacząłem robić odbitki 10x15cm i potrzebny mi ostrzejszy obiektyw
niż kitowy 28-80mm do Kanona SOS 300. Bardziej zależy mi na rozsądnej
cenie niż jasności.

NIE: Jaki film kupić żeby fotografować las lub jezioro?
TAK: Jaki kupić amatorski film negatywowy (lub tani profesjonalny)
żeby uzyskać nasycone kolory - najlepiej wyższej czułości bo nie
mam statywu?

Na koniec jeszcze jedna uwaga - jeśli sam znajdziesz odpowiedź na swoje
pytanie to napisz odpowiedź na grupę - Twój wątek mogą czytać też osoby
które miały podobny problem i chciały by się też przy okazji czegoś
dowiedzieć.

 

 

FAQ - Pytania ogólne: Dlaczego dostaję niekonkretne odpowiedzi na moje pytania?

 

From: Tadeusz Włodarczyk
Subject: Re: kij w mrowisko..
Date: 11 Mar 2003 11:15:57 GMT

...Bo tu się nie przychodzi po rybkę, jak do sklepu, ino trza wyciągnąć
wędkę i połowić trochę...



Re: proste pytanie
Autor: Dizel (reborn) I.ha@te.spam_mers.com
Data: 14-04-2005, 00:44:41
"Tomek" wrote in news:d3k5nh$f0m$1@news.onet.pl:

>> zasadniczo to to nie jest forum...
> a co tutaj jest ?

> Organization: news.onet.pl

No tak.. Skad wiedzialem? :D

To jest grupa dyskusyjna. Grupa dyskusyjna:
1.) Ma swoje FAQ - zestaw najczesciej zadawanych pytan
2.) Subskrybenci tejze sa na danej grupie nierzadko od kilku lat
3.) Wiekszosc pytan zadawanych przez nowicjuszy byla juz wielokrotnie
zadawana - i dlatego sa oni odsylani do archiwum grup duskusyjnych,
polozonych niegdys na serwerach dejanews, a obecnie na Google.
4.) Z racji tego, ze typowe pytania pojawialy sie juz tyle razy, w archiwum
znajdziesz znacznie wiecej odpowiedzi, niz uzyskasz 'na zywo' na grupie.
Nawet gdy pytanie dotyczy sprzetu nowego, zaraz po jego pojawieniu sie
pojawia sie zazwyczaj na grupie kilka watkow z cennymi informacjami. Po
jakims czasie malo komu chce sie pisac to samo po raz dwudziesty :-)
5.) Dlatego warto, zanim zadasz nowe pytanie, przejrzec rzeczone archiwum
na Google. Znajdziesz tam po prostu najprawdopodobniej wiecej odpowiedzi.
6.0 A jesli zadajesz pytanie walkowane przecietnie dwa razy na tydzien - to
wybacz, ale nie pozostale nic innego, jak tylko wytargac Cie za uszy :)

>> sam sie nauczylem ze w necie mozna znalezc wszystko...
>> a jak nie to zle szukalem
> znaczy sie leniem jesteś, nie odkrywasz tylko korzystasz z doświadczeń
> innych

Zwroc prosze uwage, ze nikt nic tu nie 'odkrywa'. jesli ktos odpisuje na
Twoj post, to traci na to czas w ktorym moglby robic inne, byc moze
przyjemniejsze rzeczy. Postawa 'bo mi sie nalezy' prowadzi wylacznie do
bycia w przyszlosci zignorowanym przez czesc grupy...
ALE jesli pokazesz ze Tobie zalezy na uzyskaniu odpowiedzi - jesli np.
przeszukasz archiwum i takowej tam nie znajdziesz - napisz to, grupa
chetnie pomoze Ci znalezc odpowiedz, a wielu bedzie wdziecznych za nowy
material do dyskusji lub swiezego, cieplutkiego flamewara :-)
Z czasem sam sie nauczysz tego i nowego i sam bedziesz pomagal 'nowym' na
grupie. W miare zdobywania wiedzy i udzielania jej, szacunek innych
piszacych tu do Ciebie bedzie rosl.

 

 

FAQ - Pytania ogólne: Jaką kupić cyfrówkę? - prf

Nie Ta Grupa!

Skoro zostałeś tu odesłany to znaczy że to co napisałeś nie pasuje do profilu tej grupy.

Sprawdź w opisie grupy czy nas to interesuje.
Sprawdź czy może jest grupa do której temat ten lepiej pasuje?link do innej strony
A może pytanie dotyczy cyfrówek i więcej się dowiesz na pl.rec.foto.cyfrowa?link do innej strony

 

FAQ - Pytania ogólne: Jak żyć długo i spokojnie?

¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
¦ ¦
*

P l o n k

Trafiłeś na czyjąś listę ignorowanych osób - najwidoczniej nie czytałeś tego.

 

FAQ - Pytania ogólne: Dlaczego nie dostaję konkretnych odpowiedzi na moje pytanie?

 

Tutaj jest odpowiedź na Twoje pytanie

 

FAQ - Pytania ogólne: Dlaczego nie mogę się zarejestrować na tej stronie?

Ta strona nie jest forum, więc dostęp do edycji mają tylko wybrani użytkownicy. Ty też możesz zostać zostać edytorem - krótki e-mail z paroma słowami o Tobie wystarczy.

 

FAQ - Pytania ogólne: Czy ja też mogę coś dopisać do FAQ?

Wyślij pytanie i odpowiedź do administratora FAQ - on je umieści za Ciebie. Gdy stan strony i FAQ się unormuje zostaną przydzieleni nowi redaktorzy lub zostanie stworzony specjalny użytkownik dostępny dla każdego.

 

FAQ - Pytania ogólne: Gdzie znaleźć grupę pl.rec.foto?

Grupy pl.rec.foto.* na serwerze grup dyskusyjnych lub przez bramki www (onet.pl, gazeta.pl, groups.google.com)

Grupę foto.moderowana na serwerze news.cyfrowa.info:119 

 

FAQ - Pytania ogólne:

 

FAQ - Pytania ogólne:

 

FAQ - Sprzęt: Czy warto się przejmować...?

 

Re: czyszczenie optyki-ekspansja szału...
Autor: Janko Muzykant jankomuzykant+wp.pl
Data: 03-07-2005, 20:14:56

[...]

> Jedno stwierdziałem, że chyba szkoda czasu bo tak jak był fabrycznie
> wypakowany to on nie będzie wyglądał.

Nie będzie. Dziewictwo stracił. Kup drugi ale nie rozdziewiczaj,
podziwiaj jego piękno w pudełeczku.

> No chyba że macie jakieś własne praktyki, które stosujecie, to ja chętnie
> posłucham.....

Stosujemy własną praktykę polegającą na uświadomieniu sobie prawdy o
krótkim (bo kilkudziesięcioletnim) życiu, bez żyć dodatkowych i
restartów. Wobec tego zamiast męczyć się smugą na filtrze po prostu
korzystamy na co dzień ze słonka od czasu do czasu fundując sobie święta
państwowe.

 

 

FAQ - Sprzęt: Mam pseudospota - czy mam wyrzucić aparat?

 

Nie - jeszcze kogoś uderzysz... ;-)
Pamiętaj że mając za dużego spota możesz go zawsze "zmniejszyć":
- podchodząc bliżej do obiektu na czas pomiaru (ale nie za blisko)
- zoomojąc na dłuższą ogniskową lub zakładając teleobiektyw
- wybierając do pomiaru obiekt zastępczy o większej powierzchni
(np. szarą kartę, asystentkę która jest bliżej) - ale wtedy uważaj na
różnice w oświetleniu :-)

 

 

FAQ - Sprzęt: A ile to jest spot 10% kadru i czy taki pseudospot wystarczy?

 

To zalezy od naszych wymagan - im mniejsza jest powierzchnia pomiaru tym
dokładniej możemy dokonać pomiaru na wybranej powierzchni. Ale spot wymaga
doświadczenia i konstruktorzy tanich aparatów dla amatorów niechętnie go tam
umieszczają, gdyż łatwiej omamić klienta 35 polową matrycą... ;-)

Jeśli chcesz "zobaczyć ile to jest" - zrób takie ćwiczenie:
- narysuj na kartce prostokąt odpowiadający proporcjom klatki filmu - 10x15cm
- w środku narysuj okrąg o średnicy 4.4cm - to 10% powierzchni kadru
- narysuj kolejny o średnicy 2cm - to 2% kadru
- i jeszcze jeden o średnicy 1.4cm - to 1%

Teraz wez dowolne zdjecie formatu 10x15cm - na przykład jakiejś osoby
- zobacz który z tych okręgów obejmuje tylko jej twarz. Weż inne zdjecie
i sprawdź jakie powierzchnie mógłbyś pomierzyć każdym z tych spotów.
Ile Ci wystarczy?

 

 

FAQ - Sprzęt: Mam 10% spota - dlaczego koledzy patrzą na mnie z politowaniem?

 

Podział na spot i pseudospot jest umowny. Średnio przyjumuje się że od 2% w
dół mamy do czynienia ze spotem, a powyżej to pseudospot.

 

 

FAQ - Sprzęt: Czy tani rzutnik jest wart zakupu?

 

From: "Krzysztof Kowalewski"
Subject: Rzutnik Reflecta Classic - moja opinia
Date: Fri, 29 Nov 2002 12:38:55 +0100

Wczoraj kupiłem rzutnik do slajdów Reflecta Classic AF (bez IR) 150 W.
Opinie:
- z magazynkami standardowymi Reflecty na 50 slajdów i ramkami Reflecta GR
działa dość dobrze, zaciął się może 2 razy (mogło być niedokładnie
zaramkowane)
- pilot jest na kablu i dzięki temu:
a) nie trzeba go szukać
b) zawsze działa, nie trzeba celować w odbiornik IR
c) nie zużywają się baterie, bo ich nie ma
- ostrość obiektywu standardowego - w centrum ostry, na brzegach i rogach
trochę mniej
- autofokus - OK, rzadko kiedy nie łapał, wtedy AF można wyłączyć i
doostrzyć manualnie (z pilota lub kręcąc obiektywem)
- jasność 150 W zdecydowanie wystarcza w ciemnym pomieszczeniu 14m^2,
odległość od ekranu ok. 2 m
- wentylator trochę szumi, ale to nie przeszkadza
- edycja pojedynczego slajdu - niewygodna, bardzo trudno jest włożyć
wyciągnięty slajd z powrotem
- rzutnik miał na początku taką dziwną wadę, że zdarzało mu się samemu
automatycznie zmieniać slajdy po pewnym czasie, na razie mu przeszło.

Podsumowując:
do zastosowań domowych OK, ale poczekam, czy wspomniana wada się znów nie
ujawni.

Zakupiłem wysyłkowo w firmie AJSKOM (http://www.ajskom.com.pl), przywieźli
do mnie (Warszawa) bez dodatkowych opłat.



Mam Braun Novamat 130AF.
Pilot na kablu, obiektyw 80mm z powłokami (niewymienny).
Jak na tani rzutnik sprawuje się bezproblemowo - żadnych
zacięć, AF działał zawsze (bez potrzeby ręcznej ingerencji)
Ostrość niestety ucieka lekko przy brzegach - ale nie tak
żeby widz "nieobeznany z problemem" to zauważył (ramki bez
szybek Reflecta GR).
Mechanizm do obsługi pojedynczych slajdów (lub ich
odwracania) działa bez problemu.

Henry

 

FAQ - Sprzęt: Gdzie znajdę komisy w Warszawie?

 

From: "AK"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: komisow w W-wie. - dla leniwców !
Date: Tue, 14 Jan 2003 09:26:07 +0100

Fotobox
ul. Radomska 10/12
TEL/FAX 0(PREF)22 668 64 20
TEL KOM. 0-601 233 777
email: komis@fotobox.pl
http://www.fotobox.pl/

Lab & labi
ul. Armii Ludowej 12
tel. 825-35-08
http://www.labi.com.pl/first.html

Sterling Photographic
ul. Białobrzeska 13
02-370 Warszawa
tel. (22) 668 68 81, 668 65 49
faks (22) 668 73 83
e-mail: sterling@sterling.com.pl
http://www.sterling.com.pl/

Magma Foto
ul. Armii Ludowej 15
tel./faks: 0-pref-22 825 43 34
magma@magma.pl
http://www.magma.pl/

 

FAQ - Sprzęt: Czy warto kupić ... dla lepszej jakości?

 

From: Michal Krogulec
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: =?ISO-8859-2?Q?Re:_Czy_warto_kupi=E6_telekonwerter_2x_=3F=3F?=
Date: Thu, 12 Jun 2003 21:26:09 +0200

[...]Weź pod uwagę, że znaczna część tego, co na tej grupie wypisuje się o
jakości zdjęć to pieprzenie, dopóki nie robisz powiększeń do formatów
wystawowych. [...]

 

FAQ - Sprzęt: Jak najtaniej skompletowac zestaw sprzetu do makro?

From: "Marek Wyszomirski"
To: FAQ
Date: Thu, 28 Nov 2002 23:32:47 +0100

Jesli chcemy wkroczyc w swiat makrofotografii za jak najmniejsze pieniadze,
powinnismy zaczac od sprawdzenia, czy aparat ktorym dysponujemy ma mozliwosc
kozrystania z optyki mocowanej na gwint M42 - w przypadku aparatow z bagnetem
wymaga to dokupienia odpowiedniej przejsciowki. Niestety wiele wspolczesnych
korpusow AF nie umozliwia takiej wspolpracy - nawet jesli zalozymy odpowiednia
przejsciowke, nie bedzie dzialal pomiar swiatla. Jesli mamy szczescie i nasz
korpus wspolpracuje poprawnie z osprzetem M42 - mozemy zastosowac tanie
pierscienie posrednie (20-40zl) lub mieszki (60-100zl) z takim mocowaniem. Jako
obiektyw mozemy zastosowac albo tani obiektyw M42 - najlepiej na poczatek jakis
stalogniskowy (im dluzsza ogniskowa - tym mniejsza przy tym samym wyciagu skala
odwzorowania ale i wieksza odleglosc ostrzenia) albo - o ile dysponujemy do
naszego systemu niezbyt ciezkim obiektywem o standardowej lub zblizonej
ogniskowej w ktorym przyslone da sie nastawic pierscieniem na obiektywie -
dokupic pierscien odwrotnego mocowania i uzywac naszego obiektywu w pozycji
'retro' czyli zamocowanego do mieszka lub pierscieni za gwint pod filtr.
Mocowanie w pozycji retro umozliwia nieco lepsze wykorzystanie wlasnosci
optycznych obiektywu. Nawet bez pierscieni posrednich mozemy zamocowac obiektyw
w pozycji retro bezposrednio do korpusu aparatu - mozemy w ten sposob czasem
uzyskac dosc spora skale odwzorowania (tym wieksza im krotsza ogniskowa oraz im
bardziej gwint pod filtr wysuniety jest przed pzrednia soczewke obiektywu).
Jesli nasz system nie wspolpracuje z obiektywami M42 - jedyna tania metoda
robienia zdjec makro jest uzycie soczewek nasadkowych.

 

FAQ - Sprzęt: Jakie akumulaorki i jaką ładowarkę do nich kupić?

Uwaga - artykuł przestarzały!

From: " "
Subject: =?ISO-8859-2?Q?Re:_Akumulatorki_i_=B3adowarki_w_fotografii?=
Date: Wed, 20 Nov 2002 15:45:55 +0000 (UTC)

obecnie glownie uzywam Rowi R6 1700 i ladowarki Rowi 532.
Nie polecam kupowania akumulatorow o najwyzszych pojemnosciach (teraz to ok
2000) Zawsze wtedy wydasz duzo wiecej kasy a przewaznie te pojemnosci sa
tylko troche wieksze i bywa ze tylko "na papierze". Tak nabralem sie juz
kilka razy, ostatnio na Hame 1850 mAh ktora po naladowaniu trzymala mi ktocej
niz inne starsze akumulatory 1600.

Jezeli chodzi o ladowarki to bez sensu jest wydawanie 300 zl na ladowarke
ktora laduje w godzine. Mysle, ze przy zakupie warto zwrocic uwage czy
ladowarka ma rozladowanie i zabezpieczenie przed przeladowaniem no i ma jakis
w miare rozsadny czas ladowania czyli 4-6 godzin. Takie ladowarki sa do
kupienia za 60-100 reszta z 300 na pifo lub dodatkowe akumulatory :)))))



From: "chemik333"
Subject: Re: Akumulatorki i ładowarki w fotografii
Date: Wed, 20 Nov 2002 23:25:55 +0100

> Chodzi mi o zastosowanie ich
> w fotografii analogowej.

Nie ma zadnej roznicy miedzy analogowym i cyfrowym "uzywaniem" oprocz
szybszego zuzycia energii (czyt. wyladowywania sie) w drugim przypadku.

> Interesuje mnie jakie macie doświadczenia z akumulatorkami i ładowarkami
> konkretnych firm? Proszę o konkretne modele. Szczególnie jak wygląda
> szybkość ładowania i długość użytkowania?

Doswiadczenie... hmmm... to wszedzie wyglada tak samo... Co najwyzej mozesz
kupic z trefnego zrodla (ja tak mialem), ale wtedy sa przewaznie pdejrzanie
tanie. Obecnie mam akumulatorki 1800 mAh NI-MH Duracell (takie biale) ktore
polecam. Cena w MediaMarkcie za komplet 4 wynosi 50 zlotych (ja kupowalem na
wolumenie w czerwcu po 15 zl za sztuke). Nie mam do nich zadnych zastrzezen.
Trzymaja znakomicie, a i walkman pochodzi na nich z 15 godzin... Laduje je w
ladowarce ktora jest jakims najtanszym Chinskim wytworem do ladowania
wszystkiego co jest akumulatorkami, niezaleznie od rozmiaru (od R-3 do R-20
i 9V). Ale o ladowarkach jeszcze pozniej... Powiem tylko ze prad ladowania
wynosi okolo 140 - 150 mAh i jest ciut mniejszy od standardowego ladowania w
nowych ladowarkach.

> Czy opłaca się kupić ładowarkę "procesorową"?

I tu zaczynaja sie schodki... moja ladowarka nie zawiera zadnego scalaka.
"Najmadrzejsza" rzecza w niej sa diody LED i transformator :) Ma to takie
zalety ze moge ladowac wszystko, jednak musze uwazac na czas ladowania.
Ladowarki procesorowe maja takie zalety jak automatyczne wylaczenie po
naladowaniu, czy rozne programy ladowania (szybki, zwykly, czasem jeszcze
inne), jednak wada ich jest to, ze nie mozesz ladowac - a dokladniej nie
jest to zalecane - Ni-Cd w ladowarce Ni-MH i odwrotnie. Bierze sie to stad
ze ladowarka wykrywa ich stopien naladowania za pomoca pomiaru wlasciwosci
akumulatorka i wyniki sa rozne dla Ni-CD i Ni-MH, no i moze sie zdarzyc -
lub raczej bedzie - ze ladowarka bedzie chciala ladowac ciagle, mimo ze
bedzie naladowany, lub wylaczy ladowanie przed jego zakonczeniem, bo uzna ze
juz jest naladowany. Tak wiec radze uzywac jeden typ akumulatorkow i
ladowarki procesorowej, lub jak ja - obojetnie jakich akumulatorkow i
ladowarki nieprocesorowej, ale pamietac o czasie ladowania.

> Czy przy wykorzystaniu w fotografii analogowej nie jest problemem to, że
> akumulatorki są 1,2 Voltowe?

Nie. To prawie nigdzie nie ma znaczenia. Jest po prostu uwzgledniony troche
wiekszy opor wewnetrzny ogniwa.

Swoja droga juz kiedys byla o tym dyskusja, ze chyba lepiej uzywac do lamp
blyskowych Ni-Cd. Mimo iz maja mniejsza pojemnosc, to mozna uzyskac wieksza
"blyskostrzelnosc" dzieki wiekszemu natezeniu jake moze oddac takowy
akumulatorek niz Ni-MH. Z kolei obecne nowe Ni-MH maja wieksza pojemnosc i
tez nic nie stoi na przeszkodzie w ich uzytkowaniu w tym celu.

ps. Raczej nie poczujesz roznicy miedzy 1800 a 2200 mAh - wiec nie kieruj
sie tym przy zakupie - no chyba ze szybkosc zuzycia calkowitej energii z
akumulatorkow bedzie rzedu kilku dni.

Pozdrawiam i mam nadzieje ze wszystko jest jasne teraz :)

ps2. I jeszcze sobie przypomnialem:
Nie licz na szybkie ladowanie Ni-MH - wrecz unikaj ladowania pojemnosci
rzedu 1800 w czasie krotszym niz 4 - 5 godzin (oczywiscie chodzi o to jezeli
ladowarka bedzie miala taka mozliwosc). Mozna powiedziec ze w Ni-Cd mozesz
na to nie zwracac uwagi. A ilosc cykli dla obu typow jest okolo 1000 przy
zwyklym ladowaniu i rozladowaniu do konca, tak wiec zobacz na ilosc dni...
to 3 lata dzien w dzien... predzej akumulatorek sam Ci zdechnie smiercia
naturalna, niz ilosc cykli sie skonczy.

 

FAQ - Sprzęt: Jakie są migawki w LF?



O migawkach dla wielkiego formatu
Autor: Dizel jakja@nie_cierpie.spa.mu.kom
Data: 18-04-2005, 18:11:36

...tak trochę migawkowo, ale Czarek się mnie ostatnio pytal to piszę :)


I.) Typy migafkow

1.) Compur - z opozniaczem 'wiatraczkowym' generalnie istnieją dwa rodzaje (z
podtypami :) - dial set (ustawiane specjalna tarczka u gory z czasami,
produkowane przed 1931) i rim set (ustawiane pierscieniem dookola). Bardzo
porzadne migawki.

2.) Compound - z opozniaczem pneumatycznym (w rurce za pokretlem czasow rusza sie
taki maly tloczek. Nie naciagac jesli ustawione na B albo T !!!! Bardzo porzadne
jesli czyste. NIE KAPAC W BENZYNIE!!!

3.) Ilex. NIE WOLNO SMAROWAC! One maja dzialac bez smarowania.Popularne w Stanach,
przecietnie trzymaja czasy (ww granicach 1 dzialki przyslony, wiec 10x tyle co
Compur..)

4.) Wollensak - bardzo podobne do Compurow, dobrze zrobione.

5.) Kodak Supermatic - solidnie zrobione, ale glowna sprezyna ma tendencje do
tracenia sprezystosci z czasem - wtedy migawka przestaje trzymac krotkie czasy.

6.) Copal - troche delikatniejsze od Compurow, dobre.

7.)


II.) Wymiary standardowych migawek:

     wymiary w mm                     Compur 00  Compur 0   Compur 1   Compur 3
 srednica korpusu                        45.2       58        70.5        ?
 mocowanie                            M25.0-0.5  M32.5x0.5  M39x0.75   M61.0x0.75
 jaka dziure robic w plytce              26.6      34.6       41.6       64.5
 gniazdo przedniego czlonu            M22.9-0.5  M29.5x0.5  M40.0x0.75 M56.0x0.75
 gniazdo tylnego czlonu               M22.9-0.5  M29.5x0.5  M36.0x0.75 M56.0x0.75
 miedzy przednim i tylnym czlonem    16.0~0.025 20.0~0.025 20.0~0.025  28.6~0.025
 srednica otwartej przeslony             17.4       24        30          ?           

Powyzsze tyczy sie tez Copala (ogladac w czcionce monospaced (Courier)!.
#2 nie byl standaryzowany
Grubosci plytek na mocowanie: 1 - 3mm dla wszystkich migawek ZA WYJATKIEM:
Copal #0: 1.5 - 4mm
Horseman ISS #0 i #1: 1.5 - 5mm

Dla starszych Compurow 9z kolkiem ustalajacym) dokladniej:
#00: 1.1mm - 2.7mm, dziura: 26.6, kolek ustalajacy 13.8mm od srodka
#0: 0.83mm - 3.75mm, dziura: 34.7, kolek ustalajacy 17.8mm od srodka
#1: 1.2mm - 2.75mm, dziura: 41.8, kolek ustalajacy 22.0mm od srodka
#3: 1.2mm - 8.75mm, dziura: 65.0, kolek ustalajacy 39.2mm od srodka

Wykaz migawek (niekompletny):

#0:
Compur #0: srednica przyslony: 1.6 - 24mm, czasy 1-1/500 + B, sr.korpusu: 57.1mm
Synchro Compur #0: tak samo jak wyzej
Compur electronic-M #0: sr.prz. 1.6-24mm, 32-1/125 + T, korpus 67x92.5mm
Prontor #0: sr.prz. 1.5-23mm, 1-1/250 + B, sr.k. 72.8mm
Prontor Press: sr.prz. 1.5-23mm, 1-1/125 + B i T, sr.k. 59.8mm
Prontor magnetic #0: sr.prz. 1.5-23mm, 32-1/60 + T, sr.k. 61mm
Prontor magnetic 250: sr.prz. 1.7-24mm, 15 min-1/250, sr.k. 61mm

Prontor Professional 01: sr.prz. 1.7-24mm, 1-1/125 + B, sr.k. 77,5mm -
UWAGA! mocowanie do pl;ytki M39 × 0.75
Copal Press #0: sr.prz. 2-24mm, 1-1/125 + B, sr.k. 63mm
Copal #0: sr.prz. 1.5-24mm, 1-1/500 + B i T, sr.k. 61mm

#1
Prontor #1: sr.prz. 2-30mm, 1-1/250 + B, sr.k. 72.8mm
Copal Press #1: sr.prz. 2.5-30mm, 1-1/250 + B, sr.k. 75mm
Copal #1: sr.prz. 2-30mm, 1-1/400 + B i T, sr.k. 73mm
#3
Prontor #3: sr.prz. 2-45mm, 1-1/125 + B, sr.k. 95mm
Copal #3: sr.prz. 2-45mm, 1-1/125 + B i T, sr.k. 102mm
Copal #3s: sr.prz. 2-45mm, 1-1/125 + B i T, sr.k. 102mm




Re: O migawkach dla wielkiego formatu
Autor: Dizel (reborn) I.ha@te.spam_mers.com
Data: 18-04-2005, 23:01:40

BLE_Maciek wrote in
news:l95861t64fjo1g2jp21h2rs37212i69scl@4ax.com:

>>1.) Compur - z opozniaczem 'wiatraczkowym' generalnie istniej? dwa
>>rodzaje (z podtypami :) - dial set (ustawiane specjalna tarczka u
>>gory z czasami, produkowane przed 1931) i rim set (ustawiane
>>pierscieniem dookola). Bardzo porzadne migawki.
> A co do kapania w roznych roztworach - mozna to kapac w propanolu
> (alkohol izopropylowy) ?

Mozna. Tylko ze kapanie migawek to barbarzynski sposob - i potem nie sposob
przeslony dosuszyc na przyklad.. Lepiej odlaczyc uklad opozniajacy i
wykapac, najlepiej w myjce ultradzwiekowej. Potem ODROBINE lekkiego oleju
zegarmistrzowskiego w lozyska. Reszta migawki niech zostanie jak jest.

> Chodzi mi tylko o uklad opozniajacy w tym dziadostwie ;-) nie o cala
> migawke. Naprawilem niedwno tego rodzaju migawke w aparacie
> Rolleicord, ale chyba wychrzanie caly ten zlom ze srodka, do
> otwierania migawki dam elektromagnesik, stopien sterujacy na
> MOSFETach, a czas bedzie odmierzal maly procek (ATTiny2313). Mysle tez
> o wbudowaniu do tego aparatu malego swiatlomierza (sprzegnietego
> oczywiscie z prockiem sterujacym migawka).

....i bedziesz bezradny jak bateria padnie i cholery dostaniesz probujac
wprowadzic korekcje czasu.. :) Takie migawki BTW juz byly - chocby ta:
www.mecastronic.com/images/Amelioration_audine/Prontor_Magnetic.gif
z czasami od 15 minut do 1/60 - 1/250s w zaleznosci od rozmiaru.

Dobry Compur trzyma czasy w granicach 0.1 dzialki, wiec nie wiem czy skorka
warta wyprawki.. I tutaj warto napisac: obiegowa opinia ze migawki
centralnie nie trzymaja szybkich czasow NIE jest prawdziwa. Testujacy
mierza czas otwarcia migawki ale nie uwzgledniaja, ze przy krotkich czasach
wiekszosc czasu migawka jest w trakcie otwierania/zamykania i MUSI
otwierac/zamykac sie znacznie wolniej, niz czas podany na oprawie zeby dac
odpowiednie naswietlenie. Zobacz (ustaw czcionke monospaced - Courier,
itd): 


^                     ------
| wielkosc dziury   /        \
|                  /          \
|                 /            \
|                /              \
|               /                \
| _____________/                  \____  czas
|_______________________________________________>
1              2     3      4      5
|Tu migawka    |     |      |      |
 zamknieta

W punkcie 2 listki zaczynaja sie otwierac, tester mowi ze migawka zaczela
dzialac. W punkcie 3 jest calkowicie otwarta. W punkcie 4 zaczyna sie
zamykac, w punkcie 5 jest luz zamknieta, mniej wiecej teraz tester mowi ze
sie zamknela.
W rezultacie tester mowi, ze czas otwarcia wynosil tyle, ile odcinek czasu
miedzy 2 i 5. A to nieprawda, bo w rzeczywistosci zaczal sie on jakies 1/3
odleglosci 2-3 przed 3 i trwal do jakiejs 1/3 odleglosci miedzy 4 a 5 po 4.
Przy najwyzszych szybkosciach migawka caly czas sie otwiera i zamyka i czas
zmierzony naszym superdokladnym testerem trzeba skrocic o ponad polowe
(dokladnie ile - to zalezy od ksztaltu odcinkow 2-3 i 4-5, a to zalezy od
konstrukcji listkow migawki i dynamiki ukladu wyzwalajacego).

Ciekawe swoja droga ze ten mit o wadliwych szybkich czasach w migawkach
centralnych trwa od tak dawna na tylu grupach a nikt jakos nie protestuje..

:)

 

FAQ - Sprzęt: Jak opanować AIM?

From: "Tomasz ÂŻychiewicz"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: AIM - jak opanowac?
Date: Tue, 10 Jun 2003 04:27:04 +0000 (UTC)

> Witam.
> Czy moglby mi ktos wyjasic jak dziala AIM w Canonach? Prosilbym kogos o
> rzetelny, dokladny opis dzialania i jak najefektywniejszego wykorzystania
> matrycy z AIM. Jak wyglada praktyka?

Witam,
Nie wiem jak bardzo szczegółowych informacji potrzebujesz.
Warto się zastanowić jaki był cel wprowadzenia AIM'u i matrycy wogóle.
Najpierw aparaty miały CW i spota.
Spota trudno opanować i trzeba myśleć, na co się mierzy.
Można osiągnąć bardzo precyzyjne rezultaty, ale można też bardzo łatwo
totalnie spaprać ekspozycję(jeśli się nie patrzy na co się mierzy)
CW jest w pewnym sensie bardziej automatyczne/bezpieczne - można było bez
wielkiego myślenia po prostu celować i pstrykać, a aparat jakoś to tam
uśredniał.
Okazało się jednak, że jest zbyt wiele sytuacji gdzie CW zawodzi.
Przeważnie przy:
- zdjęciach pod światło
- przy kadrach, gdzie główny obiekt(ten na który ustawiamy przeważnie
ostrość) znajduje się w cieniu, tło(krajobraz) jest bardzo jasne.

Na pierwszą sytuacje rozwiązaniem było wprowadzenie matrycy.
Zdolnej do rozpoznawania scen o dużym kontraście.
Taka matryca potrafi czasem "domyślić" się, że zdjęcie jest robione pod
światło i wprowadzić korektę na plus, lub nawet wyzwolić flesza dopełniającego
(oczywiście mówimy o zilonym programie).

Drugą z tych sytuacji ma rozwiązywać AIM.
AIM powstał przy założeniu, że przy zdecydowanej większości "snapshot'ów"
chcemy mieć ekspozycję pobraną z miejsca, na które nastawiamy ostrość.

Przy kontrastowej scenie AIM pomaga zdecydować automatyce, czy naświetlać na
światła czy na cienie.

AIM powiązuje pomiar ekspozycji z punktem ustawiania ostrości.

W skrócie: to, co jest ostre jest najważniejsze i na to powinno się
naświetlać.
Oczywiście, nie zawsze tego chcemy...ale takie automaty są po to, aby się
sprawdzać w statystycznej próbce...jak ktoś chce robić "nietypowe"(:)) foty -
używa spota i trybu manualnego. Automaty są, aby zyskać czas i być szybkim
oraz aby aby podnieść statystykę udanych zdjęć.(przy przeciętnym poziomie
fotografującego...:))



From: "Marcin Średnicki"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: AIM - jak opanowac?
Date: Tue, 10 Jun 2003 09:19:03 +0200

Do tego znakomitego opisu można tylko dodać jeszcze że poprawka wprowadzana
przez matrycę i system AIM w Canonach którymi się bawiłem nie przekracza +/-
1 EV.

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Na co zwrócić uwagę kupując używany sprzęt?

 

From: "Dizel"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Na co zwracac uwage przy zakupe uzywanch aparatow
Date: Wed, 18 Jun 2003 00:01:17 +0200

Popatzrec na bagnet, na szyny prowadzace i na plytke dociskowa filmu
- czy aparat nie byl uzywany bardzo intensywnie. Popatrzec czy
przelaczniki nie chodza podejrzanie luzno i nie 'telepia' sie.
Popatrzec czy lustro nie jest popackane lub porysowane.

Dalej: wsadzic obiektyw i probowac wyostrzyc autofocusem.
Sprawdzic czy w wizjerze TEZ jest idealnie ostro. Jesli nie -
aparat do regulacji

Otworzyc klapke baterii, zobaczyc czy w srodku nie ma sladu
rdzy/sniedzi. Jesli jest - ostroznie!

Kupic tani slajd, wypstrykac na roznych czasach i w roznych
warunkach swietlnych, oddac do labu i ocenic czy jest OK.

Obiektywy: pierscien ostrosci powinien poruszac sie rownomiernie,
bez zaciec i szarpniec w calym zakresie. Potrzasnac, jak cos ciezkiego
sie w srodku telepie - OSTROZNIE!

Poswiecic przez obiektyw jasna latarka - zobaczyc czy sa mgielki/paprochy.
Popatrzec na listki przyslony czy nie sa zaolejone.

> Jak oszacowac jak dlugo beda mi sluzyc?

Nie da sie. Wspolczesne aparaty amatorskie sa robione bardzo kiepsko,
z wieloma czesciami z plastiku, itp. Niektore maja nawet lusterka zamiast
pryzmatu pentagonalnego. Nie da sie przewidziec ze cos padnie
lub nie.

[...]

> Moze cos o obiektywach (no, pominmy to aby nie
> byly zarysowane itp)?

Drobne, pojedyncze ryski na przedniej soczewce maja znikomy wplyw
na zdjecie. Ale strzez sie mgielki, itp wewnatrz obiektywu i sladow oleju na
listkach.

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Jaki średnioformatowy mieszkowiec?

 

Temat: Re: kolekcjonerski średnin format
Autor: Bartosz Koszowski barthek2@[USUĂ?]wp.pl
Data: 20-08-2005, 17:34:00
Grupa: pl.rec.foto

Jaki model
> radzicie szukac bo w komisach jest tego pod dostatkiem.

- Zeiss Super Ikonta A, B, C w zależności od formatu, który lubisz,
najlepiej z powlekanymi obiektywami Tessar 75(80)/3.5
- Agfy Isolette lub super Isolette z powlekanymi obiektywami Apotar lub
Solinar
- Voigtlandery z powlekanymi Color-Skoparami lub heliarami
- Franka Solida, Decora Royal, Braun Gloria, Balda Happo 66 ...itp. z
jakimi szkłami poszukaj w googlach, bo za dużo byłoby pisania:)
- Certo Six z Tessarem 80/2.8 nie jest zły
- Nieszłe są też rosyjskie Iskry i Moskwy, ale trzeba trafić na dobry model.

 

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Jaki średni format do 1000zł? (update)

 

From: maildras+mp.pl (Andrzej Sroka)
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: sredni format
Date: Wed, 27 Nov 2002 09:28:50 GMT

Pentacon-six, ale pod pewnymi warunkami:

- od razu daj do przegladu, czyszczenia, regulacji i pomiarow migawki
do dobrego serwisu (np Wiesefoto),
- jak juz tam wyslesz i fotografujesz ze statywu - zamow podnoszenie
lustra (chyba ok 250zl, naprawde warto !!)
- jak kupisz bez takiej dziurki w tylnej sciance do podgladu numerkow
na tasmie filmu to albo jej wykonanie tez zamow, albo zrob sam (w
razie potrzeby dokladniej opisze) - nie bedziesz mial nigdy problemow
z nakladaniem klatek
- z 1000zl powinno Ci zostac na jeszcze jeden obiektyw i filmy, i jak
nie kupisz z pryzmatem ttl, to na jakis swiatlomierz

Troche moze przerazac ten spis, ale niektore z w/w czynnosci sa
konieczne przy kupowaniu kazdego mechanicznego aparatu (czyszczenie,
przeglad, pomiary realnych czasow migawki, no chyba ze tylko na
negatywach chcesz fotografowac)

Co do K88 - jesli nie potrzebujesz wymiennych magazynkow to nie
polecam, jesli potrzebujesz - do 1000zl nie ma innego wyjscia.

Co do TLR-ow - wg mnie bardzo ograniczaja - zadnego makro, podgladu
glebi ostrosci, podgladu dzialania filtrow (polowkowy szary ???) no i
przede wszystkim - jedna ogniskowa to przynajmniej o dwie za malo...
Jak juz bedziesz mial zestaw : korpus + ze 3 obiektywy do robienia
zdjec, no i pieniazki - to dla frajdy mozesz sobie jakas kupic zawsze.



From: "Maciej J. Piasecki"
Subject: Re: sredni format
Date: Wed, 27 Nov 2002 16:58:34 +0100

Zamiast zawodnego Kieva lub P-Sixa,
ktore zaczniesz przeklinac gdy zaczna Ci
sie nakladac klatki, zozstrajac czasy itd.
kup sobie TLR. Najlepiej jakas
swieza" Yashice 124 G czy Yashica Mat.
Nie ma co prawda wymiennych obiektywow
ale jest niezawodna i przynajmniej ja mialem
duza frajde z robienia zdjec tym pudelkiem,
tym bardziej, ze szkielko rysuje bardzo ladnie.
Ceny wachaja sie pomiedzy 350 a 700 PLN.



From: "Katz"
Subject: Re: sredni format

Jak dolozysz pare zlotych to mozesz kupic Rolleiflexa TLR i zobaczysz jaka
to przyjemnosc robic nim zdjecia.



From: "Ernest"
Subject: Re: sredni format
Date: Wed, 27 Nov 2002 17:26:13 +0100

to może Kiev 60? Wszelkie kalibracje światłomierza, nachodzących klatek itp.
są świetnie opisane na www. Można w miarę samodzielnie zrobić to czego nie
robią w fabryce. Albo kupić już po tuningu od firm które tym się zajmują.

http://kievaholic.com/kiev60kalibration.html

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Chcę coś na gwint M42? Czy tylko Zenit i Practica?

 

From: "eRBe"
Subject: Re: Lustrzanka m42?
Date: Mon, 2 Dec 2002 10:55:38 +0100

> Mam jakies szkla na gwint m42 i zastanawialem sie nad dokupieniem do nich
> jakiegos body. I tu pojawia sie pytanie: czy oprocz praktic (zenity
> odpadaja) sa jakies godne polecenia body m42?

Oczywiście, że są, i jest tego całkiem sporo. Moim prywatnym typem nr1 jest
Porst Compact Reflex SP - bardzo zgrabne body o dużych możliwościach (pomiar
punktowy, multiekspozycja itd). Inne ciekawe propozycje, to:
Porst C-TL Super,
Revueflexy różnego autoramentu: np 2002CL i inne
Ricoh TLS 401
Są jeszcze jakieś stare Pentaxy, różne Petri, Porsty, Fujice... jest w czym
wybierać, trzeba się tylko trochę wychylić poza zenitowsko-prakticowskie
getto ;-)

 

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Gdzie znaleźć instrukcje do starych aparatów?


http://www.kyphoto.com/classics/instructionmanuals.html

Chinon, Ricoh, Sears, Fujica, Konica, Kodak, Cosina, Yashica, Zenith, Praktica, Mamiya, Pentax and various other

http://www.instrukcje-foto.prv.pl/
Nikon F3, F55 specyfikacja tylko, F65, F70, F80, F90x, F100, F5 specyfikacja tylko
Specyfikacja obiektywow Nikkor Auto Focus
Specyfikacja obiektywow Nikkor Manual Focus
Cannon EOS 1000N/FN, EOS 300N, EOS 5, EOS 1
Pentax MZ-M
Minolta Dynax 505 si super, Dynax 600 si, Dynax 700 si, Dynax 5, Dynax 9

http://republika.pl/carewicze/instrukcja.htm

EOS Documentation Project (eng)

http://fotonet.prv.pl

Pentax - aparaty i dodatki

Do Minolty : możliwość kupienia w Minolta Polska
Drogi zakupu:
1/ w siedzibie biura handlowego MINOLTA POLSKA
ul. Nowolipie 7a
00 - 146 Warszawa

2/ za posrednictwem poczty kurierskiej.
Koszt instrukcji + koszt wysylki (= okolo 30 PLN za usluge kurierska)

3/ wplacajac na nasze konto kwote bedaca rownowartoscia ilosci zamowionych
instrukcji, z zaznaczeniem w tytule "INSTRUKCJA OBSLUGI". W momencie, gdy
pieniadze beda juz u nas na koncie, wysle ja za posrednictwem poczty (list
polecony)
Numer konta :
BRE BANK S.A.
ODDZIAL W WARSZAWIE
UL. SENATORSKA 18
00-950 WARSZAWA
R-EK 11401010-00-342711-PLNCURR11-72

ceny ok 36zł.

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Czym się różni EOS 620 od EOS 300?

 

 1.) CANON EOS 620

2.) CANON EOS 300

Kto wygrał

Autofocus 

 1, -

 7, #

 2

Zakres pracy AF

 1-18 EV

 1-18 EV

 -

Światło wspomagające AF

 Tylko z lampą błysk.

 +

 

Pomiar światła

 6-polowa matryca
pseudospot 6,5%

 35-polowa matryca
pseudospot 9,5%
centralnie-ważony
w trybie manual

 1

Zakres pracy światłomierza

  -1 - 20

 2-20

 1

Korekcja ekspozycji

+/- 5 co 0.5

+/- 2 co 0,5

 1

Migawka

 1/4000 - 30s

 1/2000 - 30s

 1

Autobracketing

 Tak

 Tak

 -

Wielokrotne naświetlenie klatki

 Tak

 Tak

 -

Wcześniejsze podniesienie lustra 

 Nie

 Nie

 -

Synchronizacja z lampą błyskową

 1/250

 1/90

 1

E-TTL

 Nie 

Tak 

 2 

Błysk na drugą lamelkę

 Nie

 Z niektórymi lampami

 2

Podgląd głębi ostrości

 Tak

 Tak

 -

Wbudowana lampa błysk.

 Nie

 Tak, LP 12

 2

Wizjer (% kadru)

 94%

 90%

 1

Obudowa

 Całość z metalu

 Plastik

 1

Bagnet

 Metalowy

 Plastik

 1

Max. ilość zdjęć/s

 3

 1,5 

 1

Progamy tematyczne

 Nie

 Tak

 2

Wymienne matówki

 Tak

 Nie

 1

 

15 lat starszy EOS 620 wygrywa z 300 na punkty 10 do 6 ;). Przy czym wygrywa we wszystkich najważniejszych konkurencjach. Jedyną ważną przewagą 300 jest szybszy i lepiej działający autofocus - ale jego czułość jest taka sama jak jej starszego brata. Świat Pozostałe rzeczy, jak lepsza migawka w EOS 620, krótsze synchro z lampą, większa szybkostrzelność i większa możliwość korekcji ekspozycji sprawiają, że to porównanie to prawdziwy knock-out. Zwłaszcza, że cenowo te aparaty od siebie nie odbiegają - a nawet Oczywiście - każdy wybiera to, co lubi. W końcu to nie aparat robi zdjęcia, tylko fotograf. Ale dobrze jest mieć czym te zdjęcia zrobic...

Autor: Wojciech Chmielnicki

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Jakie aparaty są na bagnet K?

Date: 20 Mar 2002 15:09:55 GMT
From: watteau+box43.gnet.pl (Stanislaw B.A. Stawowy)

Made in Japan:


Agfa (Chinon?)
Selectronic-1, Selectronic-2, Selectronic-3.
Alpa (Chinon)
SI3000.
Bauer (Cosina)
RX1, RX2.
Carena (?)
KSM1, KSM2.
Chinon
CA4, CA4S, CE4, CE4S, CE5, CG5, CM4, CM4S, CM5, CM7, CP5, CP5S, CP5X, CP6,
CP7M, CP9AF, CP-X.
Cimko
LS-1.
Cosina
CS1, CS2, CS3, CT1, CT2, CT3, CT4, CT1A, CT1G, CT1 Super, CT1EX, Computer
CT7, CT9, CT10, CT20, CT90, C1, C2, E1 Solar.
Exakta (Cosina)
HS2, HS4, HS10, HS40.
Haking (Cosina)
HG1, HG2.
Kenlock (Cosina)
KG1.
Miranda (Chinon)
Computron, Memoflex, MS1, MS3.
Panagor (Cosina)
CT1EX, CT90.
Petri (Cosina)
MF2, MF3, MF4, MF101, MF102, MF103, MF104, GX1 Super.
Quantaray (Topcon)
D2-RZ.
Revue
AC3, SC3.
Ricoh
KR5, KR5 Super, KR5 Super II, KR5 Super III, KR10, KR10 Super, KR10M,
KR10X, KR30SP, XR1, XR1S, XR2, XR2S, XR5, XR6, XR7, XR7M, XR7M II, XR8
Super, XR-F, XR-P, XR-S, XR20SP, XR-X, XR-X3PF, XR Solar.
Sea&Sea (Ricoh)
SX1000TTL.
Seimax (Cosina)
SV7, SV9.
Topcon
AM1, RM300.
Vivitar (Chinon)
XV5.
Vivitar (Cosina)
XV2, XV3, V2000, V6000.


Made in China


Alstar
K1000.
Luxon
K1000.
Kalimar (Phenix)
K90 TTL1000.
Maginon
K1000.
Mingca
MfK1000.
Pearl River
S-207.
Phenix
DC303K.
Seagull
K1000.
Tresor
K1000.
Vivitar (Phenix)
V3000S.


Made in USSR


Lomo
Almaz 101, 102, 103.
Zenit
Automat, AM, 122K.

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Co sądzicie o EOS 620?


Półprofesjonalna lustrzanka sprzed 15 lat. Jego wiek warunkuje zarówno główne
zalety, jak i wady. Nie będę wypisywał wszystkich danych technicznych, bo te
można znaleźć bez problemu w internecie. Podam tylko najważniejsze oraz
wyjaśnię, czemu pomimo swojego leciwego wieku jest to aparat naprawdę godny
polecenia.

Podstawowe dane techniczne:
- migawka 1/4000 - 30s +B
- synchronizacja z lampą błyskową 1/250
- kompensacja ekspozycji +/- 5 co 0.5
- obraz w wizjerze 94% (pow. 0.8)
- matryca 6-polowa
- pseudospot 6,5%
- do 3 klatek/sek.
- wielokrotna ekspozycja
- autobacketing
- 'shiftowany' program P
- możliwe zdjęcia w podczerwieni
- wymienne matówki

Podstawowe zalety tego aparatu są paradoksalnie związane właśnie z jego wiekiem.
15 lat temu była jeszcze inna szkoła budowania aparatów, nikt nie pomyślałby o
plastikowym korpusie, że już o bagnecie nie wspomnę. Cała obudowa Canona EOS
620, jak również i bagnet, są wykonane z metalu. Aparat jest dzięki temu dużo
wytrzymalszy od dzisiejszych plastikowych 'wydmuszek' i w pełni zasłużył sobie
na opinię aparatu nie do zdarcia. Metalowa obudowa sprawia również, że jest on
blisko dwa razy cięższy od dzisiejszych 'plastików'. Dla jednych to wada, dla
innych zaleta: cięższy aparat daje się na pewno stabilniej trzymać przy
zdjęciach z ręki.

Kolejną niebagatelną zaletą jest jego cena - sprzęt w doskonałym stanie można
kupić taniej niż dzisiejsze amatorskie lustrzanki - otrzymując możliwości, o
jakich posiadacze amatorów mogą marzyć. Szybka migawka - często spotkam się z
opiniami, że czasu 1/4000 w praktyce się nie wykorzystuje; pewnie nie, jeśli się
go nie ma - ja jednak stosunkowo często z niego korzystam. I wolałbym z niego
nie rezygnować. Synchronizacja z lampą 1/250 jest w większości przypadków
wystarczająca (BTW taką synchronizacją poza E_TTL mogą się poszczycić jedynie
topowe EOS 1 i 3 - wszystkie inne mają dłuższe czasy). Dla mnie bardzo ważną
zaletą EOSa 620 jest duży i jasny obraz na matówce - bez porównania w stosunku
do późniejszych modeli. Jeśli jeszcze mamy matówkę z klinem, to ostrzenie
manualne jest równie łatwe jak w dobrym manualu - czego w żadnym wypadku nie
można powiedzieć o nowszych modelach Canona. To samo pseudospot - tutaj 6,5%
kadru, w nowszych Canonach 9,5%, co jest zupełnym nieporozumieniem.

Do tej solidnej, opisanej powyżej konstrukcji dostajemy jeszcze trochę czasem
przydatnych 'bajerów' - zdjęcia w podczerwieni, wielokrotna ekspozycja, szybkość
3 klatek na sekundę, ważny zwłaszcza przy robieniu slajdów autobracketing. Poza
tym, EOS 620 nie bierze prądu pomiędzy otwarciem a zamknięciem migawki przy
długich czasach (na jednej baterii migawka może być otwarta przez kilka tysięcy
godzin ;) ).

Nie ma jednak róży bez kolców, zwłaszcza w stajni aparatów Canona, więc teraz
trochę wad. A oto najważniejsze:

1.) Pseudospot! Dla mnie chyba największa wada. 6,5% obrazu to stanowczo zbyt
dużo. Można się pocieszyć, ze następne modele Canona miały 9,5% - ale nie jest
to pociecha wielka... Brak prawdziwego spota to duży mankament.

2.) Wężyk spustowy. Tutaj wychodzi na jaw jak firma Canon traktuje klienta. Do
620 pasuje ten sam wężyk spustowy co do T90, RT, a z nowszych chyba też do EOS 5
i jeszcze kilku modeli - o symbolu 60T3. I tu zaczynają się schody. Gniazdo dla
wężyka znajduje się w wymiennym uchwycie. EOS 620 ma w standardzie uchwyt z
gniazdem - ale widziałem już takie, w których uchwyt był wymieniony. Kupując
aparat, trzeba zwrócić na to uwagę, bo kupienie uchwytu osobno to straszny
wydatek. I to właśnie jest typowe dla Canona: wszelkie akcesoria osiągają
zawrotne ceny. Ten wężyk spustowy 60T3 ma specjalne gniazdo, które nie daje
żadnych nowych możliwości użytkownikowi, za to skutecznie uniemożliwia wykonanie
podróbki. Trzeba więc kupić wężyk oryginalny, a ten kosztuje w sklepie sporo
powyżej... 200zł! Bez wężyka nie da się zablokować migawki. Po prostu
kompromitacja.... Do czasu 90s da się to obejść (autobracketing, preselekcja
czasu na 30s) a dluższych czasów ja po prostu nie robię.

3.) Brak możliwości zasilania ze zwykłych baterii - konieczne są drogie 2CR5.
Nie wymyślono niestety żadnego 'battery grip' do tego modelu.

4.) Autofocus. Jest to druga lustrzanka Canona z AF. Można się zatem domyśleć,
że nie jest on ani najszybszy, ani najdokładniejszy. Ma tylko jeden poziomy
czujnik. Co nie zmienia faktu, ze ja go stosuję z powodzeniem i w większości
sytuacji radzi sobie całkiem dobrze.

5.) Głośność. To chyba najgłośniejsza lustrzanka, jaką w życiu widziałem. O
cichych zdjęciach na koncercie w filharmonii raczej trzeba zapomnieć.

Podsumowanie: pomimo swoich wad, jest to dobry aparat za stosunkowo małe
pieniądze. Jeśli kupiony w dobrym stanie, na pewno przetrwa dzisiejsze
plastikowe wydmuszki. Sprawdza się od poziomu początkującego do całkiem
zaawansowanego amatora. I to by było na tyle ;)

Autor
Wojtek 'Ender' Chmielnicki

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Jakie są oznaczenia Nikonów w USA?

From: Piotr_Keplicz
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: =?ISO-8859-2?Q?Nikon_-_USA_vs._reszta_=B6wiata?=
Date: Sun, 15 Jun 2003 23:26:35 +0200

Ale to proste. Ogólnie o ile to nie jest korpus 'profesjonalny'
wystarczy zamienić 'F' na 'N'. W latach '80 zmieniała się też
numeracja, F801(s) to N8008(s), F601 to N6006, F401 to N4004, a F401x
to N5005, później też F90(x) to N90(s).

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: EOS 30 czy 33?


From: "Grzegorz Pawlik"
Subject: Re: EOS 33 a 30
Date: Sat, 30 Nov 2002 10:40:43 +0100

Czasami stosuję sterowanie okiem. Nie muszę wtedy ustawiać guzikami na
tylnej ściance. Działa w zasadzie bez problemów. Przydatne zwłaszcza przy
ostrzeniu w trybie ciągłym - popatrzysz na coś innego i przeostrza bez
puszczania i ponownego naciskania spustu.
Z drugiej strony można się bez tego obejść.



From: rhr+poczta.wp.pl (=?iso-8859-2?Q?Rafa=B3_Hernicki?=)
Subject: Re: EOS 33 a 30
Date: 30 Nov 2002 13:06:08 +0100

> Co sadzicie o funkcji sterowania okiem w EOS 30?

Dziala dobrze, tylko zauwazylem ze jak skalibrowalem w ciemnym pomieszczeniu
to w jasnym swietle troche zle to dzialalo. Chyba trzeba skalibrowac dwa
razy.

> Czy tak naprtawde w praktyce jest to potrzebne, czy lepiej poprostu kupic
> 33?

Mialem przez miesiac 33, teraz mam z koniecznosci 30 i jestem zadowolony.
Jak masz kase to kup 30, a jak nie to kup 33 i obiektyw 50mm za roznice w
cenie bedziesz mial wiecej pozytku niz ze sterowania okiem.
Sterowanie okiem przydaje sie chyba najbardziej przy reportazu i sporcie,
przy portrecie i krajobrazie raczej mniej.


From: "moko"
Subject: Re: EOS 33 a 30
Date: Sun, 01 Dec 2002 21:31:14 GMT

A ja mam 33 bez eye control i jestem zadowolony i w zupełności to wystarcza.
Bonus jest taki zę w odrużnieniu od 50E masz z tyłu body (na pokrętle od
przesłony w trybie M) pewnego rodzaju joystik. ÂŁatwo pięknie i przyjemnie.

Plusem 30 jest to że chcąc go póżniej sprzedać masz większą możliwość
znaleść klienta i więcej weźmiesz (tyle ze więcej musisz sam wyłożyć na
wstępie, więc to moze nie jest dobry argument)

Jedno co jest pwne to to że Brak kalibracji na oko nie czynie 33 gorszym
aparatem od 30!!!!


From: "KLOSZ"
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: EOS 33 a 30
Date: Sat, 30 Nov 2002 13:09:14 +0100

> Co sadzicie o funkcji sterowania okiem w EOS 30?
[..]
Z pewnoscia jest to kwesia przyzwyczajenia, nawyku i indywidualnych
preferencji. Mam 50E i czesto korzystam z tej funkcji. Przyzwyczajenie
powoduje, ze teraz ciezko byloby mi bez tego focic.

Wygodny gadget.

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Jaki kupić aparat dalmierzowy?

 

Zebrał: Jacek Welz



Autor:MarcinMajewski (marcinmajewski+interia.pl)
Temat: jaki aparat z dalmierzem?

poradźcie

konika hexar
leica m... /która/
czy bessa?

a moze jeszcze cos innego?
----------------------------------
Autor:Dizel (watteau@usunto.box43.gnet.pl)

A ile masz pieniedzy, czego oczekujesz, z jakich ogniskowych
najchetniej korzystasz i czy stac Cie bedzie na obiektywy
Leicy M?
------------------------------------
Autor:MarcinMajewski (marcinmajewski+interia.pl)

ogniskowa 35 albo 28
potrzebny mi cichy dobry aparat, zeby wejśc "w ludzi" w publicznych
miejscach

pieniedzy troche mam , ale nie chce rozbudowywac systemu dalmierzowego, wiec
moze jeden obiektyw wystarczy;
chce tez mieć zestaw AF i w nim bede wiecej inwestował;

ile kosztuje ta bessa? i czy warto? moze jednak leica /która?/?
---------------------------------------
Użytkownik "Dizel" napisał w wiadomości

Bessa R (ma ramki do 35), Leica M2, M4, M5 (35mm),
Leica M6 0.72 albo 0.68 (28mm, 35mm), Canon 7s (35mm)

Ceny? Bessa R okolo 2400, Leica M uzywana - okolo 3000-4000 PLN,
M6 nowa - chyba 5000, Canon 7s - okolo 2000 (uzywany)
Do tego obiektywy - Summicron-M 2/50 - okolo 2000 PLN
...
Odsprzedasz za tyle samo...

> a konika?

Konica Hexar RF? 1300 US$..

> ps
> moze jednak poszukam cichego contaxa

Tak jak pisze - Zorki 4K , do tego obiektywy:
Jupiter 12 (2.8/35), Jupiter 8 (2/50) lub 3 (1.5/50)
i Jupiter 9 (2/85) i jestes wyposazony niezle w dobra optyke :)
Potem dokupisz obiektywy Voigtlandera i bedziesz je
uzywal na Zorki, potem dokupisz np. body Bessy abo
Lejka..
To nie Canon, Nikon abo inna kupa, tu wszystko dziala
ze wszystkim (z wyjatkiem Hektora 4.5/135!)

---------------------------------------------
Autor:przemekj+comax.pila.pl (przemekj+comax.pila.pl)

> ogniskowa 35 albo 28
> potrzebny mi cichy dobry aparat, zeby wejśc "w ludzi" w publicznych
> miejscach
>
> pieniedzy troche mam , ale nie chce rozbudowywac systemu dalmierzowego, wiec
> moze jeden obiektyw wystarczy;
>
A pomyslałeś o Conaxie G1 lub G2 i szkiełku 28mm i jeden i drugi chodzi
świetnie ja z G1 byłem bardzo zadowolony choć wyamga innego podjeścia do
fotgrqfowania ale to tak jest ze wszystkimi przeziernikowcami :-) Ma jeszcze
jedną rzecz AF i automatyke w tłumie przy bardzo szybkiej pracy może ci czasem
uratować tyłek :-))))

-----------------------------------------
marcinmajewski+interia.pl wrote on 18.06.02 12:09:

> nic nie wiem ide poczytac dzieki,
> AF ? jak to działa w takim sprzecie??
> jesli jeszcze film przewija to biore :)
>
No coz, jesli sie przyzwyczailes do AF w najprostszej nawet lustrzance to AF
w G1 moze Cie rozczarowac... Jest nawet dosc szybki, ale wymaga naprawde
dobrego kontrastu obiektu, zeby wyostrzyc prawidlowo. O dziwo mialem wiecej
problemow z ostrzeniem na zewnatrz niz w pomiszczeniach... Z tego tez powodu
w G2 znacznie poszerzono baze dalmierza i dodano aktywny AF. Poza tym
sprzecik naprawde fajny, z wyjatkiem spota, ma wszystko co potrzeba do
fotografowania zaawansowanego :-) Niestety AF byl czynnikiem, ktory sprawil
ze go sprzedalem - z pewnym zalem :-(

---------------------------------------------------------
Użytkownik "Sylwester Pietrzyk" napisał w wiadomości

> dzieki!
> a da sie przejsc na tryb reczny?
Da sie, ale jedynym potwierdzeniem nastawienia ostrosci jest... AF
(dalmierz) w tym aparacie. Lepiej kupic G2... zdecydowanie!

> a co kupiłes? Darowalem sobie na razie dalmierze i zostalem jednak przy moim Pentaxie Z1P
:-)
> zastanawiam sie nad koniką hexar, moze lepsza?
Wszystko zalezy od zastosowan - Hexar to nie najlepszy partner dla lampy
blyskowej (brak TTL) i zdaje sie ogolnie to drozszy sprzet, choc masz w nim
prawdziwy dalmierz i ostrzenie na "duchy". Osobiscie wybralbym G2 - pasuja
do niego wszystkie lampy Contaxa (takze te od lustrzanek), a obiektywy
Zeissa, choc nie ma wsrod nich super jasnych, sa miodzio optycznie. Do tego
powloki MC, nazywane T*, powstawaly we wspolpracy z Pentaxem, ktorego SMC
uchodzi za wzorowe :-)

---------------------------------------
Autor:MarcinMajewski (marcinmajewski+interia.pl)

czyli de facto nie da się, bo nie mozna wyostrzyc, tak?
lampa mi nie potrzebna bo to ma byc cichy dyskretny sprzęcik, podobno te
koniki są ciche i maja bardzo dobre szkła /juz poczytałem w necie:

http://www.photographyreview.com/pscCameras/Rangefinders/Konica,Hexar,RF/PRD_84619_3138crx.aspx/
"na duchy" znaczy dwie blado żółte plamnie tak jak w canonet ql?

-----------------------------------------------------------
Autor:przemekj+comax.pila.pl (przemekj+comax.pila.pl)

> o kurcze, poczytałem o G1, to chyba to!
> czy ona ma wymienne szkła?
>
Są od hologona 21mm ,35Fmm f2,0 45mmf 2,8 28mmf 2,8 do 90 mm f2,8

Jest tylko jeden feler jezeli masz G1 to musi mieć zielonąwklejke w komorze
filmu bo tylko wtedy działa ze szkłem 35mm które było zrobione do G2ki .

Wiem że G2 jest szybszy ma czulszy Af ale mnie G1 nie zawiódł w żadnej
sytuacji .problem z ostrzeniem wystepuje przy małym poziomie światła zastanego
ale ja kstarannie ustawisz czujnik to poradzi sobie bezproblemu na krótsze
odległosci ma malutki wyświetlacz podczerwieni który bardzo pomaga jak to ci
walne to jest dopiero jazda. :-))))))))). Nie wiem czy jest sens kupować G2
jeżeli chcesz go mieć tylko z szerokim w tłumie a masz i tak drugi system
lustrzany .Ja swojego musiałem sprzedać gdyż okazało sie ze nie stać mnie na
dwa systemy :-( . Potem i tak ostatecznie kupiłem Laice i jestewm zadowolony.

Za róznice między G1 a G2 możesz sobie kupić albo jakieś szkiełko albo
puszkęlustrzanki:-) .

---------------------------------------------------
Użytkownik "Paweł Banaś" napisał w

> Ja od dluzszego czasu robie Kievem 4 z trzema szkielkami i jestem bardzo
> zadowolony - jak za taka jakosc na prawde warto bylo dac 350 zl (body
> 35/2,8, 50/2, 85/2 i celownik uniwersalny).
> Jesli jednak nie zadowola Cie szkielka ze wschodu, to mozesz poszukac
> obiektywow Zeissa do dalmierzowych Contaxow. Podobno rowniez pasuja od
> dalmierzowych Nikonow, ale tu mam sprzeczne informacje (chodza sluchy,
> ze Japonczycy cos sknocili kopiujac bagnet ;-))) )

---------------------------------------------------------------
Autor:Dizel (watteau@usunto.box43.gnet.pl)
> P.S. A moze Zorka lub FED + szkielka od Leici lub Bessy L?

IMO to najlepsze wyjscie na poczatek - Zorki 4K (najlepsze
rosyjskie body na LTM) + np. Leica Summitar za 80$ (!)
abo Cosina/Voigtlander Nokton 1.5/50 abo Jupiter8/Sonnar
2/50.
> > Jesli jednak nie zadowola Cie szkielka ze wschodu, to mozesz poszukac
> > obiektywow Zeissa do dalmierzowych Contaxow. Podobno rowniez pasuja od
> > dalmierzowych Nikonow, ale tu mam sprzeczne informacje (chodza sluchy,
> > ze Japonczycy cos sknocili kopiujac bagnet ;-))) )
> 'cos sknocili'? Spie*rzyli tak dokumentnie, ze szkla o f>35mm
> nie ostrza dokladnie :)))))

-----------------------------------------------------------------------
Użytkownik "Paweł Banaś" napisał w

> chyba nie potrafie ocenic jakosci zdjęc na stronie, ale nie mam zaufania do
> ruskiego sprzetu chocby nie wiem z czego był kopiowany

Zupelnie niepotrzebnie - trzeba tylko zachowac trzezwosc umyslu
i moc wybrac z kilku egzemplarzy. Poza tym, mowa o szkielkach
z lat 50, 60 i poczatku 70-tych, kiedy to (szczegolnie na poczatku
tego okresu) jakosc byla rzaczywiscie dobra. Ja osobiscie nie
spotkalem jeszcze zlego szkielka rosyjskiej produkcji z tego okresu.

-------------------------------------------------
Autor:Dizel (watteau@usunto.box43.gnet.pl)
Temat:Re: jaki aparat z dalmierzem?


View this article only
Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2002-06-20 03:30:54 PST


> własnie własnie czy te voigtlandery są porównywalne z leiką?

http://www.imx.nl

> czy lepiej do bessy założyc leike czy voit...

Leica od 1953 stosuje bagnet M w dalmierzowcach.
Obiektywy z gwintem M39 mozna wsadzic do Lejka M
przez przejsciowke, zachowujac sprzezenie z dalmierzem, itd..
W druga strone sie nie da.
Kup Besse R, dokupuj do niej obiektywy V. Jesli potem kupisz Lejka,
bedziesz mogl je wykorzystywac i tu i tu..

------------------------------------------------------
http://www.zeisshistorica.org/sample.html
http://www.clickondavid.com/contax.html
http://www.geocities.com/vienna/7139/kiev4m.htm
http://homepage.mac.com/mattdenton/photo/cameras/kiev_4.html

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Jaka lustrzanka nadaje sie dobrze do makrofotografii?

 

From: "Marek Wyszomirski"
To: FAQ
Date: Thu, 28 Nov 2002 23:32:47 +0100

W przypadku makrofotografii ostrosc ustawiamy recznie, zatem szybkosc,
czulosc i ilosc pol AF sa nieistotne. Istotna jest natomiast jakosc obrazu
na matowce. Obraz ten powinien byc mozliwie jasny, gdyz skutkiem ubocznym
dodatkowego wyciagu wprowadzanaego przez pierscienie i mieszki jest
zmniejszenie jasnosci zestawu. Najwieksze wymagania co do jasnosci obrazu w
wizjerze wystepuja podczas podgladu glebi ostrosci - przyslona jest wtedy
silnie przymknieta (ze wzgledu na glebie ostrosci stosujemy zwykle przy
makrofotografii duze liczby pzryslony) i przy ciemnej matowce w wizjerze
niewiele widac. Wbrew czestym opiniom uwazam, ze do makrofotografii
najlepiej nadaja sie gladkie matowki bez klinow i mikrorastra - kliny i
mikroraster podczas podgladu glebi ostrosci zamieniaja sie w czarna plame,
ktora tylko utrudnia ocene obrazu. Kolejna wazna funkcja to wspomniany juz
podglad glebi ostrosci - umozliwia on ocene. ktore czesci motywu beda na
zdjeciu ostre. Wazne jest, aby podglad glebi ostrosci nie wymagal duzej sily
do uruchomienia - ciezko chodzacy przycisk wlaczania moze powodowac
(szczegolnie przy robieniu zdjec 'z reki') ze aprat w momencie jego
wlaczania i wylaczania bedzie nieco sie przesuwal - w przypadku 'zwyklych'
motywow przesuniecie aparatu o milimetr nie ma znaczenia, w pzrypadku
makrofotografii - moze wyprowadzic motyw z glebi ostrosci. Bardzo dobrym
zrodlem swiatla do makrofotografii jest lampa blyskowa TTL - wskazane jest
zatem, aby aparat obslugiwal pomiar blysku przez obiektyw.

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Co kupić D5d, EOS350D, D70(s), istDs?

 

Grupa dyskusyjna: pl.rec.foto.cyfrowa
Od: Marcin Fal (marcin.falWYWA...@gmail.com)
Data: Mon, 18 Jul 2005 11:25:28 +0200
Temat: Co kupić D5d, EOS350D, D70(s), istDs? - czę?ć pierwsza: system (AF)

Nie, tym razem nie jest to pytanie o to co kupić, raczej rodzaj
przemyśleń nad tym pytaniem :)


Proszę o uwagi i poprawienie wszelkich błędów.


W chwili obecnej mamy w niskiej, ale nie najniższej klasie sprzętu
kilka porównywalnych modeli a dokładniej są to Canon 350D, Minolta 5d,
Nikon D70(s), Pentaks istDS.


Myślę że można wstępnie założyć że aparaty te są na tyle dobre i dają
zdjęcia na tyle dobrej jakości że o wyborze powinny decydować detale,
a tak się skłąda że każdy z tych aparatów ma coś co może na jego
stronę przewazyć szalę ;-)


Ale od początku:


1) Kupując aparat przedewszystkim musimy być świadomi że wybieramy
system! Późniejsza zmiana będzie dość kosztowna i kłopotliwa, dlatego
też należy dobrze się nad wyborem zastanowić.


Dla zwykłego, przeciętnego amatora system to głównie obiektywy i lampy
błyskowe. Na razie o obiektywach:


1a) Obiektywy AF:


1a.I) Canon. Zdecydowanie największa oferta obiektywów AF. Jednak
przewaga nad pozostałymi systemami jest widoczna głównie w klasie
profesjonalnej. Dla amatora nie ma to większego znaczenia, szczególnie
dla amatora w Polsce, gdzie większosć z nas musi liczyć się z kosztami
i raczej nie będzie mogła kupić sobie szkła 85mm 1.2L, czy 1200 5.6L,
a nawet 600mm.
W klasie amatorskiej niestety Canon nie ma się czym pochwalić, jego
oferta to albo dobre/bardzo dobre obiektywy "L" które niestety też
słono kosztują, albo stosunkowo tanie ale też dość słabe optycznie
szkła. Z drugiej strony duża ilość użytkowników generuje dość dużą
podaż używanych szkieł i można dość łatwo kupić coś z drugiej ręki. Z
trzeciej strony popularność Canona powoduje że nawet używane szkła
dość dobrze trzymają cenę, co oczywiście jest dobre dla sprzedających,
ale mniej sympatyczne dla kupujących :-)


1a.II) Minolta. Wyraźnie mniejsza ilość obiektywów AF w ofercie.
Wszelako ilu z nas będzie potrzebowało systemowy obiektyw shift, czy
wspomniany 1200 5.6L?. A nawet jeśli to ilu z nas bedzie na niego
stać? Choć oczywiście trzeba przyznać że w razie czego użytkownik
Minolty po prostu nie będzie w stanie takeigo obiektywu kupić, bo
Minolta nie ma takowego w ofercie. 85 1.2L da się od biedy zastąpić
85 1.4 G, 600mm też jest. Natomiast w klasie amatorskiej sytuacja
prezentuje się IMHO lepiej niż u Canona. Zarówno obiektywy nowe jak i
używane są co najmniej dobre. Niestety nowe są tak samo kosztowne jak
wszędzie, ale używane da się kupić już znacznie taniej i skompletować
sobie całkiem ciekawy za stosunkowo niewielkie pieniądze.


1a.III) Nikon. Oferta szkieł lepsza niż u Minolty, gorsza niż u
Canona, ale jak zwykla dla amatora bez większego znaczenia. U Nikona
brakuje kosmicznie drogich szkieł o bardzo dużej jasności, oraz
obiektywów shift z procesorem, a z obiektywami bez procesora D70 nie
mierzy światła! Amatorskie konstrukcje o świetla 3.5-4.5 IMO lepsze
niż u Canona, tak samo obiektywy 3.5-5.6 też lepsze optycznie niż
Canon, ale ich wybór (szczególnie używanych) jest mniejszy niż u
Minolty. Ceny używanych też wyższe niż u Pentaksa czy Minolty, powodem
jest tak jak w przypadku Canona popularność systemu.


1a.IV) Pentaks. Tu mam największy problem, bo stosunkowo słabo znam
ten system. Ale wiem że są udane spacer zoomy typu 28-90 f4, czy
28-105 3.2-4.5(?). Jest też udany zoom w zakresie 70-200 (czy nawet
300) o świetle amatorskim. Bardzo chwalone przez użytkowników i
niezbyt drogie. Problemem może być ich dostępność na rynku wtórnym, bo
nowe jak wszędzie są dość drogie. Generalnie w Polsce chyba
najtrudniejszy do skompletowania system, choć nie jest to niemożliwe i
trochę trudu może się odwdzięczyć dając bardzo dobrą jakość za
niewygórowane pieniądze.


1b) Lampy błyskowe.


1b.I) Canon. W tej chwili chyba najlepszą ofertę ma Canon. Generalnie
300D i 350D w pełni współpracują ze wszystkimi lampami serii EX. A
jest ich sporo w ofercie zarówno na rynku wtórnym jak i nowych.
AFAIR to część lamp EX ma już następców (380EX zastąpinona przez
420EX, a 550EX przez 580EX) przez co używane mają dość niskie ceny.


1b.II) Minolta. Jest gorzej niż u Canona, ale nie tragicznie. Z
cyfrówkami współpracują poprawnie tylko lampy D. Są w tej chwili 3
modele, i każdy może sobie coś wybrać. Ceny używanych do przyjęcia.
Nowe porównywalne z Canonami, ae to jak już wiemy standard. Wszystkie
akcesorio nowe są w podobnej cenie, o ile oczywiście są tej samej
klasy.


1b.III) Nikon. 2 lampy, z D70(s) poprawnie działają tylko lampy SB600
i SB800. Z uwagi na to że są to stosunkowo nowe lampy to są dosć
trudne do dostania na ryku wtórnym. Ceny nowych, jak zwykle :)


1b.IV) Pentaks. I tu znowu mam zgwozdkę. Bo z tego co pamietam to w
zaawansowanym pomiarze P-TTL działa tylko jedna, raczej amatorska
lampa. Ale AFAIR to istDS potrafi mierzyć w starszym trybie TTL ze
starszymi lampami. W ogóle zgodność wsteczna to dość silna strona
Pentaksa. Bardziej obeznanych z systemem Pentaxa proszę o korektę.


Obiektywy MF (systemowe i m42)


1c.I) Canon. Canon przechodząc na system AF zmienił mocowanie. Starych
obiektywów FD nie da się używać. Tzn. jest jakaś przejściówka, ale
tylko do macro i raczej niedostępna.
Obiektywy m42 da się stosować przez przejściówkę. Aparaty mierzą
światło. Zresztą Canoany dobrze nadają się do eksperymentów bo mierzą
to światło ze wszystkim co podepniesz, nawet denkiem od butelki.


1c.II) Minolta. Sytuacja identyczna jak wyżej. Zupełnie nowe mocowanie
obiektywów po przejściu na AF. Obiektywy MD niby da się użyć, ale
niezbędna jest przejściówka z elemntem optycznym, a to powoduje już
pogorszenie parametrów obiektywu i zabawa traci sens.
m42 współpracują bez problemów, ostrzą na nieskończoność i jest pomiar
światła.


1c.III) Nikon. Kompletna klęska. Niby bagnet ten sam co w obietywach
MF Nikona, ale co z tego skoro ktoś w Nikonie wymyślił że jak nie ma
procesora to nie mierzymy światła. W tej sytuacji użytkownicy D70(s)
nie mogą w prosty sposób używać starychmanualnych obiektywów, a
szkoda. z m42 sprawa wygląda jeszcze gorzej. Nie dosć że nie ma
pomiaru światła to jeszcze nie da się ostrzyćna nieskończoność.
Oczywiście odpadaja też wszelkiego rodzaju samoróbki i otworki, bo nie
da się pomierzyć światła :(.
Co prawda Nikon potwierdz ustawienie ostrości ze szkłami m42 i MF, ale
co t ego skoro świtło trzeba mierzyć zewnętrznym światłomierzem?


1c.IV) Pentax. Sytuacja dokładnie odwrotna niż u Nikona. Nie dość że
da się mierzyć światło ze starymi szkłami, to jeszcze w przypadku
obiektywów m42 mamy potwierdzenie ostrości i oczywiście pomiar światła
też. Jest też ostrzenie na nieskończoność. Generalnie jeśli chcemy
używać starszych manualnych obiektywów to Pentax jest tu najlepszym
wyborem, także ze wzgledu na największy i najjaśnieszy wizjer co w
znacznym stopniu ułatwia ostrzenie ręcznym szkłami.

 {mospagebreak}

Jeżeli po przeczytaniu części pierwszej doszliśmy do wniosku że w
dalszym ciągu nie wiemy co kupić, bo np. lampy nie planujemy nabyć, a
obiektyw i tak kupimy sigmy a on jest identyczny dla wszystkich
systemów, albo kupim jakiś stndardowy zoom, czy p prostu intersują nas
różnice pomiędzy puszkami to mozemy przejść do porównania
poszczególnych korpusów.


Tak jak pisałem prawie każdy z czwórki ma jakiś atut który moze
przeważyć nad pozostałymi.
Po pierwsze Nikon D70s jest przez producenta pozycjonowany wyżej niż
pozostali konkurenci. Świadczą o tym choćby dwa kółka sterownicze,
pokaźnych rozmiarów obudowa i cena, choć aktulana cena wycofywanego z
produkcji D70 jest dość atrakcyjna.
Pozostałe korpusy prezentują już w miarę podobną półke :)


Pamiętajmy że najbardziej nawet szumiący DSLR z tej grupy i tak o
kilka długości wyprzedza dowlonego kompakta (tak, fuji F10 też) !


2a.I) Canon. Przedewszystkim ma większą niż konkurencja rozdzielczość
matrycy. I mimo jej mniejszego rozmiaru mniej szumi. Z drugiej strony
są głosy mówiące że obraz z matrycy CMOS Canona jest jakiś taki
plastikowy. Mimo to niskie szumy i wysokoa rozdzielczość to podstawowe
atuty Canona 350D.
Do wad natomiast można zaliczyć brak pomiaru punktowego, małe rozmiary
i słabą ergonomię. Choć to już często kwestia gustu. Wadą będzie także
nierewelacyjny wizjer.


// poniższe powinno się znaleźć w pierwszej części, ale mi się
zapomniało więc będzie w tej :)


W ofercie Canona jest najwięcej szkieł USM (czyli z cichym silnikiem)
i IS czyli ze stabilizacją optyczną. Problem polega na tym że szkła te
są zazwyczaj znacznie droższe, a do tego (pomijając konstrukcje profi
ze światłem 2.8) nie rewelacyjne optycznie, choć też nie najgorsze.


2a.II) Minolta. Tu oczywiście podstawowym atutem jest wbudowana w
korpus stabilizacja obrazu. Dzięki temu każdy, najtańszy nawet
obiektyw zyskuje stabilizację, coś za co w systemach Canona czy Nikona
trzeba płacić grube pieniądze, a w systemie Pentaxa w ogóle nie jest
dostępne. Minolta ma też pomiar punktowy i możliwość bezprzewodowego
sterowania lampą w trybie TTL.


Obiektywy z silnikiem SSM (odpowiednik USM w Canonach) to u Minolty
raptem dwie konstrukcje, zabójczo drogie i raczej niedostępne dla
amatora. Obiektywów ze stabilzacją obrazu nie ma wcale ale w ponieważ
stabilizację załatwia korpus to problem jakby ma mniejsze znaczenie :)


Ergonomia Minolty wydaje się dobra, ale aż się nie weźmie korpusu do
ręki to trudno coś na ten temat powiedzieć. Ci co ją mieli już w
łapkach twierdzą że jest dobrze, choć oczywiście do D7d brakuje :)


Szumy D7d były bardzo małe, jak jest z D5d nie wiadomo, ale można
zakładać że skoro wnętrzności są bardzo podobne do D7d to i szumy będą
niewielkie.


Zaletą minolty może być też brak wyostrzania softwarowego i podbijania
kolorów, ale to samo da się uzsykać zmieniając opcje w menu pozostałej
trójki.


2a.III) Nikon. Poza dwoma kółkami nastawczymi i dobrą ergonomią trudno
znaleźć jakiś specjalny atut tego korpusu. W starszej wersji bez "s"
nie ma nawet gniazdka wężyka spustowego. Do tego elektroniczna migawka
daje krótkie czasy, ale ma też swoje spore wady. Obraz w wizjerze
mały. D70 ma pomiar punktowy.


Nikon ma w ofercie obiektywy ze stabilizacją i silnikami USM, ale
jest ich mniej niż u Canona.
Za to IMHO lepiej wypadają optycznie.


Nikon D70(s) to po prostu bardzo przyzwoity korpus bez jakiś
specjalnych wad, ale i bez atutów bijących na głowę konkurencję.


D70 ma dość spore szumy. Mogą być dla kogoś nieakceptowalne, ale mogę
się też wręcz podobać. Bo spotkałem się z takimi i takimi głosami.


2a.IV) Pentax. Duża zaleta to bardzo dobry wizjer, chyba najlepszy w
tej klasie, choć Minolta D5d może mieć podobny, zobaczymy jak będzie
ją można wziąść do ręki. AF też jest dość dobry, kilka pól z
krzyżowymi czujnikami robi swoje.


W ofercie nie ma obiektywów z silnikami typu USM, ani nic ze
stabilizacją. To jest pewna wada tego korpusu/systemu.
Ergonomia bez zastrzeżeń.
Pewną wadą mogą być karty SD, choć raczej nie dla kogoś kto kupuje
swoją pierwszą lustrzankę.


Największym atutem Pentaksa pozostaje wspominana w poprzedniej części
kompatybilność wsteczna z obiektywami MF.


W tej kategorii nie ma jednoznacznego zwycięzcy. Każdy musi sam wybrać
co jest dla neigo ważniejsze. Czy 8MPix, czy AntiShake, czy ergonomia,
czy komptybilność wsteczna i duży wizjer, czy co tam jeszcze.


2b. Pomiar światła.
Można smiało założyć że wszystkie korpusy poprawnie mierzą światło
zastane. Wszystkie mają pomiary matrycowe, i wszystkie sobie radzą
podobnie mimo tego że ilość pól matrycy może się drastycznie różnić.
Oczywiście odnośnie D5d to gdybyanie, ale nie ma powodu sądzić że coś
jest inaczej niż w D7d. To byłoby nie w stylu Minolty :)


Z błyskiem jest różnie, opinie twierdzą że najlepszy jest Nikon. Canon
wprowadzając E-TTL bardzo się poprawił i stał się bardziej
przewidywalny. IMHO każdym z aparatów da się zrobić dobre zdjęcie. .
Po prostu trzeba bedzie poznać dokładniej system pomiaru błysku.


Nikon i Minolta oraz Pentax mogą sterować pracą zewnętrznej lampy
błyskowej w trybie bezprzewodowym, Canon też pod warunkeim że ma
zamontowaną lampę 550EX, 580EX, albo specjalny kontroler.


Canona, Minolta, Pentax potrafią pomierzyć błysk w trybie HSS, Nikon
nie.


Mimo wszystko jeśli ktoś koniecznie chce mieć tu zwycięzcę to IMHO nie
da się takiego jednoznacznie wskazać.


2c. Parmetry migawki i czułość ISO


Canon : 1/4000-30s, x-sync 1/200s, ISO100-1600
Minolta: 1/4000-30s, x-sync 1/125s (1/160s - AS włącz), ISO100-3200,
Nikon : 1/8000-30s, x-sync 1/500s, ISO200-1600,
Pentax: 1/4000-30s, x-sync 1/180s, ISO200-3200,


Dlaczego podaję czasy i czułości? Bo tak to należy rozpatrywać :)
Z tej czwórki wynika że najgorzej wygląd sprawa w Pentaksie. Co prawda
ma on czas synchro 1/180 ale wobec 1/160s Minolty różnica jest w
zasadzie pomijalna, a do tego w D5d można zejść z czułością na ISO100
i otworzyć przysłonę o jedną działkę bardziej.
Tak samo wygląda z czasem 1/8000s i D70(s). Nie daje on praktycznie
żadnej przewagi nad Canonem i Minoltą które mają co prawda tylko
1/4000s, ale mają też ISO100.


Do tego Canon, Minolta i Pentax dysponują błyskiem HSS dzięki któremu
mogą synchronizować błysk z każdym czasem migawki. Co prawda kosztem
mocy lampy, ale często przy doświetlaniu błyskiem tta moc nie jest nam
potrzebna duża i HSS może uratować zdjęcie.


Połączenie czasów i czułości - największe możliwości daje IMHO w
Canonie, zaraz za nim plasuje się Minolta, na trzecim miejscu Nikon
który wygrywa z Pentaxem czasem 1/8000 i synchro 1/500s


Pentax jednak na końcu, ale głównie z powodu tego że swoje
zaawansowane funkcje typu HSS i pomiar błysku bezprzewodowego może
realizować tylko z jednym modelem lampy, ma stosunkowo wolne synchro i
czas 1/4000s przy minimalnym ISO200.


Choć dla kogos Nikon może być na końcu za brak HSS.


Nikona może czasem ratować synchro 1/500s, ale pamiętajmy że realnie
to jest tylko jedna działka wiecej niż 1/125 Minolty i prawie to samo
co 1/200 Canona.


Reszta parametrów jest w zasadzie identyczna.
Mam nadziejęże takei zestawienie pomoże komuś, a jeśli nie to chętnie
przyjmę głosy krytyki i przeredaguję/dodam czy dopisze nastęną część.


PS. Gdyby się ktoś pytał to ja wybieram Minoltę D5d + 18-70 3.5-5.6
DT. Jednak ja już dość głęboko siedzę w systemie Minolty, mam szkła,
lampę i korpus analogowy. Gdybym wybierał na nowo to wcale nie byłby
taki prosty i oczywisty wybór :)

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Jaki manual do 500zł?

 

From: kubaphoto+aol.com (Kubaphoto)
Newsgroups: pl.rec.foto
Date: 02 Dec 2002 10:28:02 GMT

>wpad3a nam w oko Minolta
>X-700 z dedykowan± lamp±

..a do tego obiektyw 50mm/1,7 MD...i cala masa innych tanich obiektywow.
Polecam!
StaM



From: =?ISO-8859-2?Q?Micha=B3_P=F3=B3rola?=
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Lustrzanka za 500-600 (no 700) pln
Date: Mon, 02 Dec 2002 11:58:19 +0100

Ja tradycyjnie polecam pentax Super A, chociaż troszkę ułatwiaczy ma
wbudowane (ale można nie uzywać). A jeśli ortodoksyjnie full manual to
Spomatica (gwint) albo K1000 (bagnet).

 

FAQ - Sprzęt - Aparaty: Co lepiej kupić - dalmierzowca czy lustrzankę?

 

Zebrał: Jacek Welz


Grupy dyskusyjne:pl.rec.foto
Data:2002-04-09 13:05:40 PST
Autor:kamil (kamaq+wp.pl)
Temat:dalmierzowce&lunetkowce

czy ktos z was, mili moi, moze wyjasnic w zolnierskich slowach zasady
dzialania dalmierzowcow i lunetkowcow oraz w jakich przypadkach sprawdzaja
sie lepiej niz lustrzanki, tylko nie piszcie ze w kazdych

----------------------------------------------------------
Autor:Maciej Ostaszewski (mefju+venus.ci.uw.edu.pl)

> tylko nie piszcie ze w kazdych
w kazdym nie ale we wszystjich to tak:)))


Zasada dzialania dalmierzowcow:

W celowniku masz uklad optyczny dalmierza. Dalmierz jest podobny
(konstrukcyjnie) do dalmierzy artyleryjskich -- czyli takich lunet z szeroko
rozsunietymi obiektywami. Jak ustawisz dobra odleglosc to w wizjerze
(najczesiej tylko w srodku) obraz powinien sie z podwojnego zrobic pojedynczy.
Zwykle dalmierz, jest sprzezony z obiektywem, wiec automatycznie masz
ustawiona ostrosc.

Zalety dalmierzy:
==================

Obraz jest super jasny (nie ma matowki)

Precyzyjniejsze ustawienie ostrosci dla krotkich obiektywow.

Bardzo szybko nastawia sie ostrosc -- jezeli sie tego czlowiek nauczy:)))

Nie wiem jak w innych, ale w Leica'ch ten sam obrot piersciena ostrosci daje
ta sama odleglosc. Do tego kazdy obiektyw na dzyndzel -- mozna nauczyc sie
ostrzyc nie korzystajac z wizjera.

Aparat nie ma lustra, wiec jest cichy.

Dalmierzowce maja zwykle bardzo male opoznienie miedzy nacisnieceim spustu, a
wyzwoleniem migawki

Czesto w wizjerze widzisz wiecej niz bedzie na zdjeciu -- mozesz przez caly
czas patrzec przez wizjer.

Sa male -- mniej rzucaja sie w oczy.

Uchodza za stare, amatrskie, nic nie warte aparaty.


Podsumowujac: idealny aparat do reportazu, fotografii ulicznej, moze takze do
portretu (latwiejszy kontakt z modelem).

Wady:
=====

Malo precyzyjne ustawienie ostrosci dla dlugich ogniskowych (najdluzszy
obiektyw dla malego obrazka to chyba 135mm)

W duzej czesci dalmierzowcow, idiotyczne zakladanie filmow (dlaczego Leica
utrzymala to do dzisiaj???)

Paralaksa (w czesci chyba korygowana).

----------------------------------------------------
Autor:eMeL (badbatz99+hotmail.com)

> w jakich przypadkach sprawdzaja sie lepiej niz lustrzanki

Generalnie sa mniej "uniwersalne" niz lustrzanki, ale
sprawdzaja sie dobrze np. przy zdjeciach na materialach
podczwrwonych, bo mozna na obiektyw zalozyc bardzo ciemny
czerwony (29) filtr, albo i specjalny filtr do podczerwieni
(nieprzejzysty dla swiatla widzialnego) bez konsekwencji dla
celowania/nastawiania ostrosci.

Poza tym, dalmierzowce zwykle mniej wibruja przy wyzwoleniu
migawki niz lustrzanki (nie ma lustra), maja czesto migawki
centralne a wiec pozwalaja na synchro z lampa przy kazdym
czasie, itp.

Ale chyba najwiekszy plus dalmierzowcow to mozliwosc
konstruowania obiektywow szerokokatnych typu "rectalinear"
bez uciekania sie do sztuczek typu konstrukcja "retrofocus",
ktorej trzeba uzyc w konstrukcji obiektywow do lustrzanke
bo przeciez (lustro!) obiektyw jest odsuniety od plaszczyzny
filmu znacznie bardziej niz o jego ogniskowa. Dzieki temu dobra
szerokokatna optyka do dalmierzowcow jest nie do przebicia a
pewne obiektywy (np. szeroki kat - nie typu rybie oko - o
ogniskowej 12 mm) w ogole nie istnieja do lustrzanek.

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Jaki zestaw dobrych szkieł do EOS'a?

 

From: "Wojciech Chmielnicki"
Subject: Do FAQ - Zestaw obiektywow do EOSa
Date: Thu, 22 May 2003 11:41:31 +0200

Oto moje prywatne rozmyslania ;) na temat szkielek do Canona EOS.

Zalozenie 1: zalezy nam na jak najlepszej jakosci
Zalozenie 2: zalezy nam na jak najnizszej cenie.
Zalozenie 3: wygoda uzytkowania w stosunku do dwoch powyzszych jest
drugorzedna - ale chcielibysmy, zeby byly to szkla AF (w koncu z jakiegos
powodu kupilismy lustrzanke AF, a nie manuala...)
Zalozenie 4: byloby swietnie, gdyby wszystkie mialy ta sama srednice
mocowania filtrow, i zeby ta srednica byla mozliwie mala.
Zalozenie 5: nasze obiektywy powinny byc tak zbudowane, zeby nie rozpadly
nam sie po paru miesiacach uzywania (najlepiej metalowy bagnet i dobre
wykonanie)
Zalozenie 6: uzywany obiektyw w bardzo dobrym stanie jest rownie dobry co
nowy - a tanszy; w dodatku wielu dobrych szkiel juz sie nie produkuje.


Przy takich zalozeniach trzeba przyjac, ze nalezy szukac szkiel
staloogniskowych. Tylko one daja nam bardzo dobra jakosc za przystepna cene.
Zoom dorownujacy jakoscia i jasnoscia staloogniskowcowi jest kilkakrotne
drozszy.
Ta sama srednica filra pozwoli nam kupic jeden dobry, zamiast kilku
kiepskich - co oszczedzi nam wydatkow, poprawi ostateczna jakosc i
zlikwiduje potrzebe noszenia ze soba dodatkowych ilus tam pudelek, szkielek
etc. Mniejsza srednica oznacza nizsza cene.


Tyle wstepu, teraz moj wymarzony zestaw szkiel, kryjacy najwazniejsze
ogniskowe:

Sigma 24/2.8 AF
Canon 28/2.8 [opcjonalnie]
Canon 35/2.0
Canon 50/1.8 (najlepiej I wersja)
Sigma 90/2.8 Macro


Pare slow komentarza.
1.) Wszystkie powyzsze szkla na photodo maja punktacje powyzej 4, podobnie
wypadaja w innych testach MTF. Wszystkie ciesza sie tez dobra slawa wsrod
uzytkownikow.
2.) Wszystkie sa stosunkowo tanie.
3.) Wszystkie maja mocowanie filtra 52mm i metalowy bagnet, Sigma 90 to w
ogole metal + szklo.
4.) Canon 28/2.8 to opcja - bo ja osobiscie nie widze potrzeby posiadania
szkielka o ogniskowej 28, jesli mam juz 24 i 35. Na pewno bylby to ostatni z
tego zestawu, ktory bym kupowal.
5.) Powyzszy zestaw kryje nam ogniskowe od szerokiego kata 24mm (szerszych
uzywa sie IMHO tylko okazyjnie) do portretowego tele + obiektyw makro. IMHO
wystarcza to w znaczacej wiekszosci sytuacji. Nie znalazlem zadnego taniego
i dobrego szkla poza tym zakresem. Mysle, ze najlepszym wyjsciem bedzie
dokupienie przejsciowki na M42 i kupno manualnej optyki na 20 lub 16mm (AF i
tak niepotrzebny) i 200mm (AF cholernie drogi). Ewentualnie obrobic bank i
kupic Canona 70-200/4 L.
6.) Bardzo wazna uwaga dotyczaca obiektywow Sigmy! Stare Sigmy maja klopot z
kompatybilnoscia z nowymi korpusami. Wymiana chipa w Polsce kosztuje pareset
zlotych i co gorsza - do tych modeli wymiennych chipow chyba juz nie ma.
Dlatego trzeba szukac obiektywow, w ktorych chip juz zostal wymieniony -
IMHO taki obiektyw jest dzis warty dwa razy wiecej. Nawet jesli obecnie masz
stary korpus, to kiedys wymienisz na nowszy - chodzi o to, zebys przy okazji
nie musial wymieniac obiektywow. Druga wazna uwaga: obie te Sigmy maja wolny
i glosny AF. Cos za cos, niestety.
7.) Dlaczego akurat te:
Sigma 24/2.8 - optycznie porownywalna z odpowiednikiem Canona, tansza chyba
z 4x, dobra mechanicznie. Ostrzy od 18cm (Canon duzo pozniej).
Canon 35/2.0 - nie widze dla niego konkurencji
Canon 50/1.8 - chyba najtanszy, najjasniejszy, swietny optycznie. Zamiast
niego moze byc Sigma EX 50/2.8 Macro, ale ona jest duzo drozsza.
Sigma 90/2.8 - ta jest IMHO the best of the best. We wszystkich testach MTF
porownywalna z Canonem 100/2.8 Macro, czy Tamronem 90/2.8. Na photodo lepsza
od swojej nastepczyni Sigmy 105/2.8 Macro. Przy tym jest prawie dwa razy
tansza. Byly dwie wersje tej Sigmy - pierwsza byla calkowicie metalowa; jest
wiec o niebo lepiej zbudowana niz Sigma 105 czy tamron 90. W dodatku przy
macro nie wyciaga mordy dwa razy dalej niz sama jest dluga, jak to robi
Sigma 105. Jest tez w ogole bardzo kompaktowa, wygodna w przenoszeniu. Po
prostu miodne szkielko...



From: Slon
Subject: Re: Do FAQ - Zestaw obiektywow do EOSa
Date: Thu, 22 May 2003 11:53:57 +0200

Widzisz Wojtku, punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia,
czyli L4:

EF 17-40/4L
EF 70-200/4L
EF 300/4L

17-40 troche narazie niepewne, ale pierwsze review zachecajace.
A zapomnial bym, do tego jeszcze EF 1.4x ;))



From: Slon
Subject: Re: Odp: Do FAQ - Zestaw obiektywow do EOSa
Date: Thu, 22 May 2003 13:03:45 +0200

Wojciech Chmielnicki wrote:
>
> Jasniejszych co najmniej jedna dzialke, optycznie mysle ze nie gorszych
> wiele. Choc duzo mniej wygodnych.

Nie gorszych, drugi ma photodo 4.1, trzeci 4.35.
Co do jasnosci to bym dyskutowal. Owszem 70-200/4
to nie jest moze to, f/2.8 byloby lepsze bo mala GO
w tele przydaje sie zdecydowanie. Z drugiej strony
GO jest zalezne liniowo od stopnia przyslony a kwadratowo
od ogniskowej i odleglosci wiec bardzo duzej roznicy nie
bedzie. W przypadku 300/4 jest to jedyna rozsadna propozycja,
bo, pomjajac cene 300/2.8, nie stac mnie na tragarza ;))
Jezeli chodzi o szrokokatny, to wlasnie powoli dojrzewalem
do zakupu eLki, myslalem o 16-35 (bardzo dlugo bo koszmarnie
droga jest ta cholera) az tu C. pokazal 17-40/4. W ramach
badan podstawowych sprawdzilem wszystkie zdiecia wykonane
szerokim katem i jaki byl wynik ? Okazuje sie, ze zadnego
ponizej f/5.6 nie zrobilem, w zwiazku z czym pojawilo
sie pytanie po co placic dwa razy wiecej za jedna i w
dodaktu nie uzywana, dzialke przyslony. Oczywiscie, jezeli
ktos tego uzywa do reportarzu, to bedzie roznica, ale
przy krajobrazach i tak trzeba przymknac, wiec po co ?
[...]

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Jaka może być maksymalna rozdzielczość obiektywu przy różnych przysłonach?

 

Date: 8 Apr 2002 10:46:26 GMT
From: watteau+box43.gnet.pl (Stanislaw B.A. Stawowy)

Uzywajac wartosci idealnych dla obliczenia granicy Rayleigha,
i uwzgledniajac teorie kontrastu Kühlera, rozdzielczosc
osiagana dla 555 nm wynosi:

 f      D
1,4  550 lp/mm
2.0  385 lp/mm
2.8  263 lp/mm
4,0  185 lp/mm
5.6  135 lp/mm
8.0   94 lp/mm
11.0  69 lp/mm
16.0  42 lp/mm
22.0  31 lp/mm


>Zauważyłem, że b. rzadko używana
>jest przesłona pow. wartości 22.


Kiepskie zoomy maja okolo 40 lpmm.. :)
BTW: jesli ktos pisze o obiektywie ze 'najlepiej rysuje
przy f/11' to znaczy, ze jego rozdzielczosc wynosi
co najwyzej 69 lpmm.. :)

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Który Zeiss to Zeiss?

 

Date: Mon, 1 Oct 2001 15:18:23 +0200
From: "Stanislaw B.A. Stawowy"

Jeśli na obiektywie pisze: "Carl Zeiss Jena", znaczy to, że został on
zrobiony w zakładach Zeissa w Jenie. Przed 1947 była ona własnością
Fundacji Zeissa, poniędzy 1947 i 1990 była własnością rządu NRD.
Napisy 'CZ', 'aus Jena', 'Pentacon' znaczą dokładnie to samo co 'CZJ'.
Od 1991 obiektywy z Jeny noszą napis 'Carl Zeiss', ponieważ Zeiss
zachodnioniemiecki odzyskał kontrolę nad zakładami w Jenie (w dość
zresztą skomplikowany sposób - zakłady optyczne w Jenie są własnością
rządu Turyngii poprzez agencję joint-venture 'Jenoptik'.

Zeiss zachodnioniemiecki (z Oberkochen) nazywał swoje produkty
'Zeiss-Opton' aż do 1954, kiedy zaczął używać napisu 'Carl Zeiss',
który utrzymał się do dzisiaj. Nazwa 'Opton' została utrzymana na
produktach sprzedawanych aż do 1989 w krajach Układu Warszawskiego
i Trzeciego Świata (!), w których nazwa 'Zeiss' była zastrzeżona
dla zakładów w Jenie.

Dzielenie się na Zeissa zachodniego i wschodniego :) trwało aż
do czerwca 1950; jeszcze w 1954 zakłady Franke&Heidecke (ci od
Rollei i Rolleiflexa :-)) w odpowiedzio na zamówienie na obiektywy
do Rolleiflexa 2.8A (Tessary) złożone w Oberkochen, otrzymali
obiektywy zrobione w Jenie.

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Co to jest USM / HSM / AF-S (Silent Wave)?

 

Date: Thu, 24 Jan 2002 23:38:44 +0100
From: "Sebastian Kaliszewski"

Co to jest USM / HSM / AF-S (Silent Wave)?

Najpierw drobna uwaga: USM występuje w dwu wariantach -- pierścieniowym
(ring) i mikro, ten pierwszy opisany jest właśnie w tym punkcie, mikro zaś w
następnym. Ale teraz przejdźmy do sedna! Jest to silnik elektryczny, który
do poruszania rotora (części obracającej się) używa nie wprost siły
elektormagnetycznej, jak klasyczne silniki, lecz bardzo szybkich drgań (w
skaresie ultardźwięków) elementów piezoelektrycznych przenoszących się na
ruch obrotowy rzeczonego rotora. Dzieki temu silnik ten ma bardzo dobre
właściwości mechaniczne i konstrukcyjne. Ma on postać dwu wąskich włożonych
jeden w drugi pierścieni (razem "opasujących" soczewki), do ruchomego
piescienia nie trzeba przekazywać energii elektrycznej co zwiększa
niezawodność, nie ma też klasycznych łożysk przenoszących duże miejscowe
obciążenia -- "łożysko" stanowi większość styku pomiędzy pierścienieami i
jest ono zarazem źródłem przenoszenia siły napędowej. Dzięki temu silnik
taki ma bardzo dobry stosunek mocy do masy, ma duży moment obrotowy, bardzo
szybko się rozpędza i równie łatwo, szybko i w przecyzyjny sposób
zatrzymuje. Jednocześnie napęd ten jest niezwykle cichy (stąd nazwa
Nikkorowej wersji Silent Wave). Dodatkowo kręcenie "z zewnątrz" -- np. ręką
jest dla niego nieszkodliwe. Przez to jest to najszybszy i jednocześnie
najcichszy napęd dla obiektywów AF -- bijący na głowę wszelkie inne
rozwiązania, zarówno napędu wbudowanego w obiektyw jak i przekazywanego z
korpusu. Dodatkową zaletą jest FTM (ang. Full Time Manual) czyli możliwość
ręcznego przeostrzenia bez wyłączania AF.
Napęd stosowany jest w wielu obiektywach Canona (w tym w pewnej części
modeli amatorskich i prawie wszystkich profesjonalnych), w wielu
profesjonalnych szkłach Nikkor oraz w wielu profesjonalnych raczej dłuższych
(część z serii EX) szkłach Sigmy (ale tylko w wersjach dla systemów Canona,
Nikona i Sigmy)


Co to jest micro USM?
Jest to wersja USM stosowana w części amatorskich szkieł Canona, w ktorych
silnik ten nie ma postaci pierścienia opasującego szkła, lecz znajduje się z
boku w postaci małego silniczka wstawianego w miejsce kalsycznego
mikrosilnika (w zasadzie wszystkie szkła, które mają wersję z USM i bez, w
wersji USM mają mikroUSM). Traci wiec sporo na szybkości, ciszy pracy, a za
wyjątkiem obiektywu EF 50 f/1.4 mającego specjalny mechanizm wysprzęglający
nie ma FTM. Silnik ten jest nieco szybszy od klaycznego mikrosilnika,
obiektyw ostrzy też ciszej i pewniej, ale dobre rozwiązania klasyczne mogą
być często szybsze (vide 28-90 (micro)USM z EOS 300 vs 28-80 z Dynax 5).
Wyjątkiem są tu bardzo lekkie i małe szkła typu EF 50 f/1.4 -- tu szybkosci
ostrzenia nie można nic zarzucić. Ale poza tym prawdziwy, porządny USM to
Ring USM.

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Co oznacza rozdzielcza 1.6:1 - 55 linii / mm; 1000:1 - 135 linii?

 

From: Dizel
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Lamerskie
Date: 21 Jan 2003 12:32:13 GMT

Dla mniejszego kontrastu (np. 6:1 - wystepujacego przy 'normalnych'
zdjeciach (chocby portrety, sceny miekko oswietlone) rozdzielczosc
filmu jest mniejsza niz dla czarno-bialych paskow w testach (np. USAF),
gdzie kontrast pomiedzy obszarami ciemniejszymi i jasniejszymi
jest rzedu 1:1000. Proste? :)

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Co to znaczy, ze obiektyw dobrze rysuje?

 

Temat: Re: Co to znaczy, ze obiektyw dobrze rysuje ?
Autor: Marek Lewandowski nospamabuse@onet.pl
Data: 22-08-2005, 02:14:34
Grupa: pl.rec.foto.cyfrowa

On 21 Aug 2005 22:07:05 +0200, Marcin wrote:

> Cyy ktos moglby tak lopatologicznie wyjasnic stwierdzenie, ktore kilka razy
> pojawilo sie na tej grupie, ze "dany obektyw dobrze (pieknie, itp.) rysuje" ?

Reguły ostatecznej nie ma - to są rzeczy smaku. Ale są takie trzy elementy,
które najbardziej "wyłażą" i najłatwiej zidentyfikować:

1. ostrość. Dokładniej: zdolność do separacji detali. Tanie szkła mają
często dobry kontrast, ale są mało ostre - "duże" krawędzie (np dach -
niebo) wydają się dość ostre, bo mają dość spory kontrast, który nie jest
"psuty" przez szkło. Niestety, aby czytelnie rozdzielić "małe" krawedzie -
np. włosy między sobą - szkło musi być już nieco lepiej zrobione.
2. Sposób przechodzenia od ostrości do rozmycia. Głębia ostrości to jest
coś co jest, ale nie zaczyna się ona gwałtownie i nie kończy jak nożem.
Zdjęcie, w którym twarz jest ostra, a "dalszy ciąg" ucieka w miękkie tło,
może wyglądać paskudnie, jeśli ostre linie przechodząc w rozmycie będą się
rozpadać w ciapki, bądź rozdwajać, albo dużo przyjemniej, gdy nieostrość
będzie płynnie, "miękko" narastała.
3. odwzorowywanie silnych źródeł światła w polu widzenia, ale poza głębią
ostrości - mogą się rozbijać tęczą ostrych wielokątów, a mogą być miękkimi
plamami.

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Jaki jest podstawowy zestaw obiektywów na M42?

 

Date: 18 Apr 2002 19:19:13 GMT
From: watteau+box43.gnet.pl (Stanislaw B.A. Stawowy)

A. 20mm - Flektogon 2.8/20 MC
B. 35mm -Flektogon 2,8/35 <- KONIECZNIE MC
C. 50mm - Pancolar 1,8/50; Tessar 2,8/50; Biotar 1.9/50, hehe :)
D. 100mm - Oreston(Pentacon) 2,8/100
E. 135mm - Sonnar 3.5/135 MC
F. 200mm -Orestegor(Pentacon) 4/200, Sonnar 2.8/180 MC

 

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Jakie obiektywy warto kupić na M39?

 

Date: Fri, 14 Dec 2001 11:50:09 +0100
From: "Stanislaw B.A. Stawowy"

Warto kupić (szukać dobrych! sprawdzić po kupieniu!!!)


Jupiter 12 (2.8/35)
Jupiter 9 (2/85)
Jupiter 11 (4/135)
Orion-? (6.3/28)
Russar-MR2 (5.6/20)
Jupiter 3 (1.5/50)


A jak się już rozbestwisz, to kup:
Leitz Summitara (2/50)
Leitz Elmara (4/90)
Obiektywy Voigtlandera do Bessy


Wszystko będzie dobrze nastawiać na ostrość.


> warto poszukac? Ile jest wart standardowy Industar 61 L/D?


Noo.. To jest Tessar z przednim elementem ze szkła LD (lantanowego).
Po przymknięciu do f/5.6 jest bardzo dobry, przy pełnym otworze
środek jest dobry, brzegi nieco gorsze. Ma świetny kontrast z racji
prostej konstrukcji.

 

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Co to jest aberracja?

 

From: "piotr kleczek"
To: Henry
Date: Sun, 1 Dec 2002 20:56:57 +0100

Aberracja: zniekształcenie koloru (lub kształtu) przez obiektyw.
Aberracje koryguje się dzięki wielosoczewkowej konstrukcji obiektywu
lub używanie małych otworów (dużych wartości) przysłony.
Nie zawsze z pożądanym skutkiem.

przykład co robi abberracja:
http://www.dpreview.com/learn/Glossary/Optical/Chromatic_Aberrations_01.htm

 

FAQ - Sprzęt - Obiektywy: Do czego służy przełącznik A/M w obiektywach M42?

 

W obiektywach na gwint M42 przysłona przymykana jest z body poprzez bolec w tylnej części obiektywu. Aby zepewnić poprawne działanie takiego obiektywu z aparatami nie obsługującymi tego lub z mieszkami do makro - obiektyw posiada przełącznik który w pozycji M (Manual) pozwala na przymknięcie przysłony od razu pierścieniem. W Pozycji A (Auto) ustawienie przysłony na pierścieniu nie ma wpływu na rzeczywiste przymknięcie przysłony do czasu wciśnięcia "bolca". Jeśli obiektyw nie ma takiego przełącznika i obsługuje tylko tryb A(uto) to należy wcisnąć bolec na stałe (np. używając przejściówki z kołnierzem).

Henry

 

FAQ - Sprzęt - Filmy: Wybrać slajd czy negatyw?

 

Autor:Jakub Jewuła (biuro+skanowanie.com.pl)
Temat:Re: Slajd czy negatyw - pytanie do specjalistow od skanowania
Data:2000-10-19 02:52:11 PST
[...]
Negatyw daje sporo wiekszy zakres tonalny,
diapozytyw bardziej nasycone kolory, wiekszy kontrast.

Nie da sie poowiedziec co jest lepsze,
zalezy to od sytuacji - co masz pstrykac.



Autor:Jacek Zagaja (op0324160m001@sneakemail.com)
Temat:Re: negatyw a slajd
Data:2002-10-25 01:47:57 PST

Ktos imieniem "Marcin" napisal:

>Mam calkowicie "teoretyczne" pytanie.
>Zalozmy ze mam najlepszej jakosc skaner jaki istnieje , potrzebuje
>najlepszej jakosci jakos skanu , co w takim razie byloby lepsze ? wysokiej
>jakosc slajd czy negatyw ?

Najlepszej jakosci negatyw portretowy [Kodak Portra] i najlepszy
skaner [Howtek Reference] za najlepszym przetwornikiem ADC i
najlepszym oprogramowaniem [Digital Photo Lab] produkuje najlepsze
obrazy densytometryczne ktore lapia dynamike o maksymalnej wartosci
16EV co wystarcza do wszystkich scen w naturze.

>co oferuje lepsza jakosc obrazu
>(ostrosc,nasycenie,kontrast,rozdzielczosc) ? ,czy negatywy sa tak popularne
>tylko dlatego ze maja wieksza tolerancje na swiatlo

Negatywy sa uzywane w przemysle fimowym gdzie dokonywana jest post
produkcja. Slajd jest dobry do poki masz kontrolowane oswietlenie.
Wszedzie indziej ma swoje ograniczenia. Negatyw tez ma - szczegolnie
dla elektroniki skanerow.



From: Gracjan Ziolek
Subject: Re: Co lepsze negatyw czy slajdy ?
Date: Sat, 16 Nov 2002 12:48:29 +0000 (UTC)

Marcin Gorycki [2002-11-13 21:31]:
> slajdy maja mniejsza rozpietosc tonalna niz negatywy (niektorym
> negatywom jest tak naprawde wszystko jedno czy naswietlisz je na ISO100
> czy ISO800 :-)).

Tak, tylko że rzadko ogląda się negatywy. A już papiery kolorowe mają
połowę pojemności tonalnej slajdów. Weź pod uwagę, że amatorskie pytanie
"negatyw czy slajd?" znaczy tak naprawdę "przemysłowa odbitka czy slajd?".
A to zupełnie inna historia i tutaj praktycznie cała przewaga negatywu nad
slajdem ginie przeważnie gdzieś na etapie wykonywania odbitek.



From: "Konrad Jagodzinski"
Subject: Re: Co lepsze negatyw czy slajdy ?
Date: Thu, 14 Nov 2002 15:35:41 +0100

Przy dobrze zrobionym zdjeciu, zarowno z negatywu jak i slajdu mozna
otrzymac piekne kolory.

Dla mnie osobiscie zaleta slajdow jest mozliwosc weryfikacji ich na
podswietlarce i z lupa w reku, co w przypadku negatywow jest niemozliwe.
Dzieki temu moge szybko odrzucic zdjecia nieudane i wybrac te przyzwoite. A
przy negatywach musze najpierw zeskanowac sobie cala rolke, co zajmuje
chwile.

Bo jesli chodzi o odbitki, to te robione w labie z filmu zazwyczaj nie
oddaja nawet w czesci tego co naprawde zostalo utrwalone na negatywie.
Dopiero jego zeskanowanie pozwala odkryc prawdziwe oblicze zdjecia i z pliku
wykonac przyzwoita odbitke.



From: wparol+poczta.onet.pl
Subject: Re: Co lepsze negatyw czy slajdy ?
Date: 14 Nov 2002 18:26:16 +0100

Popczytaj sobie u Czarka na stronie:
http://strony.aster.pl/4x5/
Wady i zalety są fajnie opisane w dziale "Kto pyta.... "
Generalnie jeśli chodzi o jakość (miejsca na podium):
1. Negatyw
2. Slajd
3. Odbitka z negatywu
4. Odbitka ze slajdu

 

FAQ - Sprzęt - Filmy: Dlaczego maszyny ramowe są lepsze?

 

Date: Tue, 8 Jan 2002 20:51:56 +0100
From: "krzy"

przewaga maszyn ramowych polega na tym ze :

1. maleje szansza porysowania kliszy.

2. Wykazuja one wysoka stabilnosc sensytometryczna procesu, a tym samym
uzyskianych wynikow, ktora to wynika ze znacznie wiekszych objetosci
poszczegolnych kapieli nawet do 100L

Ta wysoka jakosc zalezy naturalnie od fachowosci personelu obslugujacego
maszyne.

Kolejna uwaga: Wlasciwie to wyzszosc maszyn ramowych w pelnej krasie
manifestuje sie w przypadku wywolywania slajdow a to dlatego ze E6 jest
kaprysnym procesem (6 kapieli w tradycyjnej jego permutacji ). Dlatego
wszystkie liczace sie firmy juz nie produkuja maszyn przeciagowych do E6...
Alternatywa dla ramowego wywolywania jest wywolywanie w maszynach bebnowych
ktore bazuje na jednokrotnym uzyciu niewieliej ilosci chemii. Przyklad
procesory Jobo.
W tym konkretnym przypadku proponuje zasiegnac jezyka u Pana Huleja, ktory
ma laboratorium w Hotelu Raddison w samym centrum Szczecina
pozdrawiam,
krzysiek
krzy232+hotmail.com

> A może nie, bo jak laborant przekłada ramę z jednej kąpieli do drugiej to
zawsze czegoś może nie dopilnować a maszyna ma program, który realizuje
automatycznie i nie może się pomylić.

Nie ma obawy, laborant rzeczywiscie naklada filmy manualnie na odpowiednie
ramy natomiast same ramy sa juz w maszynie przenoszonme z kapieli do kapieli
automatycznie!

 

 

FAQ - Sprzęt - Filmy: Co oznaczają symbole na perforacji slajdów Fuji?

 

From: Karol_Cieśla (kareem33@NO.SPAMZpoczta.onet.pl)
Newsgroups: pl.rec.foto
Subject: Re: Fuji znaczki na filmie
Date: Wed, 14 May 2003 23:19:18 +0200

Sensia 100 - RA
Sensia 200 - RM
Sensia 400 - RH
Provia 100F - RDPIII
Provia 400F - RHPIII
Astia - RAP
Velvia - RVP
64T - RTPII

 

FAQ - Sprzęt - Filmy: Gdzie znajdę rankingi filmów?

 

http://www.fotonyf.republika.pl/kurs/filmyspis.htm
http://onephoto.net/technika_filmy.php3
http://www.cs.wisc.edu/~bolo/photo/film.html
http://www.photographic.com/printarchives.cgi?98
http://www.cmpsolv.com/cgi-bin/filmout.cgi?Output=Text - dla slajdów
http://www.cmpsolv.com/cgi-bin/filmout.cgi?Print=1&Output=Text - dla negatywów
Photosig (negatywy kolorowe i BW, slajdy, APSNowe okno

 

FAQ - Sprzęt - Filmy: Jakie ramki do slajdów warto kupić?

 

Re: Zbieram opinie o ramkach do slajdów.
Autor: Scorpion scorpion25+wp.pl
Data: 04-07-2005, 22:39:31

Dnia Mon, 04 Jul 2005 18:42:25 +0200, Dariusz Zygmunt napisał(a):

Hej,

> Skończyły mi się ramki Fotonu, wyschło źródło z którego mogłem je
> kupowałem a nie zaramkowane slajdy marnieją. Problemu pewnie by nie było
> gdyby nie klęska urodzaju, na Allegro leżą w tej chwili:

Wypowiem sie co do Gepe poniewaz tych uzywam:

> GEPE 3mm

Grube, za grube IMHO - zajmuja duzo miejsca, ale nic zarzucic nie moge
(mowie o zwyklych bez szybek).

> GEPE do LKM

To jest moj system:

- zwykle 2 mm - wystrzegam sie ich jak ognia poniewaz na rzutnikach nie
mozna na nich uzyskac ostrych brzegow - albo ostre brzegi slajdu (ale
brzegi!) albo ostry slajd; wynika to najprawdopodobniej z tego, ze
wewnetrzna granica ramek jest pod katem prostym do powierzchni, a nie pod
ostrym (jak np. w reflectach).

- z metalowa maska - super jakosc, ladnie trzymaja slajd i pozwalaja na
jego kadrowanie poprzez odpowiednie manipulowanie slajdem w srodku (np.
krzywego horyzontu).

- z metalowa maska i szybkami AN - cudo, zalety zwyklych z metalowa maska i
dodatkowo ochrona przed kurzem, nie pozwalaja na wyginanie, slajd wiecej
wytzryma w rzutnika bez skwierczenia :-); do dobrego polaczenia tych ramek
polecam prase gepe - jest do dostanie na ebayu (np. UK) za smiesznie
pieniadze (ja dalem 2 funty + 4 za przesylke) - palcami tego porzadnie nie
scisniesz.

 

FAQ - Sprzęt - Filmy: Jakie polecacie negatywy?

 

To tylko spis kilku polecanych filmów - bez ich dokładnej oceny i analizy.
Szukając filmu dla siebie wypróbuj kilka i znajdź ten który się Tobie
podoba i dobrze go robią w labie z którego korzystasz.


Polecane negatywy:

Fuji:
Superia 100, 200
Bardzo dobre filmy amatorskie
Superia 400 X-tra
Wysokie nasycenie kolorów, dobra czułość, małe ziarno, bardzo
dobre filmy amatorskie
Press 400,800
Filmy o dużej czułości i dość małym ziarnie
NPH 400
O obniżonym kontrascie, dobrze oddaje tony skóry, bardzo dobry do
portretów (chrzcin, ślubów). Nie lubi niedoświetlania i słabych
warunków pogodowych.
Reala
Negatyw o stonowanych kolorach. Bardzo dobry do przyrody (nie
podbija kolorów).
NPC 160
Obniżony kontrast
NPS 160
Obniżony kontrast
NPL 160
Do światła sztucznego
NPZ 800
Obniżony kontrast
Agfa:
Optima II 100, 200, 400
Dobry negatyw o drobnym ziarnie i stonowanych kolorach. Dobra na
pochmurne dni.
Ultra 50
Nieprodukowana. Niesamowicie podbija kolory.
Portrait
Negatyw portretowy (niski kontrast, miękkie barwy)
Konika
Pro 100 for Portrait
Dobrze obrobiona daje doskonałe wyniki.
Impressa 100,200 for portraits
Obniżony kontrast
Kodak
Portra NC
Naturalne kolory
Portra VC
Nasycone kolory
Portra BW
Czarno-biały chromogeniczny do C-41, dobrze się kopiuje w labie.

Â?ródło:
- google

 

 

FAQ - Sprzęt - Filmy: Jak fotografować na filmach IR?

 


http://fotorobert.republika.pl/ir-instrukcja.html
http://www.cliffshade.com/dpfwiw/ir.htm
http://www.pauck.de/marco/photo/infrared/infrared.html
http://www.coolmint.co.uk/infrared/guide/
http://www.photo.net/photo/edscott/ir000040.htm



Autor:eMeL (badbatz99+hotmail.com)
Temat:Re: Filmy na podczerwien
Data:2001-09-10 08:14:24 PST

> ----------
Veroniq wrote in message news:3b9c85cf$1@news.vogel.pl...
Zaintrygowala mnie fotografia na podczerwien, i w zwiazku z tym mam pytanko.
Jakiego filtru nalezy uzywac do Ilforda SFX 200? Czy jest to zwykly fitr
czerwony, czy filtr czerwony razy iles tam (np. 4 czy 8) ? A moze potrzebny
jest jakis specjalny filtr? Na warszawskiej gieldzie twierdza ze potrzebny
jest specjalny filtr, ktory kosztuje ok. 1000 PLN i jest sprowadzany na
zamowienie.
Mam wrazenie, ze niekoniecznie jest to zgodne z prawda...
> ----------

Nie wiem ile kosztuje filtr serii 97 albo 89 w Poslce, ale 1000 PLN to chyba
duzo, zwazywszy ze filtr 87C firmy B+W o srednicy 58 mm mozna kupic w USA za
ok 100 dlarow. Ciemno-czerwony filtr za troche mniej niz 1000 PLN (Wratten
29) powinien dac ci wystarczajace efekty.
:-)

Poza tym, to film Ilford SXF to nie jest film "podczerwony." Jest to film o
"rozszerzonej czulosci na kolor czerwony" Podobnie jak Agfapan 200S i 400S.
Oryginalnie te filmy sa (byly) uzywane do fotografii sledczej, w kamerach do
kontroli ruchu drogowego, itp. Ilford zaczal sprzedawac ten film jako film do
"specjalnych" efektow w podczerwieni (SFX to angielskie/amerykanskie okreslenie
specjalnych efektow w filmie) ale tak naprawde to trudno uzyskac efekty
prawdziwego filmu podczerwonego na SFX.

Generalnie do "narmalnej" fotografii z filmami podczerwonym w lustrzankach
jednoobiektywowych uzywa sie filtrow czerwonych (Wratten 25 albo Wratten
29.) W aparatch dalmierzowych i w lustrzankach dwuobiektywowych mozna tez
uzywac nieprzezroczystych filtrow podczerwonych (np. serii Wratten 87 albo
89) ktore prawie nie przepuszczaja promieniowania widzialnego (w
lustrzankach jednoobiektywowych trzeba taki filtr zakladac dopiero po
wykadrowaniu i ustawieniu ostrosci.)

Promieniowanie podczerwone to gdzies tak pomiedzy 1000 i 1200 nm. Zgodnie z
ta definicja, zaden ogolnie dostepny film nie jest uczulony w tym zakresie,
ale... sa filmy obejmujace pewne pasmo podczerwieni - oto one w kolejnosci
ich czulosci na podczerwien:

Kodak HIE - uczulony do 900 nm (pakowany jako 35 mm i 70 mm. Mozna kupic z
prywatnych rak "przepakowany" 70 mm film jako 120 albo 220. 4x5 cali jest
niestety juz wycofany) Charakteryzuje sie grubym ziarnem i wysoka czuloscia
(ISO 200-400 bez filtru.)

Maco - uczulony do ok. 820 nm (35 mm, 120, 4x5 cali)

Konica IR 750 - uczulony do 750 m (35 mm i 120) Male ziarno - mala czulosc
(ISO 12-25)

Jest jeszcze kolorowy slajd Kodaka uczulony na podczerwien - Kodak IE
(proces E-6.) "Wymaga" filtru zoltego (np. Wratten 12.)

Filmy "policyjne" (o "rozszerzonej czulosci na kolor czerwony") ktore z
silnym filtrami czerwonymi daja efekty zblizone do filmu Kodak HIE to Ilford
SXF(35 mm i 120, uczulony do ok.700-725 nm) oraz Agfapan 400S i Agfapan
200S (tylko 35 mm, uczulone do ok. 700 nm.) Iflord jest ogolnie dostepny
ale obydwa Agfapany sa ciezkie do kupienia nawet w Niemczech.

Uklony
ML

 

 

FAQ - Sprzęt - Filmy: Jak zmienić kod DX na kasetce?

 

Autor: bruvar bruvarek+wp.pl
Data: 05-05-2005, 17:45:23

Witam.
Podaję najprostszy sposób zmiany kodu dx na kasetce z filmem,który sam stosuję.
Zaopatrzyć się w puste kasetki z różnymi czułościami filmów od 100 do 1600 asa.
Teraz: mając film np: 400asa chcemy zmienić kod na 200 asa.
Na kasetce są dwie kolumny w kolorze czarnym i srebrnym.Nas interesuje tylko
kolumna(pion) ta bliżej wyjścia filmu z kasetki.
Bierzemy do ręki kasetkę z filmem 400 asa i przygłądając się pustej kasetce
na film 200asa zeskrobujemy z kasetki z filmem 400asa paski koloru
czarnego,pod którymi pokażą się miejsca srebrne(napięcie),a paski srebrne
zaklejamy taśmą izolacyją wyłączającą napięcie.Koniec roboty,efekt 100%.

 

FAQ - Sprzęt - Filmy: Jak zmienić nieskończony film w aparacie na inny i spowrotem?

 

1. Zwiń film A w aparacie.
2. Zapisz na kasetce ilość zrobionych klatek.
3. Włóż film do pojemniczka i oznacz pojemniczek.
4. Włóż nowy film B
5. Pstrykaj...
6. Wyjmij film B (jeśli nieskończony to procedurą powyżej)
7. Znajdź film A
8. Jeśli języczek filmu A był wciągnięty to go wyciągnij
9. Skreśl ilość na kasetce
10. Włóż film A do aparatu
11. Wyłącz AF, ustaw tryb Manualny, czas najkrótszy, przysłonę max,
dekielek na obiektyw, zasłoń wizjer, wstrzymaj oddech
12. Wypstrykaj do odpowiedniej klatki - jeśli nie jesteś pewnien że aparat
odmierza poprawnie dodaj jedną klatke na wszelki wypadek
13. Zacznij oddychać i ciesz się życiem :-)

Henry

 

FAQ - Sprzęt - Lampy błyskowe: Jaki kupić tani światłomierz z pomiarem światła błyskowego?

 

From: "Tomaszek"
Subject: Re: qurde - Swiatlomierz po raz trzeci
Date: Thu, 28 Nov 2002 16:53:58 +0100

Obawiam sie, ze nowego i w miare sensownego cenie (ponizej 1,-
kzł) nie kupisz. Polaris moge osobiscie polecic.
A tu masz jeszcze kilka:
http://elfo.com.pl/pl/katalog/



From: ab2000+poczta.onet.pl
Subject: Re: qurde - Swiatlomierz po raz trzeci
Date: 28 Nov 2002 22:22:34 +0100

Za cene podobna do Polaris Dual 5 Flashmeter (ca. 1300 zl) masz jeszcze do
wyboru:
- Sekonic Flashmate L-308 BII (jesli potrafisz obyc sie bez spota) (ca. 1000 zl)
- Gossen Lunasix F (bez spota) (ca. 1400 zl)
- Minolta Auto-Meter IVF (bez spota) (ca. 1400 zl)

a jesli do 1000 zl to: Gossen Sixtomat Flash (ca. 1100 zl).

 

FAQ - Sprzęt - Lampy błyskowe: Czy Omnibounce Stofena to zwykłe pudełko?

 

Autor: twilight nospam@nospam.com
Data: 14-01-2006, 08:06:10


>jest tam coś szczególnego, czy faktycznie mogę założyć pudełko po
>jogurcie?? :)

Mozesz.Uzywalemm i jednego,i drugiego,i jakiegos denka od flaszki po
kosmetycznym jakims czyms i nie widze roznicy.

 

 

FAQ - Sprzęt - Lampy błyskowe: Jak wyliczyć moc na kondensatorach lampy błyskowej?

 

Date: 20 Mar 2002 10:59:54 +0100
From:

Energie zgromadzona w kondensatorze liczymy
ze wzoru


E = U^2 x C /2
U napiecie w V
C pojemnosc w faradach (uF = 10^-6 F )
E energia w Ws lub w J.


czyli ten kondzioł przy u=310 V (wartosć szczytowa napiecia sieciowego 220V)
da energie ok 120J (Ws)
Czyli mozemy zastosowac zwykłe IFK 120 (ruski palnik typu U).

 

 

FAQ - Sprzęt - Lampy błyskowe: Czy kontrolka lampy błyskowej może się zapalić zanim lampa się naładuje?

 

Date: Thu, 7 Mar 2002 10:43:21 +0100
From: "Marek Dyjor"

To zależy od konstrukcji układu ładowania i kontroli napięcia na kondensatorze.
Ogólnie lampa która się ląduje wprost z napięcia sieci bez żadnej elektroniki
kontrolującej napięcie może mieć sytuację że sygnalizacja nastąpi przed
osiągnięciem napięcia nominalnego (220V x 1.41).
gdzie niegdzie spotkałem się z info o sygnalizacji na poziomie 80 90 %.
Dotyczy to jednak starszych typów lub bardzo prymitywnych lamp.

Współczesne lampy z elektronicznym ładowaniem i stabilizacją napięcia.
naładowanie sygnalizują zwykle po osiągnięciu 100% założonego napięcia
(co jest możliwe ponieważ ładowanie odbywa się sporo wyższym napięciem niż
wymagane na kondensatorze). Następnie napięcie to jest utrzymywane
w granicach +- kilka procent napięcia nominalnego.

I to na tyle.

Dodam jeszcze że te najdroższe lampy mają stabilizację energii błysku oraz prądu palnika
która zapewnia stabilność temperatury barwowej w szerokim zakresie regulacji mocy
oraz pozwala na ustalenie żądanej barwy (min. bronco - ale one to kosztują dość sporo :)

 

 

FAQ - Sprzęt - Lampy błyskowe: Jak sumować moc lamp błyskowych?

 

Date: Tue, 08 Jan 2002 02:30:01 +0100
From: Andrzej Odyniec

Zasada zachowania energii gwarantuje, że moc się normalnie
sumuje, bo moc, to energia w czasie. Ale nigdy w fotografii
nie posługiwałem się mocą lampy błyskowej. Jeszcze kiedyś
zdarzało mi się posługiwać mocą Nitraphota (żarówki
fotograficznej przewoltowanej). Ale do lam błyskowych parametr
mocy nijak nie przystaje. No, zapewne układ lampy jakąś moc
pobiera i palnik jakąś moc (różną w różnych momentach błysku)
emituje. Ale jak to przekładać na parametry ekspozycji?
Obawiam się, że tego nikt do końca nie wie.


Dla ekspozycji najistotniejsza jest energia a nie moc. A w jakim
czasie ona była wyemitowana, jest przy błysku nieistotne, byleby
tylko było to w czasie trwania ekspozycji i w odpowiednim kierunku.
Dlatego do fotografii przy świetle błyskowym nieużyteczne są
ani światłość lampy (w kandelach) ani strumień świetlny (w lumenach)
ani natężenie oświetlenia (w luxach).


Dlatego zwykle posługujemy się Liczbą Przewodnią lampy
a nie jej mocą. Miałem zresztą dwie lampy o tej samej liczbie
przewodniej a o zupełnie innej mocy (FIL 11m i Unomat).
Jednej błysk trwał 1/400 s a drugiej 1/1000 s.


Koncepcja liczby przewodniej wykorzystuje współdziałanie
dwóch zjawisk:


1. energia świetlna odbita od obiektu naświetla film
odwrotnie proporcjonalnie do kwadratu odległości
między źródłem a obiektem.


Oznacza to, że jak odległość wzrośnie dwukrotnie,
to naświetlenie spadnie czterokrotnie.


2. liczba przesłony (efektywna średnica obiektywu)
jest także odwrotnie proporcjonalna do kwadratu
naświetlenia.


Oznacza to, że jak liczbę przysłony zmniejszymy z
4 na 2 to naświetlenie wzrośnie czterokrotnie.


Oznacza to, że n-krotny wzrost odległości można zniwelować
n-krotnym spadkiem liczny przysłony. A to z kolei oznacza,
że dla tekiego samego naświetlenia tą samą lampą emitującą
taki sam błysk iloczyn liczby przysłony i odległości
jest stały. I ten iloczyn ustalony dla danej lampy
i danej czułości filmu, to LICZBA PRZEWODNIA.
(Oczywiście LP będzie inna w metrach a inna w stopach.)


UWAGA: wynika z powyższego, że liniowe zmiany liczby
przewodniej dają kwadratowe zmiany naświetlenia,
natomiast liniowe zmiany naświetlenia dają pierwiastkowane
zmiany liczby przewodniej.


Jak zwiększymy czułość filmu czterokrotnie (np. ze 100 ASA
na 400 czyli o 6 DIN), to liczba przewodnia wzrośnie
dwukrotnie (np. z LP20 do LP40).


Jak zamiast jednej lampy postawisz dwie takie same identyczne,
to zapewne MOC pobierana i emitowana będzie dwukrotnie
większa. Jeżeli są takie same, to energia naświetlająca
film też będzie dwukrotnie większa.
Ale LP takiej dwulampy będzie większa tylko razy pierwiastek
z dwóch (ok. 1,41).


Ogólny wzór byłby taki:
LP1, LP2: liczby przewodnie lamp składowych.
LP: liczba przewodnia układu


LP=PIERWIASTEK(LP1*LP1+LP2*LP2)


Ten wzór sprowadzi się do podanego przez Rysiula
za Pawłem Wójcikiem, o ile lampy będą identyczne.
Jeżeli jedna z lamp jest czterokrotnie słabsza
(ma dwa razy mniejszą LP), to wspóczynnik z 0,7
zwiększa się na 0,75.


Ale to wszystko jest prawdą, pod warunkiem pracy
synergicznej (lampy są obok siebie). Jeżeli będą
tak rozstawione, że będą oświetlać inne elementy
zdjęcia (np. jedna rozświetla cienie, które rzuca
druga, to wpływ drugiej na parametry ekspozycji
może być znacznie mniejszy od spodziewanego.